Czy Cypr i Ayja Napa to odpowiednie miejsce dla rodziny z kilkulatkiem?

W końcu ja mogę wysłać jakąś pocztówkę… gdy byłam mała nie miałam okazji, za to otrzymywałam je od koleżanek z kolonii i strasznie im zazdrościłam. Godzinami mogłam słuchać ich opowieści o tym, co tam się działo i marzyłam, że kiedyś sama gdzieś pojadę… No i pojechałam.

Chciałabym zwiedzić jak najwięcej miejsc, więc dotąd zarzekałam się, że nigdy nie wybiorę się dwa razy w to samo, to Cypr jest pierwszym, do którego wrócę na pewno, z przyjemnością, a może nawet już tam zostanę na zawsze 😉

Cypr to niezbyt popularny kierunek na wyjazdy rodzinne, ponieważ kojarzy się z młodzieżą i imprezami. To prawda, jest tam masa młodzieży, dyskoteki na plaży w ciągu dnia, ale także jest mnóstwo rodzin z dziećmi, którym to w ogóle nie przeszkadza.

Nam to także nie robiło żadnego kłopotu, a nawet gdybyśmy chcieli poleżeć w ciszy to odeszlibyśmy kilkanaście metrów od imprezy. Z resztą wyspa jest tak piękna, że szkoda było czasu na leżenie.

Hotel w którym byliśmy położony jest przy plaży Nissi Beach. Grafiki google pokazywały ją jako skrawek raju. Wiedziałam, że trochę naciągana ta historia i miałam racje. Bo w rzeczywistości to nie był skrawek, to był kompletny raj.

 

cypr zdrowie dziecko uroda blog parentingowy liravibes

 

Dalej było tylko lepiej, w zasadzie pod każdym względem. Nasz pobyt na wyspie przypadał na środek czerwca, więc nie wiem, czy po wczasowaniu w szczycie sezonu mój zachwyt by nie zmalał, my jednak na tłumy nie mogliśmy narzekać.

Mieszkaliśmy ok 4km od centrum Ayja Napa, więc bywało tłoczno ze względu na położenie hotelu przy najpiękniejszej według nas plaży na południowym wybrzeżu, jednak nam to absolutnie nie przeszkadzało.

Do centrum można dojechać autobusem, który kursuje bardzo często lub taksówką. My jednak nie zwiedzaliśmy miasteczka zbyt wnikliwie ponieważ oprócz popularnych, europejskich sklepów oraz kramików ze świeżymi owocami niewiele jest tam do oglądania.

Skupiliśmy się na wybrzeżu, które totalnie nas zauroczyło. No dobra, mnie zauroczyło, chłopaków co innego interesowało…

cypr zdrowie uroda dziecko blog paentingowy liravibes

Na przykład ile to coś najszybciej jedzie?

Dzięki Baggiemu dotarliśmy do takich przepięknych miejsc jak to poniżej, przy okazji mając frajdę z samej jazdy.

Blue Lagun dzień wcześniej podziwialiśmy z pokładu Czarnej Perły, jest naprawdę Blue…

cypr zdrowie uroda dziecko blog liravibes

Oczywiście zdjęcia nie oddają tego piękna jakie tam się roztacza w rzeczywistości. Bardziej lazur niż błękit aż prosi, by się w niego zanurzyć zwłaszcza, gdy słońce praży niemiłosiernie. 

Siedząc tu na kamieniu i chcąc nacieszyć się widokiem na przyszłe miesiące podsłuchiwałam polską rodzinę, która nurkowała niedaleko mnie:

Pięknie tu, prawda?-zapytał tata. Tak, pięknie, zostaniemy tu?-zapytały dzieci. Jasne, zostaniemy tu na tydzień.- postanowił ojciec. Na dwa, zostańmy na dwa- błagały dzieci. No dobrze, zostaniemy na dwa… Wyszli z wody i poszli sobie.  

Nie wiem kim byli, ale podejrzewam, że to najszczęśliwsi ludzie świata. 

 

Cypr to wyspa grecko-turecka, dlatego można spotkać tam typowo greckie krajobrazy, które wspaniale oddają śródziemnomorski klimat. 

 

Niestety na Cyprze można jednak znaleźć jeden powód do narzekań. Bardzo słabo oznaczone są miejsca, które chciałoby się zobaczyć. Jedynym rozwiązaniem jest GPS, gorzej tylko, gdy zasięgu brak.  A może to taka strategia polegająca na zmuszeniu turystów do samodzielnego poszukiwania takich perełek, by zaskoczenie niezwykłym krajobrazem było jeszcze większe, a i satysfakcja przeogromna.

Tak było z tym nieszczęsnym Mostem Miłości. Prawdopodobnie przejeżdżaliśmy koło niego z piętnaście razy, jednak jego usytuowanie w niższej części skał, pozwalało go dostrzec dopiero, przy bardzo bliskim podejściu do brzegu klifu. Nie tylko my okazaliśmy się takimi słabymi poszukiwaczami. Poznaliśmy na Cyprze Polaków, mieszkających w hotelu blisko Ayja Napa, którzy wiele razy chodzili w miejsce, które wskazywały im osoby zapytane o drogę do Mostu Miłości, jednak za każdym razem wracali myśląc, “przecież nic tu nie ma”. Dopiero za którymś razem podchodząc znacznie bliżej odkryli ten piękny widok.

 

Niestety chmury zasłoniły słońce, odbierając wodzie przepiękne kolory. Mimo to widok i tak robił wrażenie. Przez zbliżającą się ulewę zerwał się wiatr, więc nie mieliśmy odwagi wchodzić na most.

Zaciekawieni tym jak funkcjonuje jedyna stolica na świecie, która w połowie jest odgrodzona i aby dostać się na jej drugą część trzeba przejść przez kontrolę paszportową wybraliśmy się do Nikozji.  

cypr zdrowie dziecko uroda blog liravibes

Spacerując po uliczkach prowadzących ku przejściu do Tureckiej części stolicy, nikt nie ma wrażenia, że jakby nie było trwa tu wojna. Każdy zrelaksowany z radosnym wyrazem twarzy oferuje swoje specjały lub popija kawę w przeuroczych knajpkach na świeżym powietrzu.   

A na zdjęciu powyżej typowy bywalec cypryjskiej restauracji. Co najlepsze nikt nie ma nic przeciwko tym słodkim sierściuchom. Wykładają się na środku przejść i bez żadnych skrupułów każą się omijać dużym krokiem. Mieszkańcy nie tyle nie wyganiają koteczków, co jeszcze je karmią i poją. Na każdym kroku można spotkać miseczki poustawiane pod ścianami budynków.

Nikozja bardzo nas zauroczyła, zwłaszcza część turecka, bo do Turcji mamy wielki sentyment. Nie tylko przez Wspaniałe Stulecie, którego byliśmy wielkimi fanami, ale ze względu na klimat jak tam panuje i nie mówię o pogodzie. 

Poza zwiedzeniem Nikozji zobaczyliśmy chyba większość plaż położonych na południowej części wyspy i nie wiem jak to możliwe, ale wszystkie są niebywale piękne. Kolor wody zależy głównie od obecności i położenia słońca, jednak zatoczki wytyczone kamiennymi klifami robią niesamowite wrażenie.

 

cypr zdrowie blog uroda dziecko liravibes

 

Cypr jest wspaniałym miejscem do wypoczynku, aktywnego spędzania czasu oraz zamieszkania na stałe. Jego historia jest niezwykle intrygująca. Z pewnością jeszcze kiedyś odwiedzę ten kraj. Póki co pozostaje mi oglądanie zdjęć i wspominanie. 

 

 

Może Cię także zainteresować:


Komu bardziej się przydają wyznaczone granice…

Bezustannie mówi się o wyznaczaniu dzieciom granic i stanowczym, konsekwentnym przestrzeganiu narzuconych im reguł.  A także o zakazach i przestrogach mających dać dziecku poczucie bezpieczeństwa. 

To elementy wychowania dzieci, które mogą mieć miejsce, jednak jak zwykle wymagają znalezienia złotego środka.

Jedno dziecko będzie ciągle “sprawdzało” naturę, ucząc się w ten sposób. Nie uwierzy, że przedmiot jest gorący dopóki go nie dotknie. Inne tylko obserwując świat, pozna najistotniejsze informacje.

Ciągłe zakazy, przestrogi oraz stawiane granice nie odniosą wielkiego skutku wobec osobowości pierwszego dziecka, drugie z kolei wcale ich nie potrzebuje. Co w takim razie z jego poczuciem bezpieczeństwa?

