Zgrzytanie zębami u dzieci to problem, z którym boryka się wielu rodziców. 

Sama będąc małym dzieckiem zgrzytałam zębami, a teraz co jakiś czas zauważam ten problem u mojego syna. Gdy był mniejszy zdarzało się to częściej, teraz bardzo rzadko.

Za przyczynę zgrzytania zębami u dzieci uważane były i nadal często są pasożyty bytujące się w ciele człowieka. Czy to jednak możliwe, by wywoływały takie zachowania?

Dlaczego dzieci zgrzytają zębami?

Bruksizm, bo taką naukową nazwę nosi zgrzytanie zębami to mimowolne zaciskanie szczęki z bardzo dużą siłą. Oprócz zacisku, mają miejsce jeszcze ruchy, które wywołują tarcie zębów górnych o zęby dolne.

Zgrzytanie zębami najczęściej można zauważyć podczas snu, jednak małe dzieci potrafią to robić nieświadomie także w ciągu dnia.

Przyczyny zgrzytania zębami nie są w 100% jasne. Najczęściej jednak stawia się szybką diagnozę bez wizyty u lekarza i badań: pasożyty.

Owsica jest często diagnozowana u dzieci, które zgrzytają zębami. Bywa jednak, że badania nie potwierdzają obecności pasożytów, a zgrzytanie jak było tak jest. 

Zgrzytanie zębami, a nawet dziąsłami u niemowląt związane jest ich rozwojem. Do 3 roku życia uważa się to za normalne zjawisko. Dopiero, gdy nie ustanie w kolejnych latach życia należy zwrócić się po poradę do specjalisty.

Dlaczego dzieci zgrzytają zębami w nocy?

To właśnie wtedy jest najczęściej dostrzegane przez rodziców. Jednak zgrzytanie zębami w dzień także jest czasem zauważane. Niektórzy twierdzą, że to właśnie w nocy aktywność pasożytów w ciele człowieka jest największa. Dopowiadają historie, o tym jak te paskudy próbują się wydostać z ludzkiego ciała powodując tym niespokojny sen dziecka. Tylko tak naprawdę po co miałyby wychodzić z raju? Przecież w ciele ludzkim jest wszystko czego im potrzeba. 

Lekarze polecający leczenie homeopatią, zwracają uwagę na fazy księżyca podczas eliminacji pasożytów z organizmu. Jednak nie ma żadnego naukowego potwierdzenia, by księżyc w jakikolwiek sposób oddziaływał na życie tych niechcianych lokatorów.

Problem zgrzytania zębami wśród dzieci jest bardzo częsty, a przecież zakażenia pasożytami należą już do rzadkości. 

Wiele objawów jak brak apetytu, nudności, słabe przybieranie na wadze, ospałość lub nadmierne pobudzenie łączone są z objawami świadczącymi o obecności pasożytów w organizmie. Okazuje się jednak, że wraz z poprawiającymi się warunkami higienicznymi w jakich żyjemy, zarażenie ludzkimi pasożytami staje się coraz trudniejsze. Natomiast występujące objawy mogą mieć zupełnie inne przyczyny.

Za zgrzytanie zębami nocą może odpowiadać jeszcze:
  • zbyt zamknięty zgryz, (wady zgryzu);
  • nieodpowiednia dieta (za mało płynów), alergia na pewne pokarmy;
  • stres.

Wady zgryzu są drugą najczęściej diagnozowaną przyczyną zgrzytania zębami u dzieci. W fazie wzrostu twarzoczaszki jest szansa na naturalne, odpowiednie ułożenie zębów, tak aby zgryw był poprawny. Jednak gdy problem się utrzymuje przez dłuższy czas, pojawiły się już stałe zęby, należy udać się do ortodonty, który pomoże uporać się z nocnym zgrzytaniem zębami.

Niezwykle silny zacisk szczęk może bardzo niekorzystnie wpłynąć na zęby. Ruchy żuchwą, jakie nieświadomie wykonuje dziecko podczas snu mogą zacząć ścierać powłokę zębów.

Alergie i nietolerancje pokarmowe. Dziecko w przeróżny sposób reaguje na alergeny. Wysypką, swędzącą skórą, bólem głowy lub zgrzytaniem zębów. Lekarze często diagnozują alergie biorąc pod uwagę właśnie te objawy. Na mimowolne ruchy szczęki nocą może mieć także wpływ odwodnienie organizmu. Ma ono podobne objawy co zakażenie pasożytami. Dlatego zanim pobiegniemy do laboratorium z próbką kału dziecka, sprawdźmy, czy wypija ono odpowiednią ilość wody w ciągu dnia.

zgrzytanie zębami u dzieci

Oczywiście, gdy dzieci jedzą dużo soczystych owoców oraz zup to ilość wypijanej wody może być nieco mniejsza. W przeciwnym wypadku najlepiej codzienne rano odmierzać porcję wody, którą koniecznie dziecko musi wypić w ciągu dnia. Przy okazji można przygotować także swoją porcję.

Sposoby na zgrzytanie zębów.

Zgrzytanie zębów jest dolegliwością, która może wiązać się z uciążliwymi konsekwencjami, dlatego należy szukać sposobów na pozbycie się jej.

Najczęściej zauważane problemy wynikające z bruksizmu to:

  • zużycie i uszkodzenie zębów oraz szkliwa,
  • ból stawu skroniowo-żuchwowego i mięśni,
  • wrażliwość i nawracający ból zębów,
  • przewlekłe bóle głowy.

Biorąc pod uwagę takie przyczyny zgrzytania zębami dzieci, jak zakażenie pasożytami, należy wykonać badania kału w laboratorium i poddać dziecko leczeniu. Gdy jednak to dieta lub alergia są winowajcami, koniecznie trzeba się przyjrzeć wszystkim zjadanym produktom. Podejrzane składniki potraw najlepiej na jakiś czas wykluczyć i obserwować czy nie przynosi to poprawy. Natomiast, gdy zdajemy sobie sprawę, że nasze dziecko pije stanowczo za mało wody (bo nie lubi), musimy znaleźć sposób (nie mówię o słodzeniu jej cukrem), by jednak polubiło. Być może już po kilku dniach wiele niepokojących objawów zniknie, a zgrzytanie zębami ustanie na zawsze.

Stres- najczęściej występująca przyczyna zgrzytania zębami przez dzieci.

Niewiele osób jest w stanie brać to na poważnie. Stres? Dziecko? A jakie to dziecko może mieć stresy? Przecież nie musi zarabiać na kredyty i chodzić do nielubianej pracy… Czym  w takim razie może się stresować?

Myślę, że powoli zmienia się takie podejście do dzieci i już niedługo większość rodziców będzie traktowało swoje maluchy poważnie. Co prawda ich problemy wydają się być błahe dla każdego dorosłego. Przecież pamiętamy doskonale, gdy sami zadręczaliśmy się jakimiś głupstwami, a teraz wydaje nam się to kompletnie niedorzeczne. Jednak będąc dorosłym jest tak samo. Jeszcze wczoraj martwiliśmy się problemami, które wydawały się nie mieć rozwiązania, dzisiaj o nich już nie pamiętamy, bo mamy kolejne.

To samo przeżywają dzieci. Maleńkie nie rozumieją tego wszystkiego, co się dokoła nich dzieje. Tyle twarzy, tyle głosów, tyle kolorów, min, widoków. Czasami hałasów, krzyków, czasem śmiechów. Nie możemy chronić dzieci przed tym wszystkim, bo mogłyby kiedyś doznać szoku, że tak wygląda życie. Muszą od pierwszych chwil w tym uczestniczyć. Jednak nie wszystkie sobie świetnie radzą z takim ogromem bodźców.

Starsze dzieci starają się to wszystko zrozumieć. Jeszcze starsze, gdy już myślą, że wszystko zrozumiały dowiadują się, że jednak myliły się. Do tego dochodzą obowiązki i nauka. Chcemy, by dzieci miały szczęśliwe dzieciństwo, ale przecież powinny też same się ubrać, pakować, zrobić sobie kanapkę… Dla nas, dorosłych to błahe czynności. Dla dziecka, które ciągle jest na etapie “szczęśliwego dzieciństwa” do dużo. Czasami za dużo.

Szyna relaksacyjna rozwiąże problem zgrzytania zębami?

Gdy zauważymy, że dziecko nie radzi sobie z czymś emocjonalnie, musimy mu pomóc. Rozmawiając na różne tematy. Odcinając od stresujących bodźców. Ograniczając czas spędzany przed komputerem czy grami na konsoli, ponieważ często tylko wzmagają napięcie.

Jest jeszcze rozwiązanie, które zaproponuje ortodonta, gdy stwierdzi, że to nie wada zgryzu odpowiada za zgrzytanie zębami przez dziecko. Jest to szyna relaksacyjna. Mała, żelowa wkładka, idealnie dopasowana do zębów, która ma wyleczyć bruksizm.

Dzięki szynie relaksacyjnej zęby nie stykają się, a co za tym idzie nie może dojść do zgrzytania nimi. Napięcie w mięśniach żwaczowych stopniowo osłabia się i problem z czasem ustaje. Użytkowanie szyny z początku powoduje mały dyskomfort, jednak da się z nim szybko oswoić.

Ile kosztuje szyna relaksacyjna?

Szyna relaksacyjna wykonana na wzór odcisku szczęki osoby, która zmaga się ze zgrzytaniem zębami, ma pomóc łagodzić napięcie mięśni żucia oraz pozbyć się nocnego, mimowolnego zaciskania szczęk. Wykonanie takiej szyny wiąże się z kilkoma wizytami u stomatologa oraz ortodonty. Muszą oni wykluczyć nieprawidłowości związane z uzębieniem lub zgryzem. Dopiero po tym wykonany zostanie odcisk szczęki, na podstawie którego zostanie wykonana szyna. Koszt szyny waha się od 300 do 700zł. 

Dla dorosłych są gotowe szyny, do kupienia w intenecie, za dużo mniejsze pieniądze, które można samodzielnie dopasować do zębów w warunkach domowych. Są one wykonane z innego tworzywa, dlatego ich komfort trzymania w ustach może nie być tak duży, jak w przypadku szyny wykonanej w gabinecie ortodonty lub stomatologa.

 

Zgrzytanie zębami to bardzo częsta dolegliwość, której przyczyna występowania nadal do końca nie jest znana. Jeżeli wykluczymy wszystkie znane przyczyny, a problem nie będzie ustępował, a wręcz się nasilał, z troski o stan zębów konieczne będzie zakupienie szyny relaksującej.

Być może zgrzytanie zębów po jakimś czasie ustąpi i nie trzeba będzie się zmagać z przykrymi konsekwencjami bruksizmu.

 

 

newsletter blog liravibes

 

 

 

Zdjęcie Annie Spratt na Unsplash


Podczas gdy małe dzieci leżąc w łóżeczkach, mogą spokojnie słuchać spokojnego głosu rodzica i powolutku zasypiać, starsze na widok książki mogą uciekać w popłochu. By sprawić, aby nastawienie dziecka do czytania książek było pozytywne, trzeba wykorzystać kilka sposobów.

Dlaczego książki w życiu dziecka i dorosłego są ważne?

