“Męczą mnie moje dzieci”

“Mam dość obowiązków domowych i opieki nad dziećmi”

“Macierzyństwo mnie przytłacza i odbiera wolność”

 

Coraz śmielej matki opowiadają o swoich prawdziwych uczuciach związanych z wychowaniem dzieci. Bo kto nią jest ten wie, jak naprawdę wygląda macierzyństwo, i że nie ma ono nic wspólnego z sielanką.

Matka Polka to kobieta, która zniesie wszystko. Pracuje, gdy choruje. Rezygnuje z własnych ambicji, by mieć jeszcze dokładniej wysprzątany dom i więcej czasu dla dzieci. Nie narzeka. Nie opowiada o swoich uczuciach. Oburza się, gdy inna matka pozostawi dzieci pod opieką ojca i ruszy w miasto z koleżankami. Idzie jak czołg bez żadnych refleksji na temat własnych potrzeb i odczuć związanych z byciem matką.

Kobiety, które żyją w taki sposób, być może nawet nie zdają sobie sprawy z tego, jak wiele w życiu tracą. Mają głęboko zakorzenione to, jak powinno wyglądać ich życie i jakie obowiązki należą do nich jako kobiet, żon i matek.

Nie mają prawa pomyśleć o własnych potrzebach, bo od małego uczono je, że to dobro rodziny jest najważniejsze.

Matka Polka zaczyna opowiadać o własnych uczuciach.

Kiedyś, gdy ojciec wracał zmęczony z pracy i nie miał ochoty bawić się z dziećmi, matka nie tylko nie miała nic przeciwko, musiała jeszcze uciszać dzieci, by nie przeszkadzały w drzemce zmęczonego tatusia.

Być może, a raczej z pewnością kobieta także była zmęczona, nikogo to jednak nie obchodziło. A sytuacja tylko dodatkowo ukazywała kobiecie, że nie ma prawa być zmęczona. Bo niby czym ma być? Przecież siedzi cały dzień w domu i nie pracuje.

Z biegiem lat, gdy kobiety zaczęły pracować zawodowo, oddając pod opiekę innych swą latorośl, niewiele się zmieniło. Po pracy przecież matka nie może być zmęczona. Jej obowiązkiem jest ogarnąć dom i przypilnować dzieci. Tak już zostało ustalone wieki temu i nie ma co się bulwersować.

Obecnie jest podobnie. Jednak świadome rodzicielstwo sprawia, że niektórzy mężczyźni zwyczajnie chcą uczestniczyć w życiu swoich dzieci. Zdają sobie sprawę z tego, jak ważna jest obecność ojca w życiu dziecka i postanawiają być jak najlepszymi w tej roli. 

Kobiety natomiast zauważają, że wcale nie muszą się bezgranicznie poświęcać. Mają prawo czuć przytłoczenie i zmęczenie. Mają prawo odpocząć i mieć czas dla siebie. 

Uczestnicząc w wielu forach i grupach związanych z wychowaniem dzieci zauważyłam, że mamy borykają się z poważnym problemem. Za często krzyczą na dzieci. Nie rozumieją dlaczego tak się zachowują. Wiedzą, że czasem nic strasznego się nie stało. Po prostu nie mogą zahamować swojej narastającej złości. Jest im potem przykro, przepraszają dziecko, jednak niedługo znowu się to powtarza.

Inne mamy piszą: “nie przejmuj się, to normalne, każda z nas tak czasem ma”.

Ale to nie jest normalne.

Czy bez powodu krzyczymy na kolegów z pracy? Na mijanych po drodze przechodniów? Na ludzi w sklepie, czy u fryzjera?

Denerwujemy się, gdy jesteśmy zmęczeni, przytłoczeni i mamy czegoś dość. Gdy nie widzimy szans na wydostanie się z trudnej sytuacji.

Męczą mnie moje dzieci…

Tak, macierzyństwo jest z pewnością trudną, stresującą i długotrwałą sytuacją. Czasami zdarzają się momenty, które napawają przeogromnym szczęściem i radością, jednak to nadal niezwykle trudna sytuacja zwłaszcza dla Matki Polki.

Bardzo mnie cieszy, że kobiety przestają być boginiami ogniska domowego, z zaczynają być zwykłymi mamami. Mamami, które mówią: “Mam dość, idę na spacer-sam sobie zrób kanapkę”.

Mamami, które nie zaklinają rzeczywistości, nie zaciskają zębów i nie udają, że ich życie to bajka. 

Jestem pewna, że mama, która pomyśli w tym wszystkim o sobie będzie o wiele mniej krzyczeć na dzieci.

Korzyści zatem będą obopólne.

Zrelaksuj się i pobądź z dzieckiem jednocześnie.

Nie namawiam, by porzucić rodzinę i wyjechać w Bieszczady. Chcę tylko zwrócić uwagę na to, że czasem można zrobić coś wbrew dziecku za to zgodnie z sobą samym i nie ma w tym nic złego.

Dziecko dzięki temu dowie się, że każdy ma własne uczucia i granice i należy je szanować. 

Zdaję sobie także sprawę z tego, że bardzo trudno jest odmówić zabawy, o którą prosi stęsknione po całym dniu dziecko i pójść się zdrzemnąć. Dlatego pierwsze co musimy robić w takiej sytuacji to poinformować dziecko o własnych uczuciach. 

“Jestem bardzo zmęczona. Wiem, że chcesz się ze mną bawić, ale ja nie mam na to akurat ochoty. Możemy razem zrobić coś innego”

I teraz wystarczy zaproponować dziecku jedną z czynności, które pozwolą odpocząć i jednocześnie być razem.

Czas spędzony z dzieckiem nie musi wyglądać, jak na amerykańskim filmie.

W amerykańskich filmach dzieci wraz z rodzicami godzinami skaczą, śmieją się, demolują co się da, rozrywają poduszki, ganiają się po domu i robią mnóstwo innych praktycznie niezdarzających się w rzeczywistości dziwnych rzeczy. Nasz czas z dzieckiem nie musi tak wyglądać. Może to być zupełnie innego typu rozrywka.

Jak odpocząć przebywając z dzieckiem?

Podczas wspólnych chwil pytamy dziecko o różne sprawy, okazujemy nasze zainteresowanie, pomagamy rozwiązać problem, jeżeli tego potrzebuje syn czy córka. Przez to wszystko dajemy im poczucie bezpieczeństwa, a w zamian otrzymujemy ich zaufanie. Opowiadamy o swoich trudnych sytuacjach z dzieciństwa, i jak sobie z nimi poradziliśmy. Możemy także mówić o codziennych sprawach, które młody człowiek próbuje zrozumieć i mu w tym pomóc, wyjaśnić pewne kwestie.

Jednak na opisane wyżej chwile powinno mieć się dobry nastrój i w takim klimacie prowadzić rozmowę. Ja natomiast chciałam skupić się na momentach, kiedy wiemy, że powinniśmy pobyć z dzieckiem, ale umysł mamy bombardowany przez zupełnie inne myśli.

Co wtedy możemy robić z dzieckiem?

CZYTANIE KSIĄŻKI

Nie mówię o bajeczkach i wierszykach, ale o normalnych, przygodowych książkach dla każdego, które mają wciągającą fabułę i przenoszą człowieka w inny świat. Czytanie dziecku 5 lub 6-letniemu Harrego Pottera czy inną fascynującą historię może okazać się świetnym sposobem na relaks. Rodzic nie musi się zmuszać do rozmów, które mu teraz kompletnie nie w głowie, ale jest z dzieckiem i przeznacza dla niego swój cenny czas.

FILM FAMILIJNY

Współczesne bajki dla dzieci dają większy ubaw rodzicom niż dzieciom. Kąśliwe uwagi bohaterów, nawiązania do sytuacji politycznych, czy teksty z kultowych komedii, są w stanie rozbawić i młodego i starego. Śmiech nieco rozładuje napięcie u rodzica, a dziecko będzie miało bardzo przyjemne wspomnienia, gdy dorośnie.

SPORT

Mogą być rowery, basen, bieg, spacer. Nie trzeba nic więcej. Zrobić coś wspólnie i cieszyć się swoim towarzystwem. Dziecko widząc, że rodzic nie jest w najlepszym nastroju doceni chociaż to, że mimo wszystko znalazł czas, by z nim pobyć. Sport bardzo korzystnie wpłynie na rodzica i wszyscy będą zadowoleni.

