Błędy wychowawcze naszych rodziców.

Większość z nas, już będąc dziećmi wiedziała, że na pewne zachowania z pewnością nie pozwolą sobie wobec własnych dzieci. Czując się źle, w niektórych momentach, postanawialiśmy sobie, że w ten sposób na pewno nie będziemy wychowywać dzieci.

Nie zadając sobie sprawy z tego, jak trudne zadanie mają rodzice i jak mało wiedzy i wsparcia od innych, zakładaliśmy, że nasze dzieci będą szczęśliwe bez zakazów, nakazów i krzyków.

Będąc dorosłym, bezdzietnym człowiekiem spoglądamy na cudze “źle” wychowane dzieci i myślimy sobie: “Jak można tak dać sobie wejść na głowę?” lub “Dlaczego on tak krzyczy na to dziecko? Przecież można z nim spokojnie porozmawiać. Na pewno posłucha.”

Natomiast będąc rodzicem, to wszystko co myśleliśmy sobie na temat wychowania dzieci, gdy byliśmy mali, starsi czy dorośli, wali się. Na nowo powstaje w naszej głowie i tak co chwila…

Ja oczywiście nie byłam wyjątkiem. Doskonale zdawałam sobie sprawę z błędów wychowawczych moich rodziców, jednak nie pozwoliło mi to uniknąć własnych, a nawet niektórych powielić.

błędy wychowawcze liravibes

Skąd wiedzieć, jakie błędy wychowawcze popełnili nasi rodzice?

To nie takie łatwe, by jednoznacznie określić, co nasi rodzice zrobili źle. Co takiego wpłynęło na nasze życie w jakiś negatywny sposób? Jednak nawet nie będąc ekspertami w dziedzinie psychologii czy pedagogiki jesteśmy w stanie zauważyć pewne zależności. Możemy przypomnieć sobie pewne sytuacje z dzieciństwa, które doprowadziły do tego, że staliśmy się np. ulegli lub niepewni siebie.

Nie tylko rodzice mogli wywoływać w nas pewne zachowania. Za naszych wychowawców uważa się także inne dorosłe osoby z naszego otoczenia, z którymi mieliśmy częsty kontakt. Mówię na przykład o dziadkach lub wujkach i ciociach.

Głównie to matkę obarcza się odpowiedzialnością za wychowanie dziecka, która zwykle najwięcej czasu z nim spędza. Okazuje się jednak, że ojciec nawet bardzo rzadko obecny w domu, może w większej mierze odpowiadać za zachowania dziecka niż ktoś, kto jest z nim na co dzień.

Jesteśmy coraz bardziej świadomym społeczeństwem. Kupujemy świadomie, jemy, korzystamy z życia. Coraz częściej pracujemy nad sobą, by uwolnić się od demonów przeszłości oraz zwiększyć samoocenę. Dobrze przy tym skorzystać z pomocy specjalisty, jednak samemu także można sporo zdziałać.

Najlepiej zacząć od zachowań, które nam najbardziej przeszkadzają w życiu. Na przykład, gdy jesteśmy kłótliwi, roszczeniowi, zarozumiali, ulegli, agresywni lub niecierpliwi. Prawdopodobnie każda z tych postaw ma źródło w naszym dzieciństwie. Być może rodzice oczekiwali od nas bezwzględnego posłuszeństwa. Być może byliśmy ciągle zmuszeni rywalizować z rodzeństwem, a może dostawaliśmy wszystko, czego zapragnęliśmy.

Gdy uświadomimy sobie, jak zachowania rodziców wpłynęły na nasze obecne życie, być może dwa razy zastanowimy się zanim kupimy dziecku kolejną zabawkę lub groźbą kary zechcemy uzyskać jego posłuszeństwo.

Wychowanie dziecka.

Jak wychować dziecko to temat tak samo złożony jak fizyka kwantowa. Jednak w fizyce zwykle da się wszystko potwierdzić doświadczeniami  natomiast w wychowaniu dzieci, to samo doświadczenie może mieć za każdym razem inny wynik.

Najlepszym przykładem jest wychowywanie trojga dzieci w tej samej rodzinie, przez tych samych rodziców. Przyjmując, że ich metody wychowawcze nie zmienią się na przestrzeni 10 lat, każde dziecko powinno być takie samo pod względem zachowania. Tymczasem okazuje się, że każde jest inne.

Ma inny temperament, inne upodobania czy inne zdolności.

Rodzie mają za to masę pracy, ponieważ powinni zadbać o to, by ich dzieci rozwijały się zgodnie ze swoimi możliwościami.

Wychowanie dziecka jest zadaniem bardzo trudnym. Jego głównym założeniem powinno być sprawienie, by dać światu mądrego, dobrego człowieka. Człowieka, który zdaje sobie sprawę z własnej wartości oraz ma odwagę spełniać marzenia.

Niestety często zachowujemy się w sposób, który nie pozwoli im na to. Zależy nam, by uczyły się tego, co im się przyda w życiu, ale zmuszamy do zapamiętywania zupełnie zbędnych informacji. Nie zachęcamy ich do pomagania innym, bo sami o tym zapominamy na co dzień. Nie wpływamy korzystnie na ich poczucie wartości, samodzielnie o wszystkim decydując i nie licząc się z ich zdaniem. Zamiast zachęcać słowami: “jeżeli ci na tym zależy, zrób wszystko, by ci się to udało”, mówimy: “zajmij się czymś pożytecznym”.

Wiem, że nawet najlepsi rodzice wiele razy popełnili błędy i wiele razy jeszcze popełnią, najważniejsze to zdawać sobie sprawę z negatywnych skutków, jakie za sobą niosą i poszukać innego rozwiązania.

Jeżeli nie wiemy jak zareagować, lepiej nie zrobić nic i ugryźć się w język, niż później odkręcać coś, czego żałujemy.

Problemy wychowawcze.

O dzieciach sprawiających problemy wychowawcze pisałam w tym artykule. Temat ten poruszany był także na blogu blogojciec, jednak autor był bardziej wyrozumiały dla rodziców i odpowiedzialność za nieodpowiednie zachowanie dziecka przypisał także genom czy temperamentom dzieci.

Ja jednak nie byłam taka łaskawa dla rodziców, ponieważ miałam na myśli konkretne sytuacje.  O ile na bałaganiarstwo dzieci możemy nie mieć większego wpływu i nawet karane i nagradzane dzieci, gdy dorosną mogą być największymi bałaganiarzami, o tyle na wiele innych sytuacji możemy, a nawet powinniśmy wpływać.

Gdy rodzic narzeka na towarzystwo dziecka, zakazuje mu kontaktu z pewnymi osobami, które według niego mają zły wpływ na dziecko. Jest z pewnością z siebie dumny, że staje na wysokości zadania i ogranicza ryzyko, jakie może się wiązać z niegodnymi zaufania kolegami.  W sytuacji, gdy dzieje się coś złego, gdy dziecko pod wpływem tej grupy bardzo się zmienia, a nawet podejmuje zachowania ryzykowne, rodzic jest przekonany, że zrobił wszystko co mógł, by go przed tym uchronić jednak koledzy okazali się dla dziecka ważniejsi.

Pytanie tylko, co mógł zrobić rodzić, by dziecko tak bardzo nie potrzebowało akceptacji u obcych ludzi? Prawdopodobnie w domu jej nie miał. Dopiero koledzy go zaakceptowali takim, jaki był. Bojąc się jej utraty, nie miał oporów, by zrobić dla kolegów to, czego od niego oczekiwali.

Błędy wychowawcze naszych rodziców, które popełniamy najczęściej. 

BRAK AKCEPTACJI

Brak akceptacji swoich dzieci to często nieświadomy błąd, jaki popełniają rodzice. Porównują je z innymi, mają oczekiwania niezgodne z możliwościami dziecka, a także okazują swoje rozczarowanie każdym najmniejszym błędem dziecka.

My, będąc dorosłymi ludźmi doskonale pamiętamy momenty, kiedy czuliśmy, że tej akceptacji nie mamy. Możemy wykorzystać własne doświadczenia, by dać swoim dzieciom wszystko to, co pomoże im szczęśliwie dorastać.

Brak akceptacji bardzo źle wpływa na poczucie wartości dziecka. Dopiero, gdy poczuje się akceptowany rozwija skrzydła i zaczyna wierzyć, że może wszystko.

BRAK ZROZUMIENIA

Rodzice bardzo często nie traktują swoich dzieci poważnie. Mają na co dzień wiele zmartwień, przy których problemy dziecka wydają się śmieszne.

Rodzice często nawet nie starają się zrozumieć sytuacji, które przeżywa dziecko mówiąc tylko “nie przejmuj się”. To stanowczo za mało. Nawet gdy powody dramatów naszych dzieci są błahe i wiadomo, że za chwile się wszystko naprawi, warto postarać się je zrozumieć. Gdy dziecko tego potrzebuje, trzeba poświęcić mu kilka minut i dać szanse zmierzyć się z trudną sytuacją. Sam niedługo zrozumie, że nie warto było się tym przejmować. Jednak to, jak my się zachowamy w tej chwili będzie w dużej mierze stanowiło o naszych relacjach z dzieckiem przez długie lata.

BRAK CZASU

Sytuacja z życia wzięta:

“Mój syn ciągle narzeka, że nie mnie ma w domu. Wypomina mi, że dużo pracuję, a z nim w ogóle nie spędzam czasu. Dlatego na dzień dziecko zabrałam go do galerii handlowej. Mógł kupić co tylko chciał!”

Zwykle dzieci nie mówią wprost “Mamo poświęcasz mi za mało czasu, chciałbym żebyś się bardziej zaangażowała w moje wychowanie”. Dzieci nie zdają sobie sprawy z tego, że coś tu jest nie tak. Nie wiedzą, że są rodzice, którzy po pracy siadają z dziećmi i rozmawiają z nimi. Nie zdają sobie sprawy, że wieczorem idą całą rodziną na spacer i rozmawiają ze sobą, że razem spędzają wolny czas i rozmawiają.

Takie rodziny to już rzadkość, jednak moja nadal do tej rzadkości należy.

Dzieci, którym brakuje obecności rodzica na co dzień, czują to podświadomie. Są samotne i nawet wykupując całe sklepy nadal czują w środku pewną pustkę. Tej pustki nawet najdroższy zestaw LEGO nie jest w stanie wypełnić.

Czas to najlepszy świąteczny prezent.

BRAK ZAINTERESOWANIA

“Pańskie oko konia tuczy.” Coraz częściej odkrywam tę mądrość także w kwestii wychowania dzieci.  Nasze zainteresowanie życiem dziecka wpłynie na jego poczucie wartości, ale i jego rozwój.

Zainteresowanie nastrojem dziecka, sprawami związanymi z rówieśnikami pomoże utworzyć bliską więź, która przetrwa nawet najtrudniejsze chwile. Rozmowa na temat tego, co się dzieje w życiu dziecka po szkole czy między lekcjami, daje mu możliwość wygadania się, wyrażenia opinii na pewne tematy i poznania naszej. Jesteśmy dla naszych dzieci skarbnicą wiedzy. Nie będą nią jednak zainteresowane, jeżeli my nie zainteresujemy się nimi.

Nasze zainteresowanie tym, czego uczy się w szkole również przełoży się na jego wyniki w nauce. Dostrzeże, że w podręcznikach są bardzo ciekawe rzeczy. Nasze “idź się pouczyć” jest jak kara, ale “pokaż, czego się teraz uczysz na przyrodzie?” będzie świetnym wstępem do rozpoczęcia nauki.

Zainteresowanie pasjami dziecka także może mieć przełożenie na jego zapał do dodatkowej pracy. Widząc, jak syn z ożywieniem opowiada mi każdą minutę zakończonego przed chwilą treningu, wiem, jak cenne jest dla niego moje zainteresowanie.

BRAK WSPARCIA

Kiedyś nie było sensu przychodzić na skargę do rodziców za niesprawiedliwie wystawioną ocenę czy zrobioną nam przez kogoś przykrość. Zwykle sami byliśmy sobie winni, więc żalić się nie opłacało, bo mogło nam to jeszcze zaszkodzić.

Obecnie niejeden rodzic jechałby prosto do kuratorium ze skargą na nauczyciela, a obwiniane dziecko mogłoby wylądować w poprawczaku.

Wielu rodziców chyba pamięta do dziś zniewagi, z jakimi przyszło się im mierzyć w dzieciństwie i brak wsparcia ze strony własnych rodziców. Postanowili sobie, że swojego dziecka nigdy nie zostawią w podobnej sytuacji. Wręcz czekają na dzień zemsty za swoje własne krzywdy.

Ich dzieci szybko się uczą, że rodzice wierzą we wszystko, co mówią. Załatwiają więc po kolei wszystkich niewygodnych przeciwników, wspominając tylko o drobnym przewinieniu kolegi czy nauczyciela.