Poczucie bezpieczeństwa to jedna z podstawowych potrzeb każdego człowieka, nie tylko dziecka. Od małego dążymy do momentu, w którym będziemy się czuć spokojnie i komfortowo. To bezpieczeństwo dają nam bliscy, stabilność finansowa lub nawet siła fizyczna. Czy jednak jakakolwiek forma ograniczeń ze strony rodziny, czy pracodawcy w kwestii wydawania zarobionych przez nas pieniędzy sprawi, że będziemy czuć się bezpieczniej?

Myślenie zamiast biernego wykonywania rozkazów.

Dzieci potrzebują rady, wsparcia, a nasze informacje są niezbędne dla ich prawidłowego i bezpiecznego rozwoju, ale może zamiast zakazów moglibyśmy skłonić dziecko do myślenia.

Gdy mówimy: NIE BĘDZIESZ CHODZIŁ SAM DO SZKOŁY, BO MOŻE CI SIĘ COŚ STAĆ. Nie dość, że straszymy dziecko tym, co może się zdarzyć, to także dajemy mu do zrozumienia, że jest jeszcze za mało mądre, rozsądne czy odpowiedzialne, by samemu poradzić sobie z potencjalnymi problemami. Okazujemy także brak zaufanie wobec niego, ale i troskę o jego bezpieczeństwo zarazem.

Może warto dać dziecku szansę samodzielnie podjąć decyzję mówiąc: MYŚLISZ, ŻE JESTEŚ W STANIE BEZPIECZNIE ZACHOWAĆ SIĘ PRZY PRZECHODZENIU PRZEZ ULICĘ? Odpowiedzialność, jaką przejmie w tym momencie za własne zachowanie może okazać się kamieniem milowym na pewnym etapie rozwoju dziecka. 

Kiedy i komu wyznaczać granice?

Nie unikniemy jednak wielu stawianych dzieciom zakazów, które mają je uchronić przed niebezpieczeństwem lub pomóc w wielu codziennych sytuacjach.

Jesteśmy rodzicami i mamy prawo nie dawać dzieciom słodyczy ze względu na ich zdrowie. Kazać dzieciom myć zęby i dbać o higienę, czy zabraniać grania na xboxie cały dzień.

Mamy takie prawo i powinniśmy z niego skorzystać. Pozostawienie dziecku wyboru w tych kwestiach mogłoby się skończyć wizytą pracownika GOPS-u w naszym domu 😉

Jest jeszcze wiele sytuacji, gdy rodzice mogą narzucić swoją wolę dziecku, ale przesadne ograniczanie zakazami może spowodować zupełnie odwrotny skutek. Zamiast dawać wyraz troski i poczucie bezpieczeństwa dziecko otrzyma brak zaufania i nadmierną kontrolę, z której będzie chciało jak najszybciej się uwolnić.

Dorośli i dzieci sami powinny wyznaczać własne granice.

A teraz do sedna…

Wyznaczanie granic dziecku nie jest podstawowym elementem wychowania. To sobie powinniśmy wyznaczyć granice i tego samego nauczyć dziecko.

Nasze zachowanie więcej uczy dziecko niż nasze słowa. Wychodzi na to, że wystarczy, gdy będziemy regularnie myć zęby, by dziecko samo zaczęło to robić. Jest na to duża szansa, jednak nie zawsze działa…

Jednak w innych aspektach życia działa aż nadto! 

Jeśli zachowujemy się mało asertywnie wobec rodziny czy znajomych, nie możemy oczekiwać, że nasze dziecko będzie naszym przeciwieństwem. Jeśli czujemy się niepewnie w towarzystwie, nie powinniśmy się dziwić, że nasze dziecko nie będzie w podobnej sytuacji czuło swobodne i rozluźnione.

Nasze zdenerwowanie i negatywne emocje w różnych sytuacjach udzielą się dziecku i zaprogramują je na nasz wzór. 

Dlatego warto podjąć pewne kroki, które dzięki naszym własnym zmianom ułatwią życie nam, a także naszym dzieciom.

Dzieci niemalże codziennie się czegoś uczą. Nasze słowa “Nie depcz kwiatków w ogródku sąsiadki” mogą nic nie znaczyć dla dziecka. Dopiero konfrontacja z sąsiadką sprawi, że już nigdy nie przejdzie mu przez myśl deptanie jakichkolwiek kwiatków. A to dzięki granicy jaką ustanowi sąsiadka.

Każdy z nas na swoje własne granice. Niektóre są bardzo bardzo słabe i każdy bez wysiłku może je pokonać, inne są mocne i nie ma żadnej siły, która mogłaby je złamać.

Rodzic, który chce, by jego dziecko rozwijało się sposób, który pozytywnie wpłynie na jego życie powinien zadbać o ustalenie swoich własnych granic już na samym początku swojej rodzicielskiej drogi.  

Dziecko, ciągle testuje granice wszystkich osób wokół. Jeżeli potrafi uderzyć rodzica, zrobi to ponieważ chce się dowiedzieć, co się stanie lub już wie, że można to robić. Będzie próbował zrobić nawet coś gorszego, by dowiedzieć się gdzie jest granica. Jeżeli rodzic szybko jej nie ustali może mieć duże kłopoty w przyszłości. 

Tłumaczenie “jest jeszcze małe, nie rozumie, że nie można bić innych, będzie starsze to się dowie” jest zwyczajnie głupie. Może i powody, dla których trzeba dać czasem komuś w mordę pozna dopiero za kilkanaście lat, to granice rodziców powinno poznać jak najszybciej.

Bywa, że złościmy się na kogoś, a często bardziej na samego siebie za brak reakcji lub nieodpowiednie zachowanie w obliczu przykrego dla nas wydarzenia. Posiadając umiejętność definiowania siebie i określenia, co sprawiam nam przyjemność, a co przykrość, możemy bronić naszego terytorium i nie pozwalać na cudze zachowania, które mogą nas krzywdzić. Musimy także walczyć z tym, co jest dla nas niekomfortowe, za to starać się żyć tak, aby czerpać jak największą satysfakcję z codziennych sytuacji. 

Ustalając swoje własne granice, nie godzimy się na nieodpowiednie traktowanie, które zwłaszcza ze strony dziecka może być bardzo bolesne.

*

Obawiam się, że częściej sami powinniśmy zadbać o własne granice, niż ciągle skupiać się na stawianiu ich dzieciom, które bez nich doskonale porodziłyby sobie w wielu sytuacjach. Nasze własne terytorium powinno być mocne i niezachwiane, a dziecko powinno obserwować jak stanowczo bronimy naszych, własnych zasad. 

Nigdy nie powinniśmy pozwolić, by ktoś nas obrażał lub wyśmiewał przy dziecku. Nasz autorytet w jego oczach runie i przemieni się w zgliszcza. A dziecko będzie czuło się upokorzone równie mocno jak obrażany rodzic. 

Musimy być dla naszych dzieci nauczycielami budowania, wzmacniania oraz pilnowania naszych granic, aby same w przyszłości zadbały o własne interesy i potrafiły sprzeciwić się tym, którzy spróbują się przedrzeć na ich teren. 

 

 

Photo by Marius Serban on Unsplash


Szachy – ekscytująca gra dla każdego.

Nigdy nie ciągnęło mnie, by nauczyć się grać w szachy. Próba zrozumienia zasad poprzez obserwację gry innych tylko utwierdzała mnie w przekonaniu, że wszystko, co tam się robi jest totalnie bez sensu!

Każdy rusza się jak chce, jeden po skosie, drugi prosto i ni stąd ni zowąd szach i mat. Koniec gry, a na planszy jeszcze połowa pionków (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to figury).

Tak widziałam grę w szachy zanim cokolwiek się o niej dowiedziałam, a tak naprawdę zanim dziecko nauczyło mnie jej zasad!

Zajęcia szachowe w szkole.

W 2012 roku odbyło się badanie sprawdzające kompetencje matematyczne i znajomość zagadnień z zakresu nauk przyrodniczych dziesięciolatków. Polscy uczniowie wypadli najgorzej w Europie. Wtedy zrodził się pomysł, aby poprzez zajęcia szachowe poprawić umiejętności uczniów pod pewnym względami.

Nauczyciele zostali przeszkoleni. Wyprodukowano specjalne podręczniki do takich zajęć, a szkoły otrzymały zestawy do gry w szachy. Lekcje były prowadzone w klasach pierwszych, co na początku było dla mnie nieco szokujące. Nie rozumiałam jak, wtedy nawet 6-letnie dzieci miałyby pojąć zasady tak skomplikowanej gry…?

