Wakacje z dziećmi, bez męża, czy tak powinny wyglądać wczasy naszych dzieci? 

Wakacje osobno, czyli mama z dziećmi nad morze, tata z dziećmi w góry…

Jeszcze niedawno było to dla mnie nie do pomyślenia, a o mały włos sama bym tak skończyła w tym roku.

 

Dlaczego niektóre żony decydują się na wakacje z dziećmi bez męża?

Praca. Dużo pracy. Czasu mało. Każdy ma swoje preferencje wypoczynkowe…

To mogą być główne przyczyny sposobu na spędzenie wakacji w różnym terminie przez rodziców.

Gdy jedno chce odpoczywać i relaksować się na plaży, drugie woli spędzić ten czas aktywnie, zajmując myśli w stu procentach rozrywką i niecodziennymi działaniami.

Kobiety są coraz bardziej wyzwolone… już nie muszą pytać błagalnym tonem: “misiu, zabierzesz mnie na wakacje?” tylko pakują się i lecą! Są zaradne i niezależne.

Jednak czy warto manifestować swoją niezależność w kwestii tak ważnego momentu, jak rodzinne wakacje…?

Poza tymi co chcą, są jeszcze ci, co muszą…

Z pewnością, są wśród takich osób te, które w żaden sposób nie mogą mieć urlopu w tym samym czasie, dlatego mimo wszelkich starań muszą zapewnić dzieciom wakacje na raty w towarzystwie jednego, a po jakimś czasie drugiego rodzica.

Podobno społeczeństwo się starzeje, a mimo to zaczyna być trudno o babcię.

Niektóre rodziny muszą zatem szukać innych sposobów na zagwarantowanie dzieciom jak najdłuższej opieki podczas wakacji. Ponieważ nie mają z kim zostawić dzieci, biorą urlopy w różnych terminach.

Babcie są, jednak często nadal aktywne zawodowo, a są i takie, co same chcą odpoczywać, zamiast uganiać się za dzieciarnią…

Więzi z rodzicami już nie tak silne.

Minęły czasy, gdy spotkania z rodzicami, nawet przykre, były obowiązkowe. Brak coniedzielnych wizyt oznaczał obrazę dla rodziców i wieloletnie wypominki. Teraz bywa, że kto nie chce, ten nie jedzie.

Nawet wybitny pedagog Jesper Juul, autor książki “Zamiast wychowania” stwierdził, że kontakt z rodzicami zawsze miał bardzo słaby, dlatego teraz nie będzie odwiedzał matki, bo nie ma o czym z nią rozmawiać i nie czuje żadnego obowiązku odwiedzania, czy nawet dzwonienia do niej.

Okazuje się, że nie trzeba być wybitnym pedagogiem, by po latach dokonać analizy przeżytych w dzieciństwie sytuacji i pojąć, że skoro rodzice nie dali wiele od siebie w tamtym czasie, nie powinni wiele wymagać w późniejszym. Coraz więcej osób jest w stanie tak postąpić, a konsekwencje tego są nieuniknione.

Babcia pracuje, babcia nie chce, babcia to zła kobieta była…

Skąd w takim razie wziąć babcie?

Ktoś we Francji miał rewelacyjny pomysł i stworzył ośrodek, który jest połączeniem domu seniora oraz żłobka!

Dzięki temu rozwiązaniu, starsi ludzie przebywając z dziećmi mają zajęcie i pretekst do ruchu czy zabawy, z kolei dzieci są pod opieką kogoś, kto bardzo pragnie towarzystwa i kontaktów z innymi osobami, więc korzyści są obustronne.

Oczywiście w ośrodku jest zatrudnionych wielu asystentów, którzy czuwają nad bezpieczeństwem i dzieci i dorosłych, aby pomagać obojgu w różnych wymagających tego sytuacjach.

Poza tym można skorzystać także z babci do adopcji. Ta nieformalna możliwość jest dość popularna w  Stanach Zjednoczonych, jednak może i w Polsce znajdzie swoich zwolenników.

Jeżeli z różnych przyczyn nie mamy w rodzinie starszych osób, a zależy nam na kontakcie naszych dzieci z takimi osobami, można taką chętną do rozmów i spotkań rodzinnych babcię “zaadoptować”.

Myślę, że pomysł jest naprawdę rewelacyjny. Zwłaszcza dla tych starszych bezdzietnych osób, które dzięki takiej możliwości mogą poczuć się potrzebne i przeżyć szczęśliwie ostatnie lata.

Z kolei rodzice mogą cieszyć się posiadaniem zaufanej osoby, która pomoże w opiece nad dziećmi.

Spędzanie wakacji osobno może mieć różne przyczyny. Każdy ma swoje życie, priorytety oraz możliwości. Wiem jednak, jak cenny jest dla dziecka ten rodzinny czas. Tych kilka dni razem, nawet kłócąc się ciągle i spierając, tworzy wspaniałe wspomnienia, które pozostaną w pamięci na bardzo długi czas. A podczas rodzinnych spotkań będą żywo wspominane.

Zdaję sobie sprawę, że są sytuacje, gdy nasze plany wakacyjne są dalekie od ideału, ale wiem też, że powinniśmy pójść na kompromis i zorganizować je tak, by każdy przynajmniej po części był nimi usatysfakcjonowany.

Rodzina to miejsce, w którym każdy ma prawo czuć się dobrze i cieszyć się z posiadania tych najbliższych osób. Dlatego tych kilka wakacyjnych dni powinniśmy spędzić razem.

 

 

 


Łapacze snów- subtelna dekoracja i spokojny sen.

Zupełnie niedawno… 10, może 20 lat temu… wiązałam supełki z muliny, by powstała bransoletka przyjaźni. Nie miałam pojęcia, że zajmowałam się makramą.

Makrama to sztuka wiązania sznurków bez używania narzędzi.

Łapacz snów to makramowy twór wzbogacony o zwisające elementy takie jak wstążki, pióra, oraz inne ozdoby posiadające znaczenie symboliczne dla Indian, którzy są prawdopodobnie pomysłodawcami łapaczy.

Kolista konstrukcja łapacza wypełniona w środku dekoracyjną siecią miała za zadanie przesiewać sny domowników i zatrzymywać te złe, które miały rozpłynąć się w nicość dzięki wędrującym w dół piórom lub wstążkom.

Pierwowzory nie były wybitnie symetryczne i dobór kolorów poszczególnych elementów pozostawiał wiele do życzenia. Zapewne twórcom bardziej zależało na działaniu łapacza, nie na wyglądzie.

 

Czyli zupełnie odwrotnie niż teraz.

Obecnie łapacze to małe dzieła sztuki. Ich kolory, wzory i rodzaje są ograniczone tylko wyobraźnią twórców.

Łapacz snów można zrobić samodzielnie i chyba nie jest to bardzo trudne, jeżeli jest się choć odrobinę pomysłowym.

Instruktaż wykonania wielu rodzajów makram można znaleźć na You Tube, a do wykonania danego cudeńka potrzebny jest w zasadzie tylko… sznurek. Może być bawełniany, chociaż makramy ze sznurka sizalowego, konopnego czy lnianego także są wykonywane i dzięki temu mają swój niepowtarzalny styl.

Tu jest wszystko na temat sznurka do makram.

Istnieje wiele niesamowitych cudów makramowych poza urzekającymi swoją delikatnością łapaczami snów.

