Mam wrażenie, że obecne czasy to ciągłe przechodzenie ze skrajności w skrajność. Jednego dnia Gortat reklamuje mleko, więc wszyscy rzucają się do sklepów po zapas nabiału, gdy na drugi dzień megawartościowy artykuł na Wirtualnej Polsce informuje, że mleko to trucizna, bez mrugnięcia okiem pozbywamy się zakupionych wczoraj zapasów.

Codziennie pojawiają się miliony sztucznie pompowanych informacji, by za tydzień przedstawić zupełnie odwrotną wersję wydarzeń i wzbudzić powszechny szok i niedowierzanie.

Oczywiście wszystko jest poparte badaniami naukowymi. Każda teza ma akceptację eksperta, który szczegółowo wyjaśnia poszczególne aspekty problemu w telewizji śniadaniowej w ciągu 15 sekund! Tyle wystarczy, by całkowicie zmienić nasze zdanie na jakiś ważny temat.

Jeżeli jakiś kompletnie zielony, bez własnych przemyśleń, obserwacji, niczym nieinspirujący się rodzic sięgnie po kilka pierwszych lepszych książek o tematyce pedagogicznej może dostać myślopląsu. Każda z nich przedstawi podobny, a nawet zupełnie różniący się od drugiego model wychowawczy. Każda z nich przedstawi wspaniałe rezultaty, jakie wynikną z zastosowania metod wychowawczych zgodnie z książką, ponadto potwierdzi ich skuteczność testami i badaniami najznamienitszych psychologów i pedagogów. Czy to możliwe, że człowiek, który na oczy nie widział naszego dziecka może nam mówić jak mamy je wychować? Czego najbardziej potrzebuje, by się zdrowo rozwijać, by było szczęśliwe?

Możemy szukać informacji, inspirować się, rozwiązywać za czyjąś radą problemy wychowawcze, ale zgodnie ze sobą, a przede wszystkim dzieckiem. Pójście w jednym kierunku nie zważając na konsekwencje nie jest słusznym rozwiązaniem. Mamy przecież swój rozum i powinniśmy z niego korzystać. Być może za bardzo ufamy ekspertom, których jest teraz wszędzie pełno…

Chcąc przystąpić do jednej z grup na Facebooku musiałam najpierw odpowiedzieć na kilka pytań od założycieli grupy. Jednym z nich było: “W jakim wieku należy rozszerzyć dietę dziecka?” To miał być rodzaj testu. Czy jestem wystarczająco zafiksowana na idealizowanym przez nich modelu wychowywania dzieci, by móc należeć do ich społeczności.

A ja naiwnie myślałam, że dietę można rozszerzyć, kiedy dziecko jest gotowe na nowe posiłki i samo zaczyna się ich domagać… Nie! Grupa na facebooku mi wskaże, kiedy mogę dać dziecku gotowaną marchewkę.

Niestety, wielu rodziców zapatrzonych ślepo w autorów danej filozofii rodzicielskiej nie zwróci uwagi na potrzeby własnego dziecka, tylko na potrzeby grupy na portalu społecznościowym.

Nie dajmy się zwariować. To my, rodzice wiemy najlepiej, czego najbardziej potrzeba naszym dzieciom i nie możemy czegoś dziecku zabraniać lub je w czymś ograniczać tylko ze względu na przynależność do grupy na Facebooku.   

Obecny szał na unikanie związków chemicznych w produktach kosmetycznych jest zrozumiały. Wszyscy ciągle słyszymy, czytamy, że to chemia i jej obecność w każdym produkcie, z jakim mamy styczność są odpowiedzialne na nowotwory oraz wiele poważnych chorób. To prawda. Powinniśmy się starać unikać toksycznych związków chemicznych w produktach, których używamy na co dzień, a także które spożywamy.

Rezygnujemy zatem z szamponów zawierających SLS-y, kremów z parabenami w składzie, mleka, jajek, glutenu i mięsa naszprycowanego sterydami, jednak mało kto rezygnuje z produktów, które w największym stopniu przyczyniają się do obciążenia naszych organizmów chemią i metalami ciężkimi, za które płacimy ciężkie pieniądze w aptekach.

Leki, które zażywamy na co dzień, są naszym największym trucicielem, jednak nie boimy się ich w tak wielkim stopniu, jak szamponu czy odżywki. To właśnie substancje zawarte w medykamentach wyrządzają nam najwięcej szkody, jednak teoria o glutenie i parabenach jest skuteczniejsza.

SLS-y których tak bardzo się boimy to substancje wykorzystywane w produkcji kosmetyków od kilkudziesięciu lat i dotąd nie ma żadnych badań, które potwierdzają ich toksyczny wpływ na organizm człowieka. Podobnie z parabenami. Borówka amerykańska, którą pochłaniamy garściami w sezonie, zawiera w sobie methyloparaben, czy to znaczy, że powinniśmy zrezygnować z jedzenia tego owocu?

Nie, ten owoc zawiera po prostu naturalny konserwant, który jest czasem wykorzystywany w produkcji kosmetyków. Inne parabeny będące związkami chemicznymi także nie stanowią zagrożenia dla organizmu, gdy są w odpowiednich ilościach w produktach kosmetycznych. 

Sama wybieram kosmetyki z jak najmniejszą ilością substancji chemicznych, za to bazujące na tych jak najbardziej naturalnego pochodzenia, by możliwie ograniczać kontakt mojego ciała z chemią, której i tak jest wszędzie mnóstwo.

Ograniczam za to korzystanie z leków aptecznych. Których szkodliwe działanie nie jest dla ludzkości tajemnicą jednak zawierzenie naszego życia wszechwiedzącym doktorom (o pasożytach tylko nie słyszeli) jest bardzo mocno ugruntowane w naszej podświadomości, stąd brak chęci rezygnacji z tej formy leczenia wszelkich dolegliwości.

Paracetamol, antybiotyki, szczepionki i zwykłe gripexy, coldrexy doładowują nas mnóstwem trucizn, które obciążają nasze narządy, a nie zdając sobie z tego sprawy nie staramy się ich oczyszczać w naturalny sposób. 

Czy w takim razie musimy natychmiast zrezygnować z zażywania lekarstw?

Oczywiście, że nie. Przecież nie będziemy ryzykować życia swojego, a zwłaszcza swoich dzieci, by nie dopuścić do obciążenia wątroby związkami chemicznymi. Są jednak osoby, które bezmyślnie poddają się podobnym teoriom i bezrefleksyjnie wykonują zalecenia ekspertów danej dziedziny. 

Nie dajmy się  zwariować!

Świadome życie pozwala racjonalnie decydować o tym, co chcemy wykluczyć dla zdrowia, ale i co zaakceptować dla życia.

Mamy swój rozum i opinie ekspertów powinniśmy dostosować do siebie i swoich potrzeb lub jeżeli nie zgadzamy się z nimi, całkowicie je odrzucić. Mamy do tego prawo. Zwłaszcza, że ich teorie wcale nie muszą być słuszne i obiektywne.

Niedawno pojawiła się książka autorstwa Susie Giordano, ekspertki z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem w dziedzinie snu dziecka. EKSPERTKA pisze w niej, że to nie rodzice powinni się dostosować do obecności dziecka w domu, a dziecko do rodziców. Autorka twierdzi także, że rodzice powinni mieć czas dla siebie, nie przejmując się płaczącym dzieckiem w pokoju obok. Ponadto zachęca do wyznaczania dziecku określonych pór karmienia, by szybko móc cieszyć się 12-godzinnym snem.

Przerażające jest to, że ta książka może być przeczytana przez nieświadomego, polegającego na opiniach ekspertów rodzica. Przez co może nieświadomie bardzo skrzywdzić swoje dziecko. 

Niektóre księgarnie wycofały się ze sprzedaży książki, niestety nadal można ją w niektórych dostać. 

Być może to tylko prowokacja, chęć zarobienia pieniędzy, a może odpowiedź na potrzebę rynku. Utwierdzenie w przekonaniu młodych rodziców, że dzieckiem wcale nie trzeba się zajmować, gdy chce nam się spać. Nie wiem, jaka jest przyczyna napisania czegoś tak strasznego. Wiem tylko, że każdy zdroworozsądkowy człowiek powinien dwa razy przemyśleć wszystkie informacje usłyszane od ekspertów każdej dziedziny.

Poddawanie się najnowszym odkryciom naukowców, czy potwierdzonym wieloletnimi doświadczeniami teoriom wbrew sobie (już nie mówiąc o dziecku) nie koniecznie doprowadzi do oczekiwanych przez nas i obiecywanych przez ekspertów rezultatów. Chęć życia według ustalonych przez kogoś innego zasad, które gwarantują idealne, zdrowe, pozbawione nieszczęść życie może okazać się ułudą.  

Każdy sam niech zdecyduje, co jest najlepsze dla niego i jego rodziny.

 

 

Photo by Keagan Henman on Unsplash

 

Może Cię także zainteresować:

 


Wychowanie dziecka niektórym kojarzy się z sielanką, zabawą, głośnym śmiechem i wieloma innymi przyjemnymi momentami w życiu dziecka i rodzica.

To prawda, wiele jest takich chwil. Jest jednak druga strona tej idylli… Stanowią ją trudne sytuacje, w których każdy świadomy rodzic zadaje sobie pytanie: “co ja mam teraz zrobić?” Wypisałam ich 9.

Oto one:

Najtrudniejsze momenty w wychowywaniu dzieci:

 

1. Gdy sami nie wiemy, co będzie najlepsze dla naszego dziecka.

Dowiadując się o tym, że niebawem zostaniemy rodzicami, do samego porodu zastanawiamy się nad wieloma sprawami związanymi z posiadaniem dziecka. Wiąże się to przecież z ogromną odpowiedzialnością, dlatego kwestia wózka i łóżeczka powinny stanowić kwestie drugorzędne. Najważniejsze, co zaprząta umysły przyszłych oraz młodych rodziców jest to, jak chcą wychować dziecko i jakim człowiekiem chcą, aby zostało w przyszłości. Nawet mając doskonale przemyślane plany, co do wychowania dzieci, na przestrzeni lat możemy znacznie zmienić swoje podejście, aż w pewnym momencie dojść do wniosku, że sami do końca nie wiemy, co będzie najlepsze dla naszego dziecka.