Niestety, ani jedna, ani druga sytuacja nie jest dobrym stanowiskiem.

Całkowity brak wsparcia dziecka zaniża jego poczucie wartości i skazuje go od razu na przegraną pozycję.

Walka z każdym, kto przeszedł koła naszego dziecka i się źle na nie spojrzał pokazuje mu, że strachem i agresją można wiele zdziałać.

Wsparcie rodzica powinno być racjonalne i sprawiedliwe. Zaufanie do dziecka jest kwestią bardzo delikatną. Powinniśmy ufać dziecku jednak zawsze wziąć pod uwagę, że scenariusz wydarzeń mógł być nieco inny niż nam ono przedstawia. Najlepiej skonsultować się z obiektywną osobą, która była świadkiem zdarzenia.

Nawet gdy okaże się, że to nasze dziecko zawiniło, także wtedy należy okazać mu wsparcie. Każdy z nas popełnia błędy, a dzieci mają do tego największe prawo. Dzięki naszym spokojnym reakcjom jest szansa, że więcej taka sytuacja się nie powtórzy. Dziecko nie będzie bało się wyjawić nam prawdy licząc na nasze wsparcie.

jak uniknąć błędów wychowawczych rodziców

Jak uniknąć powielania błędów wychowawczych naszych rodziców?

Wiedząc, jakie błędy naszych rodziców sprawiły, że jesteśmy dzisiaj takim, a nie innymi ludźmi, mamy bezcenną wiedzę. Możemy wykorzystać ją we własnych działaniach związanych z wychowaniem dzieci.

Zdaję sobie sprawę, że trzeba na to poświęcić czas i chęci, ale czy nie jest to warte zachodu?

Często dopiero, gdy zobaczymy pewne zachowania u dzieci zaczynamy się zastanawiać: “Jak to się stało, że one tak się zachowują. Przecież ja tak ich nie wychowuję? “

Dociera do nas, że zachowujemy się w sposób, w jaki sami byliśmy wychowywani.

Mamy wtedy dwie możliwości. Zatrzymać się i pomyśleć, jak można zachować się inaczej lub stwierdzić, że pomimo błędów wychowawczych naszych rodziców “staliśmy się porządnymi ludźmi”, więc może wcale źle nie postępujemy.

Uważam jednak, że porządny człowiek, a szczęśliwy to dwie osobne kwestie i jedna z drugą może nie mieć nic wspólnego.

Dlatego warto się zatrzymać i przemyśleć inne rozwiązania. Złotego środka w wychowaniu dzieci z pewnością nie znajdziemy, ale może sprawimy, że nasze dzieci będą miały wspaniałe dzieciństwo i szczęśliwe życie będąc dorosłym.

 

 

 

 

 

 

To także może Cię zainteresować:

Dlaczego dzieci się popisują?

Męczą mnie moje dzieci – Matka Polka na zakręcie.

9 najtrudniejszych momentów w wychowaniu dziecka.

Zgodność w kwestii wychowania dzieci. Jak ją osiągnąć?

 

 

 

Zdjęcia Unsplash


Cudze oczekiwania wobec nas są czasem motywacją do działania, jednak częściej są przekleństwem, od którego nie można się uwolnić przez całe życie.

 

“Całe życie spełniam cudze ocze­kiwa­nia tyl­ko po to, aby kiedyś ktoś spełniał mo­je. W ten sposób poz­ba­wiam szczęścia naj­pierw siebie, a po­tem in­nych. Nie od­czu­wam te­go, po­nieważ dzieje się tak na przes­trze­ni cza­su. Jed­nak kiedy chcę przer­wać ten łańcuch, od­czu­wam to na­tychmiast. Wte­dy zaz­wyczaj na­zywa­ny jes­tem egoistą.”

Dlaczego poddajemy się cudzym oczekiwaniom?

Z niepewności. Nie mamy na tyle odwagi by samodzielnie o sobie decydować. Wszystkie nasze wybory wydają się być bezpieczniejsze, gdy są popierane przez kogoś z boku. 

Myśląc, że postępując zgodnie z tym czego oczekują inni, uzyskamy od nich szacunek i pochwały. Często rzeczywiście tak jest, jednak okazuje się, że nam to nie daje żadnej satysfakcji. Czujemy, że coś tu nie gra. 

Poddajemy się cudzym oczekiwaniom zapominając o własnych pragnieniach, bo pragniemy akceptacji. Uważamy, że tylko wtedy ktoś nas doceni i zaakceptuje.

Człowiek pozbawiony akceptacji nie ma odwagi żyć na swój sposób. Wiedząc, że postępuje niezgodnie z oczekiwaniami rodziny jeszcze bardziej się pogrąży, Boi się, że zostanie wyśmiany lub odrzucony.

Brak akceptacji to jeden z czynników, który przyczynia się do zmagań z niskim poczuciem własnej wartości. Osoby, które mają z tym problem całe życie chcą wszystkim wokół udowodnić, że są coś warte. Jadnak nawet największe sukcesy czasem nie potrafią przynieść ulgi.

Mocny wywiad z Agnieszką Chylińską.

Dowodem na to są słowa Agnieszki Chylińskiej w rozmowie z Kubą Wojewódzkim, Edwardem Miszczakiem i Marcinem Prokopem. Piosenkarka, która sprawia wrażenie pewnej siebie, otwartej, a przede wszystkim szczęśliwej codziennie walczy w swojej głowie z demonami, które ją dręczą, a nawet skłaniają do samobójstwa.

Ma ogromny żal do rodziców, że opuścili ją tylko dlatego, że zrobiła coś wbrew ich oczekiwaniom. Najważniejsze dla nich było, jak i dla wielu innych rodziców, by ich córka ukończyła szkołę. Chylińska do dziś stara się im udowodnić, że bez szkoły sobie świetnie radzi, jednak oni wiedzą swoje.

Spełniając cudze oczekiwania będziemy sami nieszczęśliwi. Podejmując inne wybory możemy zostać odrzuceni przez osoby, na których nam zależy. 

Jedyną drogą, która da nam satysfakcję jest praca nad pewnością siebie. Jeżeli będziemy pewni siebie oraz swoich wyborów nie będziemy obawiali się żadnych konsekwencji. Trzeba stać się egoistą. Zdrowy egoizm jest konieczny, by postępować zgodnie z własnymi potrzebami oraz pragnieniami.

Cudze oczekiwania innych wobec nas mogą zupełnie nie pokrywać się z naszymi własnymi wyobrażeniami o szczęśliwym życiu.

Egoizm nie jest pozytywną cechą. Skłania ludzi do myślenia tylko i wyłącznie o własnych potrzebach, zupełnie zapominając o innych. Taka osoba ma duże szanse, by odnieść sukces zawodowy, bo uważa, że wszystko jej się należy i idzie, by to odebrać.

W relacjach z innym osobami, jednak może być inaczej. Mało kto będzie chciał mieć w gronie swoich przyjaciół osobę, która skupia się tylko na sobie.

Egoista→←Altruista

Są natomiast osoby, które będąc całkowitym przeciwieństwem egoisty poświęcą się w pełni innym nie oczekując nic w zamian. Obie te skrajności, gdy się spotkają w połowie drogi osiągną cel.

Celem człowieka powinno być pomaganie drugiemu, jednak pamiętając przy tym o sobie samym.

Cudze oczekiwania są zmuszaniem drugiej osoby do odgrywania ról niekoniecznie dla niej odpowiednich. Trzeba mieć w sobie wiele odwagi, by się im sprzeciwić i pójść inną drogą nie oglądając się za siebie.

Myślę, że większość z nas przechodziła prze podobne dylematy. Rodzice przecież marzą, by ich dzieci skończyły szkoły i znalazły dobrą pracę. Miały stabilizację, spokój i pieniądze. Niestety nie zawsze młodych interesuje właśnie takie, spokojne, poukładane życie.

Rodzice może czasem nieświadomie, czasem celowo dają dzieciom do zrozumienia, jak chcieliby, aby ich dzieci żyły w przyszłości. 

Moje wyimaginowane życie, które okazało się być czyjeś.

Z jakichś względów, uważałam kiedyś, że każda kobieta powinna być idealną gospodynią domową. Coś mnie ciągle pchało, by dążyć do tego ideału, a im bardziej zdawałam sobie sprawę z tego, jak mi do niego daleko, tym większe było moje rozgoryczenie.

Przez wiele lat starałam się zmienić, nauczyć, przybliżyć do ideału, jednak nie udało mi się, aż w końcu odpuściłam.

Cudze oczekiwania niezgodne z naszymi pragnieniami mogą być dla nas ogromnym ciężarem.

Okazało się, że się nie nadaję. Jestem inna i po prostu nigdy nie będę, jak ten ideał z moich wyobrażeń. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałam, że presja dążenia do nieosiągalnego celu była dla mnie bardzo frustrująca.

Nawet nie lubiłam tego ideału. Zawsze denerwowały mnie zdesperowane gospodynie domowe, które za wszelką cenę miały porządek w domu, najczęściej kosztem czasu spędzanego z dziećmi, czy własnego rozwoju.

Wiem, że wiele kobiet zarzuca sobie nieporadność w kwestiach związanych z prowadzeniem domu, ale tak jak każdy człowiek jest inny, tak nie każda kobieta musi być perfekcyjną panią domu.

Jesteśmy stworzone do różnych zadań, a zajmowanie się obowiązkami domowymi dla jednych może być relaksem po ciężkim dniu pracy, dla drugich pretekstem, by nie zajmować się dziećmi, a jeszcze innych kompletną stratą czasu i syzyfową pracą.

Długo zajęło mi uświadomienie sobie tego, że nie chcę, nie lubię i w ogóle nie trawię być gospodynią domową, za to chcę zajmować się czymś zupełnie innym. Katowałam się myślami o niewykonanych obowiązkach domowych, jednak teraz już wiem, że to było głupie, a przyczyna banalna – chciałam spełnić cudze oczekiwania.

Wiele kobiet pewnie podobnie uważa, że musimy być idealnymi matkami i gospodyniami domowymi, jednak od wytrzepanych dywanów w najmniejszym stopniu zależy klimat w domu i pozytywne relacje między członkami rodziny.

Ja całkiem pozbyłam się tych “dywanów”, a klimat w moim domu jest wspaniały.

Jak zapomnieć o cudzych oczekiwaniach?

 

ZROZUMIEĆ SIEBIE I SWOJE POTRZEBY

Wiem, że brzmi to jak frazes, ale zrozumienie tego może naprawdę odmienić życie człowieka.

Niewielu z nas ma tak silną osobowość, by niezależnie od opinii czy ocen innych iść własną drogą. Większość jednak ciągle ogląda się na bliskie osoby, uzależniając od nich swoje decyzje i wybory.

Często zachowujemy się w taki sposób, który zadowoli innych. Sprawimy swoim postępowaniem komuś przyjemność, a sami będziemy mieli satysfakcję z uszczęśliwienia kogoś.

Nawet się nie zastanawiamy, czy takie działania sprawiają przyjemność nam samym.

Potrzebujemy chwili spokoju. Momentu na przemyślenie tego, co nas uwiera. Skupiając się ciągle na tych samych, dużych problemach – praca, pieniądze, kłopoty zdrowotne… nie mamy możliwości dostrzec małych rzeczy, które mogą być dla nas dużym ciężarem psychicznym.

Uświadomienie sobie tego, co sprawia nam przykrość, czego po prostu nie lubimy robić, jest najważniejsze, by móc uwolnić się od tego.

I zrzucić olbrzymi balast, który od wielu lat nosiliśmy każdego dnia.

OBRAĆ INNY KIERUNEK

Zazwyczaj doskonale wiemy kto czego od nas oczekuje. Czasem te oczekiwania działają motywująco, a czasem destrukcyjnie.

Sami także potrafimy mieć oczekiwania wobec siebie. Widzimy dane wzory zachowań, które nam imponują lub nabyliśmy cudze przyjmując jako własne.

Jednak nie każdy wzór zachowań, który z urzeczeniem obserwujemy u innej osoby będzie spójny z nami. To samo z wzorcem, który przyjęliśmy na drodze wychowania. W wielu przypadkach wcale tego nie dostrzeżemy, tylko ślepo będziemy podążać za ideałem wymyślonym lub narzuconym. 

Być może dopiero po jakimś czasie przekonamy się, że nasz wybór nie był dobry. Okaże się, że nie potrafimy sobie poradzić z pewnymi sytuacjami. Szkoda życia na trwanie w nich tylko ze względu na opinie innych. Z pewnością można znaleźć wyjście z sytuacji. Znaleźć rozwiązanie, które pomoże nam wykaraskać się z przytłaczającej nas od lat sytuacji. 

