Przywódca-obowiązkowy element szczęśliwej rodziny.

Rodzina jest obecnie najważniejszą jednostką społeczną i pomimo wielu opinii jakoby powoli traciła na znaczeniu i wartości, nadal większość z nas stanowi jej element.

Jakiejś, ponieważ jest synem, córką, bratem, szwagrem, czy ciocią… i te role są niezależne od nas. Dopiero bycie ojcem lub matką sprawia, że stajemy się odpowiedzialni za własne dzieci. Musimy, a przynajmniej powinniśmy zrobić wszystko co w naszej mocy, aby dać światu wspaniałych ludzi. Z kolei swoim zachowaniem wobec dzieci umożliwiamy im lub pozbawiamy ich szansy na szczęśliwe życie w przyszłości. 

Zapewnienie swojej rodzinie przywódcy, który będzie oparciem oraz zapewni jej poczucie bezpieczeństwa jest dla niej niezwykle cenne.

Choć mogłoby się wydawać, że obecnie każdy sam może być sobie przywódcą, dorosły jak i dziecko. Że każdy wraz z własną niezależnością powinien wyznaczać sobie granice i tak często jest. Jednak wiele osób w tym także dzieci chowają za swoją autonomią strach i niepewność. Wydawać by się mogło także, że obecnie kobiety nie potrzebują mężów dla poczucia bezpieczeństwa, bo są wystarczająco silne, by same mogły się o siebie zatroszczyć. Tak naprawdę, wiele z nich marzy o kimś, kto się nimi zaopiekuje, jednak duma nie pozwala pokazać im swoich lęków i słabości.

O ile zachowanie kobiet jest celowe i ma wywołać określone efekty w postaci odbioru własnej osoby jako niezależnej i odważnej, o tyle dzieci nie powinny mieć wyboru i zawsze mieć dorosłego przywódcę i opiekuna. 

Nie myślę tu o władcy, czyli głowie rodziny, jaką był ojciec w każdym domu jeszcze niespełna 20, 30 lat temu. Nie piszę o apodyktycznym, agresją osiągającym swoje założenia rodzicielskie wobec dzieci rodzicu. Taka postawa krzywdziła umysł i ciało dziecka.

Dzieci potrzebują rodzica, który zna je, respektuje ich granice osobiste oraz jest wobec nich autentyczny.  

Gdy zabraknie przywódcy stada w stadzie…

Przywództwo w stadzie nie powinno wiązać się ze strachem, ograniczeniami, zakazami, za to z bliską więzią i zaufaniem. Nie ma jednak jednego patentu na tą rolę. Można dowiedzieć się jak najwięcej w tym temacie, ale decyzję, co do ostatecznego zachowania wobec rodziny powinniśmy i tak podjąć sami. Ponieważ to my będziemy odpowiedzialni za to, co się wydarzy w przyszłości, nie żaden ekspert, pedagog czy inny znawca tematu.

W tym artykule pisałam o tym, by uważać na opinie ekspertów i zawsze zastanowić się, czy na pewno ich rady są tym czego nam lub naszym bliskim potrzeba:https://liravibes.pl/nie-dajmy-sie-zwariowac-czyli-ze-skrajnosci-w-skrajnosc/ .

Nie tylko w rodzinie potrzebny jest przywódca. Kapitana potrzebuje drużyna, wychowawcy klasa, a firma prezesa. 

Każda z tych grup nie osiągnie swoich celów bez jednej osoby, która wskaże kierunek, która swoim opanowaniem zapewni o przyszłym sukcesie. Która wzbudzając zaufanie i szacunek stworzy coś ważnego i wartościowego wraz z innym ludźmi.

Rodzina bez przywódcy będzie ciągłą walką o władzę i posłuszeństwo. Ciągłe konflikty tylko zaostrzą napięte i tak relacje pomiędzy członkami rodziny. Firma bez szefa przywódcy nie ma szans na sukces. Pracownicy nie będą wykonywać powierzonych zadań przez kogoś, komu nie ufają i nie szanują go.

Kiedyś uważano, że przywódca to podmiot, natomiast osoby w jego otoczeniu to przedmioty, którymi można posłużyć się w celu wykonania zadania. Tak było w rodzinach i przedsiębiorstwach. Dziś już wiadomo, że ani w firmach, a tym bardziej rodzinach, taka relacja nie odnosi pożądanych skutków. Tylko podmiot, traktujący innych podmiotowo osiągnie swoje cele, dając przy tym innym szacunek i niezależność.

Dlatego obecność przywódcy w każdej grupie społecznej jest tak ważna.

Wiele lat temu w katastrofie górniczej, kilkunastu górników utknęło w tunelu. Spędzili tam wiele dni i mieli niewielkie szanse na przeżycie. Sami górnicy doskonale zdawali sobie sprawę ze swojego położenia. Zaczynali się załamywać i tracić nadzieję. Jeden z nich zaczął przewodzić grupie. Zorganizował zajęcia, wyznaczył zadania kolegom, a swoim spokojem i ufną nadzieją na ratunek zaraził innych. Górnicy przetrwali dzięki niemu najgorszy czas i zostali ocaleni. Jednak gdyby nie postawa mężczyzny, który zachował spokój i tym samym, dodał otuchy innym nie wiadomo, jak mogłoby się to skończyć. Stan psychiczny innych górników mógłby znacznie się pogorszyć i wpłynąć na ich późniejsze życie.

Obecność przywódcy w stadzie jest wspaniałym przywilejem dla jej członków. Daje poczucie bezpieczeństwa i nadzieję, że cokolwiek się wydarzy mam kogoś, ktoś zawsze jest przy nas. 

Czym wyróżnia się przywódca stada?

AUTORYTET

Będąc dla swoich dzieci lub pracowników wzorem, który jest autentyczny i prawdomówny, który doskonale odnajduje się nawet w trudnych sytuacjach, jest świadomy podejmowanych kroków i świetnie radzi sobie z pojawiającymi się problemami buduje się silną pozycję, która budzi szacunek i poważanie.

Wydaje się być bardzo trudnym zadaniem, by zostać taką osobą w kwestii wychowania dzieci jednak jest to wykonalne. Przynajmniej zawsze powinniśmy się starać dążyć do takiej postawy. Wpłynie z pewnością na jakość naszego życia poprzez korzystne zmiany w naszych relacjach w rodzinie czy pracy. 

ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Wszystkie podejmowane kroki na drodze rodzicielstwa wiążą się z ogromną odpowiedzialnością. Nie poczuciem winy, jaki może nam towarzyszyć w chwilach, gdy uzmysłowimy sobie, jakie błędy popełniliśmy, a właśnie odpowiedzialnością, czyli “to ja odpowiadam za podjęte decyzje i czyny”. Należy do nich także to, jak chcę, by wyglądało życie w mojej rodzinie, jak się o nią będę troszczyć oraz jak wychowam swoje dzieci.

Do dzisiaj jednak często obwinia się dzieci za niedociągnięcia wychowawcze rodziców. Oni sami często są skłonni ukarać dziecko za pewne zachowania, które często są wynikiem ich nieodpowiednich działań wychowawczych.

Odpowiedzialność i autorytet pozwalają w jasny sposób wyrażać swoje zdanie, mówić czego chcemy, a czego nie jesteśmy w stanie zaakceptować. Taka postawa pomaga zdobyć szacunek i zaufanie dziecka.

POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI

Wiąże się z tym kim jesteśmy oraz jaki mamy do tego stosunek. Poczucie wartości jest zatem bardzo ważnym elementem tego, jak będziemy postrzegani przez nasze dzieci. Osoba, która nie ma zaufania, co do swoich możliwości w kwestii bycia rodzicem, ale także na wielu innych polach ma wątpliwości, co do swojej osoby oraz podejmowanych przez siebie działań, może być odbierana przez dzieci jako słaba. Nie da wystarczającego poczucia bezpieczeństwa oraz nie wzbudzi wystarczającego zaufania. 

Z kolei dobre przywództwo wspiera poczucie własnej wartości w dzieciach poprzez zainteresowanie ich uczuciami i myślami oraz wychodzenie z ciekawością naprzeciw ich reakcjom i zachowaniom. Daje się przy tym możliwość dziecku poznawania siebie oraz budowania własnego obrazu.

Powyższe elementy tworzą przywódce stada, rodziny, grupy. Autorytet, jego odpowiedzialność oraz poczucie wartości tworzą osobę godną zaufania i szacunku. Takiej osobie w trosce o innych członków grupy muszą przyświecać pewne wartości. Każdy aspirujący przywódca rodziny musi zastanowić się nad własnymi wartościami oraz przewidzieć to, co wydarzy się w przyszłości, kierując  się nimi w życiu. Dopiero po ustalenie celów, jakie oczekujemy w wychowaniu dzieci możemy uzupełnić lub zastąpić je innymi.

Dobremu przywódcy powinno przede wszystkim zależeć na trosce o godność wszystkich członków rodziny, integralność oraz autentyczność.

Godność powinien posiadać każdy. Tylko wtedy jest świadomy własnych wartości przy tym nie wywyższa się z tym nad innymi, za to darzy ich szacunkiem. Posiada przede wszystkim szacunek wobec samego siebie oraz dumę i honor.

Godność łatwo w dziecku zabić słowami “nie znasz się, za mały jesteś”, “porozmawiamy, gdy dorośniesz”, a także biciem lub nawet brakiem zainteresowania nim. 

Rodzic uważający się za przywódcę stada, jednak niedbający o godność członków swojej rodziny, nigdy nim nie będzie. Przekazywane wartości za pomocą krzyków, nakazów lub klapsów nie będzie przynosiło żadnych rezultatów oprócz bólu psychicznego oraz fizycznego.

Integralność dająca możliwość posiadania własnych granic, potrzeb i wartości to coś czego wielu z nas do dzisiaj brakuje.

Wiele młodych osób kończy liceum, a nawet studia nie wiedząc, co mają dalej robić. Nigdy nie mieli odwagi zdecydować, a nawet pomyśleć o tym czego chcą. Robią automatycznie to, czego wymagają od nich inni nie zastanawiając się, co tak naprawdę chcą robić sami. Przywódca rodziny daje możliwość samodzielnego decydowania o sobie. Nie narzuca swojej woli, czy ambicji. Liczy się z potrzebami członków swojej rodziny. Swoją rolą dając wsparcie, radę lub akceptację decyzji innych.

Autentyczność

Bardzo często wraz z “graną” rolą w naszym życiu przyjmujemy jakieś stanowisko. Poprzemy nienawidzoną partię polityczną, do której należy szef, gdy liczymy na awans, będziemy mili i uprzejmi dla okropnej cioci na spotkaniu rodzinnym, by nie wywoływać konfliktów, a wychowując dzieci będziemy konsekwentni i stanowczy tylko po to, by pokazać mu kto tu rządzi.

Nie ma w tym za grosz autentyczności. Dziecko widząc nas i nasze maski nie może traktować nas poważnie. Nie powinniśmy nawet tego od niego oczekiwać. Zastanawiając się nad tym głębiej, przestaniemy sami się szanować, gdy uświadomimy sobie co wyprawiamy. Bycie autentycznym jest bardzo trudnym zadaniem, zwłaszcza w czasach, gdy prawie wszystko jest udawane. 