Gdy byłam dzieckiem książek, używałam jako ścian w domku dla barbie lub podstawki, która podnosiła jakąś rzecz wyżej. Nie pałałam do czytania, a każda lektura szkolna była dla mnie drogą przez mękę. Wybawieniem tego cierpienia była lekcja polonistyczna, na której można było obejrzeć ekranizację utworu. Dobrym sposobem na zapoznanie się treścią książki było też przeczytane w tajemnicy opracowanie zawierające najważniejsze informacje.

 

Kiedy pierwszy raz czytam dobrą książkę, doświadczam uczucia,
jakbym zyskał nowego przyjaciela.  
(Johan Wolfgang Goethe)

Dopiero gdy byłam starsza, sięgałam po dawne lektury, by nadrobić zaległości lub, by dowiedzieć się więcej na temat danego utworu. Moja miłość do książek zaczęła się wtedy, gdy dowiadywałam się z nich więcej, niż bym oczekiwała. Posiadając je na własność, mogłam zawsze do nich wrócić i przypomnieć sobie najważniejsze informacje. Internet także daje nam ich mnóstwo, jednak nie są one tak wartościowe i szybko o nich zapominamy.

Książki przenoszą w inny wymiar. Można się bać z książką, śmiać z książką, można uczyć się z książką.

Obecne czasy bardzo nam ułatwiają zapoznawanie się z pozycjami książkowymi, na które nie bardzo mamy czas w ciągu dnia. Audiobooki, których można słuchać podczas sprzątania domu, jazdy do pracy czy w podróży są wspaniałą alternatywą tego, co daje nam trzymana w ręku książka.

Jednak oprócz terapeutycznych korzyści, jakie niesie za sobą czytanie książek, człowiek wynosi z tej pozornie zwyczajnej czynności dużo więcej pozytywów. Oto co dzieje się z człowiekiem, który regularnie czyta:

  • poszerza słownictwo i robi mniej błędów językowych i ortograficznych . Co prawda elokwencja człowieka zależy od wielu czynników. Jednak czytane książki w pozytywny sposób oddziałują na sposób wyrażania się człowieka i dobór słownictwa. Problem z popełnianiem błędów ortograficznych może się zmniejszyć, przez częste obcowanie z różnego rodzaju słowami zawierającymi trudności ortograficzne. Podświadomie zapamiętujemy pisownie pewnych wyrazów, dzięki czemu szybko wyłapujemy popełnione nawet przez nas samych błędy, gdy zauważymy, że coś nie pasuje nam w takim zapisie.
  • zdobywa informacje na wiele tematów. W zależności od zainteresowań to tematyka ulubionych książek może skupiać się na jednej dziedzinie. Natomiast lektury szkole są tak zróżnicowane, aby poznać szereg gatunków literackich i w przyszłości dobierać je sobie wedle uznania. Sięgając jednak po książki różnego rodzaju, mamy szansę poznać kulturę innych krajów, historię danych regionów, osobowość ciekawych ludzi i wiele, wiele innych. Ważne, by w ogóle po te informacje sięgnąć.
  • poznaje inny punkt widzenia. Można być zbulwersowanym zachowaniem postaci z książki (do dziś nie mogę zrozumieć, jak Anna Karenina mogła porzucić synka dla miłości), jednak poznanie sprawy z innej strony uczy tolerancji. Wokół nas dzieje się wiele rzeczy, na które nie mamy wpływu. Dobrze je poznać i próbować zrozumieć, ale czasem wystarczy je tylko zaakceptować.
  • odpoczywa i relaksuje się.  Na godzinę lub dłużej przenosi się w świat w naszej głowie, który daje to, co w tym momencie nas interesuje. Pozwala zapomnieć o przykrych sytuacjach, jakie nas dzisiaj spotkały, o bałaganie w garażu i nadwadze. Pozwala odprężyć się i uspokoić.
  • sprawia, że człowiek zaczyna myśleć w swój własny sposób.  Poznanie wielu prawd, historii i opinii powinno dać obraz, który pozwoli ustosunkować się do sprawy. Zagłębianie się w interesujące sprawy może nas tylko utwierdzić w przekonaniu, że jest wiele teorii na pewne tematy i powinniśmy umieć samodzielnie obrać drogę rozumowania. Dzięki temu nie podążamy w myśleniu za innymi, tylko opieramy się na własnych poglądach i opiniach. To ważne, by umieć określać i wyrażać swoje własne poglądy.

Z pewnością jest jeszcze więcej pozytywnych efektów czytania książek, ja postanowiłam wymienić te o najważniejszym znaczeniu dla człowieka. Być może sami jeszcze nie przekonaliśmy się do czytania i częściej siadamy przed telewizorem niż na fotelu z książką. A to tylko dlatego, że nie trafiliśmy dotąd na odpowiednią dla nas lekturę.

Staram się dobierać książki ze względu na mój nastrój oraz potrzeby.

Jeżeli szukam informacji na jakiś temat, jednak w internecie nie mogę znaleźć nic, co wyczerpałoby go, szukam książek opisujących problem. Gdy mój nastrój nie jest najlepszy, a motywacja do działania spada do zera, muszę szybko odkryć nową pozycję, która pomoże mi wziąć się w garść i znowu ruszyć do przodu. Kiedyś sięgałam po kryminały i dramaty, jednak potrafią silnie oddziaływać na moją psychikę przez co razem z bohaterem  boję się lub przeżywam jego smutki. Dlatego szukam teraz śmiesznych książek. Autorów ze świetnym poczuciem humoru, którzy rozbawią mnie do łez i doda trochę radości do mojego życia.

Z przyjemnością myślę o momencie, w którym bez wyrzutów sumienia zasiądę do czytania. Nie jest to jednak takie proste, bo masa obowiązków ciągle czeka. Mimo to czasami rzucam wszystko i po prostu czytam.

Tylko co zrobić, by dzieci chciały czytać książki?

1. CZYTAĆ DZIECKU OD URODZENIA

Ostatnio na grupie dla rodziców jedna mama narzekała, że nie jest w stanie przekonać dziecka, by polubiło czytanie mu przez nią książek. Opisywała trudne sytuacje, gdy dziecko na widok książki krzyczy, ucieka, wyrywa strony i gryzie. Ale przecież, żeby mogło tak się zachować, musi mieć już parę lat... By uniknąć tego typu sytuacji, najlepiej czytać dziecku od urodzenia.

Może się to wydać dla kogoś bezsensowne, bo takie dziecko nic nie rozumie, ja jednak już dzisiaj wiem, że to najlepsze co zrobiłam dla mojego dziecka. Nie dość, że zasypiał w swoim łóżeczku bez problemu, bo podczas zasypiania słuchał mamy lub taty głosu, to gdy zaczął mówić, robił to w niesamowity sposób. Szybko wymawiał wszystkie głoski, nawet r, i ekspresowo przeszedł od porozumiewania się pojedynczymi słowami do pełnych zdań. Gdy był malutki, przyzwyczaił się do wieczornego czytania i z zainteresowaniem słuchał czytanych wiele razy bajek i opowiadań. Dziś wieczorami sam sięga po książkę i jest to dla niego tak samo naturalne, jak kąpiel czy kolacja.

2. CZYTAĆ CIEKAWE KSIĄŻKI

Problemem jest, gdy dziecko nienawidzi książek, ale i gdy nie może się od nich oderwać. Dlatego trzeba uważać, w doborze lektur ;) Ciekawa książka nie pozwoli dziecku wrócić do rzeczywistości. Historia powinna go pochłonąć bez reszty, by na koniec czuło żal, że się skończyła. W ten sposób dziecko odkryje, że wraz z książką można przeżywać niesamowite przygody. Niemal być tam razem z innymi bohaterami. Obecnie jest wiele ciekawych, przygodowych książek dla starszych dzieci, które można czytać młodszym. Mój syn jako 6-latek zafascynował się Harrym Potterem, od którego nie mógł się oderwać i w każdej wolnej chwili czytaliśmy kolejne przygody. Poważniejsze książki zmuszają szybkiego rozumowania, łączenia wątków i uczą nowego słownictwa.

3. CZYTAĆ ŚMIESZNE KSIĄŻKI

Dzieci uwielbiają się wygłupiać. Niestety my często je za to karcimy, zamiast pośmiać się razem z nimi. Gdy się przewrócą, nazywamy ofermą, gdy coś rozleją fajtłapą, a można też to załatwić na wesoło. Przecież w głupich komediach śmiejemy się do rozpuku, gdy ktoś się potknie lub spadnie mu coś na głowę. Dzieci mogłyby się również z tego pośmiać, czytając książkę. Ponadczasowe Dzieci z Bullerbyn, z pewnością dziecko rozbawią i zrelaksują przed zaśnięciem.

4. PODAROWAĆ KSIĄŻKI ZWIĄZANE Z ZAINTERESOWANIAMI DZIECKA

Jeżeli córka interesuje się tańcem, powinna mieć na półce książkę o swojej ulubionej tematyce. Tak samo w przypadku zainteresowania modą, fotografią, konstrukcjami budowlanymi czy strażą pożarną. Większość rodziców wie, czym ich dzieci się interesują i powinni pomóc im te zainteresowania poszerzać. Przecież nie robi się tego, by pomóc osiągnąć im wymarzony zawód, ale by zdobyli dodatkowe wiadomości i rozwijali się w ten sposób. W moim domu jest pełno biografii najlepszych piłkarzy i trenerów. Syn nie ma najmniejszych oporów, by sięgnąć po książkę, która opisuje, jak to się stało, że ten czy inny chłopak został najlepszy na świecie. Nawet jeżeli sam nim nie będzie, zdobędzie niesamowite informacje. 

5. SAMODZIELNY WYBÓR KSIĄŻEK PRZEZ DZIECKO

Uwielbiam Empik, mogłabym tam zamieszkać. Chodzenie po takim sklepie, szukanie interesujących treści, czytanie opisu i oglądanie okładki może być ekscytujące. Być może taka wycieczka do księgarni lub innego miejsca, gdzie jest wiele książek dla dzieci, spodoba się także naszemu dziecku. Będzie mogło samo zdecydować o tematyce, czy to, co jest w opisie, trafia w jego gust. Być może książka, której byśmy nigdy nie kupili dziecku, okaże się dla niego najlepszą, jaką dotąd czytało.

6. RODZIC I KSIĄŻKA

Myślę, że tak jak rodzic pozbawiony ambicji nie powinien oczekiwać najlepszych wyników w nauce u swoich dzieci, tak i ten, który z książką ma niewiele wspólnego, nie może się dziwić, że jego dzieci ich nie lubią. Mimo to są tacy, którzy tego wymagają i zmuszają dzieci do czytania. Oczywiście ma to zupełnie odwrotny skutek i zamiast wielkiej miłości, jest nienawiść. Rodzic, który sam interesuje się literaturą ma więcej dziecku do zaoferowania w tej kwestii. Sam zna tytuły, które świetnie pamięta z młodych lat i przekazuje je dalej. Czytając razem, zainteresowanie rodzica może udzielić się dziecku i taż zapragnie czytać więcej i więcej… Widok mamy czy taty z książką także robi swoje. Ten obraz stanie się elementem, który zechce powielać. Dzieci naśladują rodziców, więc powinniśmy przynajmniej starać się zachowywać tak, jak byśmy chcieli, aby nasze dzieci się zachowywały, gdy dorosną.

