Pierwszy dzień szkoły, zawłaszcza nowej, może wiązać się z dużym stresem. Nie tylko małe dzieci obawiają się tego momentu, ponieważ dla większości z nas początek czegoś nowego jest zwykle związany z niepokojem, a nawet dużym zdenerwowaniem.

Każdy dorosły zdaje sobie sprawę z konieczności wykonania tego pierwszego kroku, wie także, że później już będzie tylko lepiej. Małe dzieci jednak tego nie wiedzą. Jest im dobrze wśród osób, które znają i w miejscu, które daje im poczucie bezpieczeństwa.

Pierwszy dzień w szkole oznacza dla nich kompletną zmianę dotychczasowej rzeczywistości, ponadto nie rozumieją, że to tylko chwilowy niepokój, który niedługo może przerodzić się w coś bardzo ekscytującego. Nawet, gdy im o tym powiemy, mogą mieć duże wątpliwości lub całkowity brak wiary w poprawę sytuacji w przyszłości.

Jak pomóc dziecku pozytywie nastawić się na pierwszy dzień szkoły?

Nie tylko pierwszy dzień jest tu ważny, ponieważ ten jest dla dziecka w miarę znośny. Nie dość że jest tam z mamą, to jeszcze po niedługim czasie idzie do domu. Gorzej drugiego dnia, wtedy samo już musi zmierzyć się z nowymi doświadczeniami.

Sposoby, takie jak wspólny zakup plecaka, czy organizacja pokoiku (miejsca) do nauki może na moment pomóc zmienić postrzeganie szkoły przez dziecko, jako coś strasznego i sprawić, by zaczęło myśleć o niej w bardziej pozytywny sposób. Jednak tylko chwilowo zmieni się nastawienie dziecka. Niepokój związany z nieznanym nadal będzie dominował i niestety nie będzie nam łatwo ulżyć w tym dziecku.

Co możemy zrobić?

ROZMAWIAĆ

Często rozmowa z dzieckiem, to jak chodzenie po polu minowym, jedno nieodpowiednie słowo i cały wysiłek na nic.

Ciągłe przekonywanie dziecka, co do zalet szkoły jest w zasadzie zbędne. Ma ono swój wizerunek szkoły w głowie i dopóki się nie zacznie rok szkolny oraz pierwsza lekcja, nic tego obrazu nie zmieni.

Możemy za to wspominać swoje lata szkolne z radością i tęsknotą. Przedstawiać dziecku ten czas, jako najbardziej beztroski i pełen przygód. Opowiadać, co zmalowaliśmy i jakie mieliśmy przez to “kłopoty”. Możemy trochę ubarwić historie przedstawiając nauczycieli jako wyrozumiałych i pomocnych, nie to, że w rzeczywistości tacy nie są 😉

Każdy, nawet dorosły ma obawy przed pierwszym dniem na studiach, czy w nowej pracy. Mówimy do dziecka “Nie bój się, nie masz czego”, sami będąc na jego miejscu boimy się tak samo. Warto powiedzieć mu o tym, że każdy odczuwa podobnie w takim momencie i nie ma w tym nic złego, wręcz przeciwnie. Opowiadając dziecku o naszych obawach oraz o tym, co wydarzyło się później, jak przyjemnie było po już na drugi dzień, z pewnością dodamy dziecku odwagi, ale także pokażemy mu naszą akceptację.

ODWRÓCIĆ UWAGĘ OD SZKOŁY

Jeżeli dziecko bardzo nerwowo reaguje na temat szkoły i wszystkiego co z nią związane, nie powinniśmy na siłę zabierać go na zakupy zeszytów i przyborów szkolnych ponieważ może to wcale nie wpłynąć na zmianę myślenia dziecka, a wręcz na zwiększenie jego niepokoju. Zamiast tego można na ostatnie tygodnie wakacji zaplanować najwięcej atrakcji lub pozwolić dziecku robić to, co sprawia mu największą przyjemność, byle tylko zniwelować towarzyszący mu strach.

W dzień nie pozwolić się dziecku nudzić, zarzucając go nowymi pomysłami do zabaw, gier i innych działań niedających chwili wytchnienia zadań, wieczorami czytać książki, które zawładną wyobraźnią dziecka i nie dopuszczą do niej strachów, związanych ze szkołą.

Dni dziecka będą wypełnione atrakcjami do tego stopnia, że nie zauważy, że zaczęła się szkoła.

Tak samo można zrobić, gdy dziecko wraca ze szkoły ze skwaszoną miną i twierdzi, że nigdy więcej tam nie pójdzie (o ile mamy pewność, że marudzenie dziecka jest tylko zwykłym kapryszeniem). Często rozmowy i przekonywanie nic nie daje. Dlatego warto okazać zrozumienie (Widzę, że dzisiaj nie podobało ci się w szkole…) i szybko przejść do koniecznych do wykonania zadań, zabaw, sprzątania itp. Byleby odciągnąć myśli dziecka od wyimaginowanych, negatywnych wspomnień związanych ze szkołą.

NIE PORÓWNYWAĆ DO KOGOŚ

“Jak ja byłam w twoim wieku, to sama musiałam iść na pierwszy dzień szkoły i to przez ciemny las, a ty idziesz ze mną, to czego ty się boisz?”

“Kasia z klatki obok w ogóle się nie przejmuje szkołą, a ty ciągle przeżywasz…”

Myśląc, że pokazując inne silniejsze charaktery zmotywujemy dziecko do tego samego.  W rzeczywistości stawiamy już mocno zestresowane dziecko pod jeszcze większą presją.

Każdy z nas inaczej reaguje na pewne sytuacje. Często się jednak zdarza, że dorośli porównują oceny dzieci, mimo że każde z nich ma inne predyspozycje i zainteresowania. Porównują osiągnięcia sportowe, mimo że każde ma inne możliwości. Zachowania dzieci także są porównywane, a przecież każde z nich powinno mieć prawo zachować się tak, jak pozwala mu na to jego osobowość.

Jeżeli jedno idzie do nowej szkoły bez strachu, nie oznacza to, że inne dzieci muszą być takie same.

Dając dziecku możliwość odczuwania własnych emocji. Nie narzucając mu określonych zachowań innych osób, okazujemy mu miłość bezwarunkową i akceptację, które są niezwykle ważne dla każdego dziecka.

POZNAĆ KILKA OSÓB Z KLASY I NOWĄ PANIĄ

Nie miałabym nic przeciwko, gdyby mama wyjątkowo zaniepokojonego nową szkoła dziecka, poprosiła mnie o wizytę i dodanie otuchy przyszłemu uczniowi. Myślę, że większość nauczycieli nie miałoby nic przeciwko i sytuacja w pierwszych dniach szkoły byłaby łatwiejsza dla dzieci, ale także dla nauczyciela.

Wspaniale byłoby móc wcześniej zapoznać swoje dziecko i innymi, które będą chodziły do tej samej klasy. Myślę, że fejsbuk doskonale mógłby w tym pomóc.

Dziecko poszłoby do szkoły z dużo mniejszą ilością powodów do niepokoju, które szybko by minęły w ciągu kilku pierwszych dni szkoły.

TAJEMNY AMULET NA SZCZĘŚCIE

Każdy z nas z pewnością też taki miał ;), który bardzo pomógł podczas pierwszej klasy w szkole podstawowej, liceum, w pierwszej pracy…, a teraz może go w sekrecie podarować swojemu dziecku.

Może to być jakikolwiek drobiazg, który umieszczony w plecaku w najmniejszej kieszonce, będzie miał uspokajające działanie na dziecko.

Niezwykła historia pochodzenia amuletu doda mu jeszcze większego znaczenia w oczach dziecka. Wiara, w posiadanie czegoś tak niezwykłego blisko siebie, może zdziałać cuda.

Nie wszystkie dzieci z ochotą pędzą do szkoły. Nie każde jest śmiałe, odważne i chętne do mierzenia się z nowymi doświadczeniami. My rodzice musimy wpierać nasze dzieci w każdym momencie, by wiedziały, że mimo lęków i słabości są przez nas zawsze kochane i akceptowane.

Opór przed szkołą będzie wracał wielokrotnie i każdy z nas będzie musiał znaleźć swoje sposoby na zmianę nastawienia dziecka. Motywowanie dzieci do nauki, odrabiania lekcji, czy samego chodzenia do szkoły nie może zaczynać się pierwszego września. Jeżeli chcemy, by dziecko traktowało szkołę jako odskocznię do sukcesów, spełnienia marzeń, dobrego, szczęśliwego życia, sami powinniśmy mu ją tak przedstawiać.

Pierwsze lata nauki szkolnej dziecka wymagają naszego zainteresowania, sprawdzania, dopilnowania czasem pomocy. W późniejszym czasie uważamy, że dziecko jest na tyle duże, by samo o wszystko zadbało, dlatego nasze zainteresowanie spada.

W ciągu roku szkolnego nie zapominajmy o zainteresowaniu życiem szkolnym oraz obowiązkami dziecka, ponieważ wraz ze spadkiem naszego zaangażowania, tracić zapał do nauki i chęci do chodzenia do szkoły może również dziecko.

Musimy także z wyrozumiałością i powagą traktować problemy szkolne naszych dzieci. Dzisiaj z perspektywy czasu wiemy, że te nasze dziecięce problemiki były śmieszne, jednak wtedy bardzo jej przeżywaliśmy. Traktujmy dzieci poważnie i z szacunkiem jaki im się należy.

Myślę, że każdemu człowiekowi jest wtedy o wiele łatwiej mierzyć się z nawet najtrudniejszymi momentami takimi, jak pierwszy dzień szkoły.

