Dodatkowe zajęcia dla dzieci są obecnie bardzo popularne.

Nie budzą już takich emocji, jak 10 czy 20 lat temu, kiedy to tylko nieliczni uczęszczali na nie, ponieważ obecnie większość dzieci zapisana jest na pewnego rodzaju dodatkowe zajęcia.

Zajęcia dodatkowe dla dzieci są tworzone przez pasjonatów danej dziedziny, jak i profesjonalistów. Ich tematyka, kiedyś ograniczająca się do języków obcych i gry na instrumencie teraz w zasadzie jest niezliczona.

Oferta zajęć sportowych, naukowych, muzycznych, językowych skierowana do najmłodszych i tych starszych może przyprawić o zawrót głowy. Dzieci mogą od najmłodszych lat trenować niemal wszystkie dyscypliny sportu oraz grę na najbardziej wymyślnych instrumentach.

Zajęcia dodatkowe dla dzieci. Czy warto zapisać dziecko?

Rodzice chętnie zapisują swoje dzieci na zajęcia dodatkowe, ponieważ wielu zależy na ich rozwoju i co najważniejsze mają możliwości finansowe, by sobie na to pozwolić.

To wspaniale, że maluchy mają umożliwiony rozwój poprzez dodatkowe zajęcia, ponieważ nawet jeżeli nie zostaną wirtuozami skrzypiec lub strzelcami wszechczasów w piłce nożnej, to podczas zajęć doświadczą wielu sytuacji bardzo dobrze wpływających na ich rozwój.

Bardzo istotne jest, aby zajęcia dodatkowe prowadzone były przez osobę profesjonalnie przygotowaną lub pasjonata znającego się na rzeczy, ale przede wszystkim posiadającą odpowiednie podejście do dzieci.

Nauczyciel ma bardzo duży wpływ na podejście dziecka do lekcji. Jeżeli zajęcia są grupowe to do niego należy utrzymanie porządku i zadbanie o dobre relacje pomiędzy dziećmi.

Jeżeli dziecko nabywa nowe umiejętności z chęcią, a jego nauczyciel/trener jest kompetentną osobą z odpowiednim podejściem do dzieci to warto zapisać dziecko na zajęcia dodatkowe.

/

Może się wydać, że rola rodzica w dodatkowych lekcjach dzieci ogranicza się do finansowania zajęć oraz dostarczenia dziecka na odpowiednie miejsce o określonej porze. Wiąże się to jednak z wieloma innymi obowiązkami.

Gdy już wspólnie z dzieckiem zdecydujemy, że warto rozpocząć naukę podczas dodatkowych zajęć, znajdziemy odpowiedniego nauczyciela, zapiszemy dziecko, regularnie przywozić je będziemy na lekcje to powinniśmy pamiętać o kilku ważnych kwestiach.

Tak jak nie powinniśmy wymagać od dziecka  dobrych ocen w szkole, gdy nie interesujemy się jego szkolnym sprawami, tak samo nie oczekujmy sukcesów po dodatkowych zajęciach, gdy nasza rola będzie ograniczała się do wożenia dziecka autem.

Od podejścia i zaangażowania rodzica w dodatkowe  zajęcia dziecka zależy bardzo wiele.

Przypuśćmy, że pewnego dnia rodzic jest zmęczony i stwierdza, że dzisiaj syn czy córka mogłaby sobie odpuścić  trening, ponieważ chciałby odpocząć. Dziecko natychmiast dostrzega, że te jego zajęcia to w sumie nic ważnego i raz na jakiś czas może sobie odpuścić jedna czy dwie lekcje.

Kolejnym przykładem wpływu rodzica na postawę dziecka uczestniczącego w zajęciach dodatkowych jest zbyt duża presja związana z trenowaną dyscypliną lub nauką nowych umiejętności. Zajęcia sportowe dla dzieci w wieku 5-10 lat polegają głównie na ćwiczeniu koordynacji ruchowej, motoryki oraz nauce gry zespołowej. Oczekiwanie niezwykłych wyników od dziecka i wyróżniania się od samego początku na tle rówieśników może wcale nie skłonić dziecka do bardziej wytężonej pracy. Może za to zniechęcić je do ćwiczeń oraz doprowadzić do ciągłej rywalizacji w głowie dziecka, nawet gdy oczekiwana jest współpraca.

Wywieranie zbyt dużej presji na dziecku może odebrać całą radość z aktywnego spędzania czasu i osłabić zapał do dalszych ćwiczeń.

Jak zajęcia dodatkowe mogą zmienić dziecko?

Skupię się na pozytywnych aspektach, ponieważ zmuszanie dziecka do nauki gry na instrumencie, którego nienawidzi lub nie przywiązywanie dużej wagi do zajęć dziecka może niestety przynieść więcej szkody niż pożytku.

W zasadzie każde dodatkowe zajęcia wiążą się z dodatkowym rozwojem. Poszerzającą się wiedzą w danym obszarze oraz umiejętnościami społecznymi.

W zależności od tematyki dodatkowych zajęć dziecko rozwija się na różnych płaszczyznach. 

Rozwój fizyczny oraz emocjonalny.

Fizyczny zauważalny głównie przy treningach sportowych. Sport także wspaniale kształtuje i rozwija inteligencję emocjonalną.

Podczas, gdy dziecko w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym słabo radzi sobie z panowaniem nad emocjami, dopiero uczy się pewnych zachowań i testuje swoje reakcje, treningi sportowe dają wiele okazji do nauki. Cierpliwość, własny kodeks moralny poprzez grę fair play, a także szybkie otrząsania się po porażce i pokora, gdy okaże się, że jednak ktoś był lepszy to tylko niektóre wartości, jakie nabędzie dziecko w trakcie zajęć dodatkowych.

Wytrwałość.

Nic nie przychodzi łatwo. Dziecko musi się kiedyś dowiedzieć, że aby osiągnąć coś niezwykłego nie wystarczy czekać cierpliwie, aż samo się zjawi. Trzeba ruszyć się i wziąć się do roboty. Nawet potykając się wielokrotnie, wytrwale podnosić się i próbować dalej. Niejednokrotnie może chcieć zaprzestać dalszej nauki lub szybko zmienić obiekt zainteresowań, by zapomnieć o niepowodzeniach. Rodzic powinien wspierać wytrwałe uczestnictwo w zajęciach, by uczyć dziecko konsekwencji w działaniu. Być może za chwilę dokona “niemożliwego”. Samo zauważy, że już chciało się poddać, a po chwili udało się osiągnąć to, co wydawało się niewykonalne. Będąc w podobnej sytuacji w przyszłości, będzie wytrwale próbowało osiągnąć cel, nawet jeśli będzie wydawał się bardzo odległy.

Akceptacja swoich braków.

Dzieci są często bezkrytyczne wobec siebie. Jednak na turniejach i w konkursach wszystkie braki zostają obnażone, a dziecko musi się zmierzyć w tym uczuciem. Rodzic może swoim zachowaniem doprowadzić do zaprzestania dalszych starań lub zachęcić do bardziej efektywnej pracy, do szukania sposobu, aby opanować pewną umiejętność. Wesprzeć słowami „nie poddawaj się, uda ci się”. 

Akceptacja swojej osoby jest bardzo ważna i nie polega tylko na zdawaniu sobie sprawy ze swoich walorów. To także umiejętność dostrzegania własnych wad i umiejętność życia z nimi. Takie podejście do życia bardzo ułatwia codzienne funkcjonowanie oraz radzenie sobie z krytyką ze strony innych.

Znamy swoje mocne strony, ale nie odbieramy osobiście negatywnych opinii na nasz temat.

Dziecko, które uczy się nowych umiejętności powinno czuć akceptację rodziców pomimo braku wyróżnień w danej dyscyplinie czy wygranych konkursów. Musi wiedzieć, że jest w pełni akceptowany, a jego wyniki nie świadczą o tym kim jest, ale tylko o tym na jakim poziomie opanował pewne umiejętności.

Cel i ciągły rozwój.

Dzieci tego jeszcze nie rozumieją, ale w pewnym momencie zauważą, że życie nie ma większego sensu bez chociażby najmniejszego celu. Jakiś bonus, coś ekstra od życia do czego się dąży przez dłuższy czas.

Nie mówię o rzeczach materialnych, choć zakup czegoś o czym marzymy długie lata także może dać wiele przyjemności. Myślę tu bardziej o rozwoju człowieka. Osiągnięciach, których nikt nie może komuś odebrać, które dają poczucie sensu swojego istnienia na tym świecie.

Gdy wszystko przychodzi zbyt łatwo, szybko przestaje cieszyć. Nie ma przyjemności z zakupów, gdy stać nas na wszystko. Piątka z egzaminu nie daje takiej satysfakcji, gdy wiemy, że ściągaliśmy. 

Umiejętności nabywane na zajęciach dodatkowych mogą sprawić, że dziecko zacznie samo sobie ustawiać poprzeczkę i powolutku ją podnosić. Zacznie czerpać ogromną satysfakcję z osiąganych celów, a dzięki temu czerpać ogromną satysfakcję z życia. Osiąganie celów będzie dla niego najprzyjemniejszym momentem w życiu, dlatego będzie dążył do tego momentu, a przez to ciągle uczył i rozwijał.

.

Zajęcia dodatkowe dla dzieci w grupie.

Zajęcia dodatkowe to nie tylko nauka to czasem także uczestniczenie w grupie społecznej, która ma podobne zainteresowania i pasje. W grupie, która daje możliwość wyrażenia opinii na dany temat oraz posłuchania cudzej. Obserwacja zachowań kolegów i ich podejścia do wygranej i przegranej. Cieszenie się z sukcesu swojej drużyny, widząc płacz przeciwnej. Docenianie własnego szczęścia, bo następnym razem może sprzyjać przeciwnikom.

To także rywalizacja. Chęć bycia najlepszym, wyróżnienia się. Próbowanie tego, co przed chwilą dokonał kolega.

l
Zajęcia dodatkowe dla dzieci- moje doświadczenia.

Mój syn uczy się języka angielskiego oraz poszerza umiejętności bramkarskie podczas dodatkowych zajęć. Angielski odbywa się indywidualnie przez Skyp’a natomiast trening bramkarski w grupie rówieśników.

Dawniej brał udział w zajęciach językowych w grupie jednak ani nauczyciel, ani grupa (zróżnicowana wiekowo) nie sprzyjały edukacji. Syn źle się czuł podczas takich zajęć dlatego szukaliśmy alternatywy.

Nauka jeden na jeden okazała się strzałem w dziesiątkę, ze względu na formę zajęć jak i nauczyciela, który ma świetne podejście do dziecka.

Żadne z zajęć dodatkowych, w których uczestniczy mój syn nie powodują u niego złości czy choćby niezadowolenia z obowiązku odbywania lekcji. Wręcz przeciwnie. Nawet nie wie kiedy lekcja angielskiego minęła i czasem prosi o chwilę przedłużenia. Na treningi piłkarskie mógłby chodzić codziennie i grać aż padnie.

Wiem, że moje dziecko się rozwija podczas dodatkowych zajęć i na tym mi zależy najbardziej. Widzę ogromną, pozytywną zmianę w zachowaniu syna i wiem, że zajęcia te przyczyniły się do tego. 