Nie jest łatwo przekonać dziecko, że czytanie jest fajne, dlatego nie ma sensu tego robić. Wystarczy zacząć czytać…

 

newsletter blog liravibes

 

 


Uwielbiam zmiany i mimo że chciałabym kiedyś żyć w klimacie tropikalnym na stałe, to chyba trochę tęskniłabym za zmianami, jakie nam fundują pory roku. Na przykład za taką piękną, nastrojową jesienią. A wraz z nią możliwościami wprowadzenia jesiennych dekoracji w domu.

Każda pora roku ma swój niepowtarzalny urok.

Wiosna napawa optymizmem. Wszystko budzi się do życia. Po prostu nie da się stać z boku i na to przyglądać. Trzeba działać. Lato, wiadomo… Upał nie pozwala na duży wysiłek, pora odpocząć. Znaleźć czas na relaks, zabawić się. Pomalować mieszkanie 😉 Zima to święta Bożego Narodzenia i choć już nie mają takiego niezwykłego uroku, jak te 20 lat temu, to nadal większość z nas czeka na pierwszą reklamę z ciężarówkami Coca-Coli ze zniecierpliwieniem.

Jesień natomiast mimo chłodu, jaki zaczyna panować na dworze, daje całkiem ciepłe skojarzenia. Kolor pomarańczowy, który wiąże się z jesienią dodaje przyjemnych wrażeń.

Jest kilka takich elementów, które wprowadzają nas w okres jesienny i fajnie mieć je w domu. By cieszyć się zmianą, świadomie dostrzegać upływający czas i czerpać przyjemność z przytulnego, jesiennego wystroju domu w długie wieczory.

 

 

Czy nie cudownie jest spędzać je w otoczeniu ciepłych barw i mięciutkich tkanin? Można zrelaksować się czytając książkę lub oglądać ulubiony serial, kątem oka zerkać na przyjemne płomienie palących się świec.

Jest wiele sposobów na spędzanie długich, jesiennych wieczorów. Pomysłów nam nie brakuje zwłaszcza, gdy mamy dzieci. Można grać w gry planszowe, tworzyć dzieła artystyczne, czytać i oglądać książki. Bawić się z młodszymi lub robić wiele innych ciekawych rzeczy. Ale z pewnością każda z tych czynności będzie dużo przyjemniejsza w ciepłym i przytulnym otoczeniu.

 

Jesienne dekoracje w domu.

Internet jest niesamowitym narzędziem jeśli chodzi o inspiracje. Można znaleźć tu dosłownie wszystko w interesującym nas temacie. Jeszcze bardziej tematyczny jest Pinterest, na który trzeba uważać, bo wciąga i czasem trudno się z niego wyłączyć.

Każde interesujące nas zdjęcie ma już pod sobą wiele podobnych propozycji, bywa, że jeszcze bardziej interesujących. Gdy chcemy się przyjrzeć któremuś, natrafiamy na kolejne, i tak dalej… Także, trzeba uważać i wiedzieć kiedy przestać.

Z jesienią i jesiennymi dekoracjami najbardziej kojarzy mi się dynia. Wpisałam tylko to hasło i przepadłam…

Znalazłam kilka świetnych pomysłów i chcę się nimi podzielić. Mimo że w Polsce Halloween obchodzą tylko wyznawcy szatana (w niektórych kręgach tak się ich nazywa), to postawienie dyni przy domu lub na stole nie powinno narażać naszej reputacji na szwank.

 

 

Na zewnątrz domu można postawić i udekorować prawdziwą. Powinna wytrzymać około dwóch tygodni w chłodzie. Jednak w domu to nie jest najlepszy pomysł. Zapach mógłby być wyczuwalny już po kilku dniach. Oczywiście ktoś mądry znalazł na to sposób, można dzięki niemu kupić doniczkę  w kształcie dyni. A kolorze odpowiednim do naszego wystroju wnętrz. Jednak ja bym została przy ciepłym odcieniu pomarańczy.

 

Wielka dynia z kwiatuszkami przytrzymywanymi odkrojoną górą wygląda niesamowicie.

Jednak wystarczą nawet same małe dynie ozdobne ustawione wśród świec na stole. Myślę, że już taki drobny akcent dodaje ciepła i przenosi w jesienny klimat.

jesienne dekoracje domu liravibes blog

 

jesienne dekoracje domu liravibes blog

 

Przepiękne kompozycje kwiatowe w dyni. W dodatku wydają się być łatwe do wykonania. Do dyni możemy włożyć ulubione zioła, kwiatki lub innego rodzaju elementy, które będą pasowały do naszych wnętrz.

Wśród jesiennych dekoracji domu nie może zabraknąć wrzosów. Mając różne odcienie. Od jasnego fioletu po niebieski. Oto co udało mi się znaleźć, zrobionego z wrzosów w prosty sposób.

 

 

Są to zwykłe pachnące jesienią świeczniki. A świece są podstawą jesiennych dekoracji w domu. Samym płomieniem dodają ciepła w pomieszczeniu i bardzo przyjemnie na nas oddziałują.

Wrzosy same w sobie są piękną dekoracją w domu, więc można go po prostu postawić na przykład w towarzystwie miski kasztanów.

jesienne dekoracje domu liravibes blog

 

Dlatego czasem wcale nie trzeba wiele się napracować, by mieć w domu przyjemny kącik, do spędzania tam jesiennych wieczorów z kubkiem herbaty malinowej w ręce. Wystarczy kilka pięknych, pachnących świeczek.

 

jesienne dekoracje domu blog liravibes

 

Ozdobą do świeczek okazuje się, że może być właściwie wszystko. Kwiaty, żołędzie, kora, cynamon, a nawet zwykłe patyczki.

 

 

Świecznik z brzozowych drewienek będzie wyglądał pięknie w domu. Można go postawić w miejscu kominka, gdy mamy ciepło w domu i nie musimy w nim palić. Albo zamiast, gdy go wcale nie mamy.

 

 

 

Jeżeli mamy taką możliwość, możemy udekorować także wejście do domu. Z pewnością przyjemniej jest wracać do takiego widoku po pracy. No i sąsiadka zielona z zazdrości to także przyjemny widok 😉

jesienne dekoracje domu liravibes blog

 

To jeszcze coś dla wyznawców szatana, takich jak ja, którzy pobawią się z dziećmi, wykroją jakieś stworki z dyni dla zabawy albo poudają, że w ich domu mieszkają czarownice.

 

jesienne dekoracje domu blog liravibes

jesienne dekoracje domu

 

jesienne dekoracje domu liravibes blog

 

Jesienne dekoracje domu mają sprawić, że będzie nam miło i  przytulnie w swoim domu, w długie ciemne wieczory będą dzięki temu spędzone w przyjemnej atmosferze. Pomarańczowy kolor ociepli wnętrze w ciągu dnia, a światełka świeczek wieczorem. 

Jeżeli komuś nie chce się bawić w targanie dyni i wykonywanie kompozycji z kwiatów, może sobie sprawić zwyczajne ozdoby jak wazony, świeczniki itp. w kolorze starego złota i miedzi. Będą także ocieplały pomieszczenie, a do tego wystarczy je po prostu ustawić na pólkach.

Kanapę w tym okresie z pewnością pokryje gruby koc, o którym będziemy marzyć siedząc w pracy.

Zmiana wystroju mieszkania związana z nową porą roku, to dla osób które lubią tworzyć dekoracje różnego rodzaju, wspaniały czas. Mają szansę spełnić się w swojej pasji i cieszyć się efektem swojej pracy. A rodzina spędzić jesień w bardzo przyjemnym mieszkaniu.

 

Zdjęcia z Unsplash i Pinterest.


Nie dostrzegałam w tym zjawisku nic nadzwyczajnego, jednak po ostatniej rozmowie z koleżanką zaczęłam dokładniej mu się przyglądać.

Dzieci przecież często się popisują. Przed rodziną czy innymi dziećmi. Zaczynają wariować, wrzeszczeć, inaczej mówić, chodzić, a nawet udawać kogoś innego.

Koleżanka opowiadała mi, jak jej dzieci cieszyły się na przyjazd kolegów. Mówiła, że już na kilka godzin przez ich przyjazdem zaczęły wchodzić w inne role i zachowywać się nieznośnie.

Przypomniało mi się, że parę lat temu, gdy moje metody wychowawcze były podobne do tych, które obecnie stosuje koleżanka, mój syn także zachowywał się co najmniej dziwnie przebywając wśród innych osób.

Wychowanie dziecka moimi starymi metodami polegało na:

  • karach i nagrodach
  • konsekwentnym przestrzeganiu zasad przez dziecko
  • upominaniu za złe zachowanie
  • instruowaniu podczas wykonywania czynności
  • oczekiwaniu posłuszeństwa.

Być może większość rodziców pomyśli sobie, że nie ma nic nadzwyczajnego w tych metodach. Zwyczajne podejście do wychowania dziecka. Przecież powinno być karane za nieposłuszeństwo i nagradzane za sukcesy. Musi wiedzieć, że robi coś źle i poprawianie go tylko ułatwi mu sprawę. Do tego posłuszeństwo jest bezwzględnie konieczne, ponieważ dziecko musi słuchać się rodziców.

Też tak kiedyś myślałam, jednak widząc co te metody robią z dzieckiem, postanowiłam szukać innych rozwiązań.

Obecnie uważam, że wyżej wymienione zasady są odpowiednie do wychowywania psa. I sprawdzą się wtedy idealnie. Jednak to, co się zadzieje z dzieckiem, które w dzieciństwie poddane zostanie takiej tresurze, wyjdzie w pewnym momencie, jednak wcale nie będą to tak pozytywne sytuacje, jakich byśmy oczekiwali.

 

Wychowanie pełne miłości może być pozbawione akceptacji.

Można stosować taki sposób wpływania na zachowanie dziecka, a mimo to dawać mu wiele troski i miłości. Wielu rodziców tak robi i nie widzą w tym nic złego. Bardzo kochają swoje dzieci, dbają o nie, spędzają z nimi bardzo dużo czasu, rozmawiają, jednak przy tym oczekują od nich bezwzględnego posłuszeństwa i konsekwentnie przestrzegają narzuconych im zasad.

Tak wyglądały moje nieporadne kroki na początku nauki wychowywania dziecka. Myślałam, że w ten sposób mój syn będzie zawsze grzeczny, uprzejmy i robił zawsze to, co powinien. Mówił “dzień dobry”, co jest dla wielu osób wyznacznikiem tego, czy dziecko jest dobrze wychowane i znał wszystkie zasady zachowania się w każdej sytuacji.

 

Czy naprawdę chcę mieć dziecko-robota?

Wraz z wiekiem zaczęłam zauważać u mojego syna pewne cechy, które mnie przerażały.

Syn nie potrafił się bronić, ponieważ był nauczony być miłym i koleżeńskim. Zasada “nie bij” wyryła mu się głęboko w świadomości, że gdy nieco zmieniłam poglądy na ten temat, już było za późno.

Syn nie miał własnego zdania, bo znał moje. Był bierny w wielu sytuacjach, znając swoje miejsce i nie wychylając się.

Mimo że doskonale zdawał sobie sprawę z wagi swoich osiągnięć, dostawał od nas dodatkowo nagrody, które przestawiły go z działania dla satysfakcji na działania dla rzeczy materialnych.

W wielu sytuacjach gdzie wymagana była spontaniczna decyzja, on bał się cokolwiek zrobić, myśląc, czy to aby jest zgodne z zasadami. Czy tak można się zachowywać, czy tak wypada.

 

Na szczęście bardzo szybko udało się to wszystko zmienić. 