 

 

Może Cie także zainteresować:

 

 

Photo by Renan Kamikoga on Unsplash


Internet to wspaniały wynalazek ludzkości. Mamy podaną na talerzu wiedzę i rozrywkę. Możemy dzięki niemu uczyć się nowych umiejętności, poznawać języki, odkrywać nowe pasje, poszerzać zainteresowania, relaksować się, a nawet pracować.

Nie można zaprzeczyć, że jest nieocenioną pomocą dla nas, ale często i dla naszych dzieci.

Na każde trudne pytanie można w mig znaleźć odpowiedź. Nie trzeba gnać do biblioteki, by przetrząsać tony encyklopedii. Już lepiej żyć w niewiedzy…

Odrabianie lekcji nie powinno stanowić problemu dla dzieci, odkąd mają dostęp do internetu. Naprawdę szybko i przyjemnie można wyszukać potrzebne akurat informacje.

Czy media społecznościowe psują ten idealny wizerunek internetu?

Mogłoby się wydać, że media społecznościowe również cechują się głównie pozytywnymi wartościami. Są świetnym narzędziem nie tylko rozrywkowym ale i biznesowym. Za ich pośrednictwem można uzyskać wiele informacji i inspiracji.

Jednak nie zawsze jest tak różowo. Media społecznościowe jak i sam internet mają swoje ciemne strony. Zwłaszcza, gdy zetkną się z nimi nasze dzieci.

Już 4-latki doskonale radzą sobie w poszukiwaniach ulubionych bajek w internecie. Starszaki znają nazwy stron z gierkami on-line na pamięć. 10-latki miewają konta w mediach społecznościowych. Co w tym nadzwyczajnego? To, że treści udostępniane przez dorosłych użytkowników nie zawsze są odpowiednie dla tych nieletnich. Dowcipy o zabarwieniu erotycznym, seksistowskie przytyki wobec płci odmiennej, wulgaryzmy i wiele wiele innych to tylko wierzchołek góry lodowej. 

Ale nie tylko dorośli potrafią zamieszczać posty w takim stylu.

Zaproszona, pewnie przez pomyłkę, do jakiejś grupy przez nastoletnią kuzynkę, postanowiłam zerknąć o czym się tam rozmawia. Zupełnie niepotrzebnie tam właziłam, ponieważ do dziś doskonale pamiętam co i w jaki sposób do siebie szanowna młodzież pisała. Ale powoli zaczynam uczyć się żyć z tą wiedzą.

Były tam idiotyczne żarty wyśmiewające po kolei każdego, kto się nawinął, wulgarne teksty wobec siebie nawzajem, oberwał nawet kot jednej z uczestniczek “dyskusji”, ogólnie żadnej konkretnej treści, głównie memy, pod którymi można było kogoś oznaczyć i wyśmiać.

Nawet nie chcę myśleć, że moje dziecko mogłoby w przyszłości uczestniczyć w takiej grupie. 

Wierzę, że takie miejsca to mniejszość i jednak internet jak i media społecznościowe głównie wykorzystywane są w pozytywny sposób.

Jak ustrzec dziecko przed użytkowaniem w taki sposób mediów społecznościowych?

Komentarze mojej nastoletniej kuzynki wołające o pomstę do nieba, oraz innych, którzy ją oznaczali, przez jakiś czas wyświetlały mi się na profilu. Mogłam bez większego zaangażowania dowiedzieć się co pisze, z kim, o czym.

Myślę, że rodzic, który czuwa nad dzieckiem i jego bezpieczeństwem nie musi hakować jego profilu, by dowiedzieć się pewnych rzeczy. Wystarczy mieć, go w swoich znajomych, to może sprawić, że dziecko dwa razy się zastanowi zanim coś napisze na portalu społecznościowym.

Jakie jeszcze działania powinien podjąć rodzić dla bezpieczeństwa dziecka w mediach społecznościowych?

Uświadamianie co do pewnych spraw powinno mieć miejsce już od najmłodszych lat. Gdy zaczniemy to robić w momencie, gdy nasze dziecko skończy lat 13, raczej nie usiądzie grzecznie i nas nie posłucha, tylko trześnie drzwiami i włączy muzykę na cały regulator.

Pisząc o uświadamianiu nie mam na myśli kazań i przestróg, a rozmowę i opowiadanie o własnych doświadczeniach oraz dzielenie się wiedzą.

Dziecko weźmie sobie do serca nasze zdanie tylko wtedy, gdy będzie miało do nas zaufanie i będziemy dla niego autorytetem. Gdy tak nie będzie, nasze słowa nie trafią tam gdzie powinny. 

Wierze, że rozmowy z dzieckiem na wiele ważnych tematów mogą ustrzec je nie tylko przed głupotami związanymi z mediami społecznościowymi, ale także przed dużo poważniejszymi kłopotami.

A może wystarczy zabronić korzystania z Facebooka?

Ten kto ma dziecko poniżej 13 roku myśli, że może spać spokojnie, jest w błędzie. Ograniczenie wiekowe, czyli minimalne 13 lat, by móc cieszyć się byciem częścią społeczności fejsbukowej jest fikcją. Przecież często widzimy dzieci z najmłodszych klas podstawowych w propozycjach znajomych.

Każde cwane dziecko zarejestruje swój profil w mediach społecznościowych bez większego trudu. Czy zakaz korzystania z facebooka będzie dobrym rozwiązaniem?

Nie sądzę. Wszelkie próby zmuszania do czegoś dziecka zwykle obracają się przeciwko nam. Nie powinniśmy też pozbawiać go uczestniczenia wśród grupy rówieśniczej, w której dziecko się odnajduje, ma wspólne tematy do rozmów czy zainteresowania.

Kilka ważnych elementów, o których powinniśmy pamiętać zezwalając dziecku na założenie profilu w mediach społecznościowych oraz czuwanie nad ilością spędzanego czasu z telefonem w dłoni, a przede wszystkim rozmowy na temat zagrożeń, z jakimi wiąże się korzystanie z internetu i social mediów może przyczynić się do bardziej świadomego zachowania dziecka na swoich profilach.

  • OGRANICZYĆ INFORMACJE OSOBISTE NA PROFILU.

Dane personalne, adres, miejsce pracy, ostania szkoła, już przestają być ukrywane przez dorosłych użytkowników, wręcz przeciwnie, bardzo łatwo znaleźć kogoś po imieniu i nazwisku w internecie. Czy jednak dobrze jest, gdy dane naszego dziecka są tak dostępne? Być może jednak warto przez jakiś czas ich nie ujawniać i zachęcić dziecko do nieco zmienionych danych osobowych. Nigdzie nie powinien podawać własnego adresu. Numer telefonu powinien być widoczny tylko dla znajomych.

  • PRZEMYŚLEĆ ZAMIESZCZANE ZDJĘCIA.

Umieszczane na tablicach czy profilu na Instagramie zdjęcia często są przypadkowe i spontaniczne. Warto zwrócić dziecku uwagę na szczegóły każdego z nich. Być może w tle znajduje się coś, czego wolałoby nie publikować. Nasze dziecko powinno mieć zawsze na uwadze swój wizerunek w mediach społecznościowych. Zamieszczanie według niego śmiesznych zdjęć, może zostać użyte przeciwko niemu. Dziecko musi także wiedzieć, że ma prawo nie zgodzić się na publikację zdjęć przez inne osoby, które mogą chcieć je skompromitować. 

  • MOŻLIWOŚĆ BLOKOWANIA OSÓB, KTÓRE ZACHOWUJĄ SIĘ AGRESYWNIE

Dziecko powinno zdawać sobie sprawę z możliwości odizolowania się od osoby, która dręczy, wyśmiewa i szydzi z innych. Usuwanie ze znajomych nic nie da, dopiero całkowite zablokowanie może uchronić dziecko przed przemocą psychiczną na portalu społecznościowym.

  • ROZMOWA

Musimy powiedzieć dziecku, że:

-media społecznościowe mogą być bardzo przydatne, nie powinny służyć do popisywania się i przechwalania, 

-wiele informacji, zdjęć, a nawet profili jest nieprawdziwych, ukazują one obrazy, które mogą zaniżać samoocenę dziecka lub prowokować je do próby osiągania niemożliwego,

– skasowanie kompromitującego zdjęcia nie znaczy, że zagrożenie minęło, 

– danych do logowania na swoje profile w mediach społecznościowych nie powinien nikomu udostępniać,

– udostępnienie adresu lub numeru telefonu nieznajomym osobom jest bardzo niebezpieczne i nigdy nie może się zdarzyć. 

Już coraz mniejsze dzieci korzystają z social mediów i my rodzice mamy coraz mniej oporów przed takim stanem rzeczy. Facebook, messenger są bardzo często wykorzystywane w celach organizacyjnych lub informacyjnych. Instagram, by  dzielić się ze znajomymi kadrami ze swojego życia. 

Dziecko dzięki mediom społecznościowym może uczyć się relacji z rówieśnikami, co ma największą wartość, gdy znajomości te są równocześnie i w internecie i poza nim. Przynależność do grup w social mediach daje możliwość dostępu do ciekawych treści i  informacji. Funkcjonowanie w grupach tematycznych, pozwala zdobywać wiedzę oraz wymieniać się wiadomościami z rówieśnikami. Dzieci mogą także tworzyć grupy skupiające osoby ze swojej klasy. Dzięki temu mogą szybko dowiedzieć się, co mają zadane lub zdobyć inne ważne informacje dotyczące tego co się działo w szkole podczas ich nieobecności. 

Internet i media społecznościowe mogą być całkiem pożyteczne. Musimy jednak świadomie zdawać sobie sprawę z niebezpieczeństw z nimi związanych i zrobić wszystko, co do nas należy, by nasze dziecko mogło ich uniknąć.