 

BYĆ RODZICEM, KTÓRY NIE OBARCZA DZIECI WŁASNYMI OCZEKIWANIAMI

Każde dziecko obserwuje własnych rodziców i odczytuje z ich zachowania określone schematy postępowania w różnych sytuacjach. Chwaląc dziecko za jedne zachowania, a ganiąc za inne, według nas nieodpowiednie, sprawiamy, że zaczyna ono funkcjonować tak, jak tego oczekujemy. Wpływamy na jego postępowanie tak bardzo, że dziecko żyje według naszych zasad, mimo że często są one wbrew jego upodobaniom.

Zwykle nas to nie obchodzi. My wiemy jak żyć i niech dziecko cieszy się, że ma szansę się tego od nas dowiedzieć!

Problem w tym, że często sami popełniamy błędy i ciągle uczymy się nowych rzeczy, zmieniając co rusz zdanie na jakiś temat.

Być może warto dać dziecku takie samo prawo…?

Niech dziecko ma szansę zdecydować o sobie samym.

Niech wie, że ma prawo zastanowić się i stwierdzić, że coś lubi, a czegoś nie. Jeżeli będzie ignorować to, co myśli i czuje, robiąc coś zupełnie przeciwnego na polecenie rodziców, w przyszłości z pewnością będzie mu trudno samodzielnie decydować o swoim życiu.

Powinniśmy dać dziecku szansę przekonać się, czy jego zachowanie w różnych sytuacjach daje oczekiwany efekt oraz jego osobistą satysfakcję.

Najważniejsze to spełniać własne oczekiwania, nie cudze. Tylko wtedy człowiek ma szanse być szczęśliwy.

 

*

Marnujemy długie lata próbując spełnić oczekiwania innych oraz dopasowując się w sztywne ramy, które są dla nas za ciasne lub w zupełnie innym kształcie niż byśmy chcieli.

Chęć usatysfakcjonowania wszystkich wokół, nie biorąc pod uwagę własnych uczuć, jest jak nigdy niekończąca się historia. Będziemy już zawsze, pod ogromną presją, próbowali spełniać określone zadania i zadowolić otoczenie.

Buntując się przeciw temu, co jest nam narzucane, za to obierając własny kierunek działań, poczujemy wielką ulgę i szczęście. Początkowo możemy mieć wyrzuty sumienia, ale po jakimś czasie, gdy zauważymy, jak wspaniale zmieniamy się rezygnując z czegoś, co dotąd powodowało u nas rozdrażnienie czy nawet złość, zmieni się nasze dotychczasowe podejście do życia.

Uwierzymy, że jesteśmy ważni, a na co dzień skupimy się na robieniu tego, co sprawia nam przyjemność.

Czasem trzeba być egoistą.

Życie jest za krótkie, by spełniać oczekiwania innych. Więc żyjmy tak, aby polegać na własnych upodobaniach i pamiętać, by nie obarczać swoimi oczekiwaniami innych.

 

 

Zdjęcie Unsplash


“Męczą mnie moje dzieci”

“Mam dość obowiązków domowych i opieki nad dziećmi”

“Macierzyństwo mnie przytłacza i odbiera wolność”

 

Coraz śmielej matki opowiadają o swoich prawdziwych uczuciach związanych z wychowaniem dzieci. Bo kto nią jest ten wie, jak naprawdę wygląda macierzyństwo, i że nie ma ono nic wspólnego z sielanką.

Matka Polka to kobieta, która zniesie wszystko. Pracuje, gdy choruje. Rezygnuje z własnych ambicji, by mieć jeszcze dokładniej wysprzątany dom i więcej czasu dla dzieci. Nie narzeka. Nie opowiada o swoich uczuciach. Oburza się, gdy inna matka pozostawi dzieci pod opieką ojca i ruszy w miasto z koleżankami. Idzie jak czołg bez żadnych refleksji na temat własnych potrzeb i odczuć związanych z byciem matką.

Kobiety, które żyją w taki sposób, być może nawet nie zdają sobie sprawy z tego, jak wiele w życiu tracą. Mają głęboko zakorzenione to, jak powinno wyglądać ich życie i jakie obowiązki należą do nich jako kobiet, żon i matek.

Nie mają prawa pomyśleć o własnych potrzebach, bo od małego uczono je, że to dobro rodziny jest najważniejsze.

Matka Polka zaczyna opowiadać o własnych uczuciach.

Kiedyś, gdy ojciec wracał zmęczony z pracy i nie miał ochoty bawić się z dziećmi, matka nie tylko nie miała nic przeciwko, musiała jeszcze uciszać dzieci, by nie przeszkadzały w drzemce zmęczonego tatusia.

Być może, a raczej z pewnością kobieta także była zmęczona, nikogo to jednak nie obchodziło. A sytuacja tylko dodatkowo ukazywała kobiecie, że nie ma prawa być zmęczona. Bo niby czym ma być? Przecież siedzi cały dzień w domu i nie pracuje.

Z biegiem lat, gdy kobiety zaczęły pracować zawodowo, oddając pod opiekę innych swą latorośl, niewiele się zmieniło. Po pracy przecież matka nie może być zmęczona. Jej obowiązkiem jest ogarnąć dom i przypilnować dzieci. Tak już zostało ustalone wieki temu i nie ma co się bulwersować.

Obecnie jest podobnie. Jednak świadome rodzicielstwo sprawia, że niektórzy mężczyźni zwyczajnie chcą uczestniczyć w życiu swoich dzieci. Zdają sobie sprawę z tego, jak ważna jest obecność ojca w życiu dziecka i postanawiają być jak najlepszymi w tej roli. 

Kobiety natomiast zauważają, że wcale nie muszą się bezgranicznie poświęcać. Mają prawo czuć przytłoczenie i zmęczenie. Mają prawo odpocząć i mieć czas dla siebie. 

Uczestnicząc w wielu forach i grupach związanych z wychowaniem dzieci zauważyłam, że mamy borykają się z poważnym problemem. Za często krzyczą na dzieci. Nie rozumieją dlaczego tak się zachowują. Wiedzą, że czasem nic strasznego się nie stało. Po prostu nie mogą zahamować swojej narastającej złości. Jest im potem przykro, przepraszają dziecko, jednak niedługo znowu się to powtarza.

Inne mamy piszą: “nie przejmuj się, to normalne, każda z nas tak czasem ma”.

Ale to nie jest normalne.

Czy bez powodu krzyczymy na kolegów z pracy? Na mijanych po drodze przechodniów? Na ludzi w sklepie, czy u fryzjera?

Denerwujemy się, gdy jesteśmy zmęczeni, przytłoczeni i mamy czegoś dość. Gdy nie widzimy szans na wydostanie się z trudnej sytuacji.

Męczą mnie moje dzieci…

Tak, macierzyństwo jest z pewnością trudną, stresującą i długotrwałą sytuacją. Czasami zdarzają się momenty, które napawają przeogromnym szczęściem i radością, jednak to nadal niezwykle trudna sytuacja zwłaszcza dla Matki Polki.

Bardzo mnie cieszy, że kobiety przestają być boginiami ogniska domowego, z zaczynają być zwykłymi mamami. Mamami, które mówią: “Mam dość, idę na spacer-sam sobie zrób kanapkę”.

Mamami, które nie zaklinają rzeczywistości, nie zaciskają zębów i nie udają, że ich życie to bajka. 

Jestem pewna, że mama, która pomyśli w tym wszystkim o sobie będzie o wiele mniej krzyczeć na dzieci.

Korzyści zatem będą obopólne.

Zrelaksuj się i pobądź z dzieckiem jednocześnie.

Nie namawiam, by porzucić rodzinę i wyjechać w Bieszczady. Chcę tylko zwrócić uwagę na to, że czasem można zrobić coś wbrew dziecku za to zgodnie z sobą samym i nie ma w tym nic złego.

Dziecko dzięki temu dowie się, że każdy ma własne uczucia i granice i należy je szanować. 

Zdaję sobie także sprawę z tego, że bardzo trudno jest odmówić zabawy, o którą prosi stęsknione po całym dniu dziecko i pójść się zdrzemnąć. Dlatego pierwsze co musimy robić w takiej sytuacji to poinformować dziecko o własnych uczuciach. 

“Jestem bardzo zmęczona. Wiem, że chcesz się ze mną bawić, ale ja nie mam na to akurat ochoty. Możemy razem zrobić coś innego”

I teraz wystarczy zaproponować dziecku jedną z czynności, które pozwolą odpocząć i jednocześnie być razem.

Czas spędzony z dzieckiem nie musi wyglądać, jak na amerykańskim filmie.

W amerykańskich filmach dzieci wraz z rodzicami godzinami skaczą, śmieją się, demolują co się da, rozrywają poduszki, ganiają się po domu i robią mnóstwo innych praktycznie niezdarzających się w rzeczywistości dziwnych rzeczy. Nasz czas z dzieckiem nie musi tak wyglądać. Może to być zupełnie innego typu rozrywka.

Jak odpocząć przebywając z dzieckiem?

Podczas wspólnych chwil pytamy dziecko o różne sprawy, okazujemy nasze zainteresowanie, pomagamy rozwiązać problem, jeżeli tego potrzebuje syn czy córka. Przez to wszystko dajemy im poczucie bezpieczeństwa, a w zamian otrzymujemy ich zaufanie. Opowiadamy o swoich trudnych sytuacjach z dzieciństwa, i jak sobie z nimi poradziliśmy. Możemy także mówić o codziennych sprawach, które młody człowiek próbuje zrozumieć i mu w tym pomóc, wyjaśnić pewne kwestie.

Jednak na opisane wyżej chwile powinno mieć się dobry nastrój i w takim klimacie prowadzić rozmowę. Ja natomiast chciałam skupić się na momentach, kiedy wiemy, że powinniśmy pobyć z dzieckiem, ale umysł mamy bombardowany przez zupełnie inne myśli.

Co wtedy możemy robić z dzieckiem?

CZYTANIE KSIĄŻKI

Nie mówię o bajeczkach i wierszykach, ale o normalnych, przygodowych książkach dla każdego, które mają wciągającą fabułę i przenoszą człowieka w inny świat. Czytanie dziecku 5 lub 6-letniemu Harrego Pottera czy inną fascynującą historię może okazać się świetnym sposobem na relaks. Rodzic nie musi się zmuszać do rozmów, które mu teraz kompletnie nie w głowie, ale jest z dzieckiem i przeznacza dla niego swój cenny czas.

FILM FAMILIJNY

Współczesne bajki dla dzieci dają większy ubaw rodzicom niż dzieciom. Kąśliwe uwagi bohaterów, nawiązania do sytuacji politycznych, czy teksty z kultowych komedii, są w stanie rozbawić i młodego i starego. Śmiech nieco rozładuje napięcie u rodzica, a dziecko będzie miało bardzo przyjemne wspomnienia, gdy dorośnie.

SPORT

Mogą być rowery, basen, bieg, spacer. Nie trzeba nic więcej. Zrobić coś wspólnie i cieszyć się swoim towarzystwem. Dziecko widząc, że rodzic nie jest w najlepszym nastroju doceni chociaż to, że mimo wszystko znalazł czas, by z nim pobyć. Sport bardzo korzystnie wpłynie na rodzica i wszyscy będą zadowoleni.

GRA KOMPUTEROWA LUB PLANSZOWA

Nie mam na myśli jakieś angażującej, jak “Wsiąść do pociągu”, gdzie trzeba obmyślać strategie działania. Jednak także ona mogłaby fajnie wpłynąć na nastrój rodzica i oderwać jego myśli od problemów. Można natomiast zagrać w zwykłe, proste gierki, jak warcaby, czy statki na tabletach. Rodzic jest z dzieckiem i oboje czerpią z tego faktu korzyści.

*

To nic strasznego znać swoje uczucia. Zdawać sobie sprawę z tego, co nas cieszy, smuci czy złości. Tego oczekujemy od dzieci. Że będą potrafiły rozpoznawać własne emocje, bo to ułatwi im życie. 

Ignorując to, co się dzieje w nas, w środku prowadzimy wewnętrzną wojnę z samym sobą. Pewnego dnia poczujemy się się zwyczajnie nieszczęśliwi, a nasze frustracje unieszczęśliwią nasze dzieci. Nie musimy w 100% rezygnować z siebie dla macierzyństwa.

Oczywiście bycie mamą zobowiązuje do troskliwego opiekowania się dziećmi, ale nie wolno zapominać o trosce o samą siebie.

 

newsletter blog liravibes

 

Photo by Unsplash

 

 


Dodatkowe zajęcia dla dzieci są obecnie bardzo popularne.

Nie budzą już takich emocji, jak 10 czy 20 lat temu, kiedy to tylko nieliczni uczęszczali na nie, ponieważ obecnie większość dzieci zapisana jest na pewnego rodzaju dodatkowe zajęcia.