Przeszukując internety, by znaleźć pomysł na własne dzieło natknęłam się na wspaniałe makatki ścienne, kwietniki, świeczniki, a nawet biżuterię i torebki. Oto najbardziej interesujące rzeczy:

łapacz snów blog parentingowy

 

łapacz snów blog parentingowy

 

łapacz snów blog parentingowy

 

łapacze snów blog parentingowy

 

Najpiękniejsze łapacze snów znalazłam na TU. Oto jeden z nich:

łapacze snów blog parentingowy

 

Jak już wspominałam mam zamiar wykonać samodzielnie tego typu dzieło, efektami oczywiście pochwalę się wkrótce. Jeszcze nie zdecydowałam co zrobię. Z początku miał to być łapacz snów, ale znajdując tyle innych opcji zupełnie oszalałam na punkcie makram i najchętniej zrobiłabym… wszystko 🙂

Jestem przekonana, że tworzenie makram okaże się wspaniałą formą relaksu…

 

 

 

Photo by Frankie K. on Unsplash


Być odpowiedzialnym za coś to według słownika:

  • gotowy do ponoszenia konsekwencji za swoje postępowanie,
  • mający obowiązek dopilnowania czegoś,
  • ponoszący winę za coś, co nie powinno się zdarzyć,
  • wymagający kwalifikacji,
  • powodujący jakiś stan lub proces.

Tak jak każdy dorosły człowiek jest odpowiedzialny za swoje życie, tak rodzic jest odpowiedzialny za życie i zachowanie swojego dziecka.

Niestety bardzo często zrzucamy tę odpowiedzialność na wszystko i wszystkich wokół, byleby tylko pozbyć się poczucia winy. Natomiast posiadając dzieci, z bezradności zarzucamy im wrodzoną niegrzeczność i nierozumność, nie patrząc wstecz i nie widząc w tym swojej winy.

Jeżeli dziecko zachowuje się w sposób nierozważny, być może nie zostało przestrzegane i informowane o niebezpieczeństwie, jakie mu grozi lub celowo prowokuje niebezpieczne sytuacje, by zwrócić na siebie uwagę rodzica.

Jeżeli dziecko stanowczo domaga się czegoś płacząc, bijąc, krzycząc, prawdopodobnie nie umie porozumieć się w inny sposób, gdyż nigdy nikt nie rozmawiał z nim na ten temat lub po prostu chce zwrócić na siebie uwagę rodzica.

Jeżeli dziecko ma problemy w nauce i nie jest to spowodowane żadnymi zaburzeniami to znaczy, że rodzic nie poświęcił wystarczającej ilości czasu na pomoc w nauce dziecku lub nie wytworzył u niego chęci posiadania i poszerzania wiedzy. 

Jeżeli dziecko uważa, że wszystko mu się należy, oznacza to, że rodzice tak je właśnie traktują lub pozwalają traktować innym.

Jeżeli dziecko bardzo źle znosi porażki to zapewne przez rodziców, którzy zbyt wiele od niego wymagają.

Tych sytuacji, za które odpowiedzialność powinien wziąć rodzic, jest bardzo wiele. Tymczasem bierze ją zazwyczaj dziecko.

 

To dziecko jest nieukiem.

To dziecko nie umie przegrywać.

To dziecko jest rozkapryszoną księżniczką.

To dziecko jest bezmyślne.

Jakim prawem rodzice żalą się na swoje dzieci i ich okropne zachowania skoro sami są za nie odpowiedzialni?

 

A zatem zgodnie z definicją odpowiedzialności:

Rodzic powinien być gotowy do ponoszenia konsekwencji za swoje postępowanie:

jeżeli nie poświęcamy dziecku zbyt wiele uwagi, nie akceptujemy jego osoby oraz zachowania, nie interesujemy się nim, nie rozmawiamy o tym co dobre, a co złe, to nie możemy mieć do niego pretensji, że zachowuje się w taki, a nie inny sposób.

Rodzic ma obowiązek dopilnować dziecko:

jeżeli nasz syn jeździ na skuterze bez kasku, wagaruje, źle się odżywia, nie sprząta pokoju, nie szanuje innych – to za sprawą naszego biernego zachowania wobec tych sytuacji. Jeżeli byśmy dopilnowali, by wcale nie jeździł na skuterze, skoro nie chce zakładać kasku, codziennie sprawdzali obecność w szkole, zapewniali odpowiednie posiłki i oczekiwali szacunku wobec siebie i innych prawdopodobnie nigdy żadna z powyższych sytuacji nie powtórzyłaby się.

Rodzic ponosi winę za coś, co nie powinno się zdarzyć:

są oczywiście momenty, na które nie mamy wpływu, jednak na większość owszem. Dając dziecku więcej odpowiedzialnych zadań, uczymy je odpowiedzialnego zachowania. Pozwalając na samodzielność, umożliwiamy im nabywanie nowych kompetencji. Temperament i osobowość każdego dziecka są inne i determinują różne zachowania, ale to rodzic swoim zachowaniem określa granice, a rozmową przekazuje najcenniejsze wartości.

Bycie rodzicem wymaga kwalifikacji:

dziecko źle się zachowuje? Trzeba iść z nim do psychologa. Zmiany zachowania dziecka na lepsze rzeczywiście jest w stanie dokonać psycholog, ale rozmawiając z rodzicem, nie z dzieckiem. Bycie rodzicem to niezwykle trudny etap w życiu człowieka. Wymaga nieustannej obserwacji dziecka, odpowiednich reakcji i ciągłych poszukiwań rozwiązań. Wraz z wiekiem dziecka, rodzic potrzebuje kolejnych informacji o tym, co się z nim dzieje i jak w odpowiedni sposób reagować na jego zmieniające się zachowania.

Rodzic powoduje jakiś stan u dziecka: 

wykluczając problemy zdrowotne, każde “dziwne” zachowanie dziecka jak agresja, kłopoty w nauce, izolacja – to sytuacje wywołane przez rodzica. Agresja jest często oznaką bezsilności lub “odwetu” za osobiste krzywdy. Rodzic albo jest bezpośrednio za nie odpowiedzialny lub nie dostrzegł, że dziecku ktoś inny wyrządza krzywdę.

Za słabe oceny zawsze odpowiedzialność ponosi dziecko, zabiera mu się kieszonkowe, ma szlaban na komputer, nie może wyjść z domu, tymczasem to postawa rodzica zachęca lub odciąga dziecko od nauki.

Unikanie kontaktów z rówieśnikami czy samymi rodzicami także nie bierze się znikąd. Rodzic powinien zauważyć niepokojące zachowania dziecka i znaleźć ich przyczynę, by pomóc mu żyć normalnie.

Nie chcę oskarżać wszystkich rodziców o brak umiejętności wychowawczych. Wielu z nich nieświadomie popełnia błędy. Sama nie raz, dopiero po jakimś czasie dostrzegałam, że moje zachowanie doprowadziło do jakichś nieoczekiwanych reakcji u dziecka. Zdawałam sobie jednak sprawę, że to ja ponoszę odpowiedzialność za ten stan.

Chcę oskarżać tych rodziców, którzy zrzucają odpowiedzialność za swój kompletny brak umiejętności rodzicielskich na własne dzieci, żaląc się na ich niewłaściwe zachowanie i własną bezradność. Którzy nie starają się pomóc własnemu dziecku, a za nieodpowiednie zachowania obarczają je winą.

 

 

  Photo by Annie Spratt on Unsplash


O czym rozmawiać z dzieckiem? Gdy komuś zależy na dobrych relacjach z dziećmi z pewnością nie raz zadawał sobie to pytanie.