Chcąc być prawdziwym przywódcą rodziny musimy zadbać o własne wartości, którym będziemy wierni i przynajmniej starać się żyć w zgodzie z nimi, ucząc przy tym tego samego własne dzieci.

*

Każde dziecko powinno mieć przywódcę. Kogoś, kto będzie dla niego autorytetem, kto odpowiedzialnie będzie podejmował własne decyzje uwzględniając przy tym potrzeby innych oraz zapewni im poczucie wartości. 

Ważne, by potrzeby, uczucia, marzenia i życzenia dzieci traktować poważnie, co nie znaczy spełniać ich każdą zachciankę. Rozumieć te potrzeby i rozróżniać, a przede wszystkim traktować jak własne.

Nasz osobisty autorytet może dać dzieciom poczucie bezpieczeństwa, ale także pomóc wykształcić im zrozumienie dla własnych potrzeb, uczuć i granic. Dać dzięki temu siłę, by bezpiecznie mogły kiedyś iść własną drogą. 

 

Może Cię także zainteresować:

 

 

Photo by Tim Mossholder on Unsplash


Krytyka to ocena pod względem dobrych i złych stron…

Dobrych też? A zwykle słowo “krytyka” kojarzy się tylko z przykrym uczuciem słabości, upokorzenia i czasem niesprawiedliwości. Możemy mieć wrażenie, że ktoś chce nam zrobić przykrość wytykając nasze niedociągnięcia i błędy. Owszem, często tak właśnie jest, zwłaszcza gdy krytykant ma zły dzień i potrzebuje wentyla, którym upuści swoje negatywne emocje. Pech sprawił, że akurat przechodziliśmy nieopodal…

Krytyka, czyli ocena jakiegoś dzieła, utworu czy zachowania powinna uwzględniać pozytywne, jak i negatywne strony. Niestety, my skupiamy się na negatywach bardziej niż tym, co dobrego usłyszymy na swój temat.

I nawet formułka: “Jesteś bardzo towarzyski i świetnie udaje ci się…” nie ma żadnego znaczenia, gdy za chwilę pojawi się ALE.

Każda, nawet najmniejsza uwaga powoduje w nas smutek, złość lub rozgoryczenie.

 

Dlaczego tak trudno znosić negatywne słowa krytyczne wobec swojej osoby?

Niskie poczucie własnej wartości – to ono jest odpowiedzialne za naszą niemoc wobec krytyki. Staramy się być jak najlepsi, dowartościowujemy się każdym nawet najmniejszym sukcesikiem, a kiedy tylko ktoś zwróci nam uwagę na coś nawet błahego, wszystko co osiągnęliśmy przestaje się liczyć. Krytyka trafia nas prosto w serce, paraliżuje i nie daje o sobie zapomnieć. Niskie poczucie wartości nie pozwala na obronę lub każe nam uciekać, najlepiej z krzykiem. 

Z krytyką mają problem także dorosłe dzieci alkoholików, które opisuje się jako ludzi z niską samooceną, silnym poczuciem winy i wstydu oraz potrzebą uzyskiwania ciągłej aprobaty. Osoby te potrzebują ciągłego potwierdzenia, że jednak są coś warte. Boją się, dlatego często nie mają odwagi na wiele zwyczajnych działań, by nie konfrontować się uczuciem przegranej i negatywną oceną innych oraz samych siebie. Często nie potrafią przyjąć krytyki lub biorą ją zbyt mocno do siebie, a wiąże się to z ich niskim poczuciem wartości oraz ciągłym poczuciem zagrożenia.

Jednak dzieci wychowywane w domach, w których alkohol nie był obecny także mogą mieć problem z opiniami na swój temat. I także wyniknie to z niskiego poczucia własnej wartości dziecka. 

Bardzo ważne jest, aby od małego dawać dziecku wszystko to, co zapewni mu pewność siebie i tym samym umiejętność radzenia sobie ze słowami krytyki.

W tym artykule pisałam jak to zrobić:https://liravibes.pl/pewny-siebie-juz-od-dziecka/.

 

Obecnie dużym problemem jest hejt, z którym można bardzo często spotkać się w internecie. 

Zawsze zastanawiałam się: kim jest hejter?

Okazało się, że to mały człowieczek, bez możliwości i odwagi zmieniania świata. Ze swojej niemocy wylewa żal i nienawiść wobec Bogu ducha winnych osób. Hejter jest w stanie uśpienia, gdy wokół wszyscy żyją w takiej samej niedoli jak on, a także nie wychylają się ze swoim zdaniem. Gdy tylko komuś się powiedzie lub zacznie posiadać więcej niż on sam, budzi się i wybucha! Ma wiele do zarzucenia temu, któremu się powiodło: nieuczciwość, niewiedzę, łut szczęścia, ale ale! Te zarzuty nigdy nie padną prosto w twarz. Tylko za plecami lub za pośrednictwem klawiatury. Hejterzy nie grasują tylko w internecie. Kto mieszka na wsi, ten z pewnością wie o czym mówię. 

Mimo że słowa takich osób nie powinny robić na nikim wrażenia, okazuje się, że mogą być bardzo bolesne nawet dla tych, którzy zdają się być ze skały.

Hejterzy doskonale sobie zdają z tego sprawę i pisząc nawet nieprawdę i stek chamskich uwag pod czyimś adresem, sukcesem dla nich będzie przynajmniej zepsucie humoru komuś, komu “wszystko wychodzi”- tak o ludziach sukcesu myślą hejterzy.

Hejt powoduje dyskomfort psychiczny u każdego hejtowanego, mimo że wiele osób zarzeka się, że w ogóle nie robi on na nich wrażenia. Wiadomo, nikt nie lubi być bezpodstawnie oczerniany. Jednak nie ma sensu walczyć z wiatrakami. 

Można jednak powalczyć, by zwyczajną krytykę zacząć tolerować, a nawet akceptować. Przyswajać i wyciągać wnioski. 

To wymaga pracy  i chwili zastanowienia w momencie, gdy czujemy się źle w obliczu krytyki. Moment, by pomyśleć czy rzeczywiście ktoś chce mnie skrzywdzić lub czy przypadkiem nie ma racji?

Popracować można także nad poczuciem własnej wartości, dzięki temu słowa oceniające nas nie będą wyznaczały tego kim jesteśmy, a zwyczajnie to, jak postąpiliśmy. Wtedy nawet źle wykonane zadanie nie sprawi, że będziemy czuć się gorszymi, za to chętnie skorzystamy ze wskazówek, skorygujemy działania i pójdziemy dalej, nie użalając się i obwiniając.

Jeśli nie do końca potrafimy znieść słowa krytyki, reagujemy złością, agresją lub zupełnie przeciwnie: biernym wysłuchiwaniem negatywnych opinii na swój temat, nie zawsze konstruktywnych uwag, powinniśmy jak najszybciej zacząć uczyć się radzić sobie z krytyką.

 

Przede wszystkim:

UWIERZYĆ, ŻE JESTEM WARTOŚCIOWYM CZŁOWIEKIEM

Praca nad samym sobą jest trudna i wymagająca dużego zaangażowania, ale możliwa do wykonania bez wizyt u specjalistów. Powinniśmy zacząć od zmiany myślenia na własny temat. Zacząć postrzegać swój wizerunek w sposób pozytywny. Musimy na co dzień dostrzegać swoje zalety, zdolności, atrakcyjne cechy wyglądu i charakteru. Wiadomo, nie jesteśmy ideałami, ale mamy mnóstwo cech, które czynią nas wartościowymi ludźmi. Gdy zaczniemy myśleć w ten sposób krytyka już nie będzie tak bolesna, bo będziemy świadomi, że popełnione błędy, czy niesłuszne zarzuty nie sprawiają, że jesteśmy gorsi.

Codzienny trening przypominania sobie, jak wiele zalet posiadamy, jak dużo dobrego robimy, podniesie naszą samoocenę, która nie pozwoli na krytykę, pomoże nam przeciwstawić się niesłusznym ocenom lub bez problemu zaakceptować uwagi, które mają na celu pomóc nam się z czymś uporać.

 

DOCENIĆ WARTOŚĆ PŁYNĄCĄ Z KRYTYKI KONSTRUKTYWNEJ

Dla niektórych każda krytyka to wyjęcie zawleczki z granatu. Nawet nie słyszą czego dokładnie dotyczą uwagi tylko się gotują w środku. Warto czasem przemyśleć czy złość płynąca z upokorzenia, jakiego właśnie doznajemy, nie zaślepia nas tak bardzo, że nie dostrzegamy ważnych treści, które ktoś chce nam przekazać, dostarczyć ważnych informacji i po prostu pomóc.

 

PANOWAĆ NAD EMOCJAMI

Jak panować nad emocjami to temat na osobny post, ale chyba każdy ma swoje sposoby. Jeśli nie, to powinien je zacząć praktykować. Panowanie nad emocjami to niezwykle trudna umiejętność, ale przydatna w wielu aspektach życia.

Podczas słuchania krytyki destrukcyjnej zdolność ta może zbić z pantałyku krytykanta, a nam dać przewagę, którą wykorzystamy na spokojne wyłożenie własnej, asertywnej opinii na dany temat. Tego typu reagowanie na krytykę przyczyni się do wzrostu naszej samooceny i da większą odwagę w kolejnych konfrontacjach.

 

OSWAJAĆ SIĘ Z KRYTYKĄ

Jak już wspominałam krytyka nie zawsze jest zła i możemy ją wykorzystać dla własnych celów. Wystarczy tylko umieć jej słuchać. Aby zacząć czerpać profity z cudzych opinii powinniśmy się z nimi oswoić. Najlepszym sposobem na to jest częste pytanie kogoś o ocenę wykonanej pracy, własnego wyglądu, zachowania, następnie analiza uzyskanych informacji. Nie musimy się zgadzać ze wszystkim, nasze zdanie też jest ważne. Szybko przyzwyczaimy się do cudzych uwag, a uzyskaną wiedzę wykorzystamy w taki sposób, aby coś poprawić lub ulepszyć.

 

PRZYZNAĆ RACJĘ OSOBIE KRYTYKUJĄCEJ

Jeżeli przeraża nas uczestnictwo w sytuacji, w której jesteśmy krytykowani ponieważ zachowujemy się wtedy biernie lub wpadamy w szał. Zaskakującym rozwiązaniem trudnego momentu będzie zgoda na zarzuty krytykującego. Oczywiście później przedstawiając także swoje racje. Osoba krytykująca nieco osłabi atak i zauważy, że można przeprowadzić rozmowę o danym problemie zamiast spierać się na argumenty. Z kolei osoba krytykowana ze spokojem będzie miała szansę przedstawić swoje stanowisko i potężna awantura może odmienić się w rozmowę, dzięki której obie strony odniosą korzyści.

 

Krytykować trzeba umieć.

