Cudze oczekiwania wobec nas są czasem motywacją do działania, jednak częściej są przekleństwem, od którego nie można się uwolnić przez całe życie.

 

“Całe życie spełniam cudze ocze­kiwa­nia tyl­ko po to, aby kiedyś ktoś spełniał mo­je. W ten sposób poz­ba­wiam szczęścia naj­pierw siebie, a po­tem in­nych. Nie od­czu­wam te­go, po­nieważ dzieje się tak na przes­trze­ni cza­su. Jed­nak kiedy chcę przer­wać ten łańcuch, od­czu­wam to na­tychmiast. Wte­dy zaz­wyczaj na­zywa­ny jes­tem egoistą.”

Dlaczego poddajemy się cudzym oczekiwaniom?

Z niepewności. Nie mamy na tyle odwagi by samodzielnie o sobie decydować. Wszystkie nasze wybory wydają się być bezpieczniejsze, gdy są popierane przez kogoś z boku. 

Myśląc, że postępując zgodnie z tym czego oczekują inni, uzyskamy od nich szacunek i pochwały. Często rzeczywiście tak jest, jednak okazuje się, że nam to nie daje żadnej satysfakcji. Czujemy, że coś tu nie gra. 

Poddajemy się cudzym oczekiwaniom zapominając o własnych pragnieniach, bo pragniemy akceptacji. Uważamy, że tylko wtedy ktoś nas doceni i zaakceptuje.

Człowiek pozbawiony akceptacji nie ma odwagi żyć na swój sposób. Wiedząc, że postępuje niezgodnie z oczekiwaniami rodziny jeszcze bardziej się pogrąży, Boi się, że zostanie wyśmiany lub odrzucony.

Brak akceptacji to jeden z czynników, który przyczynia się do zmagań z niskim poczuciem własnej wartości. Osoby, które mają z tym problem całe życie chcą wszystkim wokół udowodnić, że są coś warte. Jadnak nawet największe sukcesy czasem nie potrafią przynieść ulgi.

Mocny wywiad z Agnieszką Chylińską.

Dowodem na to są słowa Agnieszki Chylińskiej w rozmowie z Kubą Wojewódzkim, Edwardem Miszczakiem i Marcinem Prokopem. Piosenkarka, która sprawia wrażenie pewnej siebie, otwartej, a przede wszystkim szczęśliwej codziennie walczy w swojej głowie z demonami, które ją dręczą, a nawet skłaniają do samobójstwa.

Ma ogromny żal do rodziców, że opuścili ją tylko dlatego, że zrobiła coś wbrew ich oczekiwaniom. Najważniejsze dla nich było, jak i dla wielu innych rodziców, by ich córka ukończyła szkołę. Chylińska do dziś stara się im udowodnić, że bez szkoły sobie świetnie radzi, jednak oni wiedzą swoje.

Spełniając cudze oczekiwania będziemy sami nieszczęśliwi. Podejmując inne wybory możemy zostać odrzuceni przez osoby, na których nam zależy. 

Jedyną drogą, która da nam satysfakcję jest praca nad pewnością siebie. Jeżeli będziemy pewni siebie oraz swoich wyborów nie będziemy obawiali się żadnych konsekwencji. Trzeba stać się egoistą. Zdrowy egoizm jest konieczny, by postępować zgodnie z własnymi potrzebami oraz pragnieniami.

Cudze oczekiwania innych wobec nas mogą zupełnie nie pokrywać się z naszymi własnymi wyobrażeniami o szczęśliwym życiu.

Egoizm nie jest pozytywną cechą. Skłania ludzi do myślenia tylko i wyłącznie o własnych potrzebach, zupełnie zapominając o innych. Taka osoba ma duże szanse, by odnieść sukces zawodowy, bo uważa, że wszystko jej się należy i idzie, by to odebrać.

W relacjach z innym osobami, jednak może być inaczej. Mało kto będzie chciał mieć w gronie swoich przyjaciół osobę, która skupia się tylko na sobie.

Egoista→←Altruista

Są natomiast osoby, które będąc całkowitym przeciwieństwem egoisty poświęcą się w pełni innym nie oczekując nic w zamian. Obie te skrajności, gdy się spotkają w połowie drogi osiągną cel.

Celem człowieka powinno być pomaganie drugiemu, jednak pamiętając przy tym o sobie samym.

Cudze oczekiwania są zmuszaniem drugiej osoby do odgrywania ról niekoniecznie dla niej odpowiednich. Trzeba mieć w sobie wiele odwagi, by się im sprzeciwić i pójść inną drogą nie oglądając się za siebie.

Myślę, że większość z nas przechodziła prze podobne dylematy. Rodzice przecież marzą, by ich dzieci skończyły szkoły i znalazły dobrą pracę. Miały stabilizację, spokój i pieniądze. Niestety nie zawsze młodych interesuje właśnie takie, spokojne, poukładane życie.

Rodzice może czasem nieświadomie, czasem celowo dają dzieciom do zrozumienia, jak chcieliby, aby ich dzieci żyły w przyszłości. 

Moje wyimaginowane życie, które okazało się być czyjeś.

Z jakichś względów, uważałam kiedyś, że każda kobieta powinna być idealną gospodynią domową. Coś mnie ciągle pchało, by dążyć do tego ideału, a im bardziej zdawałam sobie sprawę z tego, jak mi do niego daleko, tym większe było moje rozgoryczenie.

Przez wiele lat starałam się zmienić, nauczyć, przybliżyć do ideału, jednak nie udało mi się, aż w końcu odpuściłam.

Cudze oczekiwania niezgodne z naszymi pragnieniami mogą być dla nas ogromnym ciężarem.

Okazało się, że się nie nadaję. Jestem inna i po prostu nigdy nie będę, jak ten ideał z moich wyobrażeń. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałam, że presja dążenia do nieosiągalnego celu była dla mnie bardzo frustrująca.

Nawet nie lubiłam tego ideału. Zawsze denerwowały mnie zdesperowane gospodynie domowe, które za wszelką cenę miały porządek w domu, najczęściej kosztem czasu spędzanego z dziećmi, czy własnego rozwoju.

Wiem, że wiele kobiet zarzuca sobie nieporadność w kwestiach związanych z prowadzeniem domu, ale tak jak każdy człowiek jest inny, tak nie każda kobieta musi być perfekcyjną panią domu.

Jesteśmy stworzone do różnych zadań, a zajmowanie się obowiązkami domowymi dla jednych może być relaksem po ciężkim dniu pracy, dla drugich pretekstem, by nie zajmować się dziećmi, a jeszcze innych kompletną stratą czasu i syzyfową pracą.

Długo zajęło mi uświadomienie sobie tego, że nie chcę, nie lubię i w ogóle nie trawię być gospodynią domową, za to chcę zajmować się czymś zupełnie innym. Katowałam się myślami o niewykonanych obowiązkach domowych, jednak teraz już wiem, że to było głupie, a przyczyna banalna – chciałam spełnić cudze oczekiwania.

Wiele kobiet pewnie podobnie uważa, że musimy być idealnymi matkami i gospodyniami domowymi, jednak od wytrzepanych dywanów w najmniejszym stopniu zależy klimat w domu i pozytywne relacje między członkami rodziny.

Ja całkiem pozbyłam się tych “dywanów”, a klimat w moim domu jest wspaniały.

Jak zapomnieć o cudzych oczekiwaniach?

 

ZROZUMIEĆ SIEBIE I SWOJE POTRZEBY

Wiem, że brzmi to jak frazes, ale zrozumienie tego może naprawdę odmienić życie człowieka.

Niewielu z nas ma tak silną osobowość, by niezależnie od opinii czy ocen innych iść własną drogą. Większość jednak ciągle ogląda się na bliskie osoby, uzależniając od nich swoje decyzje i wybory.

Często zachowujemy się w taki sposób, który zadowoli innych. Sprawimy swoim postępowaniem komuś przyjemność, a sami będziemy mieli satysfakcję z uszczęśliwienia kogoś.

Nawet się nie zastanawiamy, czy takie działania sprawiają przyjemność nam samym.

Potrzebujemy chwili spokoju. Momentu na przemyślenie tego, co nas uwiera. Skupiając się ciągle na tych samych, dużych problemach – praca, pieniądze, kłopoty zdrowotne… nie mamy możliwości dostrzec małych rzeczy, które mogą być dla nas dużym ciężarem psychicznym.

Uświadomienie sobie tego, co sprawia nam przykrość, czego po prostu nie lubimy robić, jest najważniejsze, by móc uwolnić się od tego.

I zrzucić olbrzymi balast, który od wielu lat nosiliśmy każdego dnia.

OBRAĆ INNY KIERUNEK

Zazwyczaj doskonale wiemy kto czego od nas oczekuje. Czasem te oczekiwania działają motywująco, a czasem destrukcyjnie.

Sami także potrafimy mieć oczekiwania wobec siebie. Widzimy dane wzory zachowań, które nam imponują lub nabyliśmy cudze przyjmując jako własne.

Jednak nie każdy wzór zachowań, który z urzeczeniem obserwujemy u innej osoby będzie spójny z nami. To samo z wzorcem, który przyjęliśmy na drodze wychowania. W wielu przypadkach wcale tego nie dostrzeżemy, tylko ślepo będziemy podążać za ideałem wymyślonym lub narzuconym. 

Być może dopiero po jakimś czasie przekonamy się, że nasz wybór nie był dobry. Okaże się, że nie potrafimy sobie poradzić z pewnymi sytuacjami. Szkoda życia na trwanie w nich tylko ze względu na opinie innych. Z pewnością można znaleźć wyjście z sytuacji. Znaleźć rozwiązanie, które pomoże nam wykaraskać się z przytłaczającej nas od lat sytuacji. 

 

BYĆ RODZICEM, KTÓRY NIE OBARCZA DZIECI WŁASNYMI OCZEKIWANIAMI

Każde dziecko obserwuje własnych rodziców i odczytuje z ich zachowania określone schematy postępowania w różnych sytuacjach. Chwaląc dziecko za jedne zachowania, a ganiąc za inne, według nas nieodpowiednie, sprawiamy, że zaczyna ono funkcjonować tak, jak tego oczekujemy. Wpływamy na jego postępowanie tak bardzo, że dziecko żyje według naszych zasad, mimo że często są one wbrew jego upodobaniom.

Zwykle nas to nie obchodzi. My wiemy jak żyć i niech dziecko cieszy się, że ma szansę się tego od nas dowiedzieć!

Problem w tym, że często sami popełniamy błędy i ciągle uczymy się nowych rzeczy, zmieniając co rusz zdanie na jakiś temat.

Być może warto dać dziecku takie samo prawo…?

Niech dziecko ma szansę zdecydować o sobie samym.

Niech wie, że ma prawo zastanowić się i stwierdzić, że coś lubi, a czegoś nie. Jeżeli będzie ignorować to, co myśli i czuje, robiąc coś zupełnie przeciwnego na polecenie rodziców, w przyszłości z pewnością będzie mu trudno samodzielnie decydować o swoim życiu.

Powinniśmy dać dziecku szansę przekonać się, czy jego zachowanie w różnych sytuacjach daje oczekiwany efekt oraz jego osobistą satysfakcję.

Najważniejsze to spełniać własne oczekiwania, nie cudze. Tylko wtedy człowiek ma szanse być szczęśliwy.

 

*

Marnujemy długie lata próbując spełnić oczekiwania innych oraz dopasowując się w sztywne ramy, które są dla nas za ciasne lub w zupełnie innym kształcie niż byśmy chcieli.

Chęć usatysfakcjonowania wszystkich wokół, nie biorąc pod uwagę własnych uczuć, jest jak nigdy niekończąca się historia. Będziemy już zawsze, pod ogromną presją, próbowali spełniać określone zadania i zadowolić otoczenie.

Buntując się przeciw temu, co jest nam narzucane, za to obierając własny kierunek działań, poczujemy wielką ulgę i szczęście. Początkowo możemy mieć wyrzuty sumienia, ale po jakimś czasie, gdy zauważymy, jak wspaniale zmieniamy się rezygnując z czegoś, co dotąd powodowało u nas rozdrażnienie czy nawet złość, zmieni się nasze dotychczasowe podejście do życia.