GRA KOMPUTEROWA LUB PLANSZOWA

Nie mam na myśli jakieś angażującej, jak “Wsiąść do pociągu”, gdzie trzeba obmyślać strategie działania. Jednak także ona mogłaby fajnie wpłynąć na nastrój rodzica i oderwać jego myśli od problemów. Można natomiast zagrać w zwykłe, proste gierki, jak warcaby, czy statki na tabletach. Rodzic jest z dzieckiem i oboje czerpią z tego faktu korzyści.

*

To nic strasznego znać swoje uczucia. Zdawać sobie sprawę z tego, co nas cieszy, smuci czy złości. Tego oczekujemy od dzieci. Że będą potrafiły rozpoznawać własne emocje, bo to ułatwi im życie. 

Ignorując to, co się dzieje w nas, w środku prowadzimy wewnętrzną wojnę z samym sobą. Pewnego dnia poczujemy się się zwyczajnie nieszczęśliwi, a nasze frustracje unieszczęśliwią nasze dzieci. Nie musimy w 100% rezygnować z siebie dla macierzyństwa.

Oczywiście bycie mamą zobowiązuje do troskliwego opiekowania się dziećmi, ale nie wolno zapominać o trosce o samą siebie.

 

newsletter blog liravibes

 

Photo by Unsplash

 

 


Połowa wakacji za nami. Dzieci już się denerwują niedługim czasem, jaki pozostał im na spanie do południa (chociaż tak naprawdę teraz mogą, ale wcale nie chcą) i możliwością beztroskiego ganiania całymi dniami po dworze z kolegami (mam nadzieję, że jeszcze jakieś dzieci spędzają tak wakacje).

Tymczasem rodzice, którzy postanowili ograniczyć nieco całodzienne siedzenie przed komputerem lub tabletem swoich dzieci, stają na rzęsach, by wymyślić im sposoby na ciekawe spędzenie czasu, bo już dawno wykorzystane były wszystkie znane zabawy dla dzieci.

Problem pojawia się, gdy wokół jest mnóstwo rzeczy do zrobienia, a dziecko szwenda się za nami powtarzając w kółko: “nie mam co robić…”

Zabawy nie dla dzieci.

Dzieci uwielbiają robić to co dorośli, właściwie to tylko dlatego, że nie mogą lub nie powinny tego robić. Być może coś okaże się dla nich za ciężkie, być może coś zepsują, zniszczą i w ogóle “z tym dziećmi to są same kłopoty”.

Taką informację dajemy dziecku, gdy chcemy coś zrobić, ono chce nam pomóc, a my je wyganiamy.

Wiadomo, inaczej jest malować ścianę samemu, a inaczej z dzieckiem. Gdy my szybciutko, czyściutko odświeżymy kawałek mieszkania, dziecko nie tylko źle rozsmaruje farbę na ścianie, ale jeszcze zniszczy podłogę, kanapę, swoje ubranie, buty, poskleja farbą włosy, umaluje chomika i sprawdzi czy trawnik może być innego koloru niż zielony.

Musielibyśmy albo poświęcić godzinę na nauczenie dzieciaka sztuki malarstwa pokojowego lub nie spuszczać go z oka, by w ułamku sekundy nie narobił nieodwracalnych szkód. To może trzeba znaleźć inne zabawy dla dzieci.

Tak więc do wspólnego malowania dziecka zachęcać nie powinniśmy. Wiem to, ponieważ sama kiedyś to zrobiłam. Wydzieliłam synkowi kawałek ściany (planowałam, że postawię tam szafę) i wręczyłam mały wałeczek. Wszystko zabezpieczyłam folią. Podłogę, okna i dziecko. Sama spokojnie malowałam inną część pokoju. Po kilku minutach na podłogach domu były odciski niebieskich stópek, a syn miał ręce i nogi smerfa. Jak do tego doszło, nie wiem. To było kilka minut…

Są jednak zajęcia, które można całkiem bezpiecznie wykonać wspólnie z dzieckiem. Oczywiście koniecznie trzeba się nastawić na dłuższe wykonywanie pracy oraz obiecać sobie stoicki spokój, żeby nie wiem co się wydarzyło.

Takie wspólne pracowanie, połączone oczywiście z rozmową i opowiadaniem różnych ciekawostek, może wspaniale wpłynąć na relację rodzica z dzieckiem. Pod warunkiem, że rodzic będzie akceptował niedociągnięcia dziecka, nie będzie go krytykował i ciągle poprawiał. Dziecko nie powinno dostrzec poirytowania na twarzy rodzica lub jego niechęci do dalszej wspólnej pracy, ponieważ wspaniałe popołudnie zamieni się szybko w poczucie winy i słabości u dziecka.

Zabawy dla dzieci nie muszą wiązać się tylko z klockami  czy lalkami.

To co możemy robić z dzieckiem, by było to frajdą dla nas obojga?

ZAKUPY, GOTOWANIE, JEDZENIE

Jeden dzień w tygodniu możemy zaplanować na wspólne gotowanie. Jednak nie tylko samo przyrządzanie posiłku jest tu ważne. Dlaczego by nie zaproponować dziecku, by samodzielnie wybrało coś, co chciałoby przygotować i zjeść na obiad? Może to być dobry sposób na marudę, która ciągle wybrzydza przy jedzeniu. Niech samo wybierze coś, co chce dzisiaj zjeść.

Przepisy może przeglądać w internecie, od samego patrzenia na zdjęcia szybko nabierze apetytu. Następnie trzeba zrobić listę zakupów. Zakupy także może z nami zrobić dziecko. Szukanie odpowiednich produktów może być dla niego ekscytujące. Samo gotowanie musi wymagać zerkania do przepisu lub zapamiętywania kolejnych działań. Naszykowanie talerzy, sztućców niech także należy do dziecka. Po wszystkim trzeba oczywiście razem posprzątać.

Nie wszystko może okazać się przyjemne dla dziecka, jednak powinniśmy je zachęcić, by dokończyło rozpoczęte zadanie.

PRANIE

Dzieci lubią widzieć efekt swoje pracy. Odkurzanie i ścieranie kurzu z półek jest dla nich bez sensu ponieważ one go nie widzą. Po co więc marnować na to czas?

Pralka robi swoje i odciąża nas w ogromnym stopniu, jednak sama się nie wypełni i nie opróżni. Trzeba jej pomóc. Segregowanie prania przed włożeniem go do pralki, wybór programu, proszku, płynu oraz rozwieszanie ubrań po zakończeniu prania powinno być dla dziecka ciekawym doświadczeniem.

Są także rzeczy, których do pralki nie powinno się wkładać i trzeba się nimi zająć osobiście. Dziecko samo z pewnością posiada takie rzeczy. Może czas na pranie ręczne?

Rękawice bramkarskie jakie posiada mój syn brudzą się bardzo szybko. W misce z odpowiednim środkiem do czyszczenia moje dziecko pierze swoje rękawice. Czasem używa szczotki. Efekt jest natychmiastowy i zadowalający. Jeszcze kilka minut temu czarne od brudu rękawice po chwili szorowania są jak nowe. A dziecko pęka z dumy, że ma taką supermoc.

SPRAWY W URZĘDACH

Wielu obecnie dobrze radzących sobie w życiu biznesmenów, gdy byli mali, zabierani byli z rodzicem lub opiekunem do urzędów, banków oraz na spotkania biznesowe. Wydawać by się mogło, że umierali tam z nudów i często tak właśnie było. Jednak część tego, co się tam działo, zostawało im w głowie.

Poprzez samą obserwację zachowań ludzi w różnych sytuacjach, ich reakcje, sposób bycia, gesty, mimikę dziecko uczy się czegoś bardzo cennego. Jest to inteligencja emocjonalna, którą cechują się osoby świetnie odnajdujące się w pracy polegającej na kontakcie z innymi ludźmi.

Dlatego w miarę możliwości powinniśmy jak najczęściej zabierać dziecko ze sobą, gdy mamy do załatwienia sprawy urzędowe. I nie tylko po to, by inni nas przepuścili w kolejce ze względu na marudzące dziecko, ale także po to, by mogło się uczyć ważnych rzeczy.

OGRÓD I MAJSTERKOWANIE

To już zabawy dla dzieci wymagające cierpliwości dla tatusiów, ale niektóre mamy tak jak ja, także lubią się “bawić” w taki sposób. Zapał dziecka przy czyszczeniu płotu ze starej farby, czy pieleniu chwastów na rabacie z krzewami może szybko osłabnąć, gdy praca okaże się dość ciężka. Ważne, by poznało z jakimi obowiązkami na co dzień muszą mierzyć się rodzice i rozumiało, ile wysiłku trzeba włożyć, by mieć zadbany dom czy podwórko.