Każde dziecko jest inne i to, jak będzie się zachowywało w danych sytuacjach, powinno dawać nam informację, co do jego osobowości, zainteresowań, a także możliwości. Wykorzystując je, możemy określić czego potrzebuje. Musimy pamiętać, że nasze oczekiwania powinny być zawsze w zgodzie z naszym dzieckiem, nigdy wbrew niemu. 

 

2. Gdy nie wiemy, jak się zachować wobec dziecka.

Wiedza na temat wychowania dzieci jest teraz niezwykle łatwo dostępna i nie ma najmniejszego problemu, by ją zdobyć i tym samym poznać wszystkie najważniejsze aspekty wychowywania dziecka. Czy to rzeczywiści takie proste? Może i pewne podejścia wychowawcze doskonale współgrają z naszą wizją opieki nad dzieckiem, są jednak sytuacje, gdy mimo posiadanej wiedzy, sytuacja wydaje się być bez wyjścia.

Być może chcemy, aby nasze dziecko wzrastało w poczuciu akceptacji i miłości, jak zatem zareagować, gdy dziecko zachowuje się niegrzecznie wobec innych lub zdarzy mu się nawet kogoś uderzyć. 

Być może chcemy, by jednak dziecko znało najważniejsze zasady uprzejmego zachowania wobec innych, ale jak je skłonić do ich używania, by nie zaburzać jego niezależności.

Chcemy dziecko kochać bezwarunkowo, ale nie możemy udawać, że nic się nie stało, gdy było dla nas bardzo niemiłe.

Gdy rodzic cieszy się, że jego dziecko zaczyna chodzić i mówić, wtedy zaczynają się także tego typu sytuacje. Chcemy dobrze, ale nie zawsze wiemy, co zrobić, aby tak było.     

 

3. Gdy ktoś wtrąca się w naszą opiekę nad dzieckiem lub podważa nasz autorytet.

Zmora rodziców mieszkających z rodzicami-teściami. Ale zdarza się także, gdy ciocie, rodzeństwo lub kompletnie obcy ludzie zwracają nam uwagę, co do tego, jak zachowujemy się wobec dziecka.

Nie mówię tu o sytuacjach, gdy naprawdę robimy coś niewłaściwego i ktoś oburzony nie może na to pozwolić, więc interweniuje.

Zdarza się jednak, że nie chcemy się zgodzić na odwiedziny szwagierki z dziećmi, które dopiero przeszły grypę, mimo to ona decyduje się na wizytę z pretensjami, że jesteśmy zbyt przewrażliwione na punkcie dziecka.

Gdy nie pozwalamy jeść dziecku lodów, bo niedawno było przeziębione, a dostajemy burę od babci, że jesteśmy dla dziecka zbyt surowe.

Gdy ktoś inny zwraca nam przy dziecku uwagę, że nie radzimy sobie jako matka i że za dużo pozwalamy dziecku.

O takich sytuacjach mówię, w których asertywność nie przynosi żadnych rezultatów, a nasz autorytet starającej się, dbającej o swoje dziecko matki zostaje doszczętnie zdeptany.

Wie osób musi mierzyć się z podobnymi sytuacjami nawet codziennie. Najbardziej przerażające jest to, co z obserwacji takich sytuacji wynosi dziecko, które w pewnym wieku myśli, że korzysta na nich. Jednak z czasem może się totalnie zagubić i trudno będzie mu określić, kto tu jest dobry, a kto zły.

 

4.Gdy chcemy coś dziecku powiedzieć, ale nie możemy.

Wiele momentów podczas wychowywania dziecka byłoby prostszych, gdyby można było usiąść i pogadać z nim, jak z kumplem.

Dzieci zadają mnóstwo pytań i rodzice powinni je wspierać w tym pozyskiwaniu nowych informacji. Te odpowiedzi, które samemu udzielają dzieciom powinny być prawdziwe i jak najbardziej obiektywne. Dlatego o polityce z dzieckiem się nie powinno rozmawiać ;).

Są także inne tematy, które najlepiej przemilczeć przez kilka lat, jednak reklamy telewizyjne i radiowe prowokują często niezręczne rozmowy. Gdy jedziesz z dzieckiem autem, a w radio słyszycie: “…i niech twój konar zapłonie…” ciekawy świata kilkulatek z pewnością zapyta: “a co to jest erekcja?”.

Mimo że jestem przeciwniczką robienia z tematu seksu tabu, to póki co, taka wiedza 3-letniemu szkrabowi jest zupełnie zbędna.

Różne sytuacje dzieją się także w rodzinie. My wiemy coś, czego nie wie nasze dziecko. Ktoś nam zrobił jaką przykrość, lub porządnie się z kimś poprztykaliśmy. Nie musimy, a nawet nie powinniśmy opowiadać dziecku o naszych niesnaskach, ale co w sytuacji, gdy ono chce właśnie tego kogoś odwiedzić i nie rozumie dlaczego to nie wchodzi w grę.

Niestety podobnych sytuacji w pierwszych latach życia dziecka bywa wiele i chęć wyjaśnienia ich, ale zarazem ukrycia może przysparzać wiele trudu. W późniejszych latach, gdy dziecko jest poważnie zainteresowane danym tematem, jestem za tym, aby udzielać odpowiedzi na każde pytanie.

 

5. Gdy skończy się nam cierpliwość.

Nie chcę wchodzić na temat klapsów, bo temat się od lat powtarza i nigdy nie zmieni się podejście osób, które wierzą, że bicie dzieci jest normalne. Jednak oprócz bicia jest też krzyk, złość, gniew, obrażanie się na dziecko, które także bardzo niekorzystnie wpływają na dziecko. Nie wierzę, że jest na świecie rodzic, który nigdy nie zmagał się z którąś z tych sytuacji. No chyba, że taki co widzi swoje dziecko raz na pół roku. 

To jest nielogiczne. Te rozkoszne, przesłodkie, rozbrajające maluchy potrafią wyprowadzić nawet wybitnie spokojnego człowieka z równowagi, prowokując go do krzyków, czy trzaśnięcia drzwiami.

Dla rodzica, który postanowił być jak najlepszym opiekunem to może być szok. Z pewnością nigdy nie przypuszczał, że tak nisko upadnie. Jak spojrzeć w oczy dziecku, na które przed chwilą się nawrzeszczało, a które tak naprawdę nie zrobiło nic strasznego…

Te momenty są zawsze bardzo trudne i wiele kosztują i rodzica i dziecko. Warto znaleźć sposoby na radzenie sobie w takich sytuacjach, a może także poszukać przyczyn naszego nazbyt nerwowego zachowania. Być może inne sprawy, nagromadzone w ciągu dnia wywołują rozdrażnienie w późniejszym czasie.

 

6. Gdy uświadamiamy sobie, że gdzieś popełniliśmy błąd, ale nie wiemy jeszcze gdzie i jak to teraz odkręcić.

Wydawało nam się, że do roli rodzica jesteś tak przygotowani, że nic nie może nas zaskoczyć. No i zostaliśmy rodzicem… Czasami coś nam przychodzi do głowy i wierzymy, że postępujemy dobrze. Tak może być również w kwestii wychowania dziecka. Idziemy w jakimś kierunku. Skłaniamy do czegoś dziecko, a tu nagle okazuje się, że popełniliśmy błąd.

Bycie stanowczym i konsekwentnym rodzicem to wielka sztuka. Oczywiście sprawia, że dziecko jest grzeczne i bezgranicznie posłuszne, ale przy tym staje się też uległe i pozbawione pewności siebie. Wiec zanim postanowimy, że chcemy być takim rodzicem, jeszcze to trzeba przemyśleć. Czy na pewno chcemy, aby nasze dziecko było takie?

Bycie szczodrym, kochającym miłością materialną rodzicem (kupowanie dziecku wszystkiego, co zapragnie z miłości), jest świetną okazją, by we własnym domu mieć magazyn z zabawkami. Jednak dziecko w przyszłości nic nie będzie cieszyło, przyzwyczajone do posiadania wszystkiego, czego zapragnie może się bardzo zdziwić, gdy zobaczy, że nie zawsze tak jest. Nie będzie także doceniało prezentów mając je na co dzień bez okazji. Do tego będzie przekonane, że miłość wyraża się w taki właśnie sposób, czyli będzie otoczone drogimi rzeczami a jednocześnie nieszczęśliwe i samotne.

 

7. Gdy wiemy, że nasze dziecko musi samo się z czymś zmierzyć i nie powinniśmy mu w tym pomagać.

Odporność psychiczna jest niezwykle ważna dla każdego człowieka. Już od dziecka mamy wiele okazji by ją nabyć, a także sami powinniśmy umożliwić nabycie je naszym dzieciom.

Tym artykule pisałam o tym jak pomóc dziecku rozwijać odporność psychiczną:https://liravibes.pl/jak-wspierac-odpornosc-psychiczna-dziecka/.

Są zatem sytuacje, z którymi nasze dziecko musi się zmierzyć, by poradzić cobie w przyszłości z dużo poważniejszymi. Co nie znaczy, że należy pozostawić dziecko samemu sobie lub nie okazywać wsparcia, gdy tego potrzebuje.

W sytuacji gdy ktoś urazi nasze dziecko, zakpi z niego lub wyśmieje mamy ochotę dowiedzieć się gdzie mieszka ten śmieszek i samodzielnie pokazać mu, co myślimy o takim zachowaniu.

A co robimy? Dajemy szansę samodzielnego uporania się z sytuacją. Szukania rozwiązań i pomysłów na wyjście z takich momentów obronną ręką. Możemy zachęcić dziecko, by czasem miało dystans do siebie i nie brało wszystkiego na poważnie… Lub jeżeli bardzo go to zraniło, by na drugi raz nie pozwolił na takie zachowanie wobec siebie. 