Dziecko nie chce się słuchać, jakby podświadomie nie godziło się na to, czego od niego wymagamy. Gdy jest to wbrew niemu, zabijamy jego osobowość swoimi manipulacjami, cząstka po cząstce, by na koniec pytać “gdzie ja popełniłam błąd?”.

Trzeba tysiące razy powtarzać: “nie rób tego”, “nie właź tam”, “nie zaglądaj”, a ono i tak chce zrobić po swojemu i zwykle to robi. Kary, nagrody, zakazy, rozkazy sprawiają, że dziecko głupieje i nie jest w stanie samodzielnie określić co jest dobre, a co nie.

Gdy jednak damy dziecku wolną rękę, oczywiście w granicach zdrowego rozsądku, okaże się, że samo dowie się bardzo szybko tego, co chcieliśmy mu przekazać od miesięcy. Dodatkowo zdobędzie coś bezcennego –AKCEPTACJĘ.

To przez nas, rodziców dzieci się popisują. Wiedzą, że nie są takie, jak my byśmy chcieli, ponieważ bezustannie je poprawimy. Ochrzaniamy za różne wybryki. Karcimy za wygłupy.

Zabijamy w dzieciach spontaniczność i naturalność. Swoim zachowaniem mówimy im: “BĄDŹ INNY, TAKIM CIĘ NIE AKCEPTUJĘ”.

Gdy dziecko, które ma takie odczucia spotyka się z innymi dziećmi, zaczyna przyjmować inne role. Zachowywać się na rożne dziwne sposoby, by otrzymać od nich upragnioną akceptację. Niestety często takie zachowania nie są dobrze odbierane przez rówieśników, przez co poczucie wartości dziecka może spaść jeszcze bardziej.

Starsze dzieci, chcąc uzyskać akceptację w grupie, mogą zachowywać się bardzo nieodpowiedzialnie. Bardziej cwane nastolatki szybko dostrzegą kolegę, który dla akceptacji jest w stanie zrobić niemal wszystko i wykorzystają to. A to także popisywanie się, tylko na bardziej niebezpiecznym poziomie. 

Żaden rodzic z pewnością nie chce, by jego dziecko było klasowym błaznem. Często dzieci pozbawione akceptacji walczą o nią natarczywie, robiąc dziwne rzeczy w szkole. Chcą się na siłę wyróżnić, by zostać dostrzeżonym. Dzieciom, które łamią reguły obowiązujące na lekcjach brakuje uwagi i akceptacji. Trzeba szybko znaleźć w nich coś, czym się wyróżnią pozytywnie. Co rzeczywiście pomoże im zdobyć upragnioną akceptację.

 

Wychowanie dziecka jest najtrudniejszym zadaniem, z jakim może się zmierzyć dorosły człowiek. Wszystkiego innego może się nauczyć, ale na to nie ma jednego sposobu.

Jedynie metodą prób i błędów, własnych opinii i doświadczeń oraz wnikliwej obserwacji siebie i dziecka, jest w stanie w dużej mierze wpłynąć na to, jakim człowiekiem będzie w przyszłości jego syn lub córka. Ale kto ma dzisiaj na to czas? Zresztą nawet mimo to, nie ma się żadnej pewności, że całe przedsięwzięcie zakończy się sukcesem, a nasze dziecko będzie w przyszłości mądrym, dobrym, pewnym siebie, odpowiedzialnym człowiekiem.

Ja jestem mamą od ponad 8 lat i moje doświadczenie jest stosunkowo niewielkie, jednak ciągle dowiaduję się czegoś nowego i zmieniam obrany kierunek, gdy okazuje się, że przynosi więcej szkody niż pożytku.

Dzisiaj jednak wiem na pewno, że kary i nagrody oraz zakazy i reguły, powinny pojawiać się w życiu rodziny jak najrzadziej.

Jeżeli chcemy, by nasze dzieci były niezależne i pewne siebie, to musimy im to umożliwić.

Wychowanie dziecka powinno polegać na wspieraniu go i pomocy w trudnych sytuacjach. Motywowaniu do działania i bezgranicznej miłości i akceptacji.

Ich brak zmusza dzieci do bycia kimś innym. Myślą, że takich, jakimi są, koledzy nie będą lubić. Muszą udawać kogoś innego. Możliwe, że będą to robić całe życie.

 

Mój syn już się nie popisuje. 

Od dawna jest sobą. Jest beztroskim dzieckiem, które mówi co myśli i robi co chce, przy naszej pełnej akceptacji.

Rozmowa wystarczy, by wszystko było jasne.

Ma wielu przyjaciół, z którymi świetnie się dogaduje. Jest wobec nich szczery i lojalny. Ma także odwagę sprzeciwić się im.

Wie, że nie musi być uległy ani posłuszny, by zasłużyć na przyjaźń kolegów.

Tak właśnie by było, gdyby w naszym domu nie zmieniły się zasady. Gdybyśmy postawili na wychowanie dziecka, by uszczęśliwiało innych ludzi, zapominając o samym sobie.

Mój syn jest teraz szczęśliwym dzieckiem.

Chciałabym, aby wszystkie dzieci miały takie same szanse, by być sobą i jednocześnie być akceptowane. 

 

 

Photo by Blake Cheek on Unsplash


Chyba w każdej rodzinie poranek wygląda podobnie.

Wstawaj! Umyj zęby! Ubieraj się! Szybciej! Jedz, bo się spóźnimy! Szybko! Za chwile musimy wyjść! Pospiesz się! 

I choć wydawanie komend i krzyki wydają się być wystarczające, by pomóc dziecku szybciutko się ogarnąć, okazuje się, że to nie działa. I nawet, gdy rozkazy powtórzymy nawet 1000 razy bywa tak, że dziecko wcale nie umyje zębów, bo czas się skończy. I wtedy dopiero się zaczyna…

Krzyczenie na dziecko jest bardzo częstym elementem każdego poranka.

Czy poranek nie powinien wyglądać tak?

przestać krzyczeć na dziecko parenting liravibes

Uśmiechy, spojrzenia pełne miłości i akceptacji, błogi relaks i odprężenie. Nikt się nigdzie nie spieszy, nikt nie przewraca szklanki z mlekiem, nikt nie chlapie dżemem jagodowym na jedyną białą bluzkę w dzień galowy. Nie ma psa, co żebrze o resztki jedzenia, kota co wskakuje na stół, taty, który wylewa swoją nienawiść do szefa na dzieci, mamy, która ma dość smug na oknach. Niestety, takie rzeczy, tylko na zdjęciach. 

W rzeczywistości poranek wygląda tak:

przestać krzyczeć na dziecko blog parenting liravibes

 

Chociaż powiem szczerze, rzadkością jest spotkanie się całej rodziny w jednym miejscu, o tej samej porze. Zwykle któreś z rodziców wychodzi jako pierwsze, by drugie mogło się oddać beztroskiemu wyprawianiu dzieci do szkoły. No i ten porządek… aż bije po oczach.

By krzyczenie na dziecko ograniczyć lub całkowicie wyeliminować z naszego życia trzeba nauczyć je punktualności.

Jest wiele powodów przez które krzyczymy na dzieci. Zwykle doszukujemy się w tym winy dziecka, ale po ochłonięciu zdajemy sobie sprawę, że to my zawaliliśmy. Tak naprawdę niewiele trzeba, by krzykiem dać dzieciom do zrozumienia, że coś jest nie tak jakbyśmy sobie tego życzyli.

Jednym z najczęstszych powodów dlaczego krzyczenie na dzieci staje się normą jest nasz brak cierpliwości oraz opieszałość dzieci. Poranek i moment wyjścia na czas z domu to czas poganiania, kąśliwych uwag, kpin i wielu innych nieprzyjemnych słów kierowanych w stronę dziecka. 

Popędzanie, musztrowanie i niemiłe traktowanie dzieci jest czasem koniecznością, by na czas być w szkole, a później w pracy.

Wiem to, ponieważ pomimo troski o niezależność mojego dziecka, pozwalania decydowania mu o sobie w wielu kwestiach oraz pełnej akceptacji jego osoby, niektóre poranki w moim domu wyglądały jak w wojsku. 

Moja cierpliwość nadszarpnięta nieprzewidzianymi zdarzeniami w życiu, prowadziła do bardzo nieprzyjemnych sytuacji z samego rana (wieczorem też bywało różnie). Moje dziecko często słuchało rozkazów i zakazów, a nawet krzyków.

Oczywiście po wszystkim miałam wyrzuty sumienia, że zamiast dać dziecku z rana okazję do śmiechu i pozytywnych emocji, sprawiałam mu przykrość i powodowałam smutek na jego kochanej buźce.

Co gorsze moje ciągłe upominania nie przyczyniły się do nagłego olśnienia dziecka. Nie zaczął z dnia na dzień wstawać przed budzikiem i szykować się zgodnie z zasadami dorosłych”. Wręcz przeciwnie!

Im więcej rozkazywałam, tym więcej rozkazów oczekiwał syn! Okropna atmosfera powodowana porannymi awanturami nikomu nie pozwalała cieszyć się nowym dniem.

W końcu zrozumiałam, że to droga donikąd. Najwyższa pora znaleźć sposób, by poranki z horroru zastąpić przyjemnym początkiem dnia.

Czas, by dziecko przejęło kontrolę nad… szykowaniem się do szkoły.

Trzy zasady pomogły mi zaprowadzić zmiany, na których tak bardzo mi zależało. Oto one:

Zasada nr 1 – Zrozumieć dziecko.

Jest świetny wiersz Danuty Wawiłow, który doskonale oddaje, to co myśli sobie dziecko:

Szybko, zbudź się, szybko, wstawaj!
Szybko, szybko, stygnie kawa! 
Szybko, zęby myj i ręce! 
Szybko, światło gaś w łazience! 
Szybko, tata na nas czeka! 
Szybko, tramwaj nam ucieka! 
Szybko, szybko, bez hałasu! 
Szybko, szybko, nie ma czasu! 

Na nic nigdy nie ma czasu? 

A ja chciałbym przez kałuże 
iść godzinę albo dłużej, 
trzy godziny lizać lody, 
gapić się na samochody 
i na deszcz, co leci z góry, 
i na żaby, i na chmury, 
cały dzień się w wannie chlapać 
i motyle żółte łapać 
albo z błota lepić kule 
i nie spieszyć się w ogóle… 

Chciałbym wszystko robić wolno,
ale mi nie wolno.

Tak bardzo tęsknimy do dzieciństwa, ponieważ wtedy byliśmy tacy beztroscy. Nie przejmowaliśmy się godziną, pogodą, ani nawet kursem franka szwajcarskiego. Jest to ten jedyny moment w życiu, gdy naprawdę można mieć wszystko w nosie i to jest wspaniałe. Każde dziecko powinno mieć ten czas. Wraz z rozpoczęciem się szkoły powoli to wszystko zanika. Godzina zaczyna mieć znaczenie i pogoda może zepsuć plany. 

Gdy dziecko chce kontemplować paproch na dywanie, bo jest pewne, że się poruszył my natychmiast ściągamy je na ziemię, szydząc z jego omamów. 

Dziecko nie ma w sobie chęci, ani umiejętności planowania i układania w głowie tego co, kiedy i po czym ma zrobić. Ono dopiero się tego uczy. Nasze rozkazy powodują tylko presję, a w takich nerwowych warunkach ciężko się czegoś nauczyć, czy coś zapamiętać. Zadanie wykonane, ale jutro znowu trzeba będzie o nim przypomnieć.