Zajęcia dodatkowe dla dzieci są tworzone przez pasjonatów danej dziedziny, jak i profesjonalistów. Ich tematyka, kiedyś ograniczająca się do języków obcych i gry na instrumencie teraz w zasadzie jest niezliczona.

Oferta zajęć sportowych, naukowych, muzycznych, językowych skierowana do najmłodszych i tych starszych może przyprawić o zawrót głowy. Dzieci mogą od najmłodszych lat trenować niemal wszystkie dyscypliny sportu oraz grę na najbardziej wymyślnych instrumentach.

Zajęcia dodatkowe dla dzieci. Czy warto zapisać dziecko?

Rodzice chętnie zapisują swoje dzieci na zajęcia dodatkowe, ponieważ wielu zależy na ich rozwoju i co najważniejsze mają możliwości finansowe, by sobie na to pozwolić.

To wspaniale, że maluchy mają umożliwiony rozwój poprzez dodatkowe zajęcia, ponieważ nawet jeżeli nie zostaną wirtuozami skrzypiec lub strzelcami wszechczasów w piłce nożnej, to podczas zajęć doświadczą wielu sytuacji bardzo dobrze wpływających na ich rozwój.

Bardzo istotne jest, aby zajęcia dodatkowe prowadzone były przez osobę profesjonalnie przygotowaną lub pasjonata znającego się na rzeczy, ale przede wszystkim posiadającą odpowiednie podejście do dzieci.

Nauczyciel ma bardzo duży wpływ na podejście dziecka do lekcji. Jeżeli zajęcia są grupowe to do niego należy utrzymanie porządku i zadbanie o dobre relacje pomiędzy dziećmi.

Jeżeli dziecko nabywa nowe umiejętności z chęcią, a jego nauczyciel/trener jest kompetentną osobą z odpowiednim podejściem do dzieci to warto zapisać dziecko na zajęcia dodatkowe.

/

Może się wydać, że rola rodzica w dodatkowych lekcjach dzieci ogranicza się do finansowania zajęć oraz dostarczenia dziecka na odpowiednie miejsce o określonej porze. Wiąże się to jednak z wieloma innymi obowiązkami.

Gdy już wspólnie z dzieckiem zdecydujemy, że warto rozpocząć naukę podczas dodatkowych zajęć, znajdziemy odpowiedniego nauczyciela, zapiszemy dziecko, regularnie przywozić je będziemy na lekcje to powinniśmy pamiętać o kilku ważnych kwestiach.

Tak jak nie powinniśmy wymagać od dziecka  dobrych ocen w szkole, gdy nie interesujemy się jego szkolnym sprawami, tak samo nie oczekujmy sukcesów po dodatkowych zajęciach, gdy nasza rola będzie ograniczała się do wożenia dziecka autem.

Od podejścia i zaangażowania rodzica w dodatkowe  zajęcia dziecka zależy bardzo wiele.

Przypuśćmy, że pewnego dnia rodzic jest zmęczony i stwierdza, że dzisiaj syn czy córka mogłaby sobie odpuścić  trening, ponieważ chciałby odpocząć. Dziecko natychmiast dostrzega, że te jego zajęcia to w sumie nic ważnego i raz na jakiś czas może sobie odpuścić jedna czy dwie lekcje.

Kolejnym przykładem wpływu rodzica na postawę dziecka uczestniczącego w zajęciach dodatkowych jest zbyt duża presja związana z trenowaną dyscypliną lub nauką nowych umiejętności. Zajęcia sportowe dla dzieci w wieku 5-10 lat polegają głównie na ćwiczeniu koordynacji ruchowej, motoryki oraz nauce gry zespołowej. Oczekiwanie niezwykłych wyników od dziecka i wyróżniania się od samego początku na tle rówieśników może wcale nie skłonić dziecka do bardziej wytężonej pracy. Może za to zniechęcić je do ćwiczeń oraz doprowadzić do ciągłej rywalizacji w głowie dziecka, nawet gdy oczekiwana jest współpraca.

Wywieranie zbyt dużej presji na dziecku może odebrać całą radość z aktywnego spędzania czasu i osłabić zapał do dalszych ćwiczeń.

Jak zajęcia dodatkowe mogą zmienić dziecko?

Skupię się na pozytywnych aspektach, ponieważ zmuszanie dziecka do nauki gry na instrumencie, którego nienawidzi lub nie przywiązywanie dużej wagi do zajęć dziecka może niestety przynieść więcej szkody niż pożytku.

W zasadzie każde dodatkowe zajęcia wiążą się z dodatkowym rozwojem. Poszerzającą się wiedzą w danym obszarze oraz umiejętnościami społecznymi.

W zależności od tematyki dodatkowych zajęć dziecko rozwija się na różnych płaszczyznach. 

Rozwój fizyczny oraz emocjonalny.

Fizyczny zauważalny głównie przy treningach sportowych. Sport także wspaniale kształtuje i rozwija inteligencję emocjonalną.

Podczas, gdy dziecko w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym słabo radzi sobie z panowaniem nad emocjami, dopiero uczy się pewnych zachowań i testuje swoje reakcje, treningi sportowe dają wiele okazji do nauki. Cierpliwość, własny kodeks moralny poprzez grę fair play, a także szybkie otrząsania się po porażce i pokora, gdy okaże się, że jednak ktoś był lepszy to tylko niektóre wartości, jakie nabędzie dziecko w trakcie zajęć dodatkowych.

Wytrwałość.

Nic nie przychodzi łatwo. Dziecko musi się kiedyś dowiedzieć, że aby osiągnąć coś niezwykłego nie wystarczy czekać cierpliwie, aż samo się zjawi. Trzeba ruszyć się i wziąć się do roboty. Nawet potykając się wielokrotnie, wytrwale podnosić się i próbować dalej. Niejednokrotnie może chcieć zaprzestać dalszej nauki lub szybko zmienić obiekt zainteresowań, by zapomnieć o niepowodzeniach. Rodzic powinien wspierać wytrwałe uczestnictwo w zajęciach, by uczyć dziecko konsekwencji w działaniu. Być może za chwilę dokona “niemożliwego”. Samo zauważy, że już chciało się poddać, a po chwili udało się osiągnąć to, co wydawało się niewykonalne. Będąc w podobnej sytuacji w przyszłości, będzie wytrwale próbowało osiągnąć cel, nawet jeśli będzie wydawał się bardzo odległy.

Akceptacja swoich braków.

Dzieci są często bezkrytyczne wobec siebie. Jednak na turniejach i w konkursach wszystkie braki zostają obnażone, a dziecko musi się zmierzyć w tym uczuciem. Rodzic może swoim zachowaniem doprowadzić do zaprzestania dalszych starań lub zachęcić do bardziej efektywnej pracy, do szukania sposobu, aby opanować pewną umiejętność. Wesprzeć słowami „nie poddawaj się, uda ci się”. 

Akceptacja swojej osoby jest bardzo ważna i nie polega tylko na zdawaniu sobie sprawy ze swoich walorów. To także umiejętność dostrzegania własnych wad i umiejętność życia z nimi. Takie podejście do życia bardzo ułatwia codzienne funkcjonowanie oraz radzenie sobie z krytyką ze strony innych.

Znamy swoje mocne strony, ale nie odbieramy osobiście negatywnych opinii na nasz temat.

Dziecko, które uczy się nowych umiejętności powinno czuć akceptację rodziców pomimo braku wyróżnień w danej dyscyplinie czy wygranych konkursów. Musi wiedzieć, że jest w pełni akceptowany, a jego wyniki nie świadczą o tym kim jest, ale tylko o tym na jakim poziomie opanował pewne umiejętności.

Cel i ciągły rozwój.

Dzieci tego jeszcze nie rozumieją, ale w pewnym momencie zauważą, że życie nie ma większego sensu bez chociażby najmniejszego celu. Jakiś bonus, coś ekstra od życia do czego się dąży przez dłuższy czas.

Nie mówię o rzeczach materialnych, choć zakup czegoś o czym marzymy długie lata także może dać wiele przyjemności. Myślę tu bardziej o rozwoju człowieka. Osiągnięciach, których nikt nie może komuś odebrać, które dają poczucie sensu swojego istnienia na tym świecie.

Gdy wszystko przychodzi zbyt łatwo, szybko przestaje cieszyć. Nie ma przyjemności z zakupów, gdy stać nas na wszystko. Piątka z egzaminu nie daje takiej satysfakcji, gdy wiemy, że ściągaliśmy. 

Umiejętności nabywane na zajęciach dodatkowych mogą sprawić, że dziecko zacznie samo sobie ustawiać poprzeczkę i powolutku ją podnosić. Zacznie czerpać ogromną satysfakcję z osiąganych celów, a dzięki temu czerpać ogromną satysfakcję z życia. Osiąganie celów będzie dla niego najprzyjemniejszym momentem w życiu, dlatego będzie dążył do tego momentu, a przez to ciągle uczył i rozwijał.

.

Zajęcia dodatkowe dla dzieci w grupie.

Zajęcia dodatkowe to nie tylko nauka to czasem także uczestniczenie w grupie społecznej, która ma podobne zainteresowania i pasje. W grupie, która daje możliwość wyrażenia opinii na dany temat oraz posłuchania cudzej. Obserwacja zachowań kolegów i ich podejścia do wygranej i przegranej. Cieszenie się z sukcesu swojej drużyny, widząc płacz przeciwnej. Docenianie własnego szczęścia, bo następnym razem może sprzyjać przeciwnikom.

To także rywalizacja. Chęć bycia najlepszym, wyróżnienia się. Próbowanie tego, co przed chwilą dokonał kolega.

l
Zajęcia dodatkowe dla dzieci- moje doświadczenia.

Mój syn uczy się języka angielskiego oraz poszerza umiejętności bramkarskie podczas dodatkowych zajęć. Angielski odbywa się indywidualnie przez Skyp’a natomiast trening bramkarski w grupie rówieśników.

Dawniej brał udział w zajęciach językowych w grupie jednak ani nauczyciel, ani grupa (zróżnicowana wiekowo) nie sprzyjały edukacji. Syn źle się czuł podczas takich zajęć dlatego szukaliśmy alternatywy.

Nauka jeden na jeden okazała się strzałem w dziesiątkę, ze względu na formę zajęć jak i nauczyciela, który ma świetne podejście do dziecka.

Żadne z zajęć dodatkowych, w których uczestniczy mój syn nie powodują u niego złości czy choćby niezadowolenia z obowiązku odbywania lekcji. Wręcz przeciwnie. Nawet nie wie kiedy lekcja angielskiego minęła i czasem prosi o chwilę przedłużenia. Na treningi piłkarskie mógłby chodzić codziennie i grać aż padnie.

Wiem, że moje dziecko się rozwija podczas dodatkowych zajęć i na tym mi zależy najbardziej. Widzę ogromną, pozytywną zmianę w zachowaniu syna i wiem, że zajęcia te przyczyniły się do tego. 

*

Głównym celem zajęć dodatkowych dla każdego rodzica powinien być rozwój dziecka. Myślenie o wielkich sukcesach związanych z trenowaną dyscypliną przez dziecko jest niepotrzebne. Najważniejsze jest zdobywanie nowych umiejętności oraz poszerzanie wiedzy. Zadaniem rodzica jest także motywowanie dziecka do rozwoju oraz wspieranie jego wytrwałości.

Zajęcia dodatkowe dla dzieci to ogromna szansa, jakiej my nie mieliśmy. Dlaczego by nie dać jej naszym dzieciom…

 

 

 

 

Zdjęcie Unsplash


Jak wychować asertywne dziecko, gdy sami mamy problem z asertywnością? Właśnie dlatego chcemy poznać sposoby na wychowywanie asertywnego dziecka, bo wiemy jak świetnie sobie radzą w życiu osoby asertywne, ale my nimi nie jesteśmy.

Co to jest asertywność?

Asertywność to cecha, którą posiadają osoby pewne siebie i przekonane o wartości swojego zdania i swojej osoby. To nie tylko umiejętność odmowy, ale także łatwość przyjmowania krytyki, zdolność do wyrażania własnych, nawet odmiennych opinii oraz trafne wyrażanie próśb i oczekiwań.

Bycie asertywnym ułatwia życie na wielu płaszczyznach, bardzo pozytywnie wpływając na relacje z innymi ludźmi. Osoba asertywna jest w stanie wyrażać swoje zdanie, gdy coś jej się nie podoba np. gdy zostaje niesprawiedliwie potraktowana, upomni się o swoje, gdy ktoś nie dotrzyma obietnicy, a także jasno wyrazi swoje oczekiwania wobec innych starając się nikogo nie urazić, a nawet jeśli, to wie, że tak należało postąpić.

 

 

JESTEM WAŻNYM, WARTOŚCIOWYM CZŁOWIEKIEM I MAM PRAWO MIEĆ SWOJE ZDANIE

To motto asertywnych osób. Każdy chciałby tak powiedzieć o sobie, a rodzicie powinni to często przypominać swoim dzieciom.