 

“Najważniejsze, by rozmowa nie opierała się na wymianie monologów”

Pracując jako nauczycielka w szkole podstawowej, bardzo ciężko było mi wykonać z dziećmi wszystkie zaplanowane na dany dzień zadania. Nie przez złe zachowanie dzieci, wręcz przeciwnie, przez moje! Zbyt dużo czasu poświęcałam na rozmowę z nimi, a w szkole nie ma miejsca na takie odstępstwa od programu.

Rozmawialiśmy codziennie z rana niemalże o wszystkim, dzieci uwielbiały to i każde chętnie wypowiadało się na temat bieżących wydarzeń w szkole czy miejscowości, w jakiej mieszkały. Rozmawialiśmy także podczas śniadania, w ciszy słuchając nawzajem swoich wypowiedzi i czekając na swoją kolej.

Wszystko zaczynało się ode mnie. Opowiadając im, co spotkało mnie w drodze do szkoły lub poprzedniego dnia po pracy natychmiast zaczynały się niesamowite historie dzieci.

Przytaczam tę historię ponieważ wtedy odkryłam, jak w bardzo prosty sposób można nawiązać niezwykle przyjemny i bliski kontakt z dziećmi.

Nigdy nie musiałam pytać jak się czują, czy wszystko u nich w porządku, zresztą w klasie, gdzie jest 20 osób byłoby to  niemożliwe. Jeżeli zapytałabym jedno, czy dwoje, reszta mogłaby poczuć się zignorowana.

Na szczęście doskonale wiedziałam jak się dzieci mają, bo same mi o tym mówiły. Mówiły, bo wiedziały, że mnie to interesuje.

O czym rozmawiać z własnym dzieckiem?

Wiem, że niektórzy rodzice mają z tym problem.

Nie umieją, nie chcą, wstydzą się, nie wiedzą jak. Niestety często wynika to ciągłego myślenia o sprawach do załatwienia oraz różnych problemach. Zastanawiając się nad planem dnia lub zaległościami w pracy, potrafimy bardzo niemiło odezwać się do dziecka, które akurat chce o coś nas zapytać.

Takie “rozmowy” sprawiają, że relacje rodzinne się psują, a kontakt pomiędzy rodzicem i dzieckiem znacznie się osłabia. Dziecko przestaje zadawać pytania. Czyje się niekomfortowo w obecności rodzica, z kolei rodzic nie wie jak i o czym rozmawiać z dzieckiem, które samo nie inicjuje rozmowy.

 Czy tak samo byśmy potraktowali koleżankę lub kolegę?

Na szczęście minęły czasy, gdy na porządku dziennym było traktowanie dzieci jak powietrze. Gdy nie rozmawiało się z nimi na inne tematy niż te związane ze szkołą i jedzeniem posiłków, czy ubraniem.

Z pewnością większość z nas niejeden raz potrzebowała pomocy, czy choćby rady od rodziców, jednak ograniczony kontakt z nimi nie pozwalał na swobodną rozmowę, a tym bardziej zwierzenia.

Teraz już wiemy jak szkodliwe było takie zachowanie wobec dzieci i jak bardzo zaburzało relację pomiędzy rodzicami i dziećmi. Dlatego ucząc się na błędach naszych rodziców, my możemy już podejść do tej kwestii odpowiednio.

Rozmowa z dzieckiem nie musi być wymuszona. Możemy potraktować ją jak pogawędkę ze znajomym. Oczywiście nie będziemy z 4-letnim chłopcem debatować nad najnowszymi sondażami wyborczymi, jednak są tematy z naszego życia, które z pewnością bardzo zainteresują dziecko.

OPOWIEDZ, CO CI SIĘ PRZYDARZYŁO W PRACY

Najwspanialsze oblicze rodzica to takie, które pokazuje jego dystans do siebie i poczucie humoru. Dlatego fajnie by było opowiadać dzieciom te sytuacje, gdy czegoś nie zrobiliśmy poprawnie, gdy narozrabialiśmy gdzieś, nie wiedzieliśmy co zrobić w jakiejś sytuacji, czy się czegoś przestraszyliśmy.

Rodzic pokazuje poprzez takie opowiastki swoją ludzką twarz, a dzieci wiedzą dzięki nim, że wpadki i potknięcia zdarzają się nawet tacie, więc nie ma nic złego w tym, że i ono czasem da plamę…

Nawet przykre sytuacje, które nas poważnie rozzłościły możemy z perspektywy czasu już na spokojnie opowiadać dziecku.

Każdą historię, jaka przyjdzie nam do głowy, to nad czym akurat się zastanawiamy, wymówmy na głos. Żart który nam chodzi po głowie. Co chcemy zrobić w weekend…

ROZMOWA ZAMIAST SPOWIEDZI

Gdy spotykamy się ze znajomym, nie wypytujemy go, pomijając uprzejmości, jak mu się układa z żoną, ile zarabia, co jadł na śniadanie… Mówimy zwykle co robimy, co planujemy, a następnie oczekujemy tego samego lub innego tematu od rozmówcy jeżeli nie ma ochoty rozmawiać na ten narzucony przez nas.

Tak samo może wyglądać rozmowa z naszymi dziećmi.

One z pewnością bardzo uważnie nas będą słuchały i możliwe, że włączą się do rozmowy, jeżeli nie… trudno. Z jakiś czas być może się przełamią.

Warto budować fajną, trwałą relację z dziećmi wychodząc do nich z inicjatywą rozmowy, ale nie wypytywać, tylko pozwolić by sami zdecydowali czy i co chcą nam powiedzieć.

ZAPYTAJ O OPINIĘ NA JAKIŚ TEMAT

Niewielu rodziców pyta własne dzieci o opinię na temat zakupu jakichś rzeczy, planowanych wakacji, swojego lub cudzego zachowania. Dziecko wiele na tym traci. Swoje opinie kształtuje na wzór opinii własnych rodziców. Czuje, że jego ocena jest mało istotna, bo nikt od niego jej nie wymaga. Jednak wspaniale by było dać dziecku możliwość wypowiedzenia się na pewne tematy.

 

“co o tym myślisz?”

“podoba ci się to?”

 

Najlepiej gdyby każda opinia dziecka spotykała się z akceptacją rodziców, przecież każdy ma prawo mieć własne zdanie na każdy temat. Nie wiąże się to oddawaniem władzy, czy zrzucaniu odpowiedzialności na dziecko w jakichś sytuacjach.

Chodzi tylko o zmuszenie go do myślenia. Podarowania mu chwili uwagi i zainteresowania tym, co ma do powiedzenia.

Od bardzo młodego wieku powinniśmy pytać dzieci, co myślą na dany temat. Wpłynie to korzystnie na ich poczucie wartości, ponieważ ktoś dorosły interesuje się jego zdaniem.

Ponadto zaczną precyzować własne myśli i zabierać stanowisko w pewnych sprawach. 

*

ROZMOWA Z DZIECKIEM, NIEODŁĄCZNY ELEMENT DOBREJ RELACJI DOROSŁY-DZIECKO

Będąc nauczycielką oraz mamą wiem, że rozmowa jest bardzo ważnym, jeśli nie kluczowym elementem udanej relacji z dzieckiem. Czasem nawet kilka minut pogawędki ma dla dziecka ogromne znaczenie.

Dziecko otrzymuje dzięki nim zainteresowanie, zaufanie i rośnie jego poczucie wartości Zaczyna się czuć dobrze w towarzystwie rodzica, a otwierając się przed nim samemu poczuje ulgę i zrozumienie, którego tak bardzo nam wszystkim czasem trzeba.

Będąc starszym, poszukiwałby go w grupie rówieśniczej, niekoniecznie mającej dobry wpływ na nasze dziecko, a tak będzie miało nas.