Uwierzymy, że jesteśmy ważni, a na co dzień skupimy się na robieniu tego, co sprawia nam przyjemność.

Czasem trzeba być egoistą.

Życie jest za krótkie, by spełniać oczekiwania innych. Więc żyjmy tak, aby polegać na własnych upodobaniach i pamiętać, by nie obarczać swoimi oczekiwaniami innych.

 

 

Zdjęcie Unsplash


“Męczą mnie moje dzieci”

“Mam dość obowiązków domowych i opieki nad dziećmi”

“Macierzyństwo mnie przytłacza i odbiera wolność”

 

Coraz śmielej matki opowiadają o swoich prawdziwych uczuciach związanych z wychowaniem dzieci. Bo kto nią jest ten wie, jak naprawdę wygląda macierzyństwo, i że nie ma ono nic wspólnego z sielanką.

Matka Polka to kobieta, która zniesie wszystko. Pracuje, gdy choruje. Rezygnuje z własnych ambicji, by mieć jeszcze dokładniej wysprzątany dom i więcej czasu dla dzieci. Nie narzeka. Nie opowiada o swoich uczuciach. Oburza się, gdy inna matka pozostawi dzieci pod opieką ojca i ruszy w miasto z koleżankami. Idzie jak czołg bez żadnych refleksji na temat własnych potrzeb i odczuć związanych z byciem matką.

Kobiety, które żyją w taki sposób, być może nawet nie zdają sobie sprawy z tego, jak wiele w życiu tracą. Mają głęboko zakorzenione to, jak powinno wyglądać ich życie i jakie obowiązki należą do nich jako kobiet, żon i matek.

Nie mają prawa pomyśleć o własnych potrzebach, bo od małego uczono je, że to dobro rodziny jest najważniejsze.

Matka Polka zaczyna opowiadać o własnych uczuciach.

Kiedyś, gdy ojciec wracał zmęczony z pracy i nie miał ochoty bawić się z dziećmi, matka nie tylko nie miała nic przeciwko, musiała jeszcze uciszać dzieci, by nie przeszkadzały w drzemce zmęczonego tatusia.

Być może, a raczej z pewnością kobieta także była zmęczona, nikogo to jednak nie obchodziło. A sytuacja tylko dodatkowo ukazywała kobiecie, że nie ma prawa być zmęczona. Bo niby czym ma być? Przecież siedzi cały dzień w domu i nie pracuje.

Z biegiem lat, gdy kobiety zaczęły pracować zawodowo, oddając pod opiekę innych swą latorośl, niewiele się zmieniło. Po pracy przecież matka nie może być zmęczona. Jej obowiązkiem jest ogarnąć dom i przypilnować dzieci. Tak już zostało ustalone wieki temu i nie ma co się bulwersować.

Obecnie jest podobnie. Jednak świadome rodzicielstwo sprawia, że niektórzy mężczyźni zwyczajnie chcą uczestniczyć w życiu swoich dzieci. Zdają sobie sprawę z tego, jak ważna jest obecność ojca w życiu dziecka i postanawiają być jak najlepszymi w tej roli. 

Kobiety natomiast zauważają, że wcale nie muszą się bezgranicznie poświęcać. Mają prawo czuć przytłoczenie i zmęczenie. Mają prawo odpocząć i mieć czas dla siebie. 

Uczestnicząc w wielu forach i grupach związanych z wychowaniem dzieci zauważyłam, że mamy borykają się z poważnym problemem. Za często krzyczą na dzieci. Nie rozumieją dlaczego tak się zachowują. Wiedzą, że czasem nic strasznego się nie stało. Po prostu nie mogą zahamować swojej narastającej złości. Jest im potem przykro, przepraszają dziecko, jednak niedługo znowu się to powtarza.

Inne mamy piszą: “nie przejmuj się, to normalne, każda z nas tak czasem ma”.

Ale to nie jest normalne.

Czy bez powodu krzyczymy na kolegów z pracy? Na mijanych po drodze przechodniów? Na ludzi w sklepie, czy u fryzjera?

Denerwujemy się, gdy jesteśmy zmęczeni, przytłoczeni i mamy czegoś dość. Gdy nie widzimy szans na wydostanie się z trudnej sytuacji.

Męczą mnie moje dzieci…

Tak, macierzyństwo jest z pewnością trudną, stresującą i długotrwałą sytuacją. Czasami zdarzają się momenty, które napawają przeogromnym szczęściem i radością, jednak to nadal niezwykle trudna sytuacja zwłaszcza dla Matki Polki.

Bardzo mnie cieszy, że kobiety przestają być boginiami ogniska domowego, z zaczynają być zwykłymi mamami. Mamami, które mówią: “Mam dość, idę na spacer-sam sobie zrób kanapkę”.

Mamami, które nie zaklinają rzeczywistości, nie zaciskają zębów i nie udają, że ich życie to bajka. 

Jestem pewna, że mama, która pomyśli w tym wszystkim o sobie będzie o wiele mniej krzyczeć na dzieci.

Korzyści zatem będą obopólne.

Zrelaksuj się i pobądź z dzieckiem jednocześnie.

Nie namawiam, by porzucić rodzinę i wyjechać w Bieszczady. Chcę tylko zwrócić uwagę na to, że czasem można zrobić coś wbrew dziecku za to zgodnie z sobą samym i nie ma w tym nic złego.

Dziecko dzięki temu dowie się, że każdy ma własne uczucia i granice i należy je szanować. 

Zdaję sobie także sprawę z tego, że bardzo trudno jest odmówić zabawy, o którą prosi stęsknione po całym dniu dziecko i pójść się zdrzemnąć. Dlatego pierwsze co musimy robić w takiej sytuacji to poinformować dziecko o własnych uczuciach. 

“Jestem bardzo zmęczona. Wiem, że chcesz się ze mną bawić, ale ja nie mam na to akurat ochoty. Możemy razem zrobić coś innego”

I teraz wystarczy zaproponować dziecku jedną z czynności, które pozwolą odpocząć i jednocześnie być razem.

Czas spędzony z dzieckiem nie musi wyglądać, jak na amerykańskim filmie.

W amerykańskich filmach dzieci wraz z rodzicami godzinami skaczą, śmieją się, demolują co się da, rozrywają poduszki, ganiają się po domu i robią mnóstwo innych praktycznie niezdarzających się w rzeczywistości dziwnych rzeczy. Nasz czas z dzieckiem nie musi tak wyglądać. Może to być zupełnie innego typu rozrywka.

Jak odpocząć przebywając z dzieckiem?

Podczas wspólnych chwil pytamy dziecko o różne sprawy, okazujemy nasze zainteresowanie, pomagamy rozwiązać problem, jeżeli tego potrzebuje syn czy córka. Przez to wszystko dajemy im poczucie bezpieczeństwa, a w zamian otrzymujemy ich zaufanie. Opowiadamy o swoich trudnych sytuacjach z dzieciństwa, i jak sobie z nimi poradziliśmy. Możemy także mówić o codziennych sprawach, które młody człowiek próbuje zrozumieć i mu w tym pomóc, wyjaśnić pewne kwestie.

Jednak na opisane wyżej chwile powinno mieć się dobry nastrój i w takim klimacie prowadzić rozmowę. Ja natomiast chciałam skupić się na momentach, kiedy wiemy, że powinniśmy pobyć z dzieckiem, ale umysł mamy bombardowany przez zupełnie inne myśli.

Co wtedy możemy robić z dzieckiem?

CZYTANIE KSIĄŻKI

Nie mówię o bajeczkach i wierszykach, ale o normalnych, przygodowych książkach dla każdego, które mają wciągającą fabułę i przenoszą człowieka w inny świat. Czytanie dziecku 5 lub 6-letniemu Harrego Pottera czy inną fascynującą historię może okazać się świetnym sposobem na relaks. Rodzic nie musi się zmuszać do rozmów, które mu teraz kompletnie nie w głowie, ale jest z dzieckiem i przeznacza dla niego swój cenny czas.

FILM FAMILIJNY

Współczesne bajki dla dzieci dają większy ubaw rodzicom niż dzieciom. Kąśliwe uwagi bohaterów, nawiązania do sytuacji politycznych, czy teksty z kultowych komedii, są w stanie rozbawić i młodego i starego. Śmiech nieco rozładuje napięcie u rodzica, a dziecko będzie miało bardzo przyjemne wspomnienia, gdy dorośnie.

SPORT

Mogą być rowery, basen, bieg, spacer. Nie trzeba nic więcej. Zrobić coś wspólnie i cieszyć się swoim towarzystwem. Dziecko widząc, że rodzic nie jest w najlepszym nastroju doceni chociaż to, że mimo wszystko znalazł czas, by z nim pobyć. Sport bardzo korzystnie wpłynie na rodzica i wszyscy będą zadowoleni.

GRA KOMPUTEROWA LUB PLANSZOWA

Nie mam na myśli jakieś angażującej, jak “Wsiąść do pociągu”, gdzie trzeba obmyślać strategie działania. Jednak także ona mogłaby fajnie wpłynąć na nastrój rodzica i oderwać jego myśli od problemów. Można natomiast zagrać w zwykłe, proste gierki, jak warcaby, czy statki na tabletach. Rodzic jest z dzieckiem i oboje czerpią z tego faktu korzyści.

*

To nic strasznego znać swoje uczucia. Zdawać sobie sprawę z tego, co nas cieszy, smuci czy złości. Tego oczekujemy od dzieci. Że będą potrafiły rozpoznawać własne emocje, bo to ułatwi im życie. 

Ignorując to, co się dzieje w nas, w środku prowadzimy wewnętrzną wojnę z samym sobą. Pewnego dnia poczujemy się się zwyczajnie nieszczęśliwi, a nasze frustracje unieszczęśliwią nasze dzieci. Nie musimy w 100% rezygnować z siebie dla macierzyństwa.

Oczywiście bycie mamą zobowiązuje do troskliwego opiekowania się dziećmi, ale nie wolno zapominać o trosce o samą siebie.

 

newsletter blog liravibes

 

Photo by Unsplash

 

 


Jak wychować asertywne dziecko, gdy sami mamy problem z asertywnością? Właśnie dlatego chcemy poznać sposoby na wychowywanie asertywnego dziecka, bo wiemy jak świetnie sobie radzą w życiu osoby asertywne, ale my nimi nie jesteśmy.

Co to jest asertywność?

Asertywność to cecha, którą posiadają osoby pewne siebie i przekonane o wartości swojego zdania i swojej osoby. To nie tylko umiejętność odmowy, ale także łatwość przyjmowania krytyki, zdolność do wyrażania własnych, nawet odmiennych opinii oraz trafne wyrażanie próśb i oczekiwań.

Bycie asertywnym ułatwia życie na wielu płaszczyznach, bardzo pozytywnie wpływając na relacje z innymi ludźmi. Osoba asertywna jest w stanie wyrażać swoje zdanie, gdy coś jej się nie podoba np. gdy zostaje niesprawiedliwie potraktowana, upomni się o swoje, gdy ktoś nie dotrzyma obietnicy, a także jasno wyrazi swoje oczekiwania wobec innych starając się nikogo nie urazić, a nawet jeśli, to wie, że tak należało postąpić.

 

 

JESTEM WAŻNYM, WARTOŚCIOWYM CZŁOWIEKIEM I MAM PRAWO MIEĆ SWOJE ZDANIE

To motto asertywnych osób. Każdy chciałby tak powiedzieć o sobie, a rodzicie powinni to często przypominać swoim dzieciom.

Jednak na co dzień sytuacja przedstawia się nieco inaczej. Zamiast wspierać i doceniać zdarza się chyba każdemu rodzicowi zwłaszcza w chwili zdenerwowania wyrzucić z siebie uwagę zabijającą asertywność w małym człowieku.

Co pozbawia dziecko asertywności?