*

Głównym celem zajęć dodatkowych dla każdego rodzica powinien być rozwój dziecka. Myślenie o wielkich sukcesach związanych z trenowaną dyscypliną przez dziecko jest niepotrzebne. Najważniejsze jest zdobywanie nowych umiejętności oraz poszerzanie wiedzy. Zadaniem rodzica jest także motywowanie dziecka do rozwoju oraz wspieranie jego wytrwałości.

Zajęcia dodatkowe dla dzieci to ogromna szansa, jakiej my nie mieliśmy. Dlaczego by nie dać jej naszym dzieciom…

 

 

 

 

Zdjęcie Unsplash


Jak wychować asertywne dziecko, gdy sami mamy problem z asertywnością? Właśnie dlatego chcemy poznać sposoby na wychowywanie asertywnego dziecka, bo wiemy jak świetnie sobie radzą w życiu osoby asertywne, ale my nimi nie jesteśmy.

Co to jest asertywność?

Asertywność to cecha, którą posiadają osoby pewne siebie i przekonane o wartości swojego zdania i swojej osoby. To nie tylko umiejętność odmowy, ale także łatwość przyjmowania krytyki, zdolność do wyrażania własnych, nawet odmiennych opinii oraz trafne wyrażanie próśb i oczekiwań.

Bycie asertywnym ułatwia życie na wielu płaszczyznach, bardzo pozytywnie wpływając na relacje z innymi ludźmi. Osoba asertywna jest w stanie wyrażać swoje zdanie, gdy coś jej się nie podoba np. gdy zostaje niesprawiedliwie potraktowana, upomni się o swoje, gdy ktoś nie dotrzyma obietnicy, a także jasno wyrazi swoje oczekiwania wobec innych starając się nikogo nie urazić, a nawet jeśli, to wie, że tak należało postąpić.

 

 

JESTEM WAŻNYM, WARTOŚCIOWYM CZŁOWIEKIEM I MAM PRAWO MIEĆ SWOJE ZDANIE

To motto asertywnych osób. Każdy chciałby tak powiedzieć o sobie, a rodzicie powinni to często przypominać swoim dzieciom.

Jednak na co dzień sytuacja przedstawia się nieco inaczej. Zamiast wspierać i doceniać zdarza się chyba każdemu rodzicowi zwłaszcza w chwili zdenerwowania wyrzucić z siebie uwagę zabijającą asertywność w małym człowieku.

Co pozbawia dziecko asertywności?

Krytyka

Zwłaszcza nieumiejętna, która nie odróżnia zachowania od osoby dziecka, potrafi bardzo znacznie obniżyć poczucie wartości i dać mu do zrozumienia, jak słabym jest człowiekiem. Zdarza się także porównywać dziecko do innych oraz bazować na ocenie obcych osób o nim. To wpędza dziecko w poczucie bycia gorszym od innych. Ciągłe strofowanie: „nie tak szybko”,” za wolno”, „co tak słabo?” ‘ „tak się tego nie robi”, sprawia, że dziecko samo zaczyna sobie wmawiać, że nie poradzi sobie w żadnej sytuacji, bo robi wszystko nie tak, jak powinno.

Brak możliwości samodzielnego podejmowania decyzji.

Ograniczenia są bardzo wartościową kwestią w wychowaniu dziecka, jednak bezwzględne zakazy i dyktowanie sposobów zachowań, brak liczenia się ze zdaniem dziecka w każdym momencie doprowadzi do sytuacji, w których dziecko nie będzie w stanie podjąć, żadnej decyzji. Ponieważ nigdy wcześniej nie miało okazji ku temu, więc odpowiedzialność za choćby łatwe zadanie zrzuci na kogoś innego, obnażając swoją słabość i dezorientację.

Wytykanie słabości.

Okazywanie dezaprobaty w sytuacji, gdy zachowanie dziecka nie ma nic wspólnego z ogólnie przyjętym za poprawne. Mówienie wtedy do niego: „ale ty jesteś ślamazarny”, „zawsze się musisz tak wypaćkać..”, „jesteś taki nieśmiały, że nie wiem, jak ty sobie poradzisz w życiu” wyryją się na stałe w głowie dziecka. Często powtarzane będą się ciągnąć za nim latami i stale mu przypominać, jakie ma wady.

Katastrofizowanie.

Każdy czasem katastrofizuje choć nie ma to większego sensu. Może po prostu chcemy usłyszeć od kogoś: „nie, no co ty, na pewno tak nie będzie, nie martw się”. Jednak robiąc to w obecności dziecka wpoimy mu negatywne nastawienie i nauczymy, że zawsze coś musi pójść nie tak. Mając dobrego nauczyciela, bystre dziecko szybko zacznie samo sobie wmawiać: „po co się męczyć i tak mi się nie uda”,” będą się ze mnie śmiać”, „nie dam sobie rady” i rzeczywiście tak się to może skończyć. Z czasem zaprzestanie całkowicie podejmowania działań lub zaniecha starań po krótkim czasie.

Dawać do zrozumienia ze zdanie dziecka jest nieistotne.

Podejmowanie decyzji związanych z życiem dziecka, bez uwzględnienia jego opinii na dany temat daje mu prosty przekaz: „nie masz nic do gadania”. Jeżeli sytuacja będzie miała miejsce nawet, gdy dziecko będzie starsze, niechęć do wyrażania własnej opinii utrwali się jeszcze mocniej. Przełoży się to na pozycję w grupie rówieśniczej i brak chęci aktywnego uczestnictwa w niej.

Karać słowami: -„zawsze musisz coś schrzanić”, „jak mogłeś tego nie wiedzieć?”, „jak mogłeś się tak zachować-wstyd!”, za popełniony błąd.

Takie słowa słyszane od obcego człowiek są bardzo bolesne, a od rodzica burzą cały świat dziecka. Wpędzają w poczucie winy i upokarzają. Sprawienie zawodu rodzicowi, który jasno wyrazi swoje rozczarowanie i wściekłość na małego człowieka, rujnują jego poczucie wartości i powodują, że zaczyna wierzyć w to co słyszy, utożsamiać się z tą oceną i stawać się NIKIM.

Zbyt duże oczekiwania wobec dziecka.

Poprzeczka powinna być zawsze nieco powyżej umiejętności dziecka, aby ciągle dążyło do poszerzania swojej wiedzy oraz kompetencji. Przeskoczenie jej daje dziecku satysfakcję i wpływa pozytywnie na samoocenę. Gdy jednak jest za wysoko i nie ma możliwości by ją dosięgnąć, dziecko może zacząć myśleć o sobie, że jest do niczego, a wyczuwając rozczarowanie ze strony rodziców zacznie się obwiniać i żyć pod duża presją. Bardzo negatywnie wpłynie to, na jego poczucie wartości oraz samoocenę. Dziecko zniechęci się podejmowania nawet najłatwiejszych zadań, a osiągnięte „zwykłe” sukcesy nie będą miały dla niego żadnej wartości.

 

Agresywność zamiast asertywności.

Wymienione wcześniej zachowania rodziców wobec dziecka mogą się przyczynić nie tylko do braku asertywności. Istnieje możliwość, że osoby, które nie chcą być traktowane i postrzegane w ten sposób zaczną walczyć. Staną się agresywne, bo tylko tak będą umiały się bronić.

Większość dzieci wychowywanych według opisanych wcześniej zachowań będą jednak prezentowały postawę uległą. Brak pewności siebie, wsparcia ze strony najbliższych, ciągłe porównywanie do innych, poczucie bycia gorszym od wszystkich, nie pozwolą mu na wychylanie się z własną opinią lub upominanie się o swoje. Rówieśnicy szybko wyczują taką postawę i mogą zacząć to wykorzystywać.

Wiedząc czego nie można pod żadnym warunkiem robić, aby nie pozbawiać dziecka asertywności powinniśmy przede wszystkim skupić się na wspieraniu jego poczucia wartości przez szanowanie jego zdania i liczenia się z jego uczuciami. Nauczyć się konstruktywnej krytyki i umiejętnego chwalenia. Ale przede wszystkim kochać bezwarunkowo.

Asertywny rodzic- asertywne dziecko.

Bardzo często rodzice zauważają problem z brakiem asertywności u swojego dziecka, widząc w nim siebie. Zachęcają je do walki o swoje, ale samo wspieranie asertywnej postawy nic nie daje. Dziecko niczym kalka powiela zachowania uległych rodziców. Jeżeli zdajemy sobie sprawę z tego jak wiele można stracić będąc pozbawionym asertywności, powinniśmy jak najszybciej wziąć się do roboty.

Dziecko i troska o jego przyszłość jest najwspanialszą motywacją do pozbywania się złych nawyków i uciążliwych przyzwyczajeń.

Ja dzięki dziecku postanowiłam polubić pająki (syn płakał, gdy chciałam jakiegoś… się pozbyć). Zaczęłam też walczyć o swoje, bo nie chciałam, żeby moje dziecko było świadkiem sytuacji, w której ktoś mnie źle traktuje lub odnosi się do mnie bez szacunku. Byłoby to upokarzające dla mnie i dla niego.

Nauczyłam się asertywności dla dziecka i dzięki niemu.

Wiem, że każdy może. Jest wiele kursów i książek na ten temat. Jednak żadne szkolenie nie sprawi, że z dnia na dzień staniemy się asertywni. Musimy w różnych sytuacjach próbować asertywnych zachowań i powoli je uskuteczniać. Odważyć się powiedzieć swoje zdanie lub bronić go, gdy ktoś nam wmawia, że nie mamy racji.

Asertywność otwiera wiele drzwi, pomaga załatwić wiele spraw, a do tego daje mam pewność siebie. Jak wychować asertywne dziecko? -Trzeba zaprezentować to dziecku własną postawą i często powtarzać asertywne zachowania w codziennych sytuacjach.


Zgrzytanie zębami u dzieci to problem, z którym boryka się wielu rodziców. 

Sama będąc małym dzieckiem zgrzytałam zębami, a teraz co jakiś czas zauważam ten problem u mojego syna. Gdy był mniejszy zdarzało się to częściej, teraz bardzo rzadko.

Za przyczynę zgrzytania zębami u dzieci uważane były i nadal często są pasożyty bytujące się w ciele człowieka. Czy to jednak możliwe, by wywoływały takie zachowania?

Dlaczego dzieci zgrzytają zębami?

Bruksizm, bo taką naukową nazwę nosi zgrzytanie zębami to mimowolne zaciskanie szczęki z bardzo dużą siłą. Oprócz zacisku, mają miejsce jeszcze ruchy, które wywołują tarcie zębów górnych o zęby dolne.

Zgrzytanie zębami najczęściej można zauważyć podczas snu, jednak małe dzieci potrafią to robić nieświadomie także w ciągu dnia.

Przyczyny zgrzytania zębami nie są w 100% jasne. Najczęściej jednak stawia się szybką diagnozę bez wizyty u lekarza i badań: pasożyty.

Owsica jest często diagnozowana u dzieci, które zgrzytają zębami. Bywa jednak, że badania nie potwierdzają obecności pasożytów, a zgrzytanie jak było tak jest. 

Zgrzytanie zębami, a nawet dziąsłami u niemowląt związane jest ich rozwojem. Do 3 roku życia uważa się to za normalne zjawisko. Dopiero, gdy nie ustanie w kolejnych latach życia należy zwrócić się po poradę do specjalisty.

Dlaczego dzieci zgrzytają zębami w nocy?