Nie wszyscy mieli tyle szczęścia, że słyszeli krytykę od osoby, dla której celem było dostarczyć wiedzę i prowadzić do rozwoju, a nie ośmieszyć, upokorzyć, czy wytknąć braki.

Byli i są tacy, którzy słyszeli niepochlebne uwagi na swój temat biorąc je za wyznacznik tego kim są, nie tego co robią. Podczas, gdy opinie powinny skupiać się na konkretnej sytuacji lub zachowaniu, krytykanci mówili o całej osobie np.: „Jesteś jakiś głupi, że nie możesz sobie poradzić z tak prostym zadaniem?” Ocena tak niepoprawna wprowadza krytykowaną osobę w stan poczucia porażki, słabości i bezradności. Może doprowadzić do niechęci przy podejmowaniu jakichkolwiek działań i negatywnego nastawienia do życia.

Umiejętność krytykowania tak samo jak chwalenia jest bardzo trudna i powinniśmy zdawać sobie sprawę, jak wielką krzywdę możemy wyrządzić drugiej osobie nieodpowiednim słowem. Jest jednak bardzo użyteczna i musimy z nią oswajać w umiejętny sposób nasze dzieci.

Oprócz konstruktywnej krytyki rodzic powinien także pracować nad wysoką samooceną dziecka i wspierać jego pewność siebie. Takie osoby najlepiej sobie radzą z krytyką i porażką w dorosłym życiu.

 

*

 

Umiejętność radzenia sobie z krytyką każdego rodzaju jest trudna do nauczenia zwłaszcza osobom, które nadmiernie krytykowane były w dzieciństwie. Wyzwolenie się spod ciężaru, jaki niesie ze sobą uczucie upokorzenia wywołane krytyką, będzie stanowiło dużą ulgę i wpłynie korzystnie na samoocenę. Dlatego warto ćwiczyć, budować w sobie nowe zdolności i ograniczać do minimum występowanie stresujących sytuacji w życiu.

 

 

To także może Cię zainteresować:

 

Photo by Matteo Vistocco on Unsplash


Mam wrażenie, że obecne czasy to ciągłe przechodzenie ze skrajności w skrajność. Jednego dnia Gortat reklamuje mleko, więc wszyscy rzucają się do sklepów po zapas nabiału, gdy na drugi dzień megawartościowy artykuł na Wirtualnej Polsce informuje, że mleko to trucizna, bez mrugnięcia okiem pozbywamy się zakupionych wczoraj zapasów.

Codziennie pojawiają się miliony sztucznie pompowanych informacji, by za tydzień przedstawić zupełnie odwrotną wersję wydarzeń i wzbudzić powszechny szok i niedowierzanie.

Oczywiście wszystko jest poparte badaniami naukowymi. Każda teza ma akceptację eksperta, który szczegółowo wyjaśnia poszczególne aspekty problemu w telewizji śniadaniowej w ciągu 15 sekund! Tyle wystarczy, by całkowicie zmienić nasze zdanie na jakiś ważny temat.

Jeżeli jakiś kompletnie zielony, bez własnych przemyśleń, obserwacji, niczym nieinspirujący się rodzic sięgnie po kilka pierwszych lepszych książek o tematyce pedagogicznej może dostać myślopląsu. Każda z nich przedstawi podobny, a nawet zupełnie różniący się od drugiego model wychowawczy. Każda z nich przedstawi wspaniałe rezultaty, jakie wynikną z zastosowania metod wychowawczych zgodnie z książką, ponadto potwierdzi ich skuteczność testami i badaniami najznamienitszych psychologów i pedagogów. Czy to możliwe, że człowiek, który na oczy nie widział naszego dziecka może nam mówić jak mamy je wychować? Czego najbardziej potrzebuje, by się zdrowo rozwijać, by było szczęśliwe?

Możemy szukać informacji, inspirować się, rozwiązywać za czyjąś radą problemy wychowawcze, ale zgodnie ze sobą, a przede wszystkim dzieckiem. Pójście w jednym kierunku nie zważając na konsekwencje nie jest słusznym rozwiązaniem. Mamy przecież swój rozum i powinniśmy z niego korzystać. Być może za bardzo ufamy ekspertom, których jest teraz wszędzie pełno…

Chcąc przystąpić do jednej z grup na Facebooku musiałam najpierw odpowiedzieć na kilka pytań od założycieli grupy. Jednym z nich było: “W jakim wieku należy rozszerzyć dietę dziecka?” To miał być rodzaj testu. Czy jestem wystarczająco zafiksowana na idealizowanym przez nich modelu wychowywania dzieci, by móc należeć do ich społeczności.

A ja naiwnie myślałam, że dietę można rozszerzyć, kiedy dziecko jest gotowe na nowe posiłki i samo zaczyna się ich domagać… Nie! Grupa na facebooku mi wskaże, kiedy mogę dać dziecku gotowaną marchewkę.

Niestety, wielu rodziców zapatrzonych ślepo w autorów danej filozofii rodzicielskiej nie zwróci uwagi na potrzeby własnego dziecka, tylko na potrzeby grupy na portalu społecznościowym.

Nie dajmy się zwariować. To my, rodzice wiemy najlepiej, czego najbardziej potrzeba naszym dzieciom i nie możemy czegoś dziecku zabraniać lub je w czymś ograniczać tylko ze względu na przynależność do grupy na Facebooku.   

Obecny szał na unikanie związków chemicznych w produktach kosmetycznych jest zrozumiały. Wszyscy ciągle słyszymy, czytamy, że to chemia i jej obecność w każdym produkcie, z jakim mamy styczność są odpowiedzialne na nowotwory oraz wiele poważnych chorób. To prawda. Powinniśmy się starać unikać toksycznych związków chemicznych w produktach, których używamy na co dzień, a także które spożywamy.

Rezygnujemy zatem z szamponów zawierających SLS-y, kremów z parabenami w składzie, mleka, jajek, glutenu i mięsa naszprycowanego sterydami, jednak mało kto rezygnuje z produktów, które w największym stopniu przyczyniają się do obciążenia naszych organizmów chemią i metalami ciężkimi, za które płacimy ciężkie pieniądze w aptekach.

Leki, które zażywamy na co dzień, są naszym największym trucicielem, jednak nie boimy się ich w tak wielkim stopniu, jak szamponu czy odżywki. To właśnie substancje zawarte w medykamentach wyrządzają nam najwięcej szkody, jednak teoria o glutenie i parabenach jest skuteczniejsza.

SLS-y których tak bardzo się boimy to substancje wykorzystywane w produkcji kosmetyków od kilkudziesięciu lat i dotąd nie ma żadnych badań, które potwierdzają ich toksyczny wpływ na organizm człowieka. Podobnie z parabenami. Borówka amerykańska, którą pochłaniamy garściami w sezonie, zawiera w sobie methyloparaben, czy to znaczy, że powinniśmy zrezygnować z jedzenia tego owocu?

Nie, ten owoc zawiera po prostu naturalny konserwant, który jest czasem wykorzystywany w produkcji kosmetyków. Inne parabeny będące związkami chemicznymi także nie stanowią zagrożenia dla organizmu, gdy są w odpowiednich ilościach w produktach kosmetycznych. 

Sama wybieram kosmetyki z jak najmniejszą ilością substancji chemicznych, za to bazujące na tych jak najbardziej naturalnego pochodzenia, by możliwie ograniczać kontakt mojego ciała z chemią, której i tak jest wszędzie mnóstwo.

Ograniczam za to korzystanie z leków aptecznych. Których szkodliwe działanie nie jest dla ludzkości tajemnicą jednak zawierzenie naszego życia wszechwiedzącym doktorom (o pasożytach tylko nie słyszeli) jest bardzo mocno ugruntowane w naszej podświadomości, stąd brak chęci rezygnacji z tej formy leczenia wszelkich dolegliwości.

Paracetamol, antybiotyki, szczepionki i zwykłe gripexy, coldrexy doładowują nas mnóstwem trucizn, które obciążają nasze narządy, a nie zdając sobie z tego sprawy nie staramy się ich oczyszczać w naturalny sposób. 

Czy w takim razie musimy natychmiast zrezygnować z zażywania lekarstw?

Oczywiście, że nie. Przecież nie będziemy ryzykować życia swojego, a zwłaszcza swoich dzieci, by nie dopuścić do obciążenia wątroby związkami chemicznymi. Są jednak osoby, które bezmyślnie poddają się podobnym teoriom i bezrefleksyjnie wykonują zalecenia ekspertów danej dziedziny. 

Nie dajmy się  zwariować!

Świadome życie pozwala racjonalnie decydować o tym, co chcemy wykluczyć dla zdrowia, ale i co zaakceptować dla życia.

Mamy swój rozum i opinie ekspertów powinniśmy dostosować do siebie i swoich potrzeb lub jeżeli nie zgadzamy się z nimi, całkowicie je odrzucić. Mamy do tego prawo. Zwłaszcza, że ich teorie wcale nie muszą być słuszne i obiektywne.

Niedawno pojawiła się książka autorstwa Susie Giordano, ekspertki z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem w dziedzinie snu dziecka. EKSPERTKA pisze w niej, że to nie rodzice powinni się dostosować do obecności dziecka w domu, a dziecko do rodziców. Autorka twierdzi także, że rodzice powinni mieć czas dla siebie, nie przejmując się płaczącym dzieckiem w pokoju obok. Ponadto zachęca do wyznaczania dziecku określonych pór karmienia, by szybko móc cieszyć się 12-godzinnym snem.

Przerażające jest to, że ta książka może być przeczytana przez nieświadomego, polegającego na opiniach ekspertów rodzica. Przez co może nieświadomie bardzo skrzywdzić swoje dziecko. 

Niektóre księgarnie wycofały się ze sprzedaży książki, niestety nadal można ją w niektórych dostać. 

Być może to tylko prowokacja, chęć zarobienia pieniędzy, a może odpowiedź na potrzebę rynku. Utwierdzenie w przekonaniu młodych rodziców, że dzieckiem wcale nie trzeba się zajmować, gdy chce nam się spać. Nie wiem, jaka jest przyczyna napisania czegoś tak strasznego. Wiem tylko, że każdy zdroworozsądkowy człowiek powinien dwa razy przemyśleć wszystkie informacje usłyszane od ekspertów każdej dziedziny.

Poddawanie się najnowszym odkryciom naukowców, czy potwierdzonym wieloletnimi doświadczeniami teoriom wbrew sobie (już nie mówiąc o dziecku) nie koniecznie doprowadzi do oczekiwanych przez nas i obiecywanych przez ekspertów rezultatów. Chęć życia według ustalonych przez kogoś innego zasad, które gwarantują idealne, zdrowe, pozbawione nieszczęść życie może okazać się ułudą.  

Każdy sam niech zdecyduje, co jest najlepsze dla niego i jego rodziny.

 

 

Photo by Keagan Henman on Unsplash

 

Może Cię także zainteresować:

 


Wychowanie dziecka niektórym kojarzy się z sielanką, zabawą, głośnym śmiechem i wieloma innymi przyjemnymi momentami w życiu dziecka i rodzica.