Majsterkowanie z tatą może być przyjemniejsze, o ile nie ograniczy się tylko do podawania narzędzi. Wkręcanie, wykręcanie, rozbieranie na części, składanie i zastanawianie się na koniec, dlaczego kilka śrubek zostało, może sprawić dziecku dużo radości.

Ważne, by cierpliwie patrzeć jak dziecko nabiera powoli nowych sprawności. Pozwolić mu popełnić błąd i obserwować jak samo odkrywa, że nie odkręci śruby, jeżeli śrubokręt nie będzie trzymany prosto.

*

Każdy z nas ma swoje zajęcia i zabawy nie dla dzieci, w których z powodzeniem dzieci mogą uczestniczyć. Niewielkie straty to nic w porównaniu z nowymi umiejętnościami jakie nabędzie dziecko.

Zapamiętywanie składników, działań doskonale wpłynie na pamięć dziecka i jego zdolności planowania działań. Cierpliwości nauczy się czekając w banku w kolejce oraz na ciasto aż się upiecze i wystygnie.

Te wszystkie wspólne zajęcia nie tylko pozwolą nam zbliżyć się do siebie i zapewnić dziecku niecodzienną rozrywkę. Bardzo dobrze także wpłyną na jego rozwój oraz postrzeganie obowiązków i prac domowych jako ciężkie i nie zawsze przyjemne.

Sprzątanie po obiedzie nie będzie najprzyjemniejszą rozrywką po długim przygotowywaniu posiłku, wcześniejszych zakupach. Jednak ktoś to musi codziennie robić. Być może za parę lat syn czy córka wstaną po obiedzie i powiedzą: “Idź odpocznij, ja posprzątam”.

 

 

Może Cie także zainteresować:

 

 

Zdjęcie Stephena Lustiga na Unsplash

 


Krótki poradnik o niebezpieczeństwach płynących z czytania dziecku książek.

Nie będę ukrywać, że ta niepozorna czynność na zawsze już odmienia dzieci, a skutki tych zmian mogą być straszne! My, rodzice mamy możliwość nie dopuścić do wystąpienia pewnych zachowań u naszych dzieci i tym samym ułatwić sobie samym nieco życie. Więc przejdę do meritum.

Po pierwsze! Dziecko, któremu czytane są książki od urodzenia nawiąże bardzo bliską więź z czytającym, w późniejszych latach możliwe, że nie będzie chciało się od niego odczepić! Będzie chciało z nim spędzać czas, zwierzać się mu, a nawet prosić o pomoc w razie problemów! I po co nam to? Jest przecież telefon zaufania. Zresztą jak lecą właśnie „Meandry miłości”, to i tak nie bardzo mamy czas na takie głupoty.

Następnie!  Czytając dziecku treści przeznaczone dla niego, zawierające fantastyczne elementy oraz morał, prawdopodobnie dopuścimy do rozbudzania jego wyobraźni, a co za tym idzie kreatywności. Wiadomo ile się z tym wiąże sprzątania…  Ale to jeszcze nic! Nauczymy go poprawnych zachowań moralnych i już nie będzie tak łatwo skłamać teściowej, że właśnie wychodzimy, żeby przyszła innym razem! Dzieciak już nam przypomni, że tak nie wolno!

Słuchanie czytanych książek sprawi także, że dziecko pozna wiele nowych słów. Bardzo wiele! Istnieje ryzyko, że za jakiś czas będzie tak wygadany, że nie damy sobie z nim rady, bo będzie miał lepsze argumenty! Będzie się wysławiał lepiej od nas, używając zdań wielokrotnie złożonych, a w przyszłości słów, których znaczenie cichcem będziemy sprawdzać w Internecie.

Jak czytający za bardzo się wczuje w daną historię, dziecko może pomyśleć, że mu to sprawia przyjemność… a co jeżeli po kilku latach samo sięgnie po książkę!? Jak tyle wspaniałych kolorowych gier czeka na niego w komputerze i bajek w TV? Może też przez to ograniczyć błędy ortograficzne w swojej pisowni, a przecież nie chcemy, żeby nazywali go kujonem!

Ostrożnie także z ustalaniem prezentów od Mikołaja, gdy myślimy, że synek ogląda bajki w telewizji. Już nie ma szans, żeby coś mu umknęło. Słuchanie czytanych książek da mu taką bystrość umysłu, że nie raz nas zaskoczy. Już nic nie będzie jak dawniej…

No i najgorsze. Niestety, ale wraz z nowym słownictwem podczas czytania książek różnego rodzaju, dziecko poznaje mnóstwo faktów, legend, postaci historycznych, praw natury, informacji o krajach, a z tego rodzą się tylko kolejne pytania i kolejne dawki wiadomości. A co potem? Wiadomo… Będzie się nudził w szkole i rozrabiał!  Niech litery poznaje w pierwszej klasie i się nie popisuje!!!

Mam nadzieję, że udało mi się przedstawić najważniejsze niebezpieczeństwa płynące z czytania dzieciom książek, a jest ich znacznie więcej! Proszę wziąć sobie moje ostrzeżenia do serca, bo sprawa jest bardzo poważna!

 

 

Photo by Annie Spratt on Unsplash


Depresja i inne problemy emocjonalne są coraz bardziej powszechne wśród ludzi na całym świecie.

Wzmożony ruch w gabinetach terapeutycznych i psychiatrycznych świadczy o większej zachorowalności? A może nie jesteśmy coraz bardziej znerwicowani lecz świadomi własnych problemów emocjonalnych i pomocy terapeuty, jaką mamy na wyciągnięcie ręki?

Jeszcze całkiem niedawno pójście do psychologa lub psychoterapeuty oznaczałoby kompletne “szaleństwo”. Zaprzeczało się wszystkim problemom i związanym z tym dolegliwościom lub obrażało zawczasu na specjalistę mówiąc, że chce wtrącać się w nasze życie.

Z pewnością nadal są takie osoby, jednak powoli zaczynają stanowić mniejszość, ponieważ okazuje się, że Polacy coraz chętniej szukają pomocy u specjalistów, takich jak psycholog, a nawet psychiatra.

Tylko czy wzrastająca liczba osób, które szukają pomocy psychologów jest aby korzystnym zjawiskiem? Można bowiem wywnioskować, że osoby te są świadome swoich problemów, które zapewne negatywnie wpływają na ich życie, stąd chęć zaprowadzenia zmian we własnym życiu.

Umiemy także coraz sprawniej analizować nasze zachowanie. Jesteśmy w stanie sami ocenić czego się boimy, co powoduje w nas duży stres, lub określić jak moglibyśmy żyć, by czerpać z niego większą satysfakcję.

Do specjalisty zatem udajemy się, by rozwiązywać konkretne problemy. By otrzymać drogowskazy jak się pozbyć lęków czy przestać myśleć o czymś, co niszczy nasze życie.

Jednak coraz większa liczba osób odwiedzająca gabinety psychoterapeutów może świadczyć nie tylko o ich zdroworozsądkowym podejściu do życia, ale także o zwiększonej liczbie problemów emocjonalnych oraz innych dolegliwości na tle psychicznym.

DEPRESJA I ZABURZENIA LĘKOWE – najczęściej diagnozowane problemy psychiczne u młodych osób.

Według badań WHO jest to obecnie czwarta najczęściej występująca choroba społeczeństwa. Prognozy przewidują, że już za 2 lata będzie drugą, a za 10 nawet pierwszą.

To przerażające prognozy, które być może są odpowiedzią na moje pytanie z tytułu posta.

Styl życia w obecnych czasach może być przyczyną wielu poważnych dolegliwości, nie tylko psychicznych. Chroniczny stres prowadzi do wielu poważnych chorób oraz zaburzeń.

Stres jest obecny zarówno u tych osób dobrze zarabiających, posiadających przy tym ogromną ilość zadań do wykonania, jak i tych mniej zamożnych, także zapracowanych oraz bezrobotnych, u których silne negatywne emocje wywołują najczęściej problemy finansowe.

CORAZ WIĘCEJ DZIECI W SZPITALACH PSYCHIATRYCZNYCH

Problemy emocjonalne dosięgają także młodzież, a nawet coraz częściej dzieci.

Badania pokazują, że dzieci doświadczają przemocy w domu oraz w szkole. Jednak nie tylko takie oczywiste powody są przyczyną konieczności leczenia w szpitalu psychiatrycznym. Są tam też dzieci samotne, pozbawione miłości i akceptacji, które brak zainteresowania rodziców odbierały jako komunikat – jesteś nikim. Dzieci, których charakter został skrzywiony przez nieumiejętne wychowanie rodziców.