Zajęcia okazały się bardzo przyjemne dla dzieci. Uczyły się tam nazw figur oraz wierszyków, które opisywały ich możliwości ruchów. I tylko tyle potrzeba było, aby zacząć grę w szachy. Najpierw tylko praktykując znajomość nazw figur i ich ruchów później już bardziej kombinując, by jednak zacząć wygrywać.

Gra w szachy nie tylko dla geniuszy.

Ponieważ człowiek o przeciętnym ilorazie inteligencji może znacznie poprawić swoje możliwości umysłowe poprzez regularne rozgrywki na szachownicy, oznacza to, że gra w szachy nie tylko nadaje się dla osób posiadających wybitnie strategiczne umiejętności, ale będzie świetnym treningiem mentalnym także dla tych mniej uzdolnionych.

Gra w szachy nawet w Simsach jest jedną z czynności wpływającą na rozwój myślenia. W rzeczywistości również jest niezwykle rozwijającym sportem. To gra popularna na całym świecie od wielu setek lat.

Szachy tak jak wiele innych sportów uczą pokory, radzenia sobie z porażką oraz cierpliwości.

Poza tym częste partyjki na szachownicy pozwalają także ćwiczyć pamięć oraz rozwijać myślenie abstrakcyjne. Szukanie sposobów na złapanie w zasadzkę króla z pewnością rozwija kreatywność człowieka.

Uważne śledzenie wszystkich figur na szachownicy bezsprzecznie wpływa na bystrość i koncentrację uwagi gracza.

Partia szachów jest niezwykle angażująca. Przez całą rozgrywkę każdy z graczy usilnie próbuje opracować kilka ruchów naprzód, eliminujących kolejne ważne figury przeciwnika, które odsłonią chronionego króla. Taki wysiłek intelektualny, jest bardzo potrzebny dla ludzkiego organizmu, aby móc jak najdłużej zachować dobrą pamięć oraz sprawne myślenie.

Dziecko grające w szachy rozwija swoją pewność siebie, krytyczne myślenie oraz odpowiedzialne podejmowanie decyzji wraz z akceptacją ich konsekwencji.

 

Twórca inteligencji wielorakich o szachach.

Szachy wpływają na rozwój psychiczny, społeczny i ogólny człowieka. Howard Gardner psycholog i autor koncepcji inteligencji wielorakich uważa, że gra w szachy przyczynia się do rozwoju inteligencji u dzieci. Wyróżnia dwie z dziewięciu, których posiadanie daje człowiekowi wiele możliwości, a szachy mają szczególny wpływ na ich rozwój.

Jedną z nich jest inteligencja matematyczna, która odpowiada za myślenie przyczynowo-skutkowe. Rozwinięta tego typu inteligencji pomaga człowiekowi  postrzegać świat poprzez logiczne myślenie oraz ciągi zdarzeń. Wspomaga także kreatywne rozwiązywanie problemów.

Dzieci z rozwiniętą inteligencją matematyczną, szybko rozwiązują zagadki, zwracają uwagę na szczegóły, dostrzegają związki między różnymi zjawiskami oraz potrafią je ze sobą łączyć. Szukają odpowiedzi na pytania drogą dedukcji. Lubią eksperymenty i jasne instrukcje. Są wytrwałe w poszukiwaniu rozwiązań, wykazując się przy tym kreatywnością. 

Druga z nich to inteligencja przestrzenna. Typ postrzegania otoczenia oparty na rozumieniu go dzięki kształtom i wyobrażeniom. Dziecko obdarzone tym rodzajem inteligencji cechuje duża wrażliwość na otaczające przedmioty i wzory.

Osoba z rozwiniętą inteligencją przestrzenną jest świetnym obserwatorem, skutecznie używa wyobraźni, sprawnie odczytuje informacje prezentowane w formie diagramów, schematów lub tabel. Potrafi doskonale aranżować przestrzeń zwracając uwagę na odpowiedni dobór kolorów i faktury. Ma pamięć fotograficzną i świetną orientację w terenie, co ułatwia jej umiejętność szybkiej orientacji z mapą. 

*

Może się wydawać, że zasady są trudne, a gra w szachy jest zwyczajnie nudna. Jednak gdy się zagra po raz pierwszy już nie można doczekać się kolejnej rozgrywki. Szukanie sposobów na dotarcie do króla przeciwnika jest bardzo ekscytujące i daje na pewno dużą przyjemność. Rozgrywka jest zwykle bardzo angażująca, dlatego możemy się dzięki niej nie tylko rozwinąć, ale i zrelaksować.

Warto nauczyć dzieci grać w szachy. Z pewności bardzo szybko uporają się z nazwami figur i zasadami gry. Możliwości umysłowe, jakie rozwija ta gra są bardzo cenne i mogą okazać się przydatne w wielu dziedzinach życia. 

 

 

 

 

 

 


Powinnam raczej napisać gra planszowa, która uczy zarządzania finansami…

Okazało się, że inwestowanie w tej grze to rzeczywiście temat przewodni, jednak przede wszystkim to świetna rozrywka.

Początkowo myślałam, że gra będzie polegała na zadaniach zupełnie niezwiązanych z rzeczywistością zwykłego Kowalskiego, tymczasem jest mu niezwykle bliska. Sytuacje, jakie zdarzają się uczestnikom w grze są całkiem autentyczne (zwłaszcza kwoty, jakie zabierane są od naszej wypłaty) więc wcale nie jest trudno się z grą oswoić, w przeciwieństwie, do realiów… :-/

Cashflow to gra planszowa, której pomysłodawcą jest Robert Kiyosaki, o którym wspominałam w tym artykule. Pisałam tam o sposobach autora na wdrażanie dzieci do zarządzania pieniędzmi, jakie zawarł w książce “Mądre, bogate dziecko”.

Zatem gra jest także stworzona w tym właśnie celu, a także by:

  • nauczyć się myśleć o pieniądzach, jak o środku do zapewnienia bezpiecznej, spokojnej przyszłości;
  • przestać traktować je jako chwilowy polepszacz nastroju, wydając na drogie, niepotrzebne rzeczy;
  • nie myśleć o pieniądzach, jak o przekleństwie, bezustannie narzekając na ich brak.

JAK SIĘ GRA?

Gra składa się z bardzo porządnie wykonanych elementów:

  • twardej planszy,
  • kart: rynek, niespodziewane wydatki, mała transakcja, duża transakcja,
  • 2 kostki,
  • szczury drewniane 6 sztuk,
  • 2 bloki arkuszy: zestawienie finansowe oraz rejestr gotówki,
  • 12 kart zawodów,
  • instrukcja gry.

Ja do tego zestawu dołączyłam już na stałe długopisy ścieralne, ponieważ bardzo często musimy aktualizować swoje przychody oraz zmieniające się wydatki w swoim zestawieniu finansowym. Ciągłe kreślenie bardzo by komplikowało sprawę.

Gra jest przeznaczona dla 4 graczy powyżej 14 (!!!) roku życia. Myślę jednak, że każdy młodszy wielbiciel gry Monopoly da sobie radę, a możliwość użycia kalkulatora jeszcze uatrakcyjni grę!

NO TO GRAMY…

Zaczyna się od wylosowania zawodu.

Przepisuje swoje zarobki oraz koszty na zestawienie finansowe.

Rzuca się kostką i dołącza do wyścigu szczurów.

Każde minięcie lub postój na polu WYPŁATA powoduje przypływ dodatkowych pieniędzy w raporcie gotówki.

Inne odwiedzone pola umożliwiają zakup/sprzedaż nieruchomości, akcji, złota lub udziałów w spółkach. Można też wylecieć z roboty (stoimy dwie kolejki, ale kredyty trzeba spłacać), przekazać 10% swoich oszczędności na cele dobroczynne, skusić się na nieracjonalny, nieprzewidziany wydatek (mając 40 $ wypłaty, udałam się w podróż po winiarniach(!) za 1 tyś$) można … powiększyć rodzinę.

W ten sposób dążymy do wydostania się z wyścigu szczurów (okrągłej części planszy).

Wydostając się z niego po osiągnięciu wyższych przychodów niż kosztów, przechodzimy do kolejnego etapu gry, który podejrzewam, że tak jak w prawdziwym życiu tak i w grze już nie jest tak emocjonujący. Obraca się już wtedy potężnymi sumami pieniędzy, a wygrywa ten, kto jaki pierwszy osiągnie swój cel finansowy.

