Nie dostrzegałam w tym zjawisku nic nadzwyczajnego, jednak po ostatniej rozmowie z koleżanką zaczęłam dokładniej mu się przyglądać.

Dzieci przecież często się popisują. Przed rodziną czy innymi dziećmi. Zaczynają wariować, wrzeszczeć, inaczej mówić, chodzić, a nawet udawać kogoś innego.

Koleżanka opowiadała mi, jak jej dzieci cieszyły się na przyjazd kolegów. Mówiła, że już na kilka godzin przez ich przyjazdem zaczęły wchodzić w inne role i zachowywać się nieznośnie.

Przypomniało mi się, że parę lat temu, gdy moje metody wychowawcze były podobne do tych, które obecnie stosuje koleżanka, mój syn także zachowywał się co najmniej dziwnie przebywając wśród innych osób.

Wychowanie dziecka moimi starymi metodami polegało na:

  • karach i nagrodach
  • konsekwentnym przestrzeganiu zasad przez dziecko
  • upominaniu za złe zachowanie
  • instruowaniu podczas wykonywania czynności
  • oczekiwaniu posłuszeństwa.

Być może większość rodziców pomyśli sobie, że nie ma nic nadzwyczajnego w tych metodach. Zwyczajne podejście do wychowania dziecka. Przecież powinno być karane za nieposłuszeństwo i nagradzane za sukcesy. Musi wiedzieć, że robi coś źle i poprawianie go tylko ułatwi mu sprawę. Do tego posłuszeństwo jest bezwzględnie konieczne, ponieważ dziecko musi słuchać się rodziców.

Też tak kiedyś myślałam, jednak widząc co te metody robią z dzieckiem, postanowiłam szukać innych rozwiązań.

Obecnie uważam, że wyżej wymienione zasady są odpowiednie do wychowywania psa. I sprawdzą się wtedy idealnie. Jednak to, co się zadzieje z dzieckiem, które w dzieciństwie poddane zostanie takiej tresurze, wyjdzie w pewnym momencie, jednak wcale nie będą to tak pozytywne sytuacje, jakich byśmy oczekiwali.

 

Wychowanie pełne miłości może być pozbawione akceptacji.

Można stosować taki sposób wpływania na zachowanie dziecka, a mimo to dawać mu wiele troski i miłości. Wielu rodziców tak robi i nie widzą w tym nic złego. Bardzo kochają swoje dzieci, dbają o nie, spędzają z nimi bardzo dużo czasu, rozmawiają, jednak przy tym oczekują od nich bezwzględnego posłuszeństwa i konsekwentnie przestrzegają narzuconych im zasad.

Tak wyglądały moje nieporadne kroki na początku nauki wychowywania dziecka. Myślałam, że w ten sposób mój syn będzie zawsze grzeczny, uprzejmy i robił zawsze to, co powinien. Mówił “dzień dobry”, co jest dla wielu osób wyznacznikiem tego, czy dziecko jest dobrze wychowane i znał wszystkie zasady zachowania się w każdej sytuacji.

 

Czy naprawdę chcę mieć dziecko-robota?

Wraz z wiekiem zaczęłam zauważać u mojego syna pewne cechy, które mnie przerażały.

Syn nie potrafił się bronić, ponieważ był nauczony być miłym i koleżeńskim. Zasada “nie bij” wyryła mu się głęboko w świadomości, że gdy nieco zmieniłam poglądy na ten temat, już było za późno.

Syn nie miał własnego zdania, bo znał moje. Był bierny w wielu sytuacjach, znając swoje miejsce i nie wychylając się.

Mimo że doskonale zdawał sobie sprawę z wagi swoich osiągnięć, dostawał od nas dodatkowo nagrody, które przestawiły go z działania dla satysfakcji na działania dla rzeczy materialnych.

W wielu sytuacjach gdzie wymagana była spontaniczna decyzja, on bał się cokolwiek zrobić, myśląc, czy to aby jest zgodne z zasadami. Czy tak można się zachowywać, czy tak wypada.

 

Na szczęście bardzo szybko udało się to wszystko zmienić. 

Dziecko nie chce się słuchać, jakby podświadomie nie godziło się na to, czego od niego wymagamy. Gdy jest to wbrew niemu, zabijamy jego osobowość swoimi manipulacjami, cząstka po cząstce, by na koniec pytać “gdzie ja popełniłam błąd?”.

Trzeba tysiące razy powtarzać: “nie rób tego”, “nie właź tam”, “nie zaglądaj”, a ono i tak chce zrobić po swojemu i zwykle to robi. Kary, nagrody, zakazy, rozkazy sprawiają, że dziecko głupieje i nie jest w stanie samodzielnie określić co jest dobre, a co nie.

Gdy jednak damy dziecku wolną rękę, oczywiście w granicach zdrowego rozsądku, okaże się, że samo dowie się bardzo szybko tego, co chcieliśmy mu przekazać od miesięcy. Dodatkowo zdobędzie coś bezcennego –AKCEPTACJĘ.

To przez nas, rodziców dzieci się popisują. Wiedzą, że nie są takie, jak my byśmy chcieli, ponieważ bezustannie je poprawimy. Ochrzaniamy za różne wybryki. Karcimy za wygłupy.

Zabijamy w dzieciach spontaniczność i naturalność. Swoim zachowaniem mówimy im: “BĄDŹ INNY, TAKIM CIĘ NIE AKCEPTUJĘ”.

Gdy dziecko, które ma takie odczucia spotyka się z innymi dziećmi, zaczyna przyjmować inne role. Zachowywać się na rożne dziwne sposoby, by otrzymać od nich upragnioną akceptację. Niestety często takie zachowania nie są dobrze odbierane przez rówieśników, przez co poczucie wartości dziecka może spaść jeszcze bardziej.

Starsze dzieci, chcąc uzyskać akceptację w grupie, mogą zachowywać się bardzo nieodpowiedzialnie. Bardziej cwane nastolatki szybko dostrzegą kolegę, który dla akceptacji jest w stanie zrobić niemal wszystko i wykorzystają to. A to także popisywanie się, tylko na bardziej niebezpiecznym poziomie. 

Żaden rodzic z pewnością nie chce, by jego dziecko było klasowym błaznem. Często dzieci pozbawione akceptacji walczą o nią natarczywie, robiąc dziwne rzeczy w szkole. Chcą się na siłę wyróżnić, by zostać dostrzeżonym. Dzieciom, które łamią reguły obowiązujące na lekcjach brakuje uwagi i akceptacji. Trzeba szybko znaleźć w nich coś, czym się wyróżnią pozytywnie. Co rzeczywiście pomoże im zdobyć upragnioną akceptację.

 

Wychowanie dziecka jest najtrudniejszym zadaniem, z jakim może się zmierzyć dorosły człowiek. Wszystkiego innego może się nauczyć, ale na to nie ma jednego sposobu.

Jedynie metodą prób i błędów, własnych opinii i doświadczeń oraz wnikliwej obserwacji siebie i dziecka, jest w stanie w dużej mierze wpłynąć na to, jakim człowiekiem będzie w przyszłości jego syn lub córka. Ale kto ma dzisiaj na to czas? Zresztą nawet mimo to, nie ma się żadnej pewności, że całe przedsięwzięcie zakończy się sukcesem, a nasze dziecko będzie w przyszłości mądrym, dobrym, pewnym siebie, odpowiedzialnym człowiekiem.

Ja jestem mamą od ponad 8 lat i moje doświadczenie jest stosunkowo niewielkie, jednak ciągle dowiaduję się czegoś nowego i zmieniam obrany kierunek, gdy okazuje się, że przynosi więcej szkody niż pożytku.

Dzisiaj jednak wiem na pewno, że kary i nagrody oraz zakazy i reguły, powinny pojawiać się w życiu rodziny jak najrzadziej.

Jeżeli chcemy, by nasze dzieci były niezależne i pewne siebie, to musimy im to umożliwić.

Wychowanie dziecka powinno polegać na wspieraniu go i pomocy w trudnych sytuacjach. Motywowaniu do działania i bezgranicznej miłości i akceptacji.

Ich brak zmusza dzieci do bycia kimś innym. Myślą, że takich, jakimi są, koledzy nie będą lubić. Muszą udawać kogoś innego. Możliwe, że będą to robić całe życie.

 

Mój syn już się nie popisuje. 

Od dawna jest sobą. Jest beztroskim dzieckiem, które mówi co myśli i robi co chce, przy naszej pełnej akceptacji.

Rozmowa wystarczy, by wszystko było jasne.

Ma wielu przyjaciół, z którymi świetnie się dogaduje. Jest wobec nich szczery i lojalny. Ma także odwagę sprzeciwić się im.

Wie, że nie musi być uległy ani posłuszny, by zasłużyć na przyjaźń kolegów.

Tak właśnie by było, gdyby w naszym domu nie zmieniły się zasady. Gdybyśmy postawili na wychowanie dziecka, by uszczęśliwiało innych ludzi, zapominając o samym sobie.

Mój syn jest teraz szczęśliwym dzieckiem.

Chciałabym, aby wszystkie dzieci miały takie same szanse, by być sobą i jednocześnie być akceptowane. 

 

 

Photo by Blake Cheek on Unsplash


Chyba w każdej rodzinie poranek wygląda podobnie.

Wstawaj! Umyj zęby! Ubieraj się! Szybciej! Jedz, bo się spóźnimy! Szybko! Za chwile musimy wyjść! Pospiesz się! 

I choć wydawanie komend i krzyki wydają się być wystarczające, by pomóc dziecku szybciutko się ogarnąć, okazuje się, że to nie działa. I nawet, gdy rozkazy powtórzymy nawet 1000 razy bywa tak, że dziecko wcale nie umyje zębów, bo czas się skończy. I wtedy dopiero się zaczyna…

Krzyczenie na dziecko jest bardzo częstym elementem każdego poranka.

Czy poranek nie powinien wyglądać tak?

przestać krzyczeć na dziecko parenting liravibes

Uśmiechy, spojrzenia pełne miłości i akceptacji, błogi relaks i odprężenie. Nikt się nigdzie nie spieszy, nikt nie przewraca szklanki z mlekiem, nikt nie chlapie dżemem jagodowym na jedyną białą bluzkę w dzień galowy. Nie ma psa, co żebrze o resztki jedzenia, kota co wskakuje na stół, taty, który wylewa swoją nienawiść do szefa na dzieci, mamy, która ma dość smug na oknach. Niestety, takie rzeczy, tylko na zdjęciach. 

W rzeczywistości poranek wygląda tak:

przestać krzyczeć na dziecko blog parenting liravibes

 

Chociaż powiem szczerze, rzadkością jest spotkanie się całej rodziny w jednym miejscu, o tej samej porze. Zwykle któreś z rodziców wychodzi jako pierwsze, by drugie mogło się oddać beztroskiemu wyprawianiu dzieci do szkoły. No i ten porządek… aż bije po oczach.

By krzyczenie na dziecko ograniczyć lub całkowicie wyeliminować z naszego życia trzeba nauczyć je punktualności.

Jest wiele powodów przez które krzyczymy na dzieci. Zwykle doszukujemy się w tym winy dziecka, ale po ochłonięciu zdajemy sobie sprawę, że to my zawaliliśmy. Tak naprawdę niewiele trzeba, by krzykiem dać dzieciom do zrozumienia, że coś jest nie tak jakbyśmy sobie tego życzyli.

Jednym z najczęstszych powodów dlaczego krzyczenie na dzieci staje się normą jest nasz brak cierpliwości oraz opieszałość dzieci. Poranek i moment wyjścia na czas z domu to czas poganiania, kąśliwych uwag, kpin i wielu innych nieprzyjemnych słów kierowanych w stronę dziecka. 