Są to często dzieci rodziców, którzy nie mają sobie nic do zarzucenia w tej kwestii. Ciężko pracują i spełniają wszystkie zachcianki materialne dziecka. Nie rozumieją, jak dziecko może być tak niewdzięczne i sprawiać mimo to tyle kłopotu.

Presja, zbyt duża ilość obowiązków, wygórowane oczekiwania są najczęściej powodami problemów emocjonalnych dzieci oraz dorosłych. Niestety ciężko ich uniknąć. Na szczęście uporać się z nimi mogą pomóc nam specjaliści.

JAK ZNALEŹĆ DOBREGO PSYCHOLOGA?

Wydawać by się mogło, że psychiatra, psycholog czy psychoterapeuta przyjmuje na każdej ulicy, więc nie jest problemem uzyskanie odpowiedniej pomocy, gdy już zdecydujemy się skorzystać z usług takiej osoby. Jednak czy warto wybrać się do takiego pierwszego lepszego znawcy tematu?

Bardzo ciężko jest znaleźć osobę, która w sposób kompetentny zajmie się naszym problemem. Najczęściej polegamy na opinii innych, jednak nie zawsze jeden specjalista jest w stanie zaradzić różnym problemom. Niemniej jednak powinniśmy dowiedzieć się czegokolwiek o doświadczeniu oraz efektach jego działań zanim sami się do niego zwrócimy z pomocą.

POWRÓT DO ŻYCIA PO JEDNEJ SESJI

Problemy emocjonalne dzieci i dorosłych mogą mieć wiele przyczyn, jednak niezależnie od ich rodzaju stanowią duże utrudnienie dla funkcjonowania społecznego człowieka. Są także ogromnym ciężarem, którego powinno się jak najszybciej pozbyć.

Osoby, które borykają się takimi dolegliwościami nie powinny zwlekać, udawać, że problemy nie istnieją lub czekać, aż same przeminą.

Oczywiście jest wiele sposobów, by samodzielnie pracować nad swoim nastawieniem do życia, nastrojem, poczuciem wartości, które z pewnością mogą odmienić życie i sprawić, że zaczniemy inaczej podchodzić do wielu spraw.

W sytuacji, gdy nie jesteśmy w stanie sami określić przyczyn naszego złego samopoczucia powinniśmy skorzystać z fachowej pomocy terapeuty.

Nie można zapominać, że większość naszych dolegliwości to efekty niekorzystnych oddziaływań jakimi poddawani jesteśmy na co dzień. Sama wizyta u terapeuty nie da wielkich efektów, jeżeli świadomie nie zaprowadzimy jakichś znaczących zmian w naszej codzienności.

Nie możemy liczyć na cudowne rozwiązanie wszystkich kłopotów po kilku sesjach, to tak nie działa. Terapeuta czy psycholog nie są w stanie podać gotowych rozwiązań. Zwrócą nam tylko uwagę na pewne aspekty naszego życia, które sprawiają, że coś złego się z nami dzieje.

*

Jako osoby dorosłe możemy, a nawet powinniśmy w miarę możliwości analizować codzienne sytuacje, by móc w przyszłości rezygnować z tych, które wprowadzają w nasze życie chaos lub niepokój.

Możemy pozbyć się z naszego otoczenia osób, które nie traktują nas tak, jakbyśmy tego oczekiwali.

Możemy więcej czasu poświęcić na robienie tego, co daje nam satysfakcję.

Możemy zmienić pracę, jeżeli obecna jest wykańczająca psychicznie.

Możemy uczyć się zarządzania pieniędzmi, jeżeli nasze finanse ciągle spędzają nam sen z powiek.

Możemy znaleźć sposoby rozładowywania nagromadzonego napięcia, by redukować stres w organizmie.

Dorosły, świadomy człowiek jest w stanie w wielu sytuacjach poradzić sobie sam. Dziecko jednak będzie potrzebowało naszej pomocy.

Staramy się być jak najlepszymi rodzicami, jednak z pewnością nie raz życie każdego z nas nauczyło, że mimo dużego zaangażowania i ogromnych chęci coś może i tak pójść nie tak.

Kiedy z dumą słuchamy lub obserwujemy, jakie cudowne i mądre mamy dziecko, za chwilę robi coś takiego, że kolejny raz pytamy: “Gdzie ja popełniłam błąd?”

Nie uchronimy dzieci przed różnego rodzaju problemami emocjonalnymi. Spotka ich wiele przykrości, zawodów, rozczarowań, oraz sytuacji, których sama obserwacja może skończyć się traumą.

Muszą się z nimi zmierzyć, by być silniejszymi. Przy naszym wsparciu, zainteresowaniu i akceptacji nic im nie grozi.

 

 

 

 

http://fdds.pl/problem/dzieci-sie-licza-2017/

 

 

Photo by Sydney Sims on Unsplash


Szachy – ekscytująca gra dla każdego.

Nigdy nie ciągnęło mnie, by nauczyć się grać w szachy. Próba zrozumienia zasad poprzez obserwację gry innych tylko utwierdzała mnie w przekonaniu, że wszystko, co tam się robi jest totalnie bez sensu!

Każdy rusza się jak chce, jeden po skosie, drugi prosto i ni stąd ni zowąd szach i mat. Koniec gry, a na planszy jeszcze połowa pionków (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to figury).

Tak widziałam grę w szachy zanim cokolwiek się o niej dowiedziałam, a tak naprawdę zanim dziecko nauczyło mnie jej zasad!

Zajęcia szachowe w szkole.

W 2012 roku odbyło się badanie sprawdzające kompetencje matematyczne i znajomość zagadnień z zakresu nauk przyrodniczych dziesięciolatków. Polscy uczniowie wypadli najgorzej w Europie. Wtedy zrodził się pomysł, aby poprzez zajęcia szachowe poprawić umiejętności uczniów pod pewnym względami.

Nauczyciele zostali przeszkoleni. Wyprodukowano specjalne podręczniki do takich zajęć, a szkoły otrzymały zestawy do gry w szachy. Lekcje były prowadzone w klasach pierwszych, co na początku było dla mnie nieco szokujące. Nie rozumiałam jak, wtedy nawet 6-letnie dzieci miałyby pojąć zasady tak skomplikowanej gry…?

Zajęcia okazały się bardzo przyjemne dla dzieci. Uczyły się tam nazw figur oraz wierszyków, które opisywały ich możliwości ruchów. I tylko tyle potrzeba było, aby zacząć grę w szachy. Najpierw tylko praktykując znajomość nazw figur i ich ruchów później już bardziej kombinując, by jednak zacząć wygrywać.

Gra w szachy nie tylko dla geniuszy.

Ponieważ człowiek o przeciętnym ilorazie inteligencji może znacznie poprawić swoje możliwości umysłowe poprzez regularne rozgrywki na szachownicy, oznacza to, że gra w szachy nie tylko nadaje się dla osób posiadających wybitnie strategiczne umiejętności, ale będzie świetnym treningiem mentalnym także dla tych mniej uzdolnionych.

Gra w szachy nawet w Simsach jest jedną z czynności wpływającą na rozwój myślenia. W rzeczywistości również jest niezwykle rozwijającym sportem. To gra popularna na całym świecie od wielu setek lat.

Szachy tak jak wiele innych sportów uczą pokory, radzenia sobie z porażką oraz cierpliwości.

Poza tym częste partyjki na szachownicy pozwalają także ćwiczyć pamięć oraz rozwijać myślenie abstrakcyjne. Szukanie sposobów na złapanie w zasadzkę króla z pewnością rozwija kreatywność człowieka.

Uważne śledzenie wszystkich figur na szachownicy bezsprzecznie wpływa na bystrość i koncentrację uwagi gracza.

Partia szachów jest niezwykle angażująca. Przez całą rozgrywkę każdy z graczy usilnie próbuje opracować kilka ruchów naprzód, eliminujących kolejne ważne figury przeciwnika, które odsłonią chronionego króla. Taki wysiłek intelektualny, jest bardzo potrzebny dla ludzkiego organizmu, aby móc jak najdłużej zachować dobrą pamięć oraz sprawne myślenie.

Dziecko grające w szachy rozwija swoją pewność siebie, krytyczne myślenie oraz odpowiedzialne podejmowanie decyzji wraz z akceptacją ich konsekwencji.

 

Twórca inteligencji wielorakich o szachach.