Dlatego koniec z ciągłym zadawaniem tych samych pytań: -Co w szkole? -Zjadłeś obiad?

Czas na zwyczajną rozmowę dwojga równych sobie.


Jeszcze zatęsknimy za czasem spędzanym z dziećmi…

Ilość czasu spędzana z dziećmi jest zależna od ich wieku. Małe oczekują i potrzebują pomocy w wielu sytuacjach, dlatego też rodzic poświęca mu wiele czasu. Jednak wraz z wiekiem dziecka ten czas się zmniejsza, ponieważ dziecko staje się coraz bardziej samodzielne. A gdy od pierwszego wejrzenia zakocha się w tablecie, jak większość dzieci, rodzic może mieć całe godziny na obowiązki domowe i pracę. Dochodzą do tego spotkania z kolegami, nauka, odrabianie lekcji i czasu wspólnego dla dziecka i rodzica pozostaje niewiele.

JAK WYGLĄDA ŻYCIE RODZICA W 2018 ROKU?

Podczas gdy jakieś 20 lat temu rodzice pracowali i zajmowali się domem, to mieli jeszcze czas spotkać się ze znajomymi. Czasem nawet codziennie! Teraz jednak rzadko da się wykrzesać choćby 5 minut na kawę z koleżanką, bo doba jest stanowczo za krótka. Terminy gonią i jest ciągle tyle do zrobienia.

Są jednak rodzice, którzy mimo to mają czas na swoje pasje, są i tacy, co mają czas na swoje seriale…

JAK WYGLĄDA ŻYCIE DZIECKA W 2018 ROKU?

Angielski, balet, piłka nożna, akrobatyka, judo, kółko plastyczne, pływanie, skrzypce, programowanie komputerowe. Aha, w przerwie szkoła.

Jeżeli już uda się znaleźć jakieś okienko w grafiku dziecka i własnym, trzeba zdawać sobie sprawę, że nie ma tego czasu dużo, dlatego powinno się go wykorzystać jak najbardziej efektywnie.

JAK POWINIEN WYGLĄDAĆ CZAS Z DZIECKIEM?

Wpakowanie dzieciaka do auta i przetransportowanie go na ściankę wspinaczkową, trening, czy do kina to jest dobrze spędzony czas z dzieckiem. Pod jednym warunkiem. Że w aucie rozmawiamy z nim, na treningu żywo reagujemy na jego umiejętności, a po kinie urządzamy sobie wypad na kolację i pogawędkę.

Najlepszy czas z dzieckiem to rozmowa i prawdziwe zainteresowanie życiem i problemami dziecka. Pytanie go o to, co go trapi i czy wszystko jest ok. Te wszystkie atrakcje są ważne i każdy ma czasem ochotę przeżyć coś emocjonującego, innego ale, by spędzony razem czas dał oczekiwane rezultaty, wystarczy zwyczajna rozmowa z dzieckiem.

Ilość czasu poświęcona dziecku nie ma znaczenia. Najważniejsze jest zainteresowanie.

Dzieci w wieku szkolnym, tak jak rodzice mają bardzo dużo obowiązków. Szkoła, odrabianie lekcji, nauka, zajęcia dodatkowe. Nawet mimo szczerych chęci nie mamy tego czasu dużo. I wcale dużo go nie potrzeba.

Trzeba go tylko tak wykorzystać, aby przekazać dziecku najważniejsze komunikaty: kocham cię, zawsze możesz na mnie liczyć, w pełni akceptuję to, jaki jesteś.

Będąc bardzo zapracowanym, ale mając na uwadze dobro dziecka wynikające z naszego zainteresowania, możemy wykorzystać kilka sposobów, aby dać wyraz naszej miłości wobec dziecka.

Terminarz

Jeśli nie mamy wiele czasu na co dzień, bądźmy chociaż w tych najważniejszych momentach. Pamiętajmy o urodzinach, rocznicach, ważnych uroczystościach. Obecność zapracowanego rodzica w takiej chwili będzie dla dziecka ważniejsza niż tysiąc słów zapewniających o bezgranicznej miłości wobec dziecka. Dowie się wtedy, jak jest dla niego ważne.

Pytania. Rozmowa.

Nie mówię o pytaniach typu „co tam w szkole?”, „zjadłeś obiad?”, ale o pytaniach związanych z życiem i zainteresowaniami dziecka.

Im wcześniej zaczniemy, tym lepiej. Trudno rozmawiać z nastolatkiem, dla którego nigdy nie mieliśmy czasu, a po wielu latach raptem zachciało nam się umacniać relacje rodzinne. Zostaniemy potraktowani jak intruzi. Jakbyśmy wsadzali nosy w nie swoje sprawy. Lepiej już od najmłodszych lat urządzać sobie krótkie pogawędki, które sprawią, że tematy do rozmów znajdą się same, a wynikać będą z prawdziwego zainteresowania, a nie zwykłego obowiązku.

Duma i szczęście z bycia rodzicem.

Oczywiście miło mieć dziecko, które obdarzone jest wieloma talentami, do tego jest nieprzeciętnie inteligentne oraz zachwyca wszystkich swoją urodą. Ale co gdy naszemu dziecku daleko do ideału? Każdy rodzic powinien widzieć w swoim dziecku bohatera. Kogoś wybitnego i wspaniałego. Cieszyć się każdym, nawet najmniejszym sukcesem i dawać jak najczęściej do zrozumienia, że nie musi nic robić, by był kochany.

Nie wszyscy doceniają dar, jaki otrzymali od losu w postaci dzieci. Dobrze by było, gdyby po latach zrozumieli swój błąd i stało się dla nich jasne, jak destrukcyjnie wpłynęli na własne dzieci brakiem czasu i zaangażowania w obowiązki rodzicielskie.

Niestety tacy ludzie prawdopodobnie nigdy nie zrozumieją, że sami są przyczyną nieodpowiedniego zachowania własnego dziecka.

Rodzic, który złości się na dziecko z powodu na przykład złych ocen, powinien zastanowić się co sam zrobił, by pomóc dziecku być dobrym uczniem. Czy rozmawiał z nim na temat tego, jak ważna jest edukacja, czy pomagał w lekcjach, czy choć raz spytał: „w czym problem?”, „czego nie rozumiesz?”.

Gdy rodzic nie chce spędzać czasu z dzieckiem, bo woli pracę i towarzystwo innych osób.

Niestety nikt nie ma wpływu na taką osobę i zmuszanie jej do kontaktów z dzieckiem nic nie da na dłuższą metę.

Taki człowiek jest egoistą, który myśli wyłącznie o tym, co jemu sprawia przyjemność, nie zważając na cenę, jaką płaci za to jego własne dziecko.

Oczywiście lepiej już, żeby ograniczył kontakt z dzieckiem, niż wyładowywał na nim frustrację spowodowaną przykrym dla niego, rodzicielskim obowiązkiem. Obie sytuacje jednak bardzo niekorzystnie wpłyną na małego człowieka, który będzie doskonale zdawał sobie sprawę, że rodzic nie chce z nim być, a nawet upatrywał swojej winy w zaistniałej sytuacji.

Drugi rodzic, chcący wynagrodzić obojętność pierwszego, nie będzie w stanie złagodzić żalu dziecka, choćby poświęcił mu aż nadto własnego czasu. Nic nie jest w stanie uśmierzyć bólu spowodowanego odrzuceniem.

*

Wiem, że bardzo ważne cechy człowieka takie jak pewność siebie czy empatia biorą się z poczucia bezpieczeństwa, akceptacji i wiary w siebie. Te cechy są w dużej mierze uzależnione od tego, jak rodzice podchodzą do wychowania dzieci i jak własnym zachowaniem dają lub ograniczają ich zdobywanie.