Musimy wierzyć, że każda tego typu sytuacja ma jakiś cel. Jeżeli nie nauczy to dziecka asertywności to być może pokory. Czy przypadkiem ono wcześniej się z kogoś nie śmiało? Nie, moje dziecko? W życiu! Niestety tego nie wiemy… Dlatego musimy dać dziecku szansę nauczyć się czegoś bardzo wartościowego dzięki tego typu sytuacjom.

To niezwykle trudne momenty, kiedy wiemy, że nasze dziecko jest smutne, przeżywa coś lub nawet jest nieszczęśliwe. Musimy jednak być oparciem dla niego, mimo że będziemy równie mocno cierpieć co ono.

 

8.Gdy nasze dziecko jest nieszczęśliwe, a my nie potrafimy mu pomóc.

Pewien chłopiec bardzo pragnął mieć przyjaciół. Był dość nieśmiały, więc tylko podchodził do grupki kolegów osiedla, z którymi marzył, by się przyjaźnić i obserwował ich. Koledzy szybko odkryli, że są idolami chłopca, więc wiedzieli, że zgodzi się na wszystko, co mu rozkażą, by móc chociaż postać koło nich. W taki sposób znaleźli sobie idealny materiał do przynoszenia wybitych za boisko piłek. Jego mama obserwowała sytuacje i sugerowała chłopcu, że koledzy źle go traktują, że nie musi się godzić na to, czego nie chce. A najlepiej żeby znalazł sobie innych kolegów. Chłopiec nie chciał o tym słyszeć. Przestał się zadawać z tymi “kolegami” dopiero, gdy sami go wygonili z boiska. Bardzo przeżył tą stratę “przyjaciół”.

Jeszcze nie wiem jak to jest, ale za parę lat się przekonam i nawet już powoli się przygotowuje na ten moment. Pierwsza miłość i pierwszy raz złamane serce. Marzę, by być wtedy przy dziecku i go wspierać. Nie tłumaczyć, że jeszcze się 10 razy zakocha, że ona nie była dla ciebie… być i rozumieć jego smutek.

To z pewnością najstraszniejsze momenty wychowywania dziecka. Gdy samodzielnie podejmuje decyzje, gdy ponosi odpowiedzialność za swoje zachowanie. Gdy musi to przeżyć, by wyciągnąć z tego jakąś lekcję. Nasze prawienie morałów w takim momencie jest zupełnie niepotrzebne i nawet niewłaściwe. Dziecko potrzebuje bardziej obecności rodzica niż kazań. Wsparcia i przytulenia. 

Najtrudniejsze jest patrzenie na ból dziecka i myśl, że nic nie możemy zrobić, by mu ulżyć. 

 

9. Gdy dziecko czegoś chce, a my wiemy, że wcale tego mieć nie musi.

Piesek? Chomik? Siedemnasta gra na konsolę? Jak odmówić? Gdy dziecko zarzeka się, że zaoszczędzi na zakup, będzie sprzątało klatkę lub wyprowadzało psa na spacer. A my przecież doskonale wiemy, że tak będzie ale przez pierwszy tydzień. Później będą to nasze kolejne obowiązki.

Warunki, umowa? Nie wchodzą w grę, dziecko zrobi wszystko, by osiągnąć cel, a zakup i tak się znudzi po tygodniu.

Musimy pamiętać, że jako rodzice mamy prawo się nie zgodzić. Mamy prawo także się nie tłumaczyć dziecku, ale poinformować go o swojej decyzji.

Być może będzie na nas bardzo złe i nawet nam o tym powie. Ma do tego prawo. Musimy go zrozumieć. Nikt z nas nie lubi, gdy nam się czegoś odmawia.

Jednak zdając sobie sprawę z tego, jak ważne jest, by uczyć dziecko, że nie wszystko czego się chce można mieć, może pozwoli na większą stanowczość w kwestii odmawiania dziecięcym zachciankom. 

A co dla Ciebie jest najtrudniejsze w wychowywaniu dziecka?

 

 

Może Cię także zainteresować:

 

 

Photo by Wendy Aros-Routman on Unsplash


Jak się odważyć na zmiany w życiu? Życie przyzwyczaja nas do zmian, a mimo to tak trudno jest świadomie zdecydować się na kolejne. 

Świat jest tak skonstruowany, aby dawać człowiekowi ciągle coś nowego. Inna pogoda, inna moda, inne możliwości, nawet co kilka lat inna partia rządząca. Pory roku serwują dla każdego coś dobrego. Moda także daje możliwości wyrażania się wielu osobom, a zupełnie nowe możliwości uzmysławiają nam, że to, co było nie do pomyślenia jeszcze 10 lat temu, teraz każdy ma na wyciągnięcie ręki.

Więc jak można nie lubić zmian?

“W życiu nie ma nic dla tych, co nie mają odwagi.” 

Prawdopodobnie jest kilka przyczyn sytuacji, w której człowiek nie jest do końca lub nawet w ogóle nie jest zadowolony ze swojego życia jednak nie podejmuje żadnego wysiłku, by to zmienić.

  •  wyjście ze strefy komfortu

Nie ma chyba nic przyjemniejszego niż robienie tego, co umiemy. Miła pogawędka ze znajomymi osobami, znane miejsce pracy i obowiązki, czy mieszkanie we własnym domu. To codzienne sytuacje, w których włączamy autopilota. Nie powodują one żadnych większych emocji lub stresu. Po prostu są, a my w nich uczestniczymy. Wprowadzanie zmian w swoim życiu, nieodłącznie wiąże się z wyjściem ze strefy komfortu. Czyli opuszczeniem przyjemnego, bezpiecznego miejsca i udaniem na zupełnie obce nieznane lądy. Dla jednych będzie się to wiązać z ekscytacją, jednak dla większości z lękiem i chęcią szybkiego powrotu do bezpiecznej przystani. Osoby nie lubiące zmian nie chcą opuszczać swojej strefy komfortu.

  • zbyt wielki trud, za wiele wyrzeczeń   

Nie będę ukrywać, zresztą chyba każdy sobie zdaje sprawę z tego, że zaprowadzane w życiu zmiany wiążą się z bardzo dużym zaangażowaniem oraz wysiłkiem. Samo postanowienie “od dzisiaj będę zupełnie innym człowiekiem”, nic nie da dopóki rzeczywiście nie zaczniemy wprowadzać postanowionych wcześniej zmian w swoim zachowaniu. Przejście na dietę także jest dość proste, dopiero wytrzymanie na niej pierwszych trzech dni, kiedy umysł wmawia nam, że przecież wcale nie jesteśmy takie grube, jest dopiero sztuką. Wyrzeczenia są drogą przez mękę, a po co to komu, jak można nie zmieniać nic i mieć święty spokój.

  • strach przed porażką i słabością

Powiedzmy, że znaleźliśmy w sobie odwagę i postanawiamy zmienić w życiu to, co nam się nie podoba. Dokonujemy pierwszych decyzji wbrew temu, co zwykle uważaliśmy za słuszne i nagle okazuje się, że to był błąd. Co wtedy? To najgorszy moment, jaki może przydarzyć się osobom, które boją się zmian. One widzą go oczyma wyobraźni i zastanawiają się, co dalej? Mają przyznać się do błędu, poddać się? Wrócić do poprzedniego życia? Pewnie większość tak robi, utwierdzając się raz na zawsze w przekonaniu, że zmiany nie są dla nich, a tak w ogóle to wcale ich nie potrzebują.

Wiele osób jest przekonanych także o swoich słabościach, które uniemożliwią wcielanie w życie zmian. Brak wiary we własne możliwości nie pozwala im na radykalne kroki, mające na  celu pomóc im przezwyciężyć trudne okresy w życiu. Zanim podejmą jakiekolwiek działania martwią się, że i tak nie dadzą sobie rady, gdy wydarzy się coś nie po ich myśli. Stoją więc w miejscu i nie zmieniają nic.   

Jak dokonać zmian w życiu?

Jest wiele zmian w codziennym życiu, które są już przez wszystkich zaakceptowane i nie budzą większych emocji, jak na przykład zmiana szkoły na każdym etapie edukacyjnym. I choć jest to wydarzenie dość stresujące dla dziecka, to z uwagi na to, że dzieje się kilkukrotnie na przestrzeni kilkunastu lat, powinno przyzwyczaić młodego człowieka do przyszłych zmian w życiu,  Tym czasem, on gdy tylko już może trzymać się jednego punktu, robi to i nie w głowie mu kolejne zmiany.

Najprościej by było gdyby nasza decyzja związana ze zmianą naszego życia przyniosła natychmiastowe, oczekiwane rezultaty. Jednego dnia jesteśmy nieśmiali, drugiego pewni siebie, dzisiaj leniwi jutro pracowici, teraz bezrobotni, za chwilę zarządzający prężnym biznesem.

Niestety, każda tego typu decyzja polegająca na chęci zmiany swojego nastawienia, zachowania lub podejścia do działania niesie za sobą mnóstwo pracy. A zwykle wiąże się jeszcze z dłuższym czasem.

Chcemy jak najszybciej widzieć efekty swoich decyzji. Nie czekamy cierpliwie na to, co się wydarzy, bo jeśli nie dzieje się nic, to znaczy, że popełniliśmy błąd. A wcale tak nie musi być. Może wystarczy jeszcze trochę zaangażowania, jaszcze kilka kroków w daną stronę, by nagle zobaczyć efekty swoich działań. By uświadomić sobie, że warto było zaryzykować i podjąć decyzję o zmianie życia na lepsze. 

Najtrudniejsze mogą być zatem zmiany, które wymagają planu, ustalenia szczegółów, opracowania etapów. Samo myślenie o tym może skutecznie odwieść od zmian. Jednak przemyślenie rezultatów, ale i realnych zagrożeń, może przynieść znaczną ulgę. Uzmysłowienie sobie, że tak naprawdę ryzyko niepowodzenia naszych planów jest niewielkie lub efekty, jakie możemy osiągnąć dzięki nim, bardzo odmienią nasze życie, pomoże ostatecznie podjąć decyzję, co do naszego dalszego życia. 

Lepiej samemu zdecydować się na zmiany, niż być do nich zmuszonym.