Szachy wpływają na rozwój psychiczny, społeczny i ogólny człowieka. Howard Gardner psycholog i autor koncepcji inteligencji wielorakich uważa, że gra w szachy przyczynia się do rozwoju inteligencji u dzieci. Wyróżnia dwie z dziewięciu, których posiadanie daje człowiekowi wiele możliwości, a szachy mają szczególny wpływ na ich rozwój.

Jedną z nich jest inteligencja matematyczna, która odpowiada za myślenie przyczynowo-skutkowe. Rozwinięta tego typu inteligencji pomaga człowiekowi  postrzegać świat poprzez logiczne myślenie oraz ciągi zdarzeń. Wspomaga także kreatywne rozwiązywanie problemów.

Dzieci z rozwiniętą inteligencją matematyczną, szybko rozwiązują zagadki, zwracają uwagę na szczegóły, dostrzegają związki między różnymi zjawiskami oraz potrafią je ze sobą łączyć. Szukają odpowiedzi na pytania drogą dedukcji. Lubią eksperymenty i jasne instrukcje. Są wytrwałe w poszukiwaniu rozwiązań, wykazując się przy tym kreatywnością. 

Druga z nich to inteligencja przestrzenna. Typ postrzegania otoczenia oparty na rozumieniu go dzięki kształtom i wyobrażeniom. Dziecko obdarzone tym rodzajem inteligencji cechuje duża wrażliwość na otaczające przedmioty i wzory.

Osoba z rozwiniętą inteligencją przestrzenną jest świetnym obserwatorem, skutecznie używa wyobraźni, sprawnie odczytuje informacje prezentowane w formie diagramów, schematów lub tabel. Potrafi doskonale aranżować przestrzeń zwracając uwagę na odpowiedni dobór kolorów i faktury. Ma pamięć fotograficzną i świetną orientację w terenie, co ułatwia jej umiejętność szybkiej orientacji z mapą. 

*

Może się wydawać, że zasady są trudne, a gra w szachy jest zwyczajnie nudna. Jednak gdy się zagra po raz pierwszy już nie można doczekać się kolejnej rozgrywki. Szukanie sposobów na dotarcie do króla przeciwnika jest bardzo ekscytujące i daje na pewno dużą przyjemność. Rozgrywka jest zwykle bardzo angażująca, dlatego możemy się dzięki niej nie tylko rozwinąć, ale i zrelaksować.

Warto nauczyć dzieci grać w szachy. Z pewności bardzo szybko uporają się z nazwami figur i zasadami gry. Możliwości umysłowe, jakie rozwija ta gra są bardzo cenne i mogą okazać się przydatne w wielu dziedzinach życia. 

 

 

 

 

 

 


Powinnam raczej napisać gra planszowa, która uczy zarządzania finansami…

Okazało się, że inwestowanie w tej grze to rzeczywiście temat przewodni, jednak przede wszystkim to świetna rozrywka.

Początkowo myślałam, że gra będzie polegała na zadaniach zupełnie niezwiązanych z rzeczywistością zwykłego Kowalskiego, tymczasem jest mu niezwykle bliska. Sytuacje, jakie zdarzają się uczestnikom w grze są całkiem autentyczne (zwłaszcza kwoty, jakie zabierane są od naszej wypłaty) więc wcale nie jest trudno się z grą oswoić, w przeciwieństwie, do realiów… :-/

Cashflow to gra planszowa, której pomysłodawcą jest Robert Kiyosaki, o którym wspominałam w tym artykule. Pisałam tam o sposobach autora na wdrażanie dzieci do zarządzania pieniędzmi, jakie zawarł w książce “Mądre, bogate dziecko”.

Zatem gra jest także stworzona w tym właśnie celu, a także by:

  • nauczyć się myśleć o pieniądzach, jak o środku do zapewnienia bezpiecznej, spokojnej przyszłości;
  • przestać traktować je jako chwilowy polepszacz nastroju, wydając na drogie, niepotrzebne rzeczy;
  • nie myśleć o pieniądzach, jak o przekleństwie, bezustannie narzekając na ich brak.

JAK SIĘ GRA?

Gra składa się z bardzo porządnie wykonanych elementów:

  • twardej planszy,
  • kart: rynek, niespodziewane wydatki, mała transakcja, duża transakcja,
  • 2 kostki,
  • szczury drewniane 6 sztuk,
  • 2 bloki arkuszy: zestawienie finansowe oraz rejestr gotówki,
  • 12 kart zawodów,
  • instrukcja gry.

Ja do tego zestawu dołączyłam już na stałe długopisy ścieralne, ponieważ bardzo często musimy aktualizować swoje przychody oraz zmieniające się wydatki w swoim zestawieniu finansowym. Ciągłe kreślenie bardzo by komplikowało sprawę.

Gra jest przeznaczona dla 4 graczy powyżej 14 (!!!) roku życia. Myślę jednak, że każdy młodszy wielbiciel gry Monopoly da sobie radę, a możliwość użycia kalkulatora jeszcze uatrakcyjni grę!

NO TO GRAMY…

Zaczyna się od wylosowania zawodu.

Przepisuje swoje zarobki oraz koszty na zestawienie finansowe.

Rzuca się kostką i dołącza do wyścigu szczurów.

Każde minięcie lub postój na polu WYPŁATA powoduje przypływ dodatkowych pieniędzy w raporcie gotówki.

Inne odwiedzone pola umożliwiają zakup/sprzedaż nieruchomości, akcji, złota lub udziałów w spółkach. Można też wylecieć z roboty (stoimy dwie kolejki, ale kredyty trzeba spłacać), przekazać 10% swoich oszczędności na cele dobroczynne, skusić się na nieracjonalny, nieprzewidziany wydatek (mając 40 $ wypłaty, udałam się w podróż po winiarniach(!) za 1 tyś$) można … powiększyć rodzinę.

W ten sposób dążymy do wydostania się z wyścigu szczurów (okrągłej części planszy).

Wydostając się z niego po osiągnięciu wyższych przychodów niż kosztów, przechodzimy do kolejnego etapu gry, który podejrzewam, że tak jak w prawdziwym życiu tak i w grze już nie jest tak emocjonujący. Obraca się już wtedy potężnymi sumami pieniędzy, a wygrywa ten, kto jaki pierwszy osiągnie swój cel finansowy.

Gra mimo że wygląda na niezwykle skomplikowaną, nie stanowi większego wyzwania. Jest dość prosta i gra się naprawdę przyjemnie i emocjonująco.

NAJBARDZIEJ PODOBA MI SIĘ W NIEJ TO, ŻE…

Jest realistyczna pod wieloma względami np. możemy pożyczyć pieniądze szwagierce i liczyć się, że nie otrzymamy ich z powrotem. Wydać oszczędności na niepotrzebną rzecz mimo, że wcale jej nie potrzebujemy. Czy nie cieszyć się z pojawiającego się dziecka rujnującego nasze plany inwestycyjne 😉

Uczy pojęć związanych z zarządzaniem finansami. Dzięki instrukcji szybko pojmujemy, czym są aktywa, a co stanowią pasywa. Co daje nam wyższy przepływ gotówki, po co jest nam potrzebny i jak go osiągnąć.

Pokazuje jak różnicować oferty kupna nieruchomości oraz akcji. Na początku nie mamy rozeznania w rynku i kupujemy wszystko, na co wystarcza nam oszczędności, jednak dopiero po “obejrzeniu” większej ilości nieruchomości, mamy wiedzę, która oferta jest korzystna, a którą powinniśmy odrzucić.

Podobnie z akcjami, mając możliwość kupna jednej za 10$ myślimy, że to tanio. Za chwile okazuje się, że można było zaczekać, bo teraz cena to 5$ za sztukę. Ale na tych za 10$ też możemy zarobić, bo może się niedługo trafić karta z informacją, że ceny danej spółki podskoczyły do 40$. Cierpliwość może przynieść korzyści nie tylko w grze…

Gra jest poza tym zabawna i przyjemna. Ciągłe zapisywanie wydatków i zarobków może wydawać się uciążliwe, jednak okazuje się wcale takie nie być nawet dla 8-letniego dziecka.

JEDNAK NIE WSZYSTKO JEST TAKIE REALISTYCZNE…

Wiadomo, gra miała tylko zobrazować, jak wygląda droga wychodzenia z wyścigu szczurów i nie można wymagać za dużo. Jednak są sprawy,  które nieco ułatwiają kroki początkującego inwestora, natomiast w rzeczywistości bardzo je utrudniają.