Jednak na co dzień sytuacja przedstawia się nieco inaczej. Zamiast wspierać i doceniać zdarza się chyba każdemu rodzicowi zwłaszcza w chwili zdenerwowania wyrzucić z siebie uwagę zabijającą asertywność w małym człowieku.

Co pozbawia dziecko asertywności?

Krytyka

Zwłaszcza nieumiejętna, która nie odróżnia zachowania od osoby dziecka, potrafi bardzo znacznie obniżyć poczucie wartości i dać mu do zrozumienia, jak słabym jest człowiekiem. Zdarza się także porównywać dziecko do innych oraz bazować na ocenie obcych osób o nim. To wpędza dziecko w poczucie bycia gorszym od innych. Ciągłe strofowanie: „nie tak szybko”,” za wolno”, „co tak słabo?” ‘ „tak się tego nie robi”, sprawia, że dziecko samo zaczyna sobie wmawiać, że nie poradzi sobie w żadnej sytuacji, bo robi wszystko nie tak, jak powinno.

Brak możliwości samodzielnego podejmowania decyzji.

Ograniczenia są bardzo wartościową kwestią w wychowaniu dziecka, jednak bezwzględne zakazy i dyktowanie sposobów zachowań, brak liczenia się ze zdaniem dziecka w każdym momencie doprowadzi do sytuacji, w których dziecko nie będzie w stanie podjąć, żadnej decyzji. Ponieważ nigdy wcześniej nie miało okazji ku temu, więc odpowiedzialność za choćby łatwe zadanie zrzuci na kogoś innego, obnażając swoją słabość i dezorientację.

Wytykanie słabości.

Okazywanie dezaprobaty w sytuacji, gdy zachowanie dziecka nie ma nic wspólnego z ogólnie przyjętym za poprawne. Mówienie wtedy do niego: „ale ty jesteś ślamazarny”, „zawsze się musisz tak wypaćkać..”, „jesteś taki nieśmiały, że nie wiem, jak ty sobie poradzisz w życiu” wyryją się na stałe w głowie dziecka. Często powtarzane będą się ciągnąć za nim latami i stale mu przypominać, jakie ma wady.

Katastrofizowanie.

Każdy czasem katastrofizuje choć nie ma to większego sensu. Może po prostu chcemy usłyszeć od kogoś: „nie, no co ty, na pewno tak nie będzie, nie martw się”. Jednak robiąc to w obecności dziecka wpoimy mu negatywne nastawienie i nauczymy, że zawsze coś musi pójść nie tak. Mając dobrego nauczyciela, bystre dziecko szybko zacznie samo sobie wmawiać: „po co się męczyć i tak mi się nie uda”,” będą się ze mnie śmiać”, „nie dam sobie rady” i rzeczywiście tak się to może skończyć. Z czasem zaprzestanie całkowicie podejmowania działań lub zaniecha starań po krótkim czasie.

Dawać do zrozumienia ze zdanie dziecka jest nieistotne.

Podejmowanie decyzji związanych z życiem dziecka, bez uwzględnienia jego opinii na dany temat daje mu prosty przekaz: „nie masz nic do gadania”. Jeżeli sytuacja będzie miała miejsce nawet, gdy dziecko będzie starsze, niechęć do wyrażania własnej opinii utrwali się jeszcze mocniej. Przełoży się to na pozycję w grupie rówieśniczej i brak chęci aktywnego uczestnictwa w niej.

Karać słowami: -„zawsze musisz coś schrzanić”, „jak mogłeś tego nie wiedzieć?”, „jak mogłeś się tak zachować-wstyd!”, za popełniony błąd.

Takie słowa słyszane od obcego człowiek są bardzo bolesne, a od rodzica burzą cały świat dziecka. Wpędzają w poczucie winy i upokarzają. Sprawienie zawodu rodzicowi, który jasno wyrazi swoje rozczarowanie i wściekłość na małego człowieka, rujnują jego poczucie wartości i powodują, że zaczyna wierzyć w to co słyszy, utożsamiać się z tą oceną i stawać się NIKIM.

Zbyt duże oczekiwania wobec dziecka.

Poprzeczka powinna być zawsze nieco powyżej umiejętności dziecka, aby ciągle dążyło do poszerzania swojej wiedzy oraz kompetencji. Przeskoczenie jej daje dziecku satysfakcję i wpływa pozytywnie na samoocenę. Gdy jednak jest za wysoko i nie ma możliwości by ją dosięgnąć, dziecko może zacząć myśleć o sobie, że jest do niczego, a wyczuwając rozczarowanie ze strony rodziców zacznie się obwiniać i żyć pod duża presją. Bardzo negatywnie wpłynie to, na jego poczucie wartości oraz samoocenę. Dziecko zniechęci się podejmowania nawet najłatwiejszych zadań, a osiągnięte „zwykłe” sukcesy nie będą miały dla niego żadnej wartości.

 

Agresywność zamiast asertywności.

Wymienione wcześniej zachowania rodziców wobec dziecka mogą się przyczynić nie tylko do braku asertywności. Istnieje możliwość, że osoby, które nie chcą być traktowane i postrzegane w ten sposób zaczną walczyć. Staną się agresywne, bo tylko tak będą umiały się bronić.

Większość dzieci wychowywanych według opisanych wcześniej zachowań będą jednak prezentowały postawę uległą. Brak pewności siebie, wsparcia ze strony najbliższych, ciągłe porównywanie do innych, poczucie bycia gorszym od wszystkich, nie pozwolą mu na wychylanie się z własną opinią lub upominanie się o swoje. Rówieśnicy szybko wyczują taką postawę i mogą zacząć to wykorzystywać.

Wiedząc czego nie można pod żadnym warunkiem robić, aby nie pozbawiać dziecka asertywności powinniśmy przede wszystkim skupić się na wspieraniu jego poczucia wartości przez szanowanie jego zdania i liczenia się z jego uczuciami. Nauczyć się konstruktywnej krytyki i umiejętnego chwalenia. Ale przede wszystkim kochać bezwarunkowo.

Asertywny rodzic- asertywne dziecko.

Bardzo często rodzice zauważają problem z brakiem asertywności u swojego dziecka, widząc w nim siebie. Zachęcają je do walki o swoje, ale samo wspieranie asertywnej postawy nic nie daje. Dziecko niczym kalka powiela zachowania uległych rodziców. Jeżeli zdajemy sobie sprawę z tego jak wiele można stracić będąc pozbawionym asertywności, powinniśmy jak najszybciej wziąć się do roboty.

Dziecko i troska o jego przyszłość jest najwspanialszą motywacją do pozbywania się złych nawyków i uciążliwych przyzwyczajeń.

Ja dzięki dziecku postanowiłam polubić pająki (syn płakał, gdy chciałam jakiegoś… się pozbyć). Zaczęłam też walczyć o swoje, bo nie chciałam, żeby moje dziecko było świadkiem sytuacji, w której ktoś mnie źle traktuje lub odnosi się do mnie bez szacunku. Byłoby to upokarzające dla mnie i dla niego.

Nauczyłam się asertywności dla dziecka i dzięki niemu.

Wiem, że każdy może. Jest wiele kursów i książek na ten temat. Jednak żadne szkolenie nie sprawi, że z dnia na dzień staniemy się asertywni. Musimy w różnych sytuacjach próbować asertywnych zachowań i powoli je uskuteczniać. Odważyć się powiedzieć swoje zdanie lub bronić go, gdy ktoś nam wmawia, że nie mamy racji.

Asertywność otwiera wiele drzwi, pomaga załatwić wiele spraw, a do tego daje mam pewność siebie. Jak wychować asertywne dziecko? -Trzeba zaprezentować to dziecku własną postawą i często powtarzać asertywne zachowania w codziennych sytuacjach.


Chyba w każdej rodzinie poranek wygląda podobnie.

Wstawaj! Umyj zęby! Ubieraj się! Szybciej! Jedz, bo się spóźnimy! Szybko! Za chwile musimy wyjść! Pospiesz się! 

I choć wydawanie komend i krzyki wydają się być wystarczające, by pomóc dziecku szybciutko się ogarnąć, okazuje się, że to nie działa. I nawet, gdy rozkazy powtórzymy nawet 1000 razy bywa tak, że dziecko wcale nie umyje zębów, bo czas się skończy. I wtedy dopiero się zaczyna…

Krzyczenie na dziecko jest bardzo częstym elementem każdego poranka.

Czy poranek nie powinien wyglądać tak?

przestać krzyczeć na dziecko parenting liravibes

Uśmiechy, spojrzenia pełne miłości i akceptacji, błogi relaks i odprężenie. Nikt się nigdzie nie spieszy, nikt nie przewraca szklanki z mlekiem, nikt nie chlapie dżemem jagodowym na jedyną białą bluzkę w dzień galowy. Nie ma psa, co żebrze o resztki jedzenia, kota co wskakuje na stół, taty, który wylewa swoją nienawiść do szefa na dzieci, mamy, która ma dość smug na oknach. Niestety, takie rzeczy, tylko na zdjęciach. 

W rzeczywistości poranek wygląda tak:

przestać krzyczeć na dziecko blog parenting liravibes

 

Chociaż powiem szczerze, rzadkością jest spotkanie się całej rodziny w jednym miejscu, o tej samej porze. Zwykle któreś z rodziców wychodzi jako pierwsze, by drugie mogło się oddać beztroskiemu wyprawianiu dzieci do szkoły. No i ten porządek… aż bije po oczach.

By krzyczenie na dziecko ograniczyć lub całkowicie wyeliminować z naszego życia trzeba nauczyć je punktualności.

Jest wiele powodów przez które krzyczymy na dzieci. Zwykle doszukujemy się w tym winy dziecka, ale po ochłonięciu zdajemy sobie sprawę, że to my zawaliliśmy. Tak naprawdę niewiele trzeba, by krzykiem dać dzieciom do zrozumienia, że coś jest nie tak jakbyśmy sobie tego życzyli.

Jednym z najczęstszych powodów dlaczego krzyczenie na dzieci staje się normą jest nasz brak cierpliwości oraz opieszałość dzieci. Poranek i moment wyjścia na czas z domu to czas poganiania, kąśliwych uwag, kpin i wielu innych nieprzyjemnych słów kierowanych w stronę dziecka. 

Popędzanie, musztrowanie i niemiłe traktowanie dzieci jest czasem koniecznością, by na czas być w szkole, a później w pracy.

Wiem to, ponieważ pomimo troski o niezależność mojego dziecka, pozwalania decydowania mu o sobie w wielu kwestiach oraz pełnej akceptacji jego osoby, niektóre poranki w moim domu wyglądały jak w wojsku. 

Moja cierpliwość nadszarpnięta nieprzewidzianymi zdarzeniami w życiu, prowadziła do bardzo nieprzyjemnych sytuacji z samego rana (wieczorem też bywało różnie). Moje dziecko często słuchało rozkazów i zakazów, a nawet krzyków.

Oczywiście po wszystkim miałam wyrzuty sumienia, że zamiast dać dziecku z rana okazję do śmiechu i pozytywnych emocji, sprawiałam mu przykrość i powodowałam smutek na jego kochanej buźce.

Co gorsze moje ciągłe upominania nie przyczyniły się do nagłego olśnienia dziecka. Nie zaczął z dnia na dzień wstawać przed budzikiem i szykować się zgodnie z zasadami dorosłych”. Wręcz przeciwnie!

Im więcej rozkazywałam, tym więcej rozkazów oczekiwał syn! Okropna atmosfera powodowana porannymi awanturami nikomu nie pozwalała cieszyć się nowym dniem.

W końcu zrozumiałam, że to droga donikąd. Najwyższa pora znaleźć sposób, by poranki z horroru zastąpić przyjemnym początkiem dnia.

Czas, by dziecko przejęło kontrolę nad… szykowaniem się do szkoły.

Trzy zasady pomogły mi zaprowadzić zmiany, na których tak bardzo mi zależało. Oto one:

Zasada nr 1 – Zrozumieć dziecko.

Jest świetny wiersz Danuty Wawiłow, który doskonale oddaje, to co myśli sobie dziecko:

Szybko, zbudź się, szybko, wstawaj!
Szybko, szybko, stygnie kawa! 
Szybko, zęby myj i ręce! 
Szybko, światło gaś w łazience! 
Szybko, tata na nas czeka! 
Szybko, tramwaj nam ucieka! 
Szybko, szybko, bez hałasu! 
Szybko, szybko, nie ma czasu! 

Na nic nigdy nie ma czasu? 

A ja chciałbym przez kałuże 
iść godzinę albo dłużej, 
trzy godziny lizać lody, 
gapić się na samochody 
i na deszcz, co leci z góry, 
i na żaby, i na chmury, 
cały dzień się w wannie chlapać 
i motyle żółte łapać 
albo z błota lepić kule 
i nie spieszyć się w ogóle… 

Chciałbym wszystko robić wolno,
ale mi nie wolno.