To prawda, wiele jest takich chwil. Jest jednak druga strona tej idylli… Stanowią ją trudne sytuacje, w których każdy świadomy rodzic zadaje sobie pytanie: “co ja mam teraz zrobić?” Wypisałam ich 9.

Oto one:

Najtrudniejsze momenty w wychowywaniu dzieci:

 

1. Gdy sami nie wiemy, co będzie najlepsze dla naszego dziecka.

Dowiadując się o tym, że niebawem zostaniemy rodzicami, do samego porodu zastanawiamy się nad wieloma sprawami związanymi z posiadaniem dziecka. Wiąże się to przecież z ogromną odpowiedzialnością, dlatego kwestia wózka i łóżeczka powinny stanowić kwestie drugorzędne. Najważniejsze, co zaprząta umysły przyszłych oraz młodych rodziców jest to, jak chcą wychować dziecko i jakim człowiekiem chcą, aby zostało w przyszłości. Nawet mając doskonale przemyślane plany, co do wychowania dzieci, na przestrzeni lat możemy znacznie zmienić swoje podejście, aż w pewnym momencie dojść do wniosku, że sami do końca nie wiemy, co będzie najlepsze dla naszego dziecka.

Każde dziecko jest inne i to, jak będzie się zachowywało w danych sytuacjach, powinno dawać nam informację, co do jego osobowości, zainteresowań, a także możliwości. Wykorzystując je, możemy określić czego potrzebuje. Musimy pamiętać, że nasze oczekiwania powinny być zawsze w zgodzie z naszym dzieckiem, nigdy wbrew niemu. 

 

2. Gdy nie wiemy, jak się zachować wobec dziecka.

Wiedza na temat wychowania dzieci jest teraz niezwykle łatwo dostępna i nie ma najmniejszego problemu, by ją zdobyć i tym samym poznać wszystkie najważniejsze aspekty wychowywania dziecka. Czy to rzeczywiści takie proste? Może i pewne podejścia wychowawcze doskonale współgrają z naszą wizją opieki nad dzieckiem, są jednak sytuacje, gdy mimo posiadanej wiedzy, sytuacja wydaje się być bez wyjścia.

Być może chcemy, aby nasze dziecko wzrastało w poczuciu akceptacji i miłości, jak zatem zareagować, gdy dziecko zachowuje się niegrzecznie wobec innych lub zdarzy mu się nawet kogoś uderzyć. 

Być może chcemy, by jednak dziecko znało najważniejsze zasady uprzejmego zachowania wobec innych, ale jak je skłonić do ich używania, by nie zaburzać jego niezależności.

Chcemy dziecko kochać bezwarunkowo, ale nie możemy udawać, że nic się nie stało, gdy było dla nas bardzo niemiłe.

Gdy rodzic cieszy się, że jego dziecko zaczyna chodzić i mówić, wtedy zaczynają się także tego typu sytuacje. Chcemy dobrze, ale nie zawsze wiemy, co zrobić, aby tak było.     

 

3. Gdy ktoś wtrąca się w naszą opiekę nad dzieckiem lub podważa nasz autorytet.

Zmora rodziców mieszkających z rodzicami-teściami. Ale zdarza się także, gdy ciocie, rodzeństwo lub kompletnie obcy ludzie zwracają nam uwagę, co do tego, jak zachowujemy się wobec dziecka.

Nie mówię tu o sytuacjach, gdy naprawdę robimy coś niewłaściwego i ktoś oburzony nie może na to pozwolić, więc interweniuje.

Zdarza się jednak, że nie chcemy się zgodzić na odwiedziny szwagierki z dziećmi, które dopiero przeszły grypę, mimo to ona decyduje się na wizytę z pretensjami, że jesteśmy zbyt przewrażliwione na punkcie dziecka.

Gdy nie pozwalamy jeść dziecku lodów, bo niedawno było przeziębione, a dostajemy burę od babci, że jesteśmy dla dziecka zbyt surowe.

Gdy ktoś inny zwraca nam przy dziecku uwagę, że nie radzimy sobie jako matka i że za dużo pozwalamy dziecku.

O takich sytuacjach mówię, w których asertywność nie przynosi żadnych rezultatów, a nasz autorytet starającej się, dbającej o swoje dziecko matki zostaje doszczętnie zdeptany.

Wie osób musi mierzyć się z podobnymi sytuacjami nawet codziennie. Najbardziej przerażające jest to, co z obserwacji takich sytuacji wynosi dziecko, które w pewnym wieku myśli, że korzysta na nich. Jednak z czasem może się totalnie zagubić i trudno będzie mu określić, kto tu jest dobry, a kto zły.

 

4.Gdy chcemy coś dziecku powiedzieć, ale nie możemy.

Wiele momentów podczas wychowywania dziecka byłoby prostszych, gdyby można było usiąść i pogadać z nim, jak z kumplem.

Dzieci zadają mnóstwo pytań i rodzice powinni je wspierać w tym pozyskiwaniu nowych informacji. Te odpowiedzi, które samemu udzielają dzieciom powinny być prawdziwe i jak najbardziej obiektywne. Dlatego o polityce z dzieckiem się nie powinno rozmawiać ;).

Są także inne tematy, które najlepiej przemilczeć przez kilka lat, jednak reklamy telewizyjne i radiowe prowokują często niezręczne rozmowy. Gdy jedziesz z dzieckiem autem, a w radio słyszycie: “…i niech twój konar zapłonie…” ciekawy świata kilkulatek z pewnością zapyta: “a co to jest erekcja?”.

Mimo że jestem przeciwniczką robienia z tematu seksu tabu, to póki co, taka wiedza 3-letniemu szkrabowi jest zupełnie zbędna.

Różne sytuacje dzieją się także w rodzinie. My wiemy coś, czego nie wie nasze dziecko. Ktoś nam zrobił jaką przykrość, lub porządnie się z kimś poprztykaliśmy. Nie musimy, a nawet nie powinniśmy opowiadać dziecku o naszych niesnaskach, ale co w sytuacji, gdy ono chce właśnie tego kogoś odwiedzić i nie rozumie dlaczego to nie wchodzi w grę.

Niestety podobnych sytuacji w pierwszych latach życia dziecka bywa wiele i chęć wyjaśnienia ich, ale zarazem ukrycia może przysparzać wiele trudu. W późniejszych latach, gdy dziecko jest poważnie zainteresowane danym tematem, jestem za tym, aby udzielać odpowiedzi na każde pytanie.

 

5. Gdy skończy się nam cierpliwość.

Nie chcę wchodzić na temat klapsów, bo temat się od lat powtarza i nigdy nie zmieni się podejście osób, które wierzą, że bicie dzieci jest normalne. Jednak oprócz bicia jest też krzyk, złość, gniew, obrażanie się na dziecko, które także bardzo niekorzystnie wpływają na dziecko. Nie wierzę, że jest na świecie rodzic, który nigdy nie zmagał się z którąś z tych sytuacji. No chyba, że taki co widzi swoje dziecko raz na pół roku. 

To jest nielogiczne. Te rozkoszne, przesłodkie, rozbrajające maluchy potrafią wyprowadzić nawet wybitnie spokojnego człowieka z równowagi, prowokując go do krzyków, czy trzaśnięcia drzwiami.

Dla rodzica, który postanowił być jak najlepszym opiekunem to może być szok. Z pewnością nigdy nie przypuszczał, że tak nisko upadnie. Jak spojrzeć w oczy dziecku, na które przed chwilą się nawrzeszczało, a które tak naprawdę nie zrobiło nic strasznego…

Te momenty są zawsze bardzo trudne i wiele kosztują i rodzica i dziecko. Warto znaleźć sposoby na radzenie sobie w takich sytuacjach, a może także poszukać przyczyn naszego nazbyt nerwowego zachowania. Być może inne sprawy, nagromadzone w ciągu dnia wywołują rozdrażnienie w późniejszym czasie.

 

6. Gdy uświadamiamy sobie, że gdzieś popełniliśmy błąd, ale nie wiemy jeszcze gdzie i jak to teraz odkręcić.

Wydawało nam się, że do roli rodzica jesteś tak przygotowani, że nic nie może nas zaskoczyć. No i zostaliśmy rodzicem… Czasami coś nam przychodzi do głowy i wierzymy, że postępujemy dobrze. Tak może być również w kwestii wychowania dziecka. Idziemy w jakimś kierunku. Skłaniamy do czegoś dziecko, a tu nagle okazuje się, że popełniliśmy błąd.

Bycie stanowczym i konsekwentnym rodzicem to wielka sztuka. Oczywiście sprawia, że dziecko jest grzeczne i bezgranicznie posłuszne, ale przy tym staje się też uległe i pozbawione pewności siebie. Wiec zanim postanowimy, że chcemy być takim rodzicem, jeszcze to trzeba przemyśleć. Czy na pewno chcemy, aby nasze dziecko było takie?

Bycie szczodrym, kochającym miłością materialną rodzicem (kupowanie dziecku wszystkiego, co zapragnie z miłości), jest świetną okazją, by we własnym domu mieć magazyn z zabawkami. Jednak dziecko w przyszłości nic nie będzie cieszyło, przyzwyczajone do posiadania wszystkiego, czego zapragnie może się bardzo zdziwić, gdy zobaczy, że nie zawsze tak jest. Nie będzie także doceniało prezentów mając je na co dzień bez okazji. Do tego będzie przekonane, że miłość wyraża się w taki właśnie sposób, czyli będzie otoczone drogimi rzeczami a jednocześnie nieszczęśliwe i samotne.

 

7. Gdy wiemy, że nasze dziecko musi samo się z czymś zmierzyć i nie powinniśmy mu w tym pomagać.

Odporność psychiczna jest niezwykle ważna dla każdego człowieka. Już od dziecka mamy wiele okazji by ją nabyć, a także sami powinniśmy umożliwić nabycie je naszym dzieciom.

Tym artykule pisałam o tym jak pomóc dziecku rozwijać odporność psychiczną:https://liravibes.pl/jak-wspierac-odpornosc-psychiczna-dziecka/.

Są zatem sytuacje, z którymi nasze dziecko musi się zmierzyć, by poradzić cobie w przyszłości z dużo poważniejszymi. Co nie znaczy, że należy pozostawić dziecko samemu sobie lub nie okazywać wsparcia, gdy tego potrzebuje.

W sytuacji gdy ktoś urazi nasze dziecko, zakpi z niego lub wyśmieje mamy ochotę dowiedzieć się gdzie mieszka ten śmieszek i samodzielnie pokazać mu, co myślimy o takim zachowaniu.

A co robimy? Dajemy szansę samodzielnego uporania się z sytuacją. Szukania rozwiązań i pomysłów na wyjście z takich momentów obronną ręką. Możemy zachęcić dziecko, by czasem miało dystans do siebie i nie brało wszystkiego na poważnie… Lub jeżeli bardzo go to zraniło, by na drugi raz nie pozwolił na takie zachowanie wobec siebie. 

Musimy wierzyć, że każda tego typu sytuacja ma jakiś cel. Jeżeli nie nauczy to dziecka asertywności to być może pokory. Czy przypadkiem ono wcześniej się z kogoś nie śmiało? Nie, moje dziecko? W życiu! Niestety tego nie wiemy… Dlatego musimy dać dziecku szansę nauczyć się czegoś bardzo wartościowego dzięki tego typu sytuacjom.