Krytyka

Zwłaszcza nieumiejętna, która nie odróżnia zachowania od osoby dziecka, potrafi bardzo znacznie obniżyć poczucie wartości i dać mu do zrozumienia, jak słabym jest człowiekiem. Zdarza się także porównywać dziecko do innych oraz bazować na ocenie obcych osób o nim. To wpędza dziecko w poczucie bycia gorszym od innych. Ciągłe strofowanie: „nie tak szybko”,” za wolno”, „co tak słabo?” ‘ „tak się tego nie robi”, sprawia, że dziecko samo zaczyna sobie wmawiać, że nie poradzi sobie w żadnej sytuacji, bo robi wszystko nie tak, jak powinno.

Brak możliwości samodzielnego podejmowania decyzji.

Ograniczenia są bardzo wartościową kwestią w wychowaniu dziecka, jednak bezwzględne zakazy i dyktowanie sposobów zachowań, brak liczenia się ze zdaniem dziecka w każdym momencie doprowadzi do sytuacji, w których dziecko nie będzie w stanie podjąć, żadnej decyzji. Ponieważ nigdy wcześniej nie miało okazji ku temu, więc odpowiedzialność za choćby łatwe zadanie zrzuci na kogoś innego, obnażając swoją słabość i dezorientację.

Wytykanie słabości.

Okazywanie dezaprobaty w sytuacji, gdy zachowanie dziecka nie ma nic wspólnego z ogólnie przyjętym za poprawne. Mówienie wtedy do niego: „ale ty jesteś ślamazarny”, „zawsze się musisz tak wypaćkać..”, „jesteś taki nieśmiały, że nie wiem, jak ty sobie poradzisz w życiu” wyryją się na stałe w głowie dziecka. Często powtarzane będą się ciągnąć za nim latami i stale mu przypominać, jakie ma wady.

Katastrofizowanie.

Każdy czasem katastrofizuje choć nie ma to większego sensu. Może po prostu chcemy usłyszeć od kogoś: „nie, no co ty, na pewno tak nie będzie, nie martw się”. Jednak robiąc to w obecności dziecka wpoimy mu negatywne nastawienie i nauczymy, że zawsze coś musi pójść nie tak. Mając dobrego nauczyciela, bystre dziecko szybko zacznie samo sobie wmawiać: „po co się męczyć i tak mi się nie uda”,” będą się ze mnie śmiać”, „nie dam sobie rady” i rzeczywiście tak się to może skończyć. Z czasem zaprzestanie całkowicie podejmowania działań lub zaniecha starań po krótkim czasie.

Dawać do zrozumienia ze zdanie dziecka jest nieistotne.

Podejmowanie decyzji związanych z życiem dziecka, bez uwzględnienia jego opinii na dany temat daje mu prosty przekaz: „nie masz nic do gadania”. Jeżeli sytuacja będzie miała miejsce nawet, gdy dziecko będzie starsze, niechęć do wyrażania własnej opinii utrwali się jeszcze mocniej. Przełoży się to na pozycję w grupie rówieśniczej i brak chęci aktywnego uczestnictwa w niej.

Karać słowami: -„zawsze musisz coś schrzanić”, „jak mogłeś tego nie wiedzieć?”, „jak mogłeś się tak zachować-wstyd!”, za popełniony błąd.

Takie słowa słyszane od obcego człowiek są bardzo bolesne, a od rodzica burzą cały świat dziecka. Wpędzają w poczucie winy i upokarzają. Sprawienie zawodu rodzicowi, który jasno wyrazi swoje rozczarowanie i wściekłość na małego człowieka, rujnują jego poczucie wartości i powodują, że zaczyna wierzyć w to co słyszy, utożsamiać się z tą oceną i stawać się NIKIM.

Zbyt duże oczekiwania wobec dziecka.

Poprzeczka powinna być zawsze nieco powyżej umiejętności dziecka, aby ciągle dążyło do poszerzania swojej wiedzy oraz kompetencji. Przeskoczenie jej daje dziecku satysfakcję i wpływa pozytywnie na samoocenę. Gdy jednak jest za wysoko i nie ma możliwości by ją dosięgnąć, dziecko może zacząć myśleć o sobie, że jest do niczego, a wyczuwając rozczarowanie ze strony rodziców zacznie się obwiniać i żyć pod duża presją. Bardzo negatywnie wpłynie to, na jego poczucie wartości oraz samoocenę. Dziecko zniechęci się podejmowania nawet najłatwiejszych zadań, a osiągnięte „zwykłe” sukcesy nie będą miały dla niego żadnej wartości.

 

Agresywność zamiast asertywności.

Wymienione wcześniej zachowania rodziców wobec dziecka mogą się przyczynić nie tylko do braku asertywności. Istnieje możliwość, że osoby, które nie chcą być traktowane i postrzegane w ten sposób zaczną walczyć. Staną się agresywne, bo tylko tak będą umiały się bronić.

Większość dzieci wychowywanych według opisanych wcześniej zachowań będą jednak prezentowały postawę uległą. Brak pewności siebie, wsparcia ze strony najbliższych, ciągłe porównywanie do innych, poczucie bycia gorszym od wszystkich, nie pozwolą mu na wychylanie się z własną opinią lub upominanie się o swoje. Rówieśnicy szybko wyczują taką postawę i mogą zacząć to wykorzystywać.

Wiedząc czego nie można pod żadnym warunkiem robić, aby nie pozbawiać dziecka asertywności powinniśmy przede wszystkim skupić się na wspieraniu jego poczucia wartości przez szanowanie jego zdania i liczenia się z jego uczuciami. Nauczyć się konstruktywnej krytyki i umiejętnego chwalenia. Ale przede wszystkim kochać bezwarunkowo.

Asertywny rodzic- asertywne dziecko.

Bardzo często rodzice zauważają problem z brakiem asertywności u swojego dziecka, widząc w nim siebie. Zachęcają je do walki o swoje, ale samo wspieranie asertywnej postawy nic nie daje. Dziecko niczym kalka powiela zachowania uległych rodziców. Jeżeli zdajemy sobie sprawę z tego jak wiele można stracić będąc pozbawionym asertywności, powinniśmy jak najszybciej wziąć się do roboty.

Dziecko i troska o jego przyszłość jest najwspanialszą motywacją do pozbywania się złych nawyków i uciążliwych przyzwyczajeń.

Ja dzięki dziecku postanowiłam polubić pająki (syn płakał, gdy chciałam jakiegoś… się pozbyć). Zaczęłam też walczyć o swoje, bo nie chciałam, żeby moje dziecko było świadkiem sytuacji, w której ktoś mnie źle traktuje lub odnosi się do mnie bez szacunku. Byłoby to upokarzające dla mnie i dla niego.

Nauczyłam się asertywności dla dziecka i dzięki niemu.

Wiem, że każdy może. Jest wiele kursów i książek na ten temat. Jednak żadne szkolenie nie sprawi, że z dnia na dzień staniemy się asertywni. Musimy w różnych sytuacjach próbować asertywnych zachowań i powoli je uskuteczniać. Odważyć się powiedzieć swoje zdanie lub bronić go, gdy ktoś nam wmawia, że nie mamy racji.

Asertywność otwiera wiele drzwi, pomaga załatwić wiele spraw, a do tego daje mam pewność siebie. Jak wychować asertywne dziecko? -Trzeba zaprezentować to dziecku własną postawą i często powtarzać asertywne zachowania w codziennych sytuacjach.


Uwielbiam zmiany i mimo że chciałabym kiedyś żyć w klimacie tropikalnym na stałe, to chyba trochę tęskniłabym za zmianami, jakie nam fundują pory roku. Na przykład za taką piękną, nastrojową jesienią. A wraz z nią możliwościami wprowadzenia jesiennych dekoracji w domu.

Każda pora roku ma swój niepowtarzalny urok.

Wiosna napawa optymizmem. Wszystko budzi się do życia. Po prostu nie da się stać z boku i na to przyglądać. Trzeba działać. Lato, wiadomo… Upał nie pozwala na duży wysiłek, pora odpocząć. Znaleźć czas na relaks, zabawić się. Pomalować mieszkanie 😉 Zima to święta Bożego Narodzenia i choć już nie mają takiego niezwykłego uroku, jak te 20 lat temu, to nadal większość z nas czeka na pierwszą reklamę z ciężarówkami Coca-Coli ze zniecierpliwieniem.

Jesień natomiast mimo chłodu, jaki zaczyna panować na dworze, daje całkiem ciepłe skojarzenia. Kolor pomarańczowy, który wiąże się z jesienią dodaje przyjemnych wrażeń.

Jest kilka takich elementów, które wprowadzają nas w okres jesienny i fajnie mieć je w domu. By cieszyć się zmianą, świadomie dostrzegać upływający czas i czerpać przyjemność z przytulnego, jesiennego wystroju domu w długie wieczory.

 

 

Czy nie cudownie jest spędzać je w otoczeniu ciepłych barw i mięciutkich tkanin? Można zrelaksować się czytając książkę lub oglądać ulubiony serial, kątem oka zerkać na przyjemne płomienie palących się świec.

Jest wiele sposobów na spędzanie długich, jesiennych wieczorów. Pomysłów nam nie brakuje zwłaszcza, gdy mamy dzieci. Można grać w gry planszowe, tworzyć dzieła artystyczne, czytać i oglądać książki. Bawić się z młodszymi lub robić wiele innych ciekawych rzeczy. Ale z pewnością każda z tych czynności będzie dużo przyjemniejsza w ciepłym i przytulnym otoczeniu.

 

Jesienne dekoracje w domu.

Internet jest niesamowitym narzędziem jeśli chodzi o inspiracje. Można znaleźć tu dosłownie wszystko w interesującym nas temacie. Jeszcze bardziej tematyczny jest Pinterest, na który trzeba uważać, bo wciąga i czasem trudno się z niego wyłączyć.

Każde interesujące nas zdjęcie ma już pod sobą wiele podobnych propozycji, bywa, że jeszcze bardziej interesujących. Gdy chcemy się przyjrzeć któremuś, natrafiamy na kolejne, i tak dalej… Także, trzeba uważać i wiedzieć kiedy przestać.

Z jesienią i jesiennymi dekoracjami najbardziej kojarzy mi się dynia. Wpisałam tylko to hasło i przepadłam…

Znalazłam kilka świetnych pomysłów i chcę się nimi podzielić. Mimo że w Polsce Halloween obchodzą tylko wyznawcy szatana (w niektórych kręgach tak się ich nazywa), to postawienie dyni przy domu lub na stole nie powinno narażać naszej reputacji na szwank.

 

 

Na zewnątrz domu można postawić i udekorować prawdziwą. Powinna wytrzymać około dwóch tygodni w chłodzie. Jednak w domu to nie jest najlepszy pomysł. Zapach mógłby być wyczuwalny już po kilku dniach. Oczywiście ktoś mądry znalazł na to sposób, można dzięki niemu kupić doniczkę  w kształcie dyni. A kolorze odpowiednim do naszego wystroju wnętrz. Jednak ja bym została przy ciepłym odcieniu pomarańczy.

 

Wielka dynia z kwiatuszkami przytrzymywanymi odkrojoną górą wygląda niesamowicie.

Jednak wystarczą nawet same małe dynie ozdobne ustawione wśród świec na stole. Myślę, że już taki drobny akcent dodaje ciepła i przenosi w jesienny klimat.

jesienne dekoracje domu liravibes blog

 

jesienne dekoracje domu liravibes blog

 

Przepiękne kompozycje kwiatowe w dyni. W dodatku wydają się być łatwe do wykonania. Do dyni możemy włożyć ulubione zioła, kwiatki lub innego rodzaju elementy, które będą pasowały do naszych wnętrz.

Wśród jesiennych dekoracji domu nie może zabraknąć wrzosów. Mając różne odcienie. Od jasnego fioletu po niebieski. Oto co udało mi się znaleźć, zrobionego z wrzosów w prosty sposób.