To właśnie wtedy jest najczęściej dostrzegane przez rodziców. Jednak zgrzytanie zębami w dzień także jest czasem zauważane. Niektórzy twierdzą, że to właśnie w nocy aktywność pasożytów w ciele człowieka jest największa. Dopowiadają historie, o tym jak te paskudy próbują się wydostać z ludzkiego ciała powodując tym niespokojny sen dziecka. Tylko tak naprawdę po co miałyby wychodzić z raju? Przecież w ciele ludzkim jest wszystko czego im potrzeba. 

Lekarze polecający leczenie homeopatią, zwracają uwagę na fazy księżyca podczas eliminacji pasożytów z organizmu. Jednak nie ma żadnego naukowego potwierdzenia, by księżyc w jakikolwiek sposób oddziaływał na życie tych niechcianych lokatorów.

Problem zgrzytania zębami wśród dzieci jest bardzo częsty, a przecież zakażenia pasożytami należą już do rzadkości. 

Wiele objawów jak brak apetytu, nudności, słabe przybieranie na wadze, ospałość lub nadmierne pobudzenie łączone są z objawami świadczącymi o obecności pasożytów w organizmie. Okazuje się jednak, że wraz z poprawiającymi się warunkami higienicznymi w jakich żyjemy, zarażenie ludzkimi pasożytami staje się coraz trudniejsze. Natomiast występujące objawy mogą mieć zupełnie inne przyczyny.

Za zgrzytanie zębami nocą może odpowiadać jeszcze:
  • zbyt zamknięty zgryz, (wady zgryzu);
  • nieodpowiednia dieta (za mało płynów), alergia na pewne pokarmy;
  • stres.

Wady zgryzu są drugą najczęściej diagnozowaną przyczyną zgrzytania zębami u dzieci. W fazie wzrostu twarzoczaszki jest szansa na naturalne, odpowiednie ułożenie zębów, tak aby zgryw był poprawny. Jednak gdy problem się utrzymuje przez dłuższy czas, pojawiły się już stałe zęby, należy udać się do ortodonty, który pomoże uporać się z nocnym zgrzytaniem zębami.

Niezwykle silny zacisk szczęk może bardzo niekorzystnie wpłynąć na zęby. Ruchy żuchwą, jakie nieświadomie wykonuje dziecko podczas snu mogą zacząć ścierać powłokę zębów.

Alergie i nietolerancje pokarmowe. Dziecko w przeróżny sposób reaguje na alergeny. Wysypką, swędzącą skórą, bólem głowy lub zgrzytaniem zębów. Lekarze często diagnozują alergie biorąc pod uwagę właśnie te objawy. Na mimowolne ruchy szczęki nocą może mieć także wpływ odwodnienie organizmu. Ma ono podobne objawy co zakażenie pasożytami. Dlatego zanim pobiegniemy do laboratorium z próbką kału dziecka, sprawdźmy, czy wypija ono odpowiednią ilość wody w ciągu dnia.

zgrzytanie zębami u dzieci

Oczywiście, gdy dzieci jedzą dużo soczystych owoców oraz zup to ilość wypijanej wody może być nieco mniejsza. W przeciwnym wypadku najlepiej codzienne rano odmierzać porcję wody, którą koniecznie dziecko musi wypić w ciągu dnia. Przy okazji można przygotować także swoją porcję.

Sposoby na zgrzytanie zębów.

Zgrzytanie zębów jest dolegliwością, która może wiązać się z uciążliwymi konsekwencjami, dlatego należy szukać sposobów na pozbycie się jej.

Najczęściej zauważane problemy wynikające z bruksizmu to:

  • zużycie i uszkodzenie zębów oraz szkliwa,
  • ból stawu skroniowo-żuchwowego i mięśni,
  • wrażliwość i nawracający ból zębów,
  • przewlekłe bóle głowy.

Biorąc pod uwagę takie przyczyny zgrzytania zębami dzieci, jak zakażenie pasożytami, należy wykonać badania kału w laboratorium i poddać dziecko leczeniu. Gdy jednak to dieta lub alergia są winowajcami, koniecznie trzeba się przyjrzeć wszystkim zjadanym produktom. Podejrzane składniki potraw najlepiej na jakiś czas wykluczyć i obserwować czy nie przynosi to poprawy. Natomiast, gdy zdajemy sobie sprawę, że nasze dziecko pije stanowczo za mało wody (bo nie lubi), musimy znaleźć sposób (nie mówię o słodzeniu jej cukrem), by jednak polubiło. Być może już po kilku dniach wiele niepokojących objawów zniknie, a zgrzytanie zębami ustanie na zawsze.

Stres- najczęściej występująca przyczyna zgrzytania zębami przez dzieci.

Niewiele osób jest w stanie brać to na poważnie. Stres? Dziecko? A jakie to dziecko może mieć stresy? Przecież nie musi zarabiać na kredyty i chodzić do nielubianej pracy… Czym  w takim razie może się stresować?

Myślę, że powoli zmienia się takie podejście do dzieci i już niedługo większość rodziców będzie traktowało swoje maluchy poważnie. Co prawda ich problemy wydają się być błahe dla każdego dorosłego. Przecież pamiętamy doskonale, gdy sami zadręczaliśmy się jakimiś głupstwami, a teraz wydaje nam się to kompletnie niedorzeczne. Jednak będąc dorosłym jest tak samo. Jeszcze wczoraj martwiliśmy się problemami, które wydawały się nie mieć rozwiązania, dzisiaj o nich już nie pamiętamy, bo mamy kolejne.

To samo przeżywają dzieci. Maleńkie nie rozumieją tego wszystkiego, co się dokoła nich dzieje. Tyle twarzy, tyle głosów, tyle kolorów, min, widoków. Czasami hałasów, krzyków, czasem śmiechów. Nie możemy chronić dzieci przed tym wszystkim, bo mogłyby kiedyś doznać szoku, że tak wygląda życie. Muszą od pierwszych chwil w tym uczestniczyć. Jednak nie wszystkie sobie świetnie radzą z takim ogromem bodźców.

Starsze dzieci starają się to wszystko zrozumieć. Jeszcze starsze, gdy już myślą, że wszystko zrozumiały dowiadują się, że jednak myliły się. Do tego dochodzą obowiązki i nauka. Chcemy, by dzieci miały szczęśliwe dzieciństwo, ale przecież powinny też same się ubrać, pakować, zrobić sobie kanapkę… Dla nas, dorosłych to błahe czynności. Dla dziecka, które ciągle jest na etapie “szczęśliwego dzieciństwa” do dużo. Czasami za dużo.

Szyna relaksacyjna rozwiąże problem zgrzytania zębami?

Gdy zauważymy, że dziecko nie radzi sobie z czymś emocjonalnie, musimy mu pomóc. Rozmawiając na różne tematy. Odcinając od stresujących bodźców. Ograniczając czas spędzany przed komputerem czy grami na konsoli, ponieważ często tylko wzmagają napięcie.

Jest jeszcze rozwiązanie, które zaproponuje ortodonta, gdy stwierdzi, że to nie wada zgryzu odpowiada za zgrzytanie zębami przez dziecko. Jest to szyna relaksacyjna. Mała, żelowa wkładka, idealnie dopasowana do zębów, która ma wyleczyć bruksizm.

Dzięki szynie relaksacyjnej zęby nie stykają się, a co za tym idzie nie może dojść do zgrzytania nimi. Napięcie w mięśniach żwaczowych stopniowo osłabia się i problem z czasem ustaje. Użytkowanie szyny z początku powoduje mały dyskomfort, jednak da się z nim szybko oswoić.

Ile kosztuje szyna relaksacyjna?

Szyna relaksacyjna wykonana na wzór odcisku szczęki osoby, która zmaga się ze zgrzytaniem zębami, ma pomóc łagodzić napięcie mięśni żucia oraz pozbyć się nocnego, mimowolnego zaciskania szczęk. Wykonanie takiej szyny wiąże się z kilkoma wizytami u stomatologa oraz ortodonty. Muszą oni wykluczyć nieprawidłowości związane z uzębieniem lub zgryzem. Dopiero po tym wykonany zostanie odcisk szczęki, na podstawie którego zostanie wykonana szyna. Koszt szyny waha się od 300 do 700zł. 

Dla dorosłych są gotowe szyny, do kupienia w intenecie, za dużo mniejsze pieniądze, które można samodzielnie dopasować do zębów w warunkach domowych. Są one wykonane z innego tworzywa, dlatego ich komfort trzymania w ustach może nie być tak duży, jak w przypadku szyny wykonanej w gabinecie ortodonty lub stomatologa.

 

Zgrzytanie zębami to bardzo częsta dolegliwość, której przyczyna występowania nadal do końca nie jest znana. Jeżeli wykluczymy wszystkie znane przyczyny, a problem nie będzie ustępował, a wręcz się nasilał, z troski o stan zębów konieczne będzie zakupienie szyny relaksującej.

Być może zgrzytanie zębów po jakimś czasie ustąpi i nie trzeba będzie się zmagać z przykrymi konsekwencjami bruksizmu.

 

 

newsletter blog liravibes

 

 

 

Zdjęcie Annie Spratt na Unsplash


Nie dostrzegałam w tym zjawisku nic nadzwyczajnego, jednak po ostatniej rozmowie z koleżanką zaczęłam dokładniej mu się przyglądać.

Dzieci przecież często się popisują. Przed rodziną czy innymi dziećmi. Zaczynają wariować, wrzeszczeć, inaczej mówić, chodzić, a nawet udawać kogoś innego.

Koleżanka opowiadała mi, jak jej dzieci cieszyły się na przyjazd kolegów. Mówiła, że już na kilka godzin przez ich przyjazdem zaczęły wchodzić w inne role i zachowywać się nieznośnie.

Przypomniało mi się, że parę lat temu, gdy moje metody wychowawcze były podobne do tych, które obecnie stosuje koleżanka, mój syn także zachowywał się co najmniej dziwnie przebywając wśród innych osób.

Wychowanie dziecka moimi starymi metodami polegało na:

  • karach i nagrodach
  • konsekwentnym przestrzeganiu zasad przez dziecko
  • upominaniu za złe zachowanie
  • instruowaniu podczas wykonywania czynności
  • oczekiwaniu posłuszeństwa.

Być może większość rodziców pomyśli sobie, że nie ma nic nadzwyczajnego w tych metodach. Zwyczajne podejście do wychowania dziecka. Przecież powinno być karane za nieposłuszeństwo i nagradzane za sukcesy. Musi wiedzieć, że robi coś źle i poprawianie go tylko ułatwi mu sprawę. Do tego posłuszeństwo jest bezwzględnie konieczne, ponieważ dziecko musi słuchać się rodziców.

Też tak kiedyś myślałam, jednak widząc co te metody robią z dzieckiem, postanowiłam szukać innych rozwiązań.

Obecnie uważam, że wyżej wymienione zasady są odpowiednie do wychowywania psa. I sprawdzą się wtedy idealnie. Jednak to, co się zadzieje z dzieckiem, które w dzieciństwie poddane zostanie takiej tresurze, wyjdzie w pewnym momencie, jednak wcale nie będą to tak pozytywne sytuacje, jakich byśmy oczekiwali.

 

Wychowanie pełne miłości może być pozbawione akceptacji.