Gdy zrozumiałam, jak ważne jest oddanie dziecku możliwości samodzielnego nauczenia się punktualności, zauważyłam, że nareszcie dzieje się to, co chciałam wymóc upominaniem. Zrozumienie zachowania dziecka, akceptacja jego szybkiej dekoncentracji i braku myślenia logicznego, pomogło mi łatwiej znosić nieprzewidziane zachowania dziecka, a jemu dać miłość bezwarunkową, którą powinno mieć każde dziecko. 

Ciągłe musztrowanie oraz krzyczenie na dziecko bardzo obniża jego pewność siebie. Ono wie, że nie potrafi pamiętać o tym, co ma za chwile zrobić i czuje się gorsze za każdym razem, gdy rodzic kręci głową z dezaprobatą. Przecież zależy nam, aby nasze dzieci były pewne siebie, bo da im to dużą przewagę w życiu, wiec nie możemy robić czegoś, co im tą pewność odbierze.

Zasada nr 2 – Dlaczego trzeba być na czas?

Pospiesz się, bo się spóźnisz, dla dziecka to znaczy tyle, co nic. Póki co, to rodzic świeci oczami za dziecko i jego spóźnienia. W oczach nauczyciela jest to tylko słaba organizacja czasu mamy lub taty.

Dlaczego by tego dziecku nie powiedzieć?

Nawet kilkulatkowi można wytłumaczyć, że nam, rodzicom zależy na tym, by być wszędzie na czas. Punktualność jest bardzo ważna w życiu. Przez spóźnienie można mieć kłopoty, a nawet stracić coś bardzo cennego.  Dlatego, dopóki z nami będzie wychodzić z domu, będziemy zawsze starać się być na określoną godzinę.

A dlaczego trzeba być punktualnym?

Zanim padnie takie pytanie dobrze wykorzystać sytuację, kiedy dziecko czeka na gości ,jednak oni się spóźniają. Można wtedy zapytać, jak się czuje, gdy koledzy, którzy mieli być na czas, spóźniają się lub wcale nie przychodzą. Może łatwiej mu będzie wczuć się w rolę osoby, do której on się spóźnia. Pomyśli sobie pewnie jest mu przykro, siedzi i czeka na mnie, muszę się pospieszyć”.

Dziecko musi znać zasady, którymi sami się kierujemy w życiu. Jeżeli sami nie jesteśmy punktualni, nie mamy prawa wymagać tego od dzieci. Swoją postawą przekazujemy im najważniejsze wartości. Nasze słowa mają drugorzędne znaczenie.  

Musimy przypominać dziecku, jak ważna jest punktualność i doceniać każdy jego wysiłek, mający na celu punktualne przybycie na umówione miejsce. 

Zasada nr 3 – Jak stoimy z czasem?

No dobrze, skoro nie upominanie, rozkazywanie, hipnoza to co? Jak w takim razie zmusić dziecko do wstawania, mycia, ubierania, jedzenia i wyjścia z domu o wyznaczonej porze bez używania niemiłych słów ? 

Wystarczy pociągnąć dziecko do odpowiedzialności. Brzmi poważnie i tak też wygląda. 

Dlaczego to my mamy prosić dziecko, by wstawało do szkoły? Dlaczego ma nam robić łaskę, że odrabia lekcje? Co by się stało, gdyby się spóźniło? Co się wydarzy, gdy nie odrobi lekcji?

W klasie mojego syna była sytuacja, która doskonale pokazała, jak złym pomysłem jest przejęcie odpowiedzialności za obowiązki szkolne dziecka.

Wychowawczyni, chcąc ułatwić rodzicom dopilnowanie dzieci, by odrabiały prace domowe, codziennie na grupie fejsbukowej zamieszczała informację o tym, co było zadane. Rodzice mieli tylko sprawdzić, czy dzieci rzeczywiście pamiętają o tym, co mówi nauczycielka na koniec lekcji. Jednak większość z nich, zamiast liczyć na pamięć własnych dzieci, postanowiła polegać tylko na tym, co napisała nauczycielka, zupełnie pomijając wiedzę dziecka. Niektóre dzieci przestały przywiązywać wagę do zadawanych prac domowych, a w przypadku, gdy z jakichś powodów nauczycielka nie zdążyła zamieścić informacji na grupie, mówiły, że nie mają pracy domowej, bo nie było nic napisane na fejsbuku! Oczywiście zamieszczanie informacji o pracy domowej zakończyło się.

Dziecko w wieku szkolnym powinno powoli oswajać się z obowiązkami, a także czasem przeznaczonym na nie.

Musi przecież wiedzieć, o której godzinie zaczyna lekcje, o której kończy, ile ma przerw, kiedy idzie na obiad, a jeżeli jest już starsze musi także pamiętać o zajęciach dodatkowych.

Jeżeli dziecko nie zna się jeszcze na zegarku to jest to świetny moment na kupienie i rozpoczęcie użytkowania go. Najlepiej, gdy będzie elektroniczny, jednak wskazówkowy też da mnóstwo nowych, bardzo cennych informacji.

Gdy niedawno moja 6-letnia siostrzenica dostała zegarek, co chwila mówiła każdemu która godzina. Warto wykorzystać tę radość z posiadania nowego gadżetu do nauki. 

Zaczynamy od budzika. Niech dziecko samo ustawi sobie budzik w telefonie lub zegarku. Będzie podekscytowane, gdy go obudzi. Mój syn tak nie mógł się doczekać, że obudził się kilka minut przed dzwonkiem i czekał na sygnał do wstawania.

Następnie mówimy, która jest godzina i ile mamy czasu na przygotowanie się do wyjścia.

Jeżeli dziecko wstaje o 7:00, to do 7:10 (lub gdy długa wskazówka będzie na 2) muszą być umyte zęby, a ubrania założone. 

Samo ma pilnować czasu, jeżeli się zagapi lub zajmie czymś innym wystarczy zapytać: Jak czas? i dziecko szybko wraca do rywalizacji z zegarkiem.

Kolejne zadania i kolejnych kilka minut na wykonanie. Gdy zostaje trochę czasu, to należy się odpoczynek lub inna przyjemność. Ważne, że najistotniejsze czynności zostały wykonane, można z uśmiechem i spokojem wyjść z domu.

Takim sposobem dziecko powoli przyzwyczai się do życia na czas. To smutne, ale konieczne, żeby być punktualnym, trzeba ciągle mieć rozeznanie w czasie. Poza tym dodaje w zakresie 60, a także powoli zaczyna rozumieć, jak działa zegar wskazówkowy. Nie pomyli dużej wskazówki z małą, jak często się zdarza dzieciom w początkowej fazie nauki odczytywania godzin na zegarze.

Być może ta metoda przyczyni się do spędzenia przyjemnego poranka w rodzinnym gronie bez popędzania, krzyków i straszenia dzieci karami za spóźnienia. Być może wzbudzi w dziecku poczucie odpowiedzialności i samodzielność. Może spodoba mu się możliwość panowania nad swoim życiem w tak ważnym momencie dnia. Samo zauważy, że jeszcze niedawny chaos został zamieniony na spokój i przyjemnie spędzony czas.

Dobrze by było, gdyby dziecko dowiedziało się od nas, jak uwielbiamy poranki pełne radości i uśmiechów, kiedy samo jest w stanie dopilnować swoich obowiązków.

Każdy z nas lubi być doceniony, wtedy jeszcze bardziej się staramy i nie chcemy zawieść osoby, która nas doceniła. 

Krzyczenie na dzieci wywołuje smutek u tych, co słuchają krzyków i u tych, co krzyczą.

By przestać krzyczeć na dzieci trzeba tego chcieć. Trzeba zmusić się do cierpliwego szukania rozwiązania trudnej sytuacji w inny sposób. Jednym takich rozwiązań jest eliminowanie sytuacji, które wyprowadzają nas z równowagi. Zakończenie awantur powodowanych poranną opieszałością dziecka, na pewno pozwoli przyjemnie rozpocząć dzień. Teraz pozostaje tylko znaleźć sposoby na przyjemne wieczory.

 

 

Może Cię także zainteresować:

Jak zachęcić dzieci, by czytały książki?

Dlaczego dzieci się popisują?

 

Photo by Jess Watters on Unsplash


Za chwilę w co drugim domu zacznie się wyścig. Będzie trwał do czerwca następnego roku, bo już wtedy wszystko się wyjaśni. Już będzie pewne, kto ma, jakie oceny i jaką średnią na koniec roku.

Większości rodziców interesuje się osiągnięciami szkolnymi swoich dzieci i starają się zachęcić je do uzyskiwania tych jak najlepszych. Oczywiście są i skraje sytuacje, gdy rodzice bezwzględnie wymagają od dzieci wyłącznie najlepszych ocen, jak i tacy, których to kompletnie nie interesuje i bynajmniej nie z powodu, wyrozumiałego podejścia do wychowywania dzieci.

Dlaczego rodzice chcą, by ich dzieci miały same szóstki w szkole?

Z pewności myślą, że dla ich dobra.

By miały w przyszłości dobrą pracę. Być może 20 lat temu dobre oceny pozwalały dostać się do dobrej szkoły, by tam dalej otrzymywać dobre oceny, które pomagały otrzymać “dobrą” pracę. Nasi rodzice wierzyli, że tylko ci, którzy mają dobre oceny mogą w życiu coś osiągnąć. Inni nie mają szans, no chyba, że mają znajomości…

Ok. Rzeczywiście dobre oceny pomogą być ekspertem w danej dziedzinie po studiach i o ile kierunek został wybrany przez samego studenta, a nie jego rodziców. Ma wtedy także dużą szansę, że będzie miał naprawdę dobrą pracę. Dobrą, czyli dobrze płatną, a co najważniejsze zgodną z jego zainteresowaniami.

Jednak zmuszając dziecko do bycia najlepszym we wszystkich przedmiotach, nie zważając na jego zainteresowania, ono z pewnością skończy studia z najlepszym wynikiem. Jednak zapewne takie, jakie wybiorą mu rodzice, ponieważ ono dążąc do bycia ideałem w każdej dziedzinie, nie będzie w stanie określić, czego chce w życiu, co lubi, co mu się podoba… zda się na rodziców, w końcu wszystko wiedzą najlepiej.

By były szczęśliwe. Niejeden rodzic przepytuje po praz setny dziecko z biologi, ale widząc u niego złość, nienawiść do biologii, znudzenie i kompletny brak zainteresowania recytowanym materiałem, myśli sobie- Teraz się złości, a za kilka lat mi podziękuje!

Część rodziców uważa, że zmuszając dziecko, by otrzymywało same najlepsze oceny robi im wielką przysługę, z której jeszcze sobie nie zdają sprawy.

Że kończąc liceum z samymi szóstkami pójdą na wymarzoną uczelnię, by kształcić się dalej, że ich życie to będzie pasmo sukcesów, bo czego się nie dotkną, to będą w tym najlepsi.

Myślą, że czerwone paski na świadectwach to przepustki do idealnego życia.

Czy rzeczywiście tak jest? Czy naprawdę tylko osoby, które miały same 6 są w życiu szczęśliwe? Czy tylko osoby, które miały świadectwa z czerwonym paskiem osiągają w życiu sukcesy?