Czas spędzony z dzieckiem powinien opierać się na rozmowie. Przy wyłączonym telewizorze, wyciszonym telefonie. Ten czas powinien mówić dziecku: „jestem tu tylko dla ciebie, chcę wiedzieć, jak się czujesz, czy jesteś szczęśliwy, bo jesteś dla mnie najważniejszy”.

Żaden wyjazd, żadne atrakcje, żadne pieniądze nie są w stanie dać dziecku takiego komunikatu.

Tylko czas spędzony z dzieckiem w taki sposób, aby mogło opowiedzieć o swoich sprawach, sukcesach, przykrościach. Zapytać o radę i poprosić o pomoc sprawi, że relacja z rodzicem będzie dla niego czymś pięknym i bezcennym. Da mu także siłę, by pokonywać najtrudniejsze przeszkody.

Nie trzeba się zwalniać z pracy, by zapewnić dziecku wystarczającą ilość uwagi… Czasami wystarczy nawet pięć minut dziennie zwykłej rozmowy.


Nie bez powodu mówi się, że podróże kształcą i nie chodzi tu bynajmniej o lepsze stopnie w szkole, co także może nastąpić.

W zależności od kierunku i rodzaju wycieczki zdobędziemy zupełnie różną wiedzę lub nowe umiejętności.

Świat stał się bardzo mały i wiele osób może udać się tam, gdzie ma ochotę. Możliwe, że w przyszłości dla naszych dzieci wypad do Australii będzie jak nasz 10 lat temu nad pobliskie jezioro.

Żeby jednak tak było dziecko musi jak najwcześniej zacząć podróżować z opiekunem.

„PODRÓŻUJEMY BEZ DZIECI. SĄ JESZCZE MAŁE, JAK DOROSNĄ TO SIĘ JESZCZE NAJEŻDŻĄ”

Całkiem możliwe, że się najeżdżą, jednak wtedy ta podróż nie będzie skupiała się na niezwykłych doznaniach związanych z odkrywaną kulturą czy naturą, za to towarzyszyć jej będzie ciągłe napięcie wywołane brakiem obycia i posiadania niezbędnej wiedzy.

Aby dzieci w przyszłości mogły swobodnie podróżować po świecie i nie wiązało się to dla nich z dużym stresem, muszą uczestniczyć w przygotowaniach i samych wyjazdach.

Pozostawianie ich w domu pozbawi je ogromnej ilości informacji, które wpłynęłyby bardzo korzystnie na ich rozwój oraz wiedzy, która pozwoliłaby samodzielnie podróżować w przyszłości.

Będąc na wakacjach niemalże codziennie trzeba się „zmierzyć” z pewnym zadaniem. Odnaleźć drogę w obcym miejscu, wynająć auto, zaplanować zwiedzanie…

Czego podróż nauczy dziecko (dorosłego także)?

CIERPLIWOŚCI

Autem czy samolotem, swoje trzeba odczekać, by dostać się do wymarzonego miejsca. Czasami to godzina, innym razem 11 w samym samolocie. Dziecko wie, że musi czekać i wykazać się cierpliwością. Jeżeli jej nie ma to długa podróż z pewnością sprawi, że ją nabędzie.

 

JĘZYKÓW OBCYCH

Za granicą, w miejscowościach turystycznych, obcy ludzie uprzejmie zaczepiają dzieci, pytając je (w języku angielskim) jak się nazywają i ile mają lat. Nawet nieznające słowa po angielsku dziecię zacznie odpowiadać po kilku dniach.

Odważniejsze, które zechce uczestniczyć w animacjach hotelowych, zacznie się świetnie porozumiewać w innym języku. Poza tym wiele sytuacji, w których musi uczestniczyć będąc z rodzicami, na przykład gdy pytają oni kogoś o drogę, kupują bilety, wynajmują auto, pomaga zapamiętywać kolejne, nowe słówka lub całe zwroty w obcym języku.

KOMUNIKATYWNOŚCI

Turyści są zazwyczaj bardzo pozytywnie do siebie nastawieni. Gdy zupełnie obcy turyści urządzają sobie pogawędki o wszystkim i o niczym, to ich dzieci po 5 minutach już się razem bawią. Cały tydzień tylko z rodzicami sprawia, że szukają one kontaktu z rówieśnikami i naprawdę niewiele trzeba, by po chwili w danym miejscu szalały z zupełnie obcymi dziećmi.

ORIENTACJI W TERENIE

Zgubiony szlak w górach, poszukiwanie muzeum w obcym mieście, czy choćby pokoju w ogromnym hotelu. Wszystko trzeba przemyśleć, można użyć mapy i szukać rozwiązania.

Dziecko może być bardzo podekscytowane zaistniałą sytuacją (lub zdenerwowane, gdy widzi przerażenie na twarzach rodziców). Można wykorzystać to jako zabawę w podchody i całą rodziną rozpocząć poszukiwania zgubionej drogi.

 

ODWAGI

No tak, są przecież nieśmiałe osobniki, które nie mają zamiaru puścić ręki mamy czy taty przez całe wakacje. Nie ma w tym nic złego. Nie wszyscy są ekstrawertykami i musimy to uszanować. Nie namawiać, nie zmuszać do kontaktów z innymi, czy zachowań wbrew ich naturze.

Jestem pewna jednak, że po tygodniu, a po dwóch to już na sto procent, zajdzie w dziecku przynajmniej niewielka zmiana. Oswoi się ono ze zmianami, zaakceptuje nowe środowisko, odważy się zachować w niekonwencjonalny dla niego sposób i przekona, że to całkiem przyjemne.

ODPOWIEDZIALNOŚCI

Obładowani walizami i torbami, musimy jeszcze mieć na wierzchu dokumenty, no i dzieci trzeba pilnować… Dzieci mogą pomóc coś nieść i same muszą pamiętać, aby nie odchodzić daleko.

Gdziekolwiek idąc, trzeba zabrać ze sobą masę rzeczy. Ktoś to musi nosić i jeszcze tego pilnować. Starsze dziecko musi samo zacząć dbać o własne rzeczy ponieważ każdy ma mnóstwo innych do pilnowania.

Odpowiedzialność nabędzie także dbając o swoje bezpieczeństwo oraz zwracając uwagę, aby nie oddalać się za daleko od rodziny.

NIECODZIENNYCH UMIEJĘTNOŚCI

Nie każdy wie, jak zachować się na lotnisku. Gdzie się udać, co zrobić, co powiedzieć. Może poczytać o tym, dowiadywać się od znajomych, ale dopiero, gdy pierwszy raz wybierze się w podróż samolotem przekona się jak to naprawdę wygląda. Dla dziecka to niecodzienne doświadczenia, które nauczą go ważnych umiejętności.

Podczas wakacji jesteśmy skorzy do podejmowania niecodziennych wyzwań, dlatego mamy wraz z dziećmi szansę nauczyć się nurkować, surfować, żeglować i wiele innych. Każda z nowo opanowanych umiejętności wpłynie bardzo korzystnie na rozwój dziecka.

SPOSTRZEGAWCZOŚCI

Będąc w nowych miejscach, należy mieć oczy dookoła głowy. Zazwyczaj szukamy wybranych wcześniej atrakcji, lokalizujemy restauracje, przystanek autobusowy, szukamy nazwy ulicy. Wszystko to wymaga spostrzegawczości i może być dla dziecka uczestniczącego w tym nie lada wyzwaniem. Tylko trzeba dać mu szanse znalezienia tego, czego szukamy.