Tak bardzo tęsknimy do dzieciństwa, ponieważ wtedy byliśmy tacy beztroscy. Nie przejmowaliśmy się godziną, pogodą, ani nawet kursem franka szwajcarskiego. Jest to ten jedyny moment w życiu, gdy naprawdę można mieć wszystko w nosie i to jest wspaniałe. Każde dziecko powinno mieć ten czas. Wraz z rozpoczęciem się szkoły powoli to wszystko zanika. Godzina zaczyna mieć znaczenie i pogoda może zepsuć plany. 

Gdy dziecko chce kontemplować paproch na dywanie, bo jest pewne, że się poruszył my natychmiast ściągamy je na ziemię, szydząc z jego omamów. 

Dziecko nie ma w sobie chęci, ani umiejętności planowania i układania w głowie tego co, kiedy i po czym ma zrobić. Ono dopiero się tego uczy. Nasze rozkazy powodują tylko presję, a w takich nerwowych warunkach ciężko się czegoś nauczyć, czy coś zapamiętać. Zadanie wykonane, ale jutro znowu trzeba będzie o nim przypomnieć.

Gdy zrozumiałam, jak ważne jest oddanie dziecku możliwości samodzielnego nauczenia się punktualności, zauważyłam, że nareszcie dzieje się to, co chciałam wymóc upominaniem. Zrozumienie zachowania dziecka, akceptacja jego szybkiej dekoncentracji i braku myślenia logicznego, pomogło mi łatwiej znosić nieprzewidziane zachowania dziecka, a jemu dać miłość bezwarunkową, którą powinno mieć każde dziecko. 

Ciągłe musztrowanie oraz krzyczenie na dziecko bardzo obniża jego pewność siebie. Ono wie, że nie potrafi pamiętać o tym, co ma za chwile zrobić i czuje się gorsze za każdym razem, gdy rodzic kręci głową z dezaprobatą. Przecież zależy nam, aby nasze dzieci były pewne siebie, bo da im to dużą przewagę w życiu, wiec nie możemy robić czegoś, co im tą pewność odbierze.

Zasada nr 2 – Dlaczego trzeba być na czas?

Pospiesz się, bo się spóźnisz, dla dziecka to znaczy tyle, co nic. Póki co, to rodzic świeci oczami za dziecko i jego spóźnienia. W oczach nauczyciela jest to tylko słaba organizacja czasu mamy lub taty.

Dlaczego by tego dziecku nie powiedzieć?

Nawet kilkulatkowi można wytłumaczyć, że nam, rodzicom zależy na tym, by być wszędzie na czas. Punktualność jest bardzo ważna w życiu. Przez spóźnienie można mieć kłopoty, a nawet stracić coś bardzo cennego.  Dlatego, dopóki z nami będzie wychodzić z domu, będziemy zawsze starać się być na określoną godzinę.

A dlaczego trzeba być punktualnym?

Zanim padnie takie pytanie dobrze wykorzystać sytuację, kiedy dziecko czeka na gości ,jednak oni się spóźniają. Można wtedy zapytać, jak się czuje, gdy koledzy, którzy mieli być na czas, spóźniają się lub wcale nie przychodzą. Może łatwiej mu będzie wczuć się w rolę osoby, do której on się spóźnia. Pomyśli sobie pewnie jest mu przykro, siedzi i czeka na mnie, muszę się pospieszyć”.

Dziecko musi znać zasady, którymi sami się kierujemy w życiu. Jeżeli sami nie jesteśmy punktualni, nie mamy prawa wymagać tego od dzieci. Swoją postawą przekazujemy im najważniejsze wartości. Nasze słowa mają drugorzędne znaczenie.  

Musimy przypominać dziecku, jak ważna jest punktualność i doceniać każdy jego wysiłek, mający na celu punktualne przybycie na umówione miejsce. 

Zasada nr 3 – Jak stoimy z czasem?

No dobrze, skoro nie upominanie, rozkazywanie, hipnoza to co? Jak w takim razie zmusić dziecko do wstawania, mycia, ubierania, jedzenia i wyjścia z domu o wyznaczonej porze bez używania niemiłych słów ? 

Wystarczy pociągnąć dziecko do odpowiedzialności. Brzmi poważnie i tak też wygląda. 

Dlaczego to my mamy prosić dziecko, by wstawało do szkoły? Dlaczego ma nam robić łaskę, że odrabia lekcje? Co by się stało, gdyby się spóźniło? Co się wydarzy, gdy nie odrobi lekcji?

W klasie mojego syna była sytuacja, która doskonale pokazała, jak złym pomysłem jest przejęcie odpowiedzialności za obowiązki szkolne dziecka.

Wychowawczyni, chcąc ułatwić rodzicom dopilnowanie dzieci, by odrabiały prace domowe, codziennie na grupie fejsbukowej zamieszczała informację o tym, co było zadane. Rodzice mieli tylko sprawdzić, czy dzieci rzeczywiście pamiętają o tym, co mówi nauczycielka na koniec lekcji. Jednak większość z nich, zamiast liczyć na pamięć własnych dzieci, postanowiła polegać tylko na tym, co napisała nauczycielka, zupełnie pomijając wiedzę dziecka. Niektóre dzieci przestały przywiązywać wagę do zadawanych prac domowych, a w przypadku, gdy z jakichś powodów nauczycielka nie zdążyła zamieścić informacji na grupie, mówiły, że nie mają pracy domowej, bo nie było nic napisane na fejsbuku! Oczywiście zamieszczanie informacji o pracy domowej zakończyło się.

Dziecko w wieku szkolnym powinno powoli oswajać się z obowiązkami, a także czasem przeznaczonym na nie.

Musi przecież wiedzieć, o której godzinie zaczyna lekcje, o której kończy, ile ma przerw, kiedy idzie na obiad, a jeżeli jest już starsze musi także pamiętać o zajęciach dodatkowych.

Jeżeli dziecko nie zna się jeszcze na zegarku to jest to świetny moment na kupienie i rozpoczęcie użytkowania go. Najlepiej, gdy będzie elektroniczny, jednak wskazówkowy też da mnóstwo nowych, bardzo cennych informacji.

Gdy niedawno moja 6-letnia siostrzenica dostała zegarek, co chwila mówiła każdemu która godzina. Warto wykorzystać tę radość z posiadania nowego gadżetu do nauki. 

Zaczynamy od budzika. Niech dziecko samo ustawi sobie budzik w telefonie lub zegarku. Będzie podekscytowane, gdy go obudzi. Mój syn tak nie mógł się doczekać, że obudził się kilka minut przed dzwonkiem i czekał na sygnał do wstawania.

Następnie mówimy, która jest godzina i ile mamy czasu na przygotowanie się do wyjścia.

Jeżeli dziecko wstaje o 7:00, to do 7:10 (lub gdy długa wskazówka będzie na 2) muszą być umyte zęby, a ubrania założone. 

Samo ma pilnować czasu, jeżeli się zagapi lub zajmie czymś innym wystarczy zapytać: Jak czas? i dziecko szybko wraca do rywalizacji z zegarkiem.

Kolejne zadania i kolejnych kilka minut na wykonanie. Gdy zostaje trochę czasu, to należy się odpoczynek lub inna przyjemność. Ważne, że najistotniejsze czynności zostały wykonane, można z uśmiechem i spokojem wyjść z domu.

Takim sposobem dziecko powoli przyzwyczai się do życia na czas. To smutne, ale konieczne, żeby być punktualnym, trzeba ciągle mieć rozeznanie w czasie. Poza tym dodaje w zakresie 60, a także powoli zaczyna rozumieć, jak działa zegar wskazówkowy. Nie pomyli dużej wskazówki z małą, jak często się zdarza dzieciom w początkowej fazie nauki odczytywania godzin na zegarze.

Być może ta metoda przyczyni się do spędzenia przyjemnego poranka w rodzinnym gronie bez popędzania, krzyków i straszenia dzieci karami za spóźnienia. Być może wzbudzi w dziecku poczucie odpowiedzialności i samodzielność. Może spodoba mu się możliwość panowania nad swoim życiem w tak ważnym momencie dnia. Samo zauważy, że jeszcze niedawny chaos został zamieniony na spokój i przyjemnie spędzony czas.

Dobrze by było, gdyby dziecko dowiedziało się od nas, jak uwielbiamy poranki pełne radości i uśmiechów, kiedy samo jest w stanie dopilnować swoich obowiązków.

Każdy z nas lubi być doceniony, wtedy jeszcze bardziej się staramy i nie chcemy zawieść osoby, która nas doceniła. 

Krzyczenie na dzieci wywołuje smutek u tych, co słuchają krzyków i u tych, co krzyczą.

By przestać krzyczeć na dzieci trzeba tego chcieć. Trzeba zmusić się do cierpliwego szukania rozwiązania trudnej sytuacji w inny sposób. Jednym takich rozwiązań jest eliminowanie sytuacji, które wyprowadzają nas z równowagi. Zakończenie awantur powodowanych poranną opieszałością dziecka, na pewno pozwoli przyjemnie rozpocząć dzień. Teraz pozostaje tylko znaleźć sposoby na przyjemne wieczory.

 

 

Może Cię także zainteresować:

Jak zachęcić dzieci, by czytały książki?

Dlaczego dzieci się popisują?

 

Photo by Jess Watters on Unsplash


Pierwszy dzień szkoły, zawłaszcza nowej, może wiązać się z dużym stresem. Nie tylko małe dzieci obawiają się tego momentu, ponieważ dla większości z nas początek czegoś nowego jest zwykle związany z niepokojem, a nawet dużym zdenerwowaniem.

Każdy dorosły zdaje sobie sprawę z konieczności wykonania tego pierwszego kroku, wie także, że później już będzie tylko lepiej. Małe dzieci jednak tego nie wiedzą. Jest im dobrze wśród osób, które znają i w miejscu, które daje im poczucie bezpieczeństwa.

Pierwszy dzień w szkole oznacza dla nich kompletną zmianę dotychczasowej rzeczywistości, ponadto nie rozumieją, że to tylko chwilowy niepokój, który niedługo może przerodzić się w coś bardzo ekscytującego. Nawet, gdy im o tym powiemy, mogą mieć duże wątpliwości lub całkowity brak wiary w poprawę sytuacji w przyszłości.

Jak pomóc dziecku pozytywie nastawić się na pierwszy dzień szkoły?

Nie tylko pierwszy dzień jest tu ważny, ponieważ ten jest dla dziecka w miarę znośny. Nie dość że jest tam z mamą, to jeszcze po niedługim czasie idzie do domu. Gorzej drugiego dnia, wtedy samo już musi zmierzyć się z nowymi doświadczeniami.

Sposoby, takie jak wspólny zakup plecaka, czy organizacja pokoiku (miejsca) do nauki może na moment pomóc zmienić postrzeganie szkoły przez dziecko, jako coś strasznego i sprawić, by zaczęło myśleć o niej w bardziej pozytywny sposób. Jednak tylko chwilowo zmieni się nastawienie dziecka. Niepokój związany z nieznanym nadal będzie dominował i niestety nie będzie nam łatwo ulżyć w tym dziecku.

Co możemy zrobić?

ROZMAWIAĆ

Często rozmowa z dzieckiem, to jak chodzenie po polu minowym, jedno nieodpowiednie słowo i cały wysiłek na nic.

Ciągłe przekonywanie dziecka, co do zalet szkoły jest w zasadzie zbędne. Ma ono swój wizerunek szkoły w głowie i dopóki się nie zacznie rok szkolny oraz pierwsza lekcja, nic tego obrazu nie zmieni.

Możemy za to wspominać swoje lata szkolne z radością i tęsknotą. Przedstawiać dziecku ten czas, jako najbardziej beztroski i pełen przygód. Opowiadać, co zmalowaliśmy i jakie mieliśmy przez to “kłopoty”. Możemy trochę ubarwić historie przedstawiając nauczycieli jako wyrozumiałych i pomocnych, nie to, że w rzeczywistości tacy nie są 😉

Każdy, nawet dorosły ma obawy przed pierwszym dniem na studiach, czy w nowej pracy. Mówimy do dziecka “Nie bój się, nie masz czego”, sami będąc na jego miejscu boimy się tak samo. Warto powiedzieć mu o tym, że każdy odczuwa podobnie w takim momencie i nie ma w tym nic złego, wręcz przeciwnie. Opowiadając dziecku o naszych obawach oraz o tym, co wydarzyło się później, jak przyjemnie było po już na drugi dzień, z pewnością dodamy dziecku odwagi, ale także pokażemy mu naszą akceptację.