Można stosować taki sposób wpływania na zachowanie dziecka, a mimo to dawać mu wiele troski i miłości. Wielu rodziców tak robi i nie widzą w tym nic złego. Bardzo kochają swoje dzieci, dbają o nie, spędzają z nimi bardzo dużo czasu, rozmawiają, jednak przy tym oczekują od nich bezwzględnego posłuszeństwa i konsekwentnie przestrzegają narzuconych im zasad.

Tak wyglądały moje nieporadne kroki na początku nauki wychowywania dziecka. Myślałam, że w ten sposób mój syn będzie zawsze grzeczny, uprzejmy i robił zawsze to, co powinien. Mówił “dzień dobry”, co jest dla wielu osób wyznacznikiem tego, czy dziecko jest dobrze wychowane i znał wszystkie zasady zachowania się w każdej sytuacji.

 

Czy naprawdę chcę mieć dziecko-robota?

Wraz z wiekiem zaczęłam zauważać u mojego syna pewne cechy, które mnie przerażały.

Syn nie potrafił się bronić, ponieważ był nauczony być miłym i koleżeńskim. Zasada “nie bij” wyryła mu się głęboko w świadomości, że gdy nieco zmieniłam poglądy na ten temat, już było za późno.

Syn nie miał własnego zdania, bo znał moje. Był bierny w wielu sytuacjach, znając swoje miejsce i nie wychylając się.

Mimo że doskonale zdawał sobie sprawę z wagi swoich osiągnięć, dostawał od nas dodatkowo nagrody, które przestawiły go z działania dla satysfakcji na działania dla rzeczy materialnych.

W wielu sytuacjach gdzie wymagana była spontaniczna decyzja, on bał się cokolwiek zrobić, myśląc, czy to aby jest zgodne z zasadami. Czy tak można się zachowywać, czy tak wypada.

 

Na szczęście bardzo szybko udało się to wszystko zmienić. 

Dziecko nie chce się słuchać, jakby podświadomie nie godziło się na to, czego od niego wymagamy. Gdy jest to wbrew niemu, zabijamy jego osobowość swoimi manipulacjami, cząstka po cząstce, by na koniec pytać “gdzie ja popełniłam błąd?”.

Trzeba tysiące razy powtarzać: “nie rób tego”, “nie właź tam”, “nie zaglądaj”, a ono i tak chce zrobić po swojemu i zwykle to robi. Kary, nagrody, zakazy, rozkazy sprawiają, że dziecko głupieje i nie jest w stanie samodzielnie określić co jest dobre, a co nie.

Gdy jednak damy dziecku wolną rękę, oczywiście w granicach zdrowego rozsądku, okaże się, że samo dowie się bardzo szybko tego, co chcieliśmy mu przekazać od miesięcy. Dodatkowo zdobędzie coś bezcennego –AKCEPTACJĘ.

To przez nas, rodziców dzieci się popisują. Wiedzą, że nie są takie, jak my byśmy chcieli, ponieważ bezustannie je poprawimy. Ochrzaniamy za różne wybryki. Karcimy za wygłupy.

Zabijamy w dzieciach spontaniczność i naturalność. Swoim zachowaniem mówimy im: “BĄDŹ INNY, TAKIM CIĘ NIE AKCEPTUJĘ”.

Gdy dziecko, które ma takie odczucia spotyka się z innymi dziećmi, zaczyna przyjmować inne role. Zachowywać się na rożne dziwne sposoby, by otrzymać od nich upragnioną akceptację. Niestety często takie zachowania nie są dobrze odbierane przez rówieśników, przez co poczucie wartości dziecka może spaść jeszcze bardziej.

Starsze dzieci, chcąc uzyskać akceptację w grupie, mogą zachowywać się bardzo nieodpowiedzialnie. Bardziej cwane nastolatki szybko dostrzegą kolegę, który dla akceptacji jest w stanie zrobić niemal wszystko i wykorzystają to. A to także popisywanie się, tylko na bardziej niebezpiecznym poziomie. 

Żaden rodzic z pewnością nie chce, by jego dziecko było klasowym błaznem. Często dzieci pozbawione akceptacji walczą o nią natarczywie, robiąc dziwne rzeczy w szkole. Chcą się na siłę wyróżnić, by zostać dostrzeżonym. Dzieciom, które łamią reguły obowiązujące na lekcjach brakuje uwagi i akceptacji. Trzeba szybko znaleźć w nich coś, czym się wyróżnią pozytywnie. Co rzeczywiście pomoże im zdobyć upragnioną akceptację.

 

Wychowanie dziecka jest najtrudniejszym zadaniem, z jakim może się zmierzyć dorosły człowiek. Wszystkiego innego może się nauczyć, ale na to nie ma jednego sposobu.

Jedynie metodą prób i błędów, własnych opinii i doświadczeń oraz wnikliwej obserwacji siebie i dziecka, jest w stanie w dużej mierze wpłynąć na to, jakim człowiekiem będzie w przyszłości jego syn lub córka. Ale kto ma dzisiaj na to czas? Zresztą nawet mimo to, nie ma się żadnej pewności, że całe przedsięwzięcie zakończy się sukcesem, a nasze dziecko będzie w przyszłości mądrym, dobrym, pewnym siebie, odpowiedzialnym człowiekiem.

Ja jestem mamą od ponad 8 lat i moje doświadczenie jest stosunkowo niewielkie, jednak ciągle dowiaduję się czegoś nowego i zmieniam obrany kierunek, gdy okazuje się, że przynosi więcej szkody niż pożytku.

Dzisiaj jednak wiem na pewno, że kary i nagrody oraz zakazy i reguły, powinny pojawiać się w życiu rodziny jak najrzadziej.

Jeżeli chcemy, by nasze dzieci były niezależne i pewne siebie, to musimy im to umożliwić.

Wychowanie dziecka powinno polegać na wspieraniu go i pomocy w trudnych sytuacjach. Motywowaniu do działania i bezgranicznej miłości i akceptacji.

Ich brak zmusza dzieci do bycia kimś innym. Myślą, że takich, jakimi są, koledzy nie będą lubić. Muszą udawać kogoś innego. Możliwe, że będą to robić całe życie.

 

Mój syn już się nie popisuje. 

Od dawna jest sobą. Jest beztroskim dzieckiem, które mówi co myśli i robi co chce, przy naszej pełnej akceptacji.

Rozmowa wystarczy, by wszystko było jasne.

Ma wielu przyjaciół, z którymi świetnie się dogaduje. Jest wobec nich szczery i lojalny. Ma także odwagę sprzeciwić się im.

Wie, że nie musi być uległy ani posłuszny, by zasłużyć na przyjaźń kolegów.

Tak właśnie by było, gdyby w naszym domu nie zmieniły się zasady. Gdybyśmy postawili na wychowanie dziecka, by uszczęśliwiało innych ludzi, zapominając o samym sobie.

Mój syn jest teraz szczęśliwym dzieckiem.

Chciałabym, aby wszystkie dzieci miały takie same szanse, by być sobą i jednocześnie być akceptowane. 

 

 

Photo by Blake Cheek on Unsplash


Chyba w każdej rodzinie poranek wygląda podobnie.

Wstawaj! Umyj zęby! Ubieraj się! Szybciej! Jedz, bo się spóźnimy! Szybko! Za chwile musimy wyjść! Pospiesz się! 

I choć wydawanie komend i krzyki wydają się być wystarczające, by pomóc dziecku szybciutko się ogarnąć, okazuje się, że to nie działa. I nawet, gdy rozkazy powtórzymy nawet 1000 razy bywa tak, że dziecko wcale nie umyje zębów, bo czas się skończy. I wtedy dopiero się zaczyna…

Krzyczenie na dziecko jest bardzo częstym elementem każdego poranka.

Czy poranek nie powinien wyglądać tak?

przestać krzyczeć na dziecko parenting liravibes

Uśmiechy, spojrzenia pełne miłości i akceptacji, błogi relaks i odprężenie. Nikt się nigdzie nie spieszy, nikt nie przewraca szklanki z mlekiem, nikt nie chlapie dżemem jagodowym na jedyną białą bluzkę w dzień galowy. Nie ma psa, co żebrze o resztki jedzenia, kota co wskakuje na stół, taty, który wylewa swoją nienawiść do szefa na dzieci, mamy, która ma dość smug na oknach. Niestety, takie rzeczy, tylko na zdjęciach. 

W rzeczywistości poranek wygląda tak:

przestać krzyczeć na dziecko blog parenting liravibes

 

Chociaż powiem szczerze, rzadkością jest spotkanie się całej rodziny w jednym miejscu, o tej samej porze. Zwykle któreś z rodziców wychodzi jako pierwsze, by drugie mogło się oddać beztroskiemu wyprawianiu dzieci do szkoły. No i ten porządek… aż bije po oczach.

By krzyczenie na dziecko ograniczyć lub całkowicie wyeliminować z naszego życia trzeba nauczyć je punktualności.

Jest wiele powodów przez które krzyczymy na dzieci. Zwykle doszukujemy się w tym winy dziecka, ale po ochłonięciu zdajemy sobie sprawę, że to my zawaliliśmy. Tak naprawdę niewiele trzeba, by krzykiem dać dzieciom do zrozumienia, że coś jest nie tak jakbyśmy sobie tego życzyli.

Jednym z najczęstszych powodów dlaczego krzyczenie na dzieci staje się normą jest nasz brak cierpliwości oraz opieszałość dzieci. Poranek i moment wyjścia na czas z domu to czas poganiania, kąśliwych uwag, kpin i wielu innych nieprzyjemnych słów kierowanych w stronę dziecka. 

Popędzanie, musztrowanie i niemiłe traktowanie dzieci jest czasem koniecznością, by na czas być w szkole, a później w pracy.

Wiem to, ponieważ pomimo troski o niezależność mojego dziecka, pozwalania decydowania mu o sobie w wielu kwestiach oraz pełnej akceptacji jego osoby, niektóre poranki w moim domu wyglądały jak w wojsku. 

Moja cierpliwość nadszarpnięta nieprzewidzianymi zdarzeniami w życiu, prowadziła do bardzo nieprzyjemnych sytuacji z samego rana (wieczorem też bywało różnie). Moje dziecko często słuchało rozkazów i zakazów, a nawet krzyków.

Oczywiście po wszystkim miałam wyrzuty sumienia, że zamiast dać dziecku z rana okazję do śmiechu i pozytywnych emocji, sprawiałam mu przykrość i powodowałam smutek na jego kochanej buźce.

Co gorsze moje ciągłe upominania nie przyczyniły się do nagłego olśnienia dziecka. Nie zaczął z dnia na dzień wstawać przed budzikiem i szykować się zgodnie z zasadami dorosłych”. Wręcz przeciwnie!

Im więcej rozkazywałam, tym więcej rozkazów oczekiwał syn! Okropna atmosfera powodowana porannymi awanturami nikomu nie pozwalała cieszyć się nowym dniem.

W końcu zrozumiałam, że to droga donikąd. Najwyższa pora znaleźć sposób, by poranki z horroru zastąpić przyjemnym początkiem dnia.

Czas, by dziecko przejęło kontrolę nad… szykowaniem się do szkoły.

Trzy zasady pomogły mi zaprowadzić zmiany, na których tak bardzo mi zależało. Oto one:

Zasada nr 1 – Zrozumieć dziecko.