Będąc w sytuacji, gdy chcemy dokonać zmian w naszym życiu, ale jednak nie do końca jesteśmy pewni, czy to dobry pomysł zwlekamy z decyzją bardzo długo. Znam takich, co zwlekali latami. W końcu i tak zrobili to na, co kiedyś nie mieli odwagi, ale ich konto już było szczuplejsze o kilkadziesiąt tysięcy złotych, co znacznie ograniczyło plan pod względem finansowym.

Są jednak sytuacje, gdy zmiany stają się konieczne. Pewne osoby latami narzekają na pracę, w każdy poniedziałek obiecują sobie, że to już ostatni. Zastanawiają się, czy w tym miesiącu odejść, czy dopiero w następnym, aż tu nagle zwolnienie samo ląduje na ich biurku, a one są totalnie załamane!

Przecież to trzeba świętować! Los sam podjął decyzję za niezdecydowanego. Teraz nie ma wyjścia, trzeba poszukać nowej, lepszej pracy. Presja pozostania bez środków do życia dla niejednego okazała się być najlepszą motywacją.

Dla mnie byłaby to wielka szansa na coś nowego. Wiem jednak, że wiele osób mogłoby bardzo ciężko znieść taką sytuację. Mogliby nawet tak bardzo stracić wiarę w siebie, że zniechęceni całkowicie przestaliby starać się szukać nowej pracy, lub wybraliby pierwszą lepszą, by mieć w ogóle jakąś.

Wsparcie bliskich odegra tu kluczową rolę.

Osoba, która będzie zrozumiana przez rodziców, czy partnera szybko się otrząśnie i zachęcona postara się obrócić, z pozoru bardzo złą sytuację na swoją korzyść. Tym czasem ktoś pozostawiony sam sobie, lub jeszcze obwiniany przez bliskich za otrzymanie zwolnienia z pracy, nie będzie w stanie udźwignąć ciężaru tej przykrej sytuacji i prawdopodobnie nie uda mu się wyciągnąć z tej lekcji żadnych korzyści.

*

Zmiany są bardzo ważnym elementem życia człowieka. Gdyby wszystko było takie same, świat byłby niezwykle nudny i szary. Mamy niesamowite możliwości, w których możemy się sprawdzić, poznać coś nowego, nauczyć się czegoś. To wszystko jest bardzo ważne, by móc czerpać jak najwięcej wrażeń na co dzień. Oczywiście większość nowych działań będzie wiązać się ze stresem lub presją, ale można się z tym oswoić. Zaakceptować możliwość popełnienia błędu lub podjęcia złej decyzji. Zawsze da nam to nową wiedzę. A przecież człowiek uczy się całe życie… 

 

 

 

 

Zdjęcie Unsplash

 

 


Czy Cypr i Ayja Napa to odpowiednie miejsce dla rodziny z kilkulatkiem?

W końcu ja mogę wysłać jakąś pocztówkę… gdy byłam mała nie miałam okazji, za to otrzymywałam je od koleżanek z kolonii i strasznie im zazdrościłam. Godzinami mogłam słuchać ich opowieści o tym, co tam się działo i marzyłam, że kiedyś sama gdzieś pojadę… No i pojechałam.

Chciałabym zwiedzić jak najwięcej miejsc, więc dotąd zarzekałam się, że nigdy nie wybiorę się dwa razy w to samo, to Cypr jest pierwszym, do którego wrócę na pewno, z przyjemnością, a może nawet już tam zostanę na zawsze 😉

Cypr to niezbyt popularny kierunek na wyjazdy rodzinne, ponieważ kojarzy się z młodzieżą i imprezami. To prawda, jest tam masa młodzieży, dyskoteki na plaży w ciągu dnia, ale także jest mnóstwo rodzin z dziećmi, którym to w ogóle nie przeszkadza.

Nam to także nie robiło żadnego kłopotu, a nawet gdybyśmy chcieli poleżeć w ciszy to odeszlibyśmy kilkanaście metrów od imprezy. Z resztą wyspa jest tak piękna, że szkoda było czasu na leżenie.

Hotel w którym byliśmy położony jest przy plaży Nissi Beach. Grafiki google pokazywały ją jako skrawek raju. Wiedziałam, że trochę naciągana ta historia i miałam racje. Bo w rzeczywistości to nie był skrawek, to był kompletny raj.

 

cypr zdrowie dziecko uroda blog parentingowy liravibes

 

Dalej było tylko lepiej, w zasadzie pod każdym względem. Nasz pobyt na wyspie przypadał na środek czerwca, więc nie wiem, czy po wczasowaniu w szczycie sezonu mój zachwyt by nie zmalał, my jednak na tłumy nie mogliśmy narzekać.

Mieszkaliśmy ok 4km od centrum Ayja Napa, więc bywało tłoczno ze względu na położenie hotelu przy najpiękniejszej według nas plaży na południowym wybrzeżu, jednak nam to absolutnie nie przeszkadzało.

Do centrum można dojechać autobusem, który kursuje bardzo często lub taksówką. My jednak nie zwiedzaliśmy miasteczka zbyt wnikliwie ponieważ oprócz popularnych, europejskich sklepów oraz kramików ze świeżymi owocami niewiele jest tam do oglądania.

Skupiliśmy się na wybrzeżu, które totalnie nas zauroczyło. No dobra, mnie zauroczyło, chłopaków co innego interesowało…

cypr zdrowie uroda dziecko blog paentingowy liravibes

Na przykład ile to coś najszybciej jedzie?

Dzięki Baggiemu dotarliśmy do takich przepięknych miejsc jak to poniżej, przy okazji mając frajdę z samej jazdy.

Blue Lagun dzień wcześniej podziwialiśmy z pokładu Czarnej Perły, jest naprawdę Blue…

cypr zdrowie uroda dziecko blog liravibes

Oczywiście zdjęcia nie oddają tego piękna jakie tam się roztacza w rzeczywistości. Bardziej lazur niż błękit aż prosi, by się w niego zanurzyć zwłaszcza, gdy słońce praży niemiłosiernie. 

Siedząc tu na kamieniu i chcąc nacieszyć się widokiem na przyszłe miesiące podsłuchiwałam polską rodzinę, która nurkowała niedaleko mnie:

Pięknie tu, prawda?-zapytał tata. Tak, pięknie, zostaniemy tu?-zapytały dzieci. Jasne, zostaniemy tu na tydzień.- postanowił ojciec. Na dwa, zostańmy na dwa- błagały dzieci. No dobrze, zostaniemy na dwa… Wyszli z wody i poszli sobie.  

Nie wiem kim byli, ale podejrzewam, że to najszczęśliwsi ludzie świata. 

 

Cypr to wyspa grecko-turecka, dlatego można spotkać tam typowo greckie krajobrazy, które wspaniale oddają śródziemnomorski klimat. 

 

Niestety na Cyprze można jednak znaleźć jeden powód do narzekań. Bardzo słabo oznaczone są miejsca, które chciałoby się zobaczyć. Jedynym rozwiązaniem jest GPS, gorzej tylko, gdy zasięgu brak.  A może to taka strategia polegająca na zmuszeniu turystów do samodzielnego poszukiwania takich perełek, by zaskoczenie niezwykłym krajobrazem było jeszcze większe, a i satysfakcja przeogromna.

Tak było z tym nieszczęsnym Mostem Miłości. Prawdopodobnie przejeżdżaliśmy koło niego z piętnaście razy, jednak jego usytuowanie w niższej części skał, pozwalało go dostrzec dopiero, przy bardzo bliskim podejściu do brzegu klifu. Nie tylko my okazaliśmy się takimi słabymi poszukiwaczami. Poznaliśmy na Cyprze Polaków, mieszkających w hotelu blisko Ayja Napa, którzy wiele razy chodzili w miejsce, które wskazywały im osoby zapytane o drogę do Mostu Miłości, jednak za każdym razem wracali myśląc, “przecież nic tu nie ma”. Dopiero za którymś razem podchodząc znacznie bliżej odkryli ten piękny widok.

 

Niestety chmury zasłoniły słońce, odbierając wodzie przepiękne kolory. Mimo to widok i tak robił wrażenie. Przez zbliżającą się ulewę zerwał się wiatr, więc nie mieliśmy odwagi wchodzić na most.

Zaciekawieni tym jak funkcjonuje jedyna stolica na świecie, która w połowie jest odgrodzona i aby dostać się na jej drugą część trzeba przejść przez kontrolę paszportową wybraliśmy się do Nikozji.  

cypr zdrowie dziecko uroda blog liravibes

Spacerując po uliczkach prowadzących ku przejściu do Tureckiej części stolicy, nikt nie ma wrażenia, że jakby nie było trwa tu wojna. Każdy zrelaksowany z radosnym wyrazem twarzy oferuje swoje specjały lub popija kawę w przeuroczych knajpkach na świeżym powietrzu.   

A na zdjęciu powyżej typowy bywalec cypryjskiej restauracji. Co najlepsze nikt nie ma nic przeciwko tym słodkim sierściuchom. Wykładają się na środku przejść i bez żadnych skrupułów każą się omijać dużym krokiem. Mieszkańcy nie tyle nie wyganiają koteczków, co jeszcze je karmią i poją. Na każdym kroku można spotkać miseczki poustawiane pod ścianami budynków.

Nikozja bardzo nas zauroczyła, zwłaszcza część turecka, bo do Turcji mamy wielki sentyment. Nie tylko przez Wspaniałe Stulecie, którego byliśmy wielkimi fanami, ale ze względu na klimat jak tam panuje i nie mówię o pogodzie. 

Poza zwiedzeniem Nikozji zobaczyliśmy chyba większość plaż położonych na południowej części wyspy i nie wiem jak to możliwe, ale wszystkie są niebywale piękne. Kolor wody zależy głównie od obecności i położenia słońca, jednak zatoczki wytyczone kamiennymi klifami robią niesamowite wrażenie.

 

cypr zdrowie blog uroda dziecko liravibes

 

Cypr jest wspaniałym miejscem do wypoczynku, aktywnego spędzania czasu oraz zamieszkania na stałe. Jego historia jest niezwykle intrygująca. Z pewnością jeszcze kiedyś odwiedzę ten kraj. Póki co pozostaje mi oglądanie zdjęć i wspominanie. 