To niezwykle trudne momenty, kiedy wiemy, że nasze dziecko jest smutne, przeżywa coś lub nawet jest nieszczęśliwe. Musimy jednak być oparciem dla niego, mimo że będziemy równie mocno cierpieć co ono.

 

8.Gdy nasze dziecko jest nieszczęśliwe, a my nie potrafimy mu pomóc.

Pewien chłopiec bardzo pragnął mieć przyjaciół. Był dość nieśmiały, więc tylko podchodził do grupki kolegów osiedla, z którymi marzył, by się przyjaźnić i obserwował ich. Koledzy szybko odkryli, że są idolami chłopca, więc wiedzieli, że zgodzi się na wszystko, co mu rozkażą, by móc chociaż postać koło nich. W taki sposób znaleźli sobie idealny materiał do przynoszenia wybitych za boisko piłek. Jego mama obserwowała sytuacje i sugerowała chłopcu, że koledzy źle go traktują, że nie musi się godzić na to, czego nie chce. A najlepiej żeby znalazł sobie innych kolegów. Chłopiec nie chciał o tym słyszeć. Przestał się zadawać z tymi “kolegami” dopiero, gdy sami go wygonili z boiska. Bardzo przeżył tą stratę “przyjaciół”.

Jeszcze nie wiem jak to jest, ale za parę lat się przekonam i nawet już powoli się przygotowuje na ten moment. Pierwsza miłość i pierwszy raz złamane serce. Marzę, by być wtedy przy dziecku i go wspierać. Nie tłumaczyć, że jeszcze się 10 razy zakocha, że ona nie była dla ciebie… być i rozumieć jego smutek.

To z pewnością najstraszniejsze momenty wychowywania dziecka. Gdy samodzielnie podejmuje decyzje, gdy ponosi odpowiedzialność za swoje zachowanie. Gdy musi to przeżyć, by wyciągnąć z tego jakąś lekcję. Nasze prawienie morałów w takim momencie jest zupełnie niepotrzebne i nawet niewłaściwe. Dziecko potrzebuje bardziej obecności rodzica niż kazań. Wsparcia i przytulenia. 

Najtrudniejsze jest patrzenie na ból dziecka i myśl, że nic nie możemy zrobić, by mu ulżyć. 

 

9. Gdy dziecko czegoś chce, a my wiemy, że wcale tego mieć nie musi.

Piesek? Chomik? Siedemnasta gra na konsolę? Jak odmówić? Gdy dziecko zarzeka się, że zaoszczędzi na zakup, będzie sprzątało klatkę lub wyprowadzało psa na spacer. A my przecież doskonale wiemy, że tak będzie ale przez pierwszy tydzień. Później będą to nasze kolejne obowiązki.

Warunki, umowa? Nie wchodzą w grę, dziecko zrobi wszystko, by osiągnąć cel, a zakup i tak się znudzi po tygodniu.

Musimy pamiętać, że jako rodzice mamy prawo się nie zgodzić. Mamy prawo także się nie tłumaczyć dziecku, ale poinformować go o swojej decyzji.

Być może będzie na nas bardzo złe i nawet nam o tym powie. Ma do tego prawo. Musimy go zrozumieć. Nikt z nas nie lubi, gdy nam się czegoś odmawia.

Jednak zdając sobie sprawę z tego, jak ważne jest, by uczyć dziecko, że nie wszystko czego się chce można mieć, może pozwoli na większą stanowczość w kwestii odmawiania dziecięcym zachciankom. 

A co dla Ciebie jest najtrudniejsze w wychowywaniu dziecka?

 

 

Może Cię także zainteresować:

 

 

Photo by Wendy Aros-Routman on Unsplash


Życie przyzwyczaja nas do zmian. Świat jest tak skonstruowany, aby dawać człowiekowi ciągle coś nowego. Inna pogoda, inna moda, inne możliwości, nawet co kilka lat inna partia rządząca. Pory roku serwują dla każdego coś dobrego. Moda także daje możliwości wyrażania się wielu osobom, a zupełnie nowe możliwości uzmysławiają nam, że to, co było nie do pomyślenia jeszcze 10 lat temu, teraz każdy ma na wyciągnięcie ręki.

Więc jak można nie lubić zmian?

“W życiu nie ma nic dla tych, co nie mają odwagi.” 

Prawdopodobnie jest kilka przyczyn sytuacji, w której człowiek nie jest do końca lub nawet w ogóle nie jest zadowolony ze swojego życia jednak nie podejmuje żadnego wysiłku, by to zmienić.

  •  wyjście ze strefy komfortu

Nie ma chyba nic przyjemniejszego niż robienie tego, co umiemy. Miła pogawędka ze znajomymi osobami, znane miejsce pracy i obowiązki, czy mieszkanie we własnym domu. To codzienne sytuacje, w których włączamy autopilota. Nie powodują one żadnych większych emocji lub stresu. Po prostu są, a my w nich uczestniczymy. Wprowadzanie zmian w swoim życiu, nieodłącznie wiąże się z wyjściem ze strefy komfortu. Czyli opuszczeniem przyjemnego, bezpiecznego miejsca i udaniem na zupełnie obce nieznane lądy. Dla jednych będzie się to wiązać z ekscytacją, jednak dla większości z lękiem i chęcią szybkiego powrotu do bezpiecznej przystani. Osoby nie lubiące zmian nie chcą opuszczać swojej strefy komfortu.

  • zbyt wielki trud, za wiele wyrzeczeń   

Nie będę ukrywać, zresztą chyba każdy sobie zdaje sprawę z tego, że zaprowadzane w życiu zmiany wiążą się z bardzo dużym zaangażowaniem oraz wysiłkiem. Samo postanowienie “od dzisiaj będę zupełnie innym człowiekiem”, nic nie da dopóki rzeczywiście nie zaczniemy wprowadzać postanowionych wcześniej zmian w swoim zachowaniu. Przejście na dietę także jest dość proste, dopiero wytrzymanie na niej pierwszych trzech dni, kiedy umysł wmawia nam, że przecież wcale nie jesteśmy takie grube, jest dopiero sztuką. Wyrzeczenia są drogą przez mękę, a po co to komu, jak można nie zmieniać nic i mieć święty spokój.

  • strach przed porażką i słabością

Powiedzmy, że znaleźliśmy w sobie odwagę i postanawiamy zmienić w życiu to, co nam się nie podoba. Dokonujemy pierwszych decyzji wbrew temu, co zwykle uważaliśmy za słuszne i nagle okazuje się, że to był błąd. Co wtedy? To najgorszy moment, jaki może przydarzyć się osobom, które boją się zmian. One widzą go oczyma wyobraźni i zastanawiają się, co dalej? Mają przyznać się do błędu, poddać się? Wrócić do poprzedniego życia? Pewnie większość tak robi, utwierdzając się raz na zawsze w przekonaniu, że zmiany nie są dla nich, a tak w ogóle to wcale ich nie potrzebują.

Wiele osób jest przekonanych także o swoich słabościach, które uniemożliwią wcielanie w życie zmian. Brak wiary we własne możliwości nie pozwala im na radykalne kroki, mające na  celu pomóc im przezwyciężyć trudne okresy w życiu. Zanim podejmą jakiekolwiek działania martwią się, że i tak nie dadzą sobie rady, gdy wydarzy się coś nie po ich myśli. Stoją więc w miejscu i nie zmieniają nic.   

Jakie zmiany w życiu są najtrudniejsze?

Jest wiele zmian w codziennym życiu, które są już przez wszystkich zaakceptowane i nie budzą większych emocji, jak na przykład zmiana szkoły na każdym etapie edukacyjnym. I choć jest to wydarzenie dość stresujące dla dziecka, to z uwagi na to, że dzieje się kilkukrotnie na przestrzeni kilkunastu lat, powinno przyzwyczaić młodego człowieka do przyszłych zmian w życiu,  Tym czasem, on gdy tylko już może trzymać się jednego punktu, robi to i nie w głowie mu kolejne zmiany.

Najprościej by było gdyby nasza decyzja związana ze zmianą naszego życia przyniosła natychmiastowe, oczekiwane rezultaty. Jednego dnia jesteśmy nieśmiali, drugiego pewni siebie, dzisiaj leniwi jutro pracowici, teraz bezrobotni, za chwilę zarządzający prężnym biznesem.

Niestety, każda tego typu decyzja polegająca na chęci zmiany swojego nastawienia, zachowania lub podejścia do działania niesie za sobą mnóstwo pracy. A zwykle wiąże się jeszcze z dłuższym czasem.

Chcemy jak najszybciej widzieć efekty swoich decyzji. Nie czekamy cierpliwie na to, co się wydarzy, bo jeśli nie dzieje się nic, to znaczy, że popełniliśmy błąd. A wcale tak nie musi być. Może wystarczy jeszcze trochę zaangażowania, jaszcze kilka kroków w daną stronę, by nagle zobaczyć efekty swoich działań. By uświadomić sobie, że warto było zaryzykować i podjąć decyzję o zmianie życia na lepsze. 

Najtrudniejsze mogą być zatem zmiany, które wymagają planu, ustalenia szczegółów, opracowania etapów. Samo myślenie o tym może skutecznie odwieść od zmian. Jednak przemyślenie rezultatów, ale i realnych zagrożeń, może przynieść znaczną ulgę. Uzmysłowienie sobie, że tak naprawdę ryzyko niepowodzenia naszych planów jest niewielkie lub efekty, jakie możemy osiągnąć dzięki nim, bardzo odmienią nasze życie, pomoże ostatecznie podjąć decyzję, co do naszego dalszego życia. 

Lepiej samemu zdecydować się na zmiany, niż być do nich zmuszonym.

Będąc w sytuacji, gdy chcemy dokonać zmian w naszym życiu, ale jednak nie do końca jesteśmy pewni, czy to dobry pomysł zwlekamy z decyzją bardzo długo. Znam takich, co zwlekali latami. W końcu i tak zrobili to na, co kiedyś nie mieli odwagi, ale ich konto już było szczuplejsze o kilkadziesiąt tysięcy złotych, co znacznie ograniczyło plan pod względem finansowym.

Są jednak sytuacje, gdy zmiany stają się konieczne. Pewne osoby latami narzekają na pracę, w każdy poniedziałek obiecują sobie, że to już ostatni. Zastanawiają się, czy w tym miesiącu odejść, czy dopiero w następnym, aż tu nagle zwolnienie samo ląduje na ich biurku, a one są totalnie załamane!

Przecież to trzeba świętować! Los sam podjął decyzję za niezdecydowanego. Teraz nie ma wyjścia, trzeba poszukać nowej, lepszej pracy. Presja pozostania bez środków do życia dla niejednego okazała się być najlepszą motywacją.

Dla mnie byłaby to wielka szansa na coś nowego. Wiem jednak, że wiele osób mogłoby bardzo ciężko znieść taką sytuację. Mogliby nawet tak bardzo stracić wiarę w siebie, że zniechęceni całkowicie przestaliby starać się szukać nowej pracy, lub wybraliby pierwszą lepszą, by mieć w ogóle jakąś.