Gra mimo że wygląda na niezwykle skomplikowaną, nie stanowi większego wyzwania. Jest dość prosta i gra się naprawdę przyjemnie i emocjonująco.

NAJBARDZIEJ PODOBA MI SIĘ W NIEJ TO, ŻE…

Jest realistyczna pod wieloma względami np. możemy pożyczyć pieniądze szwagierce i liczyć się, że nie otrzymamy ich z powrotem. Wydać oszczędności na niepotrzebną rzecz mimo, że wcale jej nie potrzebujemy. Czy nie cieszyć się z pojawiającego się dziecka rujnującego nasze plany inwestycyjne 😉

Uczy pojęć związanych z zarządzaniem finansami. Dzięki instrukcji szybko pojmujemy, czym są aktywa, a co stanowią pasywa. Co daje nam wyższy przepływ gotówki, po co jest nam potrzebny i jak go osiągnąć.

Pokazuje jak różnicować oferty kupna nieruchomości oraz akcji. Na początku nie mamy rozeznania w rynku i kupujemy wszystko, na co wystarcza nam oszczędności, jednak dopiero po “obejrzeniu” większej ilości nieruchomości, mamy wiedzę, która oferta jest korzystna, a którą powinniśmy odrzucić.

Podobnie z akcjami, mając możliwość kupna jednej za 10$ myślimy, że to tanio. Za chwile okazuje się, że można było zaczekać, bo teraz cena to 5$ za sztukę. Ale na tych za 10$ też możemy zarobić, bo może się niedługo trafić karta z informacją, że ceny danej spółki podskoczyły do 40$. Cierpliwość może przynieść korzyści nie tylko w grze…

Gra jest poza tym zabawna i przyjemna. Ciągłe zapisywanie wydatków i zarobków może wydawać się uciążliwe, jednak okazuje się wcale takie nie być nawet dla 8-letniego dziecka.

JEDNAK NIE WSZYSTKO JEST TAKIE REALISTYCZNE…

Wiadomo, gra miała tylko zobrazować, jak wygląda droga wychodzenia z wyścigu szczurów i nie można wymagać za dużo. Jednak są sprawy,  które nieco ułatwiają kroki początkującego inwestora, natomiast w rzeczywistości bardzo je utrudniają.

Kredyt hipoteczny w grze można wziąć zawsze i w zasadzie nic nie kosztuje… Z każdej wypłaty pobierana jest kwota, różni się w zależności od wykonywanego zawodu. Jednak będąc mechanikiem, tej raty jest tylko 200$, a kupując 8 nieruchomości, rata się nie zwiększa…

Kolejna sprawa to cena akcji. Na karcie z możliwością zakupu można odczytać zakres cen w jakich akcja może wystąpić w czasie gry. Gdyby tylko taki zakres przedstawiała każda spółka z WIG 20… Niestety, w rzeczywistości sami musimy prześledzić jej historię, wydarzenia z nią związane, planowane ruchy zarządu, następnie podjąć decyzję o kupnie, zatrzymaniu lub sprzedaży akcji danej spółki.

Nieprzewidziane wydatki w prawdziwym życiu to zazwyczaj zalane mieszkanie, złamana noga, czy awaria silnika w aucie. W grze nieprzewidzianymi wydatkami jest członkostwo w klubie golfowym, wspomniana wcześniej podróż po winiarniach, nagłośnienie do samochodu, skuter śnieżny czy pobyt w kasynie!

Ale może coś w tym jest…;-)

*

Gra nie jest tania (275zł) jednak w pełni warta swojej ceny. Jest bardzo wysokiej jakości, dobrze przemyślana, ładna, edukująca oraz zabawna.

Wypełniając raport gotówki po każdym wydatku lub zarobku, ma się obraz własnych finansów, który pozwala podejmować zwykle trafne decyzje. Być może stosowanie tego rozwiązania na co dzień, w prawdziwym życiu, pomogłoby uświadomić sobie jak wygląda nasz cashflow i zrezygnować z wydatków, które zwyczajnie nie powinny mieć miejsca.

Możliwość inwestowania bez strachu o bankructwo, czy popadnięcie w długi daje nam szansę przetestowania różnych rozwiązań dających nową wiedzę i doświadczenie.

Najważniejsze to jednak mieć rozeznanie rynku. Tego uczy gra. Jeżeli chcemy pomnażać oszczędności musimy mieć wiedzę, jak to zrobić, by dzięki temu ograniczyć ryzyko porażki.

Zachęca także, do poznania prawdziwego rynku nieruchomości, rozpoczęcia interesowania się cenami i zdobycia wiedzy związanej z inwestowaniem na giełdzie.

Grając dłużej niż zakłada producent (60-180min) możemy wywnioskować, czego musimy się nauczyć, by zacząć inwestować.

KAŻDE DZIECKO POWINNO ZAGRAĆ W CACHFLOW

O ile sytuacje z gry, jak problemy wynikające z pożyczania pieniędzy w rodzinie, czy kupowanie drogich rzeczy, gdy ma się już debet na karcie, są dobrze znane większości dorosłym, o tyle dziecko może być wstrząśnięte takim postępowaniem. Może także zobaczyć, jak wielkim obciążeniem dla budżetu domowego jest pożyczka, za to docenić przydatność kredytu hipotecznego w celach inwestycyjnych.

Zaczyna rozumieć, że nigdy nie ma gwarancji, że “przyjaciel” pieniądze odda, a zbędne wydatki w sytuacji, gdy raport finansowy jest nienajlepszy w ogóle nie powinny wchodzić w grę.

Może gdybyśmy na co dzień trzymali taki raport przed sobą, udałoby się zrezygnować z wielu niepotrzebnych wydatków.

Kiedyś na pewno odważę się i zacznę inwestować pieniądze, jednak najbardziej zależy mi, aby mój syn zdobył odpowiednią wiedzę o powiększaniu oszczędności i skutecznie ją wykorzystywał w życiu, a gra CASHFLOW  z pewnością mu w tym pomoże.


Wymagający rodzic- dobry rodzic

Swego czasu zwłaszcza w Ameryce panował trend na traktowanie dzieci po koleżeńsku. Okazał się jednak nie najlepszym pomysłem. Dzieci rozbite pomiędzy potrzebą stabilizacji oraz posiadania przywódcy stada, a zbytnim luzem i „dziwnym zachowaniem” rodziców, tak też się czuły i zachowywały -dziwnie.

Z pewnością są rodzice, którzy uważają, że ich relacje z dzieckiem na stopie koleżeńskiej mają bardzo dobry wpływ na wszystkich. Ja jednak uważam, że nie zawsze taka postawa korzystnie wpływa na rozwój i zachowanie dziecka. Wiele także traci wtedy rodzic.

Dzieci potrzebują przywódcy, nie dorosłego kolegi.

Częste spięcia w rodzinie, wywoływane codziennymi czynnościami świadczą o niskim poziomie przywództwa u rodziców. Autorytarne podejście do wychowania dzieci, jednoznacznie nakazujące, wykonywanie w perfekcyjny sposób pewnych czynności, także nie jest dobrym podejściem. Wystarczy zatem zacząć wymagać od dzieci pewnych zachowań, które pomogą im w codziennym funkcjonowaniu.

Gdyby to było takie proste…

Dzieci doskonale wiedzą jak dużo mogą sobie pozwolić i z kim.

Jakiś czas temu autorytet matki, ojca czy nauczyciela wiązał się ze strachem i niepewnością u dzieci. W takiej relacji brał udział podmiot (dorosły) oraz przedmiot (dziecko). Teraz w domu jak i szkole wszystkim zależy (przynajmniej powinno), aby te relacje opierały się na dwóch podmiotach. Tak, by każda ze stron miała swoje prawa i była traktowana z należytym szacunkiem. Nie ma to nic wspólnego z traktowaniem się nawzajem po koleżeńsku. Każdy powinien ustalić swoje granice, których nie chce, by ktoś inny przekraczał.

Autorytet wymagającego rodzica.

To jakim jest człowiekiem rodzic (nauczyciel) w bardzo dużym stopniu determinuje zachowanie wobec niego dzieci. Zatem najkorzystniej byłoby, gdyby rodzic był osobą pewną swojej wartości, pełną szacunku oraz zaufania wobec siebie, przedstawiająca swoją osobą konkretne wartości. Niestety wielu z nas było wychowywanych na zupełnie innych ludzi, a teraz oczekuje się, że będą iść jak burza przez życie i jeszcze uczyć tego swoje dzieci. Byli uczeni słuchać poleceń, zapominając o własnych uczuciach i pragnieniach. Nie byli również traktowani poważnie, pytani o zdanie. Nikt nie interesował się tym, co myślą na dany temat, więc teraz często tego zdania nie mają. Nigdy nie zastanawiali się nad wieloma sprawami, a gdy zostali wezwani do tablicy mówili to, co obiło się im o uszy, nie wiedząc tak naprawdę, co w rzeczywistości o tym myślą.