 

 

Może Cię także zainteresować:


Nasze dzieciństwo zmuszało nas do kreatywności. Patyk, kamień, kreda, kawałek asfaltu i zabawa trwała tygodniami! Obecnie dzieci nie muszą się wysilać, bo każdego rodzaju sprzęt niezbędny do zabawy, za który kiedyś robił znaleziony w niezwykłym kształcie patyk, można po prostu kupić.

Dlaczego warto wspierać pomysłowość u dzieci?

Przerażające jest to, że w sklepach oprócz normalnych zabawek typu lalka czy miś, są rzeczy dla dorosłych w wersji mini dla dzieci. Samochód na akumulator, prawdziwe mebelki dla lalek, prawdziwe miecze i strzelby na kulki. Nie trzeba sobie nic wyobrażać, czy samemu konstruować. Wszystko jest na tu i teraz. Dzieciaki mogą mieć, czego zapragną, a czego nie kupią to dooglądają w telewizji lub będą mogły sprawdzić się w symulatorze tej czynności w grze komputerowej.

Zatem panujący obecnie konsumpcjonizm, telewizja, Internet i gry komputerowe bardzo niekorzystnie wpływają na kreatywność naszych pociech, co oczywiście nie jest odkryciem Ameryki…  Jednak każdą z tych czynności, no oczywiście oprócz konsumpcjonizmu, można wykorzystać tak, aby jednak uzyskać jakieś pozytywne skutki. Nie jest to łatwe, bo trzeba być przy tym samemu kreatywnym! Jest jednak wiele gier logicznych, kolorowanek i zgadywanek. Są nawet aplikacje umożliwiające tworzenie muzyki lub ubioru. Dzieci niestety najczęściej o ich istnieniu nawet nie wiedzą.

Świetnie radzi sobie w zabijaniu kreatywności u dzieci szkoła. Sztywne ramy konkretnych treści nie przewidują rozszerzeń o informacje, które naprawdę interesują dzieci. To już powinny zagłębiać same, a najlepiej z rodzicami. Oczywiście najpierw ucząc się i odrabiając prace kompletnie nie związane z zainteresowaniami. Nauczyciele nie pozwalają na zadawanie pytań nieco odbiegających od tematu (bo oni i tak ledwo mogą się wyrobić z programem!) i uczą zazwyczaj w sposób, który zniechęca dzieci do nauki, zamiast zachęcać.  Ogólnie wszystko niezmiennie działa według wypracowanych wieki temu schematów. Może nauczanie domowe okazałoby się lepszym rozwiązaniem w rozwijaniu kreatywności w trakcie nauki.

Ale pomijając żer sklepów na naszych niespełnionych marzeniach z dzieciństwa i nieudolny program nauczania wrócę do meritum.

 

Przeczytaj artykuł: “Dam dziecku wszystko, to czego sam nie miałem w dzieciństwie.”

 

Po co człowiekowi pomysłowość?

Kreatywność jest równie istotna jak wysoka inteligencja.

Gdy inteligencja odpowiada za zdolność rozumienia, uczenia się, to kreatywność może w ogromnym stopniu wspierać te procesy. Wykorzystywanie posiadanej wiedzy i umiejętności w różnych sytuacjach to zadania dla inteligencji, jednak to nic innego jak pomysłowość, czyli kreatywne myślenie.

Najlepsze jest to, że kreatywność można wyuczyć, nabyć, rozwijać, a tym samym stawać się bardziej inteligentnym człowiekiem.

Tak, wiem na pewno, że muszę wspierać kreatywność u mojego dziecka. Wiele dzięki niej zyska w życiu. Pomysłowy człowiek rozwiązuje problemy szybciej, ponadto do skutku poszukuje jak najlepszych rozwiązań. Tak jak osoba bardzo inteligentna odnajduje się w różnych sytuacjach, jest świetnym obserwatorem i szybko wyciąga wnioski.

Poza tym nie jest ofiarą. Zdaje sobie sprawę, że zawsze jest wyjście z sytuacji problemowej i działa. Nie czeka biernie, aż samo się posprząta rozlane mleko.

 

A gdyby tak należeć do klasy kreatywnej…?

Osoby pracujące w przyszłości jako twórcy będą należeć do tak zwanej klasy kreatywnej. 

Wśród  niej wyróżnia się dwa segmenty. Pierwszy tworzą osoby wykonujące zawody inżynieria, programisty komputerowego, ludzie zajmujący się pracami badawczo-rozwojowymi, edukacją, jak również osoby związane ze sztuką, projektowaniem i mediami. Drugi segment dotyczy „twórczych profesjonalistów”, czyli są to konwencjonalni pracownicy o gruntownym przygotowaniu naukowym, którzy działają w sektorach takich jak służba zdrowia, biznes, finanse, prawo i edukacja. Ich zadaniem jest rozwiązywanie konkretnych problemów, wykorzystując rozległą wiedzą nabytą podczas studiów.

Jak widać bardzo wiele zawodów wymaga kreatywności i osiągnięcie w nich sukcesu w dużym stopniu z pewnością od pomysłowości zależy.

Niektóre zawody z wymaganą kreatywnością to:

  • wszystkie zawody związane z projektowaniem jak: architekt, projektant wnętrz, ubioru, twórca rękodzieła, grafik komputerowy, pracownik agencji reklamowych,
  • biznesmen,
  • bloger, 
  • nauczyciel,
  • naukowiec,
  • lekarz,
  • prawnik,
  • kosmetyczka,
  • choreograf,
  • fryzjer.

Możliwość należenia do klasy kreatywnej jest niezwykle cenna ponieważ polega na pracy zwykle związanej z pasją, wręcz bywa stylem życia pracownika. Kwestie finansowe są dla tych osób sprawą drugorzędną. Mają także wolność wyboru odnośnie miejsca pracy i zamieszkania ponieważ coraz częściej tworzenie treści może być wykonywane zdalnie.

Kto nie chciałby tak żyć…? 

Mimo że w Polsce nadal najliczniejszą klasą jest robotnicza, to coraz bardziej zbliżamy się do zachodnich krajów pod względem wykorzystania oraz wynagradzania klasy kreatywnej, dlatego warto będzie należeć do tego środowiska w przyszłości. 

Kiedy firmy zaczną więcej inwestować w najzdolniejszych pracowników zamiast pakować całe budżety w nowoczesne technologie, być może wielkość klas pracowniczych w Polsce się zmieni i kreatywność zatriumfuje.  

Najważniejsze czego potrzebuje człowiek kreatywny to nie bać się  porażki.

Dzieci zakładające z góry niepowodzenie wcale nie podejmują działania. Boją się wychylać z pomysłem, czy innym zdaniem w obawie przed wyśmianiem i negatywnym ocenianiem ze strony innych.

Jak rozwijać pomysłowość u dziecka?

To ważne, by rodzic wykorzystał swoje możliwości, aby pomóc dziecku stać się kreatywnym człowiekiem.

W domu można razem próbować rozwiązywać różne sytuacje problemowe, robiąc burze mózgów. Dając każdemu szanse wykazania się jakimś pomysłem. Oczywiście nie wszystkie pomysły będą dobre i z tym także trzeba umieć oswoić dziecko, by nie zniechęcało się do poszukiwania lepszych.

Sami możemy opowiadać dzieciom, co nam się przydarzyło, jak sobie wtedy poradziliśmy i nie tylko mówić o sytuacjach, gdy genialnie wprost załatwiliśmy sprawę. Wspominać możemy także o tych momentach, gdy się wygłupiliśmy i mamy z tego teraz niezły ubaw! Pokażemy w ten sposób, że każdemu przytrafiają się wpadki i nie ma w tym nic złego. Wręcz przeciwnie!

Ocenianie swoich pomysłów w rodzinnym gronie poprzez konkretne uzasadnianie, co w jest z nich nie tak, lub dlaczego akurat ten pomysł nam się podoba, może nauczyć dziecko ważnej umiejętności.

Ponieważ dzieci w szkole robią sobie często na złość. Negują czyjś pomysł słowami: „bo tak” lub żeby to ich własny został uznany za najlepszy. Fajnie by było, gdyby ktoś poprosił takiego delikwenta o wyjaśnienie ”a dlaczego nie podoba ci się mój pomysł?”. To nic innego jak asertywność, której tak często potrzebuje człowiek na co dzień. Dzięki takim sytuacjom dzieciak nauczy się, że warto grzecznie walczyć o swoje. A jeżeli argumenty przeciwnika będą trafne ze spokojem powinien przyznać mu rację.

 

Kreatywność rozwija się także poprzez tworzenie.

Kolorowanki skłaniają do wysiłku polegającego na doborze odpowiednich kolorów, ponieważ kształty są już narysowane. Dziecko może biernie wypełniać je kolorami. Najskuteczniej rozwinie kreatywność biała karta i kredki i nic konkretnego do narysowania. Cokolwiek obrazek będzie przedstawiał z pewnością podobieństwo do wielu będzie zaskakujące! I skłaniające do dalszych prób.

“Nie wiem co mam narysować…” Dzieci doskonale widzą, że ich rysunki są dalekie od ideałów. Piesek przypomina bardziej odkurzacz, a wąż makaron. Nasze zachwyty są niepotrzebne, ponieważ dziecko wyczuwa nieszczerość w naszych pochwałach. Zniechęca się do dalszego tworzenia.

 

Narysuj to, co masz w głowie – pierwsze zetknięcie z abstrakcją.

Dziecko może wtedy bazgrać w nieskończoność, wykorzystując wszystkie kolory, bo nie musi z niczym porównywać swojej pracy. Może być dumne z efektu. A my możemy dostrzec równe linie i ciekawe połączenia kolorystyczne. Taka ocena dziecko w pełni zadowoli. 

Poza rysowaniem dzieci mogą także próbować swoich sił w innych technikach plastycznych. Takich jak lepienie z plasteliny, malowanie farbami lub wycinanie kształtów z kolorowych papierów. Ważne, by same decydowały o temacie swojej pracy. Lub całkiem go zignorowały.