 

 

Może Cię także zainteresować:

 

Zdjęcie autorstwa Christiana Wiedigera na Unsplash

 

 


Połowa wakacji za nami. Dzieci już się denerwują niedługim czasem, jaki pozostał im na spanie do południa (chociaż tak naprawdę teraz mogą, ale wcale nie chcą) i możliwością beztroskiego ganiania całymi dniami po dworze z kolegami (mam nadzieję, że jeszcze jakieś dzieci spędzają tak wakacje).

Tymczasem rodzice, którzy postanowili ograniczyć nieco całodzienne siedzenie przed komputerem lub tabletem swoich dzieci, stają na rzęsach, by wymyślić im sposoby na ciekawe spędzenie czasu, bo już dawno wykorzystane były wszystkie znane zabawy dla dzieci.

Problem pojawia się, gdy wokół jest mnóstwo rzeczy do zrobienia, a dziecko szwenda się za nami powtarzając w kółko: “nie mam co robić…”

Zabawy nie dla dzieci.

Dzieci uwielbiają robić to co dorośli, właściwie to tylko dlatego, że nie mogą lub nie powinny tego robić. Być może coś okaże się dla nich za ciężkie, być może coś zepsują, zniszczą i w ogóle “z tym dziećmi to są same kłopoty”.

Taką informację dajemy dziecku, gdy chcemy coś zrobić, ono chce nam pomóc, a my je wyganiamy.

Wiadomo, inaczej jest malować ścianę samemu, a inaczej z dzieckiem. Gdy my szybciutko, czyściutko odświeżymy kawałek mieszkania, dziecko nie tylko źle rozsmaruje farbę na ścianie, ale jeszcze zniszczy podłogę, kanapę, swoje ubranie, buty, poskleja farbą włosy, umaluje chomika i sprawdzi czy trawnik może być innego koloru niż zielony.

Musielibyśmy albo poświęcić godzinę na nauczenie dzieciaka sztuki malarstwa pokojowego lub nie spuszczać go z oka, by w ułamku sekundy nie narobił nieodwracalnych szkód. To może trzeba znaleźć inne zabawy dla dzieci.

Tak więc do wspólnego malowania dziecka zachęcać nie powinniśmy. Wiem to, ponieważ sama kiedyś to zrobiłam. Wydzieliłam synkowi kawałek ściany (planowałam, że postawię tam szafę) i wręczyłam mały wałeczek. Wszystko zabezpieczyłam folią. Podłogę, okna i dziecko. Sama spokojnie malowałam inną część pokoju. Po kilku minutach na podłogach domu były odciski niebieskich stópek, a syn miał ręce i nogi smerfa. Jak do tego doszło, nie wiem. To było kilka minut…

Są jednak zajęcia, które można całkiem bezpiecznie wykonać wspólnie z dzieckiem. Oczywiście koniecznie trzeba się nastawić na dłuższe wykonywanie pracy oraz obiecać sobie stoicki spokój, żeby nie wiem co się wydarzyło.

Takie wspólne pracowanie, połączone oczywiście z rozmową i opowiadaniem różnych ciekawostek, może wspaniale wpłynąć na relację rodzica z dzieckiem. Pod warunkiem, że rodzic będzie akceptował niedociągnięcia dziecka, nie będzie go krytykował i ciągle poprawiał. Dziecko nie powinno dostrzec poirytowania na twarzy rodzica lub jego niechęci do dalszej wspólnej pracy, ponieważ wspaniałe popołudnie zamieni się szybko w poczucie winy i słabości u dziecka.

Zabawy dla dzieci nie muszą wiązać się tylko z klockami  czy lalkami.

To co możemy robić z dzieckiem, by było to frajdą dla nas obojga?

ZAKUPY, GOTOWANIE, JEDZENIE

Jeden dzień w tygodniu możemy zaplanować na wspólne gotowanie. Jednak nie tylko samo przyrządzanie posiłku jest tu ważne. Dlaczego by nie zaproponować dziecku, by samodzielnie wybrało coś, co chciałoby przygotować i zjeść na obiad? Może to być dobry sposób na marudę, która ciągle wybrzydza przy jedzeniu. Niech samo wybierze coś, co chce dzisiaj zjeść.

Przepisy może przeglądać w internecie, od samego patrzenia na zdjęcia szybko nabierze apetytu. Następnie trzeba zrobić listę zakupów. Zakupy także może z nami zrobić dziecko. Szukanie odpowiednich produktów może być dla niego ekscytujące. Samo gotowanie musi wymagać zerkania do przepisu lub zapamiętywania kolejnych działań. Naszykowanie talerzy, sztućców niech także należy do dziecka. Po wszystkim trzeba oczywiście razem posprzątać.

Nie wszystko może okazać się przyjemne dla dziecka, jednak powinniśmy je zachęcić, by dokończyło rozpoczęte zadanie.

PRANIE

Dzieci lubią widzieć efekt swoje pracy. Odkurzanie i ścieranie kurzu z półek jest dla nich bez sensu ponieważ one go nie widzą. Po co więc marnować na to czas?

Pralka robi swoje i odciąża nas w ogromnym stopniu, jednak sama się nie wypełni i nie opróżni. Trzeba jej pomóc. Segregowanie prania przed włożeniem go do pralki, wybór programu, proszku, płynu oraz rozwieszanie ubrań po zakończeniu prania powinno być dla dziecka ciekawym doświadczeniem.

Są także rzeczy, których do pralki nie powinno się wkładać i trzeba się nimi zająć osobiście. Dziecko samo z pewnością posiada takie rzeczy. Może czas na pranie ręczne?

Rękawice bramkarskie jakie posiada mój syn brudzą się bardzo szybko. W misce z odpowiednim środkiem do czyszczenia moje dziecko pierze swoje rękawice. Czasem używa szczotki. Efekt jest natychmiastowy i zadowalający. Jeszcze kilka minut temu czarne od brudu rękawice po chwili szorowania są jak nowe. A dziecko pęka z dumy, że ma taką supermoc.

SPRAWY W URZĘDACH

Wielu obecnie dobrze radzących sobie w życiu biznesmenów, gdy byli mali, zabierani byli z rodzicem lub opiekunem do urzędów, banków oraz na spotkania biznesowe. Wydawać by się mogło, że umierali tam z nudów i często tak właśnie było. Jednak część tego, co się tam działo, zostawało im w głowie.

Poprzez samą obserwację zachowań ludzi w różnych sytuacjach, ich reakcje, sposób bycia, gesty, mimikę dziecko uczy się czegoś bardzo cennego. Jest to inteligencja emocjonalna, którą cechują się osoby świetnie odnajdujące się w pracy polegającej na kontakcie z innymi ludźmi.

Dlatego w miarę możliwości powinniśmy jak najczęściej zabierać dziecko ze sobą, gdy mamy do załatwienia sprawy urzędowe. I nie tylko po to, by inni nas przepuścili w kolejce ze względu na marudzące dziecko, ale także po to, by mogło się uczyć ważnych rzeczy.

OGRÓD I MAJSTERKOWANIE

To już zabawy dla dzieci wymagające cierpliwości dla tatusiów, ale niektóre mamy tak jak ja, także lubią się “bawić” w taki sposób. Zapał dziecka przy czyszczeniu płotu ze starej farby, czy pieleniu chwastów na rabacie z krzewami może szybko osłabnąć, gdy praca okaże się dość ciężka. Ważne, by poznało z jakimi obowiązkami na co dzień muszą mierzyć się rodzice i rozumiało, ile wysiłku trzeba włożyć, by mieć zadbany dom czy podwórko.

Majsterkowanie z tatą może być przyjemniejsze, o ile nie ograniczy się tylko do podawania narzędzi. Wkręcanie, wykręcanie, rozbieranie na części, składanie i zastanawianie się na koniec, dlaczego kilka śrubek zostało, może sprawić dziecku dużo radości.

Ważne, by cierpliwie patrzeć jak dziecko nabiera powoli nowych sprawności. Pozwolić mu popełnić błąd i obserwować jak samo odkrywa, że nie odkręci śruby, jeżeli śrubokręt nie będzie trzymany prosto.

*

Każdy z nas ma swoje zajęcia i zabawy nie dla dzieci, w których z powodzeniem dzieci mogą uczestniczyć. Niewielkie straty to nic w porównaniu z nowymi umiejętnościami jakie nabędzie dziecko.

Zapamiętywanie składników, działań doskonale wpłynie na pamięć dziecka i jego zdolności planowania działań. Cierpliwości nauczy się czekając w banku w kolejce oraz na ciasto aż się upiecze i wystygnie.

Te wszystkie wspólne zajęcia nie tylko pozwolą nam zbliżyć się do siebie i zapewnić dziecku niecodzienną rozrywkę. Bardzo dobrze także wpłyną na jego rozwój oraz postrzeganie obowiązków i prac domowych jako ciężkie i nie zawsze przyjemne.

Sprzątanie po obiedzie nie będzie najprzyjemniejszą rozrywką po długim przygotowywaniu posiłku, wcześniejszych zakupach. Jednak ktoś to musi codziennie robić. Być może za parę lat syn czy córka wstaną po obiedzie i powiedzą: “Idź odpocznij, ja posprzątam”.

 

 

Może Cie także zainteresować:

 

 

Zdjęcie Stephena Lustiga na Unsplash

 


Przywódca-obowiązkowy element szczęśliwej rodziny.

Rodzina jest obecnie najważniejszą jednostką społeczną i pomimo wielu opinii jakoby powoli traciła na znaczeniu i wartości, nadal większość z nas stanowi jej element.