Na szczęście to wszystko można zmienić. Wiąże się to oczywiście z pracą nad samym sobą, ale jest konieczne do celu, jakim jest bycie autorytetem dla swoich dzieci. Ci mali ludzie, którzy nas obserwują na co dzień i uczą się nowych reakcji i zachowań patrząc na nas, mogą być najlepszą motywacja do naszych własnych zmian na lepsze.

Wymagający rodzic czyli jaki?

Zapewne większości kojarzy się z dowódcą w wojsku. Nie o takim rodzaju wymagań piszę.

Wymagający rodzic nie pilnuje dzieci, aby o wyznaczonych porach szły spać, czy wstawały. Nie chowa tabletu, by dłużej nie grały. Nie krzyczy i nie rozkazuje. On po prostu wymaga pewnych zachowań własną postawą, czyli tym, co mówi i robi, po to, aby przekazać dzieciom ważne komunikaty, które korzystnie wpłyną na ich życie.

Czego może, a czego nie powinien wymagać rodzic.

Rodzic dzięki pewnym wymaganiom może pomóc dziecku w wielu sytuacjach. Jednak nie powinien przekraczać pewnych granic. Można wymagać od dziecka pilnowania własnych rzeczy, gdy wychodzi z domu, by uczyło się odpowiedzialności. Wstawania o określonych porach, aby samo pilnowało czasu i starało się być punktualne. Czy zjadania obiadu po szkole, w trosce o jego zdrowie. Jednak wymaganie od dziecka, by było przebojowe, gdy ono jest nieśmiałe, najlepszych ocen w szkole lub innych trudnych do osiągnięcia celów, czy zainteresowania tematami, które dziecko kompletnie nie zajmują, jest ingerowaniem w jego osobowość oraz okazywaniem braku akceptacji wobec jego osoby.

Taki rodzaj wymagań może bardzo szkodliwie oddziaływać na psychikę dziecka. Wymagający rodzic musi pamiętać o tym, że dziecko ma własne potrzeby czy pragnienia i bezwzględnie należy się z nimi liczyć.

Wymagający nauczyciel

Pamiętam z podstawówki moją pierwszą wychowawczynię. Zanim ją poznałam, każdy mówił o niej, że jest wymagająca. Niedługo się przekonałam, że mieli rację. Była bardzo wymagająca, a do dziś wspominam ją jako najwspanialszą nauczycielkę, jaką miałam.

Zadanie nauczyciela jest bardzo trudne. Musi skłonić dwadzieścia różnych charakterów do chętnej nauki, podczas, gdy my zazwyczaj musimy to zrobić z jednym, dwojgiem młodych ludzi i nie wiemy jak…

Co prawda niewielu nauczycielom to się udaje, ponieważ prawdopodobnie trzeba mieć do tego odpowiednie predyspozycje i podejście do dzieci.

Dlatego, aby nauczyciel uczył i rozwijał zdolności dzieci musi być wymagający. Musi także szanować uczniów i oczekiwać od nich szacunku wobec siebie. Powinien mieć poczucie humoru i być przystępny dla swoich uczniów. Dzieci nie mogą się bać własnego nauczyciela, ale powinny liczyć się z nim, a także polegać na nim.

Wymagający rodzic

Podobnie może być w domu. Rodzic, który szanuje uczucia dzieci, ale także wymaga, by liczono się z jego uczuciami, to dobry wymagający rodzic. Rodzic na którym można polegać w każdej sytuacji, który jest godny zaufania przez swoje klarowne zasady, jakimi się kieruje w życiu i pilnuje tego, aby się ich trzymać.

Wymagający rodzic ma wiedzę i zdanie na wiele tematów. Dziecko czuje tą siłę i pewność siebie w każdej jego wypowiedzi. Jednak, wie też, że może z rodzicem dyskutować i wyrazić swoje odmienne zdanie.

Wymagający rodzic nie oczekuje bezgranicznego posłuszeństwa i natychmiastowego wykonywania rozkazów.

Wymagający rodzic stawia sobie cele, ale i granice. Chce, by jego dzieci rosły wśród określonych zasad i wzorców. Zależy mu, aby przekazać im najważniejsze wartości, które pozwolą żyć w zgodzie z innym oraz samym sobą. Pragnie nauczyć dzieci szacunku i zaufania do siebie i innych.

Wymagający rodzic nie musi wydawać rozkazów, by uzyskać to czego oczekuje. On samą swoją postawą sprawi, że dziecko doskonale zrozumie najważniejsze informacje, jakie chce mu przekazać.

 

 

Photo by Liana Mikah on Unsplash

 

To również może Cię zainteresować:

 


Kto lubi być kontrolowany?

Chyba nikt nie lubi. Niestety pewne osoby nie umieją sobie poradzić bez kontroli.

Tymi osobami są często dzieci, zdarzają się także dorośli, którzy z góry zakładają, że ich działania są skazane na porażkę. Uważają, że tylko dzięki wskazówkom, a najlepiej pod okiem kogoś mądrzejszego od siebie, poradzą sobie.

Czy chcemy, żeby takimi osobami były nasze dzieci?

Kontrolowanie dziecka – na czym polega, a na czym powinno polegać.

Dzieci są przez nas kontrolowane od urodzenia do późnych lat dorosłości, oczywiście w zależności na ile nam pozwolą.

W niemowlęctwie to my kontrolujemy sen i przyjmowane posiłki dziecka, później to, czym się bawi, gdzie się bawi, z kim się bawi. W wieku szkolnym czuwamy nad tym, aby dziecko miało odrobione lekcje, zapewniony prawidłowy rozwój fizyczny oraz mentalny. Starszy wiek dziecka zmusza nas do sprawdzania jego stopni oraz obecności w szkole, a także by zainteresować się środowiskiem, w jakim się obraca.

To są konieczne działania, jakie rodzic bezwzględnie powinien kontrolować. Dlatego jeżeli ktoś twierdzi, że kontrola rodzicielska to zło – ja się z nim nie zgodzę. Dopiero nadmierna kontrola jest niebezpieczeństwem.

Pilnowanie, aby dziecko nie było głodne, wysypiało się, czy rozwijało swoje zdolności jest obowiązkiem rodzica. Jednak do żadnej z tych czynności nie można zmuszać dziecka. Rodzic powinien tylko starać się sprawić, by jedzenie, spanie czy rozwój stało się czynnością tak oczywistą i konieczną, jak mycie zębów.

Czuwanie nad tymi sferami życia dziecka jest bardzo ważną rolą rodzica. Ma on prawo wyrazić swój sprzeciw, jeżeli dziecko zbyt długo gra na komputerze, może także odmówić mu słodyczy, gdy dziecko nie zjadło obiadu. To kontrolowanie dziecka polegające na przekazywaniu ważnych informacji, niezbędnych do jego prawidłowego funkcjonowania. Ogólnych zasad, do których każdy powinien się stosować.

Dziecko, gdyby mu na to pozwolić, cały dzień jadłoby chipsy i grało na tablecie. Rodzic, który dba o jego rozwój nie może do tego dopuścić. Musi kontrolować takie sytuacje, aby zapewnić dziecku szczęśliwe dzieciństwo, zdrowie i dobre samopoczucie na co dzień.

Nadmierna kontrola

Kontrola sama w sobie jest jednym z elementów dobrej opieki nad dzieckiem. Jednak wraz z wiekiem i nabywanym na przestrzeni lat doświadczeniem kontrolowanie powinno ulegać stopniowym redukcjom.

Bardzo wiele sytuacji, dotąd kontrolowanych przez rodziców, można przekazać we władanie dziecku. To bardzo istotny szczegół na drodze jego dorastania.

Ciągłe sprawdzanie, przypominanie i kierowanie zachowaniem dziecka może nieść za sobą poważne konsekwencje.

Nadmierna kontrola ze strony rodzica zabija w dziecku spontaniczność i radość z życia.

W tym artykule pisałam o kilku zachowaniach dzieci, które moglibyśmy naśladować. Okazuje się jednak, że zamiast robić to samemu, zdarza nam się jeszcze ograniczać w tym dzieci.