Wsparcie bliskich odegra tu kluczową rolę.

Osoba, która będzie zrozumiana przez rodziców, czy partnera szybko się otrząśnie i zachęcona postara się obrócić, z pozoru bardzo złą sytuację na swoją korzyść. Tym czasem ktoś pozostawiony sam sobie, lub jeszcze obwiniany przez bliskich za otrzymanie zwolnienia z pracy, nie będzie w stanie udźwignąć ciężaru tej przykrej sytuacji i prawdopodobnie nie uda mu się wyciągnąć z tej lekcji żadnych korzyści.

*

Zmiany są bardzo ważnym elementem życia człowieka. Gdyby wszystko było takie same, świat byłby niezwykle nudny i szary. Mamy niesamowite możliwości, w których możemy się sprawdzić, poznać coś nowego, nauczyć się czegoś. To wszystko jest bardzo ważne, by móc czerpać jak najwięcej wrażeń na co dzień. Oczywiście większość nowych działań będzie wiązać się ze stresem lub presją, ale można się z tym oswoić. Zaakceptować możliwość popełnienia błędu lub podjęcia złej decyzji. Zawsze da nam to nową wiedzę. A przecież człowiek uczy się całe życie… 

 

 

 

 

Photo by Pop & Zebra on Unsplash

 

Może Cię także zainteresować:

 


Czy Cypr i Ayja Napa to odpowiednie miejsce dla rodziny z kilkulatkiem?

W końcu ja mogę wysłać jakąś pocztówkę… gdy byłam mała nie miałam okazji, za to otrzymywałam je od koleżanek z kolonii i strasznie im zazdrościłam. Godzinami mogłam słuchać ich opowieści o tym, co tam się działo i marzyłam, że kiedyś sama gdzieś pojadę… No i pojechałam.

Chciałabym zwiedzić jak najwięcej miejsc, więc dotąd zarzekałam się, że nigdy nie wybiorę się dwa razy w to samo, to Cypr jest pierwszym, do którego wrócę na pewno, z przyjemnością, a może nawet już tam zostanę na zawsze 😉

Cypr to niezbyt popularny kierunek na wyjazdy rodzinne, ponieważ kojarzy się z młodzieżą i imprezami. To prawda, jest tam masa młodzieży, dyskoteki na plaży w ciągu dnia, ale także jest mnóstwo rodzin z dziećmi, którym to w ogóle nie przeszkadza.

Nam to także nie robiło żadnego kłopotu, a nawet gdybyśmy chcieli poleżeć w ciszy to odeszlibyśmy kilkanaście metrów od imprezy. Z resztą wyspa jest tak piękna, że szkoda było czasu na leżenie.

Hotel w którym byliśmy położony jest przy plaży Nissi Beach. Grafiki google pokazywały ją jako skrawek raju. Wiedziałam, że trochę naciągana ta historia i miałam racje. Bo w rzeczywistości to nie był skrawek, to był kompletny raj.

 

cypr zdrowie dziecko uroda blog parentingowy liravibes

 

Dalej było tylko lepiej, w zasadzie pod każdym względem. Nasz pobyt na wyspie przypadał na środek czerwca, więc nie wiem, czy po wczasowaniu w szczycie sezonu mój zachwyt by nie zmalał, my jednak na tłumy nie mogliśmy narzekać.

Mieszkaliśmy ok 4km od centrum Ayja Napa, więc bywało tłoczno ze względu na położenie hotelu przy najpiękniejszej według nas plaży na południowym wybrzeżu, jednak nam to absolutnie nie przeszkadzało.

Do centrum można dojechać autobusem, który kursuje bardzo często lub taksówką. My jednak nie zwiedzaliśmy miasteczka zbyt wnikliwie ponieważ oprócz popularnych, europejskich sklepów oraz kramików ze świeżymi owocami niewiele jest tam do oglądania.

Skupiliśmy się na wybrzeżu, które totalnie nas zauroczyło. No dobra, mnie zauroczyło, chłopaków co innego interesowało…

cypr zdrowie uroda dziecko blog paentingowy liravibes

Na przykład ile to coś najszybciej jedzie?

Dzięki Baggiemu dotarliśmy do takich przepięknych miejsc jak to poniżej, przy okazji mając frajdę z samej jazdy.

Blue Lagun dzień wcześniej podziwialiśmy z pokładu Czarnej Perły, jest naprawdę Blue…

cypr zdrowie uroda dziecko blog liravibes

Oczywiście zdjęcia nie oddają tego piękna jakie tam się roztacza w rzeczywistości. Bardziej lazur niż błękit aż prosi, by się w niego zanurzyć zwłaszcza, gdy słońce praży niemiłosiernie. 

Siedząc tu na kamieniu i chcąc nacieszyć się widokiem na przyszłe miesiące podsłuchiwałam polską rodzinę, która nurkowała niedaleko mnie:

Pięknie tu, prawda?-zapytał tata. Tak, pięknie, zostaniemy tu?-zapytały dzieci. Jasne, zostaniemy tu na tydzień.- postanowił ojciec. Na dwa, zostańmy na dwa- błagały dzieci. No dobrze, zostaniemy na dwa… Wyszli z wody i poszli sobie.  

Nie wiem kim byli, ale podejrzewam, że to najszczęśliwsi ludzie świata. 

 

Cypr to wyspa grecko-turecka, dlatego można spotkać tam typowo greckie krajobrazy, które wspaniale oddają śródziemnomorski klimat. 

 

Niestety na Cyprze można jednak znaleźć jeden powód do narzekań. Bardzo słabo oznaczone są miejsca, które chciałoby się zobaczyć. Jedynym rozwiązaniem jest GPS, gorzej tylko, gdy zasięgu brak.  A może to taka strategia polegająca na zmuszeniu turystów do samodzielnego poszukiwania takich perełek, by zaskoczenie niezwykłym krajobrazem było jeszcze większe, a i satysfakcja przeogromna.

Tak było z tym nieszczęsnym Mostem Miłości. Prawdopodobnie przejeżdżaliśmy koło niego z piętnaście razy, jednak jego usytuowanie w niższej części skał, pozwalało go dostrzec dopiero, przy bardzo bliskim podejściu do brzegu klifu. Nie tylko my okazaliśmy się takimi słabymi poszukiwaczami. Poznaliśmy na Cyprze Polaków, mieszkających w hotelu blisko Ayja Napa, którzy wiele razy chodzili w miejsce, które wskazywały im osoby zapytane o drogę do Mostu Miłości, jednak za każdym razem wracali myśląc, “przecież nic tu nie ma”. Dopiero za którymś razem podchodząc znacznie bliżej odkryli ten piękny widok.

 

Niestety chmury zasłoniły słońce, odbierając wodzie przepiękne kolory. Mimo to widok i tak robił wrażenie. Przez zbliżającą się ulewę zerwał się wiatr, więc nie mieliśmy odwagi wchodzić na most.

Zaciekawieni tym jak funkcjonuje jedyna stolica na świecie, która w połowie jest odgrodzona i aby dostać się na jej drugą część trzeba przejść przez kontrolę paszportową wybraliśmy się do Nikozji.  

cypr zdrowie dziecko uroda blog liravibes

Spacerując po uliczkach prowadzących ku przejściu do Tureckiej części stolicy, nikt nie ma wrażenia, że jakby nie było trwa tu wojna. Każdy zrelaksowany z radosnym wyrazem twarzy oferuje swoje specjały lub popija kawę w przeuroczych knajpkach na świeżym powietrzu.   

A na zdjęciu powyżej typowy bywalec cypryjskiej restauracji. Co najlepsze nikt nie ma nic przeciwko tym słodkim sierściuchom. Wykładają się na środku przejść i bez żadnych skrupułów każą się omijać dużym krokiem. Mieszkańcy nie tyle nie wyganiają koteczków, co jeszcze je karmią i poją. Na każdym kroku można spotkać miseczki poustawiane pod ścianami budynków.

Nikozja bardzo nas zauroczyła, zwłaszcza część turecka, bo do Turcji mamy wielki sentyment. Nie tylko przez Wspaniałe Stulecie, którego byliśmy wielkimi fanami, ale ze względu na klimat jak tam panuje i nie mówię o pogodzie. 

Poza zwiedzeniem Nikozji zobaczyliśmy chyba większość plaż położonych na południowej części wyspy i nie wiem jak to możliwe, ale wszystkie są niebywale piękne. Kolor wody zależy głównie od obecności i położenia słońca, jednak zatoczki wytyczone kamiennymi klifami robią niesamowite wrażenie.

 

cypr zdrowie blog uroda dziecko liravibes

 

Cypr jest wspaniałym miejscem do wypoczynku, aktywnego spędzania czasu oraz zamieszkania na stałe. Jego historia jest niezwykle intrygująca. Z pewnością jeszcze kiedyś odwiedzę ten kraj. Póki co pozostaje mi oglądanie zdjęć i wspominanie. 

 

 

Może Cię także zainteresować:


Komu bardziej się przydają wyznaczone granice…

Bezustannie mówi się o wyznaczaniu dzieciom granic i stanowczym, konsekwentnym przestrzeganiu narzuconych im reguł.  A także o zakazach i przestrogach mających dać dziecku poczucie bezpieczeństwa. 

To elementy wychowania dzieci, które mogą mieć miejsce, jednak jak zwykle wymagają znalezienia złotego środka.

Jedno dziecko będzie ciągle “sprawdzało” naturę, ucząc się w ten sposób. Nie uwierzy, że przedmiot jest gorący dopóki go nie dotknie. Inne tylko obserwując świat, pozna najistotniejsze informacje.

Ciągłe zakazy, przestrogi oraz stawiane granice nie odniosą wielkiego skutku wobec osobowości pierwszego dziecka, drugie z kolei wcale ich nie potrzebuje. Co w takim razie z jego poczuciem bezpieczeństwa?

Poczucie bezpieczeństwa to jedna z podstawowych potrzeb każdego człowieka, nie tylko dziecka. Od małego dążymy do momentu, w którym będziemy się czuć spokojnie i komfortowo. To bezpieczeństwo dają nam bliscy, stabilność finansowa lub nawet siła fizyczna. Czy jednak jakakolwiek forma ograniczeń ze strony rodziny, czy pracodawcy w kwestii wydawania zarobionych przez nas pieniędzy sprawi, że będziemy czuć się bezpieczniej?

Myślenie zamiast biernego wykonywania rozkazów.

Dzieci potrzebują rady, wsparcia, a nasze informacje są niezbędne dla ich prawidłowego i bezpiecznego rozwoju, ale może zamiast zakazów moglibyśmy skłonić dziecko do myślenia.

Gdy mówimy: NIE BĘDZIESZ CHODZIŁ SAM DO SZKOŁY, BO MOŻE CI SIĘ COŚ STAĆ. Nie dość, że straszymy dziecko tym, co może się zdarzyć, to także dajemy mu do zrozumienia, że jest jeszcze za mało mądre, rozsądne czy odpowiedzialne, by samemu poradzić sobie z potencjalnymi problemami. Okazujemy także brak zaufanie wobec niego, ale i troskę o jego bezpieczeństwo zarazem.