Nie, wręcz przeciwnie.

Świetne oceny nie gwarantują dobrej pracy, nie zapewniają szczęścia w przyszłości. Coś innego o tym decyduje.

Jak szantażujemy dzieci, by miały bardzo dobre oceny w szkole?

Zwyczajnie karą i nagrodą. Pieniędzmi, ciuchami, sprzętem sportowym, wyjazdem lub zakazami, zabieranymi telefonami, kieszonkowymi, szlabanami. Zwyczajne, codzienne metody wychowawcze…

Chcemy, żeby dzieci się dobrze uczyły i nie wahamy się wytoczyć najcięższych dział, by tak było. Oczywiście najprzyjemniej jest nagradzać za dobre oceny, ale gdy trzeba ukarać to nie ma żadnych sentymentów.

Czy to aby dobry sposób, by sprawić, że dziecko zapała do nauki przeogromną miłością?

Niestety. Już większość zainteresowanych swoją rolą rodzica rodziców zdaje sobie sprawę, że nagrody i kary nie przynoszą oczekiwanego zwykle rezultatu. Owszem skłaniają człowieka, a zwłaszcza dziecko do pewnych zachowań, ale na krótką metę.

Jest to jednorazówka. Gdy chcemy, by dziecko znowu wyniosło śmieci, musimy mu znowu dać 2 złote. A gdy chcemy, by dostał po raz kolejny najlepszą ocenę to i nagroda musi być porządna.

Dzieci, szybko zdają sobie sprawę z tego na czym zależy rodzicom. Już nawet 2-latek doskonale zdaje sobie z tego sprawę, gdy wrzeszcząc na cały sklep, mama szybko wręczy mu to czego zapragnie, by tylko nie znosić pełnych politowania spojrzeń innych klientów.

Starsze dziecko, szybko zacznie wykorzystywać swoją pozycję i może na dobrych ocenach się nieźle wzbogacić.

Gorzej, gdy w grę wchodzą kary. Już samo rozczarowanie na twarzy rodzica, gdy na sprawdzianie jest zaledwie 4+, jest dla dziecka wystarczającą karą. Jednak rodzic dbający o jego “szczęśliwe” życie zapewne ograniczy komputer, kontakty z kolegami, z pewnością, coś ważnego dla dziecka.

Jak to odbiera dziecko?

Jestem słaby. Jestem beznadziejny. Staram się, ale nigdy nie będę dość dobry.

No niezły początek szczęśliwego życia…

Jak zatem sprawić, by dziecko osiągało jak najlepsze oceny w szkole?

Po pierwsze musimy wiedzieć, jakie możliwości ma nasze dziecko.

Oczekując od dziecka średniej 5,0 wierzymy, że poradzi sobie z każdą dziedziną. O ile w pierwszych klasach szkoły podstawowej może to nie być problemem o tyle w późniejszych klasach już tak.

Osoby, które mają świetne oceny z wszystkich przedmiotów zwykle mają doskonałą pamięć lub sposób zapamiętywania. Nikt nie interesuje się wszystkim naraz, by móc bez trudu pochłaniać każdą informację.

Dajmy dziecku możliwość zdobywania jak najlepszych ocen, ale w zgodzie z jego ambicjami i zainteresowaniami.

Po drugie musi wiedzieć, po co to robi.

Każdy przedmiot nauczany w szkole ma dać człowiekowi pewne informacje, które przydadzą mu się w życiu. Pisanie, czytanie czy tabliczka mnożenia nie wymagają argumentowania, ale budowa pantofelka???

Taki materiał powinien być zarezerwowany, dla pasjonatów danej dziedziny, którzy chcą poszerzać swoją wiedzę w danym obszarze.

Równania, funkcje trygonometryczne? Czy ktoś z nas używa tego na co dzień? Nasze dzieci też nie będą, a jednak nauczyć się muszą.

Coraz częściej mam wrażenie, że wiedza zdobyta w szkole podstawowej i liceum przydaje się tylko uczestnikom teleturniejów.

Wszystkie inne informacje zdobywamy poprzez zainteresowanie jakimś tematem, bombardujące nas newsy z mediów i rozmowy z przyjaciółmi i rodziną.

Zdając sobie sprawę z kompletnej nieprzydatności wielu “ważnych” tematów szkolnych, odpuśćmy czasem.

Wymagajmy od dziecka wykorzystywania jego potencjału w dziedzinach, do których ma serce. Jeżeli jest umysłem ścisłym nie oczekujmy szóstek z wypracowań, zwłaszcza, gdy widzimy, że się z nimi straszliwie męczy. Gdy natomiast uwielbia literaturę i pisze wiersze, dajmy dziecku spokój z fizyką i chemią.

Po trzecie musi mieć swoje marzenia.

Gdy dorosnę będę lekarzem- O jak pięknie, chcesz pomagać ludziom? – Nie, mama mi każe.

Chcę, by moje dziecko miało swoje marzenia i wykorzystuję je, by motywować je do nauki.

Gdy jako 4-latek marzył, by być śmieciarzem, a mi zależało, by uczył się angielskich słówek pytałam go, co zrobi, gdy jakiś Amerykanin zapyta go, kiedy w przyszłym miesiącu zabiera śmieci. Zastanowił się nad tym i od tej pory, gdy wyciągałam angielskie memory już nie było żadnych sprzeciwów.

Przez te wszystkie lata wymarzone zawody się zmieniały, ale znajomość języka angielskiego zawsze było konieczna.

Myślę, że o wiele łatwiej motywować dziecko do nauki wykorzystując jego własne marzenia, niż nasze, które im narzucimy.

Jedynie zrozumienie i akceptacja naszych dzieci pozwolą im być w przyszłości szczęśliwymi. Tylko to pomoże im wybrać pracę, która da im satysfakcję i spełnienia, a nie tylko pieniądze.

Ciągłe wymagania utrwalają w ich głowach, że nie są dość dobrzy. Gdy już dawno skończą szkołę, nadal będą się starać osiągać niemożliwe, ale nadal nie dla siebie..

Nikt nie osiąga 100% w każdej dziedzinie swojego życia. Będąc najlepszym w pracy często brakuje nam czasu na obowiązki domowe, a także dla rodziny. Czy dziecko wymawia nam, że oczekuje od nas większego zaangażowania w życie rodzinne?

Zanim zaczniemy wymagać od dzieci samych najlepszych ocen w szkole przemyślmy sobie, czy to na pewno da im szczęście…

 

 

 

 

Może Cię także zainteresować:

 

Zdjęcie Annie Spratt na Unsplash


Pierwszy dzień szkoły, zawłaszcza nowej, może wiązać się z dużym stresem. Nie tylko małe dzieci obawiają się tego momentu, ponieważ dla większości z nas początek czegoś nowego jest zwykle związany z niepokojem, a nawet dużym zdenerwowaniem.

Każdy dorosły zdaje sobie sprawę z konieczności wykonania tego pierwszego kroku, wie także, że później już będzie tylko lepiej. Małe dzieci jednak tego nie wiedzą. Jest im dobrze wśród osób, które znają i w miejscu, które daje im poczucie bezpieczeństwa.

Pierwszy dzień w szkole oznacza dla nich kompletną zmianę dotychczasowej rzeczywistości, ponadto nie rozumieją, że to tylko chwilowy niepokój, który niedługo może przerodzić się w coś bardzo ekscytującego. Nawet, gdy im o tym powiemy, mogą mieć duże wątpliwości lub całkowity brak wiary w poprawę sytuacji w przyszłości.

Jak pomóc dziecku pozytywie nastawić się na pierwszy dzień szkoły?

Nie tylko pierwszy dzień jest tu ważny, ponieważ ten jest dla dziecka w miarę znośny. Nie dość że jest tam z mamą, to jeszcze po niedługim czasie idzie do domu. Gorzej drugiego dnia, wtedy samo już musi zmierzyć się z nowymi doświadczeniami.

Sposoby, takie jak wspólny zakup plecaka, czy organizacja pokoiku (miejsca) do nauki może na moment pomóc zmienić postrzeganie szkoły przez dziecko, jako coś strasznego i sprawić, by zaczęło myśleć o niej w bardziej pozytywny sposób. Jednak tylko chwilowo zmieni się nastawienie dziecka. Niepokój związany z nieznanym nadal będzie dominował i niestety nie będzie nam łatwo ulżyć w tym dziecku.

Co możemy zrobić?

ROZMAWIAĆ

Często rozmowa z dzieckiem, to jak chodzenie po polu minowym, jedno nieodpowiednie słowo i cały wysiłek na nic.

Ciągłe przekonywanie dziecka, co do zalet szkoły jest w zasadzie zbędne. Ma ono swój wizerunek szkoły w głowie i dopóki się nie zacznie rok szkolny oraz pierwsza lekcja, nic tego obrazu nie zmieni.

Możemy za to wspominać swoje lata szkolne z radością i tęsknotą. Przedstawiać dziecku ten czas, jako najbardziej beztroski i pełen przygód. Opowiadać, co zmalowaliśmy i jakie mieliśmy przez to “kłopoty”. Możemy trochę ubarwić historie przedstawiając nauczycieli jako wyrozumiałych i pomocnych, nie to, że w rzeczywistości tacy nie są 😉

Każdy, nawet dorosły ma obawy przed pierwszym dniem na studiach, czy w nowej pracy. Mówimy do dziecka “Nie bój się, nie masz czego”, sami będąc na jego miejscu boimy się tak samo. Warto powiedzieć mu o tym, że każdy odczuwa podobnie w takim momencie i nie ma w tym nic złego, wręcz przeciwnie. Opowiadając dziecku o naszych obawach oraz o tym, co wydarzyło się później, jak przyjemnie było po już na drugi dzień, z pewnością dodamy dziecku odwagi, ale także pokażemy mu naszą akceptację.

ODWRÓCIĆ UWAGĘ OD SZKOŁY

Jeżeli dziecko bardzo nerwowo reaguje na temat szkoły i wszystkiego co z nią związane, nie powinniśmy na siłę zabierać go na zakupy zeszytów i przyborów szkolnych ponieważ może to wcale nie wpłynąć na zmianę myślenia dziecka, a wręcz na zwiększenie jego niepokoju. Zamiast tego można na ostatnie tygodnie wakacji zaplanować najwięcej atrakcji lub pozwolić dziecku robić to, co sprawia mu największą przyjemność, byle tylko zniwelować towarzyszący mu strach.

W dzień nie pozwolić się dziecku nudzić, zarzucając go nowymi pomysłami do zabaw, gier i innych działań niedających chwili wytchnienia zadań, wieczorami czytać książki, które zawładną wyobraźnią dziecka i nie dopuszczą do niej strachów, związanych ze szkołą.

Dni dziecka będą wypełnione atrakcjami do tego stopnia, że nie zauważy, że zaczęła się szkoła.

Tak samo można zrobić, gdy dziecko wraca ze szkoły ze skwaszoną miną i twierdzi, że nigdy więcej tam nie pójdzie (o ile mamy pewność, że marudzenie dziecka jest tylko zwykłym kapryszeniem). Często rozmowy i przekonywanie nic nie daje. Dlatego warto okazać zrozumienie (Widzę, że dzisiaj nie podobało ci się w szkole…) i szybko przejść do koniecznych do wykonania zadań, zabaw, sprzątania itp. Byleby odciągnąć myśli dziecka od wyimaginowanych, negatywnych wspomnień związanych ze szkołą.