 

 

Są to zwykłe pachnące jesienią świeczniki. A świece są podstawą jesiennych dekoracji w domu. Samym płomieniem dodają ciepła w pomieszczeniu i bardzo przyjemnie na nas oddziałują.

Wrzosy same w sobie są piękną dekoracją w domu, więc można go po prostu postawić na przykład w towarzystwie miski kasztanów.

jesienne dekoracje domu liravibes blog

 

Dlatego czasem wcale nie trzeba wiele się napracować, by mieć w domu przyjemny kącik, do spędzania tam jesiennych wieczorów z kubkiem herbaty malinowej w ręce. Wystarczy kilka pięknych, pachnących świeczek.

 

jesienne dekoracje domu blog liravibes

 

Ozdobą do świeczek okazuje się, że może być właściwie wszystko. Kwiaty, żołędzie, kora, cynamon, a nawet zwykłe patyczki.

 

 

Świecznik z brzozowych drewienek będzie wyglądał pięknie w domu. Można go postawić w miejscu kominka, gdy mamy ciepło w domu i nie musimy w nim palić. Albo zamiast, gdy go wcale nie mamy.

 

 

 

Jeżeli mamy taką możliwość, możemy udekorować także wejście do domu. Z pewnością przyjemniej jest wracać do takiego widoku po pracy. No i sąsiadka zielona z zazdrości to także przyjemny widok 😉

jesienne dekoracje domu liravibes blog

 

To jeszcze coś dla wyznawców szatana, takich jak ja, którzy pobawią się z dziećmi, wykroją jakieś stworki z dyni dla zabawy albo poudają, że w ich domu mieszkają czarownice.

 

jesienne dekoracje domu blog liravibes

jesienne dekoracje domu

 

jesienne dekoracje domu liravibes blog

 

Jesienne dekoracje domu mają sprawić, że będzie nam miło i  przytulnie w swoim domu, w długie ciemne wieczory będą dzięki temu spędzone w przyjemnej atmosferze. Pomarańczowy kolor ociepli wnętrze w ciągu dnia, a światełka świeczek wieczorem. 

Jeżeli komuś nie chce się bawić w targanie dyni i wykonywanie kompozycji z kwiatów, może sobie sprawić zwyczajne ozdoby jak wazony, świeczniki itp. w kolorze starego złota i miedzi. Będą także ocieplały pomieszczenie, a do tego wystarczy je po prostu ustawić na pólkach.

Kanapę w tym okresie z pewnością pokryje gruby koc, o którym będziemy marzyć siedząc w pracy.

Zmiana wystroju mieszkania związana z nową porą roku, to dla osób które lubią tworzyć dekoracje różnego rodzaju, wspaniały czas. Mają szansę spełnić się w swojej pasji i cieszyć się efektem swojej pracy. A rodzina spędzić jesień w bardzo przyjemnym mieszkaniu.

 

Zdjęcia z Unsplash i Pinterest.


Przywódca-obowiązkowy element szczęśliwej rodziny.

Rodzina jest obecnie najważniejszą jednostką społeczną i pomimo wielu opinii jakoby powoli traciła na znaczeniu i wartości, nadal większość z nas stanowi jej element.

Jakiejś, ponieważ jest synem, córką, bratem, szwagrem, czy ciocią… i te role są niezależne od nas. Dopiero bycie ojcem lub matką sprawia, że stajemy się odpowiedzialni za własne dzieci. Musimy, a przynajmniej powinniśmy zrobić wszystko co w naszej mocy, aby dać światu wspaniałych ludzi. Z kolei swoim zachowaniem wobec dzieci umożliwiamy im lub pozbawiamy ich szansy na szczęśliwe życie w przyszłości. 

Zapewnienie swojej rodzinie przywódcy, który będzie oparciem oraz zapewni jej poczucie bezpieczeństwa jest dla niej niezwykle cenne.

Choć mogłoby się wydawać, że obecnie każdy sam może być sobie przywódcą, dorosły jak i dziecko. Że każdy wraz z własną niezależnością powinien wyznaczać sobie granice i tak często jest. Jednak wiele osób w tym także dzieci chowają za swoją autonomią strach i niepewność. Wydawać by się mogło także, że obecnie kobiety nie potrzebują mężów dla poczucia bezpieczeństwa, bo są wystarczająco silne, by same mogły się o siebie zatroszczyć. Tak naprawdę, wiele z nich marzy o kimś, kto się nimi zaopiekuje, jednak duma nie pozwala pokazać im swoich lęków i słabości.

O ile zachowanie kobiet jest celowe i ma wywołać określone efekty w postaci odbioru własnej osoby jako niezależnej i odważnej, o tyle dzieci nie powinny mieć wyboru i zawsze mieć dorosłego przywódcę i opiekuna. 

Nie myślę tu o władcy, czyli głowie rodziny, jaką był ojciec w każdym domu jeszcze niespełna 20, 30 lat temu. Nie piszę o apodyktycznym, agresją osiągającym swoje założenia rodzicielskie wobec dzieci rodzicu. Taka postawa krzywdziła umysł i ciało dziecka.

Dzieci potrzebują rodzica, który zna je, respektuje ich granice osobiste oraz jest wobec nich autentyczny.  

Gdy zabraknie przywódcy stada w stadzie…

Przywództwo w stadzie nie powinno wiązać się ze strachem, ograniczeniami, zakazami, za to z bliską więzią i zaufaniem. Nie ma jednak jednego patentu na tą rolę. Można dowiedzieć się jak najwięcej w tym temacie, ale decyzję, co do ostatecznego zachowania wobec rodziny powinniśmy i tak podjąć sami. Ponieważ to my będziemy odpowiedzialni za to, co się wydarzy w przyszłości, nie żaden ekspert, pedagog czy inny znawca tematu.

W tym artykule pisałam o tym, by uważać na opinie ekspertów i zawsze zastanowić się, czy na pewno ich rady są tym czego nam lub naszym bliskim potrzeba:https://liravibes.pl/nie-dajmy-sie-zwariowac-czyli-ze-skrajnosci-w-skrajnosc/ .

Nie tylko w rodzinie potrzebny jest przywódca. Kapitana potrzebuje drużyna, wychowawcy klasa, a firma prezesa. 

Każda z tych grup nie osiągnie swoich celów bez jednej osoby, która wskaże kierunek, która swoim opanowaniem zapewni o przyszłym sukcesie. Która wzbudzając zaufanie i szacunek stworzy coś ważnego i wartościowego wraz z innym ludźmi.

Rodzina bez przywódcy będzie ciągłą walką o władzę i posłuszeństwo. Ciągłe konflikty tylko zaostrzą napięte i tak relacje pomiędzy członkami rodziny. Firma bez szefa przywódcy nie ma szans na sukces. Pracownicy nie będą wykonywać powierzonych zadań przez kogoś, komu nie ufają i nie szanują go.

Kiedyś uważano, że przywódca to podmiot, natomiast osoby w jego otoczeniu to przedmioty, którymi można posłużyć się w celu wykonania zadania. Tak było w rodzinach i przedsiębiorstwach. Dziś już wiadomo, że ani w firmach, a tym bardziej rodzinach, taka relacja nie odnosi pożądanych skutków. Tylko podmiot, traktujący innych podmiotowo osiągnie swoje cele, dając przy tym innym szacunek i niezależność.

Dlatego obecność przywódcy w każdej grupie społecznej jest tak ważna.

Wiele lat temu w katastrofie górniczej, kilkunastu górników utknęło w tunelu. Spędzili tam wiele dni i mieli niewielkie szanse na przeżycie. Sami górnicy doskonale zdawali sobie sprawę ze swojego położenia. Zaczynali się załamywać i tracić nadzieję. Jeden z nich zaczął przewodzić grupie. Zorganizował zajęcia, wyznaczył zadania kolegom, a swoim spokojem i ufną nadzieją na ratunek zaraził innych. Górnicy przetrwali dzięki niemu najgorszy czas i zostali ocaleni. Jednak gdyby nie postawa mężczyzny, który zachował spokój i tym samym, dodał otuchy innym nie wiadomo, jak mogłoby się to skończyć. Stan psychiczny innych górników mógłby znacznie się pogorszyć i wpłynąć na ich późniejsze życie.

Obecność przywódcy w stadzie jest wspaniałym przywilejem dla jej członków. Daje poczucie bezpieczeństwa i nadzieję, że cokolwiek się wydarzy mam kogoś, ktoś zawsze jest przy nas. 

Czym wyróżnia się przywódca stada?

AUTORYTET

Będąc dla swoich dzieci lub pracowników wzorem, który jest autentyczny i prawdomówny, który doskonale odnajduje się nawet w trudnych sytuacjach, jest świadomy podejmowanych kroków i świetnie radzi sobie z pojawiającymi się problemami buduje się silną pozycję, która budzi szacunek i poważanie.

Wydaje się być bardzo trudnym zadaniem, by zostać taką osobą w kwestii wychowania dzieci jednak jest to wykonalne. Przynajmniej zawsze powinniśmy się starać dążyć do takiej postawy. Wpłynie z pewnością na jakość naszego życia poprzez korzystne zmiany w naszych relacjach w rodzinie czy pracy. 

ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Wszystkie podejmowane kroki na drodze rodzicielstwa wiążą się z ogromną odpowiedzialnością. Nie poczuciem winy, jaki może nam towarzyszyć w chwilach, gdy uzmysłowimy sobie, jakie błędy popełniliśmy, a właśnie odpowiedzialnością, czyli “to ja odpowiadam za podjęte decyzje i czyny”. Należy do nich także to, jak chcę, by wyglądało życie w mojej rodzinie, jak się o nią będę troszczyć oraz jak wychowam swoje dzieci.

Do dzisiaj jednak często obwinia się dzieci za niedociągnięcia wychowawcze rodziców. Oni sami często są skłonni ukarać dziecko za pewne zachowania, które często są wynikiem ich nieodpowiednich działań wychowawczych.

Odpowiedzialność i autorytet pozwalają w jasny sposób wyrażać swoje zdanie, mówić czego chcemy, a czego nie jesteśmy w stanie zaakceptować. Taka postawa pomaga zdobyć szacunek i zaufanie dziecka.

POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI

Wiąże się z tym kim jesteśmy oraz jaki mamy do tego stosunek. Poczucie wartości jest zatem bardzo ważnym elementem tego, jak będziemy postrzegani przez nasze dzieci. Osoba, która nie ma zaufania, co do swoich możliwości w kwestii bycia rodzicem, ale także na wielu innych polach ma wątpliwości, co do swojej osoby oraz podejmowanych przez siebie działań, może być odbierana przez dzieci jako słaba. Nie da wystarczającego poczucia bezpieczeństwa oraz nie wzbudzi wystarczającego zaufania. 

Z kolei dobre przywództwo wspiera poczucie własnej wartości w dzieciach poprzez zainteresowanie ich uczuciami i myślami oraz wychodzenie z ciekawością naprzeciw ich reakcjom i zachowaniom. Daje się przy tym możliwość dziecku poznawania siebie oraz budowania własnego obrazu.

Powyższe elementy tworzą przywódce stada, rodziny, grupy. Autorytet, jego odpowiedzialność oraz poczucie wartości tworzą osobę godną zaufania i szacunku. Takiej osobie w trosce o innych członków grupy muszą przyświecać pewne wartości. Każdy aspirujący przywódca rodziny musi zastanowić się nad własnymi wartościami oraz przewidzieć to, co wydarzy się w przyszłości, kierując  się nimi w życiu. Dopiero po ustalenie celów, jakie oczekujemy w wychowaniu dzieci możemy uzupełnić lub zastąpić je innymi.

Dobremu przywódcy powinno przede wszystkim zależeć na trosce o godność wszystkich członków rodziny, integralność oraz autentyczność.

Godność powinien posiadać każdy. Tylko wtedy jest świadomy własnych wartości przy tym nie wywyższa się z tym nad innymi, za to darzy ich szacunkiem. Posiada przede wszystkim szacunek wobec samego siebie oraz dumę i honor.

Godność łatwo w dziecku zabić słowami “nie znasz się, za mały jesteś”, “porozmawiamy, gdy dorośniesz”, a także biciem lub nawet brakiem zainteresowania nim. 