Jakiejś, ponieważ jest synem, córką, bratem, szwagrem, czy ciocią… i te role są niezależne od nas. Dopiero bycie ojcem lub matką sprawia, że stajemy się odpowiedzialni za własne dzieci. Musimy, a przynajmniej powinniśmy zrobić wszystko co w naszej mocy, aby dać światu wspaniałych ludzi. Z kolei swoim zachowaniem wobec dzieci umożliwiamy im lub pozbawiamy ich szansy na szczęśliwe życie w przyszłości. 

Zapewnienie swojej rodzinie przywódcy, który będzie oparciem oraz zapewni jej poczucie bezpieczeństwa jest dla niej niezwykle cenne.

Choć mogłoby się wydawać, że obecnie każdy sam może być sobie przywódcą, dorosły jak i dziecko. Że każdy wraz z własną niezależnością powinien wyznaczać sobie granice i tak często jest. Jednak wiele osób w tym także dzieci chowają za swoją autonomią strach i niepewność. Wydawać by się mogło także, że obecnie kobiety nie potrzebują mężów dla poczucia bezpieczeństwa, bo są wystarczająco silne, by same mogły się o siebie zatroszczyć. Tak naprawdę, wiele z nich marzy o kimś, kto się nimi zaopiekuje, jednak duma nie pozwala pokazać im swoich lęków i słabości.

O ile zachowanie kobiet jest celowe i ma wywołać określone efekty w postaci odbioru własnej osoby jako niezależnej i odważnej, o tyle dzieci nie powinny mieć wyboru i zawsze mieć dorosłego przywódcę i opiekuna. 

Nie myślę tu o władcy, czyli głowie rodziny, jaką był ojciec w każdym domu jeszcze niespełna 20, 30 lat temu. Nie piszę o apodyktycznym, agresją osiągającym swoje założenia rodzicielskie wobec dzieci rodzicu. Taka postawa krzywdziła umysł i ciało dziecka.

Dzieci potrzebują rodzica, który zna je, respektuje ich granice osobiste oraz jest wobec nich autentyczny.  

Gdy zabraknie przywódcy stada w stadzie…

Przywództwo w stadzie nie powinno wiązać się ze strachem, ograniczeniami, zakazami, za to z bliską więzią i zaufaniem. Nie ma jednak jednego patentu na tą rolę. Można dowiedzieć się jak najwięcej w tym temacie, ale decyzję, co do ostatecznego zachowania wobec rodziny powinniśmy i tak podjąć sami. Ponieważ to my będziemy odpowiedzialni za to, co się wydarzy w przyszłości, nie żaden ekspert, pedagog czy inny znawca tematu.

W tym artykule pisałam o tym, by uważać na opinie ekspertów i zawsze zastanowić się, czy na pewno ich rady są tym czego nam lub naszym bliskim potrzeba:https://liravibes.pl/nie-dajmy-sie-zwariowac-czyli-ze-skrajnosci-w-skrajnosc/ .

Nie tylko w rodzinie potrzebny jest przywódca. Kapitana potrzebuje drużyna, wychowawcy klasa, a firma prezesa. 

Każda z tych grup nie osiągnie swoich celów bez jednej osoby, która wskaże kierunek, która swoim opanowaniem zapewni o przyszłym sukcesie. Która wzbudzając zaufanie i szacunek stworzy coś ważnego i wartościowego wraz z innym ludźmi.

Rodzina bez przywódcy będzie ciągłą walką o władzę i posłuszeństwo. Ciągłe konflikty tylko zaostrzą napięte i tak relacje pomiędzy członkami rodziny. Firma bez szefa przywódcy nie ma szans na sukces. Pracownicy nie będą wykonywać powierzonych zadań przez kogoś, komu nie ufają i nie szanują go.

Kiedyś uważano, że przywódca to podmiot, natomiast osoby w jego otoczeniu to przedmioty, którymi można posłużyć się w celu wykonania zadania. Tak było w rodzinach i przedsiębiorstwach. Dziś już wiadomo, że ani w firmach, a tym bardziej rodzinach, taka relacja nie odnosi pożądanych skutków. Tylko podmiot, traktujący innych podmiotowo osiągnie swoje cele, dając przy tym innym szacunek i niezależność.

Dlatego obecność przywódcy w każdej grupie społecznej jest tak ważna.

Wiele lat temu w katastrofie górniczej, kilkunastu górników utknęło w tunelu. Spędzili tam wiele dni i mieli niewielkie szanse na przeżycie. Sami górnicy doskonale zdawali sobie sprawę ze swojego położenia. Zaczynali się załamywać i tracić nadzieję. Jeden z nich zaczął przewodzić grupie. Zorganizował zajęcia, wyznaczył zadania kolegom, a swoim spokojem i ufną nadzieją na ratunek zaraził innych. Górnicy przetrwali dzięki niemu najgorszy czas i zostali ocaleni. Jednak gdyby nie postawa mężczyzny, który zachował spokój i tym samym, dodał otuchy innym nie wiadomo, jak mogłoby się to skończyć. Stan psychiczny innych górników mógłby znacznie się pogorszyć i wpłynąć na ich późniejsze życie.

Obecność przywódcy w stadzie jest wspaniałym przywilejem dla jej członków. Daje poczucie bezpieczeństwa i nadzieję, że cokolwiek się wydarzy mam kogoś, ktoś zawsze jest przy nas. 

Czym wyróżnia się przywódca stada?

AUTORYTET

Będąc dla swoich dzieci lub pracowników wzorem, który jest autentyczny i prawdomówny, który doskonale odnajduje się nawet w trudnych sytuacjach, jest świadomy podejmowanych kroków i świetnie radzi sobie z pojawiającymi się problemami buduje się silną pozycję, która budzi szacunek i poważanie.

Wydaje się być bardzo trudnym zadaniem, by zostać taką osobą w kwestii wychowania dzieci jednak jest to wykonalne. Przynajmniej zawsze powinniśmy się starać dążyć do takiej postawy. Wpłynie z pewnością na jakość naszego życia poprzez korzystne zmiany w naszych relacjach w rodzinie czy pracy. 

ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Wszystkie podejmowane kroki na drodze rodzicielstwa wiążą się z ogromną odpowiedzialnością. Nie poczuciem winy, jaki może nam towarzyszyć w chwilach, gdy uzmysłowimy sobie, jakie błędy popełniliśmy, a właśnie odpowiedzialnością, czyli “to ja odpowiadam za podjęte decyzje i czyny”. Należy do nich także to, jak chcę, by wyglądało życie w mojej rodzinie, jak się o nią będę troszczyć oraz jak wychowam swoje dzieci.

Do dzisiaj jednak często obwinia się dzieci za niedociągnięcia wychowawcze rodziców. Oni sami często są skłonni ukarać dziecko za pewne zachowania, które często są wynikiem ich nieodpowiednich działań wychowawczych.

Odpowiedzialność i autorytet pozwalają w jasny sposób wyrażać swoje zdanie, mówić czego chcemy, a czego nie jesteśmy w stanie zaakceptować. Taka postawa pomaga zdobyć szacunek i zaufanie dziecka.

POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI

Wiąże się z tym kim jesteśmy oraz jaki mamy do tego stosunek. Poczucie wartości jest zatem bardzo ważnym elementem tego, jak będziemy postrzegani przez nasze dzieci. Osoba, która nie ma zaufania, co do swoich możliwości w kwestii bycia rodzicem, ale także na wielu innych polach ma wątpliwości, co do swojej osoby oraz podejmowanych przez siebie działań, może być odbierana przez dzieci jako słaba. Nie da wystarczającego poczucia bezpieczeństwa oraz nie wzbudzi wystarczającego zaufania. 

Z kolei dobre przywództwo wspiera poczucie własnej wartości w dzieciach poprzez zainteresowanie ich uczuciami i myślami oraz wychodzenie z ciekawością naprzeciw ich reakcjom i zachowaniom. Daje się przy tym możliwość dziecku poznawania siebie oraz budowania własnego obrazu.

Powyższe elementy tworzą przywódce stada, rodziny, grupy. Autorytet, jego odpowiedzialność oraz poczucie wartości tworzą osobę godną zaufania i szacunku. Takiej osobie w trosce o innych członków grupy muszą przyświecać pewne wartości. Każdy aspirujący przywódca rodziny musi zastanowić się nad własnymi wartościami oraz przewidzieć to, co wydarzy się w przyszłości, kierując  się nimi w życiu. Dopiero po ustalenie celów, jakie oczekujemy w wychowaniu dzieci możemy uzupełnić lub zastąpić je innymi.

Dobremu przywódcy powinno przede wszystkim zależeć na trosce o godność wszystkich członków rodziny, integralność oraz autentyczność.

Godność powinien posiadać każdy. Tylko wtedy jest świadomy własnych wartości przy tym nie wywyższa się z tym nad innymi, za to darzy ich szacunkiem. Posiada przede wszystkim szacunek wobec samego siebie oraz dumę i honor.

Godność łatwo w dziecku zabić słowami “nie znasz się, za mały jesteś”, “porozmawiamy, gdy dorośniesz”, a także biciem lub nawet brakiem zainteresowania nim. 

Rodzic uważający się za przywódcę stada, jednak niedbający o godność członków swojej rodziny, nigdy nim nie będzie. Przekazywane wartości za pomocą krzyków, nakazów lub klapsów nie będzie przynosiło żadnych rezultatów oprócz bólu psychicznego oraz fizycznego.

Integralność dająca możliwość posiadania własnych granic, potrzeb i wartości to coś czego wielu z nas do dzisiaj brakuje.

Wiele młodych osób kończy liceum, a nawet studia nie wiedząc, co mają dalej robić. Nigdy nie mieli odwagi zdecydować, a nawet pomyśleć o tym czego chcą. Robią automatycznie to, czego wymagają od nich inni nie zastanawiając się, co tak naprawdę chcą robić sami. Przywódca rodziny daje możliwość samodzielnego decydowania o sobie. Nie narzuca swojej woli, czy ambicji. Liczy się z potrzebami członków swojej rodziny. Swoją rolą dając wsparcie, radę lub akceptację decyzji innych.