Jest świetny wiersz Danuty Wawiłow, który doskonale oddaje, to co myśli sobie dziecko:

Szybko, zbudź się, szybko, wstawaj!
Szybko, szybko, stygnie kawa! 
Szybko, zęby myj i ręce! 
Szybko, światło gaś w łazience! 
Szybko, tata na nas czeka! 
Szybko, tramwaj nam ucieka! 
Szybko, szybko, bez hałasu! 
Szybko, szybko, nie ma czasu! 

Na nic nigdy nie ma czasu? 

A ja chciałbym przez kałuże 
iść godzinę albo dłużej, 
trzy godziny lizać lody, 
gapić się na samochody 
i na deszcz, co leci z góry, 
i na żaby, i na chmury, 
cały dzień się w wannie chlapać 
i motyle żółte łapać 
albo z błota lepić kule 
i nie spieszyć się w ogóle… 

Chciałbym wszystko robić wolno,
ale mi nie wolno.

Tak bardzo tęsknimy do dzieciństwa, ponieważ wtedy byliśmy tacy beztroscy. Nie przejmowaliśmy się godziną, pogodą, ani nawet kursem franka szwajcarskiego. Jest to ten jedyny moment w życiu, gdy naprawdę można mieć wszystko w nosie i to jest wspaniałe. Każde dziecko powinno mieć ten czas. Wraz z rozpoczęciem się szkoły powoli to wszystko zanika. Godzina zaczyna mieć znaczenie i pogoda może zepsuć plany. 

Gdy dziecko chce kontemplować paproch na dywanie, bo jest pewne, że się poruszył my natychmiast ściągamy je na ziemię, szydząc z jego omamów. 

Dziecko nie ma w sobie chęci, ani umiejętności planowania i układania w głowie tego co, kiedy i po czym ma zrobić. Ono dopiero się tego uczy. Nasze rozkazy powodują tylko presję, a w takich nerwowych warunkach ciężko się czegoś nauczyć, czy coś zapamiętać. Zadanie wykonane, ale jutro znowu trzeba będzie o nim przypomnieć.

Gdy zrozumiałam, jak ważne jest oddanie dziecku możliwości samodzielnego nauczenia się punktualności, zauważyłam, że nareszcie dzieje się to, co chciałam wymóc upominaniem. Zrozumienie zachowania dziecka, akceptacja jego szybkiej dekoncentracji i braku myślenia logicznego, pomogło mi łatwiej znosić nieprzewidziane zachowania dziecka, a jemu dać miłość bezwarunkową, którą powinno mieć każde dziecko. 

Ciągłe musztrowanie oraz krzyczenie na dziecko bardzo obniża jego pewność siebie. Ono wie, że nie potrafi pamiętać o tym, co ma za chwile zrobić i czuje się gorsze za każdym razem, gdy rodzic kręci głową z dezaprobatą. Przecież zależy nam, aby nasze dzieci były pewne siebie, bo da im to dużą przewagę w życiu, wiec nie możemy robić czegoś, co im tą pewność odbierze.

Zasada nr 2 – Dlaczego trzeba być na czas?

Pospiesz się, bo się spóźnisz, dla dziecka to znaczy tyle, co nic. Póki co, to rodzic świeci oczami za dziecko i jego spóźnienia. W oczach nauczyciela jest to tylko słaba organizacja czasu mamy lub taty.

Dlaczego by tego dziecku nie powiedzieć?

Nawet kilkulatkowi można wytłumaczyć, że nam, rodzicom zależy na tym, by być wszędzie na czas. Punktualność jest bardzo ważna w życiu. Przez spóźnienie można mieć kłopoty, a nawet stracić coś bardzo cennego.  Dlatego, dopóki z nami będzie wychodzić z domu, będziemy zawsze starać się być na określoną godzinę.

A dlaczego trzeba być punktualnym?

Zanim padnie takie pytanie dobrze wykorzystać sytuację, kiedy dziecko czeka na gości ,jednak oni się spóźniają. Można wtedy zapytać, jak się czuje, gdy koledzy, którzy mieli być na czas, spóźniają się lub wcale nie przychodzą. Może łatwiej mu będzie wczuć się w rolę osoby, do której on się spóźnia. Pomyśli sobie pewnie jest mu przykro, siedzi i czeka na mnie, muszę się pospieszyć”.

Dziecko musi znać zasady, którymi sami się kierujemy w życiu. Jeżeli sami nie jesteśmy punktualni, nie mamy prawa wymagać tego od dzieci. Swoją postawą przekazujemy im najważniejsze wartości. Nasze słowa mają drugorzędne znaczenie.  

Musimy przypominać dziecku, jak ważna jest punktualność i doceniać każdy jego wysiłek, mający na celu punktualne przybycie na umówione miejsce. 

Zasada nr 3 – Jak stoimy z czasem?

No dobrze, skoro nie upominanie, rozkazywanie, hipnoza to co? Jak w takim razie zmusić dziecko do wstawania, mycia, ubierania, jedzenia i wyjścia z domu o wyznaczonej porze bez używania niemiłych słów ? 

Wystarczy pociągnąć dziecko do odpowiedzialności. Brzmi poważnie i tak też wygląda. 

Dlaczego to my mamy prosić dziecko, by wstawało do szkoły? Dlaczego ma nam robić łaskę, że odrabia lekcje? Co by się stało, gdyby się spóźniło? Co się wydarzy, gdy nie odrobi lekcji?

W klasie mojego syna była sytuacja, która doskonale pokazała, jak złym pomysłem jest przejęcie odpowiedzialności za obowiązki szkolne dziecka.

Wychowawczyni, chcąc ułatwić rodzicom dopilnowanie dzieci, by odrabiały prace domowe, codziennie na grupie fejsbukowej zamieszczała informację o tym, co było zadane. Rodzice mieli tylko sprawdzić, czy dzieci rzeczywiście pamiętają o tym, co mówi nauczycielka na koniec lekcji. Jednak większość z nich, zamiast liczyć na pamięć własnych dzieci, postanowiła polegać tylko na tym, co napisała nauczycielka, zupełnie pomijając wiedzę dziecka. Niektóre dzieci przestały przywiązywać wagę do zadawanych prac domowych, a w przypadku, gdy z jakichś powodów nauczycielka nie zdążyła zamieścić informacji na grupie, mówiły, że nie mają pracy domowej, bo nie było nic napisane na fejsbuku! Oczywiście zamieszczanie informacji o pracy domowej zakończyło się.

Dziecko w wieku szkolnym powinno powoli oswajać się z obowiązkami, a także czasem przeznaczonym na nie.

Musi przecież wiedzieć, o której godzinie zaczyna lekcje, o której kończy, ile ma przerw, kiedy idzie na obiad, a jeżeli jest już starsze musi także pamiętać o zajęciach dodatkowych.

Jeżeli dziecko nie zna się jeszcze na zegarku to jest to świetny moment na kupienie i rozpoczęcie użytkowania go. Najlepiej, gdy będzie elektroniczny, jednak wskazówkowy też da mnóstwo nowych, bardzo cennych informacji.

Gdy niedawno moja 6-letnia siostrzenica dostała zegarek, co chwila mówiła każdemu która godzina. Warto wykorzystać tę radość z posiadania nowego gadżetu do nauki. 

Zaczynamy od budzika. Niech dziecko samo ustawi sobie budzik w telefonie lub zegarku. Będzie podekscytowane, gdy go obudzi. Mój syn tak nie mógł się doczekać, że obudził się kilka minut przed dzwonkiem i czekał na sygnał do wstawania.

Następnie mówimy, która jest godzina i ile mamy czasu na przygotowanie się do wyjścia.

Jeżeli dziecko wstaje o 7:00, to do 7:10 (lub gdy długa wskazówka będzie na 2) muszą być umyte zęby, a ubrania założone. 

Samo ma pilnować czasu, jeżeli się zagapi lub zajmie czymś innym wystarczy zapytać: Jak czas? i dziecko szybko wraca do rywalizacji z zegarkiem.

Kolejne zadania i kolejnych kilka minut na wykonanie. Gdy zostaje trochę czasu, to należy się odpoczynek lub inna przyjemność. Ważne, że najistotniejsze czynności zostały wykonane, można z uśmiechem i spokojem wyjść z domu.

Takim sposobem dziecko powoli przyzwyczai się do życia na czas. To smutne, ale konieczne, żeby być punktualnym, trzeba ciągle mieć rozeznanie w czasie. Poza tym dodaje w zakresie 60, a także powoli zaczyna rozumieć, jak działa zegar wskazówkowy. Nie pomyli dużej wskazówki z małą, jak często się zdarza dzieciom w początkowej fazie nauki odczytywania godzin na zegarze.

Być może ta metoda przyczyni się do spędzenia przyjemnego poranka w rodzinnym gronie bez popędzania, krzyków i straszenia dzieci karami za spóźnienia. Być może wzbudzi w dziecku poczucie odpowiedzialności i samodzielność. Może spodoba mu się możliwość panowania nad swoim życiem w tak ważnym momencie dnia. Samo zauważy, że jeszcze niedawny chaos został zamieniony na spokój i przyjemnie spędzony czas.

Dobrze by było, gdyby dziecko dowiedziało się od nas, jak uwielbiamy poranki pełne radości i uśmiechów, kiedy samo jest w stanie dopilnować swoich obowiązków.

Każdy z nas lubi być doceniony, wtedy jeszcze bardziej się staramy i nie chcemy zawieść osoby, która nas doceniła. 

Krzyczenie na dzieci wywołuje smutek u tych, co słuchają krzyków i u tych, co krzyczą.

By przestać krzyczeć na dzieci trzeba tego chcieć. Trzeba zmusić się do cierpliwego szukania rozwiązania trudnej sytuacji w inny sposób. Jednym takich rozwiązań jest eliminowanie sytuacji, które wyprowadzają nas z równowagi. Zakończenie awantur powodowanych poranną opieszałością dziecka, na pewno pozwoli przyjemnie rozpocząć dzień. Teraz pozostaje tylko znaleźć sposoby na przyjemne wieczory.

 

 

Może Cię także zainteresować:

Jak zachęcić dzieci, by czytały książki?

Dlaczego dzieci się popisują?

 

Photo by Jess Watters on Unsplash


Za chwilę w co drugim domu zacznie się wyścig. Będzie trwał do czerwca następnego roku, bo już wtedy wszystko się wyjaśni. Już będzie pewne, kto ma, jakie oceny i jaką średnią na koniec roku.

Większości rodziców interesuje się osiągnięciami szkolnymi swoich dzieci i starają się zachęcić je do uzyskiwania tych jak najlepszych. Oczywiście są i skraje sytuacje, gdy rodzice bezwzględnie wymagają od dzieci wyłącznie najlepszych ocen, jak i tacy, których to kompletnie nie interesuje i bynajmniej nie z powodu, wyrozumiałego podejścia do wychowywania dzieci.

Dlaczego rodzice chcą, by ich dzieci miały same szóstki w szkole?

Z pewności myślą, że dla ich dobra.

By miały w przyszłości dobrą pracę. Być może 20 lat temu dobre oceny pozwalały dostać się do dobrej szkoły, by tam dalej otrzymywać dobre oceny, które pomagały otrzymać “dobrą” pracę. Nasi rodzice wierzyli, że tylko ci, którzy mają dobre oceny mogą w życiu coś osiągnąć. Inni nie mają szans, no chyba, że mają znajomości…

Ok. Rzeczywiście dobre oceny pomogą być ekspertem w danej dziedzinie po studiach i o ile kierunek został wybrany przez samego studenta, a nie jego rodziców. Ma wtedy także dużą szansę, że będzie miał naprawdę dobrą pracę. Dobrą, czyli dobrze płatną, a co najważniejsze zgodną z jego zainteresowaniami.