Rodzic uważający się za przywódcę stada, jednak niedbający o godność członków swojej rodziny, nigdy nim nie będzie. Przekazywane wartości za pomocą krzyków, nakazów lub klapsów nie będzie przynosiło żadnych rezultatów oprócz bólu psychicznego oraz fizycznego.

Integralność dająca możliwość posiadania własnych granic, potrzeb i wartości to coś czego wielu z nas do dzisiaj brakuje.

Wiele młodych osób kończy liceum, a nawet studia nie wiedząc, co mają dalej robić. Nigdy nie mieli odwagi zdecydować, a nawet pomyśleć o tym czego chcą. Robią automatycznie to, czego wymagają od nich inni nie zastanawiając się, co tak naprawdę chcą robić sami. Przywódca rodziny daje możliwość samodzielnego decydowania o sobie. Nie narzuca swojej woli, czy ambicji. Liczy się z potrzebami członków swojej rodziny. Swoją rolą dając wsparcie, radę lub akceptację decyzji innych.

Autentyczność

Bardzo często wraz z “graną” rolą w naszym życiu przyjmujemy jakieś stanowisko. Poprzemy nienawidzoną partię polityczną, do której należy szef, gdy liczymy na awans, będziemy mili i uprzejmi dla okropnej cioci na spotkaniu rodzinnym, by nie wywoływać konfliktów, a wychowując dzieci będziemy konsekwentni i stanowczy tylko po to, by pokazać mu kto tu rządzi.

Nie ma w tym za grosz autentyczności. Dziecko widząc nas i nasze maski nie może traktować nas poważnie. Nie powinniśmy nawet tego od niego oczekiwać. Zastanawiając się nad tym głębiej, przestaniemy sami się szanować, gdy uświadomimy sobie co wyprawiamy. Bycie autentycznym jest bardzo trudnym zadaniem, zwłaszcza w czasach, gdy prawie wszystko jest udawane. 

Chcąc być prawdziwym przywódcą rodziny musimy zadbać o własne wartości, którym będziemy wierni i przynajmniej starać się żyć w zgodzie z nimi, ucząc przy tym tego samego własne dzieci.

*

Każde dziecko powinno mieć przywódcę. Kogoś, kto będzie dla niego autorytetem, kto odpowiedzialnie będzie podejmował własne decyzje uwzględniając przy tym potrzeby innych oraz zapewni im poczucie wartości. 

Ważne, by potrzeby, uczucia, marzenia i życzenia dzieci traktować poważnie, co nie znaczy spełniać ich każdą zachciankę. Rozumieć te potrzeby i rozróżniać, a przede wszystkim traktować jak własne.

Nasz osobisty autorytet może dać dzieciom poczucie bezpieczeństwa, ale także pomóc wykształcić im zrozumienie dla własnych potrzeb, uczuć i granic. Dać dzięki temu siłę, by bezpiecznie mogły kiedyś iść własną drogą. 

 

Może Cię także zainteresować:

 

 

Photo by Tim Mossholder on Unsplash


Krytyka to ocena pod względem dobrych i złych stron…

Dobrych też? A zwykle słowo “krytyka” kojarzy się tylko z przykrym uczuciem słabości, upokorzenia i czasem niesprawiedliwości. Możemy mieć wrażenie, że ktoś chce nam zrobić przykrość wytykając nasze niedociągnięcia i błędy. Owszem, często tak właśnie jest, zwłaszcza gdy krytykant ma zły dzień i potrzebuje wentyla, którym upuści swoje negatywne emocje. Pech sprawił, że akurat przechodziliśmy nieopodal…

Krytyka, czyli ocena jakiegoś dzieła, utworu czy zachowania powinna uwzględniać pozytywne, jak i negatywne strony. Niestety, my skupiamy się na negatywach bardziej niż tym, co dobrego usłyszymy na swój temat.

I nawet formułka: “Jesteś bardzo towarzyski i świetnie udaje ci się…” nie ma żadnego znaczenia, gdy za chwilę pojawi się ALE.

Każda, nawet najmniejsza uwaga powoduje w nas smutek, złość lub rozgoryczenie.

 

Dlaczego tak trudno znosić negatywne słowa krytyczne wobec swojej osoby?

Niskie poczucie własnej wartości – to ono jest odpowiedzialne za naszą niemoc wobec krytyki. Staramy się być jak najlepsi, dowartościowujemy się każdym nawet najmniejszym sukcesikiem, a kiedy tylko ktoś zwróci nam uwagę na coś nawet błahego, wszystko co osiągnęliśmy przestaje się liczyć. Krytyka trafia nas prosto w serce, paraliżuje i nie daje o sobie zapomnieć. Niskie poczucie wartości nie pozwala na obronę lub każe nam uciekać, najlepiej z krzykiem. 

Z krytyką mają problem także dorosłe dzieci alkoholików, które opisuje się jako ludzi z niską samooceną, silnym poczuciem winy i wstydu oraz potrzebą uzyskiwania ciągłej aprobaty. Osoby te potrzebują ciągłego potwierdzenia, że jednak są coś warte. Boją się, dlatego często nie mają odwagi na wiele zwyczajnych działań, by nie konfrontować się uczuciem przegranej i negatywną oceną innych oraz samych siebie. Często nie potrafią przyjąć krytyki lub biorą ją zbyt mocno do siebie, a wiąże się to z ich niskim poczuciem wartości oraz ciągłym poczuciem zagrożenia.

Jednak dzieci wychowywane w domach, w których alkohol nie był obecny także mogą mieć problem z opiniami na swój temat. I także wyniknie to z niskiego poczucia własnej wartości dziecka. 

Bardzo ważne jest, aby od małego dawać dziecku wszystko to, co zapewni mu pewność siebie i tym samym umiejętność radzenia sobie ze słowami krytyki.

W tym artykule pisałam jak to zrobić:https://liravibes.pl/pewny-siebie-juz-od-dziecka/.

 

Obecnie dużym problemem jest hejt, z którym można bardzo często spotkać się w internecie. 

Zawsze zastanawiałam się: kim jest hejter?

Okazało się, że to mały człowieczek, bez możliwości i odwagi zmieniania świata. Ze swojej niemocy wylewa żal i nienawiść wobec Bogu ducha winnych osób. Hejter jest w stanie uśpienia, gdy wokół wszyscy żyją w takiej samej niedoli jak on, a także nie wychylają się ze swoim zdaniem. Gdy tylko komuś się powiedzie lub zacznie posiadać więcej niż on sam, budzi się i wybucha! Ma wiele do zarzucenia temu, któremu się powiodło: nieuczciwość, niewiedzę, łut szczęścia, ale ale! Te zarzuty nigdy nie padną prosto w twarz. Tylko za plecami lub za pośrednictwem klawiatury. Hejterzy nie grasują tylko w internecie. Kto mieszka na wsi, ten z pewnością wie o czym mówię. 

Mimo że słowa takich osób nie powinny robić na nikim wrażenia, okazuje się, że mogą być bardzo bolesne nawet dla tych, którzy zdają się być ze skały.

Hejterzy doskonale sobie zdają z tego sprawę i pisząc nawet nieprawdę i stek chamskich uwag pod czyimś adresem, sukcesem dla nich będzie przynajmniej zepsucie humoru komuś, komu “wszystko wychodzi”- tak o ludziach sukcesu myślą hejterzy.

Hejt powoduje dyskomfort psychiczny u każdego hejtowanego, mimo że wiele osób zarzeka się, że w ogóle nie robi on na nich wrażenia. Wiadomo, nikt nie lubi być bezpodstawnie oczerniany. Jednak nie ma sensu walczyć z wiatrakami. 

Można jednak powalczyć, by zwyczajną krytykę zacząć tolerować, a nawet akceptować. Przyswajać i wyciągać wnioski. 

To wymaga pracy  i chwili zastanowienia w momencie, gdy czujemy się źle w obliczu krytyki. Moment, by pomyśleć czy rzeczywiście ktoś chce mnie skrzywdzić lub czy przypadkiem nie ma racji?

Popracować można także nad poczuciem własnej wartości, dzięki temu słowa oceniające nas nie będą wyznaczały tego kim jesteśmy, a zwyczajnie to, jak postąpiliśmy. Wtedy nawet źle wykonane zadanie nie sprawi, że będziemy czuć się gorszymi, za to chętnie skorzystamy ze wskazówek, skorygujemy działania i pójdziemy dalej, nie użalając się i obwiniając.

Jeśli nie do końca potrafimy znieść słowa krytyki, reagujemy złością, agresją lub zupełnie przeciwnie: biernym wysłuchiwaniem negatywnych opinii na swój temat, nie zawsze konstruktywnych uwag, powinniśmy jak najszybciej zacząć uczyć się radzić sobie z krytyką.

 

Przede wszystkim:

UWIERZYĆ, ŻE JESTEM WARTOŚCIOWYM CZŁOWIEKIEM

Praca nad samym sobą jest trudna i wymagająca dużego zaangażowania, ale możliwa do wykonania bez wizyt u specjalistów. Powinniśmy zacząć od zmiany myślenia na własny temat. Zacząć postrzegać swój wizerunek w sposób pozytywny. Musimy na co dzień dostrzegać swoje zalety, zdolności, atrakcyjne cechy wyglądu i charakteru. Wiadomo, nie jesteśmy ideałami, ale mamy mnóstwo cech, które czynią nas wartościowymi ludźmi. Gdy zaczniemy myśleć w ten sposób krytyka już nie będzie tak bolesna, bo będziemy świadomi, że popełnione błędy, czy niesłuszne zarzuty nie sprawiają, że jesteśmy gorsi.

Codzienny trening przypominania sobie, jak wiele zalet posiadamy, jak dużo dobrego robimy, podniesie naszą samoocenę, która nie pozwoli na krytykę, pomoże nam przeciwstawić się niesłusznym ocenom lub bez problemu zaakceptować uwagi, które mają na celu pomóc nam się z czymś uporać.

 

DOCENIĆ WARTOŚĆ PŁYNĄCĄ Z KRYTYKI KONSTRUKTYWNEJ

Dla niektórych każda krytyka to wyjęcie zawleczki z granatu. Nawet nie słyszą czego dokładnie dotyczą uwagi tylko się gotują w środku. Warto czasem przemyśleć czy złość płynąca z upokorzenia, jakiego właśnie doznajemy, nie zaślepia nas tak bardzo, że nie dostrzegamy ważnych treści, które ktoś chce nam przekazać, dostarczyć ważnych informacji i po prostu pomóc.

 

PANOWAĆ NAD EMOCJAMI

Jak panować nad emocjami to temat na osobny post, ale chyba każdy ma swoje sposoby. Jeśli nie, to powinien je zacząć praktykować. Panowanie nad emocjami to niezwykle trudna umiejętność, ale przydatna w wielu aspektach życia.

Podczas słuchania krytyki destrukcyjnej zdolność ta może zbić z pantałyku krytykanta, a nam dać przewagę, którą wykorzystamy na spokojne wyłożenie własnej, asertywnej opinii na dany temat. Tego typu reagowanie na krytykę przyczyni się do wzrostu naszej samooceny i da większą odwagę w kolejnych konfrontacjach.

 

OSWAJAĆ SIĘ Z KRYTYKĄ

Jak już wspominałam krytyka nie zawsze jest zła i możemy ją wykorzystać dla własnych celów. Wystarczy tylko umieć jej słuchać. Aby zacząć czerpać profity z cudzych opinii powinniśmy się z nimi oswoić. Najlepszym sposobem na to jest częste pytanie kogoś o ocenę wykonanej pracy, własnego wyglądu, zachowania, następnie analiza uzyskanych informacji. Nie musimy się zgadzać ze wszystkim, nasze zdanie też jest ważne. Szybko przyzwyczaimy się do cudzych uwag, a uzyskaną wiedzę wykorzystamy w taki sposób, aby coś poprawić lub ulepszyć.