NIE PORÓWNYWAĆ DO KOGOŚ

“Jak ja byłam w twoim wieku, to sama musiałam iść na pierwszy dzień szkoły i to przez ciemny las, a ty idziesz ze mną, to czego ty się boisz?”

“Kasia z klatki obok w ogóle się nie przejmuje szkołą, a ty ciągle przeżywasz…”

Myśląc, że pokazując inne silniejsze charaktery zmotywujemy dziecko do tego samego.  W rzeczywistości stawiamy już mocno zestresowane dziecko pod jeszcze większą presją.

Każdy z nas inaczej reaguje na pewne sytuacje. Często się jednak zdarza, że dorośli porównują oceny dzieci, mimo że każde z nich ma inne predyspozycje i zainteresowania. Porównują osiągnięcia sportowe, mimo że każde ma inne możliwości. Zachowania dzieci także są porównywane, a przecież każde z nich powinno mieć prawo zachować się tak, jak pozwala mu na to jego osobowość.

Jeżeli jedno idzie do nowej szkoły bez strachu, nie oznacza to, że inne dzieci muszą być takie same.

Dając dziecku możliwość odczuwania własnych emocji. Nie narzucając mu określonych zachowań innych osób, okazujemy mu miłość bezwarunkową i akceptację, które są niezwykle ważne dla każdego dziecka.

POZNAĆ KILKA OSÓB Z KLASY I NOWĄ PANIĄ

Nie miałabym nic przeciwko, gdyby mama wyjątkowo zaniepokojonego nową szkoła dziecka, poprosiła mnie o wizytę i dodanie otuchy przyszłemu uczniowi. Myślę, że większość nauczycieli nie miałoby nic przeciwko i sytuacja w pierwszych dniach szkoły byłaby łatwiejsza dla dzieci, ale także dla nauczyciela.

Wspaniale byłoby móc wcześniej zapoznać swoje dziecko i innymi, które będą chodziły do tej samej klasy. Myślę, że fejsbuk doskonale mógłby w tym pomóc.

Dziecko poszłoby do szkoły z dużo mniejszą ilością powodów do niepokoju, które szybko by minęły w ciągu kilku pierwszych dni szkoły.

TAJEMNY AMULET NA SZCZĘŚCIE

Każdy z nas z pewnością też taki miał ;), który bardzo pomógł podczas pierwszej klasy w szkole podstawowej, liceum, w pierwszej pracy…, a teraz może go w sekrecie podarować swojemu dziecku.

Może to być jakikolwiek drobiazg, który umieszczony w plecaku w najmniejszej kieszonce, będzie miał uspokajające działanie na dziecko.

Niezwykła historia pochodzenia amuletu doda mu jeszcze większego znaczenia w oczach dziecka. Wiara, w posiadanie czegoś tak niezwykłego blisko siebie, może zdziałać cuda.

Nie wszystkie dzieci z ochotą pędzą do szkoły. Nie każde jest śmiałe, odważne i chętne do mierzenia się z nowymi doświadczeniami. My rodzice musimy wpierać nasze dzieci w każdym momencie, by wiedziały, że mimo lęków i słabości są przez nas zawsze kochane i akceptowane.

Opór przed szkołą będzie wracał wielokrotnie i każdy z nas będzie musiał znaleźć swoje sposoby na zmianę nastawienia dziecka. Motywowanie dzieci do nauki, odrabiania lekcji, czy samego chodzenia do szkoły nie może zaczynać się pierwszego września. Jeżeli chcemy, by dziecko traktowało szkołę jako odskocznię do sukcesów, spełnienia marzeń, dobrego, szczęśliwego życia, sami powinniśmy mu ją tak przedstawiać.

Pierwsze lata nauki szkolnej dziecka wymagają naszego zainteresowania, sprawdzania, dopilnowania czasem pomocy. W późniejszym czasie uważamy, że dziecko jest na tyle duże, by samo o wszystko zadbało, dlatego nasze zainteresowanie spada.

W ciągu roku szkolnego nie zapominajmy o zainteresowaniu życiem szkolnym oraz obowiązkami dziecka, ponieważ wraz ze spadkiem naszego zaangażowania, tracić zapał do nauki i chęci do chodzenia do szkoły może również dziecko.

Musimy także z wyrozumiałością i powagą traktować problemy szkolne naszych dzieci. Dzisiaj z perspektywy czasu wiemy, że te nasze dziecięce problemiki były śmieszne, jednak wtedy bardzo jej przeżywaliśmy. Traktujmy dzieci poważnie i z szacunkiem jaki im się należy.

Myślę, że każdemu człowiekowi jest wtedy o wiele łatwiej mierzyć się z nawet najtrudniejszymi momentami takimi, jak pierwszy dzień szkoły.

 

 

Może Cie także zainteresować:

 

 

Photo by Renan Kamikoga on Unsplash


Internet to wspaniały wynalazek ludzkości. Mamy podaną na talerzu wiedzę i rozrywkę. Możemy dzięki niemu uczyć się nowych umiejętności, poznawać języki, odkrywać nowe pasje, poszerzać zainteresowania, relaksować się, a nawet pracować.

Nie można zaprzeczyć, że jest nieocenioną pomocą dla nas, ale często i dla naszych dzieci.

Na każde trudne pytanie można w mig znaleźć odpowiedź. Nie trzeba gnać do biblioteki, by przetrząsać tony encyklopedii. Już lepiej żyć w niewiedzy…

Odrabianie lekcji nie powinno stanowić problemu dla dzieci, odkąd mają dostęp do internetu. Naprawdę szybko i przyjemnie można wyszukać potrzebne akurat informacje.

Czy media społecznościowe psują ten idealny wizerunek internetu?

Mogłoby się wydać, że media społecznościowe również cechują się głównie pozytywnymi wartościami. Są świetnym narzędziem nie tylko rozrywkowym ale i biznesowym. Za ich pośrednictwem można uzyskać wiele informacji i inspiracji.

Jednak nie zawsze jest tak różowo. Media społecznościowe jak i sam internet mają swoje ciemne strony. Zwłaszcza, gdy zetkną się z nimi nasze dzieci.

Już 4-latki doskonale radzą sobie w poszukiwaniach ulubionych bajek w internecie. Starszaki znają nazwy stron z gierkami on-line na pamięć. 10-latki miewają konta w mediach społecznościowych. Co w tym nadzwyczajnego? To, że treści udostępniane przez dorosłych użytkowników nie zawsze są odpowiednie dla tych nieletnich. Dowcipy o zabarwieniu erotycznym, seksistowskie przytyki wobec płci odmiennej, wulgaryzmy i wiele wiele innych to tylko wierzchołek góry lodowej. 

Ale nie tylko dorośli potrafią zamieszczać posty w takim stylu.

Zaproszona, pewnie przez pomyłkę, do jakiejś grupy przez nastoletnią kuzynkę, postanowiłam zerknąć o czym się tam rozmawia. Zupełnie niepotrzebnie tam właziłam, ponieważ do dziś doskonale pamiętam co i w jaki sposób do siebie szanowna młodzież pisała. Ale powoli zaczynam uczyć się żyć z tą wiedzą.

Były tam idiotyczne żarty wyśmiewające po kolei każdego, kto się nawinął, wulgarne teksty wobec siebie nawzajem, oberwał nawet kot jednej z uczestniczek “dyskusji”, ogólnie żadnej konkretnej treści, głównie memy, pod którymi można było kogoś oznaczyć i wyśmiać.

Nawet nie chcę myśleć, że moje dziecko mogłoby w przyszłości uczestniczyć w takiej grupie. 

Wierzę, że takie miejsca to mniejszość i jednak internet jak i media społecznościowe głównie wykorzystywane są w pozytywny sposób.

Jak ustrzec dziecko przed użytkowaniem w taki sposób mediów społecznościowych?

Komentarze mojej nastoletniej kuzynki wołające o pomstę do nieba, oraz innych, którzy ją oznaczali, przez jakiś czas wyświetlały mi się na profilu. Mogłam bez większego zaangażowania dowiedzieć się co pisze, z kim, o czym.

Myślę, że rodzic, który czuwa nad dzieckiem i jego bezpieczeństwem nie musi hakować jego profilu, by dowiedzieć się pewnych rzeczy. Wystarczy mieć, go w swoich znajomych, to może sprawić, że dziecko dwa razy się zastanowi zanim coś napisze na portalu społecznościowym.

Jakie jeszcze działania powinien podjąć rodzić dla bezpieczeństwa dziecka w mediach społecznościowych?

Uświadamianie co do pewnych spraw powinno mieć miejsce już od najmłodszych lat. Gdy zaczniemy to robić w momencie, gdy nasze dziecko skończy lat 13, raczej nie usiądzie grzecznie i nas nie posłucha, tylko trześnie drzwiami i włączy muzykę na cały regulator.

Pisząc o uświadamianiu nie mam na myśli kazań i przestróg, a rozmowę i opowiadanie o własnych doświadczeniach oraz dzielenie się wiedzą.

Dziecko weźmie sobie do serca nasze zdanie tylko wtedy, gdy będzie miało do nas zaufanie i będziemy dla niego autorytetem. Gdy tak nie będzie, nasze słowa nie trafią tam gdzie powinny. 

Wierze, że rozmowy z dzieckiem na wiele ważnych tematów mogą ustrzec je nie tylko przed głupotami związanymi z mediami społecznościowymi, ale także przed dużo poważniejszymi kłopotami.

A może wystarczy zabronić korzystania z Facebooka?

Ten kto ma dziecko poniżej 13 roku myśli, że może spać spokojnie, jest w błędzie. Ograniczenie wiekowe, czyli minimalne 13 lat, by móc cieszyć się byciem częścią społeczności fejsbukowej jest fikcją. Przecież często widzimy dzieci z najmłodszych klas podstawowych w propozycjach znajomych.

Każde cwane dziecko zarejestruje swój profil w mediach społecznościowych bez większego trudu. Czy zakaz korzystania z facebooka będzie dobrym rozwiązaniem?

Nie sądzę. Wszelkie próby zmuszania do czegoś dziecka zwykle obracają się przeciwko nam. Nie powinniśmy też pozbawiać go uczestniczenia wśród grupy rówieśniczej, w której dziecko się odnajduje, ma wspólne tematy do rozmów czy zainteresowania.

Kilka ważnych elementów, o których powinniśmy pamiętać zezwalając dziecku na założenie profilu w mediach społecznościowych oraz czuwanie nad ilością spędzanego czasu z telefonem w dłoni, a przede wszystkim rozmowy na temat zagrożeń, z jakimi wiąże się korzystanie z internetu i social mediów może przyczynić się do bardziej świadomego zachowania dziecka na swoich profilach.

  • OGRANICZYĆ INFORMACJE OSOBISTE NA PROFILU.

Dane personalne, adres, miejsce pracy, ostania szkoła, już przestają być ukrywane przez dorosłych użytkowników, wręcz przeciwnie, bardzo łatwo znaleźć kogoś po imieniu i nazwisku w internecie. Czy jednak dobrze jest, gdy dane naszego dziecka są tak dostępne? Być może jednak warto przez jakiś czas ich nie ujawniać i zachęcić dziecko do nieco zmienionych danych osobowych. Nigdzie nie powinien podawać własnego adresu. Numer telefonu powinien być widoczny tylko dla znajomych.