Jednak zmuszając dziecko do bycia najlepszym we wszystkich przedmiotach, nie zważając na jego zainteresowania, ono z pewnością skończy studia z najlepszym wynikiem. Jednak zapewne takie, jakie wybiorą mu rodzice, ponieważ ono dążąc do bycia ideałem w każdej dziedzinie, nie będzie w stanie określić, czego chce w życiu, co lubi, co mu się podoba… zda się na rodziców, w końcu wszystko wiedzą najlepiej.

By były szczęśliwe. Niejeden rodzic przepytuje po praz setny dziecko z biologi, ale widząc u niego złość, nienawiść do biologii, znudzenie i kompletny brak zainteresowania recytowanym materiałem, myśli sobie- Teraz się złości, a za kilka lat mi podziękuje!

Część rodziców uważa, że zmuszając dziecko, by otrzymywało same najlepsze oceny robi im wielką przysługę, z której jeszcze sobie nie zdają sprawy.

Że kończąc liceum z samymi szóstkami pójdą na wymarzoną uczelnię, by kształcić się dalej, że ich życie to będzie pasmo sukcesów, bo czego się nie dotkną, to będą w tym najlepsi.

Myślą, że czerwone paski na świadectwach to przepustki do idealnego życia.

Czy rzeczywiście tak jest? Czy naprawdę tylko osoby, które miały same 6 są w życiu szczęśliwe? Czy tylko osoby, które miały świadectwa z czerwonym paskiem osiągają w życiu sukcesy?

Nie, wręcz przeciwnie.

Świetne oceny nie gwarantują dobrej pracy, nie zapewniają szczęścia w przyszłości. Coś innego o tym decyduje.

Jak szantażujemy dzieci, by miały bardzo dobre oceny w szkole?

Zwyczajnie karą i nagrodą. Pieniędzmi, ciuchami, sprzętem sportowym, wyjazdem lub zakazami, zabieranymi telefonami, kieszonkowymi, szlabanami. Zwyczajne, codzienne metody wychowawcze…

Chcemy, żeby dzieci się dobrze uczyły i nie wahamy się wytoczyć najcięższych dział, by tak było. Oczywiście najprzyjemniej jest nagradzać za dobre oceny, ale gdy trzeba ukarać to nie ma żadnych sentymentów.

Czy to aby dobry sposób, by sprawić, że dziecko zapała do nauki przeogromną miłością?

Niestety. Już większość zainteresowanych swoją rolą rodzica rodziców zdaje sobie sprawę, że nagrody i kary nie przynoszą oczekiwanego zwykle rezultatu. Owszem skłaniają człowieka, a zwłaszcza dziecko do pewnych zachowań, ale na krótką metę.

Jest to jednorazówka. Gdy chcemy, by dziecko znowu wyniosło śmieci, musimy mu znowu dać 2 złote. A gdy chcemy, by dostał po raz kolejny najlepszą ocenę to i nagroda musi być porządna.

Dzieci, szybko zdają sobie sprawę z tego na czym zależy rodzicom. Już nawet 2-latek doskonale zdaje sobie z tego sprawę, gdy wrzeszcząc na cały sklep, mama szybko wręczy mu to czego zapragnie, by tylko nie znosić pełnych politowania spojrzeń innych klientów.

Starsze dziecko, szybko zacznie wykorzystywać swoją pozycję i może na dobrych ocenach się nieźle wzbogacić.

Gorzej, gdy w grę wchodzą kary. Już samo rozczarowanie na twarzy rodzica, gdy na sprawdzianie jest zaledwie 4+, jest dla dziecka wystarczającą karą. Jednak rodzic dbający o jego “szczęśliwe” życie zapewne ograniczy komputer, kontakty z kolegami, z pewnością, coś ważnego dla dziecka.

Jak to odbiera dziecko?

Jestem słaby. Jestem beznadziejny. Staram się, ale nigdy nie będę dość dobry.

No niezły początek szczęśliwego życia…

Jak zatem sprawić, by dziecko osiągało jak najlepsze oceny w szkole?

Po pierwsze musimy wiedzieć, jakie możliwości ma nasze dziecko.

Oczekując od dziecka średniej 5,0 wierzymy, że poradzi sobie z każdą dziedziną. O ile w pierwszych klasach szkoły podstawowej może to nie być problemem o tyle w późniejszych klasach już tak.

Osoby, które mają świetne oceny z wszystkich przedmiotów zwykle mają doskonałą pamięć lub sposób zapamiętywania. Nikt nie interesuje się wszystkim naraz, by móc bez trudu pochłaniać każdą informację.

Dajmy dziecku możliwość zdobywania jak najlepszych ocen, ale w zgodzie z jego ambicjami i zainteresowaniami.

Po drugie musi wiedzieć, po co to robi.

Każdy przedmiot nauczany w szkole ma dać człowiekowi pewne informacje, które przydadzą mu się w życiu. Pisanie, czytanie czy tabliczka mnożenia nie wymagają argumentowania, ale budowa pantofelka???

Taki materiał powinien być zarezerwowany, dla pasjonatów danej dziedziny, którzy chcą poszerzać swoją wiedzę w danym obszarze.

Równania, funkcje trygonometryczne? Czy ktoś z nas używa tego na co dzień? Nasze dzieci też nie będą, a jednak nauczyć się muszą.

Coraz częściej mam wrażenie, że wiedza zdobyta w szkole podstawowej i liceum przydaje się tylko uczestnikom teleturniejów.

Wszystkie inne informacje zdobywamy poprzez zainteresowanie jakimś tematem, bombardujące nas newsy z mediów i rozmowy z przyjaciółmi i rodziną.

Zdając sobie sprawę z kompletnej nieprzydatności wielu “ważnych” tematów szkolnych, odpuśćmy czasem.

Wymagajmy od dziecka wykorzystywania jego potencjału w dziedzinach, do których ma serce. Jeżeli jest umysłem ścisłym nie oczekujmy szóstek z wypracowań, zwłaszcza, gdy widzimy, że się z nimi straszliwie męczy. Gdy natomiast uwielbia literaturę i pisze wiersze, dajmy dziecku spokój z fizyką i chemią.

Po trzecie musi mieć swoje marzenia.

Gdy dorosnę będę lekarzem- O jak pięknie, chcesz pomagać ludziom? – Nie, mama mi każe.

Chcę, by moje dziecko miało swoje marzenia i wykorzystuję je, by motywować je do nauki.

Gdy jako 4-latek marzył, by być śmieciarzem, a mi zależało, by uczył się angielskich słówek pytałam go, co zrobi, gdy jakiś Amerykanin zapyta go, kiedy w przyszłym miesiącu zabiera śmieci. Zastanowił się nad tym i od tej pory, gdy wyciągałam angielskie memory już nie było żadnych sprzeciwów.

Przez te wszystkie lata wymarzone zawody się zmieniały, ale znajomość języka angielskiego zawsze było konieczna.

Myślę, że o wiele łatwiej motywować dziecko do nauki wykorzystując jego własne marzenia, niż nasze, które im narzucimy.

Jedynie zrozumienie i akceptacja naszych dzieci pozwolą im być w przyszłości szczęśliwymi. Tylko to pomoże im wybrać pracę, która da im satysfakcję i spełnienia, a nie tylko pieniądze.

Ciągłe wymagania utrwalają w ich głowach, że nie są dość dobrzy. Gdy już dawno skończą szkołę, nadal będą się starać osiągać niemożliwe, ale nadal nie dla siebie..

Nikt nie osiąga 100% w każdej dziedzinie swojego życia. Będąc najlepszym w pracy często brakuje nam czasu na obowiązki domowe, a także dla rodziny. Czy dziecko wymawia nam, że oczekuje od nas większego zaangażowania w życie rodzinne?

Zanim zaczniemy wymagać od dzieci samych najlepszych ocen w szkole przemyślmy sobie, czy to na pewno da im szczęście…

 

 

 

 

Może Cię także zainteresować:

 

Zdjęcie Annie Spratt na Unsplash


Pierwszy dzień szkoły, zawłaszcza nowej, może wiązać się z dużym stresem. Nie tylko małe dzieci obawiają się tego momentu, ponieważ dla większości z nas początek czegoś nowego jest zwykle związany z niepokojem, a nawet dużym zdenerwowaniem.

Każdy dorosły zdaje sobie sprawę z konieczności wykonania tego pierwszego kroku, wie także, że później już będzie tylko lepiej. Małe dzieci jednak tego nie wiedzą. Jest im dobrze wśród osób, które znają i w miejscu, które daje im poczucie bezpieczeństwa.

Pierwszy dzień w szkole oznacza dla nich kompletną zmianę dotychczasowej rzeczywistości, ponadto nie rozumieją, że to tylko chwilowy niepokój, który niedługo może przerodzić się w coś bardzo ekscytującego. Nawet, gdy im o tym powiemy, mogą mieć duże wątpliwości lub całkowity brak wiary w poprawę sytuacji w przyszłości.

Jak pomóc dziecku pozytywie nastawić się na pierwszy dzień szkoły?

Nie tylko pierwszy dzień jest tu ważny, ponieważ ten jest dla dziecka w miarę znośny. Nie dość że jest tam z mamą, to jeszcze po niedługim czasie idzie do domu. Gorzej drugiego dnia, wtedy samo już musi zmierzyć się z nowymi doświadczeniami.

Sposoby, takie jak wspólny zakup plecaka, czy organizacja pokoiku (miejsca) do nauki może na moment pomóc zmienić postrzeganie szkoły przez dziecko, jako coś strasznego i sprawić, by zaczęło myśleć o niej w bardziej pozytywny sposób. Jednak tylko chwilowo zmieni się nastawienie dziecka. Niepokój związany z nieznanym nadal będzie dominował i niestety nie będzie nam łatwo ulżyć w tym dziecku.

Co możemy zrobić?

ROZMAWIAĆ

Często rozmowa z dzieckiem, to jak chodzenie po polu minowym, jedno nieodpowiednie słowo i cały wysiłek na nic.

Ciągłe przekonywanie dziecka, co do zalet szkoły jest w zasadzie zbędne. Ma ono swój wizerunek szkoły w głowie i dopóki się nie zacznie rok szkolny oraz pierwsza lekcja, nic tego obrazu nie zmieni.

Możemy za to wspominać swoje lata szkolne z radością i tęsknotą. Przedstawiać dziecku ten czas, jako najbardziej beztroski i pełen przygód. Opowiadać, co zmalowaliśmy i jakie mieliśmy przez to “kłopoty”. Możemy trochę ubarwić historie przedstawiając nauczycieli jako wyrozumiałych i pomocnych, nie to, że w rzeczywistości tacy nie są 😉

Każdy, nawet dorosły ma obawy przed pierwszym dniem na studiach, czy w nowej pracy. Mówimy do dziecka “Nie bój się, nie masz czego”, sami będąc na jego miejscu boimy się tak samo. Warto powiedzieć mu o tym, że każdy odczuwa podobnie w takim momencie i nie ma w tym nic złego, wręcz przeciwnie. Opowiadając dziecku o naszych obawach oraz o tym, co wydarzyło się później, jak przyjemnie było po już na drugi dzień, z pewnością dodamy dziecku odwagi, ale także pokażemy mu naszą akceptację.