Kredyt hipoteczny w grze można wziąć zawsze i w zasadzie nic nie kosztuje… Z każdej wypłaty pobierana jest kwota, różni się w zależności od wykonywanego zawodu. Jednak będąc mechanikiem, tej raty jest tylko 200$, a kupując 8 nieruchomości, rata się nie zwiększa…

Kolejna sprawa to cena akcji. Na karcie z możliwością zakupu można odczytać zakres cen w jakich akcja może wystąpić w czasie gry. Gdyby tylko taki zakres przedstawiała każda spółka z WIG 20… Niestety, w rzeczywistości sami musimy prześledzić jej historię, wydarzenia z nią związane, planowane ruchy zarządu, następnie podjąć decyzję o kupnie, zatrzymaniu lub sprzedaży akcji danej spółki.

Nieprzewidziane wydatki w prawdziwym życiu to zazwyczaj zalane mieszkanie, złamana noga, czy awaria silnika w aucie. W grze nieprzewidzianymi wydatkami jest członkostwo w klubie golfowym, wspomniana wcześniej podróż po winiarniach, nagłośnienie do samochodu, skuter śnieżny czy pobyt w kasynie!

Ale może coś w tym jest…;-)

*

Gra nie jest tania (275zł) jednak w pełni warta swojej ceny. Jest bardzo wysokiej jakości, dobrze przemyślana, ładna, edukująca oraz zabawna.

Wypełniając raport gotówki po każdym wydatku lub zarobku, ma się obraz własnych finansów, który pozwala podejmować zwykle trafne decyzje. Być może stosowanie tego rozwiązania na co dzień, w prawdziwym życiu, pomogłoby uświadomić sobie jak wygląda nasz cashflow i zrezygnować z wydatków, które zwyczajnie nie powinny mieć miejsca.

Możliwość inwestowania bez strachu o bankructwo, czy popadnięcie w długi daje nam szansę przetestowania różnych rozwiązań dających nową wiedzę i doświadczenie.

Najważniejsze to jednak mieć rozeznanie rynku. Tego uczy gra. Jeżeli chcemy pomnażać oszczędności musimy mieć wiedzę, jak to zrobić, by dzięki temu ograniczyć ryzyko porażki.

Zachęca także, do poznania prawdziwego rynku nieruchomości, rozpoczęcia interesowania się cenami i zdobycia wiedzy związanej z inwestowaniem na giełdzie.

Grając dłużej niż zakłada producent (60-180min) możemy wywnioskować, czego musimy się nauczyć, by zacząć inwestować.

KAŻDE DZIECKO POWINNO ZAGRAĆ W CACHFLOW

O ile sytuacje z gry, jak problemy wynikające z pożyczania pieniędzy w rodzinie, czy kupowanie drogich rzeczy, gdy ma się już debet na karcie, są dobrze znane większości dorosłym, o tyle dziecko może być wstrząśnięte takim postępowaniem. Może także zobaczyć, jak wielkim obciążeniem dla budżetu domowego jest pożyczka, za to docenić przydatność kredytu hipotecznego w celach inwestycyjnych.

Zaczyna rozumieć, że nigdy nie ma gwarancji, że “przyjaciel” pieniądze odda, a zbędne wydatki w sytuacji, gdy raport finansowy jest nienajlepszy w ogóle nie powinny wchodzić w grę.

Może gdybyśmy na co dzień trzymali taki raport przed sobą, udałoby się zrezygnować z wielu niepotrzebnych wydatków.

Kiedyś na pewno odważę się i zacznę inwestować pieniądze, jednak najbardziej zależy mi, aby mój syn zdobył odpowiednią wiedzę o powiększaniu oszczędności i skutecznie ją wykorzystywał w życiu, a gra CASHFLOW  z pewnością mu w tym pomoże.


Równowaga pomiędzy karierą a rodziną.

Jack Welch w książce “Winning – znaczy zwyciężać” napisał, że nie da się być najlepszym w jakiejś dziedzinie, nie poświęcając przy tym pozostałych.

Czy w takim razie oznacza to, że musimy się liczyć z zaniedbaniem obowiązków domowych i rodziny jeżeli chcemy poświęcić się pracy? A rezygnując z sukcesów zawodowych dopiero wtedy jesteśmy w stanie odpowiednio zadbać o rodzinę?

Myślę, że tak właśnie jest. Jadnak nie musi się to wiązać z wyrzutami sumienia z powodu braku czasu dla rodziny lub frustracją przez niespełnione ambicje.

RODZIC SUKCESU

Wiele osób skupiających się na osiągnięciu sukcesu nie jest w stanie wystarczająco dużo czasu poświęcać rodzinie.

Niektórzy z nich mają przez to ogromne wyrzuty sumienia, inni w ogólne nie przejmują się zaistniałą sytuacją i swoją niewielką obecnością w życiu rodziny.

Rodzic, który zadręcza się myślami o zbyt małej ilości czasu spędzanej z rodziną nie może w pełni cieszyć się osiąganymi sukcesami w pracy.

Jest autorytetem dla swoich dzieci, które z pewnością są z niego dumne, dlatego wystarczy z nimi rozmawiać.

Dzieci doskonale zrozumiałyby sytuację ciężko pracującego na sukces rodzica, który byłby także świetnym przykładem obrazującym, jak osiąga się wyznaczone cele.

Wystarczyłoby znaleźć nawet niewielką ilość czasu na rozmowę i dać dzieciom wyraz zainteresowania nimi w jakiś inny sposób.

Szczera rozmowa bez historyjek w stylu “ktoś przecież musi zarabiać pieniążki”, “jak będziesz chciała nową sukienkę to myślisz, że skąd weźmiemy pieniążki?”

Lepiej odważyć się na szczerość i opowiedzieć dziecku jak jest naprawdę:

Jestem szczęśliwy gdy pracuję, mam zamiar osiągnąć bardzo wiele w mojej pracy, dlatego poświęcam jej dużo czasu. Wiedz jednak, że bardzo cię kocham i często o tobie myślę.   

Te słowa będą dla dziecka znaczyć więcej niż kilka godzin dziennie poświęcanego mu czasu.

RODZIC DOMATOR

W tym przypadku może także wystąpić dwojakość sytuacji.

Jeden rodzic będzie spełniony pracując na etacie, a resztę czasu, ku swojemu zadowoleniu, poświęcając w 100% rodzinie. Drugi, rezygnując z pracy i będąc z rodziną przez cały dzień, myślami marzyć będzie o niespełnionych planach zawodowych.

Być może ten pierwszy osiągnął równowagę i życie zawodowe, jak i rodzinne jest na tym samym satysfakcjonującym poziomie, jednak drugi rodzic może być w nieco gorszej sytuacji.

Oczywiście są rodzice, którzy z przyjemnością porzucą wszystkie plany, wyrzekną się sukcesów i rozwoju zawodowego i zajmą się wyłącznie rodziną.

Możliwe jednak, że większość osób będzie pragnęła wrócić do “życia”, poczuć adrenalinę deadline’ów, częściej wychodzić z domu i spotykać się z kolegami w pracy.

Nie ma w tym nic złego. Nie można oczekiwać, że człowiek niczym robot przeprogramuje się z dotychczasowego życia na inne. Jednak zawsze przynajmniej w minimalnym stopniu, rodzic w swoich planach powinien uwzględnić rodzinę.

JAK OSIĄGNĄĆ RÓWNOWAGĘ?

Dążenie do balansu, który w równym stopniu zapewni czas rodzinie i pracy jest zbyteczne.

Osiągając to, stracimy szansę na wymarzony sukces, a czas spędzony z rodziną nie będzie tak przyjemny jak chcielibyśmy, aby był.

Z kolei poświęcone dla rodziny plany zawodowe będą powodować szybką irytacje nawet błahymi sprawami. Efektem tego mogą być częste konflikty i nie najlepsza atmosfera w domu.

Zamiast dążyć do wyrównania czasu poświęcanego rodzinie i pracy po połowie, wystarczy przesunąć środek ciężkości. Można by osiągnąć równowagę w życiu robiąc to, co daje nam największą satysfakcję.

Nie możemy jednak zapomnieć o tym drugim aspekcie życia, którego zaniedbanie niekorzystnie będzie oddziaływać na nas lub na naszych bliskich.

Można oddać się pracy, pod warunkiem, że będziemy pamiętać o rodzinie w tych najważniejszych momentach, a także rozmawiać z nimi oraz dawać im wyraz miłości.

Poświęcając się rodzinie, nie powinno zapominać się o sobie. Nawet rezygnując z kariery zawodowej znaleźć zainteresowania i rozwijać swoje pasje.

