Nie dajmy się zwariować. Czyli ze skrajności w skrajność…

Mam wrażenie, że obecne czasy to ciągłe przechodzenie ze skrajności w skrajność. Jednego dnia Gortat reklamuje mleko, więc wszyscy rzucają się do sklepów po zapas nabiału, gdy na drugi dzień megawartościowy artykuł na Wirtualnej Polsce informuje, że mleko to trucizna, bez mrugnięcia okiem pozbywamy się zakupionych wczoraj zapasów.

Codziennie pojawiają się miliony sztucznie pompowanych informacji, by za tydzień przedstawić zupełnie odwrotną wersję wydarzeń i wzbudzić powszechny szok i niedowierzanie.

Oczywiście wszystko jest poparte badaniami naukowymi. Każda teza ma akceptację eksperta, który szczegółowo wyjaśnia poszczególne aspekty problemu w telewizji śniadaniowej w ciągu 15 sekund! Tyle wystarczy, by całkowicie zmienić nasze zdanie na jakiś ważny temat.

Jeżeli jakiś kompletnie zielony, bez własnych przemyśleń, obserwacji, niczym nieinspirujący się rodzic sięgnie po kilka pierwszych lepszych książek o tematyce pedagogicznej może dostać myślopląsu. Każda z nich przedstawi podobny, a nawet zupełnie różniący się od drugiego model wychowawczy. Każda z nich przedstawi wspaniałe rezultaty, jakie wynikną z zastosowania metod wychowawczych zgodnie z książką, ponadto potwierdzi ich skuteczność testami i badaniami najznamienitszych psychologów i pedagogów. Czy to możliwe, że człowiek, który na oczy nie widział naszego dziecka może nam mówić jak mamy je wychować? Czego najbardziej potrzebuje, by się zdrowo rozwijać, by było szczęśliwe?

Możemy szukać informacji, inspirować się, rozwiązywać za czyjąś radą problemy wychowawcze, ale zgodnie ze sobą, a przede wszystkim dzieckiem. Pójście w jednym kierunku nie zważając na konsekwencje nie jest słusznym rozwiązaniem. Mamy przecież swój rozum i powinniśmy z niego korzystać. Być może za bardzo ufamy ekspertom, których jest teraz wszędzie pełno…

Chcąc przystąpić do jednej z grup na Facebooku musiałam najpierw odpowiedzieć na kilka pytań od założycieli grupy. Jednym z nich było: “W jakim wieku należy rozszerzyć dietę dziecka?” To miał być rodzaj testu. Czy jestem wystarczająco zafiksowana na idealizowanym przez nich modelu wychowywania dzieci, by móc należeć do ich społeczności.

A ja naiwnie myślałam, że dietę można rozszerzyć, kiedy dziecko jest gotowe na nowe posiłki i samo zaczyna się ich domagać… Nie! Grupa na facebooku mi wskaże, kiedy mogę dać dziecku gotowaną marchewkę.

Niestety, wielu rodziców zapatrzonych ślepo w autorów danej filozofii rodzicielskiej nie zwróci uwagi na potrzeby własnego dziecka, tylko na potrzeby grupy na portalu społecznościowym.

Nie dajmy się zwariować. To my, rodzice wiemy najlepiej, czego najbardziej potrzeba naszym dzieciom i nie możemy czegoś dziecku zabraniać lub je w czymś ograniczać tylko ze względu na przynależność do grupy na Facebooku.   

Obecny szał na unikanie związków chemicznych w produktach kosmetycznych jest zrozumiały. Wszyscy ciągle słyszymy, czytamy, że to chemia i jej obecność w każdym produkcie, z jakim mamy styczność są odpowiedzialne na nowotwory oraz wiele poważnych chorób. To prawda. Powinniśmy się starać unikać toksycznych związków chemicznych w produktach, których używamy na co dzień, a także które spożywamy.

Rezygnujemy zatem z szamponów zawierających SLS-y, kremów z parabenami w składzie, mleka, jajek, glutenu i mięsa naszprycowanego sterydami, jednak mało kto rezygnuje z produktów, które w największym stopniu przyczyniają się do obciążenia naszych organizmów chemią i metalami ciężkimi, za które płacimy ciężkie pieniądze w aptekach.

Leki, które zażywamy na co dzień, są naszym największym trucicielem, jednak nie boimy się ich w tak wielkim stopniu, jak szamponu czy odżywki. To właśnie substancje zawarte w medykamentach wyrządzają nam najwięcej szkody, jednak teoria o glutenie i parabenach jest skuteczniejsza.

SLS-y których tak bardzo się boimy to substancje wykorzystywane w produkcji kosmetyków od kilkudziesięciu lat i dotąd nie ma żadnych badań, które potwierdzają ich toksyczny wpływ na organizm człowieka. Podobnie z parabenami. Borówka amerykańska, którą pochłaniamy garściami w sezonie, zawiera w sobie methyloparaben, czy to znaczy, że powinniśmy zrezygnować z jedzenia tego owocu?