Autentyczność

Bardzo często wraz z “graną” rolą w naszym życiu przyjmujemy jakieś stanowisko. Poprzemy nienawidzoną partię polityczną, do której należy szef, gdy liczymy na awans, będziemy mili i uprzejmi dla okropnej cioci na spotkaniu rodzinnym, by nie wywoływać konfliktów, a wychowując dzieci będziemy konsekwentni i stanowczy tylko po to, by pokazać mu kto tu rządzi.

Nie ma w tym za grosz autentyczności. Dziecko widząc nas i nasze maski nie może traktować nas poważnie. Nie powinniśmy nawet tego od niego oczekiwać. Zastanawiając się nad tym głębiej, przestaniemy sami się szanować, gdy uświadomimy sobie co wyprawiamy. Bycie autentycznym jest bardzo trudnym zadaniem, zwłaszcza w czasach, gdy prawie wszystko jest udawane. 

Chcąc być prawdziwym przywódcą rodziny musimy zadbać o własne wartości, którym będziemy wierni i przynajmniej starać się żyć w zgodzie z nimi, ucząc przy tym tego samego własne dzieci.

*

Każde dziecko powinno mieć przywódcę. Kogoś, kto będzie dla niego autorytetem, kto odpowiedzialnie będzie podejmował własne decyzje uwzględniając przy tym potrzeby innych oraz zapewni im poczucie wartości. 

Ważne, by potrzeby, uczucia, marzenia i życzenia dzieci traktować poważnie, co nie znaczy spełniać ich każdą zachciankę. Rozumieć te potrzeby i rozróżniać, a przede wszystkim traktować jak własne.

Nasz osobisty autorytet może dać dzieciom poczucie bezpieczeństwa, ale także pomóc wykształcić im zrozumienie dla własnych potrzeb, uczuć i granic. Dać dzięki temu siłę, by bezpiecznie mogły kiedyś iść własną drogą. 

 

Może Cię także zainteresować:

 

 

Photo by Tim Mossholder on Unsplash


Wychowanie dziecka niektórym kojarzy się z sielanką, zabawą, głośnym śmiechem i wieloma innymi przyjemnymi momentami w życiu dziecka i rodzica.

To prawda, wiele jest takich chwil. Jest jednak druga strona tej idylli… Stanowią ją trudne sytuacje, w których każdy świadomy rodzic zadaje sobie pytanie: “co ja mam teraz zrobić?” Wypisałam ich 9.

Oto one:

Najtrudniejsze momenty w wychowywaniu dzieci:

 

1. Gdy sami nie wiemy, co będzie najlepsze dla naszego dziecka.

Dowiadując się o tym, że niebawem zostaniemy rodzicami, do samego porodu zastanawiamy się nad wieloma sprawami związanymi z posiadaniem dziecka. Wiąże się to przecież z ogromną odpowiedzialnością, dlatego kwestia wózka i łóżeczka powinny stanowić kwestie drugorzędne. Najważniejsze, co zaprząta umysły przyszłych oraz młodych rodziców jest to, jak chcą wychować dziecko i jakim człowiekiem chcą, aby zostało w przyszłości. Nawet mając doskonale przemyślane plany, co do wychowania dzieci, na przestrzeni lat możemy znacznie zmienić swoje podejście, aż w pewnym momencie dojść do wniosku, że sami do końca nie wiemy, co będzie najlepsze dla naszego dziecka.

Każde dziecko jest inne i to, jak będzie się zachowywało w danych sytuacjach, powinno dawać nam informację, co do jego osobowości, zainteresowań, a także możliwości. Wykorzystując je, możemy określić czego potrzebuje. Musimy pamiętać, że nasze oczekiwania powinny być zawsze w zgodzie z naszym dzieckiem, nigdy wbrew niemu. 

 

2. Gdy nie wiemy, jak się zachować wobec dziecka.

Wiedza na temat wychowania dzieci jest teraz niezwykle łatwo dostępna i nie ma najmniejszego problemu, by ją zdobyć i tym samym poznać wszystkie najważniejsze aspekty wychowywania dziecka. Czy to rzeczywiści takie proste? Może i pewne podejścia wychowawcze doskonale współgrają z naszą wizją opieki nad dzieckiem, są jednak sytuacje, gdy mimo posiadanej wiedzy, sytuacja wydaje się być bez wyjścia.

Być może chcemy, aby nasze dziecko wzrastało w poczuciu akceptacji i miłości, jak zatem zareagować, gdy dziecko zachowuje się niegrzecznie wobec innych lub zdarzy mu się nawet kogoś uderzyć. 

Być może chcemy, by jednak dziecko znało najważniejsze zasady uprzejmego zachowania wobec innych, ale jak je skłonić do ich używania, by nie zaburzać jego niezależności.

Chcemy dziecko kochać bezwarunkowo, ale nie możemy udawać, że nic się nie stało, gdy było dla nas bardzo niemiłe.

Gdy rodzic cieszy się, że jego dziecko zaczyna chodzić i mówić, wtedy zaczynają się także tego typu sytuacje. Chcemy dobrze, ale nie zawsze wiemy, co zrobić, aby tak było.     

 

3. Gdy ktoś wtrąca się w naszą opiekę nad dzieckiem lub podważa nasz autorytet.

Zmora rodziców mieszkających z rodzicami-teściami. Ale zdarza się także, gdy ciocie, rodzeństwo lub kompletnie obcy ludzie zwracają nam uwagę, co do tego, jak zachowujemy się wobec dziecka.

Nie mówię tu o sytuacjach, gdy naprawdę robimy coś niewłaściwego i ktoś oburzony nie może na to pozwolić, więc interweniuje.

Zdarza się jednak, że nie chcemy się zgodzić na odwiedziny szwagierki z dziećmi, które dopiero przeszły grypę, mimo to ona decyduje się na wizytę z pretensjami, że jesteśmy zbyt przewrażliwione na punkcie dziecka.

Gdy nie pozwalamy jeść dziecku lodów, bo niedawno było przeziębione, a dostajemy burę od babci, że jesteśmy dla dziecka zbyt surowe.

Gdy ktoś inny zwraca nam przy dziecku uwagę, że nie radzimy sobie jako matka i że za dużo pozwalamy dziecku.

O takich sytuacjach mówię, w których asertywność nie przynosi żadnych rezultatów, a nasz autorytet starającej się, dbającej o swoje dziecko matki zostaje doszczętnie zdeptany.

Wie osób musi mierzyć się z podobnymi sytuacjami nawet codziennie. Najbardziej przerażające jest to, co z obserwacji takich sytuacji wynosi dziecko, które w pewnym wieku myśli, że korzysta na nich. Jednak z czasem może się totalnie zagubić i trudno będzie mu określić, kto tu jest dobry, a kto zły.

 

4.Gdy chcemy coś dziecku powiedzieć, ale nie możemy.

Wiele momentów podczas wychowywania dziecka byłoby prostszych, gdyby można było usiąść i pogadać z nim, jak z kumplem.

Dzieci zadają mnóstwo pytań i rodzice powinni je wspierać w tym pozyskiwaniu nowych informacji. Te odpowiedzi, które samemu udzielają dzieciom powinny być prawdziwe i jak najbardziej obiektywne. Dlatego o polityce z dzieckiem się nie powinno rozmawiać ;).

Są także inne tematy, które najlepiej przemilczeć przez kilka lat, jednak reklamy telewizyjne i radiowe prowokują często niezręczne rozmowy. Gdy jedziesz z dzieckiem autem, a w radio słyszycie: “…i niech twój konar zapłonie…” ciekawy świata kilkulatek z pewnością zapyta: “a co to jest erekcja?”.

Mimo że jestem przeciwniczką robienia z tematu seksu tabu, to póki co, taka wiedza 3-letniemu szkrabowi jest zupełnie zbędna.

Różne sytuacje dzieją się także w rodzinie. My wiemy coś, czego nie wie nasze dziecko. Ktoś nam zrobił jaką przykrość, lub porządnie się z kimś poprztykaliśmy. Nie musimy, a nawet nie powinniśmy opowiadać dziecku o naszych niesnaskach, ale co w sytuacji, gdy ono chce właśnie tego kogoś odwiedzić i nie rozumie dlaczego to nie wchodzi w grę.

Niestety podobnych sytuacji w pierwszych latach życia dziecka bywa wiele i chęć wyjaśnienia ich, ale zarazem ukrycia może przysparzać wiele trudu. W późniejszych latach, gdy dziecko jest poważnie zainteresowane danym tematem, jestem za tym, aby udzielać odpowiedzi na każde pytanie.

 

5. Gdy skończy się nam cierpliwość.

Nie chcę wchodzić na temat klapsów, bo temat się od lat powtarza i nigdy nie zmieni się podejście osób, które wierzą, że bicie dzieci jest normalne. Jednak oprócz bicia jest też krzyk, złość, gniew, obrażanie się na dziecko, które także bardzo niekorzystnie wpływają na dziecko. Nie wierzę, że jest na świecie rodzic, który nigdy nie zmagał się z którąś z tych sytuacji. No chyba, że taki co widzi swoje dziecko raz na pół roku. 

To jest nielogiczne. Te rozkoszne, przesłodkie, rozbrajające maluchy potrafią wyprowadzić nawet wybitnie spokojnego człowieka z równowagi, prowokując go do krzyków, czy trzaśnięcia drzwiami.