SPONTANICZNOŚCI

Nie zawsze podczas wakacji wszystko idzie zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Zwiedzanie się przedłuży, wsiądziemy w zły autobus, pomylimy trasę w drodze do celu i cały misterny plan… przepadnie. Możemy się wściekać, kłócić ze wszystkimi, szukać winnego, a możemy też obmyślić drugi plan.

Zmienić jakąś część poprzedniego i pokazać dzieciom, że zawsze jest jakieś wyjście z sytuacji, a może nawet okaże się, że zmiany okazały się lepsze od pierwotnego planu! Można zrobić coś niecodziennego, przypadkowego, a nawet szalonego. Dla dzieci będzie to przyjemniejsze niż sztywny grafik nieuwzględniający nawet siku.

 

KOMPROMISU

Tata chce chodzić po górach, mama leżeć na plaży, syn zwiedzać stadiony piłkarskie, córka spędzić wakacje u babci na wsi. I jak zaplanować wspólne wczasy? Każdy musi z czegoś zrezygnować inaczej nie uda się znaleźć rozwiązania, które będzie korzystne dla każdego w jakimś stopniu. Jednak uwzględnienie opinii wszystkich członków rodziny jest bardzo ważne.

ZACHOWANIA SIĘ W RESTAURACJI

Etykieta obowiązująca w restauracji nie ma już takiej wartości jak kiedyś, jednak są pewne normy, których należy przestrzegać bez względu na czasy, w których się żyje.

Wśród nich jest: rozpoczynanie jedzenia, gdy wszyscy przy stoliku już mają dania przed sobą, jedzenie bez nakrycia głowy, kładzenie serwety na kolanach, nie podawanie i odbieranie talerzy od kelnera, rozmawianie, tak aby się słyszeć i nie przeszkadzać komuś innemu prowadzić własną rozmowę i zakładanie ubierania odpowiedniego do wymogów danej restauracji.

Nie stanie się nic złego jeżeli nasze dzieci czasem złamią te reguły jednak powinny je znać i przynajmniej starać się do nich dostosować.

PLANOWANIA I PRZYGOTOWYWANIA DO PODRÓŻY

Może nie wszyscy, ale wiele osób przed podróżą spisuje rzeczy, jakie należy zabrać oraz zdobywa pewne informacje o miejscu wypoczynku. Czytają niekiedy historię tego regionu i wybierają atrakcje turystyczne, które trzeba koniecznie zobaczyć podczas wyjazdu.

Dobrze wiedzieć jakiej wielkości jest dany region, ile czasu potrzeba na przejechanie pewnych odległości, jaką walutą płaci się w tym kraju, którą stroną ulicy jeździ się autem, jaki minimalny wzrost musi mieć dziecko, by móc wejść do aquaparku itp.

Wspaniale byłoby, gdyby w takim planowaniu uczestniczyło dziecko. Mogłoby zyskać dużo więcej niż tylko wspaniałe widoki i wspomnienia, ale także wiedzę oraz umiejętność przygotowania się do cennego wydarzenia.

Oczywiście nie zawsze wszystko pójdzie zgodnie z planem, jest jednak szansa, że nic nas aż tak bardzo nie zaskoczy, ponieważ będziemy dobrze przygotowani na każdą ewentualność.

*

Aż tyle mogą nauczyć się dzieci podczas kilku dni w roku poza domem.

Jednak nie wyniosą wiele z takiej podróży, jeżeli nie potraktujemy ich dość poważnie przed oraz w trakcie takiej podróży.

Już etap planowania powinien odbywać się w gronie wszystkich osób wybierających się na wczasy. Pobudzi to ciekawość i ekscytacje dzieci, gdy będą świadome tego, dokąd i dlaczego właśnie tam wybiera się na wakacje.

Po drodze powinniśmy ochoczo opowiadać o wszystkich napotykanych sytuacjach i wnikliwie odpowiadać na pytania dziecka, jeżeli czegoś nie wie lub nie rozumie.

Każda informacja jest dla niego bezcenna i sprawia, że staje się mądrzejszym człowiekiem.

Czasami możemy poprosić dziecko o pomoc w czytaniu mapy lub zerkanie w nawigację, by „mieć pewność że trafimy na miejsce”, poprosić o przyniesienie sztućców w hotelowej restauracji, by nabrało odwagi i samodzielności, lub wybrało numer piętra w windzie.

Nie tylko przyczynimy się do zdobycia przez nie nowych umiejętności, ale także wpłyniemy bardzo pozytywnie na jego poczucie wartości.


Dzieci i ryby głosu nie mają.

Będąc dzieckiem rzadko byłam świadkiem zachowań innych dzieci, które zawsze robiły czy mówiły, co chciały. Jednak jeżeli już ktoś taki był, wzbudzał powszechny zachwyt i zainteresowanie. Dorośli śmiali się i podziwiali takie rezolutne i odważne dziecię.

Nie wszystkie dzieci mogły sobie pozwolić na tak swobodne zachowania. Większość znała swoje miejsce, które na pewno nie było wśród dorosłych. Nawet jeżeli gdzieś się tam zabłąkało to wiedziało, że nie należy się odzywać i zdradzać swojej obecności, czyli “przeszkadzać dorosłym”.

Podejrzewam, że wiele osób cierpiało, będąc tak traktowanym przez dorosłych i stając się rodzicem, postanowili, że nie będą w ten sposób zachowywać się wobec własnych dzieci.

Tak oto, dzięki temu, możemy na co dzień oglądać te dzieci, biegające z chipsami po kościele, gadające trzy po trzy w programach telewizyjnych, siedzące za stołem wraz z innym dorosłymi, przysłuchujące się obelgom kierowanym wobec polityków czy sąsiadów.

Rodzice nie chcą ograniczać dzieci, ponieważ chcą, by stały się odważne i pewne siebie.

To dobry pomysł, jest tylko jeden problem – trzeba jeszcze ustalić limit.

Powinniśmy możliwie jak najrzadziej ograniczać swobodę dziecka, ale w sytuacji, gdy zakłóca ona spokój innych, musimy reagować.

Nie rozumiem, co w kościele robią kilkuletnie dzieci, które należy przekupić, by wytrzymały tam całą godzinę, słodyczami i zabawkami. Skoro rodzic chce wychować dziecko, by od urodzenia wzrastało w wierze i związanej z nią obowiązkami, może powinien zacząć od rozmowy z nim o tym i znalezieniu innego sposobu na zachęcenie go do przebywania w kościele. Zabieranie dziecka z całym majdanem do kościoła tylko po to, żeby je “przyuczyć” do odbębniania tego obowiązku co niedzielę i święta właśnie tego je nauczy.

Dla niektórych (nie dla większości, niestety) pobyt w kościele może się wiązać z uniesieniem duchowym, które wymaga ciszy, spokoju i koncentracji. Jak oni muszą się czuć, gdy tą chwilę przerywa ciągle śmiejące się, gadające w najlepsze dziecko.

Rozumiem, że nie łatwo jest skłonić dziecko do siedzenia przez godzinę w jednym miejscu, jednak powinniśmy spróbować je mimo wszystko do tego skłonić, zamiast wręczać kucyki pony i inne ulubione zabawki.

Dziecko musi znać podstawowe zasady zachowania w określonych sytuacjach, które nierozerwalnie łączą się z jego całym przyszłym życie. Jak jedzenie, korzystanie z toalety czy zachowanie w miejscach publicznych.

Rodzice powinni różne sytuacje wielokrotnie przećwiczyć z dzieckiem i pokazać mu własnym przykładem, jak i gdzie można się zachowywać.