Zabraniamy dzieciom śmiać się głośno, bo tak nie wypada. Każemy jeść dużo, bo nie urosną. Nie pozwalamy biegać, bo się spocą. Przypominamy, by się nie garbiły, gdy siedzą. Grozimy konsekwencjami, gdy dziecko nie zachowuje się tak, jak sobie tego życzymy. 

To ograniczanie dzieci jest formą kontroli nad ich życiem, która ma sprawić, że zaczną zachowywać się tak, jak my tego chcemy.

Efektem nadmiernej kontroli może być miłość warunkowa, o której można poczytać tutaj. Nagradzając dziecko swoją życzliwością, uśmiechem i bliskością, gdy zachowuje się tak, jak tego oczekujemy, natomiast izolując w tych “gorszych” chwilach uczymy je, że tylko pod pewnymi warunkami je kochamy i akceptujemy. Dziecko może to tak odbierać mimo że wcale nie chcemy, by tak to było postrzegane.

Nadmierna kontrola rodzica wiąże się z bezwzględnym posłuszeństwem dziecka.

Pora o której dziecko ma wrócić do domu. Ilość i jakość zjadanych posiłków. Ubranie do szkoły. Plan dnia.

Rodzic nadmiernie pilnujący, by wszystkie zadania dziecka odbywały się według ustalonych przez niego zasad, chce swoim zachowaniem doprowadzić do jego bezwzględnego posłuszeństwa. Czy na pewno “posłuszne” to właśnie ta cecha, na której powinno zależeć dobremu rodzicowi?

Dziecko wie, że nic rodzicowi nie umknie, a każdy nieodpowiedni ruch będzie wiązał się z konsekwencjami. Ma wtedy dwa wyjścia. Wykonywać bezdyskusyjnie narzucone obowiązki i przestrzegać wytycznych lub znaleźć sposób, by ich unikać bez ponoszenia konsekwencji.

Nadmierna kontrola rodzica to w efekcie nadmierna uległość dziecka lub jego bunt przeciw całemu światu.

Kontrolowanie zachowań dziecka w bardzo stanowczy sposób, może doprowadzić do stanu, w którym dziecko stanie się uległe. Brak wiary we własne możliwości znacznie ograniczy w wielu sferach zachowanie dziecka. Problemem mogą stać się relacje z innymi. Może doprowadzić to także do braku odwagi oraz ograniczonej kreatywności. Każdy krok będzie dla niego trudny do wykonania. Oczekując wskazówek lub nawet wyręczania, ciężko będzie mu podejmować i próbować osiągać jakiekolwiek cele.

Bunt z kolei może być reakcją na długotrwałe tłumienie własnych potrzeb, poglądów oraz chęci podejmowania samodzielnych decyzji. Narastająca latami złość spowodowana ciągłym podporządkowywaniem się doprowadzi w pewnym momencie do bitwy, a nawet wojny o władzę. Jednak nie na tym polega rodzicielstwo, jak i dzieciństwo, by walczyć ze sobą. Żadna ze stron nie wyjdzie z tego zwycięsko.

Trzeba dać dziecku poczucie wolności i niezależności.

Istnieje jeden najważniejszy powód dla którego dziecko musi być pozbawione kontroli w pewnych sytuacjach. Zaufanie. Choćbyśmy go nie mieli za grosz do naszego dziecka, musimy niekiedy pokazać mu, że jednak je mamy. Jednak dopiero rezygnując z kontrolowania życia dziecka obdarzamy go zaufaniem, które zobowiązuje.

Przed nadmierną kontrolą dziecko w pewnym momencie chce się bronić, uciekać, a zaufaniem może się szczycić i zechce postępować tak, by ponownie na nie zasłużyć.

Bardzo trudno zaufać nastolatkowi. Jednak powinniśmy. Bunt nastolatka może w ogóle się nie wydarzyć, gdy nie będzie miał się przeciw czemu buntować. Ograniczenia muszą być, mamy prawo i obowiązek kontrolować najważniejsze kwestie dotyczące życia naszego dziecka. Ale ono także ma prawo mieć swoje sprawy, nad którymi my nie powinniśmy mieć kontroli.

Istnieje duża szansa, że dziecko wychowywane w rodzinie dbającej o prawa każdego domownika będzie odpowiedzialnym i niezależnym człowiekiem w przyszłości. Dzieci, które posłusznie wykonują każde zadanie będą takie przez całe życie. Będą się ciągle podporządkowywały, nie zważając na to co czują i myślą. Będą po prostu nieszczęśliwymi ludźmi.

Rodzic, któremu zależy na dobrych stosunkach z dzieckiem, a nie na jego bezwzględnym posłuszeństwie musi ograniczyć kontrolowanie go. Korespondencja prywatna to rzecz święta, dziecko ma prawo mieć swoje tajemnice, ma prawo decydować o sobie w różnych kwestiach, wyrażać swoje zdanie na dany temat, zachować się głupio czy nierozsądnie i ponieść tego konsekwencje.

Dopóki rodzic nie będzie w stanie tego zaakceptować, do tego czasu jego relacje z dzieckiem będą bardzo trudne.

 


Na tarasie jak w domu…

Mamy 9 miesięcy zimy, a reszta to już lato, lato i lato. Jak więc nie skorzystać z tych kilkunastu tygodni ciepełka i nie wyjść z domu w tym czasie? Każdy, kto ma tylko taką możliwość zaczyna chcieć, ma, lub zamierza mieć własny kawałek ogrodu.

Ogrody zaczynają stawać się elementem domu. Ich potężna ewolucja sięga początków XXI w. Najpierw duży pokój przeszedł zmianę w przestronny salon. Następnie salon przeistoczył się w salon z tarasem. Teraz często jest już taras z salonem, a za chwilę taras z ogrodem stanie się głównym miejscem naszych rodzinnych spotkań i relaksu… latem.

Będzie to jak najbardziej uzasadnione ponieważ taras, poza kanapą zwykle posiada większą ilość możliwości odpoczynku niż zwyczajny salon. Poza legowiskiem dla człowieka można tam także znaleźć często hamaki, leżaki, huśtawki, a to wszystko słuchając śpiewu ptaków i szumu liści drzew (o ile ktoś ma tyle szczęścia na raz).

Wystrój tarasu jak i ogrodu nie polega już tylko na wkopaniu czy ustawieniu krzewów w odpowiednich miejscach. Krzewy zaczynają być coraz mniej istotne. Teraz każdy, kto ma dom z podwórkiem, może mieć salon na dworze.

Przytulności, ciepła i przyjemnych wrażeń wizualnych doda na tarasie kilka ważnych elementów.

 

Kwiaty i krzewy w donicach.

Mimo że ogród zazwyczaj jest pełen zieleni, to teren wyznaczony na taras może być wybrukowany kostką lub wykonany z innych materiałów. Wkomponowanie roślin pomiędzy meble oraz inne rzeczy znajdujące się na tarasie może mieć bardzo duże znaczenie. Popularny obecnie skandynawski styl dekoracji wnętrz, ale także ogrodów cechuje się surową, chłodną kolorystyką. Zieleń roślin połączona takim kolorem może stworzyć przepiękne miejsce.

ogród skandynawski donice blog parentingowy

 

Dywan i poduszki

Uwielbiam dywany na tarasach. Nic tak nie dodaje przytulności jak dywan i poduszki na mebelkach ogrodowych. Zdaję sobie sprawę z szybko brudzącej się strony tego rozwiązania, jednak warto jest się poświęcić. Na małym tarasie dobrze wygląda nawet niewielki chodniczek, na innym uroku doda dywanik położony choćby pod sam stolik. Przyjemniej jest jednak mieć dywan pod stopami siedząc na fotelu, dlatego najlepiej, by jego wielkość mogła pomieścić na sobie cały wypoczynkowy zestaw mebli ogrodowych. Poduszki na mebelkach są nieodłącznym elementem przytulnego tarasu. Są istotne także dla wygody i bardziej komfortowego wypoczynku.

ogród taras blog parentingowy

 

Oświetlenie

Wieczory w naszym klimacie nie należą (jeszcze) do najgorętszych, ale mając przy sobie kocyk lub ciepłą herbatkę można spędzić uroczą końcówkę dnia na świeżym powietrzu. Wspaniale oświetlają ciepłym, żółtym odcieniem światła odpowiednie żarówki. Mają efektowny wygląd także w dzień. Zawieszone tylko w niektórych miejscach dodają tajemniczości i uroku. Lampki stojące na trawnikach także dają w ogrodzie bardzo przyjemny efekt. Dostępne niemalże wszędzie latarnie, świeczniki i świeczki “ogrzeją” wizualnie nasz przytulny kącik.