Może warto dać dziecku szansę samodzielnie podjąć decyzję mówiąc: MYŚLISZ, ŻE JESTEŚ W STANIE BEZPIECZNIE ZACHOWAĆ SIĘ PRZY PRZECHODZENIU PRZEZ ULICĘ? Odpowiedzialność, jaką przejmie w tym momencie za własne zachowanie może okazać się kamieniem milowym na pewnym etapie rozwoju dziecka. 

Kiedy i komu wyznaczać granice?

Nie unikniemy jednak wielu stawianych dzieciom zakazów, które mają je uchronić przed niebezpieczeństwem lub pomóc w wielu codziennych sytuacjach.

Jesteśmy rodzicami i mamy prawo nie dawać dzieciom słodyczy ze względu na ich zdrowie. Kazać dzieciom myć zęby i dbać o higienę, czy zabraniać grania na xboxie cały dzień.

Mamy takie prawo i powinniśmy z niego skorzystać. Pozostawienie dziecku wyboru w tych kwestiach mogłoby się skończyć wizytą pracownika GOPS-u w naszym domu 😉

Jest jeszcze wiele sytuacji, gdy rodzice mogą narzucić swoją wolę dziecku, ale przesadne ograniczanie zakazami może spowodować zupełnie odwrotny skutek. Zamiast dawać wyraz troski i poczucie bezpieczeństwa dziecko otrzyma brak zaufania i nadmierną kontrolę, z której będzie chciało jak najszybciej się uwolnić.

Dorośli i dzieci sami powinny wyznaczać własne granice.

A teraz do sedna…

Wyznaczanie granic dziecku nie jest podstawowym elementem wychowania. To sobie powinniśmy wyznaczyć granice i tego samego nauczyć dziecko.

Nasze zachowanie więcej uczy dziecko niż nasze słowa. Wychodzi na to, że wystarczy, gdy będziemy regularnie myć zęby, by dziecko samo zaczęło to robić. Jest na to duża szansa, jednak nie zawsze działa…

Jednak w innych aspektach życia działa aż nadto! 

Jeśli zachowujemy się mało asertywnie wobec rodziny czy znajomych, nie możemy oczekiwać, że nasze dziecko będzie naszym przeciwieństwem. Jeśli czujemy się niepewnie w towarzystwie, nie powinniśmy się dziwić, że nasze dziecko nie będzie w podobnej sytuacji czuło swobodne i rozluźnione.

Nasze zdenerwowanie i negatywne emocje w różnych sytuacjach udzielą się dziecku i zaprogramują je na nasz wzór. 

Dlatego warto podjąć pewne kroki, które dzięki naszym własnym zmianom ułatwią życie nam, a także naszym dzieciom.

Dzieci niemalże codziennie się czegoś uczą. Nasze słowa “Nie depcz kwiatków w ogródku sąsiadki” mogą nic nie znaczyć dla dziecka. Dopiero konfrontacja z sąsiadką sprawi, że już nigdy nie przejdzie mu przez myśl deptanie jakichkolwiek kwiatków. A to dzięki granicy jaką ustanowi sąsiadka.

Każdy z nas na swoje własne granice. Niektóre są bardzo bardzo słabe i każdy bez wysiłku może je pokonać, inne są mocne i nie ma żadnej siły, która mogłaby je złamać.

Rodzic, który chce, by jego dziecko rozwijało się sposób, który pozytywnie wpłynie na jego życie powinien zadbać o ustalenie swoich własnych granic już na samym początku swojej rodzicielskiej drogi.  

Dziecko, ciągle testuje granice wszystkich osób wokół. Jeżeli potrafi uderzyć rodzica, zrobi to ponieważ chce się dowiedzieć, co się stanie lub już wie, że można to robić. Będzie próbował zrobić nawet coś gorszego, by dowiedzieć się gdzie jest granica. Jeżeli rodzic szybko jej nie ustali może mieć duże kłopoty w przyszłości. 

Tłumaczenie “jest jeszcze małe, nie rozumie, że nie można bić innych, będzie starsze to się dowie” jest zwyczajnie głupie. Może i powody, dla których trzeba dać czasem komuś w mordę pozna dopiero za kilkanaście lat, to granice rodziców powinno poznać jak najszybciej.

Bywa, że złościmy się na kogoś, a często bardziej na samego siebie za brak reakcji lub nieodpowiednie zachowanie w obliczu przykrego dla nas wydarzenia. Posiadając umiejętność definiowania siebie i określenia, co sprawiam nam przyjemność, a co przykrość, możemy bronić naszego terytorium i nie pozwalać na cudze zachowania, które mogą nas krzywdzić. Musimy także walczyć z tym, co jest dla nas niekomfortowe, za to starać się żyć tak, aby czerpać jak największą satysfakcję z codziennych sytuacji. 

Ustalając swoje własne granice, nie godzimy się na nieodpowiednie traktowanie, które zwłaszcza ze strony dziecka może być bardzo bolesne.

*

Obawiam się, że częściej sami powinniśmy zadbać o własne granice, niż ciągle skupiać się na stawianiu ich dzieciom, które bez nich doskonale porodziłyby sobie w wielu sytuacjach. Nasze własne terytorium powinno być mocne i niezachwiane, a dziecko powinno obserwować jak stanowczo bronimy naszych, własnych zasad. 

Nigdy nie powinniśmy pozwolić, by ktoś nas obrażał lub wyśmiewał przy dziecku. Nasz autorytet w jego oczach runie i przemieni się w zgliszcza. A dziecko będzie czuło się upokorzone równie mocno jak obrażany rodzic. 

Musimy być dla naszych dzieci nauczycielami budowania, wzmacniania oraz pilnowania naszych granic, aby same w przyszłości zadbały o własne interesy i potrafiły sprzeciwić się tym, którzy spróbują się przedrzeć na ich teren. 

 

 

Photo by Marius Serban on Unsplash


Szachy – ekscytująca gra dla każdego.

Nigdy nie ciągnęło mnie, by nauczyć się grać w szachy. Próba zrozumienia zasad poprzez obserwację gry innych tylko utwierdzała mnie w przekonaniu, że wszystko, co tam się robi jest totalnie bez sensu!

Każdy rusza się jak chce, jeden po skosie, drugi prosto i ni stąd ni zowąd szach i mat. Koniec gry, a na planszy jeszcze połowa pionków (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to figury).

Tak widziałam grę w szachy zanim cokolwiek się o niej dowiedziałam, a tak naprawdę zanim dziecko nauczyło mnie jej zasad!

Zajęcia szachowe w szkole.

W 2012 roku odbyło się badanie sprawdzające kompetencje matematyczne i znajomość zagadnień z zakresu nauk przyrodniczych dziesięciolatków. Polscy uczniowie wypadli najgorzej w Europie. Wtedy zrodził się pomysł, aby poprzez zajęcia szachowe poprawić umiejętności uczniów pod pewnym względami.

Nauczyciele zostali przeszkoleni. Wyprodukowano specjalne podręczniki do takich zajęć, a szkoły otrzymały zestawy do gry w szachy. Lekcje były prowadzone w klasach pierwszych, co na początku było dla mnie nieco szokujące. Nie rozumiałam jak, wtedy nawet 6-letnie dzieci miałyby pojąć zasady tak skomplikowanej gry…?

Zajęcia okazały się bardzo przyjemne dla dzieci. Uczyły się tam nazw figur oraz wierszyków, które opisywały ich możliwości ruchów. I tylko tyle potrzeba było, aby zacząć grę w szachy. Najpierw tylko praktykując znajomość nazw figur i ich ruchów później już bardziej kombinując, by jednak zacząć wygrywać.

Gra w szachy nie tylko dla geniuszy.

Ponieważ człowiek o przeciętnym ilorazie inteligencji może znacznie poprawić swoje możliwości umysłowe poprzez regularne rozgrywki na szachownicy, oznacza to, że gra w szachy nie tylko nadaje się dla osób posiadających wybitnie strategiczne umiejętności, ale będzie świetnym treningiem mentalnym także dla tych mniej uzdolnionych.

Gra w szachy nawet w Simsach jest jedną z czynności wpływającą na rozwój myślenia. W rzeczywistości również jest niezwykle rozwijającym sportem. To gra popularna na całym świecie od wielu setek lat.

Szachy tak jak wiele innych sportów uczą pokory, radzenia sobie z porażką oraz cierpliwości.

Poza tym częste partyjki na szachownicy pozwalają także ćwiczyć pamięć oraz rozwijać myślenie abstrakcyjne. Szukanie sposobów na złapanie w zasadzkę króla z pewnością rozwija kreatywność człowieka.

Uważne śledzenie wszystkich figur na szachownicy bezsprzecznie wpływa na bystrość i koncentrację uwagi gracza.

Partia szachów jest niezwykle angażująca. Przez całą rozgrywkę każdy z graczy usilnie próbuje opracować kilka ruchów naprzód, eliminujących kolejne ważne figury przeciwnika, które odsłonią chronionego króla. Taki wysiłek intelektualny, jest bardzo potrzebny dla ludzkiego organizmu, aby móc jak najdłużej zachować dobrą pamięć oraz sprawne myślenie.

Dziecko grające w szachy rozwija swoją pewność siebie, krytyczne myślenie oraz odpowiedzialne podejmowanie decyzji wraz z akceptacją ich konsekwencji.

 

Twórca inteligencji wielorakich o szachach.

Szachy wpływają na rozwój psychiczny, społeczny i ogólny człowieka. Howard Gardner psycholog i autor koncepcji inteligencji wielorakich uważa, że gra w szachy przyczynia się do rozwoju inteligencji u dzieci. Wyróżnia dwie z dziewięciu, których posiadanie daje człowiekowi wiele możliwości, a szachy mają szczególny wpływ na ich rozwój.

Jedną z nich jest inteligencja matematyczna, która odpowiada za myślenie przyczynowo-skutkowe. Rozwinięta tego typu inteligencji pomaga człowiekowi  postrzegać świat poprzez logiczne myślenie oraz ciągi zdarzeń. Wspomaga także kreatywne rozwiązywanie problemów.

Dzieci z rozwiniętą inteligencją matematyczną, szybko rozwiązują zagadki, zwracają uwagę na szczegóły, dostrzegają związki między różnymi zjawiskami oraz potrafią je ze sobą łączyć. Szukają odpowiedzi na pytania drogą dedukcji. Lubią eksperymenty i jasne instrukcje. Są wytrwałe w poszukiwaniu rozwiązań, wykazując się przy tym kreatywnością. 

Druga z nich to inteligencja przestrzenna. Typ postrzegania otoczenia oparty na rozumieniu go dzięki kształtom i wyobrażeniom. Dziecko obdarzone tym rodzajem inteligencji cechuje duża wrażliwość na otaczające przedmioty i wzory.