Jak rozwijać kreatywność u maluszka? Zabawy z nim powinny się skupiać na jego inicjatywach. Powinien móc decydować, w co chce się bawić i sam kierować zabawą. My możemy w zabawie uczestniczyć i oczywiście pilnować, aby maluszek się za bardzo nie rozszalał lub nie zrobił sobie krzywdy. Poza tym powinniśmy dać upust jego fantazji nawet, gdy wiąże się to z ogromnym bałaganem.

 

Kreatywność to przede wszystkim tworzenie.

Nie tylko przydatne podczas codziennych zadań i przy rozwiązywaniu problemów, ale najwięcej frajdy da tworzenie czegoś, co można zobaczyć albo usłyszeć. Dla jednych to będzie malowanie, innych gra na instrumencie, budowanie z klocków, szycie, lepienie z modeliny… itp. Kreatywność da największą satysfakcję, gdy robimy coś, co jest naszą pasją, a pomysłowość pozwala nam to robić lepiej, inaczej. Sprawi, że nigdy nie będziemy się nudzić i ciągle odkrywać coś nowego.

Dlatego każde dziecko powinno mieć zainteresowania. Coś, czemu odda się bez reszty. Co będzie sprawiało mu radość i ciężko go będzie oderwać od tego zajęcia (nie mówię o grach komputerowych, chociaż są i takie, przy których trzeba się nieźle nagłówkować i ciężko odejść zanim się nie skończy).

 

“Żeby być wynalazcą, trzeba mieć bujną wyobraźnię i stertę rupieci” – Thomas Edison

Ludzie, którzy w dzieciństwie nie mieli zabawek, ale mieli pomysły dzisiaj są bardzo kreatywnymi osobami. Są oczywiście i teraz dzieci, które nie potrzebują najnowszych zabawek i rzeczy dla dorosłych w wersji mini, bo wiedzą, że można się świetnie bawić bez nich. W domach jest mnóstwo gratów, które często można wykorzystać, jako element zabawy i zamiast je wyrzucać można niektóre przechowywać w ogromnym pudle. Otwierane raz na jakiś czas będzie niczym skrzynia skarbów dla dziecka.

Kupowanie ciągle nowych zabawek, by dziecko samo zajęło się zabawą nie jest rozsądnym rozwiązaniem. Niedługo po tym jak ją otrzyma i tak powie „nie mam co robić”. Ponieważ mając różdżkę Harrego Pottera może się bawić tylko w Harrego Pottera, a mając patyk może się bawić w co tylko zechce.

 

 

Photo by Victoria Bilsborough on Unsplash


Krótki poradnik o niebezpieczeństwach płynących z czytania dziecku książek.

Nie będę ukrywać, że ta niepozorna czynność na zawsze już odmienia dzieci, a skutki tych zmian mogą być straszne! My, rodzice mamy możliwość nie dopuścić do wystąpienia pewnych zachowań u naszych dzieci i tym samym ułatwić sobie samym nieco życie. Więc przejdę do meritum.

Po pierwsze! Dziecko, któremu czytane są książki od urodzenia nawiąże bardzo bliską więź z czytającym, w późniejszych latach możliwe, że nie będzie chciało się od niego odczepić! Będzie chciało z nim spędzać czas, zwierzać się mu, a nawet prosić o pomoc w razie problemów! I po co nam to? Jest przecież telefon zaufania. Zresztą jak lecą właśnie „Meandry miłości”, to i tak nie bardzo mamy czas na takie głupoty.

Następnie!  Czytając dziecku treści przeznaczone dla niego, zawierające fantastyczne elementy oraz morał, prawdopodobnie dopuścimy do rozbudzania jego wyobraźni, a co za tym idzie kreatywności. Wiadomo ile się z tym wiąże sprzątania…  Ale to jeszcze nic! Nauczymy go poprawnych zachowań moralnych i już nie będzie tak łatwo skłamać teściowej, że właśnie wychodzimy, żeby przyszła innym razem! Dzieciak już nam przypomni, że tak nie wolno!

Słuchanie czytanych książek sprawi także, że dziecko pozna wiele nowych słów. Bardzo wiele! Istnieje ryzyko, że za jakiś czas będzie tak wygadany, że nie damy sobie z nim rady, bo będzie miał lepsze argumenty! Będzie się wysławiał lepiej od nas, używając zdań wielokrotnie złożonych, a w przyszłości słów, których znaczenie cichcem będziemy sprawdzać w Internecie.

Jak czytający za bardzo się wczuje w daną historię, dziecko może pomyśleć, że mu to sprawia przyjemność… a co jeżeli po kilku latach samo sięgnie po książkę!? Jak tyle wspaniałych kolorowych gier czeka na niego w komputerze i bajek w TV? Może też przez to ograniczyć błędy ortograficzne w swojej pisowni, a przecież nie chcemy, żeby nazywali go kujonem!

Ostrożnie także z ustalaniem prezentów od Mikołaja, gdy myślimy, że synek ogląda bajki w telewizji. Już nie ma szans, żeby coś mu umknęło. Słuchanie czytanych książek da mu taką bystrość umysłu, że nie raz nas zaskoczy. Już nic nie będzie jak dawniej…

No i najgorsze. Niestety, ale wraz z nowym słownictwem podczas czytania książek różnego rodzaju, dziecko poznaje mnóstwo faktów, legend, postaci historycznych, praw natury, informacji o krajach, a z tego rodzą się tylko kolejne pytania i kolejne dawki wiadomości. A co potem? Wiadomo… Będzie się nudził w szkole i rozrabiał!  Niech litery poznaje w pierwszej klasie i się nie popisuje!!!

Mam nadzieję, że udało mi się przedstawić najważniejsze niebezpieczeństwa płynące z czytania dzieciom książek, a jest ich znacznie więcej! Proszę wziąć sobie moje ostrzeżenia do serca, bo sprawa jest bardzo poważna!

 

 

Photo by Annie Spratt on Unsplash


Komu bardziej się przydają wyznaczone granice…

Bezustannie mówi się o wyznaczaniu dzieciom granic i stanowczym, konsekwentnym przestrzeganiu narzuconych im reguł.  A także o zakazach i przestrogach mających dać dziecku poczucie bezpieczeństwa. 

To elementy wychowania dzieci, które mogą mieć miejsce, jednak jak zwykle wymagają znalezienia złotego środka.

Jedno dziecko będzie ciągle “sprawdzało” naturę, ucząc się w ten sposób. Nie uwierzy, że przedmiot jest gorący dopóki go nie dotknie. Inne tylko obserwując świat, pozna najistotniejsze informacje.

Ciągłe zakazy, przestrogi oraz stawiane granice nie odniosą wielkiego skutku wobec osobowości pierwszego dziecka, drugie z kolei wcale ich nie potrzebuje. Co w takim razie z jego poczuciem bezpieczeństwa?

Poczucie bezpieczeństwa to jedna z podstawowych potrzeb każdego człowieka, nie tylko dziecka. Od małego dążymy do momentu, w którym będziemy się czuć spokojnie i komfortowo. To bezpieczeństwo dają nam bliscy, stabilność finansowa lub nawet siła fizyczna. Czy jednak jakakolwiek forma ograniczeń ze strony rodziny, czy pracodawcy w kwestii wydawania zarobionych przez nas pieniędzy sprawi, że będziemy czuć się bezpieczniej?

Myślenie zamiast biernego wykonywania rozkazów.

Dzieci potrzebują rady, wsparcia, a nasze informacje są niezbędne dla ich prawidłowego i bezpiecznego rozwoju, ale może zamiast zakazów moglibyśmy skłonić dziecko do myślenia.

Gdy mówimy: NIE BĘDZIESZ CHODZIŁ SAM DO SZKOŁY, BO MOŻE CI SIĘ COŚ STAĆ. Nie dość, że straszymy dziecko tym, co może się zdarzyć, to także dajemy mu do zrozumienia, że jest jeszcze za mało mądre, rozsądne czy odpowiedzialne, by samemu poradzić sobie z potencjalnymi problemami. Okazujemy także brak zaufanie wobec niego, ale i troskę o jego bezpieczeństwo zarazem.

Może warto dać dziecku szansę samodzielnie podjąć decyzję mówiąc: MYŚLISZ, ŻE JESTEŚ W STANIE BEZPIECZNIE ZACHOWAĆ SIĘ PRZY PRZECHODZENIU PRZEZ ULICĘ? Odpowiedzialność, jaką przejmie w tym momencie za własne zachowanie może okazać się kamieniem milowym na pewnym etapie rozwoju dziecka. 

Kiedy i komu wyznaczać granice?

Nie unikniemy jednak wielu stawianych dzieciom zakazów, które mają je uchronić przed niebezpieczeństwem lub pomóc w wielu codziennych sytuacjach.

Jesteśmy rodzicami i mamy prawo nie dawać dzieciom słodyczy ze względu na ich zdrowie. Kazać dzieciom myć zęby i dbać o higienę, czy zabraniać grania na xboxie cały dzień.

Mamy takie prawo i powinniśmy z niego skorzystać. Pozostawienie dziecku wyboru w tych kwestiach mogłoby się skończyć wizytą pracownika GOPS-u w naszym domu 😉

Jest jeszcze wiele sytuacji, gdy rodzice mogą narzucić swoją wolę dziecku, ale przesadne ograniczanie zakazami może spowodować zupełnie odwrotny skutek. Zamiast dawać wyraz troski i poczucie bezpieczeństwa dziecko otrzyma brak zaufania i nadmierną kontrolę, z której będzie chciało jak najszybciej się uwolnić.

Dorośli i dzieci sami powinny wyznaczać własne granice.

A teraz do sedna…

Wyznaczanie granic dziecku nie jest podstawowym elementem wychowania. To sobie powinniśmy wyznaczyć granice i tego samego nauczyć dziecko.

Nasze zachowanie więcej uczy dziecko niż nasze słowa. Wychodzi na to, że wystarczy, gdy będziemy regularnie myć zęby, by dziecko samo zaczęło to robić. Jest na to duża szansa, jednak nie zawsze działa…

Jednak w innych aspektach życia działa aż nadto! 