Popędzanie, musztrowanie i niemiłe traktowanie dzieci jest czasem koniecznością, by na czas być w szkole, a później w pracy.

Wiem to, ponieważ pomimo troski o niezależność mojego dziecka, pozwalania decydowania mu o sobie w wielu kwestiach oraz pełnej akceptacji jego osoby, niektóre poranki w moim domu wyglądały jak w wojsku. 

Moja cierpliwość nadszarpnięta nieprzewidzianymi zdarzeniami w życiu, prowadziła do bardzo nieprzyjemnych sytuacji z samego rana (wieczorem też bywało różnie). Moje dziecko często słuchało rozkazów i zakazów, a nawet krzyków.

Oczywiście po wszystkim miałam wyrzuty sumienia, że zamiast dać dziecku z rana okazję do śmiechu i pozytywnych emocji, sprawiałam mu przykrość i powodowałam smutek na jego kochanej buźce.

Co gorsze moje ciągłe upominania nie przyczyniły się do nagłego olśnienia dziecka. Nie zaczął z dnia na dzień wstawać przed budzikiem i szykować się zgodnie z zasadami dorosłych”. Wręcz przeciwnie!

Im więcej rozkazywałam, tym więcej rozkazów oczekiwał syn! Okropna atmosfera powodowana porannymi awanturami nikomu nie pozwalała cieszyć się nowym dniem.

W końcu zrozumiałam, że to droga donikąd. Najwyższa pora znaleźć sposób, by poranki z horroru zastąpić przyjemnym początkiem dnia.

Czas, by dziecko przejęło kontrolę nad… szykowaniem się do szkoły.

Trzy zasady pomogły mi zaprowadzić zmiany, na których tak bardzo mi zależało. Oto one:

Zasada nr 1 – Zrozumieć dziecko.

Jest świetny wiersz Danuty Wawiłow, który doskonale oddaje, to co myśli sobie dziecko:

Szybko, zbudź się, szybko, wstawaj!
Szybko, szybko, stygnie kawa! 
Szybko, zęby myj i ręce! 
Szybko, światło gaś w łazience! 
Szybko, tata na nas czeka! 
Szybko, tramwaj nam ucieka! 
Szybko, szybko, bez hałasu! 
Szybko, szybko, nie ma czasu! 

Na nic nigdy nie ma czasu? 

A ja chciałbym przez kałuże 
iść godzinę albo dłużej, 
trzy godziny lizać lody, 
gapić się na samochody 
i na deszcz, co leci z góry, 
i na żaby, i na chmury, 
cały dzień się w wannie chlapać 
i motyle żółte łapać 
albo z błota lepić kule 
i nie spieszyć się w ogóle… 

Chciałbym wszystko robić wolno,
ale mi nie wolno.

Tak bardzo tęsknimy do dzieciństwa, ponieważ wtedy byliśmy tacy beztroscy. Nie przejmowaliśmy się godziną, pogodą, ani nawet kursem franka szwajcarskiego. Jest to ten jedyny moment w życiu, gdy naprawdę można mieć wszystko w nosie i to jest wspaniałe. Każde dziecko powinno mieć ten czas. Wraz z rozpoczęciem się szkoły powoli to wszystko zanika. Godzina zaczyna mieć znaczenie i pogoda może zepsuć plany. 

Gdy dziecko chce kontemplować paproch na dywanie, bo jest pewne, że się poruszył my natychmiast ściągamy je na ziemię, szydząc z jego omamów. 

Dziecko nie ma w sobie chęci, ani umiejętności planowania i układania w głowie tego co, kiedy i po czym ma zrobić. Ono dopiero się tego uczy. Nasze rozkazy powodują tylko presję, a w takich nerwowych warunkach ciężko się czegoś nauczyć, czy coś zapamiętać. Zadanie wykonane, ale jutro znowu trzeba będzie o nim przypomnieć.

Gdy zrozumiałam, jak ważne jest oddanie dziecku możliwości samodzielnego nauczenia się punktualności, zauważyłam, że nareszcie dzieje się to, co chciałam wymóc upominaniem. Zrozumienie zachowania dziecka, akceptacja jego szybkiej dekoncentracji i braku myślenia logicznego, pomogło mi łatwiej znosić nieprzewidziane zachowania dziecka, a jemu dać miłość bezwarunkową, którą powinno mieć każde dziecko. 

Ciągłe musztrowanie oraz krzyczenie na dziecko bardzo obniża jego pewność siebie. Ono wie, że nie potrafi pamiętać o tym, co ma za chwile zrobić i czuje się gorsze za każdym razem, gdy rodzic kręci głową z dezaprobatą. Przecież zależy nam, aby nasze dzieci były pewne siebie, bo da im to dużą przewagę w życiu, wiec nie możemy robić czegoś, co im tą pewność odbierze.

Zasada nr 2 – Dlaczego trzeba być na czas?

Pospiesz się, bo się spóźnisz, dla dziecka to znaczy tyle, co nic. Póki co, to rodzic świeci oczami za dziecko i jego spóźnienia. W oczach nauczyciela jest to tylko słaba organizacja czasu mamy lub taty.

Dlaczego by tego dziecku nie powiedzieć?

Nawet kilkulatkowi można wytłumaczyć, że nam, rodzicom zależy na tym, by być wszędzie na czas. Punktualność jest bardzo ważna w życiu. Przez spóźnienie można mieć kłopoty, a nawet stracić coś bardzo cennego.  Dlatego, dopóki z nami będzie wychodzić z domu, będziemy zawsze starać się być na określoną godzinę.

A dlaczego trzeba być punktualnym?

Zanim padnie takie pytanie dobrze wykorzystać sytuację, kiedy dziecko czeka na gości ,jednak oni się spóźniają. Można wtedy zapytać, jak się czuje, gdy koledzy, którzy mieli być na czas, spóźniają się lub wcale nie przychodzą. Może łatwiej mu będzie wczuć się w rolę osoby, do której on się spóźnia. Pomyśli sobie pewnie jest mu przykro, siedzi i czeka na mnie, muszę się pospieszyć”.

Dziecko musi znać zasady, którymi sami się kierujemy w życiu. Jeżeli sami nie jesteśmy punktualni, nie mamy prawa wymagać tego od dzieci. Swoją postawą przekazujemy im najważniejsze wartości. Nasze słowa mają drugorzędne znaczenie.  

Musimy przypominać dziecku, jak ważna jest punktualność i doceniać każdy jego wysiłek, mający na celu punktualne przybycie na umówione miejsce. 

Zasada nr 3 – Jak stoimy z czasem?

No dobrze, skoro nie upominanie, rozkazywanie, hipnoza to co? Jak w takim razie zmusić dziecko do wstawania, mycia, ubierania, jedzenia i wyjścia z domu o wyznaczonej porze bez używania niemiłych słów ? 

Wystarczy pociągnąć dziecko do odpowiedzialności. Brzmi poważnie i tak też wygląda. 

Dlaczego to my mamy prosić dziecko, by wstawało do szkoły? Dlaczego ma nam robić łaskę, że odrabia lekcje? Co by się stało, gdyby się spóźniło? Co się wydarzy, gdy nie odrobi lekcji?

W klasie mojego syna była sytuacja, która doskonale pokazała, jak złym pomysłem jest przejęcie odpowiedzialności za obowiązki szkolne dziecka.

Wychowawczyni, chcąc ułatwić rodzicom dopilnowanie dzieci, by odrabiały prace domowe, codziennie na grupie fejsbukowej zamieszczała informację o tym, co było zadane. Rodzice mieli tylko sprawdzić, czy dzieci rzeczywiście pamiętają o tym, co mówi nauczycielka na koniec lekcji. Jednak większość z nich, zamiast liczyć na pamięć własnych dzieci, postanowiła polegać tylko na tym, co napisała nauczycielka, zupełnie pomijając wiedzę dziecka. Niektóre dzieci przestały przywiązywać wagę do zadawanych prac domowych, a w przypadku, gdy z jakichś powodów nauczycielka nie zdążyła zamieścić informacji na grupie, mówiły, że nie mają pracy domowej, bo nie było nic napisane na fejsbuku! Oczywiście zamieszczanie informacji o pracy domowej zakończyło się.

Dziecko w wieku szkolnym powinno powoli oswajać się z obowiązkami, a także czasem przeznaczonym na nie.

Musi przecież wiedzieć, o której godzinie zaczyna lekcje, o której kończy, ile ma przerw, kiedy idzie na obiad, a jeżeli jest już starsze musi także pamiętać o zajęciach dodatkowych.

Jeżeli dziecko nie zna się jeszcze na zegarku to jest to świetny moment na kupienie i rozpoczęcie użytkowania go. Najlepiej, gdy będzie elektroniczny, jednak wskazówkowy też da mnóstwo nowych, bardzo cennych informacji.

Gdy niedawno moja 6-letnia siostrzenica dostała zegarek, co chwila mówiła każdemu która godzina. Warto wykorzystać tę radość z posiadania nowego gadżetu do nauki. 

Zaczynamy od budzika. Niech dziecko samo ustawi sobie budzik w telefonie lub zegarku. Będzie podekscytowane, gdy go obudzi. Mój syn tak nie mógł się doczekać, że obudził się kilka minut przed dzwonkiem i czekał na sygnał do wstawania.

Następnie mówimy, która jest godzina i ile mamy czasu na przygotowanie się do wyjścia.

Jeżeli dziecko wstaje o 7:00, to do 7:10 (lub gdy długa wskazówka będzie na 2) muszą być umyte zęby, a ubrania założone. 

Samo ma pilnować czasu, jeżeli się zagapi lub zajmie czymś innym wystarczy zapytać: Jak czas? i dziecko szybko wraca do rywalizacji z zegarkiem.

Kolejne zadania i kolejnych kilka minut na wykonanie. Gdy zostaje trochę czasu, to należy się odpoczynek lub inna przyjemność. Ważne, że najistotniejsze czynności zostały wykonane, można z uśmiechem i spokojem wyjść z domu.

Takim sposobem dziecko powoli przyzwyczai się do życia na czas. To smutne, ale konieczne, żeby być punktualnym, trzeba ciągle mieć rozeznanie w czasie. Poza tym dodaje w zakresie 60, a także powoli zaczyna rozumieć, jak działa zegar wskazówkowy. Nie pomyli dużej wskazówki z małą, jak często się zdarza dzieciom w początkowej fazie nauki odczytywania godzin na zegarze.

Być może ta metoda przyczyni się do spędzenia przyjemnego poranka w rodzinnym gronie bez popędzania, krzyków i straszenia dzieci karami za spóźnienia. Być może wzbudzi w dziecku poczucie odpowiedzialności i samodzielność. Może spodoba mu się możliwość panowania nad swoim życiem w tak ważnym momencie dnia. Samo zauważy, że jeszcze niedawny chaos został zamieniony na spokój i przyjemnie spędzony czas.

Dobrze by było, gdyby dziecko dowiedziało się od nas, jak uwielbiamy poranki pełne radości i uśmiechów, kiedy samo jest w stanie dopilnować swoich obowiązków.

Każdy z nas lubi być doceniony, wtedy jeszcze bardziej się staramy i nie chcemy zawieść osoby, która nas doceniła. 

Krzyczenie na dzieci wywołuje smutek u tych, co słuchają krzyków i u tych, co krzyczą.

By przestać krzyczeć na dzieci trzeba tego chcieć. Trzeba zmusić się do cierpliwego szukania rozwiązania trudnej sytuacji w inny sposób. Jednym takich rozwiązań jest eliminowanie sytuacji, które wyprowadzają nas z równowagi. Zakończenie awantur powodowanych poranną opieszałością dziecka, na pewno pozwoli przyjemnie rozpocząć dzień. Teraz pozostaje tylko znaleźć sposoby na przyjemne wieczory.