Dla rodzica, który postanowił być jak najlepszym opiekunem to może być szok. Z pewnością nigdy nie przypuszczał, że tak nisko upadnie. Jak spojrzeć w oczy dziecku, na które przed chwilą się nawrzeszczało, a które tak naprawdę nie zrobiło nic strasznego…

Te momenty są zawsze bardzo trudne i wiele kosztują i rodzica i dziecko. Warto znaleźć sposoby na radzenie sobie w takich sytuacjach, a może także poszukać przyczyn naszego nazbyt nerwowego zachowania. Być może inne sprawy, nagromadzone w ciągu dnia wywołują rozdrażnienie w późniejszym czasie.

 

6. Gdy uświadamiamy sobie, że gdzieś popełniliśmy błąd, ale nie wiemy jeszcze gdzie i jak to teraz odkręcić.

Wydawało nam się, że do roli rodzica jesteś tak przygotowani, że nic nie może nas zaskoczyć. No i zostaliśmy rodzicem… Czasami coś nam przychodzi do głowy i wierzymy, że postępujemy dobrze. Tak może być również w kwestii wychowania dziecka. Idziemy w jakimś kierunku. Skłaniamy do czegoś dziecko, a tu nagle okazuje się, że popełniliśmy błąd.

Bycie stanowczym i konsekwentnym rodzicem to wielka sztuka. Oczywiście sprawia, że dziecko jest grzeczne i bezgranicznie posłuszne, ale przy tym staje się też uległe i pozbawione pewności siebie. Wiec zanim postanowimy, że chcemy być takim rodzicem, jeszcze to trzeba przemyśleć. Czy na pewno chcemy, aby nasze dziecko było takie?

Bycie szczodrym, kochającym miłością materialną rodzicem (kupowanie dziecku wszystkiego, co zapragnie z miłości), jest świetną okazją, by we własnym domu mieć magazyn z zabawkami. Jednak dziecko w przyszłości nic nie będzie cieszyło, przyzwyczajone do posiadania wszystkiego, czego zapragnie może się bardzo zdziwić, gdy zobaczy, że nie zawsze tak jest. Nie będzie także doceniało prezentów mając je na co dzień bez okazji. Do tego będzie przekonane, że miłość wyraża się w taki właśnie sposób, czyli będzie otoczone drogimi rzeczami a jednocześnie nieszczęśliwe i samotne.

 

7. Gdy wiemy, że nasze dziecko musi samo się z czymś zmierzyć i nie powinniśmy mu w tym pomagać.

Odporność psychiczna jest niezwykle ważna dla każdego człowieka. Już od dziecka mamy wiele okazji by ją nabyć, a także sami powinniśmy umożliwić nabycie je naszym dzieciom.

Tym artykule pisałam o tym jak pomóc dziecku rozwijać odporność psychiczną:https://liravibes.pl/jak-wspierac-odpornosc-psychiczna-dziecka/.

Są zatem sytuacje, z którymi nasze dziecko musi się zmierzyć, by poradzić cobie w przyszłości z dużo poważniejszymi. Co nie znaczy, że należy pozostawić dziecko samemu sobie lub nie okazywać wsparcia, gdy tego potrzebuje.

W sytuacji gdy ktoś urazi nasze dziecko, zakpi z niego lub wyśmieje mamy ochotę dowiedzieć się gdzie mieszka ten śmieszek i samodzielnie pokazać mu, co myślimy o takim zachowaniu.

A co robimy? Dajemy szansę samodzielnego uporania się z sytuacją. Szukania rozwiązań i pomysłów na wyjście z takich momentów obronną ręką. Możemy zachęcić dziecko, by czasem miało dystans do siebie i nie brało wszystkiego na poważnie… Lub jeżeli bardzo go to zraniło, by na drugi raz nie pozwolił na takie zachowanie wobec siebie. 

Musimy wierzyć, że każda tego typu sytuacja ma jakiś cel. Jeżeli nie nauczy to dziecka asertywności to być może pokory. Czy przypadkiem ono wcześniej się z kogoś nie śmiało? Nie, moje dziecko? W życiu! Niestety tego nie wiemy… Dlatego musimy dać dziecku szansę nauczyć się czegoś bardzo wartościowego dzięki tego typu sytuacjom.

To niezwykle trudne momenty, kiedy wiemy, że nasze dziecko jest smutne, przeżywa coś lub nawet jest nieszczęśliwe. Musimy jednak być oparciem dla niego, mimo że będziemy równie mocno cierpieć co ono.

 

8.Gdy nasze dziecko jest nieszczęśliwe, a my nie potrafimy mu pomóc.

Pewien chłopiec bardzo pragnął mieć przyjaciół. Był dość nieśmiały, więc tylko podchodził do grupki kolegów osiedla, z którymi marzył, by się przyjaźnić i obserwował ich. Koledzy szybko odkryli, że są idolami chłopca, więc wiedzieli, że zgodzi się na wszystko, co mu rozkażą, by móc chociaż postać koło nich. W taki sposób znaleźli sobie idealny materiał do przynoszenia wybitych za boisko piłek. Jego mama obserwowała sytuacje i sugerowała chłopcu, że koledzy źle go traktują, że nie musi się godzić na to, czego nie chce. A najlepiej żeby znalazł sobie innych kolegów. Chłopiec nie chciał o tym słyszeć. Przestał się zadawać z tymi “kolegami” dopiero, gdy sami go wygonili z boiska. Bardzo przeżył tą stratę “przyjaciół”.

Jeszcze nie wiem jak to jest, ale za parę lat się przekonam i nawet już powoli się przygotowuje na ten moment. Pierwsza miłość i pierwszy raz złamane serce. Marzę, by być wtedy przy dziecku i go wspierać. Nie tłumaczyć, że jeszcze się 10 razy zakocha, że ona nie była dla ciebie… być i rozumieć jego smutek.

To z pewnością najstraszniejsze momenty wychowywania dziecka. Gdy samodzielnie podejmuje decyzje, gdy ponosi odpowiedzialność za swoje zachowanie. Gdy musi to przeżyć, by wyciągnąć z tego jakąś lekcję. Nasze prawienie morałów w takim momencie jest zupełnie niepotrzebne i nawet niewłaściwe. Dziecko potrzebuje bardziej obecności rodzica niż kazań. Wsparcia i przytulenia. 

Najtrudniejsze jest patrzenie na ból dziecka i myśl, że nic nie możemy zrobić, by mu ulżyć. 

 

9. Gdy dziecko czegoś chce, a my wiemy, że wcale tego mieć nie musi.

Piesek? Chomik? Siedemnasta gra na konsolę? Jak odmówić? Gdy dziecko zarzeka się, że zaoszczędzi na zakup, będzie sprzątało klatkę lub wyprowadzało psa na spacer. A my przecież doskonale wiemy, że tak będzie ale przez pierwszy tydzień. Później będą to nasze kolejne obowiązki.

Warunki, umowa? Nie wchodzą w grę, dziecko zrobi wszystko, by osiągnąć cel, a zakup i tak się znudzi po tygodniu.

Musimy pamiętać, że jako rodzice mamy prawo się nie zgodzić. Mamy prawo także się nie tłumaczyć dziecku, ale poinformować go o swojej decyzji.

Być może będzie na nas bardzo złe i nawet nam o tym powie. Ma do tego prawo. Musimy go zrozumieć. Nikt z nas nie lubi, gdy nam się czegoś odmawia.

Jednak zdając sobie sprawę z tego, jak ważne jest, by uczyć dziecko, że nie wszystko czego się chce można mieć, może pozwoli na większą stanowczość w kwestii odmawiania dziecięcym zachciankom. 

A co dla Ciebie jest najtrudniejsze w wychowywaniu dziecka?

 

 

Może Cię także zainteresować:

 

 

Photo by Wendy Aros-Routman on Unsplash


Komu bardziej się przydają wyznaczone granice…

Bezustannie mówi się o wyznaczaniu dzieciom granic i stanowczym, konsekwentnym przestrzeganiu narzuconych im reguł.  A także o zakazach i przestrogach mających dać dziecku poczucie bezpieczeństwa. 

To elementy wychowania dzieci, które mogą mieć miejsce, jednak jak zwykle wymagają znalezienia złotego środka.

Jedno dziecko będzie ciągle “sprawdzało” naturę, ucząc się w ten sposób. Nie uwierzy, że przedmiot jest gorący dopóki go nie dotknie. Inne tylko obserwując świat, pozna najistotniejsze informacje.

Ciągłe zakazy, przestrogi oraz stawiane granice nie odniosą wielkiego skutku wobec osobowości pierwszego dziecka, drugie z kolei wcale ich nie potrzebuje. Co w takim razie z jego poczuciem bezpieczeństwa?

Poczucie bezpieczeństwa to jedna z podstawowych potrzeb każdego człowieka, nie tylko dziecka. Od małego dążymy do momentu, w którym będziemy się czuć spokojnie i komfortowo. To bezpieczeństwo dają nam bliscy, stabilność finansowa lub nawet siła fizyczna. Czy jednak jakakolwiek forma ograniczeń ze strony rodziny, czy pracodawcy w kwestii wydawania zarobionych przez nas pieniędzy sprawi, że będziemy czuć się bezpieczniej?

Myślenie zamiast biernego wykonywania rozkazów.

Dzieci potrzebują rady, wsparcia, a nasze informacje są niezbędne dla ich prawidłowego i bezpiecznego rozwoju, ale może zamiast zakazów moglibyśmy skłonić dziecko do myślenia.

Gdy mówimy: NIE BĘDZIESZ CHODZIŁ SAM DO SZKOŁY, BO MOŻE CI SIĘ COŚ STAĆ. Nie dość, że straszymy dziecko tym, co może się zdarzyć, to także dajemy mu do zrozumienia, że jest jeszcze za mało mądre, rozsądne czy odpowiedzialne, by samemu poradzić sobie z potencjalnymi problemami. Okazujemy także brak zaufanie wobec niego, ale i troskę o jego bezpieczeństwo zarazem.