 

PRZYZNAĆ RACJĘ OSOBIE KRYTYKUJĄCEJ

Jeżeli przeraża nas uczestnictwo w sytuacji, w której jesteśmy krytykowani ponieważ zachowujemy się wtedy biernie lub wpadamy w szał. Zaskakującym rozwiązaniem trudnego momentu będzie zgoda na zarzuty krytykującego. Oczywiście później przedstawiając także swoje racje. Osoba krytykująca nieco osłabi atak i zauważy, że można przeprowadzić rozmowę o danym problemie zamiast spierać się na argumenty. Z kolei osoba krytykowana ze spokojem będzie miała szansę przedstawić swoje stanowisko i potężna awantura może odmienić się w rozmowę, dzięki której obie strony odniosą korzyści.

 

Krytykować trzeba umieć.

Nie wszyscy mieli tyle szczęścia, że słyszeli krytykę od osoby, dla której celem było dostarczyć wiedzę i prowadzić do rozwoju, a nie ośmieszyć, upokorzyć, czy wytknąć braki.

Byli i są tacy, którzy słyszeli niepochlebne uwagi na swój temat biorąc je za wyznacznik tego kim są, nie tego co robią. Podczas, gdy opinie powinny skupiać się na konkretnej sytuacji lub zachowaniu, krytykanci mówili o całej osobie np.: „Jesteś jakiś głupi, że nie możesz sobie poradzić z tak prostym zadaniem?” Ocena tak niepoprawna wprowadza krytykowaną osobę w stan poczucia porażki, słabości i bezradności. Może doprowadzić do niechęci przy podejmowaniu jakichkolwiek działań i negatywnego nastawienia do życia.

Umiejętność krytykowania tak samo jak chwalenia jest bardzo trudna i powinniśmy zdawać sobie sprawę, jak wielką krzywdę możemy wyrządzić drugiej osobie nieodpowiednim słowem. Jest jednak bardzo użyteczna i musimy z nią oswajać w umiejętny sposób nasze dzieci.

Oprócz konstruktywnej krytyki rodzic powinien także pracować nad wysoką samooceną dziecka i wspierać jego pewność siebie. Takie osoby najlepiej sobie radzą z krytyką i porażką w dorosłym życiu.

 

*

 

Umiejętność radzenia sobie z krytyką każdego rodzaju jest trudna do nauczenia zwłaszcza osobom, które nadmiernie krytykowane były w dzieciństwie. Wyzwolenie się spod ciężaru, jaki niesie ze sobą uczucie upokorzenia wywołane krytyką, będzie stanowiło dużą ulgę i wpłynie korzystnie na samoocenę. Dlatego warto ćwiczyć, budować w sobie nowe zdolności i ograniczać do minimum występowanie stresujących sytuacji w życiu.

 

 

To także może Cię zainteresować:

 

Photo by Matteo Vistocco on Unsplash


Mam wrażenie, że obecne czasy to ciągłe przechodzenie ze skrajności w skrajność. Jednego dnia Gortat reklamuje mleko, więc wszyscy rzucają się do sklepów po zapas nabiału, gdy na drugi dzień megawartościowy artykuł na Wirtualnej Polsce informuje, że mleko to trucizna, bez mrugnięcia okiem pozbywamy się zakupionych wczoraj zapasów.

Codziennie pojawiają się miliony sztucznie pompowanych informacji, by za tydzień przedstawić zupełnie odwrotną wersję wydarzeń i wzbudzić powszechny szok i niedowierzanie.

Oczywiście wszystko jest poparte badaniami naukowymi. Każda teza ma akceptację eksperta, który szczegółowo wyjaśnia poszczególne aspekty problemu w telewizji śniadaniowej w ciągu 15 sekund! Tyle wystarczy, by całkowicie zmienić nasze zdanie na jakiś ważny temat.

Jeżeli jakiś kompletnie zielony, bez własnych przemyśleń, obserwacji, niczym nieinspirujący się rodzic sięgnie po kilka pierwszych lepszych książek o tematyce pedagogicznej może dostać myślopląsu. Każda z nich przedstawi podobny, a nawet zupełnie różniący się od drugiego model wychowawczy. Każda z nich przedstawi wspaniałe rezultaty, jakie wynikną z zastosowania metod wychowawczych zgodnie z książką, ponadto potwierdzi ich skuteczność testami i badaniami najznamienitszych psychologów i pedagogów. Czy to możliwe, że człowiek, który na oczy nie widział naszego dziecka może nam mówić jak mamy je wychować? Czego najbardziej potrzebuje, by się zdrowo rozwijać, by było szczęśliwe?

Możemy szukać informacji, inspirować się, rozwiązywać za czyjąś radą problemy wychowawcze, ale zgodnie ze sobą, a przede wszystkim dzieckiem. Pójście w jednym kierunku nie zważając na konsekwencje nie jest słusznym rozwiązaniem. Mamy przecież swój rozum i powinniśmy z niego korzystać. Być może za bardzo ufamy ekspertom, których jest teraz wszędzie pełno…

Chcąc przystąpić do jednej z grup na Facebooku musiałam najpierw odpowiedzieć na kilka pytań od założycieli grupy. Jednym z nich było: “W jakim wieku należy rozszerzyć dietę dziecka?” To miał być rodzaj testu. Czy jestem wystarczająco zafiksowana na idealizowanym przez nich modelu wychowywania dzieci, by móc należeć do ich społeczności.

A ja naiwnie myślałam, że dietę można rozszerzyć, kiedy dziecko jest gotowe na nowe posiłki i samo zaczyna się ich domagać… Nie! Grupa na facebooku mi wskaże, kiedy mogę dać dziecku gotowaną marchewkę.

Niestety, wielu rodziców zapatrzonych ślepo w autorów danej filozofii rodzicielskiej nie zwróci uwagi na potrzeby własnego dziecka, tylko na potrzeby grupy na portalu społecznościowym.

Nie dajmy się zwariować. To my, rodzice wiemy najlepiej, czego najbardziej potrzeba naszym dzieciom i nie możemy czegoś dziecku zabraniać lub je w czymś ograniczać tylko ze względu na przynależność do grupy na Facebooku.   

Obecny szał na unikanie związków chemicznych w produktach kosmetycznych jest zrozumiały. Wszyscy ciągle słyszymy, czytamy, że to chemia i jej obecność w każdym produkcie, z jakim mamy styczność są odpowiedzialne na nowotwory oraz wiele poważnych chorób. To prawda. Powinniśmy się starać unikać toksycznych związków chemicznych w produktach, których używamy na co dzień, a także które spożywamy.

Rezygnujemy zatem z szamponów zawierających SLS-y, kremów z parabenami w składzie, mleka, jajek, glutenu i mięsa naszprycowanego sterydami, jednak mało kto rezygnuje z produktów, które w największym stopniu przyczyniają się do obciążenia naszych organizmów chemią i metalami ciężkimi, za które płacimy ciężkie pieniądze w aptekach.

Leki, które zażywamy na co dzień, są naszym największym trucicielem, jednak nie boimy się ich w tak wielkim stopniu, jak szamponu czy odżywki. To właśnie substancje zawarte w medykamentach wyrządzają nam najwięcej szkody, jednak teoria o glutenie i parabenach jest skuteczniejsza.

SLS-y których tak bardzo się boimy to substancje wykorzystywane w produkcji kosmetyków od kilkudziesięciu lat i dotąd nie ma żadnych badań, które potwierdzają ich toksyczny wpływ na organizm człowieka. Podobnie z parabenami. Borówka amerykańska, którą pochłaniamy garściami w sezonie, zawiera w sobie methyloparaben, czy to znaczy, że powinniśmy zrezygnować z jedzenia tego owocu?

Nie, ten owoc zawiera po prostu naturalny konserwant, który jest czasem wykorzystywany w produkcji kosmetyków. Inne parabeny będące związkami chemicznymi także nie stanowią zagrożenia dla organizmu, gdy są w odpowiednich ilościach w produktach kosmetycznych. 

Sama wybieram kosmetyki z jak najmniejszą ilością substancji chemicznych, za to bazujące na tych jak najbardziej naturalnego pochodzenia, by możliwie ograniczać kontakt mojego ciała z chemią, której i tak jest wszędzie mnóstwo.

Ograniczam za to korzystanie z leków aptecznych. Których szkodliwe działanie nie jest dla ludzkości tajemnicą jednak zawierzenie naszego życia wszechwiedzącym doktorom (o pasożytach tylko nie słyszeli) jest bardzo mocno ugruntowane w naszej podświadomości, stąd brak chęci rezygnacji z tej formy leczenia wszelkich dolegliwości.

Paracetamol, antybiotyki, szczepionki i zwykłe gripexy, coldrexy doładowują nas mnóstwem trucizn, które obciążają nasze narządy, a nie zdając sobie z tego sprawy nie staramy się ich oczyszczać w naturalny sposób. 

Czy w takim razie musimy natychmiast zrezygnować z zażywania lekarstw?

Oczywiście, że nie. Przecież nie będziemy ryzykować życia swojego, a zwłaszcza swoich dzieci, by nie dopuścić do obciążenia wątroby związkami chemicznymi. Są jednak osoby, które bezmyślnie poddają się podobnym teoriom i bezrefleksyjnie wykonują zalecenia ekspertów danej dziedziny. 

Nie dajmy się  zwariować!

Świadome życie pozwala racjonalnie decydować o tym, co chcemy wykluczyć dla zdrowia, ale i co zaakceptować dla życia.

Mamy swój rozum i opinie ekspertów powinniśmy dostosować do siebie i swoich potrzeb lub jeżeli nie zgadzamy się z nimi, całkowicie je odrzucić. Mamy do tego prawo. Zwłaszcza, że ich teorie wcale nie muszą być słuszne i obiektywne.

Niedawno pojawiła się książka autorstwa Susie Giordano, ekspertki z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem w dziedzinie snu dziecka. EKSPERTKA pisze w niej, że to nie rodzice powinni się dostosować do obecności dziecka w domu, a dziecko do rodziców. Autorka twierdzi także, że rodzice powinni mieć czas dla siebie, nie przejmując się płaczącym dzieckiem w pokoju obok. Ponadto zachęca do wyznaczania dziecku określonych pór karmienia, by szybko móc cieszyć się 12-godzinnym snem.

Przerażające jest to, że ta książka może być przeczytana przez nieświadomego, polegającego na opiniach ekspertów rodzica. Przez co może nieświadomie bardzo skrzywdzić swoje dziecko. 

Niektóre księgarnie wycofały się ze sprzedaży książki, niestety nadal można ją w niektórych dostać. 

Być może to tylko prowokacja, chęć zarobienia pieniędzy, a może odpowiedź na potrzebę rynku. Utwierdzenie w przekonaniu młodych rodziców, że dzieckiem wcale nie trzeba się zajmować, gdy chce nam się spać. Nie wiem, jaka jest przyczyna napisania czegoś tak strasznego. Wiem tylko, że każdy zdroworozsądkowy człowiek powinien dwa razy przemyśleć wszystkie informacje usłyszane od ekspertów każdej dziedziny.

Poddawanie się najnowszym odkryciom naukowców, czy potwierdzonym wieloletnimi doświadczeniami teoriom wbrew sobie (już nie mówiąc o dziecku) nie koniecznie doprowadzi do oczekiwanych przez nas i obiecywanych przez ekspertów rezultatów. Chęć życia według ustalonych przez kogoś innego zasad, które gwarantują idealne, zdrowe, pozbawione nieszczęść życie może okazać się ułudą.  

Każdy sam niech zdecyduje, co jest najlepsze dla niego i jego rodziny.

 

 

Photo by Keagan Henman on Unsplash

 

Może Cię także zainteresować:

 


Wychowanie dziecka niektórym kojarzy się z sielanką, zabawą, głośnym śmiechem i wieloma innymi przyjemnymi momentami w życiu dziecka i rodzica.

To prawda, wiele jest takich chwil. Jest jednak druga strona tej idylli… Stanowią ją trudne sytuacje, w których każdy świadomy rodzic zadaje sobie pytanie: “co ja mam teraz zrobić?” Wypisałam ich 9.