 

 

Może Cię także zainteresować:

Jak zachęcić dzieci, by czytały książki?

Dlaczego dzieci się popisują?

 

Photo by Jess Watters on Unsplash


Za chwilę w co drugim domu zacznie się wyścig. Będzie trwał do czerwca następnego roku, bo już wtedy wszystko się wyjaśni. Już będzie pewne, kto ma, jakie oceny i jaką średnią na koniec roku.

Większości rodziców interesuje się osiągnięciami szkolnymi swoich dzieci i starają się zachęcić je do uzyskiwania tych jak najlepszych. Oczywiście są i skraje sytuacje, gdy rodzice bezwzględnie wymagają od dzieci wyłącznie najlepszych ocen, jak i tacy, których to kompletnie nie interesuje i bynajmniej nie z powodu, wyrozumiałego podejścia do wychowywania dzieci.

Dlaczego rodzice chcą, by ich dzieci miały same szóstki w szkole?

Z pewności myślą, że dla ich dobra.

By miały w przyszłości dobrą pracę. Być może 20 lat temu dobre oceny pozwalały dostać się do dobrej szkoły, by tam dalej otrzymywać dobre oceny, które pomagały otrzymać “dobrą” pracę. Nasi rodzice wierzyli, że tylko ci, którzy mają dobre oceny mogą w życiu coś osiągnąć. Inni nie mają szans, no chyba, że mają znajomości…

Ok. Rzeczywiście dobre oceny pomogą być ekspertem w danej dziedzinie po studiach i o ile kierunek został wybrany przez samego studenta, a nie jego rodziców. Ma wtedy także dużą szansę, że będzie miał naprawdę dobrą pracę. Dobrą, czyli dobrze płatną, a co najważniejsze zgodną z jego zainteresowaniami.

Jednak zmuszając dziecko do bycia najlepszym we wszystkich przedmiotach, nie zważając na jego zainteresowania, ono z pewnością skończy studia z najlepszym wynikiem. Jednak zapewne takie, jakie wybiorą mu rodzice, ponieważ ono dążąc do bycia ideałem w każdej dziedzinie, nie będzie w stanie określić, czego chce w życiu, co lubi, co mu się podoba… zda się na rodziców, w końcu wszystko wiedzą najlepiej.

By były szczęśliwe. Niejeden rodzic przepytuje po praz setny dziecko z biologi, ale widząc u niego złość, nienawiść do biologii, znudzenie i kompletny brak zainteresowania recytowanym materiałem, myśli sobie- Teraz się złości, a za kilka lat mi podziękuje!

Część rodziców uważa, że zmuszając dziecko, by otrzymywało same najlepsze oceny robi im wielką przysługę, z której jeszcze sobie nie zdają sprawy.

Że kończąc liceum z samymi szóstkami pójdą na wymarzoną uczelnię, by kształcić się dalej, że ich życie to będzie pasmo sukcesów, bo czego się nie dotkną, to będą w tym najlepsi.

Myślą, że czerwone paski na świadectwach to przepustki do idealnego życia.

Czy rzeczywiście tak jest? Czy naprawdę tylko osoby, które miały same 6 są w życiu szczęśliwe? Czy tylko osoby, które miały świadectwa z czerwonym paskiem osiągają w życiu sukcesy?

Nie, wręcz przeciwnie.

Świetne oceny nie gwarantują dobrej pracy, nie zapewniają szczęścia w przyszłości. Coś innego o tym decyduje.

Jak szantażujemy dzieci, by miały bardzo dobre oceny w szkole?

Zwyczajnie karą i nagrodą. Pieniędzmi, ciuchami, sprzętem sportowym, wyjazdem lub zakazami, zabieranymi telefonami, kieszonkowymi, szlabanami. Zwyczajne, codzienne metody wychowawcze…

Chcemy, żeby dzieci się dobrze uczyły i nie wahamy się wytoczyć najcięższych dział, by tak było. Oczywiście najprzyjemniej jest nagradzać za dobre oceny, ale gdy trzeba ukarać to nie ma żadnych sentymentów.

Czy to aby dobry sposób, by sprawić, że dziecko zapała do nauki przeogromną miłością?

Niestety. Już większość zainteresowanych swoją rolą rodzica rodziców zdaje sobie sprawę, że nagrody i kary nie przynoszą oczekiwanego zwykle rezultatu. Owszem skłaniają człowieka, a zwłaszcza dziecko do pewnych zachowań, ale na krótką metę.

Jest to jednorazówka. Gdy chcemy, by dziecko znowu wyniosło śmieci, musimy mu znowu dać 2 złote. A gdy chcemy, by dostał po raz kolejny najlepszą ocenę to i nagroda musi być porządna.

Dzieci, szybko zdają sobie sprawę z tego na czym zależy rodzicom. Już nawet 2-latek doskonale zdaje sobie z tego sprawę, gdy wrzeszcząc na cały sklep, mama szybko wręczy mu to czego zapragnie, by tylko nie znosić pełnych politowania spojrzeń innych klientów.

Starsze dziecko, szybko zacznie wykorzystywać swoją pozycję i może na dobrych ocenach się nieźle wzbogacić.

Gorzej, gdy w grę wchodzą kary. Już samo rozczarowanie na twarzy rodzica, gdy na sprawdzianie jest zaledwie 4+, jest dla dziecka wystarczającą karą. Jednak rodzic dbający o jego “szczęśliwe” życie zapewne ograniczy komputer, kontakty z kolegami, z pewnością, coś ważnego dla dziecka.

Jak to odbiera dziecko?

Jestem słaby. Jestem beznadziejny. Staram się, ale nigdy nie będę dość dobry.

No niezły początek szczęśliwego życia…

Jak zatem sprawić, by dziecko osiągało jak najlepsze oceny w szkole?

Po pierwsze musimy wiedzieć, jakie możliwości ma nasze dziecko.

Oczekując od dziecka średniej 5,0 wierzymy, że poradzi sobie z każdą dziedziną. O ile w pierwszych klasach szkoły podstawowej może to nie być problemem o tyle w późniejszych klasach już tak.

Osoby, które mają świetne oceny z wszystkich przedmiotów zwykle mają doskonałą pamięć lub sposób zapamiętywania. Nikt nie interesuje się wszystkim naraz, by móc bez trudu pochłaniać każdą informację.

Dajmy dziecku możliwość zdobywania jak najlepszych ocen, ale w zgodzie z jego ambicjami i zainteresowaniami.

Po drugie musi wiedzieć, po co to robi.

Każdy przedmiot nauczany w szkole ma dać człowiekowi pewne informacje, które przydadzą mu się w życiu. Pisanie, czytanie czy tabliczka mnożenia nie wymagają argumentowania, ale budowa pantofelka???

Taki materiał powinien być zarezerwowany, dla pasjonatów danej dziedziny, którzy chcą poszerzać swoją wiedzę w danym obszarze.

Równania, funkcje trygonometryczne? Czy ktoś z nas używa tego na co dzień? Nasze dzieci też nie będą, a jednak nauczyć się muszą.

Coraz częściej mam wrażenie, że wiedza zdobyta w szkole podstawowej i liceum przydaje się tylko uczestnikom teleturniejów.

Wszystkie inne informacje zdobywamy poprzez zainteresowanie jakimś tematem, bombardujące nas newsy z mediów i rozmowy z przyjaciółmi i rodziną.

Zdając sobie sprawę z kompletnej nieprzydatności wielu “ważnych” tematów szkolnych, odpuśćmy czasem.

Wymagajmy od dziecka wykorzystywania jego potencjału w dziedzinach, do których ma serce. Jeżeli jest umysłem ścisłym nie oczekujmy szóstek z wypracowań, zwłaszcza, gdy widzimy, że się z nimi straszliwie męczy. Gdy natomiast uwielbia literaturę i pisze wiersze, dajmy dziecku spokój z fizyką i chemią.

Po trzecie musi mieć swoje marzenia.

Gdy dorosnę będę lekarzem- O jak pięknie, chcesz pomagać ludziom? – Nie, mama mi każe.

Chcę, by moje dziecko miało swoje marzenia i wykorzystuję je, by motywować je do nauki.

Gdy jako 4-latek marzył, by być śmieciarzem, a mi zależało, by uczył się angielskich słówek pytałam go, co zrobi, gdy jakiś Amerykanin zapyta go, kiedy w przyszłym miesiącu zabiera śmieci. Zastanowił się nad tym i od tej pory, gdy wyciągałam angielskie memory już nie było żadnych sprzeciwów.

Przez te wszystkie lata wymarzone zawody się zmieniały, ale znajomość języka angielskiego zawsze było konieczna.

Myślę, że o wiele łatwiej motywować dziecko do nauki wykorzystując jego własne marzenia, niż nasze, które im narzucimy.

Jedynie zrozumienie i akceptacja naszych dzieci pozwolą im być w przyszłości szczęśliwymi. Tylko to pomoże im wybrać pracę, która da im satysfakcję i spełnienia, a nie tylko pieniądze.

Ciągłe wymagania utrwalają w ich głowach, że nie są dość dobrzy. Gdy już dawno skończą szkołę, nadal będą się starać osiągać niemożliwe, ale nadal nie dla siebie..

Nikt nie osiąga 100% w każdej dziedzinie swojego życia. Będąc najlepszym w pracy często brakuje nam czasu na obowiązki domowe, a także dla rodziny. Czy dziecko wymawia nam, że oczekuje od nas większego zaangażowania w życie rodzinne?

Zanim zaczniemy wymagać od dzieci samych najlepszych ocen w szkole przemyślmy sobie, czy to na pewno da im szczęście…

 

 

 

 

Może Cię także zainteresować:

 

Zdjęcie Annie Spratt na Unsplash


Pierwszy dzień szkoły, zawłaszcza nowej, może wiązać się z dużym stresem. Nie tylko małe dzieci obawiają się tego momentu, ponieważ dla większości z nas początek czegoś nowego jest zwykle związany z niepokojem, a nawet dużym zdenerwowaniem.

Każdy dorosły zdaje sobie sprawę z konieczności wykonania tego pierwszego kroku, wie także, że później już będzie tylko lepiej. Małe dzieci jednak tego nie wiedzą. Jest im dobrze wśród osób, które znają i w miejscu, które daje im poczucie bezpieczeństwa.

Pierwszy dzień w szkole oznacza dla nich kompletną zmianę dotychczasowej rzeczywistości, ponadto nie rozumieją, że to tylko chwilowy niepokój, który niedługo może przerodzić się w coś bardzo ekscytującego. Nawet, gdy im o tym powiemy, mogą mieć duże wątpliwości lub całkowity brak wiary w poprawę sytuacji w przyszłości.

Jak pomóc dziecku pozytywie nastawić się na pierwszy dzień szkoły?

Nie tylko pierwszy dzień jest tu ważny, ponieważ ten jest dla dziecka w miarę znośny. Nie dość że jest tam z mamą, to jeszcze po niedługim czasie idzie do domu. Gorzej drugiego dnia, wtedy samo już musi zmierzyć się z nowymi doświadczeniami.

Sposoby, takie jak wspólny zakup plecaka, czy organizacja pokoiku (miejsca) do nauki może na moment pomóc zmienić postrzeganie szkoły przez dziecko, jako coś strasznego i sprawić, by zaczęło myśleć o niej w bardziej pozytywny sposób. Jednak tylko chwilowo zmieni się nastawienie dziecka. Niepokój związany z nieznanym nadal będzie dominował i niestety nie będzie nam łatwo ulżyć w tym dziecku.

Co możemy zrobić?

ROZMAWIAĆ

Często rozmowa z dzieckiem, to jak chodzenie po polu minowym, jedno nieodpowiednie słowo i cały wysiłek na nic.