Nie, ten owoc zawiera po prostu naturalny konserwant, który jest czasem wykorzystywany w produkcji kosmetyków. Inne parabeny będące związkami chemicznymi także nie stanowią zagrożenia dla organizmu, gdy są w odpowiednich ilościach w produktach kosmetycznych. 

Sama wybieram kosmetyki z jak najmniejszą ilością substancji chemicznych, za to bazujące na tych jak najbardziej naturalnego pochodzenia, by możliwie ograniczać kontakt mojego ciała z chemią, której i tak jest wszędzie mnóstwo.

Ograniczam za to korzystanie z leków aptecznych. Których szkodliwe działanie nie jest dla ludzkości tajemnicą jednak zawierzenie naszego życia wszechwiedzącym doktorom (o pasożytach tylko nie słyszeli) jest bardzo mocno ugruntowane w naszej podświadomości, stąd brak chęci rezygnacji z tej formy leczenia wszelkich dolegliwości.

Paracetamol, antybiotyki, szczepionki i zwykłe gripexy, coldrexy doładowują nas mnóstwem trucizn, które obciążają nasze narządy, a nie zdając sobie z tego sprawy nie staramy się ich oczyszczać w naturalny sposób. 

Czy w takim razie musimy natychmiast zrezygnować z zażywania lekarstw?

Oczywiście, że nie. Przecież nie będziemy ryzykować życia swojego, a zwłaszcza swoich dzieci, by nie dopuścić do obciążenia wątroby związkami chemicznymi. Są jednak osoby, które bezmyślnie poddają się podobnym teoriom i bezrefleksyjnie wykonują zalecenia ekspertów danej dziedziny. 

Nie dajmy się  zwariować!

Świadome życie pozwala racjonalnie decydować o tym, co chcemy wykluczyć dla zdrowia, ale i co zaakceptować dla życia.

Mamy swój rozum i opinie ekspertów powinniśmy dostosować do siebie i swoich potrzeb lub jeżeli nie zgadzamy się z nimi, całkowicie je odrzucić. Mamy do tego prawo. Zwłaszcza, że ich teorie wcale nie muszą być słuszne i obiektywne.

Niedawno pojawiła się książka autorstwa Susie Giordano, ekspertki z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem w dziedzinie snu dziecka. EKSPERTKA pisze w niej, że to nie rodzice powinni się dostosować do obecności dziecka w domu, a dziecko do rodziców. Autorka twierdzi także, że rodzice powinni mieć czas dla siebie, nie przejmując się płaczącym dzieckiem w pokoju obok. Ponadto zachęca do wyznaczania dziecku określonych pór karmienia, by szybko móc cieszyć się 12-godzinnym snem.

Przerażające jest to, że ta książka może być przeczytana przez nieświadomego, polegającego na opiniach ekspertów rodzica. Przez co może nieświadomie bardzo skrzywdzić swoje dziecko. 

Niektóre księgarnie wycofały się ze sprzedaży książki, niestety nadal można ją w niektórych dostać. 

Być może to tylko prowokacja, chęć zarobienia pieniędzy, a może odpowiedź na potrzebę rynku. Utwierdzenie w przekonaniu młodych rodziców, że dzieckiem wcale nie trzeba się zajmować, gdy chce nam się spać. Nie wiem, jaka jest przyczyna napisania czegoś tak strasznego. Wiem tylko, że każdy zdroworozsądkowy człowiek powinien dwa razy przemyśleć wszystkie informacje usłyszane od ekspertów każdej dziedziny.

Poddawanie się najnowszym odkryciom naukowców, czy potwierdzonym wieloletnimi doświadczeniami teoriom wbrew sobie (już nie mówiąc o dziecku) nie koniecznie doprowadzi do oczekiwanych przez nas i obiecywanych przez ekspertów rezultatów. Chęć życia według ustalonych przez kogoś innego zasad, które gwarantują idealne, zdrowe, pozbawione nieszczęść życie może okazać się ułudą.  

Każdy sam niech zdecyduje, co jest najlepsze dla niego i jego rodziny.

 

 

Photo by Keagan Henman on Unsplash

 

Może Cię także zainteresować:

 

Kategorie: PERENTING, RODZIC

LIRA

Powiązane wpisy

Komentarze (3)

[…] Nie dajmy się zwariować. Czyli ze skrajności w skrajność… […]

[…] W tym artykule pisałam o tym, by uważać na opinie ekspertów i zawsze zastanowić się, czy na pewno ich rady są tym czego nam lub naszym bliskim potrzeba:https://liravibes.pl/nie-dajmy-sie-zwariowac-czyli-ze-skrajnosci-w-skrajnosc/ . […]

[…] Nie dajmy się zwariować. Czyli ze skrajności w skrajność… […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copyrights

Strona powstała dzięki dofinansowaniu z Unii Europejskiej i i Europejskiego Funduszu Społecznego na rozwój przedsiębiorczości w ramach projektu „ Czas na działanie! Czas na własną firmę!” nr RPLU.09.03.00-06-0044/16 realizowanego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego na lata 2014 – 2020 OŚ Priorytetowa 9 Rynek pracy, Działanie 9.3 Rozwój przedsiębiorczości