ODWRÓCIĆ UWAGĘ OD SZKOŁY

Jeżeli dziecko bardzo nerwowo reaguje na temat szkoły i wszystkiego co z nią związane, nie powinniśmy na siłę zabierać go na zakupy zeszytów i przyborów szkolnych ponieważ może to wcale nie wpłynąć na zmianę myślenia dziecka, a wręcz na zwiększenie jego niepokoju. Zamiast tego można na ostatnie tygodnie wakacji zaplanować najwięcej atrakcji lub pozwolić dziecku robić to, co sprawia mu największą przyjemność, byle tylko zniwelować towarzyszący mu strach.

W dzień nie pozwolić się dziecku nudzić, zarzucając go nowymi pomysłami do zabaw, gier i innych działań niedających chwili wytchnienia zadań, wieczorami czytać książki, które zawładną wyobraźnią dziecka i nie dopuszczą do niej strachów, związanych ze szkołą.

Dni dziecka będą wypełnione atrakcjami do tego stopnia, że nie zauważy, że zaczęła się szkoła.

Tak samo można zrobić, gdy dziecko wraca ze szkoły ze skwaszoną miną i twierdzi, że nigdy więcej tam nie pójdzie (o ile mamy pewność, że marudzenie dziecka jest tylko zwykłym kapryszeniem). Często rozmowy i przekonywanie nic nie daje. Dlatego warto okazać zrozumienie (Widzę, że dzisiaj nie podobało ci się w szkole…) i szybko przejść do koniecznych do wykonania zadań, zabaw, sprzątania itp. Byleby odciągnąć myśli dziecka od wyimaginowanych, negatywnych wspomnień związanych ze szkołą.

NIE PORÓWNYWAĆ DO KOGOŚ

“Jak ja byłam w twoim wieku, to sama musiałam iść na pierwszy dzień szkoły i to przez ciemny las, a ty idziesz ze mną, to czego ty się boisz?”

“Kasia z klatki obok w ogóle się nie przejmuje szkołą, a ty ciągle przeżywasz…”

Myśląc, że pokazując inne silniejsze charaktery zmotywujemy dziecko do tego samego.  W rzeczywistości stawiamy już mocno zestresowane dziecko pod jeszcze większą presją.

Każdy z nas inaczej reaguje na pewne sytuacje. Często się jednak zdarza, że dorośli porównują oceny dzieci, mimo że każde z nich ma inne predyspozycje i zainteresowania. Porównują osiągnięcia sportowe, mimo że każde ma inne możliwości. Zachowania dzieci także są porównywane, a przecież każde z nich powinno mieć prawo zachować się tak, jak pozwala mu na to jego osobowość.

Jeżeli jedno idzie do nowej szkoły bez strachu, nie oznacza to, że inne dzieci muszą być takie same.

Dając dziecku możliwość odczuwania własnych emocji. Nie narzucając mu określonych zachowań innych osób, okazujemy mu miłość bezwarunkową i akceptację, które są niezwykle ważne dla każdego dziecka.

POZNAĆ KILKA OSÓB Z KLASY I NOWĄ PANIĄ

Nie miałabym nic przeciwko, gdyby mama wyjątkowo zaniepokojonego nową szkoła dziecka, poprosiła mnie o wizytę i dodanie otuchy przyszłemu uczniowi. Myślę, że większość nauczycieli nie miałoby nic przeciwko i sytuacja w pierwszych dniach szkoły byłaby łatwiejsza dla dzieci, ale także dla nauczyciela.

Wspaniale byłoby móc wcześniej zapoznać swoje dziecko i innymi, które będą chodziły do tej samej klasy. Myślę, że fejsbuk doskonale mógłby w tym pomóc.

Dziecko poszłoby do szkoły z dużo mniejszą ilością powodów do niepokoju, które szybko by minęły w ciągu kilku pierwszych dni szkoły.

TAJEMNY AMULET NA SZCZĘŚCIE

Każdy z nas z pewnością też taki miał ;), który bardzo pomógł podczas pierwszej klasy w szkole podstawowej, liceum, w pierwszej pracy…, a teraz może go w sekrecie podarować swojemu dziecku.

Może to być jakikolwiek drobiazg, który umieszczony w plecaku w najmniejszej kieszonce, będzie miał uspokajające działanie na dziecko.

Niezwykła historia pochodzenia amuletu doda mu jeszcze większego znaczenia w oczach dziecka. Wiara, w posiadanie czegoś tak niezwykłego blisko siebie, może zdziałać cuda.

Nie wszystkie dzieci z ochotą pędzą do szkoły. Nie każde jest śmiałe, odważne i chętne do mierzenia się z nowymi doświadczeniami. My rodzice musimy wpierać nasze dzieci w każdym momencie, by wiedziały, że mimo lęków i słabości są przez nas zawsze kochane i akceptowane.

Opór przed szkołą będzie wracał wielokrotnie i każdy z nas będzie musiał znaleźć swoje sposoby na zmianę nastawienia dziecka. Motywowanie dzieci do nauki, odrabiania lekcji, czy samego chodzenia do szkoły nie może zaczynać się pierwszego września. Jeżeli chcemy, by dziecko traktowało szkołę jako odskocznię do sukcesów, spełnienia marzeń, dobrego, szczęśliwego życia, sami powinniśmy mu ją tak przedstawiać.

Pierwsze lata nauki szkolnej dziecka wymagają naszego zainteresowania, sprawdzania, dopilnowania czasem pomocy. W późniejszym czasie uważamy, że dziecko jest na tyle duże, by samo o wszystko zadbało, dlatego nasze zainteresowanie spada.

W ciągu roku szkolnego nie zapominajmy o zainteresowaniu życiem szkolnym oraz obowiązkami dziecka, ponieważ wraz ze spadkiem naszego zaangażowania, tracić zapał do nauki i chęci do chodzenia do szkoły może również dziecko.

Musimy także z wyrozumiałością i powagą traktować problemy szkolne naszych dzieci. Dzisiaj z perspektywy czasu wiemy, że te nasze dziecięce problemiki były śmieszne, jednak wtedy bardzo jej przeżywaliśmy. Traktujmy dzieci poważnie i z szacunkiem jaki im się należy.

Myślę, że każdemu człowiekowi jest wtedy o wiele łatwiej mierzyć się z nawet najtrudniejszymi momentami takimi, jak pierwszy dzień szkoły.

 

 

Może Cie także zainteresować:

 

 

Photo by Renan Kamikoga on Unsplash


Nasze dzieciństwo zmuszało nas do kreatywności. Patyk, kamień, kreda, kawałek asfaltu i zabawa trwała tygodniami! Obecnie dzieci nie muszą się wysilać, bo każdego rodzaju sprzęt niezbędny do zabawy, za który kiedyś robił znaleziony w niezwykłym kształcie patyk, można po prostu kupić.

Dlaczego warto wspierać pomysłowość u dzieci?

Przerażające jest to, że w sklepach oprócz normalnych zabawek typu lalka czy miś, są rzeczy dla dorosłych w wersji mini dla dzieci. Samochód na akumulator, prawdziwe mebelki dla lalek, prawdziwe miecze i strzelby na kulki. Nie trzeba sobie nic wyobrażać, czy samemu konstruować. Wszystko jest na tu i teraz. Dzieciaki mogą mieć, czego zapragną, a czego nie kupią to dooglądają w telewizji lub będą mogły sprawdzić się w symulatorze tej czynności w grze komputerowej.

Zatem panujący obecnie konsumpcjonizm, telewizja, Internet i gry komputerowe bardzo niekorzystnie wpływają na kreatywność naszych pociech, co oczywiście nie jest odkryciem Ameryki…  Jednak każdą z tych czynności, no oczywiście oprócz konsumpcjonizmu, można wykorzystać tak, aby jednak uzyskać jakieś pozytywne skutki. Nie jest to łatwe, bo trzeba być przy tym samemu kreatywnym! Jest jednak wiele gier logicznych, kolorowanek i zgadywanek. Są nawet aplikacje umożliwiające tworzenie muzyki lub ubioru. Dzieci niestety najczęściej o ich istnieniu nawet nie wiedzą.

Świetnie radzi sobie w zabijaniu kreatywności u dzieci szkoła. Sztywne ramy konkretnych treści nie przewidują rozszerzeń o informacje, które naprawdę interesują dzieci. To już powinny zagłębiać same, a najlepiej z rodzicami. Oczywiście najpierw ucząc się i odrabiając prace kompletnie nie związane z zainteresowaniami. Nauczyciele nie pozwalają na zadawanie pytań nieco odbiegających od tematu (bo oni i tak ledwo mogą się wyrobić z programem!) i uczą zazwyczaj w sposób, który zniechęca dzieci do nauki, zamiast zachęcać.  Ogólnie wszystko niezmiennie działa według wypracowanych wieki temu schematów. Może nauczanie domowe okazałoby się lepszym rozwiązaniem w rozwijaniu kreatywności w trakcie nauki.

Ale pomijając żer sklepów na naszych niespełnionych marzeniach z dzieciństwa i nieudolny program nauczania wrócę do meritum.

 

Przeczytaj artykuł: “Dam dziecku wszystko, to czego sam nie miałem w dzieciństwie.”

 

Po co człowiekowi pomysłowość?

Kreatywność jest równie istotna jak wysoka inteligencja.

Gdy inteligencja odpowiada za zdolność rozumienia, uczenia się, to kreatywność może w ogromnym stopniu wspierać te procesy. Wykorzystywanie posiadanej wiedzy i umiejętności w różnych sytuacjach to zadania dla inteligencji, jednak to nic innego jak pomysłowość, czyli kreatywne myślenie.

Najlepsze jest to, że kreatywność można wyuczyć, nabyć, rozwijać, a tym samym stawać się bardziej inteligentnym człowiekiem.

Tak, wiem na pewno, że muszę wspierać kreatywność u mojego dziecka. Wiele dzięki niej zyska w życiu. Pomysłowy człowiek rozwiązuje problemy szybciej, ponadto do skutku poszukuje jak najlepszych rozwiązań. Tak jak osoba bardzo inteligentna odnajduje się w różnych sytuacjach, jest świetnym obserwatorem i szybko wyciąga wnioski.

Poza tym nie jest ofiarą. Zdaje sobie sprawę, że zawsze jest wyjście z sytuacji problemowej i działa. Nie czeka biernie, aż samo się posprząta rozlane mleko.

 

A gdyby tak należeć do klasy kreatywnej…?

Osoby pracujące w przyszłości jako twórcy będą należeć do tak zwanej klasy kreatywnej. 

Wśród  niej wyróżnia się dwa segmenty. Pierwszy tworzą osoby wykonujące zawody inżynieria, programisty komputerowego, ludzie zajmujący się pracami badawczo-rozwojowymi, edukacją, jak również osoby związane ze sztuką, projektowaniem i mediami. Drugi segment dotyczy „twórczych profesjonalistów”, czyli są to konwencjonalni pracownicy o gruntownym przygotowaniu naukowym, którzy działają w sektorach takich jak służba zdrowia, biznes, finanse, prawo i edukacja. Ich zadaniem jest rozwiązywanie konkretnych problemów, wykorzystując rozległą wiedzą nabytą podczas studiów.

Jak widać bardzo wiele zawodów wymaga kreatywności i osiągnięcie w nich sukcesu w dużym stopniu z pewnością od pomysłowości zależy.