Ciągłe przekonywanie dziecka, co do zalet szkoły jest w zasadzie zbędne. Ma ono swój wizerunek szkoły w głowie i dopóki się nie zacznie rok szkolny oraz pierwsza lekcja, nic tego obrazu nie zmieni.

Możemy za to wspominać swoje lata szkolne z radością i tęsknotą. Przedstawiać dziecku ten czas, jako najbardziej beztroski i pełen przygód. Opowiadać, co zmalowaliśmy i jakie mieliśmy przez to “kłopoty”. Możemy trochę ubarwić historie przedstawiając nauczycieli jako wyrozumiałych i pomocnych, nie to, że w rzeczywistości tacy nie są 😉

Każdy, nawet dorosły ma obawy przed pierwszym dniem na studiach, czy w nowej pracy. Mówimy do dziecka “Nie bój się, nie masz czego”, sami będąc na jego miejscu boimy się tak samo. Warto powiedzieć mu o tym, że każdy odczuwa podobnie w takim momencie i nie ma w tym nic złego, wręcz przeciwnie. Opowiadając dziecku o naszych obawach oraz o tym, co wydarzyło się później, jak przyjemnie było po już na drugi dzień, z pewnością dodamy dziecku odwagi, ale także pokażemy mu naszą akceptację.

ODWRÓCIĆ UWAGĘ OD SZKOŁY

Jeżeli dziecko bardzo nerwowo reaguje na temat szkoły i wszystkiego co z nią związane, nie powinniśmy na siłę zabierać go na zakupy zeszytów i przyborów szkolnych ponieważ może to wcale nie wpłynąć na zmianę myślenia dziecka, a wręcz na zwiększenie jego niepokoju. Zamiast tego można na ostatnie tygodnie wakacji zaplanować najwięcej atrakcji lub pozwolić dziecku robić to, co sprawia mu największą przyjemność, byle tylko zniwelować towarzyszący mu strach.

W dzień nie pozwolić się dziecku nudzić, zarzucając go nowymi pomysłami do zabaw, gier i innych działań niedających chwili wytchnienia zadań, wieczorami czytać książki, które zawładną wyobraźnią dziecka i nie dopuszczą do niej strachów, związanych ze szkołą.

Dni dziecka będą wypełnione atrakcjami do tego stopnia, że nie zauważy, że zaczęła się szkoła.

Tak samo można zrobić, gdy dziecko wraca ze szkoły ze skwaszoną miną i twierdzi, że nigdy więcej tam nie pójdzie (o ile mamy pewność, że marudzenie dziecka jest tylko zwykłym kapryszeniem). Często rozmowy i przekonywanie nic nie daje. Dlatego warto okazać zrozumienie (Widzę, że dzisiaj nie podobało ci się w szkole…) i szybko przejść do koniecznych do wykonania zadań, zabaw, sprzątania itp. Byleby odciągnąć myśli dziecka od wyimaginowanych, negatywnych wspomnień związanych ze szkołą.

NIE PORÓWNYWAĆ DO KOGOŚ

“Jak ja byłam w twoim wieku, to sama musiałam iść na pierwszy dzień szkoły i to przez ciemny las, a ty idziesz ze mną, to czego ty się boisz?”

“Kasia z klatki obok w ogóle się nie przejmuje szkołą, a ty ciągle przeżywasz…”

Myśląc, że pokazując inne silniejsze charaktery zmotywujemy dziecko do tego samego.  W rzeczywistości stawiamy już mocno zestresowane dziecko pod jeszcze większą presją.

Każdy z nas inaczej reaguje na pewne sytuacje. Często się jednak zdarza, że dorośli porównują oceny dzieci, mimo że każde z nich ma inne predyspozycje i zainteresowania. Porównują osiągnięcia sportowe, mimo że każde ma inne możliwości. Zachowania dzieci także są porównywane, a przecież każde z nich powinno mieć prawo zachować się tak, jak pozwala mu na to jego osobowość.

Jeżeli jedno idzie do nowej szkoły bez strachu, nie oznacza to, że inne dzieci muszą być takie same.

Dając dziecku możliwość odczuwania własnych emocji. Nie narzucając mu określonych zachowań innych osób, okazujemy mu miłość bezwarunkową i akceptację, które są niezwykle ważne dla każdego dziecka.

POZNAĆ KILKA OSÓB Z KLASY I NOWĄ PANIĄ

Nie miałabym nic przeciwko, gdyby mama wyjątkowo zaniepokojonego nową szkoła dziecka, poprosiła mnie o wizytę i dodanie otuchy przyszłemu uczniowi. Myślę, że większość nauczycieli nie miałoby nic przeciwko i sytuacja w pierwszych dniach szkoły byłaby łatwiejsza dla dzieci, ale także dla nauczyciela.

Wspaniale byłoby móc wcześniej zapoznać swoje dziecko i innymi, które będą chodziły do tej samej klasy. Myślę, że fejsbuk doskonale mógłby w tym pomóc.

Dziecko poszłoby do szkoły z dużo mniejszą ilością powodów do niepokoju, które szybko by minęły w ciągu kilku pierwszych dni szkoły.

TAJEMNY AMULET NA SZCZĘŚCIE

Każdy z nas z pewnością też taki miał ;), który bardzo pomógł podczas pierwszej klasy w szkole podstawowej, liceum, w pierwszej pracy…, a teraz może go w sekrecie podarować swojemu dziecku.

Może to być jakikolwiek drobiazg, który umieszczony w plecaku w najmniejszej kieszonce, będzie miał uspokajające działanie na dziecko.

Niezwykła historia pochodzenia amuletu doda mu jeszcze większego znaczenia w oczach dziecka. Wiara, w posiadanie czegoś tak niezwykłego blisko siebie, może zdziałać cuda.

Nie wszystkie dzieci z ochotą pędzą do szkoły. Nie każde jest śmiałe, odważne i chętne do mierzenia się z nowymi doświadczeniami. My rodzice musimy wpierać nasze dzieci w każdym momencie, by wiedziały, że mimo lęków i słabości są przez nas zawsze kochane i akceptowane.

Opór przed szkołą będzie wracał wielokrotnie i każdy z nas będzie musiał znaleźć swoje sposoby na zmianę nastawienia dziecka. Motywowanie dzieci do nauki, odrabiania lekcji, czy samego chodzenia do szkoły nie może zaczynać się pierwszego września. Jeżeli chcemy, by dziecko traktowało szkołę jako odskocznię do sukcesów, spełnienia marzeń, dobrego, szczęśliwego życia, sami powinniśmy mu ją tak przedstawiać.

Pierwsze lata nauki szkolnej dziecka wymagają naszego zainteresowania, sprawdzania, dopilnowania czasem pomocy. W późniejszym czasie uważamy, że dziecko jest na tyle duże, by samo o wszystko zadbało, dlatego nasze zainteresowanie spada.

W ciągu roku szkolnego nie zapominajmy o zainteresowaniu życiem szkolnym oraz obowiązkami dziecka, ponieważ wraz ze spadkiem naszego zaangażowania, tracić zapał do nauki i chęci do chodzenia do szkoły może również dziecko.

Musimy także z wyrozumiałością i powagą traktować problemy szkolne naszych dzieci. Dzisiaj z perspektywy czasu wiemy, że te nasze dziecięce problemiki były śmieszne, jednak wtedy bardzo jej przeżywaliśmy. Traktujmy dzieci poważnie i z szacunkiem jaki im się należy.

Myślę, że każdemu człowiekowi jest wtedy o wiele łatwiej mierzyć się z nawet najtrudniejszymi momentami takimi, jak pierwszy dzień szkoły.

 

 

Może Cie także zainteresować:

 

 

Photo by Renan Kamikoga on Unsplash


Internet to wspaniały wynalazek ludzkości. Mamy podaną na talerzu wiedzę i rozrywkę. Możemy dzięki niemu uczyć się nowych umiejętności, poznawać języki, odkrywać nowe pasje, poszerzać zainteresowania, relaksować się, a nawet pracować.

Nie można zaprzeczyć, że jest nieocenioną pomocą dla nas, ale często i dla naszych dzieci.

Na każde trudne pytanie można w mig znaleźć odpowiedź. Nie trzeba gnać do biblioteki, by przetrząsać tony encyklopedii. Już lepiej żyć w niewiedzy…

Odrabianie lekcji nie powinno stanowić problemu dla dzieci, odkąd mają dostęp do internetu. Naprawdę szybko i przyjemnie można wyszukać potrzebne akurat informacje.

Czy media społecznościowe psują ten idealny wizerunek internetu?

Mogłoby się wydać, że media społecznościowe również cechują się głównie pozytywnymi wartościami. Są świetnym narzędziem nie tylko rozrywkowym ale i biznesowym. Za ich pośrednictwem można uzyskać wiele informacji i inspiracji.

Jednak nie zawsze jest tak różowo. Media społecznościowe jak i sam internet mają swoje ciemne strony. Zwłaszcza, gdy zetkną się z nimi nasze dzieci.

Już 4-latki doskonale radzą sobie w poszukiwaniach ulubionych bajek w internecie. Starszaki znają nazwy stron z gierkami on-line na pamięć. 10-latki miewają konta w mediach społecznościowych. Co w tym nadzwyczajnego? To, że treści udostępniane przez dorosłych użytkowników nie zawsze są odpowiednie dla tych nieletnich. Dowcipy o zabarwieniu erotycznym, seksistowskie przytyki wobec płci odmiennej, wulgaryzmy i wiele wiele innych to tylko wierzchołek góry lodowej. 

Ale nie tylko dorośli potrafią zamieszczać posty w takim stylu.

Zaproszona, pewnie przez pomyłkę, do jakiejś grupy przez nastoletnią kuzynkę, postanowiłam zerknąć o czym się tam rozmawia. Zupełnie niepotrzebnie tam właziłam, ponieważ do dziś doskonale pamiętam co i w jaki sposób do siebie szanowna młodzież pisała. Ale powoli zaczynam uczyć się żyć z tą wiedzą.

Były tam idiotyczne żarty wyśmiewające po kolei każdego, kto się nawinął, wulgarne teksty wobec siebie nawzajem, oberwał nawet kot jednej z uczestniczek “dyskusji”, ogólnie żadnej konkretnej treści, głównie memy, pod którymi można było kogoś oznaczyć i wyśmiać.

Nawet nie chcę myśleć, że moje dziecko mogłoby w przyszłości uczestniczyć w takiej grupie. 

Wierzę, że takie miejsca to mniejszość i jednak internet jak i media społecznościowe głównie wykorzystywane są w pozytywny sposób.

Jak ustrzec dziecko przed użytkowaniem w taki sposób mediów społecznościowych?

Komentarze mojej nastoletniej kuzynki wołające o pomstę do nieba, oraz innych, którzy ją oznaczali, przez jakiś czas wyświetlały mi się na profilu. Mogłam bez większego zaangażowania dowiedzieć się co pisze, z kim, o czym.

Myślę, że rodzic, który czuwa nad dzieckiem i jego bezpieczeństwem nie musi hakować jego profilu, by dowiedzieć się pewnych rzeczy. Wystarczy mieć, go w swoich znajomych, to może sprawić, że dziecko dwa razy się zastanowi zanim coś napisze na portalu społecznościowym.

Jakie jeszcze działania powinien podjąć rodzić dla bezpieczeństwa dziecka w mediach społecznościowych?

Uświadamianie co do pewnych spraw powinno mieć miejsce już od najmłodszych lat. Gdy zaczniemy to robić w momencie, gdy nasze dziecko skończy lat 13, raczej nie usiądzie grzecznie i nas nie posłucha, tylko trześnie drzwiami i włączy muzykę na cały regulator.

Pisząc o uświadamianiu nie mam na myśli kazań i przestróg, a rozmowę i opowiadanie o własnych doświadczeniach oraz dzielenie się wiedzą.