ODWRÓCIĆ UWAGĘ OD SZKOŁY

Jeżeli dziecko bardzo nerwowo reaguje na temat szkoły i wszystkiego co z nią związane, nie powinniśmy na siłę zabierać go na zakupy zeszytów i przyborów szkolnych ponieważ może to wcale nie wpłynąć na zmianę myślenia dziecka, a wręcz na zwiększenie jego niepokoju. Zamiast tego można na ostatnie tygodnie wakacji zaplanować najwięcej atrakcji lub pozwolić dziecku robić to, co sprawia mu największą przyjemność, byle tylko zniwelować towarzyszący mu strach.

W dzień nie pozwolić się dziecku nudzić, zarzucając go nowymi pomysłami do zabaw, gier i innych działań niedających chwili wytchnienia zadań, wieczorami czytać książki, które zawładną wyobraźnią dziecka i nie dopuszczą do niej strachów, związanych ze szkołą.

Dni dziecka będą wypełnione atrakcjami do tego stopnia, że nie zauważy, że zaczęła się szkoła.

Tak samo można zrobić, gdy dziecko wraca ze szkoły ze skwaszoną miną i twierdzi, że nigdy więcej tam nie pójdzie (o ile mamy pewność, że marudzenie dziecka jest tylko zwykłym kapryszeniem). Często rozmowy i przekonywanie nic nie daje. Dlatego warto okazać zrozumienie (Widzę, że dzisiaj nie podobało ci się w szkole…) i szybko przejść do koniecznych do wykonania zadań, zabaw, sprzątania itp. Byleby odciągnąć myśli dziecka od wyimaginowanych, negatywnych wspomnień związanych ze szkołą.

NIE PORÓWNYWAĆ DO KOGOŚ

“Jak ja byłam w twoim wieku, to sama musiałam iść na pierwszy dzień szkoły i to przez ciemny las, a ty idziesz ze mną, to czego ty się boisz?”

“Kasia z klatki obok w ogóle się nie przejmuje szkołą, a ty ciągle przeżywasz…”

Myśląc, że pokazując inne silniejsze charaktery zmotywujemy dziecko do tego samego.  W rzeczywistości stawiamy już mocno zestresowane dziecko pod jeszcze większą presją.

Każdy z nas inaczej reaguje na pewne sytuacje. Często się jednak zdarza, że dorośli porównują oceny dzieci, mimo że każde z nich ma inne predyspozycje i zainteresowania. Porównują osiągnięcia sportowe, mimo że każde ma inne możliwości. Zachowania dzieci także są porównywane, a przecież każde z nich powinno mieć prawo zachować się tak, jak pozwala mu na to jego osobowość.

Jeżeli jedno idzie do nowej szkoły bez strachu, nie oznacza to, że inne dzieci muszą być takie same.

Dając dziecku możliwość odczuwania własnych emocji. Nie narzucając mu określonych zachowań innych osób, okazujemy mu miłość bezwarunkową i akceptację, które są niezwykle ważne dla każdego dziecka.

POZNAĆ KILKA OSÓB Z KLASY I NOWĄ PANIĄ

Nie miałabym nic przeciwko, gdyby mama wyjątkowo zaniepokojonego nową szkoła dziecka, poprosiła mnie o wizytę i dodanie otuchy przyszłemu uczniowi. Myślę, że większość nauczycieli nie miałoby nic przeciwko i sytuacja w pierwszych dniach szkoły byłaby łatwiejsza dla dzieci, ale także dla nauczyciela.

Wspaniale byłoby móc wcześniej zapoznać swoje dziecko i innymi, które będą chodziły do tej samej klasy. Myślę, że fejsbuk doskonale mógłby w tym pomóc.

Dziecko poszłoby do szkoły z dużo mniejszą ilością powodów do niepokoju, które szybko by minęły w ciągu kilku pierwszych dni szkoły.

TAJEMNY AMULET NA SZCZĘŚCIE

Każdy z nas z pewnością też taki miał ;), który bardzo pomógł podczas pierwszej klasy w szkole podstawowej, liceum, w pierwszej pracy…, a teraz może go w sekrecie podarować swojemu dziecku.

Może to być jakikolwiek drobiazg, który umieszczony w plecaku w najmniejszej kieszonce, będzie miał uspokajające działanie na dziecko.

Niezwykła historia pochodzenia amuletu doda mu jeszcze większego znaczenia w oczach dziecka. Wiara, w posiadanie czegoś tak niezwykłego blisko siebie, może zdziałać cuda.

Nie wszystkie dzieci z ochotą pędzą do szkoły. Nie każde jest śmiałe, odważne i chętne do mierzenia się z nowymi doświadczeniami. My rodzice musimy wpierać nasze dzieci w każdym momencie, by wiedziały, że mimo lęków i słabości są przez nas zawsze kochane i akceptowane.

Opór przed szkołą będzie wracał wielokrotnie i każdy z nas będzie musiał znaleźć swoje sposoby na zmianę nastawienia dziecka. Motywowanie dzieci do nauki, odrabiania lekcji, czy samego chodzenia do szkoły nie może zaczynać się pierwszego września. Jeżeli chcemy, by dziecko traktowało szkołę jako odskocznię do sukcesów, spełnienia marzeń, dobrego, szczęśliwego życia, sami powinniśmy mu ją tak przedstawiać.

Pierwsze lata nauki szkolnej dziecka wymagają naszego zainteresowania, sprawdzania, dopilnowania czasem pomocy. W późniejszym czasie uważamy, że dziecko jest na tyle duże, by samo o wszystko zadbało, dlatego nasze zainteresowanie spada.

W ciągu roku szkolnego nie zapominajmy o zainteresowaniu życiem szkolnym oraz obowiązkami dziecka, ponieważ wraz ze spadkiem naszego zaangażowania, tracić zapał do nauki i chęci do chodzenia do szkoły może również dziecko.

Musimy także z wyrozumiałością i powagą traktować problemy szkolne naszych dzieci. Dzisiaj z perspektywy czasu wiemy, że te nasze dziecięce problemiki były śmieszne, jednak wtedy bardzo jej przeżywaliśmy. Traktujmy dzieci poważnie i z szacunkiem jaki im się należy.

Myślę, że każdemu człowiekowi jest wtedy o wiele łatwiej mierzyć się z nawet najtrudniejszymi momentami takimi, jak pierwszy dzień szkoły.

 

 

Może Cie także zainteresować:

 

 

Photo by Renan Kamikoga on Unsplash


Internet to wspaniały wynalazek ludzkości. Mamy podaną na talerzu wiedzę i rozrywkę. Możemy dzięki niemu uczyć się nowych umiejętności, poznawać języki, odkrywać nowe pasje, poszerzać zainteresowania, relaksować się, a nawet pracować.

Nie można zaprzeczyć, że jest nieocenioną pomocą dla nas, ale często i dla naszych dzieci.

Na każde trudne pytanie można w mig znaleźć odpowiedź. Nie trzeba gnać do biblioteki, by przetrząsać tony encyklopedii. Już lepiej żyć w niewiedzy…

Odrabianie lekcji nie powinno stanowić problemu dla dzieci, odkąd mają dostęp do internetu. Naprawdę szybko i przyjemnie można wyszukać potrzebne akurat informacje.

Czy media społecznościowe psują ten idealny wizerunek internetu?

Mogłoby się wydać, że media społecznościowe również cechują się głównie pozytywnymi wartościami. Są świetnym narzędziem nie tylko rozrywkowym ale i biznesowym. Za ich pośrednictwem można uzyskać wiele informacji i inspiracji.

Jednak nie zawsze jest tak różowo. Media społecznościowe jak i sam internet mają swoje ciemne strony. Zwłaszcza, gdy zetkną się z nimi nasze dzieci.

Już 4-latki doskonale radzą sobie w poszukiwaniach ulubionych bajek w internecie. Starszaki znają nazwy stron z gierkami on-line na pamięć. 10-latki miewają konta w mediach społecznościowych. Co w tym nadzwyczajnego? To, że treści udostępniane przez dorosłych użytkowników nie zawsze są odpowiednie dla tych nieletnich. Dowcipy o zabarwieniu erotycznym, seksistowskie przytyki wobec płci odmiennej, wulgaryzmy i wiele wiele innych to tylko wierzchołek góry lodowej. 

Ale nie tylko dorośli potrafią zamieszczać posty w takim stylu.

Zaproszona, pewnie przez pomyłkę, do jakiejś grupy przez nastoletnią kuzynkę, postanowiłam zerknąć o czym się tam rozmawia. Zupełnie niepotrzebnie tam właziłam, ponieważ do dziś doskonale pamiętam co i w jaki sposób do siebie szanowna młodzież pisała. Ale powoli zaczynam uczyć się żyć z tą wiedzą.

Były tam idiotyczne żarty wyśmiewające po kolei każdego, kto się nawinął, wulgarne teksty wobec siebie nawzajem, oberwał nawet kot jednej z uczestniczek “dyskusji”, ogólnie żadnej konkretnej treści, głównie memy, pod którymi można było kogoś oznaczyć i wyśmiać.

Nawet nie chcę myśleć, że moje dziecko mogłoby w przyszłości uczestniczyć w takiej grupie. 

Wierzę, że takie miejsca to mniejszość i jednak internet jak i media społecznościowe głównie wykorzystywane są w pozytywny sposób.

Jak ustrzec dziecko przed użytkowaniem w taki sposób mediów społecznościowych?

Komentarze mojej nastoletniej kuzynki wołające o pomstę do nieba, oraz innych, którzy ją oznaczali, przez jakiś czas wyświetlały mi się na profilu. Mogłam bez większego zaangażowania dowiedzieć się co pisze, z kim, o czym.

Myślę, że rodzic, który czuwa nad dzieckiem i jego bezpieczeństwem nie musi hakować jego profilu, by dowiedzieć się pewnych rzeczy. Wystarczy mieć, go w swoich znajomych, to może sprawić, że dziecko dwa razy się zastanowi zanim coś napisze na portalu społecznościowym.

Jakie jeszcze działania powinien podjąć rodzić dla bezpieczeństwa dziecka w mediach społecznościowych?

Uświadamianie co do pewnych spraw powinno mieć miejsce już od najmłodszych lat. Gdy zaczniemy to robić w momencie, gdy nasze dziecko skończy lat 13, raczej nie usiądzie grzecznie i nas nie posłucha, tylko trześnie drzwiami i włączy muzykę na cały regulator.

Pisząc o uświadamianiu nie mam na myśli kazań i przestróg, a rozmowę i opowiadanie o własnych doświadczeniach oraz dzielenie się wiedzą.

Dziecko weźmie sobie do serca nasze zdanie tylko wtedy, gdy będzie miało do nas zaufanie i będziemy dla niego autorytetem. Gdy tak nie będzie, nasze słowa nie trafią tam gdzie powinny. 

Wierze, że rozmowy z dzieckiem na wiele ważnych tematów mogą ustrzec je nie tylko przed głupotami związanymi z mediami społecznościowymi, ale także przed dużo poważniejszymi kłopotami.

A może wystarczy zabronić korzystania z Facebooka?

Ten kto ma dziecko poniżej 13 roku myśli, że może spać spokojnie, jest w błędzie. Ograniczenie wiekowe, czyli minimalne 13 lat, by móc cieszyć się byciem częścią społeczności fejsbukowej jest fikcją. Przecież często widzimy dzieci z najmłodszych klas podstawowych w propozycjach znajomych.

Każde cwane dziecko zarejestruje swój profil w mediach społecznościowych bez większego trudu. Czy zakaz korzystania z facebooka będzie dobrym rozwiązaniem?

Nie sądzę. Wszelkie próby zmuszania do czegoś dziecka zwykle obracają się przeciwko nam. Nie powinniśmy też pozbawiać go uczestniczenia wśród grupy rówieśniczej, w której dziecko się odnajduje, ma wspólne tematy do rozmów czy zainteresowania.

Kilka ważnych elementów, o których powinniśmy pamiętać zezwalając dziecku na założenie profilu w mediach społecznościowych oraz czuwanie nad ilością spędzanego czasu z telefonem w dłoni, a przede wszystkim rozmowy na temat zagrożeń, z jakimi wiąże się korzystanie z internetu i social mediów może przyczynić się do bardziej świadomego zachowania dziecka na swoich profilach.

  • OGRANICZYĆ INFORMACJE OSOBISTE NA PROFILU.

Dane personalne, adres, miejsce pracy, ostania szkoła, już przestają być ukrywane przez dorosłych użytkowników, wręcz przeciwnie, bardzo łatwo znaleźć kogoś po imieniu i nazwisku w internecie. Czy jednak dobrze jest, gdy dane naszego dziecka są tak dostępne? Być może jednak warto przez jakiś czas ich nie ujawniać i zachęcić dziecko do nieco zmienionych danych osobowych. Nigdzie nie powinien podawać własnego adresu. Numer telefonu powinien być widoczny tylko dla znajomych.