Oto one:

Najtrudniejsze momenty w wychowywaniu dzieci:

 

1. Gdy sami nie wiemy, co będzie najlepsze dla naszego dziecka.

Dowiadując się o tym, że niebawem zostaniemy rodzicami, do samego porodu zastanawiamy się nad wieloma sprawami związanymi z posiadaniem dziecka. Wiąże się to przecież z ogromną odpowiedzialnością, dlatego kwestia wózka i łóżeczka powinny stanowić kwestie drugorzędne. Najważniejsze, co zaprząta umysły przyszłych oraz młodych rodziców jest to, jak chcą wychować dziecko i jakim człowiekiem chcą, aby zostało w przyszłości. Nawet mając doskonale przemyślane plany, co do wychowania dzieci, na przestrzeni lat możemy znacznie zmienić swoje podejście, aż w pewnym momencie dojść do wniosku, że sami do końca nie wiemy, co będzie najlepsze dla naszego dziecka.

Każde dziecko jest inne i to, jak będzie się zachowywało w danych sytuacjach, powinno dawać nam informację, co do jego osobowości, zainteresowań, a także możliwości. Wykorzystując je, możemy określić czego potrzebuje. Musimy pamiętać, że nasze oczekiwania powinny być zawsze w zgodzie z naszym dzieckiem, nigdy wbrew niemu. 

 

2. Gdy nie wiemy, jak się zachować wobec dziecka.

Wiedza na temat wychowania dzieci jest teraz niezwykle łatwo dostępna i nie ma najmniejszego problemu, by ją zdobyć i tym samym poznać wszystkie najważniejsze aspekty wychowywania dziecka. Czy to rzeczywiści takie proste? Może i pewne podejścia wychowawcze doskonale współgrają z naszą wizją opieki nad dzieckiem, są jednak sytuacje, gdy mimo posiadanej wiedzy, sytuacja wydaje się być bez wyjścia.

Być może chcemy, aby nasze dziecko wzrastało w poczuciu akceptacji i miłości, jak zatem zareagować, gdy dziecko zachowuje się niegrzecznie wobec innych lub zdarzy mu się nawet kogoś uderzyć. 

Być może chcemy, by jednak dziecko znało najważniejsze zasady uprzejmego zachowania wobec innych, ale jak je skłonić do ich używania, by nie zaburzać jego niezależności.

Chcemy dziecko kochać bezwarunkowo, ale nie możemy udawać, że nic się nie stało, gdy było dla nas bardzo niemiłe.

Gdy rodzic cieszy się, że jego dziecko zaczyna chodzić i mówić, wtedy zaczynają się także tego typu sytuacje. Chcemy dobrze, ale nie zawsze wiemy, co zrobić, aby tak było.     

 

3. Gdy ktoś wtrąca się w naszą opiekę nad dzieckiem lub podważa nasz autorytet.

Zmora rodziców mieszkających z rodzicami-teściami. Ale zdarza się także, gdy ciocie, rodzeństwo lub kompletnie obcy ludzie zwracają nam uwagę, co do tego, jak zachowujemy się wobec dziecka.

Nie mówię tu o sytuacjach, gdy naprawdę robimy coś niewłaściwego i ktoś oburzony nie może na to pozwolić, więc interweniuje.

Zdarza się jednak, że nie chcemy się zgodzić na odwiedziny szwagierki z dziećmi, które dopiero przeszły grypę, mimo to ona decyduje się na wizytę z pretensjami, że jesteśmy zbyt przewrażliwione na punkcie dziecka.

Gdy nie pozwalamy jeść dziecku lodów, bo niedawno było przeziębione, a dostajemy burę od babci, że jesteśmy dla dziecka zbyt surowe.

Gdy ktoś inny zwraca nam przy dziecku uwagę, że nie radzimy sobie jako matka i że za dużo pozwalamy dziecku.

O takich sytuacjach mówię, w których asertywność nie przynosi żadnych rezultatów, a nasz autorytet starającej się, dbającej o swoje dziecko matki zostaje doszczętnie zdeptany.

Wie osób musi mierzyć się z podobnymi sytuacjami nawet codziennie. Najbardziej przerażające jest to, co z obserwacji takich sytuacji wynosi dziecko, które w pewnym wieku myśli, że korzysta na nich. Jednak z czasem może się totalnie zagubić i trudno będzie mu określić, kto tu jest dobry, a kto zły.

 

4.Gdy chcemy coś dziecku powiedzieć, ale nie możemy.

Wiele momentów podczas wychowywania dziecka byłoby prostszych, gdyby można było usiąść i pogadać z nim, jak z kumplem.

Dzieci zadają mnóstwo pytań i rodzice powinni je wspierać w tym pozyskiwaniu nowych informacji. Te odpowiedzi, które samemu udzielają dzieciom powinny być prawdziwe i jak najbardziej obiektywne. Dlatego o polityce z dzieckiem się nie powinno rozmawiać ;).

Są także inne tematy, które najlepiej przemilczeć przez kilka lat, jednak reklamy telewizyjne i radiowe prowokują często niezręczne rozmowy. Gdy jedziesz z dzieckiem autem, a w radio słyszycie: “…i niech twój konar zapłonie…” ciekawy świata kilkulatek z pewnością zapyta: “a co to jest erekcja?”.

Mimo że jestem przeciwniczką robienia z tematu seksu tabu, to póki co, taka wiedza 3-letniemu szkrabowi jest zupełnie zbędna.

Różne sytuacje dzieją się także w rodzinie. My wiemy coś, czego nie wie nasze dziecko. Ktoś nam zrobił jaką przykrość, lub porządnie się z kimś poprztykaliśmy. Nie musimy, a nawet nie powinniśmy opowiadać dziecku o naszych niesnaskach, ale co w sytuacji, gdy ono chce właśnie tego kogoś odwiedzić i nie rozumie dlaczego to nie wchodzi w grę.

Niestety podobnych sytuacji w pierwszych latach życia dziecka bywa wiele i chęć wyjaśnienia ich, ale zarazem ukrycia może przysparzać wiele trudu. W późniejszych latach, gdy dziecko jest poważnie zainteresowane danym tematem, jestem za tym, aby udzielać odpowiedzi na każde pytanie.

 

5. Gdy skończy się nam cierpliwość.

Nie chcę wchodzić na temat klapsów, bo temat się od lat powtarza i nigdy nie zmieni się podejście osób, które wierzą, że bicie dzieci jest normalne. Jednak oprócz bicia jest też krzyk, złość, gniew, obrażanie się na dziecko, które także bardzo niekorzystnie wpływają na dziecko. Nie wierzę, że jest na świecie rodzic, który nigdy nie zmagał się z którąś z tych sytuacji. No chyba, że taki co widzi swoje dziecko raz na pół roku. 

To jest nielogiczne. Te rozkoszne, przesłodkie, rozbrajające maluchy potrafią wyprowadzić nawet wybitnie spokojnego człowieka z równowagi, prowokując go do krzyków, czy trzaśnięcia drzwiami.

Dla rodzica, który postanowił być jak najlepszym opiekunem to może być szok. Z pewnością nigdy nie przypuszczał, że tak nisko upadnie. Jak spojrzeć w oczy dziecku, na które przed chwilą się nawrzeszczało, a które tak naprawdę nie zrobiło nic strasznego…

Te momenty są zawsze bardzo trudne i wiele kosztują i rodzica i dziecko. Warto znaleźć sposoby na radzenie sobie w takich sytuacjach, a może także poszukać przyczyn naszego nazbyt nerwowego zachowania. Być może inne sprawy, nagromadzone w ciągu dnia wywołują rozdrażnienie w późniejszym czasie.

 

6. Gdy uświadamiamy sobie, że gdzieś popełniliśmy błąd, ale nie wiemy jeszcze gdzie i jak to teraz odkręcić.

Wydawało nam się, że do roli rodzica jesteś tak przygotowani, że nic nie może nas zaskoczyć. No i zostaliśmy rodzicem… Czasami coś nam przychodzi do głowy i wierzymy, że postępujemy dobrze. Tak może być również w kwestii wychowania dziecka. Idziemy w jakimś kierunku. Skłaniamy do czegoś dziecko, a tu nagle okazuje się, że popełniliśmy błąd.

Bycie stanowczym i konsekwentnym rodzicem to wielka sztuka. Oczywiście sprawia, że dziecko jest grzeczne i bezgranicznie posłuszne, ale przy tym staje się też uległe i pozbawione pewności siebie. Wiec zanim postanowimy, że chcemy być takim rodzicem, jeszcze to trzeba przemyśleć. Czy na pewno chcemy, aby nasze dziecko było takie?

Bycie szczodrym, kochającym miłością materialną rodzicem (kupowanie dziecku wszystkiego, co zapragnie z miłości), jest świetną okazją, by we własnym domu mieć magazyn z zabawkami. Jednak dziecko w przyszłości nic nie będzie cieszyło, przyzwyczajone do posiadania wszystkiego, czego zapragnie może się bardzo zdziwić, gdy zobaczy, że nie zawsze tak jest. Nie będzie także doceniało prezentów mając je na co dzień bez okazji. Do tego będzie przekonane, że miłość wyraża się w taki właśnie sposób, czyli będzie otoczone drogimi rzeczami a jednocześnie nieszczęśliwe i samotne.

 

7. Gdy wiemy, że nasze dziecko musi samo się z czymś zmierzyć i nie powinniśmy mu w tym pomagać.

Odporność psychiczna jest niezwykle ważna dla każdego człowieka. Już od dziecka mamy wiele okazji by ją nabyć, a także sami powinniśmy umożliwić nabycie je naszym dzieciom.

Tym artykule pisałam o tym jak pomóc dziecku rozwijać odporność psychiczną:https://liravibes.pl/jak-wspierac-odpornosc-psychiczna-dziecka/.

Są zatem sytuacje, z którymi nasze dziecko musi się zmierzyć, by poradzić cobie w przyszłości z dużo poważniejszymi. Co nie znaczy, że należy pozostawić dziecko samemu sobie lub nie okazywać wsparcia, gdy tego potrzebuje.

W sytuacji gdy ktoś urazi nasze dziecko, zakpi z niego lub wyśmieje mamy ochotę dowiedzieć się gdzie mieszka ten śmieszek i samodzielnie pokazać mu, co myślimy o takim zachowaniu.

A co robimy? Dajemy szansę samodzielnego uporania się z sytuacją. Szukania rozwiązań i pomysłów na wyjście z takich momentów obronną ręką. Możemy zachęcić dziecko, by czasem miało dystans do siebie i nie brało wszystkiego na poważnie… Lub jeżeli bardzo go to zraniło, by na drugi raz nie pozwolił na takie zachowanie wobec siebie. 

Musimy wierzyć, że każda tego typu sytuacja ma jakiś cel. Jeżeli nie nauczy to dziecka asertywności to być może pokory. Czy przypadkiem ono wcześniej się z kogoś nie śmiało? Nie, moje dziecko? W życiu! Niestety tego nie wiemy… Dlatego musimy dać dziecku szansę nauczyć się czegoś bardzo wartościowego dzięki tego typu sytuacjom.

To niezwykle trudne momenty, kiedy wiemy, że nasze dziecko jest smutne, przeżywa coś lub nawet jest nieszczęśliwe. Musimy jednak być oparciem dla niego, mimo że będziemy równie mocno cierpieć co ono.

 

8.Gdy nasze dziecko jest nieszczęśliwe, a my nie potrafimy mu pomóc.

Pewien chłopiec bardzo pragnął mieć przyjaciół. Był dość nieśmiały, więc tylko podchodził do grupki kolegów osiedla, z którymi marzył, by się przyjaźnić i obserwował ich. Koledzy szybko odkryli, że są idolami chłopca, więc wiedzieli, że zgodzi się na wszystko, co mu rozkażą, by móc chociaż postać koło nich. W taki sposób znaleźli sobie idealny materiał do przynoszenia wybitych za boisko piłek. Jego mama obserwowała sytuacje i sugerowała chłopcu, że koledzy źle go traktują, że nie musi się godzić na to, czego nie chce. A najlepiej żeby znalazł sobie innych kolegów. Chłopiec nie chciał o tym słyszeć. Przestał się zadawać z tymi “kolegami” dopiero, gdy sami go wygonili z boiska. Bardzo przeżył tą stratę “przyjaciół”.