oświetlenie ogrodu blog

 

Dodatki i dekoracje

Na końcowy efekt pracują zwykle detale. W przypadku tarasu również tak jest. Już na zdjęciu powyżej można zauważyć jak wiele daje ustawienie na stoliku świecznika z podgrzewaczem i kilku jabłek. Jednak nie w każdym ogrodzie sprawdzą się te same dodatki. Jeszcze niedawno częstym elementem dekoracyjnym na tarasach i w ogrodach były mini skrzyneczki z kwiatami. Obecnie można zauważyć białe lub szare kosze wiklinowe oraz duże latarnie. 

ogród skandynawski taras   

taras ogród blog

 

Wykorzystując odpowiednie oświetlenie, kładąc dywanik i poduszki oraz zwieńczając nasze dzieło drobnymi, eleganckimi dodatkami będziemy mogli cieszyć się przepięknym otwartym na naturę pokojem. Nie wszyscy mają możliwość korzystania z dużej przestrzeni, jednak nawet malutki taras w bloku można urządzić tak, by móc w przyjemnym otoczeniu pić poranną kawę lub relaksować się w chłodny wieczór po upalnym dniu. Internet daje nam mnóstwo pomysłów na upiększanie naszego życia, dlaczego by nie skorzystać…? 

 

 

 

 

Photo by Michael Nunes on Unsplash

 

To także może Ci się spodobać:


Miłość warunkowa – “za coś” zamiast “dla kogoś”.

 

Mamusia bardzo cię kocha, gdy jesteś grzeczny.

Tatuś będzie cię bardzo kochał, jak będziesz miał dobre oceny.

 

Może nie bezpośrednio, ale często swoim zachowaniem lub podobnymi słowami mówimy tak do naszych dzieci.

Cieszymy się, gratulujemy, chwalimy dziecko w chwili jego sukcesu, by w momencie porażki zapytać ze złością: “Jak mogłeś tego nie wiedzieć?”

Nasze zachowanie w takich sytuacjach mówi dziecku jasno: “kocham cię tylko, gdy jesteś taki, jakim ja chcę, byś był”.

Czy przypadkiem sami często nie musimy się z tym mierzyć? Z tym frustrującym elementem naszego życia… Ponieważ ktoś akceptował nas tylko wtedy, gdy zachowywaliśmy się w odpowiedni sposób, ciągle dążymy do wymyślonego przez siebie ideału, by zasłużyć na miłość.

Miłość warunkowa – jeden z błędów naszych rodziców.

Nieświadomie powielamy schematy. Zdajemy sobie sprawę z błędów naszych rodziców i mimo niekorzystnych wpływów, jakie na nas wywarły, zdarza nam się robić to samo.

Wiemy przecież, że miłość, akceptacja oraz poczucie bezpieczeństwa to najważniejsze elementy życia dziecka (dorosłego także). Zatem powinniśmy zrobić wszystko, by zadbać właśnie o te trzy sfery, a reszta ułoży się sama.

Okazuje się jednak, że nie tak łatwo zapewnić dziecku miłość bezwarunkową i szczerą akceptację.

Na co dzień zdarza się wiele sytuacji, kiedy nie udaje nam się ukryć przed dzieckiem rozczarowania czy zawodu spowodowanego jego zachowaniem.

Dzieci doskonale widzą i rozumieją nasze reakcje. Wnioskują z nich, że nie są takie, jak chciałby rodzic.

 

Jak wygląda miłość bezwarunkowa i co daje dziecku?

  • w zupełności akceptuje się osobę kochaną miłością bezwarunkową,
  • nie okazuje się żalu wobec niej za krzywdy i wyrządzone przez nią przykrości,
  • nie mają znaczenia popełnione przez nią błędy,
  • niczego nie oczekujemy w zamian od takiej osoby.

Wydawać by się mogło, że taka postawa wobec dziecka może sprawić, że stanie się ono roszczeniowe oraz bezwzględne. Nie będzie liczyło się z cudzymi uczuciami oraz nie zda sobie sprawy z wyrządzanych krzywd lub popełnianych błędów. Wręcz przeciwnie, zdobędzie dzięki niej niezwykłą wiedzę i doświadczenie.

Granice same się wyznaczają dzięki miłości bezwarunkowej.

Wszyscy skupiają się na stanowczym wyznaczaniu granic dziecku, konsekwentnym ich przestrzeganiu oraz brania odpowiedzialności za ich przekraczanie. Rodzicom zależy, by w ich domu były jasne reguły, a dzieci będą się do nich zawsze stosować.

Oczywiście, dzieci powinny potrafić dostosować się do ogólnie panujących w społeczeństwie norm, gwarantujących im bezpieczeństwo, czy zwyczajnie dobre relacje z innymi osobami. Jednak wiele zasad dziecko powinno rozpoznać i uznać samo. Ponieważ dzięki sytuacjom przydarzającym się na co dzień, będąc w pełni akceptowanym i kochanym bezwarunkowo samodzielnie określi, jak chce, jak nie chce, jak powinno, a jak nie powinno się zachowywać.

Bo granice są potrzebne, każdy z nas jakieś ma. Jednak zwykle sami je sobie wyznaczamy, rozumiemy je i zdajemy sobie sprawę z konieczności dostosowania się do nich. Dlaczego by nie dać takiej możliwości dziecku?

“Dzieci mogą akceptować ograniczenia i nawet je sobie cenić, ale potrzebują by je z nimi konsultować, a nie wymuszać” – Thomas Gordon.

 

Dziecko wołające o miłość…

Wiele lat temu, kiedy nie miałam jeszcze dziecka, wielokrotnie obserwowałam pewną scenę walki i zastanawiałam się, jak tak “dobrze wychowane”dziecko (kiedyś uważałam, że posłuszne i wykonujące wszystkie polecenia rodziców dziecko, jest dobrze wychowane), może zachowywać się w ten sposób…

4-letnia dziewczynka bardzo lubiła przesiadywać u koleżanki. Zawsze, gdy musiała już iść do domu wpadała w furię. Na co dzień grzeczna i zawsze spełniająca oczekiwania mamy dziewczynka, zachowywała się w tej sytuacji jakby diabeł ją opętał, a mama nie była spokojniejsza. Gniew, jaki widać było na jej twarzy, w ogóle nie robił na córce wrażenia. Sytuacja powtarzała się za każdym razem. Mama, która dotąd jednym ostrym spojrzeniem przywoływała dziecko do porządku tym razem kompletnie nie miała wpływu na zachowanie córki.

Dopiero kilka lat później znalazłam w pewnej książce opis podobnej sytuacji. Autor tłumaczył, że takie zachowanie dziecka, to wołanie o pomoc i chęć wyrwania się z trudnej sytuacji.

Okazało się, że dziewczynka celowo prowokowała taką sytuację.

Dopiero gdy jej mama zmieniła swoje podejście i zamiast ataku podniosła białą flagę. Zamiast gróźb, kar i krzyków wyszła do dziecka ze spokojną rozmową udało się zapanować nad sytuacją, a dziewczynka doświadczyła akceptacji i miłości bezwarunkowej, której potrzebowała.

Matka dziewczynki miała szczęście, ponieważ dość szybko przekonała się, jak dużą przykrość wyrządza swojemu dziecku bezustannie oczekując poprawnego zachowania. Zauważyła, że tylko wtedy była serdeczna i miła dla córki.

 

Bo jak tu być miłą, gdy dzieciak z krzykiem tarza się po podłodze w sklepie…

Może właśnie dlatego to robi. Zna nasz czuły punkt. Wie, że tym, co ludzie sobie o nas pomyślą bardzo się przejmujemy… więc celowo prowokuje sytuacje, które mają je wyzwolić z ciągłego podporządkowania się, a rodzicowi dać do zrozumienia, że coś jest nie tak.

 

Co zatem robić, gdy…

Na wszystkie trudne zachowania dziecka jest jedno, może nieznacznie różniące się rozwiązanie.

Gdy dziecko płacze w sklepie, bo chce zabawkę…

Gdy dziecko nie chce wyjść z przedszkola…

Gdy dziecko nie je obiadu…

Gdy dziecko nie sika do nocnika…

Gdy dziecko nie sprząta po sobie….

Gdy dziecko nas bije…

 

Te wszystkie momenty, które zwykle wyprowadzają nas z równowagi, to nasza szansa na okazanie naszemu dziecku miłości bezwarunkowej.