Mali Giganci w TVN-ie przerazili mnie nie na żarty. Te dzieci tym, co plotły tylko się napędzały. Reakcja publiczności nie była bez znaczenia. Rodzice dumnie klaskali, nie mając przeczucia, że za kilkanaście lat dzieci im tego mogą nie wybaczyć!

Czemu promuje się i wspiera takie zachowania dzieci?

Sława za wszelką cenę? Jeżeli nie ma się nic, czym można się wyróżnić to trzeba rozśmieszyć?

Co wyrośnie z dzieci, które zakodują sobie w główkach, że wystarczy mówić cokolwiek, najlepiej bez sensu, żeby się wszyscy śmiali i na nie patrzyli?

Nauczą się błaznować i ośmieszać, na każdym kroku. Byle się wyróżnić czy zwrócić na siebie uwagę.

*

Pozwolenie dzieciom na nieograniczone niczym zachowania są drogą donikąd. Dzieci zawsze powinny wiedzieć, gdzie są granice.

Wspieranie bezsensownego paplania dzieci, czy wręcz zachęcanie ich do tego, by dać tym rozrywkę innym, może bardzo skrzywdzić dziecko i przykleić mu łatkę błazna na całe życie.

Już teraz są sławne osoby, które nie mają nic mądrego do powiedzenia, nie można określić czym się zajmują jednak są sławne. Często są pośmiewiskiem internetów i bohaterami memów. Czy Mali Giganci tak właśnie skończą…?

 

 

Photo by Sagar Dani on Unsplash


Prokrastynacja. Jak długo jeszcze będziemy zwlekać?

Wymigujemy się od pewnych zadań, unikamy jak ognia jakichś czynności.

Wiele osób tak ma. Unikają konfrontacji z niektórymi czynnościami w celowy, a czasem podświadomy sposób. Okazuje się, że wielu z nas robi to z obawy przed porażką. Przed nieodpowiednim lub niewystarczająco dobrym wykonaniem.

Wolimy nie robić czegoś w ogóle, niż robić coś źle. 1:0 dla prokrastynacji.

O ile sprawy związane chociażby z utrzymaniem porządku w domu są kwestią niezbyt rzutującą na życie człowieka, choć Perfekcyjna Pani Domu zapewne jest innego zdania, o tyle brak chęci do podejmowania działań, z góry skazanych przez nas samych na porażkę, może położyć się cieniem na naszą karierę, czy inne ważne aspekty życia.

Często przed podjęciem nowej pracy, założeniem firmy lub poznaniem kogoś powstrzymuje nas myśl, że nie jesteśmy w czymś dość dobrzy.

Uważamy, że brakuje nam umiejętności, nie mamy odpowiednich predyspozycji, sprzętu… Te nasze własne opinie o nas samych, nie pozwalają nam rozpocząć czegoś, co może sprawić, że osiągniemy to, czego pragniemy.

Są także inne przyczyny prokrastynacji…

Wychowanie i ciągłe krytykanctwo. 

Osoby, które w dzieciństwie były często strofowane lub krytykowane za każdy najmniejszy błąd, w dorosłości mają problemy z podejmowaniem decyzji lub całkowicie rezygnują z celu, gdyż dążenie do niego kojarzy im się tylko z krytyką. Wychowanie polegające na braku akceptacji wobec dziecka sprawi, że odkładanie w czasie działań tak naprawdę będzie wynikiem braku wiary we własne możliwości.   

Brak motywacji do wysiłku.

Aby wziąć się do roboty zawsze trzeba mieć jakąś motywację. Zewnętrzną czy wewnętrzną, ale zawsze jakąś trzeba mieć. Osoba odkładająca obowiązki na później zwyczajnie nie widzi powodu, dla którego miałaby teraz się zabierać za ważne sprawy. Dopiero, gdy taki powód się pojawi, zabiera się do pracy. 

Brak zaufania wobec siebie.

To może być także rezultat niewydolności wychowawczej rodziców, czyli ich nieodpowiednim zachowaniu wobec dziecka. Taki brak zaufania może być także spowodowany niskim poczuciem wartości oraz wygórowanymi oczekiwaniami wobec samego siebie. Lęk przed porażką zakładaną z góry ma także duże znaczenie w prokrastynacji.

Nieumiejętne rozplanowanie pracy.

Wiele osób nieświadomie żyje w prokrastynacji, zbyt rozwlekle planując swoje działania. Uważają, że pracują stale, a nawet ciężko, tymczasem wiele zadań rozpoczynają, ale ich nie kończą. Mają pokaźne plany wobec siebie lub obowiązków w pracy, jednak nie podejmują ich z różnych przyczyn, pojawiających już zaraz po zaplanowaniu. Prokrastynacja jest zatem wrogiem produktywności.

Kto nie daje się prokrastynacji?

Są jednak ludzie, którzy nie boją się ocen i słabego początkowego rezultatu zaczynając pewne działania. Traktują oni swoje braki jako zalążek czegoś wielkiego. Chcą się nauczyć umiejętności niezbędnych do wymarzonego celu i nie szukają wymówek.

Porażka jest dla nich tylko kolejnym szczeblem drabiny, która pnie się bardzo wysoko.

Zaczynają drogę do sukcesu bardzo słabo, ale nabywając z każdym dniem nowych kompetencji, zbliżają się do celu.

Skupiają się na nim do tego stopnia, że kilka początkowych potknięć zupełnie ich nie obchodzi.

Niestety, wielu z nas wstydzi się swoich słabości. Wolimy rezygnować zupełnie z marzeń i planów, byleby nie obnażyć naszych braków i niedoskonałości.

A przecież każdy kiedyś zaczynał. Każdy kiedyś czego nie wiedział. Musiał to poznać i się tego nauczyć.

Być może mnóstwo niesamowitych produktów, firm oferujących niezwykle potrzebne usługi, par idealnie stworzonych dla siebie nie powstało tylko dlatego, że ktoś nie wierzył, że może osiągnąć coś niezwykłego, więc wolał nie robić tego wcale.

Poza całkowitą rezygnacją z zadań, osoby które chcą doskonale wykonać jakieś czynności mogą mieć także tendencję do odwlekania ich w czasie. Liczą, że wraz z upływem dni czy miesięcy zdobędą odpowiednie umiejętności i z pewnością wtedy poradzą sobie z wyzwaniem.

Perfekcjonizm u dzieci.

Dzieci często porównują swoje prace z innymi i jeżeli nie są wystarczająco dobre w ich własnej ocenie, złoszczą się i już nie chcą robić tego więcej. Chcą bawić się w taką zabawę czy grę, w której dobrze im idzie, a najlepiej doskonale!

Gdy przychodzi moment, by zrobić coś czego nie znają, proponują, by jednak porobić coś innego z obawy przez kompromitacją.

Perfekcjonizm u dzieci może się wziąć z perfekcjonizmu rodziców.

Czasem rodzice traktują osiągnięcia dziecka, jako własną zasługę. Tym samym, im bardziej wybitne dziecko, tym większe poczucie wartości rodzica. Co jednak, gdy dziecko sukcesów nie osiąga?

Trzeba obserwować i dziecko i siebie. Być może sami jesteśmy perfekcjonistami i nieświadomie wymagamy tego od dzieci.

 

Perfekcjonizm to efekt doświadczeń, nie genów.

Istnieją przypadki, gdy dziecko już od bardzo młodego wieku wykazywało się chęcią perfekcyjnego działania w różnych sytuacjach. Najczęściej jednak, są to osoby, które chcą swym działaniem udowodnić sobie i całemu światu ile są warte. Starają się robić wszystko w taki sposób, aby nikt nie dostrzegł ich słabości. Chcą zawsze prezentować się z tej nieskazitelnej strony, bo wierzą, że tylko dzięki temu zasłużą na szacunek i uznanie.