Osoba z rozwiniętą inteligencją przestrzenną jest świetnym obserwatorem, skutecznie używa wyobraźni, sprawnie odczytuje informacje prezentowane w formie diagramów, schematów lub tabel. Potrafi doskonale aranżować przestrzeń zwracając uwagę na odpowiedni dobór kolorów i faktury. Ma pamięć fotograficzną i świetną orientację w terenie, co ułatwia jej umiejętność szybkiej orientacji z mapą. 

*

Może się wydawać, że zasady są trudne, a gra w szachy jest zwyczajnie nudna. Jednak gdy się zagra po raz pierwszy już nie można doczekać się kolejnej rozgrywki. Szukanie sposobów na dotarcie do króla przeciwnika jest bardzo ekscytujące i daje na pewno dużą przyjemność. Rozgrywka jest zwykle bardzo angażująca, dlatego możemy się dzięki niej nie tylko rozwinąć, ale i zrelaksować.

Warto nauczyć dzieci grać w szachy. Z pewności bardzo szybko uporają się z nazwami figur i zasadami gry. Możliwości umysłowe, jakie rozwija ta gra są bardzo cenne i mogą okazać się przydatne w wielu dziedzinach życia. 

 

 

 

 

 

 


Powinnam raczej napisać gra planszowa, która uczy zarządzania finansami…

Okazało się, że inwestowanie w tej grze to rzeczywiście temat przewodni, jednak przede wszystkim to świetna rozrywka.

Początkowo myślałam, że gra będzie polegała na zadaniach zupełnie niezwiązanych z rzeczywistością zwykłego Kowalskiego, tymczasem jest mu niezwykle bliska. Sytuacje, jakie zdarzają się uczestnikom w grze są całkiem autentyczne (zwłaszcza kwoty, jakie zabierane są od naszej wypłaty) więc wcale nie jest trudno się z grą oswoić, w przeciwieństwie, do realiów… :-/

Cashflow to gra planszowa, której pomysłodawcą jest Robert Kiyosaki, o którym wspominałam w tym artykule. Pisałam tam o sposobach autora na wdrażanie dzieci do zarządzania pieniędzmi, jakie zawarł w książce “Mądre, bogate dziecko”.

Zatem gra jest także stworzona w tym właśnie celu, a także by:

  • nauczyć się myśleć o pieniądzach, jak o środku do zapewnienia bezpiecznej, spokojnej przyszłości;
  • przestać traktować je jako chwilowy polepszacz nastroju, wydając na drogie, niepotrzebne rzeczy;
  • nie myśleć o pieniądzach, jak o przekleństwie, bezustannie narzekając na ich brak.

JAK SIĘ GRA?

Gra składa się z bardzo porządnie wykonanych elementów:

  • twardej planszy,
  • kart: rynek, niespodziewane wydatki, mała transakcja, duża transakcja,
  • 2 kostki,
  • szczury drewniane 6 sztuk,
  • 2 bloki arkuszy: zestawienie finansowe oraz rejestr gotówki,
  • 12 kart zawodów,
  • instrukcja gry.

Ja do tego zestawu dołączyłam już na stałe długopisy ścieralne, ponieważ bardzo często musimy aktualizować swoje przychody oraz zmieniające się wydatki w swoim zestawieniu finansowym. Ciągłe kreślenie bardzo by komplikowało sprawę.

Gra jest przeznaczona dla 4 graczy powyżej 14 (!!!) roku życia. Myślę jednak, że każdy młodszy wielbiciel gry Monopoly da sobie radę, a możliwość użycia kalkulatora jeszcze uatrakcyjni grę!

NO TO GRAMY…

Zaczyna się od wylosowania zawodu.

Przepisuje swoje zarobki oraz koszty na zestawienie finansowe.

Rzuca się kostką i dołącza do wyścigu szczurów.

Każde minięcie lub postój na polu WYPŁATA powoduje przypływ dodatkowych pieniędzy w raporcie gotówki.

Inne odwiedzone pola umożliwiają zakup/sprzedaż nieruchomości, akcji, złota lub udziałów w spółkach. Można też wylecieć z roboty (stoimy dwie kolejki, ale kredyty trzeba spłacać), przekazać 10% swoich oszczędności na cele dobroczynne, skusić się na nieracjonalny, nieprzewidziany wydatek (mając 40 $ wypłaty, udałam się w podróż po winiarniach(!) za 1 tyś$) można … powiększyć rodzinę.

W ten sposób dążymy do wydostania się z wyścigu szczurów (okrągłej części planszy).

Wydostając się z niego po osiągnięciu wyższych przychodów niż kosztów, przechodzimy do kolejnego etapu gry, który podejrzewam, że tak jak w prawdziwym życiu tak i w grze już nie jest tak emocjonujący. Obraca się już wtedy potężnymi sumami pieniędzy, a wygrywa ten, kto jaki pierwszy osiągnie swój cel finansowy.

Gra mimo że wygląda na niezwykle skomplikowaną, nie stanowi większego wyzwania. Jest dość prosta i gra się naprawdę przyjemnie i emocjonująco.

NAJBARDZIEJ PODOBA MI SIĘ W NIEJ TO, ŻE…

Jest realistyczna pod wieloma względami np. możemy pożyczyć pieniądze szwagierce i liczyć się, że nie otrzymamy ich z powrotem. Wydać oszczędności na niepotrzebną rzecz mimo, że wcale jej nie potrzebujemy. Czy nie cieszyć się z pojawiającego się dziecka rujnującego nasze plany inwestycyjne 😉

Uczy pojęć związanych z zarządzaniem finansami. Dzięki instrukcji szybko pojmujemy, czym są aktywa, a co stanowią pasywa. Co daje nam wyższy przepływ gotówki, po co jest nam potrzebny i jak go osiągnąć.

Pokazuje jak różnicować oferty kupna nieruchomości oraz akcji. Na początku nie mamy rozeznania w rynku i kupujemy wszystko, na co wystarcza nam oszczędności, jednak dopiero po “obejrzeniu” większej ilości nieruchomości, mamy wiedzę, która oferta jest korzystna, a którą powinniśmy odrzucić.

Podobnie z akcjami, mając możliwość kupna jednej za 10$ myślimy, że to tanio. Za chwile okazuje się, że można było zaczekać, bo teraz cena to 5$ za sztukę. Ale na tych za 10$ też możemy zarobić, bo może się niedługo trafić karta z informacją, że ceny danej spółki podskoczyły do 40$. Cierpliwość może przynieść korzyści nie tylko w grze…

Gra jest poza tym zabawna i przyjemna. Ciągłe zapisywanie wydatków i zarobków może wydawać się uciążliwe, jednak okazuje się wcale takie nie być nawet dla 8-letniego dziecka.

JEDNAK NIE WSZYSTKO JEST TAKIE REALISTYCZNE…

Wiadomo, gra miała tylko zobrazować, jak wygląda droga wychodzenia z wyścigu szczurów i nie można wymagać za dużo. Jednak są sprawy,  które nieco ułatwiają kroki początkującego inwestora, natomiast w rzeczywistości bardzo je utrudniają.

Kredyt hipoteczny w grze można wziąć zawsze i w zasadzie nic nie kosztuje… Z każdej wypłaty pobierana jest kwota, różni się w zależności od wykonywanego zawodu. Jednak będąc mechanikiem, tej raty jest tylko 200$, a kupując 8 nieruchomości, rata się nie zwiększa…

Kolejna sprawa to cena akcji. Na karcie z możliwością zakupu można odczytać zakres cen w jakich akcja może wystąpić w czasie gry. Gdyby tylko taki zakres przedstawiała każda spółka z WIG 20… Niestety, w rzeczywistości sami musimy prześledzić jej historię, wydarzenia z nią związane, planowane ruchy zarządu, następnie podjąć decyzję o kupnie, zatrzymaniu lub sprzedaży akcji danej spółki.

Nieprzewidziane wydatki w prawdziwym życiu to zazwyczaj zalane mieszkanie, złamana noga, czy awaria silnika w aucie. W grze nieprzewidzianymi wydatkami jest członkostwo w klubie golfowym, wspomniana wcześniej podróż po winiarniach, nagłośnienie do samochodu, skuter śnieżny czy pobyt w kasynie!

Ale może coś w tym jest…;-)

*

Gra nie jest tania (275zł) jednak w pełni warta swojej ceny. Jest bardzo wysokiej jakości, dobrze przemyślana, ładna, edukująca oraz zabawna.

Wypełniając raport gotówki po każdym wydatku lub zarobku, ma się obraz własnych finansów, który pozwala podejmować zwykle trafne decyzje. Być może stosowanie tego rozwiązania na co dzień, w prawdziwym życiu, pomogłoby uświadomić sobie jak wygląda nasz cashflow i zrezygnować z wydatków, które zwyczajnie nie powinny mieć miejsca.

Możliwość inwestowania bez strachu o bankructwo, czy popadnięcie w długi daje nam szansę przetestowania różnych rozwiązań dających nową wiedzę i doświadczenie.

Najważniejsze to jednak mieć rozeznanie rynku. Tego uczy gra. Jeżeli chcemy pomnażać oszczędności musimy mieć wiedzę, jak to zrobić, by dzięki temu ograniczyć ryzyko porażki.

Zachęca także, do poznania prawdziwego rynku nieruchomości, rozpoczęcia interesowania się cenami i zdobycia wiedzy związanej z inwestowaniem na giełdzie.

Grając dłużej niż zakłada producent (60-180min) możemy wywnioskować, czego musimy się nauczyć, by zacząć inwestować.

KAŻDE DZIECKO POWINNO ZAGRAĆ W CACHFLOW

O ile sytuacje z gry, jak problemy wynikające z pożyczania pieniędzy w rodzinie, czy kupowanie drogich rzeczy, gdy ma się już debet na karcie, są dobrze znane większości dorosłym, o tyle dziecko może być wstrząśnięte takim postępowaniem. Może także zobaczyć, jak wielkim obciążeniem dla budżetu domowego jest pożyczka, za to docenić przydatność kredytu hipotecznego w celach inwestycyjnych.

Zaczyna rozumieć, że nigdy nie ma gwarancji, że “przyjaciel” pieniądze odda, a zbędne wydatki w sytuacji, gdy raport finansowy jest nienajlepszy w ogóle nie powinny wchodzić w grę.

Może gdybyśmy na co dzień trzymali taki raport przed sobą, udałoby się zrezygnować z wielu niepotrzebnych wydatków.

Kiedyś na pewno odważę się i zacznę inwestować pieniądze, jednak najbardziej zależy mi, aby mój syn zdobył odpowiednią wiedzę o powiększaniu oszczędności i skutecznie ją wykorzystywał w życiu, a gra CASHFLOW  z pewnością mu w tym pomoże.

Copyrights

Strona powstała dzięki dofinansowaniu z Unii Europejskiej i i Europejskiego Funduszu Społecznego na rozwój przedsiębiorczości w ramach projektu „ Czas na działanie! Czas na własną firmę!” nr RPLU.09.03.00-06-0044/16 realizowanego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego na lata 2014 – 2020 OŚ Priorytetowa 9 Rynek pracy, Działanie 9.3 Rozwój przedsiębiorczości