Niektóre zawody z wymaganą kreatywnością to:

  • wszystkie zawody związane z projektowaniem jak: architekt, projektant wnętrz, ubioru, twórca rękodzieła, grafik komputerowy, pracownik agencji reklamowych,
  • biznesmen,
  • bloger, 
  • nauczyciel,
  • naukowiec,
  • lekarz,
  • prawnik,
  • kosmetyczka,
  • choreograf,
  • fryzjer.

Możliwość należenia do klasy kreatywnej jest niezwykle cenna ponieważ polega na pracy zwykle związanej z pasją, wręcz bywa stylem życia pracownika. Kwestie finansowe są dla tych osób sprawą drugorzędną. Mają także wolność wyboru odnośnie miejsca pracy i zamieszkania ponieważ coraz częściej tworzenie treści może być wykonywane zdalnie.

Kto nie chciałby tak żyć…? 

Mimo że w Polsce nadal najliczniejszą klasą jest robotnicza, to coraz bardziej zbliżamy się do zachodnich krajów pod względem wykorzystania oraz wynagradzania klasy kreatywnej, dlatego warto będzie należeć do tego środowiska w przyszłości. 

Kiedy firmy zaczną więcej inwestować w najzdolniejszych pracowników zamiast pakować całe budżety w nowoczesne technologie, być może wielkość klas pracowniczych w Polsce się zmieni i kreatywność zatriumfuje.  

Najważniejsze czego potrzebuje człowiek kreatywny to nie bać się  porażki.

Dzieci zakładające z góry niepowodzenie wcale nie podejmują działania. Boją się wychylać z pomysłem, czy innym zdaniem w obawie przed wyśmianiem i negatywnym ocenianiem ze strony innych.

Jak rozwijać pomysłowość u dziecka?

To ważne, by rodzic wykorzystał swoje możliwości, aby pomóc dziecku stać się kreatywnym człowiekiem.

W domu można razem próbować rozwiązywać różne sytuacje problemowe, robiąc burze mózgów. Dając każdemu szanse wykazania się jakimś pomysłem. Oczywiście nie wszystkie pomysły będą dobre i z tym także trzeba umieć oswoić dziecko, by nie zniechęcało się do poszukiwania lepszych.

Sami możemy opowiadać dzieciom, co nam się przydarzyło, jak sobie wtedy poradziliśmy i nie tylko mówić o sytuacjach, gdy genialnie wprost załatwiliśmy sprawę. Wspominać możemy także o tych momentach, gdy się wygłupiliśmy i mamy z tego teraz niezły ubaw! Pokażemy w ten sposób, że każdemu przytrafiają się wpadki i nie ma w tym nic złego. Wręcz przeciwnie!

Ocenianie swoich pomysłów w rodzinnym gronie poprzez konkretne uzasadnianie, co w jest z nich nie tak, lub dlaczego akurat ten pomysł nam się podoba, może nauczyć dziecko ważnej umiejętności.

Ponieważ dzieci w szkole robią sobie często na złość. Negują czyjś pomysł słowami: „bo tak” lub żeby to ich własny został uznany za najlepszy. Fajnie by było, gdyby ktoś poprosił takiego delikwenta o wyjaśnienie ”a dlaczego nie podoba ci się mój pomysł?”. To nic innego jak asertywność, której tak często potrzebuje człowiek na co dzień. Dzięki takim sytuacjom dzieciak nauczy się, że warto grzecznie walczyć o swoje. A jeżeli argumenty przeciwnika będą trafne ze spokojem powinien przyznać mu rację.

 

Kreatywność rozwija się także poprzez tworzenie.

Kolorowanki skłaniają do wysiłku polegającego na doborze odpowiednich kolorów, ponieważ kształty są już narysowane. Dziecko może biernie wypełniać je kolorami. Najskuteczniej rozwinie kreatywność biała karta i kredki i nic konkretnego do narysowania. Cokolwiek obrazek będzie przedstawiał z pewnością podobieństwo do wielu będzie zaskakujące! I skłaniające do dalszych prób.

“Nie wiem co mam narysować…” Dzieci doskonale widzą, że ich rysunki są dalekie od ideałów. Piesek przypomina bardziej odkurzacz, a wąż makaron. Nasze zachwyty są niepotrzebne, ponieważ dziecko wyczuwa nieszczerość w naszych pochwałach. Zniechęca się do dalszego tworzenia.

 

Narysuj to, co masz w głowie – pierwsze zetknięcie z abstrakcją.

Dziecko może wtedy bazgrać w nieskończoność, wykorzystując wszystkie kolory, bo nie musi z niczym porównywać swojej pracy. Może być dumne z efektu. A my możemy dostrzec równe linie i ciekawe połączenia kolorystyczne. Taka ocena dziecko w pełni zadowoli. 

Poza rysowaniem dzieci mogą także próbować swoich sił w innych technikach plastycznych. Takich jak lepienie z plasteliny, malowanie farbami lub wycinanie kształtów z kolorowych papierów. Ważne, by same decydowały o temacie swojej pracy. Lub całkiem go zignorowały.

Jak rozwijać kreatywność u maluszka? Zabawy z nim powinny się skupiać na jego inicjatywach. Powinien móc decydować, w co chce się bawić i sam kierować zabawą. My możemy w zabawie uczestniczyć i oczywiście pilnować, aby maluszek się za bardzo nie rozszalał lub nie zrobił sobie krzywdy. Poza tym powinniśmy dać upust jego fantazji nawet, gdy wiąże się to z ogromnym bałaganem.

 

Kreatywność to przede wszystkim tworzenie.

Nie tylko przydatne podczas codziennych zadań i przy rozwiązywaniu problemów, ale najwięcej frajdy da tworzenie czegoś, co można zobaczyć albo usłyszeć. Dla jednych to będzie malowanie, innych gra na instrumencie, budowanie z klocków, szycie, lepienie z modeliny… itp. Kreatywność da największą satysfakcję, gdy robimy coś, co jest naszą pasją, a pomysłowość pozwala nam to robić lepiej, inaczej. Sprawi, że nigdy nie będziemy się nudzić i ciągle odkrywać coś nowego.

Dlatego każde dziecko powinno mieć zainteresowania. Coś, czemu odda się bez reszty. Co będzie sprawiało mu radość i ciężko go będzie oderwać od tego zajęcia (nie mówię o grach komputerowych, chociaż są i takie, przy których trzeba się nieźle nagłówkować i ciężko odejść zanim się nie skończy).

 

“Żeby być wynalazcą, trzeba mieć bujną wyobraźnię i stertę rupieci” – Thomas Edison

Ludzie, którzy w dzieciństwie nie mieli zabawek, ale mieli pomysły dzisiaj są bardzo kreatywnymi osobami. Są oczywiście i teraz dzieci, które nie potrzebują najnowszych zabawek i rzeczy dla dorosłych w wersji mini, bo wiedzą, że można się świetnie bawić bez nich. W domach jest mnóstwo gratów, które często można wykorzystać, jako element zabawy i zamiast je wyrzucać można niektóre przechowywać w ogromnym pudle. Otwierane raz na jakiś czas będzie niczym skrzynia skarbów dla dziecka.

Kupowanie ciągle nowych zabawek, by dziecko samo zajęło się zabawą nie jest rozsądnym rozwiązaniem. Niedługo po tym jak ją otrzyma i tak powie „nie mam co robić”. Ponieważ mając różdżkę Harrego Pottera może się bawić tylko w Harrego Pottera, a mając patyk może się bawić w co tylko zechce.

 

 

Photo by Victoria Bilsborough on Unsplash


Krótki poradnik o niebezpieczeństwach płynących z czytania dziecku książek.

Nie będę ukrywać, że ta niepozorna czynność na zawsze już odmienia dzieci, a skutki tych zmian mogą być straszne! My, rodzice mamy możliwość nie dopuścić do wystąpienia pewnych zachowań u naszych dzieci i tym samym ułatwić sobie samym nieco życie. Więc przejdę do meritum.

Po pierwsze! Dziecko, któremu czytane są książki od urodzenia nawiąże bardzo bliską więź z czytającym, w późniejszych latach możliwe, że nie będzie chciało się od niego odczepić! Będzie chciało z nim spędzać czas, zwierzać się mu, a nawet prosić o pomoc w razie problemów! I po co nam to? Jest przecież telefon zaufania. Zresztą jak lecą właśnie „Meandry miłości”, to i tak nie bardzo mamy czas na takie głupoty.

Następnie!  Czytając dziecku treści przeznaczone dla niego, zawierające fantastyczne elementy oraz morał, prawdopodobnie dopuścimy do rozbudzania jego wyobraźni, a co za tym idzie kreatywności. Wiadomo ile się z tym wiąże sprzątania…  Ale to jeszcze nic! Nauczymy go poprawnych zachowań moralnych i już nie będzie tak łatwo skłamać teściowej, że właśnie wychodzimy, żeby przyszła innym razem! Dzieciak już nam przypomni, że tak nie wolno!

Słuchanie czytanych książek sprawi także, że dziecko pozna wiele nowych słów. Bardzo wiele! Istnieje ryzyko, że za jakiś czas będzie tak wygadany, że nie damy sobie z nim rady, bo będzie miał lepsze argumenty! Będzie się wysławiał lepiej od nas, używając zdań wielokrotnie złożonych, a w przyszłości słów, których znaczenie cichcem będziemy sprawdzać w Internecie.

Jak czytający za bardzo się wczuje w daną historię, dziecko może pomyśleć, że mu to sprawia przyjemność… a co jeżeli po kilku latach samo sięgnie po książkę!? Jak tyle wspaniałych kolorowych gier czeka na niego w komputerze i bajek w TV? Może też przez to ograniczyć błędy ortograficzne w swojej pisowni, a przecież nie chcemy, żeby nazywali go kujonem!

Ostrożnie także z ustalaniem prezentów od Mikołaja, gdy myślimy, że synek ogląda bajki w telewizji. Już nie ma szans, żeby coś mu umknęło. Słuchanie czytanych książek da mu taką bystrość umysłu, że nie raz nas zaskoczy. Już nic nie będzie jak dawniej…

No i najgorsze. Niestety, ale wraz z nowym słownictwem podczas czytania książek różnego rodzaju, dziecko poznaje mnóstwo faktów, legend, postaci historycznych, praw natury, informacji o krajach, a z tego rodzą się tylko kolejne pytania i kolejne dawki wiadomości. A co potem? Wiadomo… Będzie się nudził w szkole i rozrabiał!  Niech litery poznaje w pierwszej klasie i się nie popisuje!!!

Mam nadzieję, że udało mi się przedstawić najważniejsze niebezpieczeństwa płynące z czytania dzieciom książek, a jest ich znacznie więcej! Proszę wziąć sobie moje ostrzeżenia do serca, bo sprawa jest bardzo poważna!

 

 

Photo by Annie Spratt on Unsplash

Copyrights

Liravibes - blog parentingowy

Strona powstała dzięki dofinansowaniu z Unii Europejskiej i i Europejskiego Funduszu Społecznego na rozwój przedsiębiorczości w ramach projektu „ Czas na działanie! Czas na własną firmę!” nr RPLU.09.03.00-06-0044/16 realizowanego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego na lata 2014 – 2020 OŚ Priorytetowa 9 Rynek pracy, Działanie 9.3 Rozwój przedsiębiorczości