Jeszcze nie wiem jak to jest, ale za parę lat się przekonam i nawet już powoli się przygotowuje na ten moment. Pierwsza miłość i pierwszy raz złamane serce. Marzę, by być wtedy przy dziecku i go wspierać. Nie tłumaczyć, że jeszcze się 10 razy zakocha, że ona nie była dla ciebie… być i rozumieć jego smutek.

To z pewnością najstraszniejsze momenty wychowywania dziecka. Gdy samodzielnie podejmuje decyzje, gdy ponosi odpowiedzialność za swoje zachowanie. Gdy musi to przeżyć, by wyciągnąć z tego jakąś lekcję. Nasze prawienie morałów w takim momencie jest zupełnie niepotrzebne i nawet niewłaściwe. Dziecko potrzebuje bardziej obecności rodzica niż kazań. Wsparcia i przytulenia. 

Najtrudniejsze jest patrzenie na ból dziecka i myśl, że nic nie możemy zrobić, by mu ulżyć. 

 

9. Gdy dziecko czegoś chce, a my wiemy, że wcale tego mieć nie musi.

Piesek? Chomik? Siedemnasta gra na konsolę? Jak odmówić? Gdy dziecko zarzeka się, że zaoszczędzi na zakup, będzie sprzątało klatkę lub wyprowadzało psa na spacer. A my przecież doskonale wiemy, że tak będzie ale przez pierwszy tydzień. Później będą to nasze kolejne obowiązki.

Warunki, umowa? Nie wchodzą w grę, dziecko zrobi wszystko, by osiągnąć cel, a zakup i tak się znudzi po tygodniu.

Musimy pamiętać, że jako rodzice mamy prawo się nie zgodzić. Mamy prawo także się nie tłumaczyć dziecku, ale poinformować go o swojej decyzji.

Być może będzie na nas bardzo złe i nawet nam o tym powie. Ma do tego prawo. Musimy go zrozumieć. Nikt z nas nie lubi, gdy nam się czegoś odmawia.

Jednak zdając sobie sprawę z tego, jak ważne jest, by uczyć dziecko, że nie wszystko czego się chce można mieć, może pozwoli na większą stanowczość w kwestii odmawiania dziecięcym zachciankom. 

A co dla Ciebie jest najtrudniejsze w wychowywaniu dziecka?

 

 

Może Cię także zainteresować:

 

 

Photo by Wendy Aros-Routman on Unsplash


Jak się odważyć na zmiany w życiu? Życie przyzwyczaja nas do zmian, a mimo to tak trudno jest świadomie zdecydować się na kolejne. 

Świat jest tak skonstruowany, aby dawać człowiekowi ciągle coś nowego. Inna pogoda, inna moda, inne możliwości, nawet co kilka lat inna partia rządząca. Pory roku serwują dla każdego coś dobrego. Moda także daje możliwości wyrażania się wielu osobom, a zupełnie nowe możliwości uzmysławiają nam, że to, co było nie do pomyślenia jeszcze 10 lat temu, teraz każdy ma na wyciągnięcie ręki.

Więc jak można nie lubić zmian?

“W życiu nie ma nic dla tych, co nie mają odwagi.” 

Prawdopodobnie jest kilka przyczyn sytuacji, w której człowiek nie jest do końca lub nawet w ogóle nie jest zadowolony ze swojego życia jednak nie podejmuje żadnego wysiłku, by to zmienić.

  •  wyjście ze strefy komfortu

Nie ma chyba nic przyjemniejszego niż robienie tego, co umiemy. Miła pogawędka ze znajomymi osobami, znane miejsce pracy i obowiązki, czy mieszkanie we własnym domu. To codzienne sytuacje, w których włączamy autopilota. Nie powodują one żadnych większych emocji lub stresu. Po prostu są, a my w nich uczestniczymy. Wprowadzanie zmian w swoim życiu, nieodłącznie wiąże się z wyjściem ze strefy komfortu. Czyli opuszczeniem przyjemnego, bezpiecznego miejsca i udaniem na zupełnie obce nieznane lądy. Dla jednych będzie się to wiązać z ekscytacją, jednak dla większości z lękiem i chęcią szybkiego powrotu do bezpiecznej przystani. Osoby nie lubiące zmian nie chcą opuszczać swojej strefy komfortu.

  • zbyt wielki trud, za wiele wyrzeczeń   

Nie będę ukrywać, zresztą chyba każdy sobie zdaje sprawę z tego, że zaprowadzane w życiu zmiany wiążą się z bardzo dużym zaangażowaniem oraz wysiłkiem. Samo postanowienie “od dzisiaj będę zupełnie innym człowiekiem”, nic nie da dopóki rzeczywiście nie zaczniemy wprowadzać postanowionych wcześniej zmian w swoim zachowaniu. Przejście na dietę także jest dość proste, dopiero wytrzymanie na niej pierwszych trzech dni, kiedy umysł wmawia nam, że przecież wcale nie jesteśmy takie grube, jest dopiero sztuką. Wyrzeczenia są drogą przez mękę, a po co to komu, jak można nie zmieniać nic i mieć święty spokój.

  • strach przed porażką i słabością

Powiedzmy, że znaleźliśmy w sobie odwagę i postanawiamy zmienić w życiu to, co nam się nie podoba. Dokonujemy pierwszych decyzji wbrew temu, co zwykle uważaliśmy za słuszne i nagle okazuje się, że to był błąd. Co wtedy? To najgorszy moment, jaki może przydarzyć się osobom, które boją się zmian. One widzą go oczyma wyobraźni i zastanawiają się, co dalej? Mają przyznać się do błędu, poddać się? Wrócić do poprzedniego życia? Pewnie większość tak robi, utwierdzając się raz na zawsze w przekonaniu, że zmiany nie są dla nich, a tak w ogóle to wcale ich nie potrzebują.

Wiele osób jest przekonanych także o swoich słabościach, które uniemożliwią wcielanie w życie zmian. Brak wiary we własne możliwości nie pozwala im na radykalne kroki, mające na  celu pomóc im przezwyciężyć trudne okresy w życiu. Zanim podejmą jakiekolwiek działania martwią się, że i tak nie dadzą sobie rady, gdy wydarzy się coś nie po ich myśli. Stoją więc w miejscu i nie zmieniają nic.   

Jak dokonać zmian w życiu?

Jest wiele zmian w codziennym życiu, które są już przez wszystkich zaakceptowane i nie budzą większych emocji, jak na przykład zmiana szkoły na każdym etapie edukacyjnym. I choć jest to wydarzenie dość stresujące dla dziecka, to z uwagi na to, że dzieje się kilkukrotnie na przestrzeni kilkunastu lat, powinno przyzwyczaić młodego człowieka do przyszłych zmian w życiu,  Tym czasem, on gdy tylko już może trzymać się jednego punktu, robi to i nie w głowie mu kolejne zmiany.

Najprościej by było gdyby nasza decyzja związana ze zmianą naszego życia przyniosła natychmiastowe, oczekiwane rezultaty. Jednego dnia jesteśmy nieśmiali, drugiego pewni siebie, dzisiaj leniwi jutro pracowici, teraz bezrobotni, za chwilę zarządzający prężnym biznesem.

Niestety, każda tego typu decyzja polegająca na chęci zmiany swojego nastawienia, zachowania lub podejścia do działania niesie za sobą mnóstwo pracy. A zwykle wiąże się jeszcze z dłuższym czasem.

Chcemy jak najszybciej widzieć efekty swoich decyzji. Nie czekamy cierpliwie na to, co się wydarzy, bo jeśli nie dzieje się nic, to znaczy, że popełniliśmy błąd. A wcale tak nie musi być. Może wystarczy jeszcze trochę zaangażowania, jaszcze kilka kroków w daną stronę, by nagle zobaczyć efekty swoich działań. By uświadomić sobie, że warto było zaryzykować i podjąć decyzję o zmianie życia na lepsze. 

Najtrudniejsze mogą być zatem zmiany, które wymagają planu, ustalenia szczegółów, opracowania etapów. Samo myślenie o tym może skutecznie odwieść od zmian. Jednak przemyślenie rezultatów, ale i realnych zagrożeń, może przynieść znaczną ulgę. Uzmysłowienie sobie, że tak naprawdę ryzyko niepowodzenia naszych planów jest niewielkie lub efekty, jakie możemy osiągnąć dzięki nim, bardzo odmienią nasze życie, pomoże ostatecznie podjąć decyzję, co do naszego dalszego życia. 

Lepiej samemu zdecydować się na zmiany, niż być do nich zmuszonym.

Będąc w sytuacji, gdy chcemy dokonać zmian w naszym życiu, ale jednak nie do końca jesteśmy pewni, czy to dobry pomysł zwlekamy z decyzją bardzo długo. Znam takich, co zwlekali latami. W końcu i tak zrobili to na, co kiedyś nie mieli odwagi, ale ich konto już było szczuplejsze o kilkadziesiąt tysięcy złotych, co znacznie ograniczyło plan pod względem finansowym.

Są jednak sytuacje, gdy zmiany stają się konieczne. Pewne osoby latami narzekają na pracę, w każdy poniedziałek obiecują sobie, że to już ostatni. Zastanawiają się, czy w tym miesiącu odejść, czy dopiero w następnym, aż tu nagle zwolnienie samo ląduje na ich biurku, a one są totalnie załamane!

Przecież to trzeba świętować! Los sam podjął decyzję za niezdecydowanego. Teraz nie ma wyjścia, trzeba poszukać nowej, lepszej pracy. Presja pozostania bez środków do życia dla niejednego okazała się być najlepszą motywacją.

Dla mnie byłaby to wielka szansa na coś nowego. Wiem jednak, że wiele osób mogłoby bardzo ciężko znieść taką sytuację. Mogliby nawet tak bardzo stracić wiarę w siebie, że zniechęceni całkowicie przestaliby starać się szukać nowej pracy, lub wybraliby pierwszą lepszą, by mieć w ogóle jakąś.

Wsparcie bliskich odegra tu kluczową rolę.

Osoba, która będzie zrozumiana przez rodziców, czy partnera szybko się otrząśnie i zachęcona postara się obrócić, z pozoru bardzo złą sytuację na swoją korzyść. Tym czasem ktoś pozostawiony sam sobie, lub jeszcze obwiniany przez bliskich za otrzymanie zwolnienia z pracy, nie będzie w stanie udźwignąć ciężaru tej przykrej sytuacji i prawdopodobnie nie uda mu się wyciągnąć z tej lekcji żadnych korzyści.

*

Zmiany są bardzo ważnym elementem życia człowieka. Gdyby wszystko było takie same, świat byłby niezwykle nudny i szary. Mamy niesamowite możliwości, w których możemy się sprawdzić, poznać coś nowego, nauczyć się czegoś. To wszystko jest bardzo ważne, by móc czerpać jak najwięcej wrażeń na co dzień. Oczywiście większość nowych działań będzie wiązać się ze stresem lub presją, ale można się z tym oswoić. Zaakceptować możliwość popełnienia błędu lub podjęcia złej decyzji. Zawsze da nam to nową wiedzę. A przecież człowiek uczy się całe życie… 

 

 

 

 

Zdjęcie Unsplash

 

 

Copyrights

Liravibes - blog parentingowy

Strona powstała dzięki dofinansowaniu z Unii Europejskiej i i Europejskiego Funduszu Społecznego na rozwój przedsiębiorczości w ramach projektu „ Czas na działanie! Czas na własną firmę!” nr RPLU.09.03.00-06-0044/16 realizowanego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego na lata 2014 – 2020 OŚ Priorytetowa 9 Rynek pracy, Działanie 9.3 Rozwój przedsiębiorczości