Dziecko weźmie sobie do serca nasze zdanie tylko wtedy, gdy będzie miało do nas zaufanie i będziemy dla niego autorytetem. Gdy tak nie będzie, nasze słowa nie trafią tam gdzie powinny. 

Wierze, że rozmowy z dzieckiem na wiele ważnych tematów mogą ustrzec je nie tylko przed głupotami związanymi z mediami społecznościowymi, ale także przed dużo poważniejszymi kłopotami.

A może wystarczy zabronić korzystania z Facebooka?

Ten kto ma dziecko poniżej 13 roku myśli, że może spać spokojnie, jest w błędzie. Ograniczenie wiekowe, czyli minimalne 13 lat, by móc cieszyć się byciem częścią społeczności fejsbukowej jest fikcją. Przecież często widzimy dzieci z najmłodszych klas podstawowych w propozycjach znajomych.

Każde cwane dziecko zarejestruje swój profil w mediach społecznościowych bez większego trudu. Czy zakaz korzystania z facebooka będzie dobrym rozwiązaniem?

Nie sądzę. Wszelkie próby zmuszania do czegoś dziecka zwykle obracają się przeciwko nam. Nie powinniśmy też pozbawiać go uczestniczenia wśród grupy rówieśniczej, w której dziecko się odnajduje, ma wspólne tematy do rozmów czy zainteresowania.

Kilka ważnych elementów, o których powinniśmy pamiętać zezwalając dziecku na założenie profilu w mediach społecznościowych oraz czuwanie nad ilością spędzanego czasu z telefonem w dłoni, a przede wszystkim rozmowy na temat zagrożeń, z jakimi wiąże się korzystanie z internetu i social mediów może przyczynić się do bardziej świadomego zachowania dziecka na swoich profilach.

  • OGRANICZYĆ INFORMACJE OSOBISTE NA PROFILU.

Dane personalne, adres, miejsce pracy, ostania szkoła, już przestają być ukrywane przez dorosłych użytkowników, wręcz przeciwnie, bardzo łatwo znaleźć kogoś po imieniu i nazwisku w internecie. Czy jednak dobrze jest, gdy dane naszego dziecka są tak dostępne? Być może jednak warto przez jakiś czas ich nie ujawniać i zachęcić dziecko do nieco zmienionych danych osobowych. Nigdzie nie powinien podawać własnego adresu. Numer telefonu powinien być widoczny tylko dla znajomych.

  • PRZEMYŚLEĆ ZAMIESZCZANE ZDJĘCIA.

Umieszczane na tablicach czy profilu na Instagramie zdjęcia często są przypadkowe i spontaniczne. Warto zwrócić dziecku uwagę na szczegóły każdego z nich. Być może w tle znajduje się coś, czego wolałoby nie publikować. Nasze dziecko powinno mieć zawsze na uwadze swój wizerunek w mediach społecznościowych. Zamieszczanie według niego śmiesznych zdjęć, może zostać użyte przeciwko niemu. Dziecko musi także wiedzieć, że ma prawo nie zgodzić się na publikację zdjęć przez inne osoby, które mogą chcieć je skompromitować. 

  • MOŻLIWOŚĆ BLOKOWANIA OSÓB, KTÓRE ZACHOWUJĄ SIĘ AGRESYWNIE

Dziecko powinno zdawać sobie sprawę z możliwości odizolowania się od osoby, która dręczy, wyśmiewa i szydzi z innych. Usuwanie ze znajomych nic nie da, dopiero całkowite zablokowanie może uchronić dziecko przed przemocą psychiczną na portalu społecznościowym.

  • ROZMOWA

Musimy powiedzieć dziecku, że:

-media społecznościowe mogą być bardzo przydatne, nie powinny służyć do popisywania się i przechwalania, 

-wiele informacji, zdjęć, a nawet profili jest nieprawdziwych, ukazują one obrazy, które mogą zaniżać samoocenę dziecka lub prowokować je do próby osiągania niemożliwego,

– skasowanie kompromitującego zdjęcia nie znaczy, że zagrożenie minęło, 

– danych do logowania na swoje profile w mediach społecznościowych nie powinien nikomu udostępniać,

– udostępnienie adresu lub numeru telefonu nieznajomym osobom jest bardzo niebezpieczne i nigdy nie może się zdarzyć. 

Już coraz mniejsze dzieci korzystają z social mediów i my rodzice mamy coraz mniej oporów przed takim stanem rzeczy. Facebook, messenger są bardzo często wykorzystywane w celach organizacyjnych lub informacyjnych. Instagram, by  dzielić się ze znajomymi kadrami ze swojego życia. 

Dziecko dzięki mediom społecznościowym może uczyć się relacji z rówieśnikami, co ma największą wartość, gdy znajomości te są równocześnie i w internecie i poza nim. Przynależność do grup w social mediach daje możliwość dostępu do ciekawych treści i  informacji. Funkcjonowanie w grupach tematycznych, pozwala zdobywać wiedzę oraz wymieniać się wiadomościami z rówieśnikami. Dzieci mogą także tworzyć grupy skupiające osoby ze swojej klasy. Dzięki temu mogą szybko dowiedzieć się, co mają zadane lub zdobyć inne ważne informacje dotyczące tego co się działo w szkole podczas ich nieobecności. 

Internet i media społecznościowe mogą być całkiem pożyteczne. Musimy jednak świadomie zdawać sobie sprawę z niebezpieczeństw z nimi związanych i zrobić wszystko, co do nas należy, by nasze dziecko mogło ich uniknąć.

 

 

Może Cię także zainteresować:

 

Zdjęcie autorstwa Christiana Wiedigera na Unsplash

 

 


Tak łatwo przychodzi nam żądanie czegoś. Bez trudu określimy, czego od kogoś chcemy, potrzebujemy. Widząc osobę szybko określamy, jak może nam ona pomóc. W czym jest dobra, na czym się zna… Chwila i już widzimy korzyści dla siebie. Coś nam się przyda, w czymś nam pomoże. Coraz rzadziej zastanawiamy się, jak my komuś możemy pomóc?

Czy przypadkiem nie za bardzo skupiamy się na tym, jak ktoś może wspomóc nas, zamiast, jak my możemy pomóc jemu? Bycie egoistą jest czasem bardzo dobrym rozwiązaniem. Gdy dbamy o swoje granice, gdy walczymy o swoje prawa. Jednak skupianie się tylko na własnych potrzebach coraz częściej zaprząta nasze umysły.

Rzadko coś planujemy w trosce o czyjeś sprawy. Nie myślimy o tym, jak pomóc rozwiązać problemy innych, nie dzwonimy i pytamy: “Jak mogę ci pomóc?”. Ale dziwimy się, gdy oczekując wsparcia od innych osób, nie otrzymujemy go.

Mieć rodzinę, by mieć w życiu pomoc.

Bardzo często w rodzinie każdy od każdego oczekuje wsparcia, najlepiej w każdym aspekcie.

Gdy trzeba rodzice pożyczą pieniądze, problemy pomoże rozwiązać rodzeństwo, wsparcia udzielą zawsze wierzący w pozytywny obrót spraw dziadkowie. Czy rzeczywiście tak jest, i zawsze, bez względu na wszystko możemy liczyć na takie bezinteresowne prezenty z ich strony?

Nawet w rodzinie często jest coś za coś. I nie mamy prawa wymagać pomocy, gdy sami nie jesteśmy w porządku. A zanim zaczniemy wymawiać komuś brak wsparcia, argumentując to tylko byciem rodziną, zastanówmy się, co sami ostatnio zrobiliśmy dla osób, od których czegoś oczekujemy.

Na co dzień skupiamy się na własnych sprawach, o bliskich przypominamy sobie, gdy nam coś trzeba. Bez większych problemów udajemy się po wsparcie, nawet przez chwile nie myśląc o przeszłości. Wiedząc, że nie jesteśmy z kimś blisko, że nie troszczymy się o kogoś, nie pamiętamy o jego urodzinach, unikamy z nim spotkań, nie możemy z dnia na dzień wyruszyć do takiej osoby z prośbą o pomoc. To nie w porządku.

Wiele osób tak robi. Prosi o wsparcie, zupełnie nie myśląc o tym, czy ona im się należy, czy nie. Co najlepsze otrzymują ją. “Bo ludzi dobrej woli jest więcej…”. Nie potrafią odmówić, widząc syna, czy córkę w potrzebie. Uczą ich jednak, że nie trzeba nic robić, by coś otrzymać. Wystarczy poprosić lub nawet zażądać.

Sprawa nieco komplikuje się, gdy chodzi o pieniądze. Nie każdy ma ich na tyle dużo, by bez zastanowienia oddawać je każdemu, kto o nie poprosi.

W pewnej książce przeczytałam taką historię:

“Pewien młody mężczyzna bardzo długo próbował się ze mną spotkać. Nie miałem za wiele czasu, ale jego zaangażowanie bardzo mi zaimponowało, dlatego postanowiłem się z nim spotkać i dowiedzieć się, czego ode mnie chce. Spotkaliśmy się w restauracji. Zapytałem od razu, bo nie chciałem przedłużać i zaspokoić ciekawość swoją i chłopaka. Jako że zajmowałem się szkoleniem ludzi, jak zarabiać i pomnażać pieniądze, mężczyzna poprosił mnie, żebym był jego osobistym nauczycielem. Żebym pozwolił mu towarzyszyć sobie w codziennych sytuacjach, by obserwował, jak wygląda życie milionera i nauczył się żyć w taki sam sposób. Powiedział, że to dobre podejście ponieważ ja sam tak nauczyłem się zarządzania majątkiem i tworzeniem nowych firm dlatego powinienem odwdzięczyć się losowi i w ten sposób nauczyć kogoś jak zostać milionerem. Miał chłopak trochę racji. Jednak postanowiłem zapytać go:”Co ja z tego będę miał?”. “Na początku nic”- odpowiedział. Jestem biedny, ale jak się nauczę i zarobię mnóstwo pieniędzy to się wtedy odwdzięczę”. Czyli mam poświęcić mu mnóstwo własnego czasu, który mógłbym przeznaczyć na przyjemności lub uczenie się nowych rzeczy, by pomóc zupełnie za darmo osiągnąć coś, czego ten chłopak jest w stanie nauczyć się sam. “Nie jestem w stanie nic teraz panu zaoferować”.

Milioner nie zgodził się na tę propozycję i nie rozumiał oburzenia, z jakim zostawił mężczyznę w restauracji. Być może ktoś powie, że chłopak nie zrobił nic niewłaściwego. Przecież chciał mu się odwdzięczyć później. Ale teraz nie miał do zaoferowania nic. A przecież mógł zaproponować cokolwiek, coś, dzięki czemu pokazałby, że jest w stanie zrobić wszystko, by nauczyć się bycia milionerem.

On nie dał nic, a chciał czegoś tak wielkiego.

Czy nie znamy tego z naszego codziennego życia?

Gdy inni chcą czegoś od nas, zapominając, by zaoferować coś w zamian. Sama obietnica odwdzięczenia to czasem za mało. Zwłaszcza, gdy już nie raz obiecywali.

W przyjaźni także czasem trudno o rewanż.

Przyjaciółka chętnie nas odwiedza, bo tylko na nas może liczyć. Tylko my potrafimy ją wysłuchać i zrozumieć. Ale czy rzeczywiście korzysta z naszych rad? Czy naprawdę słucha tego, co jej radzimy? Czy może chce się tylko wygadać, a gdy temat schodzi na nasze problemy przypomina sobie, że zostawiła ziemniaki na gazie.

Chyba każdy z nas ma przynajmniej jedną taka osobę, na którą zawsze może liczyć. Do której możemy zadzwonić w nocy o północy z problemem, a ona wysłucha nas i pocieszy. Taka osoba to bardzo cenny skarb, który wymaga dużo troski z naszej strony, by go nie stracić. 