Tymczasem okazuje się, że wielu obecnych biznesmenów, polityków, ludzi sukcesu zaliczyło w swoim życiu masę porażek, obnażając wielokrotnie swoje niedoskonałości.

Doświadczali strat ogromnych pieniędzy, a nawet bankructw. Okazywało się zatem, że słabo znali pewne branże i musieli się jeszcze wiele nauczyć, by powrócić do gry.

Zaczynali będąc kompletnymi ignorantami w jakiejś dziedzinie, kończąc na jej szczycie i stając się w niej ekspertami.

*

Ponieważ perfekcjonizm, który zamiast skłaniać do działania ogranicza je, ma wiele wspólnego z niskim poczuciem wartości. Z pewnością można z nim walczyć i spróbować pozbyć się zachowań, które nas w jakimś stopniu hamują i nie pozwalają na nasz rozwój.

Potraktować je można jako wyzwanie i stopniowo dążyć do momentu, w którym bez oglądania się na konsekwencje będziemy działać z myślą o sukcesie.

By pomóc dziecku, którego perfekcjonizm powoduje u niego duży stres i prowadzi do prokrastynacji lub całkowitej rezygnacji z wykonywania zadań, trzeba oswoić je z porażką i pokazać, jak jest ważna dla każdego człowieka, który się rozwija.

Trzeba się przełamać i odważyć działać, nawet jeśli początkowo będzie to działanie nieudolne. Ważne, że nie będziemy stać w miejscu, bo każdy kolejny krok da nam nową wiedzę i doświadczenia.

 

 

Photo by Fischer Twins on Unsplash

To również może Cię zainteresować:


Rodzice -egoiści czy altruiści?

Posiadanie dziecka wiąże się z wieloma wyrzeczeniami oraz dużym poświęceniem ze strony rodzica. Osoby, które uważają inaczej zapewne bardzo egoistycznie podchodzą do roli mamy czy taty.

Wychowywanie dzieci to lata harówki. Ja mam jedno i uważam, że pracując zawodowo i chcąc się rozwijać, bardzo trudno jest znaleźć wystarczającą ilość czasu na zapewnienie dziecku dostatecznej uwagi i pomocy w codziennych sytuacjach. Nie wyobrażam sobie nawet, jak wygląda życie rodziców czwórki czy piątki dzieci…

Gdy są małe wymagają nieustannej opieki, gdy starsze – ciągłych rozmów i tłumaczeń, a gdy są już całkiem duże to się dopiero zaczyna..!

Tyle nocy nieprzespanych, tyle posiłków przygotowanych, garów pozmywanych, ubrań poprasowanych…

Czy powinniśmy oczekiwać wyrównania rachunków? Rewanżu? Przecież tak często się słyszy, że dobrze mieć dzieci, żeby miał kto podać szklankę wody na starość…

Wiele osób uważa, że obowiązkiem dziecka jest opiekowanie się rodzicem, gdy on będzie starszy i miał problemy z samodzielnym wykonaniem pewnych zadań. Uważają także (zwykle na wsi), że któreś dziecko powinno pozostać przy rodzicach, by się nimi zajmować. Tylko, co wtedy gdy ono nie chce. Gdy pragnie niezależności i wolności, a rodzice swoim zachowaniem wywołują w nim poczucie winy i zmuszają do pomocy i “opieki”.

Konflikty, jakie często mają miejsce w rodzinach, są wynikiem dokładnie takiego podejścia. Dorosłe dziecko nie może żyć na swoich warunkach, będąc ciągle zależnym od rodziców, przelewa swoje frustracje na nich. Z kolei oni nie tak sobie wyobrażali spokojną starość… Przecież należy mi się ta opieka za tyle lat mordęgi…

Oczywiście problemy rodzinne mają dużo głębsze źródła, ale sprawa opieki nad rodzicami jest wyjątkowo częstą przyczyną niesnasek i wzajemnych pretensji w wielu domach.

Nie wyobrażam sobie, bym mogła kiedykolwiek żądać, by mój syn zrezygnował ze swojego życia i tym samym szczęścia, by się mną opiekować.

Jeżeli za jakiś czas, gdy już będę stara i niedołężna, moje dziecko stwierdzi, że nie wyobraża sobie, by nie zająć się mną, będę najszczęśliwszą staruszką na świecie.

Jeżeli jednak będzie wtedy podróżowało po świecie i spełniało się zawodowo, czy w jakikolwiek inny sposób – także będę szczęśliwa, że mu w tym nie przeszkadzam.

Nie zgadzam się z rodzicami, którzy oczekują wdzięczności od dzieci za włożony trud i wysiłek w ich wychowanie. Posiadanie dzieci powinno łączyć się z próbą dania światu szczęśliwego, wolnego człowieka, który ma możliwość decydowania o tym, jak chce żyć, by być spełnionym.

Nagrodą dla rodzica, za te wszystkie lata ciężkiej pracy powinna być satysfakcja ze szczęśliwego życia dziecka, zamiast jego wdzięczności w postaci dożywotniej opieki.

Poza tym, żeby tej opieki oczekiwać, trzeba najpierw samemu dać z siebie wszystko co najlepsze.

Zapewnienie dziecku wychowania pełnego troski i miłości sprawi, że nie pozwoli ono na samotną pozbawioną pomocy starość rodzica, jednak gdy więź pomiędzy dzieckiem i rodzicem jest słaba, a  kontakty raczej chłodne, nawet wymuszone na przykład poczuciem winy u dziecka, czynności związane z opieką nad rodzicami, będą dla niego tylko przykrym obowiązkiem, a chyba nie o to chodzi…

Obowiązkiem rodzica jest zajmowanie się dzieckiem i wychowywanie go tak, aby przekazać mu najważniejsze wartości rodzinne. Są nimi miłość i szacunek jednych do drugich. To czy i w jaki sposób zostaną one przekazane i utrwalane będzie miało wpływ na zachowanie dziecka. W przyszłości będzie właśnie tak obchodziło się z własną rodziną, a także z nami, rodzicami.

Najważniejsze to pozwolić dzieciom, by były szczęśliwe. Wspierać ich w wyborach, które dadzą im spełnienie i radość z życia.

Nie obarczać obowiązkami tylko ze względu na naszą korzyść. Czasy się zmieniają. Już nie trzeba bać się samotności. Można codziennie się widzieć z rodziną mieszkającą na drugim końcu świata za pośrednictwem Internetu. Rozmawiać także można bardzo często.

Trzeba pogodzić się z myślą, że pewnego dnia dzieci będą żyły na swój sposób. Nie mamy prawa żądać zapłaty za ich wychowanie.

Mamy prawo oczekiwać pomocy i wsparcia, ale nie mamy prawa tego żądać. To czy je otrzymamy zależeć będzie od tego, jakie wartości przekazaliśmy dziecku przez te wszystkie spędzone razem lata.

 

 

 

Photo by Mikael Kristenson on Unsplash

Copyrights

Liravibes - blog parentingowy

Strona powstała dzięki dofinansowaniu z Unii Europejskiej i i Europejskiego Funduszu Społecznego na rozwój przedsiębiorczości w ramach projektu „ Czas na działanie! Czas na własną firmę!” nr RPLU.09.03.00-06-0044/16 realizowanego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego na lata 2014 – 2020 OŚ Priorytetowa 9 Rynek pracy, Działanie 9.3 Rozwój przedsiębiorczości