Każdy z nas ma inne priorytety i cele, nie wolno ich ignorować. Uważam, że zawsze można wszystko poukładać tak, by osiągnąć spokój i harmonię.

Musimy myśleć o tym, co sprawia, że jesteśmy szczęśliwi, ale zawsze mieć na względzie również to, co uszczęśliwia naszą rodzinę.

 


Wakacje z dziećmi, bez męża, czy tak powinny wyglądać wczasy naszych dzieci? 

Wakacje osobno, czyli mama z dziećmi nad morze, tata z dziećmi w góry…

Jeszcze niedawno było to dla mnie nie do pomyślenia, a o mały włos sama bym tak skończyła w tym roku.

 

Dlaczego niektóre żony decydują się na wakacje z dziećmi bez męża?

Praca. Dużo pracy. Czasu mało. Każdy ma swoje preferencje wypoczynkowe…

To mogą być główne przyczyny sposobu na spędzenie wakacji w różnym terminie przez rodziców.

Gdy jedno chce odpoczywać i relaksować się na plaży, drugie woli spędzić ten czas aktywnie, zajmując myśli w stu procentach rozrywką i niecodziennymi działaniami.

Kobiety są coraz bardziej wyzwolone… już nie muszą pytać błagalnym tonem: “misiu, zabierzesz mnie na wakacje?” tylko pakują się i lecą! Są zaradne i niezależne.

Jednak czy warto manifestować swoją niezależność w kwestii tak ważnego momentu, jak rodzinne wakacje…?

Poza tymi co chcą, są jeszcze ci, co muszą…

Z pewnością, są wśród takich osób te, które w żaden sposób nie mogą mieć urlopu w tym samym czasie, dlatego mimo wszelkich starań muszą zapewnić dzieciom wakacje na raty w towarzystwie jednego, a po jakimś czasie drugiego rodzica.

Podobno społeczeństwo się starzeje, a mimo to zaczyna być trudno o babcię.

Niektóre rodziny muszą zatem szukać innych sposobów na zagwarantowanie dzieciom jak najdłuższej opieki podczas wakacji. Ponieważ nie mają z kim zostawić dzieci, biorą urlopy w różnych terminach.

Babcie są, jednak często nadal aktywne zawodowo, a są i takie, co same chcą odpoczywać, zamiast uganiać się za dzieciarnią…

Więzi z rodzicami już nie tak silne.

Minęły czasy, gdy spotkania z rodzicami, nawet przykre, były obowiązkowe. Brak coniedzielnych wizyt oznaczał obrazę dla rodziców i wieloletnie wypominki. Teraz bywa, że kto nie chce, ten nie jedzie.

Nawet wybitny pedagog Jesper Juul, autor książki “Zamiast wychowania” stwierdził, że kontakt z rodzicami zawsze miał bardzo słaby, dlatego teraz nie będzie odwiedzał matki, bo nie ma o czym z nią rozmawiać i nie czuje żadnego obowiązku odwiedzania, czy nawet dzwonienia do niej.

Okazuje się, że nie trzeba być wybitnym pedagogiem, by po latach dokonać analizy przeżytych w dzieciństwie sytuacji i pojąć, że skoro rodzice nie dali wiele od siebie w tamtym czasie, nie powinni wiele wymagać w późniejszym. Coraz więcej osób jest w stanie tak postąpić, a konsekwencje tego są nieuniknione.

Babcia pracuje, babcia nie chce, babcia to zła kobieta była…

Skąd w takim razie wziąć babcie?

Ktoś we Francji miał rewelacyjny pomysł i stworzył ośrodek, który jest połączeniem domu seniora oraz żłobka!

Dzięki temu rozwiązaniu, starsi ludzie przebywając z dziećmi mają zajęcie i pretekst do ruchu czy zabawy, z kolei dzieci są pod opieką kogoś, kto bardzo pragnie towarzystwa i kontaktów z innymi osobami, więc korzyści są obustronne.

Oczywiście w ośrodku jest zatrudnionych wielu asystentów, którzy czuwają nad bezpieczeństwem i dzieci i dorosłych, aby pomagać obojgu w różnych wymagających tego sytuacjach.

Poza tym można skorzystać także z babci do adopcji. Ta nieformalna możliwość jest dość popularna w  Stanach Zjednoczonych, jednak może i w Polsce znajdzie swoich zwolenników.

Jeżeli z różnych przyczyn nie mamy w rodzinie starszych osób, a zależy nam na kontakcie naszych dzieci z takimi osobami, można taką chętną do rozmów i spotkań rodzinnych babcię “zaadoptować”.

Myślę, że pomysł jest naprawdę rewelacyjny. Zwłaszcza dla tych starszych bezdzietnych osób, które dzięki takiej możliwości mogą poczuć się potrzebne i przeżyć szczęśliwie ostatnie lata.

Z kolei rodzice mogą cieszyć się posiadaniem zaufanej osoby, która pomoże w opiece nad dziećmi.

Spędzanie wakacji osobno może mieć różne przyczyny. Każdy ma swoje życie, priorytety oraz możliwości. Wiem jednak, jak cenny jest dla dziecka ten rodzinny czas. Tych kilka dni razem, nawet kłócąc się ciągle i spierając, tworzy wspaniałe wspomnienia, które pozostaną w pamięci na bardzo długi czas. A podczas rodzinnych spotkań będą żywo wspominane.

Zdaję sobie sprawę, że są sytuacje, gdy nasze plany wakacyjne są dalekie od ideału, ale wiem też, że powinniśmy pójść na kompromis i zorganizować je tak, by każdy przynajmniej po części był nimi usatysfakcjonowany.

Rodzina to miejsce, w którym każdy ma prawo czuć się dobrze i cieszyć się z posiadania tych najbliższych osób. Dlatego tych kilka wakacyjnych dni powinniśmy spędzić razem.

 

 

 


Jak skłonić dziecko do wykonywania obowiązków? 

Najczęstszym sposobem skłonienia dziecka do wykonania jakiegokolwiek zadania jest rozkaz:

Idź wyrzuć śmieci! Umyj zęby! Posprzątaj to, co nabrudziłeś! Przynieś te rzeczy z kuchni!

Lub przestroga połączona z pretensją:

Jak nie będziesz mył zębów, to wszystkie będą cię straszliwie bolały, ale wtedy już będzie za późno, teraz masz jeszcze szansę się przed tym uchronić.

Tyle razy ci przypominam, żebyś odkładał na miejsce swoje rzeczy!

Ile razy mam ci mówić, żebyś kurtkę zaczepiał na wieszak…?

Ostatni raz zwracam ci uwagę na ten bałagan! I pamiętaj, jak nie posprzątasz w pokoju, nie będziesz mógł zapraszać kolegów!

Wiele osób uważa, że tylko stałym przypominaniem o niewykonanych obowiązkach dziecko zakoduje sobie w głowie przesłanie rodzica i niczym robot pewnego dnia przeprogramuje się z bałaganiarza na porządnickiego.

Ale to nieprawda.

Jak zachęcić dziecko do pomocy w domu?

Częste upominanie, by dziecko wykonywało należycie swoje obowiązki, lub w ogóle je wykonywało, czy pomagało w pracach domowych, wcale nie sprawi, że stanie się ono w ciągu kilku miesięcy wzorem czystości.

Nawet po latach takiego ciągłego przypominania o pozostawionych rzeczach, niesprzątniętych zeszytach, nieumytych zębach, jest duże prawdopodobieństwo, że gdy tylko opuści dom rodzinny stanie się niechlujnym bałaganiarzem.

Będzie już wtedy wolny od ciągłych upomnień i przestanie robić to, czego tak bardzo nie znosił. Nie znosił, bo sprawiały, że czuł się nieważny, za to najważniejsze było to, czy umył zęby, spakował plecak, opłukał wannę po kąpieli…

Dla dziecka te czynności nie mają żadnej wartości. Coś innego zaprząta wtedy jego myśli.

A ciągłe reprymendy o niewykonane zadania pokazują dziecku, że rodzic jest kimś od kogo trzeba się jak najszybciej uwolnić. Kimś, kto nie zwraca uwagi na niego, ale na czynności jakie wykonuje.

Tymi upomnieniami na siłę ściągamy dziecko na Ziemię, a może w tym czasie w jego głowie powstawały jakieś genialne pomysły…?

Nie twierdzę, że należy dać dziecku wolną rękę, by samo mogło zdecydować, czy chce myć zęby lub mieć porządek w pokoju.