Przyjaciel, który dba tylko o własne interesy, to nie jest przyjaciel. To zwykły egoista, którego bez żalu możemy pozbyć się z naszego życia.

Wszędzie musi być równowaga.

Gdy coś bierzemy, najpierw powinniśmy coś dać od siebie.

Gdy coś dajemy mamy prawo oczekiwać tego samego. 

Czy zawsze musimy oczekiwać rekompensaty, za coś, co dla kogoś zrobiliśmy? Czy nie powinniśmy pomagać bezinteresownie? Z drugiej strony, czy nie możemy prosić o pomoc, gdy nie mamy jak się odwdzięczyć lub co zaproponować w zamian?

Oczywiście, że należy pomagać bezinteresownie oraz prosić o pomoc, gdy jej potrzebujemy. Jednak i w jednym i drugim przypadku trzeba przemyśleć sobie parę spraw. Czy przypadkiem osoba, której ciągle pomagamy nas nie wykorzystuje, albo czy my nie jesteśmy taką osobą?

Warto pomagać, nie oglądając się na rekompensaty i powracające dobro, za to pamiętając, że kiedyś sami możemy potrzebować pomocy i dobrze byłoby mieć wtedy kogoś, kto bez wahania nam jej udzieli.

 

Może Cię także zainteresować:

https://liravibes.pl/nie-dajmy-sie-zwariowac-czyli-ze-skrajnosci-w-skrajnosc/

 

 

Zdjęcie: Noah Buscher na Unsplash

 

 

 


Połowa wakacji za nami. Dzieci już się denerwują niedługim czasem, jaki pozostał im na spanie do południa (chociaż tak naprawdę teraz mogą, ale wcale nie chcą) i możliwością beztroskiego ganiania całymi dniami po dworze z kolegami (mam nadzieję, że jeszcze jakieś dzieci spędzają tak wakacje).

Tymczasem rodzice, którzy postanowili ograniczyć nieco całodzienne siedzenie przed komputerem lub tabletem swoich dzieci, stają na rzęsach, by wymyślić im sposoby na ciekawe spędzenie czasu, bo już dawno wykorzystane były wszystkie znane zabawy dla dzieci.

Problem pojawia się, gdy wokół jest mnóstwo rzeczy do zrobienia, a dziecko szwenda się za nami powtarzając w kółko: “nie mam co robić…”

Zabawy nie dla dzieci.

Dzieci uwielbiają robić to co dorośli, właściwie to tylko dlatego, że nie mogą lub nie powinny tego robić. Być może coś okaże się dla nich za ciężkie, być może coś zepsują, zniszczą i w ogóle “z tym dziećmi to są same kłopoty”.

Taką informację dajemy dziecku, gdy chcemy coś zrobić, ono chce nam pomóc, a my je wyganiamy.

Wiadomo, inaczej jest malować ścianę samemu, a inaczej z dzieckiem. Gdy my szybciutko, czyściutko odświeżymy kawałek mieszkania, dziecko nie tylko źle rozsmaruje farbę na ścianie, ale jeszcze zniszczy podłogę, kanapę, swoje ubranie, buty, poskleja farbą włosy, umaluje chomika i sprawdzi czy trawnik może być innego koloru niż zielony.

Musielibyśmy albo poświęcić godzinę na nauczenie dzieciaka sztuki malarstwa pokojowego lub nie spuszczać go z oka, by w ułamku sekundy nie narobił nieodwracalnych szkód. To może trzeba znaleźć inne zabawy dla dzieci.

Tak więc do wspólnego malowania dziecka zachęcać nie powinniśmy. Wiem to, ponieważ sama kiedyś to zrobiłam. Wydzieliłam synkowi kawałek ściany (planowałam, że postawię tam szafę) i wręczyłam mały wałeczek. Wszystko zabezpieczyłam folią. Podłogę, okna i dziecko. Sama spokojnie malowałam inną część pokoju. Po kilku minutach na podłogach domu były odciski niebieskich stópek, a syn miał ręce i nogi smerfa. Jak do tego doszło, nie wiem. To było kilka minut…

Są jednak zajęcia, które można całkiem bezpiecznie wykonać wspólnie z dzieckiem. Oczywiście koniecznie trzeba się nastawić na dłuższe wykonywanie pracy oraz obiecać sobie stoicki spokój, żeby nie wiem co się wydarzyło.

Takie wspólne pracowanie, połączone oczywiście z rozmową i opowiadaniem różnych ciekawostek, może wspaniale wpłynąć na relację rodzica z dzieckiem. Pod warunkiem, że rodzic będzie akceptował niedociągnięcia dziecka, nie będzie go krytykował i ciągle poprawiał. Dziecko nie powinno dostrzec poirytowania na twarzy rodzica lub jego niechęci do dalszej wspólnej pracy, ponieważ wspaniałe popołudnie zamieni się szybko w poczucie winy i słabości u dziecka.

Zabawy dla dzieci nie muszą wiązać się tylko z klockami  czy lalkami.

To co możemy robić z dzieckiem, by było to frajdą dla nas obojga?

ZAKUPY, GOTOWANIE, JEDZENIE

Jeden dzień w tygodniu możemy zaplanować na wspólne gotowanie. Jednak nie tylko samo przyrządzanie posiłku jest tu ważne. Dlaczego by nie zaproponować dziecku, by samodzielnie wybrało coś, co chciałoby przygotować i zjeść na obiad? Może to być dobry sposób na marudę, która ciągle wybrzydza przy jedzeniu. Niech samo wybierze coś, co chce dzisiaj zjeść.

Przepisy może przeglądać w internecie, od samego patrzenia na zdjęcia szybko nabierze apetytu. Następnie trzeba zrobić listę zakupów. Zakupy także może z nami zrobić dziecko. Szukanie odpowiednich produktów może być dla niego ekscytujące. Samo gotowanie musi wymagać zerkania do przepisu lub zapamiętywania kolejnych działań. Naszykowanie talerzy, sztućców niech także należy do dziecka. Po wszystkim trzeba oczywiście razem posprzątać.

Nie wszystko może okazać się przyjemne dla dziecka, jednak powinniśmy je zachęcić, by dokończyło rozpoczęte zadanie.

PRANIE

Dzieci lubią widzieć efekt swoje pracy. Odkurzanie i ścieranie kurzu z półek jest dla nich bez sensu ponieważ one go nie widzą. Po co więc marnować na to czas?

Pralka robi swoje i odciąża nas w ogromnym stopniu, jednak sama się nie wypełni i nie opróżni. Trzeba jej pomóc. Segregowanie prania przed włożeniem go do pralki, wybór programu, proszku, płynu oraz rozwieszanie ubrań po zakończeniu prania powinno być dla dziecka ciekawym doświadczeniem.

Są także rzeczy, których do pralki nie powinno się wkładać i trzeba się nimi zająć osobiście. Dziecko samo z pewnością posiada takie rzeczy. Może czas na pranie ręczne?

Rękawice bramkarskie jakie posiada mój syn brudzą się bardzo szybko. W misce z odpowiednim środkiem do czyszczenia moje dziecko pierze swoje rękawice. Czasem używa szczotki. Efekt jest natychmiastowy i zadowalający. Jeszcze kilka minut temu czarne od brudu rękawice po chwili szorowania są jak nowe. A dziecko pęka z dumy, że ma taką supermoc.

SPRAWY W URZĘDACH

Wielu obecnie dobrze radzących sobie w życiu biznesmenów, gdy byli mali, zabierani byli z rodzicem lub opiekunem do urzędów, banków oraz na spotkania biznesowe. Wydawać by się mogło, że umierali tam z nudów i często tak właśnie było. Jednak część tego, co się tam działo, zostawało im w głowie.

Poprzez samą obserwację zachowań ludzi w różnych sytuacjach, ich reakcje, sposób bycia, gesty, mimikę dziecko uczy się czegoś bardzo cennego. Jest to inteligencja emocjonalna, którą cechują się osoby świetnie odnajdujące się w pracy polegającej na kontakcie z innymi ludźmi.

Dlatego w miarę możliwości powinniśmy jak najczęściej zabierać dziecko ze sobą, gdy mamy do załatwienia sprawy urzędowe. I nie tylko po to, by inni nas przepuścili w kolejce ze względu na marudzące dziecko, ale także po to, by mogło się uczyć ważnych rzeczy.

OGRÓD I MAJSTERKOWANIE

To już zabawy dla dzieci wymagające cierpliwości dla tatusiów, ale niektóre mamy tak jak ja, także lubią się “bawić” w taki sposób. Zapał dziecka przy czyszczeniu płotu ze starej farby, czy pieleniu chwastów na rabacie z krzewami może szybko osłabnąć, gdy praca okaże się dość ciężka. Ważne, by poznało z jakimi obowiązkami na co dzień muszą mierzyć się rodzice i rozumiało, ile wysiłku trzeba włożyć, by mieć zadbany dom czy podwórko.

Majsterkowanie z tatą może być przyjemniejsze, o ile nie ograniczy się tylko do podawania narzędzi. Wkręcanie, wykręcanie, rozbieranie na części, składanie i zastanawianie się na koniec, dlaczego kilka śrubek zostało, może sprawić dziecku dużo radości.

Ważne, by cierpliwie patrzeć jak dziecko nabiera powoli nowych sprawności. Pozwolić mu popełnić błąd i obserwować jak samo odkrywa, że nie odkręci śruby, jeżeli śrubokręt nie będzie trzymany prosto.

*

Każdy z nas ma swoje zajęcia i zabawy nie dla dzieci, w których z powodzeniem dzieci mogą uczestniczyć. Niewielkie straty to nic w porównaniu z nowymi umiejętnościami jakie nabędzie dziecko.

Zapamiętywanie składników, działań doskonale wpłynie na pamięć dziecka i jego zdolności planowania działań. Cierpliwości nauczy się czekając w banku w kolejce oraz na ciasto aż się upiecze i wystygnie.

Te wszystkie wspólne zajęcia nie tylko pozwolą nam zbliżyć się do siebie i zapewnić dziecku niecodzienną rozrywkę. Bardzo dobrze także wpłyną na jego rozwój oraz postrzeganie obowiązków i prac domowych jako ciężkie i nie zawsze przyjemne.

Sprzątanie po obiedzie nie będzie najprzyjemniejszą rozrywką po długim przygotowywaniu posiłku, wcześniejszych zakupach. Jednak ktoś to musi codziennie robić. Być może za parę lat syn czy córka wstaną po obiedzie i powiedzą: “Idź odpocznij, ja posprzątam”.

 

 

Może Cie także zainteresować:

 

 

Zdjęcie Stephena Lustiga na Unsplash

 


Przywódca-obowiązkowy element szczęśliwej rodziny.

Rodzina jest obecnie najważniejszą jednostką społeczną i pomimo wielu opinii jakoby powoli traciła na znaczeniu i wartości, nadal większość z nas stanowi jej element.

Jakiejś, ponieważ jest synem, córką, bratem, szwagrem, czy ciocią… i te role są niezależne od nas. Dopiero bycie ojcem lub matką sprawia, że stajemy się odpowiedzialni za własne dzieci. Musimy, a przynajmniej powinniśmy zrobić wszystko co w naszej mocy, aby dać światu wspaniałych ludzi. Z kolei swoim zachowaniem wobec dzieci umożliwiamy im lub pozbawiamy ich szansy na szczęśliwe życie w przyszłości. 

Zapewnienie swojej rodzinie przywódcy, który będzie oparciem oraz zapewni jej poczucie bezpieczeństwa jest dla niej niezwykle cenne.