  • PRZEMYŚLEĆ ZAMIESZCZANE ZDJĘCIA.

Umieszczane na tablicach czy profilu na Instagramie zdjęcia często są przypadkowe i spontaniczne. Warto zwrócić dziecku uwagę na szczegóły każdego z nich. Być może w tle znajduje się coś, czego wolałoby nie publikować. Nasze dziecko powinno mieć zawsze na uwadze swój wizerunek w mediach społecznościowych. Zamieszczanie według niego śmiesznych zdjęć, może zostać użyte przeciwko niemu. Dziecko musi także wiedzieć, że ma prawo nie zgodzić się na publikację zdjęć przez inne osoby, które mogą chcieć je skompromitować. 

  • MOŻLIWOŚĆ BLOKOWANIA OSÓB, KTÓRE ZACHOWUJĄ SIĘ AGRESYWNIE

Dziecko powinno zdawać sobie sprawę z możliwości odizolowania się od osoby, która dręczy, wyśmiewa i szydzi z innych. Usuwanie ze znajomych nic nie da, dopiero całkowite zablokowanie może uchronić dziecko przed przemocą psychiczną na portalu społecznościowym.

  • ROZMOWA

Musimy powiedzieć dziecku, że:

-media społecznościowe mogą być bardzo przydatne, nie powinny służyć do popisywania się i przechwalania, 

-wiele informacji, zdjęć, a nawet profili jest nieprawdziwych, ukazują one obrazy, które mogą zaniżać samoocenę dziecka lub prowokować je do próby osiągania niemożliwego,

– skasowanie kompromitującego zdjęcia nie znaczy, że zagrożenie minęło, 

– danych do logowania na swoje profile w mediach społecznościowych nie powinien nikomu udostępniać,

– udostępnienie adresu lub numeru telefonu nieznajomym osobom jest bardzo niebezpieczne i nigdy nie może się zdarzyć. 

Już coraz mniejsze dzieci korzystają z social mediów i my rodzice mamy coraz mniej oporów przed takim stanem rzeczy. Facebook, messenger są bardzo często wykorzystywane w celach organizacyjnych lub informacyjnych. Instagram, by  dzielić się ze znajomymi kadrami ze swojego życia. 

Dziecko dzięki mediom społecznościowym może uczyć się relacji z rówieśnikami, co ma największą wartość, gdy znajomości te są równocześnie i w internecie i poza nim. Przynależność do grup w social mediach daje możliwość dostępu do ciekawych treści i  informacji. Funkcjonowanie w grupach tematycznych, pozwala zdobywać wiedzę oraz wymieniać się wiadomościami z rówieśnikami. Dzieci mogą także tworzyć grupy skupiające osoby ze swojej klasy. Dzięki temu mogą szybko dowiedzieć się, co mają zadane lub zdobyć inne ważne informacje dotyczące tego co się działo w szkole podczas ich nieobecności. 

Internet i media społecznościowe mogą być całkiem pożyteczne. Musimy jednak świadomie zdawać sobie sprawę z niebezpieczeństw z nimi związanych i zrobić wszystko, co do nas należy, by nasze dziecko mogło ich uniknąć.

 

 

Może Cię także zainteresować:

 

Zdjęcie autorstwa Christiana Wiedigera na Unsplash

 

 


Tak łatwo przychodzi nam żądanie czegoś. Bez trudu określimy, czego od kogoś chcemy, potrzebujemy. Widząc osobę szybko określamy, jak może nam ona pomóc. W czym jest dobra, na czym się zna… Chwila i już widzimy korzyści dla siebie. Coś nam się przyda, w czymś nam pomoże. Coraz rzadziej zastanawiamy się, jak my komuś możemy pomóc?

Czy przypadkiem nie za bardzo skupiamy się na tym, jak ktoś może wspomóc nas, zamiast, jak my możemy pomóc jemu? Bycie egoistą jest czasem bardzo dobrym rozwiązaniem. Gdy dbamy o swoje granice, gdy walczymy o swoje prawa. Jednak skupianie się tylko na własnych potrzebach coraz częściej zaprząta nasze umysły.

Rzadko coś planujemy w trosce o czyjeś sprawy. Nie myślimy o tym, jak pomóc rozwiązać problemy innych, nie dzwonimy i pytamy: “Jak mogę ci pomóc?”. Ale dziwimy się, gdy oczekując wsparcia od innych osób, nie otrzymujemy go.

Mieć rodzinę, by mieć w życiu pomoc.

Bardzo często w rodzinie każdy od każdego oczekuje wsparcia, najlepiej w każdym aspekcie.

Gdy trzeba rodzice pożyczą pieniądze, problemy pomoże rozwiązać rodzeństwo, wsparcia udzielą zawsze wierzący w pozytywny obrót spraw dziadkowie. Czy rzeczywiście tak jest, i zawsze, bez względu na wszystko możemy liczyć na takie bezinteresowne prezenty z ich strony?

Nawet w rodzinie często jest coś za coś. I nie mamy prawa wymagać pomocy, gdy sami nie jesteśmy w porządku. A zanim zaczniemy wymawiać komuś brak wsparcia, argumentując to tylko byciem rodziną, zastanówmy się, co sami ostatnio zrobiliśmy dla osób, od których czegoś oczekujemy.

Na co dzień skupiamy się na własnych sprawach, o bliskich przypominamy sobie, gdy nam coś trzeba. Bez większych problemów udajemy się po wsparcie, nawet przez chwile nie myśląc o przeszłości. Wiedząc, że nie jesteśmy z kimś blisko, że nie troszczymy się o kogoś, nie pamiętamy o jego urodzinach, unikamy z nim spotkań, nie możemy z dnia na dzień wyruszyć do takiej osoby z prośbą o pomoc. To nie w porządku.

Wiele osób tak robi. Prosi o wsparcie, zupełnie nie myśląc o tym, czy ona im się należy, czy nie. Co najlepsze otrzymują ją. “Bo ludzi dobrej woli jest więcej…”. Nie potrafią odmówić, widząc syna, czy córkę w potrzebie. Uczą ich jednak, że nie trzeba nic robić, by coś otrzymać. Wystarczy poprosić lub nawet zażądać.

Sprawa nieco komplikuje się, gdy chodzi o pieniądze. Nie każdy ma ich na tyle dużo, by bez zastanowienia oddawać je każdemu, kto o nie poprosi.

W pewnej książce przeczytałam taką historię:

“Pewien młody mężczyzna bardzo długo próbował się ze mną spotkać. Nie miałem za wiele czasu, ale jego zaangażowanie bardzo mi zaimponowało, dlatego postanowiłem się z nim spotkać i dowiedzieć się, czego ode mnie chce. Spotkaliśmy się w restauracji. Zapytałem od razu, bo nie chciałem przedłużać i zaspokoić ciekawość swoją i chłopaka. Jako że zajmowałem się szkoleniem ludzi, jak zarabiać i pomnażać pieniądze, mężczyzna poprosił mnie, żebym był jego osobistym nauczycielem. Żebym pozwolił mu towarzyszyć sobie w codziennych sytuacjach, by obserwował, jak wygląda życie milionera i nauczył się żyć w taki sam sposób. Powiedział, że to dobre podejście ponieważ ja sam tak nauczyłem się zarządzania majątkiem i tworzeniem nowych firm dlatego powinienem odwdzięczyć się losowi i w ten sposób nauczyć kogoś jak zostać milionerem. Miał chłopak trochę racji. Jednak postanowiłem zapytać go:”Co ja z tego będę miał?”. “Na początku nic”- odpowiedział. Jestem biedny, ale jak się nauczę i zarobię mnóstwo pieniędzy to się wtedy odwdzięczę”. Czyli mam poświęcić mu mnóstwo własnego czasu, który mógłbym przeznaczyć na przyjemności lub uczenie się nowych rzeczy, by pomóc zupełnie za darmo osiągnąć coś, czego ten chłopak jest w stanie nauczyć się sam. “Nie jestem w stanie nic teraz panu zaoferować”.

Milioner nie zgodził się na tę propozycję i nie rozumiał oburzenia, z jakim zostawił mężczyznę w restauracji. Być może ktoś powie, że chłopak nie zrobił nic niewłaściwego. Przecież chciał mu się odwdzięczyć później. Ale teraz nie miał do zaoferowania nic. A przecież mógł zaproponować cokolwiek, coś, dzięki czemu pokazałby, że jest w stanie zrobić wszystko, by nauczyć się bycia milionerem.

On nie dał nic, a chciał czegoś tak wielkiego.

Czy nie znamy tego z naszego codziennego życia?

Gdy inni chcą czegoś od nas, zapominając, by zaoferować coś w zamian. Sama obietnica odwdzięczenia to czasem za mało. Zwłaszcza, gdy już nie raz obiecywali.

W przyjaźni także czasem trudno o rewanż.

Przyjaciółka chętnie nas odwiedza, bo tylko na nas może liczyć. Tylko my potrafimy ją wysłuchać i zrozumieć. Ale czy rzeczywiście korzysta z naszych rad? Czy naprawdę słucha tego, co jej radzimy? Czy może chce się tylko wygadać, a gdy temat schodzi na nasze problemy przypomina sobie, że zostawiła ziemniaki na gazie.

Chyba każdy z nas ma przynajmniej jedną taka osobę, na którą zawsze może liczyć. Do której możemy zadzwonić w nocy o północy z problemem, a ona wysłucha nas i pocieszy. Taka osoba to bardzo cenny skarb, który wymaga dużo troski z naszej strony, by go nie stracić. 

Przyjaciel, który dba tylko o własne interesy, to nie jest przyjaciel. To zwykły egoista, którego bez żalu możemy pozbyć się z naszego życia.

Wszędzie musi być równowaga.

Gdy coś bierzemy, najpierw powinniśmy coś dać od siebie.

Gdy coś dajemy mamy prawo oczekiwać tego samego. 

Czy zawsze musimy oczekiwać rekompensaty, za coś, co dla kogoś zrobiliśmy? Czy nie powinniśmy pomagać bezinteresownie? Z drugiej strony, czy nie możemy prosić o pomoc, gdy nie mamy jak się odwdzięczyć lub co zaproponować w zamian?

Oczywiście, że należy pomagać bezinteresownie oraz prosić o pomoc, gdy jej potrzebujemy. Jednak i w jednym i drugim przypadku trzeba przemyśleć sobie parę spraw. Czy przypadkiem osoba, której ciągle pomagamy nas nie wykorzystuje, albo czy my nie jesteśmy taką osobą?

Warto pomagać, nie oglądając się na rekompensaty i powracające dobro, za to pamiętając, że kiedyś sami możemy potrzebować pomocy i dobrze byłoby mieć wtedy kogoś, kto bez wahania nam jej udzieli.

 

Może Cię także zainteresować:

https://liravibes.pl/nie-dajmy-sie-zwariowac-czyli-ze-skrajnosci-w-skrajnosc/

 

 

Zdjęcie: Noah Buscher na Unsplash

 

 

 

Copyrights

Strona powstała dzięki dofinansowaniu z Unii Europejskiej i i Europejskiego Funduszu Społecznego na rozwój przedsiębiorczości w ramach projektu „ Czas na działanie! Czas na własną firmę!” nr RPLU.09.03.00-06-0044/16 realizowanego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego na lata 2014 – 2020 OŚ Priorytetowa 9 Rynek pracy, Działanie 9.3 Rozwój przedsiębiorczości