Jeśli zachowujemy się mało asertywnie wobec rodziny czy znajomych, nie możemy oczekiwać, że nasze dziecko będzie naszym przeciwieństwem. Jeśli czujemy się niepewnie w towarzystwie, nie powinniśmy się dziwić, że nasze dziecko nie będzie w podobnej sytuacji czuło swobodne i rozluźnione.

Nasze zdenerwowanie i negatywne emocje w różnych sytuacjach udzielą się dziecku i zaprogramują je na nasz wzór. 

Dlatego warto podjąć pewne kroki, które dzięki naszym własnym zmianom ułatwią życie nam, a także naszym dzieciom.

Dzieci niemalże codziennie się czegoś uczą. Nasze słowa “Nie depcz kwiatków w ogródku sąsiadki” mogą nic nie znaczyć dla dziecka. Dopiero konfrontacja z sąsiadką sprawi, że już nigdy nie przejdzie mu przez myśl deptanie jakichkolwiek kwiatków. A to dzięki granicy jaką ustanowi sąsiadka.

Każdy z nas na swoje własne granice. Niektóre są bardzo bardzo słabe i każdy bez wysiłku może je pokonać, inne są mocne i nie ma żadnej siły, która mogłaby je złamać.

Rodzic, który chce, by jego dziecko rozwijało się sposób, który pozytywnie wpłynie na jego życie powinien zadbać o ustalenie swoich własnych granic już na samym początku swojej rodzicielskiej drogi.  

Dziecko, ciągle testuje granice wszystkich osób wokół. Jeżeli potrafi uderzyć rodzica, zrobi to ponieważ chce się dowiedzieć, co się stanie lub już wie, że można to robić. Będzie próbował zrobić nawet coś gorszego, by dowiedzieć się gdzie jest granica. Jeżeli rodzic szybko jej nie ustali może mieć duże kłopoty w przyszłości. 

Tłumaczenie “jest jeszcze małe, nie rozumie, że nie można bić innych, będzie starsze to się dowie” jest zwyczajnie głupie. Może i powody, dla których trzeba dać czasem komuś w mordę pozna dopiero za kilkanaście lat, to granice rodziców powinno poznać jak najszybciej.

Bywa, że złościmy się na kogoś, a często bardziej na samego siebie za brak reakcji lub nieodpowiednie zachowanie w obliczu przykrego dla nas wydarzenia. Posiadając umiejętność definiowania siebie i określenia, co sprawiam nam przyjemność, a co przykrość, możemy bronić naszego terytorium i nie pozwalać na cudze zachowania, które mogą nas krzywdzić. Musimy także walczyć z tym, co jest dla nas niekomfortowe, za to starać się żyć tak, aby czerpać jak największą satysfakcję z codziennych sytuacji. 

Ustalając swoje własne granice, nie godzimy się na nieodpowiednie traktowanie, które zwłaszcza ze strony dziecka może być bardzo bolesne.

*

Obawiam się, że częściej sami powinniśmy zadbać o własne granice, niż ciągle skupiać się na stawianiu ich dzieciom, które bez nich doskonale porodziłyby sobie w wielu sytuacjach. Nasze własne terytorium powinno być mocne i niezachwiane, a dziecko powinno obserwować jak stanowczo bronimy naszych, własnych zasad. 

Nigdy nie powinniśmy pozwolić, by ktoś nas obrażał lub wyśmiewał przy dziecku. Nasz autorytet w jego oczach runie i przemieni się w zgliszcza. A dziecko będzie czuło się upokorzone równie mocno jak obrażany rodzic. 

Musimy być dla naszych dzieci nauczycielami budowania, wzmacniania oraz pilnowania naszych granic, aby same w przyszłości zadbały o własne interesy i potrafiły sprzeciwić się tym, którzy spróbują się przedrzeć na ich teren. 

 

 

Photo by Marius Serban on Unsplash


Szachy – ekscytująca gra dla każdego.

Nigdy nie ciągnęło mnie, by nauczyć się grać w szachy. Próba zrozumienia zasad poprzez obserwację gry innych tylko utwierdzała mnie w przekonaniu, że wszystko, co tam się robi jest totalnie bez sensu!

Każdy rusza się jak chce, jeden po skosie, drugi prosto i ni stąd ni zowąd szach i mat. Koniec gry, a na planszy jeszcze połowa pionków (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to figury).

Tak widziałam grę w szachy zanim cokolwiek się o niej dowiedziałam, a tak naprawdę zanim dziecko nauczyło mnie jej zasad!

Zajęcia szachowe w szkole.

W 2012 roku odbyło się badanie sprawdzające kompetencje matematyczne i znajomość zagadnień z zakresu nauk przyrodniczych dziesięciolatków. Polscy uczniowie wypadli najgorzej w Europie. Wtedy zrodził się pomysł, aby poprzez zajęcia szachowe poprawić umiejętności uczniów pod pewnym względami.

Nauczyciele zostali przeszkoleni. Wyprodukowano specjalne podręczniki do takich zajęć, a szkoły otrzymały zestawy do gry w szachy. Lekcje były prowadzone w klasach pierwszych, co na początku było dla mnie nieco szokujące. Nie rozumiałam jak, wtedy nawet 6-letnie dzieci miałyby pojąć zasady tak skomplikowanej gry…?

Zajęcia okazały się bardzo przyjemne dla dzieci. Uczyły się tam nazw figur oraz wierszyków, które opisywały ich możliwości ruchów. I tylko tyle potrzeba było, aby zacząć grę w szachy. Najpierw tylko praktykując znajomość nazw figur i ich ruchów później już bardziej kombinując, by jednak zacząć wygrywać.

Gra w szachy nie tylko dla geniuszy.

Ponieważ człowiek o przeciętnym ilorazie inteligencji może znacznie poprawić swoje możliwości umysłowe poprzez regularne rozgrywki na szachownicy, oznacza to, że gra w szachy nie tylko nadaje się dla osób posiadających wybitnie strategiczne umiejętności, ale będzie świetnym treningiem mentalnym także dla tych mniej uzdolnionych.

Gra w szachy nawet w Simsach jest jedną z czynności wpływającą na rozwój myślenia. W rzeczywistości również jest niezwykle rozwijającym sportem. To gra popularna na całym świecie od wielu setek lat.

Szachy tak jak wiele innych sportów uczą pokory, radzenia sobie z porażką oraz cierpliwości.

Poza tym częste partyjki na szachownicy pozwalają także ćwiczyć pamięć oraz rozwijać myślenie abstrakcyjne. Szukanie sposobów na złapanie w zasadzkę króla z pewnością rozwija kreatywność człowieka.

Uważne śledzenie wszystkich figur na szachownicy bezsprzecznie wpływa na bystrość i koncentrację uwagi gracza.

Partia szachów jest niezwykle angażująca. Przez całą rozgrywkę każdy z graczy usilnie próbuje opracować kilka ruchów naprzód, eliminujących kolejne ważne figury przeciwnika, które odsłonią chronionego króla. Taki wysiłek intelektualny, jest bardzo potrzebny dla ludzkiego organizmu, aby móc jak najdłużej zachować dobrą pamięć oraz sprawne myślenie.

Dziecko grające w szachy rozwija swoją pewność siebie, krytyczne myślenie oraz odpowiedzialne podejmowanie decyzji wraz z akceptacją ich konsekwencji.

 

Twórca inteligencji wielorakich o szachach.

Szachy wpływają na rozwój psychiczny, społeczny i ogólny człowieka. Howard Gardner psycholog i autor koncepcji inteligencji wielorakich uważa, że gra w szachy przyczynia się do rozwoju inteligencji u dzieci. Wyróżnia dwie z dziewięciu, których posiadanie daje człowiekowi wiele możliwości, a szachy mają szczególny wpływ na ich rozwój.

Jedną z nich jest inteligencja matematyczna, która odpowiada za myślenie przyczynowo-skutkowe. Rozwinięta tego typu inteligencji pomaga człowiekowi  postrzegać świat poprzez logiczne myślenie oraz ciągi zdarzeń. Wspomaga także kreatywne rozwiązywanie problemów.

Dzieci z rozwiniętą inteligencją matematyczną, szybko rozwiązują zagadki, zwracają uwagę na szczegóły, dostrzegają związki między różnymi zjawiskami oraz potrafią je ze sobą łączyć. Szukają odpowiedzi na pytania drogą dedukcji. Lubią eksperymenty i jasne instrukcje. Są wytrwałe w poszukiwaniu rozwiązań, wykazując się przy tym kreatywnością. 

Druga z nich to inteligencja przestrzenna. Typ postrzegania otoczenia oparty na rozumieniu go dzięki kształtom i wyobrażeniom. Dziecko obdarzone tym rodzajem inteligencji cechuje duża wrażliwość na otaczające przedmioty i wzory.

Osoba z rozwiniętą inteligencją przestrzenną jest świetnym obserwatorem, skutecznie używa wyobraźni, sprawnie odczytuje informacje prezentowane w formie diagramów, schematów lub tabel. Potrafi doskonale aranżować przestrzeń zwracając uwagę na odpowiedni dobór kolorów i faktury. Ma pamięć fotograficzną i świetną orientację w terenie, co ułatwia jej umiejętność szybkiej orientacji z mapą. 

*

Może się wydawać, że zasady są trudne, a gra w szachy jest zwyczajnie nudna. Jednak gdy się zagra po raz pierwszy już nie można doczekać się kolejnej rozgrywki. Szukanie sposobów na dotarcie do króla przeciwnika jest bardzo ekscytujące i daje na pewno dużą przyjemność. Rozgrywka jest zwykle bardzo angażująca, dlatego możemy się dzięki niej nie tylko rozwinąć, ale i zrelaksować.

Warto nauczyć dzieci grać w szachy. Z pewności bardzo szybko uporają się z nazwami figur i zasadami gry. Możliwości umysłowe, jakie rozwija ta gra są bardzo cenne i mogą okazać się przydatne w wielu dziedzinach życia. 