Może warto dać dziecku szansę samodzielnie podjąć decyzję mówiąc: MYŚLISZ, ŻE JESTEŚ W STANIE BEZPIECZNIE ZACHOWAĆ SIĘ PRZY PRZECHODZENIU PRZEZ ULICĘ? Odpowiedzialność, jaką przejmie w tym momencie za własne zachowanie może okazać się kamieniem milowym na pewnym etapie rozwoju dziecka. 

Kiedy i komu wyznaczać granice?

Nie unikniemy jednak wielu stawianych dzieciom zakazów, które mają je uchronić przed niebezpieczeństwem lub pomóc w wielu codziennych sytuacjach.

Jesteśmy rodzicami i mamy prawo nie dawać dzieciom słodyczy ze względu na ich zdrowie. Kazać dzieciom myć zęby i dbać o higienę, czy zabraniać grania na xboxie cały dzień.

Mamy takie prawo i powinniśmy z niego skorzystać. Pozostawienie dziecku wyboru w tych kwestiach mogłoby się skończyć wizytą pracownika GOPS-u w naszym domu 😉

Jest jeszcze wiele sytuacji, gdy rodzice mogą narzucić swoją wolę dziecku, ale przesadne ograniczanie zakazami może spowodować zupełnie odwrotny skutek. Zamiast dawać wyraz troski i poczucie bezpieczeństwa dziecko otrzyma brak zaufania i nadmierną kontrolę, z której będzie chciało jak najszybciej się uwolnić.

Dorośli i dzieci sami powinny wyznaczać własne granice.

A teraz do sedna…

Wyznaczanie granic dziecku nie jest podstawowym elementem wychowania. To sobie powinniśmy wyznaczyć granice i tego samego nauczyć dziecko.

Nasze zachowanie więcej uczy dziecko niż nasze słowa. Wychodzi na to, że wystarczy, gdy będziemy regularnie myć zęby, by dziecko samo zaczęło to robić. Jest na to duża szansa, jednak nie zawsze działa…

Jednak w innych aspektach życia działa aż nadto! 

Jeśli zachowujemy się mało asertywnie wobec rodziny czy znajomych, nie możemy oczekiwać, że nasze dziecko będzie naszym przeciwieństwem. Jeśli czujemy się niepewnie w towarzystwie, nie powinniśmy się dziwić, że nasze dziecko nie będzie w podobnej sytuacji czuło swobodne i rozluźnione.

Nasze zdenerwowanie i negatywne emocje w różnych sytuacjach udzielą się dziecku i zaprogramują je na nasz wzór. 

Dlatego warto podjąć pewne kroki, które dzięki naszym własnym zmianom ułatwią życie nam, a także naszym dzieciom.

Dzieci niemalże codziennie się czegoś uczą. Nasze słowa “Nie depcz kwiatków w ogródku sąsiadki” mogą nic nie znaczyć dla dziecka. Dopiero konfrontacja z sąsiadką sprawi, że już nigdy nie przejdzie mu przez myśl deptanie jakichkolwiek kwiatków. A to dzięki granicy jaką ustanowi sąsiadka.

Każdy z nas na swoje własne granice. Niektóre są bardzo bardzo słabe i każdy bez wysiłku może je pokonać, inne są mocne i nie ma żadnej siły, która mogłaby je złamać.

Rodzic, który chce, by jego dziecko rozwijało się sposób, który pozytywnie wpłynie na jego życie powinien zadbać o ustalenie swoich własnych granic już na samym początku swojej rodzicielskiej drogi.  

Dziecko, ciągle testuje granice wszystkich osób wokół. Jeżeli potrafi uderzyć rodzica, zrobi to ponieważ chce się dowiedzieć, co się stanie lub już wie, że można to robić. Będzie próbował zrobić nawet coś gorszego, by dowiedzieć się gdzie jest granica. Jeżeli rodzic szybko jej nie ustali może mieć duże kłopoty w przyszłości. 

Tłumaczenie “jest jeszcze małe, nie rozumie, że nie można bić innych, będzie starsze to się dowie” jest zwyczajnie głupie. Może i powody, dla których trzeba dać czasem komuś w mordę pozna dopiero za kilkanaście lat, to granice rodziców powinno poznać jak najszybciej.

Bywa, że złościmy się na kogoś, a często bardziej na samego siebie za brak reakcji lub nieodpowiednie zachowanie w obliczu przykrego dla nas wydarzenia. Posiadając umiejętność definiowania siebie i określenia, co sprawiam nam przyjemność, a co przykrość, możemy bronić naszego terytorium i nie pozwalać na cudze zachowania, które mogą nas krzywdzić. Musimy także walczyć z tym, co jest dla nas niekomfortowe, za to starać się żyć tak, aby czerpać jak największą satysfakcję z codziennych sytuacji. 

Ustalając swoje własne granice, nie godzimy się na nieodpowiednie traktowanie, które zwłaszcza ze strony dziecka może być bardzo bolesne.

*

Obawiam się, że częściej sami powinniśmy zadbać o własne granice, niż ciągle skupiać się na stawianiu ich dzieciom, które bez nich doskonale porodziłyby sobie w wielu sytuacjach. Nasze własne terytorium powinno być mocne i niezachwiane, a dziecko powinno obserwować jak stanowczo bronimy naszych, własnych zasad. 

Nigdy nie powinniśmy pozwolić, by ktoś nas obrażał lub wyśmiewał przy dziecku. Nasz autorytet w jego oczach runie i przemieni się w zgliszcza. A dziecko będzie czuło się upokorzone równie mocno jak obrażany rodzic. 

Musimy być dla naszych dzieci nauczycielami budowania, wzmacniania oraz pilnowania naszych granic, aby same w przyszłości zadbały o własne interesy i potrafiły sprzeciwić się tym, którzy spróbują się przedrzeć na ich teren. 

 

 

Photo by Marius Serban on Unsplash


Depresja i inne problemy emocjonalne są coraz bardziej powszechne wśród ludzi na całym świecie.

Wzmożony ruch w gabinetach terapeutycznych i psychiatrycznych świadczy o większej zachorowalności? A może nie jesteśmy coraz bardziej znerwicowani lecz świadomi własnych problemów emocjonalnych i pomocy terapeuty, jaką mamy na wyciągnięcie ręki?

Jeszcze całkiem niedawno pójście do psychologa lub psychoterapeuty oznaczałoby kompletne “szaleństwo”. Zaprzeczało się wszystkim problemom i związanym z tym dolegliwościom lub obrażało zawczasu na specjalistę mówiąc, że chce wtrącać się w nasze życie.

Z pewnością nadal są takie osoby, jednak powoli zaczynają stanowić mniejszość, ponieważ okazuje się, że Polacy coraz chętniej szukają pomocy u specjalistów, takich jak psycholog, a nawet psychiatra.

Tylko czy wzrastająca liczba osób, które szukają pomocy psychologów jest aby korzystnym zjawiskiem? Można bowiem wywnioskować, że osoby te są świadome swoich problemów, które zapewne negatywnie wpływają na ich życie, stąd chęć zaprowadzenia zmian we własnym życiu.

Umiemy także coraz sprawniej analizować nasze zachowanie. Jesteśmy w stanie sami ocenić czego się boimy, co powoduje w nas duży stres, lub określić jak moglibyśmy żyć, by czerpać z niego większą satysfakcję.

Do specjalisty zatem udajemy się, by rozwiązywać konkretne problemy. By otrzymać drogowskazy jak się pozbyć lęków czy przestać myśleć o czymś, co niszczy nasze życie.

Jednak coraz większa liczba osób odwiedzająca gabinety psychoterapeutów może świadczyć nie tylko o ich zdroworozsądkowym podejściu do życia, ale także o zwiększonej liczbie problemów emocjonalnych oraz innych dolegliwości na tle psychicznym.

DEPRESJA I ZABURZENIA LĘKOWE – najczęściej diagnozowane problemy psychiczne u młodych osób.

Według badań WHO jest to obecnie czwarta najczęściej występująca choroba społeczeństwa. Prognozy przewidują, że już za 2 lata będzie drugą, a za 10 nawet pierwszą.

To przerażające prognozy, które być może są odpowiedzią na moje pytanie z tytułu posta.

Styl życia w obecnych czasach może być przyczyną wielu poważnych dolegliwości, nie tylko psychicznych. Chroniczny stres prowadzi do wielu poważnych chorób oraz zaburzeń.

Stres jest obecny zarówno u tych osób dobrze zarabiających, posiadających przy tym ogromną ilość zadań do wykonania, jak i tych mniej zamożnych, także zapracowanych oraz bezrobotnych, u których silne negatywne emocje wywołują najczęściej problemy finansowe.

CORAZ WIĘCEJ DZIECI W SZPITALACH PSYCHIATRYCZNYCH

Problemy emocjonalne dosięgają także młodzież, a nawet coraz częściej dzieci.

Badania pokazują, że dzieci doświadczają przemocy w domu oraz w szkole. Jednak nie tylko takie oczywiste powody są przyczyną konieczności leczenia w szpitalu psychiatrycznym. Są tam też dzieci samotne, pozbawione miłości i akceptacji, które brak zainteresowania rodziców odbierały jako komunikat – jesteś nikim. Dzieci, których charakter został skrzywiony przez nieumiejętne wychowanie rodziców.

Są to często dzieci rodziców, którzy nie mają sobie nic do zarzucenia w tej kwestii. Ciężko pracują i spełniają wszystkie zachcianki materialne dziecka. Nie rozumieją, jak dziecko może być tak niewdzięczne i sprawiać mimo to tyle kłopotu.