 

Spokój, rozmowa, nasze uczucia, nasza miłość.

Wiem, że niektórzy wątpią w skuteczność rozmowy z 2-latkiem w szale, ja jednak wierzę. Oczywiście szału nie da się zagłuszyć naszymi słowami, dlatego można go przeczekać, na przykład przytulając dziecko lub trzymając je za rękę (jeżeli sobie tego życzy, nic na siłę). Ja wychowana na Superniani, pozbawiona tej wiedzy, izolowałam dziecko, gdy było wściekłe, jednak to tylko potęgowało jego szał, a trudne sytuacje się powtarzały. Dopiero, gdy byłam przy nim, szybko się uspokajał i dążyliśmy do porozumienia.

  -Mama jest przy mnie. Kocha mnie nawet jak krzyczę.

Dziecko nie dowie się, że robi komuś przykrość, jeżeli nikt mu o tym nie powie. Musi wiedzieć, że jego zachowanie krzywdzi. W przedszkolu, czy szkole szybko się o tym dowie od innego szczerego dziecka, ale w domu także powinno dostawać te informacje. “Gdy mnie bijesz, bardzo mi wtedy źle i po prostu mnie to boli”, “bardzo się cieszę, że lubisz być w przedszkolu, ale chciałabym żebyśmy już byli razem w domu”.

 -Mama kocha mnie nawet, jak nie chcę robić tego, co mi każe.

Słowa z zasadzie są zbędne po wykonaniu dwóch poprzednich kroków. Dziecko już wie, że jest kochane i akceptowane mimo tego, że nie zachowuje się tak jak “powinno” – według nas. Wie, że ma prawo mieć swoje zdanie i rodzic je szanuje. Ma prawo zachować się tak jak akurat ma ochotę, a rodzic to akceptuje.

 

Obawy, że akceptując takie zachowania tylko zachęca się dziecko do dalszych tego typu działań są niepotrzebne. Wyrażając swoją miłość wobec dziecka w trudnych sytuacjach dajemy mu to, czego właśnie potrzebuje. Otrzymuje coś, czego brak był powodem tego całego zdarzenia.

Z kolei reagując gniewem prowokować będziemy kolejne awantury. Aż dziecko uzyska to, czego potrzebuje.

 

*

Dzieci nie są złe z natury. Wszystkie ich nieodpowiednie według nas zachowania są dla nich nauką i zbieraniem doświadczeń. Każda nasza reakcja przekazuje im jasny komunikat, z którego nawet my czasem nie zdajemy sobie sprawy.

Zazwyczaj są to nieprzemyślane, automatyczne słowa czy gesty, które nie zawsze dają dziecku to czego akurat potrzebuje. Warto zatrzymać się chwilę i wykonać ruch, który pozwoli zrozumieć, zaakceptować i obdarzyć miłością bezwarunkową.

 


Równowaga pomiędzy karierą a rodziną.

Jack Welch w książce “Winning – znaczy zwyciężać” napisał, że nie da się być najlepszym w jakiejś dziedzinie, nie poświęcając przy tym pozostałych.

Czy w takim razie oznacza to, że musimy się liczyć z zaniedbaniem obowiązków domowych i rodziny jeżeli chcemy poświęcić się pracy? A rezygnując z sukcesów zawodowych dopiero wtedy jesteśmy w stanie odpowiednio zadbać o rodzinę?

Myślę, że tak właśnie jest. Jadnak nie musi się to wiązać z wyrzutami sumienia z powodu braku czasu dla rodziny lub frustracją przez niespełnione ambicje.

RODZIC SUKCESU

Wiele osób skupiających się na osiągnięciu sukcesu nie jest w stanie wystarczająco dużo czasu poświęcać rodzinie.

Niektórzy z nich mają przez to ogromne wyrzuty sumienia, inni w ogólne nie przejmują się zaistniałą sytuacją i swoją niewielką obecnością w życiu rodziny.

Rodzic, który zadręcza się myślami o zbyt małej ilości czasu spędzanej z rodziną nie może w pełni cieszyć się osiąganymi sukcesami w pracy.

Jest autorytetem dla swoich dzieci, które z pewnością są z niego dumne, dlatego wystarczy z nimi rozmawiać.

Dzieci doskonale zrozumiałyby sytuację ciężko pracującego na sukces rodzica, który byłby także świetnym przykładem obrazującym, jak osiąga się wyznaczone cele.

Wystarczyłoby znaleźć nawet niewielką ilość czasu na rozmowę i dać dzieciom wyraz zainteresowania nimi w jakiś inny sposób.

Szczera rozmowa bez historyjek w stylu “ktoś przecież musi zarabiać pieniążki”, “jak będziesz chciała nową sukienkę to myślisz, że skąd weźmiemy pieniążki?”

Lepiej odważyć się na szczerość i opowiedzieć dziecku jak jest naprawdę:

Jestem szczęśliwy gdy pracuję, mam zamiar osiągnąć bardzo wiele w mojej pracy, dlatego poświęcam jej dużo czasu. Wiedz jednak, że bardzo cię kocham i często o tobie myślę.   

Te słowa będą dla dziecka znaczyć więcej niż kilka godzin dziennie poświęcanego mu czasu.

RODZIC DOMATOR

W tym przypadku może także wystąpić dwojakość sytuacji.

Jeden rodzic będzie spełniony pracując na etacie, a resztę czasu, ku swojemu zadowoleniu, poświęcając w 100% rodzinie. Drugi, rezygnując z pracy i będąc z rodziną przez cały dzień, myślami marzyć będzie o niespełnionych planach zawodowych.

Być może ten pierwszy osiągnął równowagę i życie zawodowe, jak i rodzinne jest na tym samym satysfakcjonującym poziomie, jednak drugi rodzic może być w nieco gorszej sytuacji.

Oczywiście są rodzice, którzy z przyjemnością porzucą wszystkie plany, wyrzekną się sukcesów i rozwoju zawodowego i zajmą się wyłącznie rodziną.

Możliwe jednak, że większość osób będzie pragnęła wrócić do “życia”, poczuć adrenalinę deadline’ów, częściej wychodzić z domu i spotykać się z kolegami w pracy.

Nie ma w tym nic złego. Nie można oczekiwać, że człowiek niczym robot przeprogramuje się z dotychczasowego życia na inne. Jednak zawsze przynajmniej w minimalnym stopniu, rodzic w swoich planach powinien uwzględnić rodzinę.

JAK OSIĄGNĄĆ RÓWNOWAGĘ?

Dążenie do balansu, który w równym stopniu zapewni czas rodzinie i pracy jest zbyteczne.

Osiągając to, stracimy szansę na wymarzony sukces, a czas spędzony z rodziną nie będzie tak przyjemny jak chcielibyśmy, aby był.

Z kolei poświęcone dla rodziny plany zawodowe będą powodować szybką irytacje nawet błahymi sprawami. Efektem tego mogą być częste konflikty i nie najlepsza atmosfera w domu.

Zamiast dążyć do wyrównania czasu poświęcanego rodzinie i pracy po połowie, wystarczy przesunąć środek ciężkości. Można by osiągnąć równowagę w życiu robiąc to, co daje nam największą satysfakcję.

Nie możemy jednak zapomnieć o tym drugim aspekcie życia, którego zaniedbanie niekorzystnie będzie oddziaływać na nas lub na naszych bliskich.

Można oddać się pracy, pod warunkiem, że będziemy pamiętać o rodzinie w tych najważniejszych momentach, a także rozmawiać z nimi oraz dawać im wyraz miłości.

Poświęcając się rodzinie, nie powinno zapominać się o sobie. Nawet rezygnując z kariery zawodowej znaleźć zainteresowania i rozwijać swoje pasje.

Każdy z nas ma inne priorytety i cele, nie wolno ich ignorować. Uważam, że zawsze można wszystko poukładać tak, by osiągnąć spokój i harmonię.

Musimy myśleć o tym, co sprawia, że jesteśmy szczęśliwi, ale zawsze mieć na względzie również to, co uszczęśliwia naszą rodzinę.

 

Copyrights

Liravibes - blog parentingowy

Strona powstała dzięki dofinansowaniu z Unii Europejskiej i i Europejskiego Funduszu Społecznego na rozwój przedsiębiorczości w ramach projektu „ Czas na działanie! Czas na własną firmę!” nr RPLU.09.03.00-06-0044/16 realizowanego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego na lata 2014 – 2020 OŚ Priorytetowa 9 Rynek pracy, Działanie 9.3 Rozwój przedsiębiorczości