  • PRZEMYŚLEĆ ZAMIESZCZANE ZDJĘCIA.

Umieszczane na tablicach czy profilu na Instagramie zdjęcia często są przypadkowe i spontaniczne. Warto zwrócić dziecku uwagę na szczegóły każdego z nich. Być może w tle znajduje się coś, czego wolałoby nie publikować. Nasze dziecko powinno mieć zawsze na uwadze swój wizerunek w mediach społecznościowych. Zamieszczanie według niego śmiesznych zdjęć, może zostać użyte przeciwko niemu. Dziecko musi także wiedzieć, że ma prawo nie zgodzić się na publikację zdjęć przez inne osoby, które mogą chcieć je skompromitować. 

  • MOŻLIWOŚĆ BLOKOWANIA OSÓB, KTÓRE ZACHOWUJĄ SIĘ AGRESYWNIE

Dziecko powinno zdawać sobie sprawę z możliwości odizolowania się od osoby, która dręczy, wyśmiewa i szydzi z innych. Usuwanie ze znajomych nic nie da, dopiero całkowite zablokowanie może uchronić dziecko przed przemocą psychiczną na portalu społecznościowym.

  • ROZMOWA

Musimy powiedzieć dziecku, że:

-media społecznościowe mogą być bardzo przydatne, nie powinny służyć do popisywania się i przechwalania, 

-wiele informacji, zdjęć, a nawet profili jest nieprawdziwych, ukazują one obrazy, które mogą zaniżać samoocenę dziecka lub prowokować je do próby osiągania niemożliwego,

– skasowanie kompromitującego zdjęcia nie znaczy, że zagrożenie minęło, 

– danych do logowania na swoje profile w mediach społecznościowych nie powinien nikomu udostępniać,

– udostępnienie adresu lub numeru telefonu nieznajomym osobom jest bardzo niebezpieczne i nigdy nie może się zdarzyć. 

Już coraz mniejsze dzieci korzystają z social mediów i my rodzice mamy coraz mniej oporów przed takim stanem rzeczy. Facebook, messenger są bardzo często wykorzystywane w celach organizacyjnych lub informacyjnych. Instagram, by  dzielić się ze znajomymi kadrami ze swojego życia. 

Dziecko dzięki mediom społecznościowym może uczyć się relacji z rówieśnikami, co ma największą wartość, gdy znajomości te są równocześnie i w internecie i poza nim. Przynależność do grup w social mediach daje możliwość dostępu do ciekawych treści i  informacji. Funkcjonowanie w grupach tematycznych, pozwala zdobywać wiedzę oraz wymieniać się wiadomościami z rówieśnikami. Dzieci mogą także tworzyć grupy skupiające osoby ze swojej klasy. Dzięki temu mogą szybko dowiedzieć się, co mają zadane lub zdobyć inne ważne informacje dotyczące tego co się działo w szkole podczas ich nieobecności. 

Internet i media społecznościowe mogą być całkiem pożyteczne. Musimy jednak świadomie zdawać sobie sprawę z niebezpieczeństw z nimi związanych i zrobić wszystko, co do nas należy, by nasze dziecko mogło ich uniknąć.

 

 

Może Cię także zainteresować:

 

Zdjęcie autorstwa Christiana Wiedigera na Unsplash

 

 


Połowa wakacji za nami. Dzieci już się denerwują niedługim czasem, jaki pozostał im na spanie do południa (chociaż tak naprawdę teraz mogą, ale wcale nie chcą) i możliwością beztroskiego ganiania całymi dniami po dworze z kolegami (mam nadzieję, że jeszcze jakieś dzieci spędzają tak wakacje).

Tymczasem rodzice, którzy postanowili ograniczyć nieco całodzienne siedzenie przed komputerem lub tabletem swoich dzieci, stają na rzęsach, by wymyślić im sposoby na ciekawe spędzenie czasu, bo już dawno wykorzystane były wszystkie znane zabawy dla dzieci.

Problem pojawia się, gdy wokół jest mnóstwo rzeczy do zrobienia, a dziecko szwenda się za nami powtarzając w kółko: “nie mam co robić…”

Zabawy nie dla dzieci.

Dzieci uwielbiają robić to co dorośli, właściwie to tylko dlatego, że nie mogą lub nie powinny tego robić. Być może coś okaże się dla nich za ciężkie, być może coś zepsują, zniszczą i w ogóle “z tym dziećmi to są same kłopoty”.

Taką informację dajemy dziecku, gdy chcemy coś zrobić, ono chce nam pomóc, a my je wyganiamy.

Wiadomo, inaczej jest malować ścianę samemu, a inaczej z dzieckiem. Gdy my szybciutko, czyściutko odświeżymy kawałek mieszkania, dziecko nie tylko źle rozsmaruje farbę na ścianie, ale jeszcze zniszczy podłogę, kanapę, swoje ubranie, buty, poskleja farbą włosy, umaluje chomika i sprawdzi czy trawnik może być innego koloru niż zielony.

Musielibyśmy albo poświęcić godzinę na nauczenie dzieciaka sztuki malarstwa pokojowego lub nie spuszczać go z oka, by w ułamku sekundy nie narobił nieodwracalnych szkód. To może trzeba znaleźć inne zabawy dla dzieci.

Tak więc do wspólnego malowania dziecka zachęcać nie powinniśmy. Wiem to, ponieważ sama kiedyś to zrobiłam. Wydzieliłam synkowi kawałek ściany (planowałam, że postawię tam szafę) i wręczyłam mały wałeczek. Wszystko zabezpieczyłam folią. Podłogę, okna i dziecko. Sama spokojnie malowałam inną część pokoju. Po kilku minutach na podłogach domu były odciski niebieskich stópek, a syn miał ręce i nogi smerfa. Jak do tego doszło, nie wiem. To było kilka minut…

Są jednak zajęcia, które można całkiem bezpiecznie wykonać wspólnie z dzieckiem. Oczywiście koniecznie trzeba się nastawić na dłuższe wykonywanie pracy oraz obiecać sobie stoicki spokój, żeby nie wiem co się wydarzyło.

Takie wspólne pracowanie, połączone oczywiście z rozmową i opowiadaniem różnych ciekawostek, może wspaniale wpłynąć na relację rodzica z dzieckiem. Pod warunkiem, że rodzic będzie akceptował niedociągnięcia dziecka, nie będzie go krytykował i ciągle poprawiał. Dziecko nie powinno dostrzec poirytowania na twarzy rodzica lub jego niechęci do dalszej wspólnej pracy, ponieważ wspaniałe popołudnie zamieni się szybko w poczucie winy i słabości u dziecka.

Zabawy dla dzieci nie muszą wiązać się tylko z klockami  czy lalkami.

To co możemy robić z dzieckiem, by było to frajdą dla nas obojga?

ZAKUPY, GOTOWANIE, JEDZENIE

Jeden dzień w tygodniu możemy zaplanować na wspólne gotowanie. Jednak nie tylko samo przyrządzanie posiłku jest tu ważne. Dlaczego by nie zaproponować dziecku, by samodzielnie wybrało coś, co chciałoby przygotować i zjeść na obiad? Może to być dobry sposób na marudę, która ciągle wybrzydza przy jedzeniu. Niech samo wybierze coś, co chce dzisiaj zjeść.

Przepisy może przeglądać w internecie, od samego patrzenia na zdjęcia szybko nabierze apetytu. Następnie trzeba zrobić listę zakupów. Zakupy także może z nami zrobić dziecko. Szukanie odpowiednich produktów może być dla niego ekscytujące. Samo gotowanie musi wymagać zerkania do przepisu lub zapamiętywania kolejnych działań. Naszykowanie talerzy, sztućców niech także należy do dziecka. Po wszystkim trzeba oczywiście razem posprzątać.

Nie wszystko może okazać się przyjemne dla dziecka, jednak powinniśmy je zachęcić, by dokończyło rozpoczęte zadanie.

PRANIE

Dzieci lubią widzieć efekt swoje pracy. Odkurzanie i ścieranie kurzu z półek jest dla nich bez sensu ponieważ one go nie widzą. Po co więc marnować na to czas?

Pralka robi swoje i odciąża nas w ogromnym stopniu, jednak sama się nie wypełni i nie opróżni. Trzeba jej pomóc. Segregowanie prania przed włożeniem go do pralki, wybór programu, proszku, płynu oraz rozwieszanie ubrań po zakończeniu prania powinno być dla dziecka ciekawym doświadczeniem.

Są także rzeczy, których do pralki nie powinno się wkładać i trzeba się nimi zająć osobiście. Dziecko samo z pewnością posiada takie rzeczy. Może czas na pranie ręczne?

Rękawice bramkarskie jakie posiada mój syn brudzą się bardzo szybko. W misce z odpowiednim środkiem do czyszczenia moje dziecko pierze swoje rękawice. Czasem używa szczotki. Efekt jest natychmiastowy i zadowalający. Jeszcze kilka minut temu czarne od brudu rękawice po chwili szorowania są jak nowe. A dziecko pęka z dumy, że ma taką supermoc.

SPRAWY W URZĘDACH

Wielu obecnie dobrze radzących sobie w życiu biznesmenów, gdy byli mali, zabierani byli z rodzicem lub opiekunem do urzędów, banków oraz na spotkania biznesowe. Wydawać by się mogło, że umierali tam z nudów i często tak właśnie było. Jednak część tego, co się tam działo, zostawało im w głowie.

Poprzez samą obserwację zachowań ludzi w różnych sytuacjach, ich reakcje, sposób bycia, gesty, mimikę dziecko uczy się czegoś bardzo cennego. Jest to inteligencja emocjonalna, którą cechują się osoby świetnie odnajdujące się w pracy polegającej na kontakcie z innymi ludźmi.

Dlatego w miarę możliwości powinniśmy jak najczęściej zabierać dziecko ze sobą, gdy mamy do załatwienia sprawy urzędowe. I nie tylko po to, by inni nas przepuścili w kolejce ze względu na marudzące dziecko, ale także po to, by mogło się uczyć ważnych rzeczy.

OGRÓD I MAJSTERKOWANIE

To już zabawy dla dzieci wymagające cierpliwości dla tatusiów, ale niektóre mamy tak jak ja, także lubią się “bawić” w taki sposób. Zapał dziecka przy czyszczeniu płotu ze starej farby, czy pieleniu chwastów na rabacie z krzewami może szybko osłabnąć, gdy praca okaże się dość ciężka. Ważne, by poznało z jakimi obowiązkami na co dzień muszą mierzyć się rodzice i rozumiało, ile wysiłku trzeba włożyć, by mieć zadbany dom czy podwórko.

Majsterkowanie z tatą może być przyjemniejsze, o ile nie ograniczy się tylko do podawania narzędzi. Wkręcanie, wykręcanie, rozbieranie na części, składanie i zastanawianie się na koniec, dlaczego kilka śrubek zostało, może sprawić dziecku dużo radości.

Ważne, by cierpliwie patrzeć jak dziecko nabiera powoli nowych sprawności. Pozwolić mu popełnić błąd i obserwować jak samo odkrywa, że nie odkręci śruby, jeżeli śrubokręt nie będzie trzymany prosto.

*

Każdy z nas ma swoje zajęcia i zabawy nie dla dzieci, w których z powodzeniem dzieci mogą uczestniczyć. Niewielkie straty to nic w porównaniu z nowymi umiejętnościami jakie nabędzie dziecko.

Zapamiętywanie składników, działań doskonale wpłynie na pamięć dziecka i jego zdolności planowania działań. Cierpliwości nauczy się czekając w banku w kolejce oraz na ciasto aż się upiecze i wystygnie.

Te wszystkie wspólne zajęcia nie tylko pozwolą nam zbliżyć się do siebie i zapewnić dziecku niecodzienną rozrywkę. Bardzo dobrze także wpłyną na jego rozwój oraz postrzeganie obowiązków i prac domowych jako ciężkie i nie zawsze przyjemne.

Sprzątanie po obiedzie nie będzie najprzyjemniejszą rozrywką po długim przygotowywaniu posiłku, wcześniejszych zakupach. Jednak ktoś to musi codziennie robić. Być może za parę lat syn czy córka wstaną po obiedzie i powiedzą: “Idź odpocznij, ja posprzątam”.

 

 

Może Cie także zainteresować:

 

 

Zdjęcie Stephena Lustiga na Unsplash

 

Copyrights

Liravibes - blog parentingowy

Strona powstała dzięki dofinansowaniu z Unii Europejskiej i i Europejskiego Funduszu Społecznego na rozwój przedsiębiorczości w ramach projektu „ Czas na działanie! Czas na własną firmę!” nr RPLU.09.03.00-06-0044/16 realizowanego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego na lata 2014 – 2020 OŚ Priorytetowa 9 Rynek pracy, Działanie 9.3 Rozwój przedsiębiorczości