 

 

 

 

 

 


Powinnam raczej napisać gra planszowa, która uczy zarządzania finansami…

Okazało się, że inwestowanie w tej grze to rzeczywiście temat przewodni, jednak przede wszystkim to świetna rozrywka.

Początkowo myślałam, że gra będzie polegała na zadaniach zupełnie niezwiązanych z rzeczywistością zwykłego Kowalskiego, tymczasem jest mu niezwykle bliska. Sytuacje, jakie zdarzają się uczestnikom w grze są całkiem autentyczne (zwłaszcza kwoty, jakie zabierane są od naszej wypłaty) więc wcale nie jest trudno się z grą oswoić, w przeciwieństwie, do realiów… :-/

Cashflow to gra planszowa, której pomysłodawcą jest Robert Kiyosaki, o którym wspominałam w tym artykule. Pisałam tam o sposobach autora na wdrażanie dzieci do zarządzania pieniędzmi, jakie zawarł w książce “Mądre, bogate dziecko”.

Zatem gra jest także stworzona w tym właśnie celu, a także by:

  • nauczyć się myśleć o pieniądzach, jak o środku do zapewnienia bezpiecznej, spokojnej przyszłości;
  • przestać traktować je jako chwilowy polepszacz nastroju, wydając na drogie, niepotrzebne rzeczy;
  • nie myśleć o pieniądzach, jak o przekleństwie, bezustannie narzekając na ich brak.

JAK SIĘ GRA?

Gra składa się z bardzo porządnie wykonanych elementów:

  • twardej planszy,
  • kart: rynek, niespodziewane wydatki, mała transakcja, duża transakcja,
  • 2 kostki,
  • szczury drewniane 6 sztuk,
  • 2 bloki arkuszy: zestawienie finansowe oraz rejestr gotówki,
  • 12 kart zawodów,
  • instrukcja gry.

Ja do tego zestawu dołączyłam już na stałe długopisy ścieralne, ponieważ bardzo często musimy aktualizować swoje przychody oraz zmieniające się wydatki w swoim zestawieniu finansowym. Ciągłe kreślenie bardzo by komplikowało sprawę.

Gra jest przeznaczona dla 4 graczy powyżej 14 (!!!) roku życia. Myślę jednak, że każdy młodszy wielbiciel gry Monopoly da sobie radę, a możliwość użycia kalkulatora jeszcze uatrakcyjni grę!

NO TO GRAMY…

Zaczyna się od wylosowania zawodu.

Przepisuje swoje zarobki oraz koszty na zestawienie finansowe.

Rzuca się kostką i dołącza do wyścigu szczurów.

Każde minięcie lub postój na polu WYPŁATA powoduje przypływ dodatkowych pieniędzy w raporcie gotówki.

Inne odwiedzone pola umożliwiają zakup/sprzedaż nieruchomości, akcji, złota lub udziałów w spółkach. Można też wylecieć z roboty (stoimy dwie kolejki, ale kredyty trzeba spłacać), przekazać 10% swoich oszczędności na cele dobroczynne, skusić się na nieracjonalny, nieprzewidziany wydatek (mając 40 $ wypłaty, udałam się w podróż po winiarniach(!) za 1 tyś$) można … powiększyć rodzinę.

W ten sposób dążymy do wydostania się z wyścigu szczurów (okrągłej części planszy).

Wydostając się z niego po osiągnięciu wyższych przychodów niż kosztów, przechodzimy do kolejnego etapu gry, który podejrzewam, że tak jak w prawdziwym życiu tak i w grze już nie jest tak emocjonujący. Obraca się już wtedy potężnymi sumami pieniędzy, a wygrywa ten, kto jaki pierwszy osiągnie swój cel finansowy.

Gra mimo że wygląda na niezwykle skomplikowaną, nie stanowi większego wyzwania. Jest dość prosta i gra się naprawdę przyjemnie i emocjonująco.

NAJBARDZIEJ PODOBA MI SIĘ W NIEJ TO, ŻE…

Jest realistyczna pod wieloma względami np. możemy pożyczyć pieniądze szwagierce i liczyć się, że nie otrzymamy ich z powrotem. Wydać oszczędności na niepotrzebną rzecz mimo, że wcale jej nie potrzebujemy. Czy nie cieszyć się z pojawiającego się dziecka rujnującego nasze plany inwestycyjne 😉

Uczy pojęć związanych z zarządzaniem finansami. Dzięki instrukcji szybko pojmujemy, czym są aktywa, a co stanowią pasywa. Co daje nam wyższy przepływ gotówki, po co jest nam potrzebny i jak go osiągnąć.

Pokazuje jak różnicować oferty kupna nieruchomości oraz akcji. Na początku nie mamy rozeznania w rynku i kupujemy wszystko, na co wystarcza nam oszczędności, jednak dopiero po “obejrzeniu” większej ilości nieruchomości, mamy wiedzę, która oferta jest korzystna, a którą powinniśmy odrzucić.

Podobnie z akcjami, mając możliwość kupna jednej za 10$ myślimy, że to tanio. Za chwile okazuje się, że można było zaczekać, bo teraz cena to 5$ za sztukę. Ale na tych za 10$ też możemy zarobić, bo może się niedługo trafić karta z informacją, że ceny danej spółki podskoczyły do 40$. Cierpliwość może przynieść korzyści nie tylko w grze…

Gra jest poza tym zabawna i przyjemna. Ciągłe zapisywanie wydatków i zarobków może wydawać się uciążliwe, jednak okazuje się wcale takie nie być nawet dla 8-letniego dziecka.

JEDNAK NIE WSZYSTKO JEST TAKIE REALISTYCZNE…

Wiadomo, gra miała tylko zobrazować, jak wygląda droga wychodzenia z wyścigu szczurów i nie można wymagać za dużo. Jednak są sprawy,  które nieco ułatwiają kroki początkującego inwestora, natomiast w rzeczywistości bardzo je utrudniają.

Kredyt hipoteczny w grze można wziąć zawsze i w zasadzie nic nie kosztuje… Z każdej wypłaty pobierana jest kwota, różni się w zależności od wykonywanego zawodu. Jednak będąc mechanikiem, tej raty jest tylko 200$, a kupując 8 nieruchomości, rata się nie zwiększa…

Kolejna sprawa to cena akcji. Na karcie z możliwością zakupu można odczytać zakres cen w jakich akcja może wystąpić w czasie gry. Gdyby tylko taki zakres przedstawiała każda spółka z WIG 20… Niestety, w rzeczywistości sami musimy prześledzić jej historię, wydarzenia z nią związane, planowane ruchy zarządu, następnie podjąć decyzję o kupnie, zatrzymaniu lub sprzedaży akcji danej spółki.

Nieprzewidziane wydatki w prawdziwym życiu to zazwyczaj zalane mieszkanie, złamana noga, czy awaria silnika w aucie. W grze nieprzewidzianymi wydatkami jest członkostwo w klubie golfowym, wspomniana wcześniej podróż po winiarniach, nagłośnienie do samochodu, skuter śnieżny czy pobyt w kasynie!

Ale może coś w tym jest…;-)

*

Gra nie jest tania (275zł) jednak w pełni warta swojej ceny. Jest bardzo wysokiej jakości, dobrze przemyślana, ładna, edukująca oraz zabawna.

Wypełniając raport gotówki po każdym wydatku lub zarobku, ma się obraz własnych finansów, który pozwala podejmować zwykle trafne decyzje. Być może stosowanie tego rozwiązania na co dzień, w prawdziwym życiu, pomogłoby uświadomić sobie jak wygląda nasz cashflow i zrezygnować z wydatków, które zwyczajnie nie powinny mieć miejsca.

Możliwość inwestowania bez strachu o bankructwo, czy popadnięcie w długi daje nam szansę przetestowania różnych rozwiązań dających nową wiedzę i doświadczenie.

Najważniejsze to jednak mieć rozeznanie rynku. Tego uczy gra. Jeżeli chcemy pomnażać oszczędności musimy mieć wiedzę, jak to zrobić, by dzięki temu ograniczyć ryzyko porażki.

Zachęca także, do poznania prawdziwego rynku nieruchomości, rozpoczęcia interesowania się cenami i zdobycia wiedzy związanej z inwestowaniem na giełdzie.

Grając dłużej niż zakłada producent (60-180min) możemy wywnioskować, czego musimy się nauczyć, by zacząć inwestować.

KAŻDE DZIECKO POWINNO ZAGRAĆ W CACHFLOW

O ile sytuacje z gry, jak problemy wynikające z pożyczania pieniędzy w rodzinie, czy kupowanie drogich rzeczy, gdy ma się już debet na karcie, są dobrze znane większości dorosłym, o tyle dziecko może być wstrząśnięte takim postępowaniem. Może także zobaczyć, jak wielkim obciążeniem dla budżetu domowego jest pożyczka, za to docenić przydatność kredytu hipotecznego w celach inwestycyjnych.

Zaczyna rozumieć, że nigdy nie ma gwarancji, że “przyjaciel” pieniądze odda, a zbędne wydatki w sytuacji, gdy raport finansowy jest nienajlepszy w ogóle nie powinny wchodzić w grę.

Może gdybyśmy na co dzień trzymali taki raport przed sobą, udałoby się zrezygnować z wielu niepotrzebnych wydatków.

Kiedyś na pewno odważę się i zacznę inwestować pieniądze, jednak najbardziej zależy mi, aby mój syn zdobył odpowiednią wiedzę o powiększaniu oszczędności i skutecznie ją wykorzystywał w życiu, a gra CASHFLOW  z pewnością mu w tym pomoże.

Copyrights

Liravibes - blog parentingowy

Strona powstała dzięki dofinansowaniu z Unii Europejskiej i i Europejskiego Funduszu Społecznego na rozwój przedsiębiorczości w ramach projektu „ Czas na działanie! Czas na własną firmę!” nr RPLU.09.03.00-06-0044/16 realizowanego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego na lata 2014 – 2020 OŚ Priorytetowa 9 Rynek pracy, Działanie 9.3 Rozwój przedsiębiorczości