Zadaniem rodzica jest mobilizować dziecko do podejmowania tego typu działań. Pokazać, że są obowiązki, które ktoś musi wykonać, że bałagan sam się nie sprząta.

Powinniśmy zatem włączyć dziecko do prac domowych i dać szansę poczuć mu satysfakcję z wykonanej pracy, a nie tylko złości z odwalenia przykrego obowiązku.

Oto kilka sposobów na zachęcenie dziecka do wykonywania codziennych czynności:

  1. Zamiast rozkazu opis sytuacji.

Chyba twoje zęby nie są zbyt czyste…

Nieprzyjemnie jest w twoim pokoju.

Twoje ćwiczenia są w kuchni, a zeszyty w salonie…

Nie słyszałam odkręcanej wody w kranie po tym jak skorzystałeś z toalety…

Takie uwagi są oczywiście niewinną manipulacją i mają za zadanie wywołać u dziecka myśl, którą tak naprawdę chcielibyśmy sami dosadnie wyrzucić z siebie w jego kierunku.

Co sobie pomyśli dziecko, gdy usłyszy taki opis:

Chyba twoje zęby nie są zbyt czyste…  

– MUSZĘ UMYĆ ZĘBY.

Nieprzyjemnie jest w twoim pokoju.    

– TO PEWNIE PRZEZ TEN BAŁAGAN. POSPRZĄTAM TU TROCHĘ.

Twoje ćwiczenia są w kuchni, a zeszyty w salonie…

– MUSZĘ SIĘ SPAKOWAĆ DO PLECAKA.

Nie słyszałam odkręcanej wody w kranie po tym jak skorzystałeś z toalety…

-ZAPOMNIAŁEM UMYĆ RĘCE

Dziecko samo wpadnie na pomysł wykonania tych wszystkich czynności, a brak zniechęcenia, a nawet złości sprawi, że być może kwestią czasu będzie robienie tego wszystkiego bez naszych reakcji w formie opisów rzeczywistości.

Pominięcie drobnego elementu takiego jak kazanie lub niemiły przytyk spowoduje, że dziecko nie będzie tak wrogo i niechętnie nastawione do danej czynności, ponieważ samo zauważy konieczność jej wykonania.

Nie zostanie zmuszony do podporządkowania się, czego dzieci bardzo nie lubią i często buntują się przeciwko temu bez konkretnego powodu, a tylko po to, by zawalczyć o odrobinę niezależności.

  1. Pozwolić, by dziecko mogło wybrać mniejsze zło.

Sposób wpływania na zachowanie dziecka dając mu wybór jest użyteczny w wielu sytuacjach. Tu jednak możemy zastosować skłonienie dziecka do wykonania jakiegoś zadania, mając do wyboru lepszą i gorszą opcję.

Zamiast: „Idź odrób lekcje” można powiedzieć: „Chcesz chwilę odpocząć, czy od razu odrobisz lekcje?”

Wyniesiesz śmieci teraz czy wieczorem?

Posprzątasz pokój w piątek wieczorem czy wolisz w sobotę rano?

Dziecko poczuje wręcz ulgę, gdy zda sobie sprawę, że może zrezygnować z czegoś, i to gorszego. Jest szansa, że z przyjemnością wykona to, co wybrało.

  1. Gdy wykona zadanie, ale niedbale?

Nie możemy chwalić każdego wykonanego zadania tylko dlatego, żeby dziecko chętniej wykonywało je w przyszłości. To tak nie działa. Sprawi tylko, że będzie je wykonywało, jeżeli będzie się spodziewało pochwały.

Nam powinno zależeć na mobilizacji dziecka, ale jednocześnie uzmysłowienie mu, że to normalne działania, jakie każdy człowiek musi wykonywać i nie ma w tym niczego nadzwyczajnego, za co należy się medal.

Nie możemy też przemilczeć, gdy zauważymy, że zadanie nie zostało wykonane należycie. Dziecko samo z pewnością o tym wie, więc i my nie powinniśmy udawać, że jest inaczej.

Musiałeś się nieźle namęczyć z tym bałaganem, jak zetrzesz kurz z parapetu będziesz już miał błysk w pokoju.

Ale masz cierpliwość, poukładałeś tyle rzeczy! Gdy dokończysz układanie tych, co leżą na drugiej półce, już nigdy nie będziesz miał problemów ze znalezieniem ulubionej zabawki.

Szybko ci poszło z odrabianiem lekcji, jeszcze tylko pakowanie i będziesz miał wolne całe popołudnie.

Ocena sytuacji z punktu 1, ale z subtelną uwagą, na temat tego, co jeszcze można by zrobić, aby zadanie zostało wykonane tak jak powinno.

Dziecko nie poczuje się dotknięte takimi słowami, nie zniechęci się także do dalszej pracy.

Wystarczy zauważyć to, czego dziecko dokonało, bez wielkich słów i niepotrzebnych zachwytów, wspominając o tym, co lub jak mógłby zrobić, aby był usatysfakcjonowany wykonaniem zadania w stu procentach.

  1. Obowiązki nie na serio.

Mały żarcik potrafi rozładować naprawdę poważną atmosferę. Dzieci uwielbiają, gdy rodzice żartują i wygłupiają się.

Ton rozkazujący od razu budzi sprzeciw i niechęć wobec wykonania zadania, żarty i wygłupy mogą sprawić, że dziecko nawet nie poczuje, że robi coś nieprzyjemnego lub nudnego.

Pozytywne nastawienie wywołuje pozytywną współpracę.

Jak się świetnie bawić przy pracach domowych?

Mówić o zadaniach do wykonania na opak lub w śmieszny sposób je nazywając.

Wieszać pranie na wyścigi.

Zakupy na zawody, kto zapamięta więcej produktów z listy.

Zmianę pościeli można zapoczątkować bitwą na poduszki.

Układanie butów w szafie na czas.

Prace domowe oraz przydomowe mogą być często świetnym pretekstem do rozmów. Czasami jak się zagadamy, to nie zdajemy sobie sprawy z upływającego czasu. Dziecko może być zaskoczone, że wykonało tyle pracy, samo nawet nie wiedząc kiedy…

  1. Jak nie chcesz to nie musisz tego robić.

Ostatni sposób na skłonienie dziecka do wykonania tego, co powinno to… pozwolić mu nie robić tego, lub zaproponować wykonanie go później.

Spakuj się jak skończysz obrabiać lekcje, to będziesz już miał wolne do wieczora.

-Nie, wieczorem to zrobię.

Ok. Jak wolisz. Możesz i wieczorem.

– To jednak teraz.

Gdy dziecko ma możliwość podjęcia samodzielnej decyzji dotyczącej jego życia, daje mu to pewność siebie i poczucie odpowiedzialności. Chce stanąć na wysokości zadania i zachować się adekwatnie do zaufania jakim zostało obdarzone przez rodzica w tej kwestii.

Pokazuje jednocześnie, że jest już na tyle duże, że warto mu powierzać podejmowanie decyzji w wielu sprawach.

Zyskują obie strony.

U nas to działa w 100%!

*

Jak skłonić dziecko do wykonywania obowiązków?

Zdaję sobie sprawę, że sprzątanie, malowanie płotu czy sadzenie roślin z dzieckiem to podwójna praca. Lepiej pewne czynności wykonać samemu niż sprzątać jeszcze po dziecku.

Jednak nie rozkazami ani kazaniami sprawimy, że nasze dziecko będzie posiadało choć odrobinę chęci do wykonywania zwyczajnych, codziennych obowiązków, lecz swoim przykładem oraz momentami, które sprawią, że dziecko będzie pozytywnie kojarzyło daną czynność.

Być może nastąpi taki dzień, że dziecko samo zacznie wykonywać wszystkie te „obowiązkowe” czynności, bez przypominania, bo zauważy, że nie ma w tym nic strasznego i przykrego.

Rodzice mają kilka możliwości, by przestać prawić kazania i straszyć konsekwencjami swoje dzieci i powinni je wykorzystać dla korzyści, jakimi będą wspaniałe relacje z dziećmi.

 

Photo on Unsplash

 

Copyrights

Liravibes - blog parentingowy

Strona powstała dzięki dofinansowaniu z Unii Europejskiej i i Europejskiego Funduszu Społecznego na rozwój przedsiębiorczości w ramach projektu „ Czas na działanie! Czas na własną firmę!” nr RPLU.09.03.00-06-0044/16 realizowanego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego na lata 2014 – 2020 OŚ Priorytetowa 9 Rynek pracy, Działanie 9.3 Rozwój przedsiębiorczości