Choć mogłoby się wydawać, że obecnie każdy sam może być sobie przywódcą, dorosły jak i dziecko. Że każdy wraz z własną niezależnością powinien wyznaczać sobie granice i tak często jest. Jednak wiele osób w tym także dzieci chowają za swoją autonomią strach i niepewność. Wydawać by się mogło także, że obecnie kobiety nie potrzebują mężów dla poczucia bezpieczeństwa, bo są wystarczająco silne, by same mogły się o siebie zatroszczyć. Tak naprawdę, wiele z nich marzy o kimś, kto się nimi zaopiekuje, jednak duma nie pozwala pokazać im swoich lęków i słabości.

O ile zachowanie kobiet jest celowe i ma wywołać określone efekty w postaci odbioru własnej osoby jako niezależnej i odważnej, o tyle dzieci nie powinny mieć wyboru i zawsze mieć dorosłego przywódcę i opiekuna. 

Nie myślę tu o władcy, czyli głowie rodziny, jaką był ojciec w każdym domu jeszcze niespełna 20, 30 lat temu. Nie piszę o apodyktycznym, agresją osiągającym swoje założenia rodzicielskie wobec dzieci rodzicu. Taka postawa krzywdziła umysł i ciało dziecka.

Dzieci potrzebują rodzica, który zna je, respektuje ich granice osobiste oraz jest wobec nich autentyczny.  

Gdy zabraknie przywódcy stada w stadzie…

Przywództwo w stadzie nie powinno wiązać się ze strachem, ograniczeniami, zakazami, za to z bliską więzią i zaufaniem. Nie ma jednak jednego patentu na tą rolę. Można dowiedzieć się jak najwięcej w tym temacie, ale decyzję, co do ostatecznego zachowania wobec rodziny powinniśmy i tak podjąć sami. Ponieważ to my będziemy odpowiedzialni za to, co się wydarzy w przyszłości, nie żaden ekspert, pedagog czy inny znawca tematu.

W tym artykule pisałam o tym, by uważać na opinie ekspertów i zawsze zastanowić się, czy na pewno ich rady są tym czego nam lub naszym bliskim potrzeba:https://liravibes.pl/nie-dajmy-sie-zwariowac-czyli-ze-skrajnosci-w-skrajnosc/ .

Nie tylko w rodzinie potrzebny jest przywódca. Kapitana potrzebuje drużyna, wychowawcy klasa, a firma prezesa. 

Każda z tych grup nie osiągnie swoich celów bez jednej osoby, która wskaże kierunek, która swoim opanowaniem zapewni o przyszłym sukcesie. Która wzbudzając zaufanie i szacunek stworzy coś ważnego i wartościowego wraz z innym ludźmi.

Rodzina bez przywódcy będzie ciągłą walką o władzę i posłuszeństwo. Ciągłe konflikty tylko zaostrzą napięte i tak relacje pomiędzy członkami rodziny. Firma bez szefa przywódcy nie ma szans na sukces. Pracownicy nie będą wykonywać powierzonych zadań przez kogoś, komu nie ufają i nie szanują go.

Kiedyś uważano, że przywódca to podmiot, natomiast osoby w jego otoczeniu to przedmioty, którymi można posłużyć się w celu wykonania zadania. Tak było w rodzinach i przedsiębiorstwach. Dziś już wiadomo, że ani w firmach, a tym bardziej rodzinach, taka relacja nie odnosi pożądanych skutków. Tylko podmiot, traktujący innych podmiotowo osiągnie swoje cele, dając przy tym innym szacunek i niezależność.

Dlatego obecność przywódcy w każdej grupie społecznej jest tak ważna.

Wiele lat temu w katastrofie górniczej, kilkunastu górników utknęło w tunelu. Spędzili tam wiele dni i mieli niewielkie szanse na przeżycie. Sami górnicy doskonale zdawali sobie sprawę ze swojego położenia. Zaczynali się załamywać i tracić nadzieję. Jeden z nich zaczął przewodzić grupie. Zorganizował zajęcia, wyznaczył zadania kolegom, a swoim spokojem i ufną nadzieją na ratunek zaraził innych. Górnicy przetrwali dzięki niemu najgorszy czas i zostali ocaleni. Jednak gdyby nie postawa mężczyzny, który zachował spokój i tym samym, dodał otuchy innym nie wiadomo, jak mogłoby się to skończyć. Stan psychiczny innych górników mógłby znacznie się pogorszyć i wpłynąć na ich późniejsze życie.

Obecność przywódcy w stadzie jest wspaniałym przywilejem dla jej członków. Daje poczucie bezpieczeństwa i nadzieję, że cokolwiek się wydarzy mam kogoś, ktoś zawsze jest przy nas. 

Czym wyróżnia się przywódca stada?

AUTORYTET

Będąc dla swoich dzieci lub pracowników wzorem, który jest autentyczny i prawdomówny, który doskonale odnajduje się nawet w trudnych sytuacjach, jest świadomy podejmowanych kroków i świetnie radzi sobie z pojawiającymi się problemami buduje się silną pozycję, która budzi szacunek i poważanie.

Wydaje się być bardzo trudnym zadaniem, by zostać taką osobą w kwestii wychowania dzieci jednak jest to wykonalne. Przynajmniej zawsze powinniśmy się starać dążyć do takiej postawy. Wpłynie z pewnością na jakość naszego życia poprzez korzystne zmiany w naszych relacjach w rodzinie czy pracy. 

ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Wszystkie podejmowane kroki na drodze rodzicielstwa wiążą się z ogromną odpowiedzialnością. Nie poczuciem winy, jaki może nam towarzyszyć w chwilach, gdy uzmysłowimy sobie, jakie błędy popełniliśmy, a właśnie odpowiedzialnością, czyli “to ja odpowiadam za podjęte decyzje i czyny”. Należy do nich także to, jak chcę, by wyglądało życie w mojej rodzinie, jak się o nią będę troszczyć oraz jak wychowam swoje dzieci.

Do dzisiaj jednak często obwinia się dzieci za niedociągnięcia wychowawcze rodziców. Oni sami często są skłonni ukarać dziecko za pewne zachowania, które często są wynikiem ich nieodpowiednich działań wychowawczych.

Odpowiedzialność i autorytet pozwalają w jasny sposób wyrażać swoje zdanie, mówić czego chcemy, a czego nie jesteśmy w stanie zaakceptować. Taka postawa pomaga zdobyć szacunek i zaufanie dziecka.

POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI

Wiąże się z tym kim jesteśmy oraz jaki mamy do tego stosunek. Poczucie wartości jest zatem bardzo ważnym elementem tego, jak będziemy postrzegani przez nasze dzieci. Osoba, która nie ma zaufania, co do swoich możliwości w kwestii bycia rodzicem, ale także na wielu innych polach ma wątpliwości, co do swojej osoby oraz podejmowanych przez siebie działań, może być odbierana przez dzieci jako słaba. Nie da wystarczającego poczucia bezpieczeństwa oraz nie wzbudzi wystarczającego zaufania. 

Z kolei dobre przywództwo wspiera poczucie własnej wartości w dzieciach poprzez zainteresowanie ich uczuciami i myślami oraz wychodzenie z ciekawością naprzeciw ich reakcjom i zachowaniom. Daje się przy tym możliwość dziecku poznawania siebie oraz budowania własnego obrazu.

Powyższe elementy tworzą przywódce stada, rodziny, grupy. Autorytet, jego odpowiedzialność oraz poczucie wartości tworzą osobę godną zaufania i szacunku. Takiej osobie w trosce o innych członków grupy muszą przyświecać pewne wartości. Każdy aspirujący przywódca rodziny musi zastanowić się nad własnymi wartościami oraz przewidzieć to, co wydarzy się w przyszłości, kierując  się nimi w życiu. Dopiero po ustalenie celów, jakie oczekujemy w wychowaniu dzieci możemy uzupełnić lub zastąpić je innymi.

Dobremu przywódcy powinno przede wszystkim zależeć na trosce o godność wszystkich członków rodziny, integralność oraz autentyczność.

Godność powinien posiadać każdy. Tylko wtedy jest świadomy własnych wartości przy tym nie wywyższa się z tym nad innymi, za to darzy ich szacunkiem. Posiada przede wszystkim szacunek wobec samego siebie oraz dumę i honor.

Godność łatwo w dziecku zabić słowami “nie znasz się, za mały jesteś”, “porozmawiamy, gdy dorośniesz”, a także biciem lub nawet brakiem zainteresowania nim. 

Rodzic uważający się za przywódcę stada, jednak niedbający o godność członków swojej rodziny, nigdy nim nie będzie. Przekazywane wartości za pomocą krzyków, nakazów lub klapsów nie będzie przynosiło żadnych rezultatów oprócz bólu psychicznego oraz fizycznego.

Integralność dająca możliwość posiadania własnych granic, potrzeb i wartości to coś czego wielu z nas do dzisiaj brakuje.

Wiele młodych osób kończy liceum, a nawet studia nie wiedząc, co mają dalej robić. Nigdy nie mieli odwagi zdecydować, a nawet pomyśleć o tym czego chcą. Robią automatycznie to, czego wymagają od nich inni nie zastanawiając się, co tak naprawdę chcą robić sami. Przywódca rodziny daje możliwość samodzielnego decydowania o sobie. Nie narzuca swojej woli, czy ambicji. Liczy się z potrzebami członków swojej rodziny. Swoją rolą dając wsparcie, radę lub akceptację decyzji innych.

Autentyczność

Bardzo często wraz z “graną” rolą w naszym życiu przyjmujemy jakieś stanowisko. Poprzemy nienawidzoną partię polityczną, do której należy szef, gdy liczymy na awans, będziemy mili i uprzejmi dla okropnej cioci na spotkaniu rodzinnym, by nie wywoływać konfliktów, a wychowując dzieci będziemy konsekwentni i stanowczy tylko po to, by pokazać mu kto tu rządzi.

Nie ma w tym za grosz autentyczności. Dziecko widząc nas i nasze maski nie może traktować nas poważnie. Nie powinniśmy nawet tego od niego oczekiwać. Zastanawiając się nad tym głębiej, przestaniemy sami się szanować, gdy uświadomimy sobie co wyprawiamy. Bycie autentycznym jest bardzo trudnym zadaniem, zwłaszcza w czasach, gdy prawie wszystko jest udawane. 

Chcąc być prawdziwym przywódcą rodziny musimy zadbać o własne wartości, którym będziemy wierni i przynajmniej starać się żyć w zgodzie z nimi, ucząc przy tym tego samego własne dzieci.

*

Każde dziecko powinno mieć przywódcę. Kogoś, kto będzie dla niego autorytetem, kto odpowiedzialnie będzie podejmował własne decyzje uwzględniając przy tym potrzeby innych oraz zapewni im poczucie wartości. 

Ważne, by potrzeby, uczucia, marzenia i życzenia dzieci traktować poważnie, co nie znaczy spełniać ich każdą zachciankę. Rozumieć te potrzeby i rozróżniać, a przede wszystkim traktować jak własne.

Nasz osobisty autorytet może dać dzieciom poczucie bezpieczeństwa, ale także pomóc wykształcić im zrozumienie dla własnych potrzeb, uczuć i granic. Dać dzięki temu siłę, by bezpiecznie mogły kiedyś iść własną drogą. 

 

Może Cię także zainteresować:

 

 

Photo by Tim Mossholder on Unsplash


Krytyka to ocena pod względem dobrych i złych stron…

Dobrych też? A zwykle słowo “krytyka” kojarzy się tylko z przykrym uczuciem słabości, upokorzenia i czasem niesprawiedliwości. Możemy mieć wrażenie, że ktoś chce nam zrobić przykrość wytykając nasze niedociągnięcia i błędy. Owszem, często tak właśnie jest, zwłaszcza gdy krytykant ma zły dzień i potrzebuje wentyla, którym upuści swoje negatywne emocje. Pech sprawił, że akurat przechodziliśmy nieopodal…

Krytyka, czyli ocena jakiegoś dzieła, utworu czy zachowania powinna uwzględniać pozytywne, jak i negatywne strony. Niestety, my skupiamy się na negatywach bardziej niż tym, co dobrego usłyszymy na swój temat.

I nawet formułka: “Jesteś bardzo towarzyski i świetnie udaje ci się…” nie ma żadnego znaczenia, gdy za chwilę pojawi się ALE.

Każda, nawet najmniejsza uwaga powoduje w nas smutek, złość lub rozgoryczenie.

 

Dlaczego tak trudno znosić negatywne słowa krytyczne wobec swojej osoby?

Niskie poczucie własnej wartości – to ono jest odpowiedzialne za naszą niemoc wobec krytyki. Staramy się być jak najlepsi, dowartościowujemy się każdym nawet najmniejszym sukcesikiem, a kiedy tylko ktoś zwróci nam uwagę na coś nawet błahego, wszystko co osiągnęliśmy przestaje się liczyć. Krytyka trafia nas prosto w serce, paraliżuje i nie daje o sobie zapomnieć. Niskie poczucie wartości nie pozwala na obronę lub każe nam uciekać, najlepiej z krzykiem. 

Z krytyką mają problem także dorosłe dzieci alkoholików, które opisuje się jako ludzi z niską samooceną, silnym poczuciem winy i wstydu oraz potrzebą uzyskiwania ciągłej aprobaty. Osoby te potrzebują ciągłego potwierdzenia, że jednak są coś warte. Boją się, dlatego często nie mają odwagi na wiele zwyczajnych działań, by nie konfrontować się uczuciem przegranej i negatywną oceną innych oraz samych siebie. Często nie potrafią przyjąć krytyki lub biorą ją zbyt mocno do siebie, a wiąże się to z ich niskim poczuciem wartości oraz ciągłym poczuciem zagrożenia.

Jednak dzieci wychowywane w domach, w których alkohol nie był obecny także mogą mieć problem z opiniami na swój temat. I także wyniknie to z niskiego poczucia własnej wartości dziecka. 

Bardzo ważne jest, aby od małego dawać dziecku wszystko to, co zapewni mu pewność siebie i tym samym umiejętność radzenia sobie ze słowami krytyki.

W tym artykule pisałam jak to zrobić:https://liravibes.pl/pewny-siebie-juz-od-dziecka/.

 

Obecnie dużym problemem jest hejt, z którym można bardzo często spotkać się w internecie. 

Zawsze zastanawiałam się: kim jest hejter?

Okazało się, że to mały człowieczek, bez możliwości i odwagi zmieniania świata. Ze swojej niemocy wylewa żal i nienawiść wobec Bogu ducha winnych osób. Hejter jest w stanie uśpienia, gdy wokół wszyscy żyją w takiej samej niedoli jak on, a także nie wychylają się ze swoim zdaniem. Gdy tylko komuś się powiedzie lub zacznie posiadać więcej niż on sam, budzi się i wybucha! Ma wiele do zarzucenia temu, któremu się powiodło: nieuczciwość, niewiedzę, łut szczęścia, ale ale! Te zarzuty nigdy nie padną prosto w twarz. Tylko za plecami lub za pośrednictwem klawiatury. Hejterzy nie grasują tylko w internecie. Kto mieszka na wsi, ten z pewnością wie o czym mówię. 

Mimo że słowa takich osób nie powinny robić na nikim wrażenia, okazuje się, że mogą być bardzo bolesne nawet dla tych, którzy zdają się być ze skały.

Hejterzy doskonale sobie zdają z tego sprawę i pisząc nawet nieprawdę i stek chamskich uwag pod czyimś adresem, sukcesem dla nich będzie przynajmniej zepsucie humoru komuś, komu “wszystko wychodzi”- tak o ludziach sukcesu myślą hejterzy.

Hejt powoduje dyskomfort psychiczny u każdego hejtowanego, mimo że wiele osób zarzeka się, że w ogóle nie robi on na nich wrażenia. Wiadomo, nikt nie lubi być bezpodstawnie oczerniany. Jednak nie ma sensu walczyć z wiatrakami. 

Można jednak powalczyć, by zwyczajną krytykę zacząć tolerować, a nawet akceptować. Przyswajać i wyciągać wnioski. 

To wymaga pracy  i chwili zastanowienia w momencie, gdy czujemy się źle w obliczu krytyki. Moment, by pomyśleć czy rzeczywiście ktoś chce mnie skrzywdzić lub czy przypadkiem nie ma racji?

Popracować można także nad poczuciem własnej wartości, dzięki temu słowa oceniające nas nie będą wyznaczały tego kim jesteśmy, a zwyczajnie to, jak postąpiliśmy. Wtedy nawet źle wykonane zadanie nie sprawi, że będziemy czuć się gorszymi, za to chętnie skorzystamy ze wskazówek, skorygujemy działania i pójdziemy dalej, nie użalając się i obwiniając.

Jeśli nie do końca potrafimy znieść słowa krytyki, reagujemy złością, agresją lub zupełnie przeciwnie: biernym wysłuchiwaniem negatywnych opinii na swój temat, nie zawsze konstruktywnych uwag, powinniśmy jak najszybciej zacząć uczyć się radzić sobie z krytyką.

 

Przede wszystkim:

UWIERZYĆ, ŻE JESTEM WARTOŚCIOWYM CZŁOWIEKIEM

Praca nad samym sobą jest trudna i wymagająca dużego zaangażowania, ale możliwa do wykonania bez wizyt u specjalistów. Powinniśmy zacząć od zmiany myślenia na własny temat. Zacząć postrzegać swój wizerunek w sposób pozytywny. Musimy na co dzień dostrzegać swoje zalety, zdolności, atrakcyjne cechy wyglądu i charakteru. Wiadomo, nie jesteśmy ideałami, ale mamy mnóstwo cech, które czynią nas wartościowymi ludźmi. Gdy zaczniemy myśleć w ten sposób krytyka już nie będzie tak bolesna, bo będziemy świadomi, że popełnione błędy, czy niesłuszne zarzuty nie sprawiają, że jesteśmy gorsi.

Codzienny trening przypominania sobie, jak wiele zalet posiadamy, jak dużo dobrego robimy, podniesie naszą samoocenę, która nie pozwoli na krytykę, pomoże nam przeciwstawić się niesłusznym ocenom lub bez problemu zaakceptować uwagi, które mają na celu pomóc nam się z czymś uporać.

 

DOCENIĆ WARTOŚĆ PŁYNĄCĄ Z KRYTYKI KONSTRUKTYWNEJ

Dla niektórych każda krytyka to wyjęcie zawleczki z granatu. Nawet nie słyszą czego dokładnie dotyczą uwagi tylko się gotują w środku. Warto czasem przemyśleć czy złość płynąca z upokorzenia, jakiego właśnie doznajemy, nie zaślepia nas tak bardzo, że nie dostrzegamy ważnych treści, które ktoś chce nam przekazać, dostarczyć ważnych informacji i po prostu pomóc.

 

PANOWAĆ NAD EMOCJAMI

Jak panować nad emocjami to temat na osobny post, ale chyba każdy ma swoje sposoby. Jeśli nie, to powinien je zacząć praktykować. Panowanie nad emocjami to niezwykle trudna umiejętność, ale przydatna w wielu aspektach życia.

Podczas słuchania krytyki destrukcyjnej zdolność ta może zbić z pantałyku krytykanta, a nam dać przewagę, którą wykorzystamy na spokojne wyłożenie własnej, asertywnej opinii na dany temat. Tego typu reagowanie na krytykę przyczyni się do wzrostu naszej samooceny i da większą odwagę w kolejnych konfrontacjach.

 

OSWAJAĆ SIĘ Z KRYTYKĄ

Jak już wspominałam krytyka nie zawsze jest zła i możemy ją wykorzystać dla własnych celów. Wystarczy tylko umieć jej słuchać. Aby zacząć czerpać profity z cudzych opinii powinniśmy się z nimi oswoić. Najlepszym sposobem na to jest częste pytanie kogoś o ocenę wykonanej pracy, własnego wyglądu, zachowania, następnie analiza uzyskanych informacji. Nie musimy się zgadzać ze wszystkim, nasze zdanie też jest ważne. Szybko przyzwyczaimy się do cudzych uwag, a uzyskaną wiedzę wykorzystamy w taki sposób, aby coś poprawić lub ulepszyć.

 

PRZYZNAĆ RACJĘ OSOBIE KRYTYKUJĄCEJ

Jeżeli przeraża nas uczestnictwo w sytuacji, w której jesteśmy krytykowani ponieważ zachowujemy się wtedy biernie lub wpadamy w szał. Zaskakującym rozwiązaniem trudnego momentu będzie zgoda na zarzuty krytykującego. Oczywiście później przedstawiając także swoje racje. Osoba krytykująca nieco osłabi atak i zauważy, że można przeprowadzić rozmowę o danym problemie zamiast spierać się na argumenty. Z kolei osoba krytykowana ze spokojem będzie miała szansę przedstawić swoje stanowisko i potężna awantura może odmienić się w rozmowę, dzięki której obie strony odniosą korzyści.

 

Krytykować trzeba umieć.

Nie wszyscy mieli tyle szczęścia, że słyszeli krytykę od osoby, dla której celem było dostarczyć wiedzę i prowadzić do rozwoju, a nie ośmieszyć, upokorzyć, czy wytknąć braki.

Byli i są tacy, którzy słyszeli niepochlebne uwagi na swój temat biorąc je za wyznacznik tego kim są, nie tego co robią. Podczas, gdy opinie powinny skupiać się na konkretnej sytuacji lub zachowaniu, krytykanci mówili o całej osobie np.: „Jesteś jakiś głupi, że nie możesz sobie poradzić z tak prostym zadaniem?” Ocena tak niepoprawna wprowadza krytykowaną osobę w stan poczucia porażki, słabości i bezradności. Może doprowadzić do niechęci przy podejmowaniu jakichkolwiek działań i negatywnego nastawienia do życia.

Umiejętność krytykowania tak samo jak chwalenia jest bardzo trudna i powinniśmy zdawać sobie sprawę, jak wielką krzywdę możemy wyrządzić drugiej osobie nieodpowiednim słowem. Jest jednak bardzo użyteczna i musimy z nią oswajać w umiejętny sposób nasze dzieci.

Oprócz konstruktywnej krytyki rodzic powinien także pracować nad wysoką samooceną dziecka i wspierać jego pewność siebie. Takie osoby najlepiej sobie radzą z krytyką i porażką w dorosłym życiu.

 

*

 

Umiejętność radzenia sobie z krytyką każdego rodzaju jest trudna do nauczenia zwłaszcza osobom, które nadmiernie krytykowane były w dzieciństwie. Wyzwolenie się spod ciężaru, jaki niesie ze sobą uczucie upokorzenia wywołane krytyką, będzie stanowiło dużą ulgę i wpłynie korzystnie na samoocenę. Dlatego warto ćwiczyć, budować w sobie nowe zdolności i ograniczać do minimum występowanie stresujących sytuacji w życiu.

 

 

To także może Cię zainteresować:

 

Photo by Matteo Vistocco on Unsplash

Copyrights

Liravibes - blog parentingowy

Strona powstała dzięki dofinansowaniu z Unii Europejskiej i i Europejskiego Funduszu Społecznego na rozwój przedsiębiorczości w ramach projektu „ Czas na działanie! Czas na własną firmę!” nr RPLU.09.03.00-06-0044/16 realizowanego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego na lata 2014 – 2020 OŚ Priorytetowa 9 Rynek pracy, Działanie 9.3 Rozwój przedsiębiorczości