Presja, zbyt duża ilość obowiązków, wygórowane oczekiwania są najczęściej powodami problemów emocjonalnych dzieci oraz dorosłych. Niestety ciężko ich uniknąć. Na szczęście uporać się z nimi mogą pomóc nam specjaliści.

JAK ZNALEŹĆ DOBREGO PSYCHOLOGA?

Wydawać by się mogło, że psychiatra, psycholog czy psychoterapeuta przyjmuje na każdej ulicy, więc nie jest problemem uzyskanie odpowiedniej pomocy, gdy już zdecydujemy się skorzystać z usług takiej osoby. Jednak czy warto wybrać się do takiego pierwszego lepszego znawcy tematu?

Bardzo ciężko jest znaleźć osobę, która w sposób kompetentny zajmie się naszym problemem. Najczęściej polegamy na opinii innych, jednak nie zawsze jeden specjalista jest w stanie zaradzić różnym problemom. Niemniej jednak powinniśmy dowiedzieć się czegokolwiek o doświadczeniu oraz efektach jego działań zanim sami się do niego zwrócimy z pomocą.

POWRÓT DO ŻYCIA PO JEDNEJ SESJI

Problemy emocjonalne dzieci i dorosłych mogą mieć wiele przyczyn, jednak niezależnie od ich rodzaju stanowią duże utrudnienie dla funkcjonowania społecznego człowieka. Są także ogromnym ciężarem, którego powinno się jak najszybciej pozbyć.

Osoby, które borykają się takimi dolegliwościami nie powinny zwlekać, udawać, że problemy nie istnieją lub czekać, aż same przeminą.

Oczywiście jest wiele sposobów, by samodzielnie pracować nad swoim nastawieniem do życia, nastrojem, poczuciem wartości, które z pewnością mogą odmienić życie i sprawić, że zaczniemy inaczej podchodzić do wielu spraw.

W sytuacji, gdy nie jesteśmy w stanie sami określić przyczyn naszego złego samopoczucia powinniśmy skorzystać z fachowej pomocy terapeuty.

Nie można zapominać, że większość naszych dolegliwości to efekty niekorzystnych oddziaływań jakimi poddawani jesteśmy na co dzień. Sama wizyta u terapeuty nie da wielkich efektów, jeżeli świadomie nie zaprowadzimy jakichś znaczących zmian w naszej codzienności.

Nie możemy liczyć na cudowne rozwiązanie wszystkich kłopotów po kilku sesjach, to tak nie działa. Terapeuta czy psycholog nie są w stanie podać gotowych rozwiązań. Zwrócą nam tylko uwagę na pewne aspekty naszego życia, które sprawiają, że coś złego się z nami dzieje.

*

Jako osoby dorosłe możemy, a nawet powinniśmy w miarę możliwości analizować codzienne sytuacje, by móc w przyszłości rezygnować z tych, które wprowadzają w nasze życie chaos lub niepokój.

Możemy pozbyć się z naszego otoczenia osób, które nie traktują nas tak, jakbyśmy tego oczekiwali.

Możemy więcej czasu poświęcić na robienie tego, co daje nam satysfakcję.

Możemy zmienić pracę, jeżeli obecna jest wykańczająca psychicznie.

Możemy uczyć się zarządzania pieniędzmi, jeżeli nasze finanse ciągle spędzają nam sen z powiek.

Możemy znaleźć sposoby rozładowywania nagromadzonego napięcia, by redukować stres w organizmie.

Dorosły, świadomy człowiek jest w stanie w wielu sytuacjach poradzić sobie sam. Dziecko jednak będzie potrzebowało naszej pomocy.

Staramy się być jak najlepszymi rodzicami, jednak z pewnością nie raz życie każdego z nas nauczyło, że mimo dużego zaangażowania i ogromnych chęci coś może i tak pójść nie tak.

Kiedy z dumą słuchamy lub obserwujemy, jakie cudowne i mądre mamy dziecko, za chwilę robi coś takiego, że kolejny raz pytamy: “Gdzie ja popełniłam błąd?”

Nie uchronimy dzieci przed różnego rodzaju problemami emocjonalnymi. Spotka ich wiele przykrości, zawodów, rozczarowań, oraz sytuacji, których sama obserwacja może skończyć się traumą.

Muszą się z nimi zmierzyć, by być silniejszymi. Przy naszym wsparciu, zainteresowaniu i akceptacji nic im nie grozi.

 

 

 

 

http://fdds.pl/problem/dzieci-sie-licza-2017/

 

 

Photo by Sydney Sims on Unsplash


Jesteśmy coraz bardziej znerwicowani czy świadomi własnych problemów emocjonalnych i pomocy terapeuty, jaką mamy na wyciągnięcie ręki?

Jeszcze całkiem niedawno pójście do psychologa lub psychoterapeuty oznaczałoby kompletne “szaleństwo”. Zaprzeczało się wszystkim problemom i związanym z tym dolegliwościom lub obrażało zawczasu na specjalistę mówiąc, że chce wtrącać się w nasze życie.

Z pewnością nadal są takie osoby, jednak powoli zaczynają stanowić mniejszość, ponieważ okazuje się, że Polacy coraz chętniej szukają pomocy u specjalistów, takich jak psycholog, a nawet psychiatra.

Tylko czy wzrastająca liczba osób, które szukają pomocy psychologów jest aby korzystnym zjawiskiem? Można bowiem wywnioskować, że osoby te są świadome swoich problemów, które zapewne negatywnie wpływają na ich życie, stąd chęć zaprowadzenia zmian we własnym życiu.

Umiemy także coraz sprawniej analizować nasze zachowanie. Jesteśmy w stanie sami ocenić czego się boimy, co powoduje w nas duży stres, lub określić jak moglibyśmy żyć, by czerpać z niego większą satysfakcję.

Do specjalisty zatem udajemy się, by rozwiązywać konkretne problemy. By otrzymać drogowskazy jak się pozbyć lęków czy przestać myśleć o czymś, co niszczy nasze życie.

Jednak coraz większa liczba osób odwiedzająca gabinety psychoterapeutów może świadczyć nie tylko o ich zdroworozsądkowym podejściu do życia, ale także o zwiększonej liczbie problemów emocjonalnych oraz innych dolegliwości na tle psychicznym.

DEPRESJA I ZABURZENIA LĘKOWE – najczęściej diagnozowane problemy psychiczne u młodych osób.

Według badań WHO jest to obecnie czwarta najczęściej występująca choroba społeczeństwa. Prognozy przewidują, że już za 2 lata będzie drugą, a za 10 nawet pierwszą.

To przerażające prognozy, które być może są odpowiedzią na moje pytanie z tytułu posta.

Styl życia w obecnych czasach może być przyczyną wielu poważnych dolegliwości, nie tylko psychicznych. Chroniczny stres prowadzi do wielu poważnych chorób oraz zaburzeń.

Stres jest obecny zarówno u tych osób dobrze zarabiających, posiadających przy tym ogromną ilość zadań do wykonania, jak i tych mniej zamożnych, także zapracowanych oraz bezrobotnych, u których silne negatywne emocje wywołują najczęściej problemy finansowe.

CORAZ WIĘCEJ DZIECI W SZPITALACH PSYCHIATRYCZNYCH

Problemy emocjonalne dosięgają także młodzież, a nawet coraz częściej dzieci.

Badania pokazują, że dzieci doświadczają przemocy w domu oraz w szkole. Jednak nie tylko takie oczywiste powody są przyczyną konieczności leczenia w szpitalu psychiatrycznym. Są tam też dzieci samotne, pozbawione miłości i akceptacji, które brak zainteresowania rodziców odbierały jako komunikat – jesteś nikim. Dzieci, których charakter został skrzywiony przez nieumiejętne wychowanie rodziców.

Są to często dzieci rodziców, którzy nie mają sobie nic do zarzucenia w tej kwestii. Ciężko pracują i spełniają wszystkie zachcianki materialne dziecka. Nie rozumieją, jak dziecko może być tak niewdzięczne i sprawiać mimo to tyle kłopotu.

Presja, zbyt duża ilość obowiązków, wygórowane oczekiwania są najczęściej powodami problemów emocjonalnych dzieci oraz dorosłych. Niestety ciężko ich uniknąć. Na szczęście uporać się z nimi mogą pomóc nam specjaliści.

JAK ZNALEŹĆ DOBREGO PSYCHOLOGA?

Wydawać by się mogło, że psychiatra, psycholog czy psychoterapeuta przyjmuje na każdej ulicy, więc nie jest problemem uzyskanie odpowiedniej pomocy, gdy już zdecydujemy się skorzystać z usług takiej osoby. Jednak czy warto wybrać się do takiego pierwszego lepszego znawcy tematu?

Bardzo ciężko jest znaleźć osobę, która w sposób kompetentny zajmie się naszym problemem. Najczęściej polegamy na opinii innych, jednak nie zawsze jeden specjalista jest w stanie zaradzić różnym problemom. Niemniej jednak powinniśmy dowiedzieć się czegokolwiek o doświadczeniu oraz efektach jego działań zanim sami się do niego zwrócimy z pomocą.

POWRÓT DO ŻYCIA PO JEDNEJ SESJI

Problemy emocjonalne dzieci i dorosłych mogą mieć wiele przyczyn, jednak niezależnie od ich rodzaju stanowią duże utrudnienie dla funkcjonowania społecznego człowieka. Są także ogromnym ciężarem, którego powinno się jak najszybciej pozbyć.

Osoby, które borykają się takimi dolegliwościami nie powinny zwlekać, udawać, że problemy nie istnieją lub czekać, aż same przeminą.

Oczywiście jest wiele sposobów, by samodzielnie pracować nad swoim nastawieniem do życia, nastrojem, poczuciem wartości, które z pewnością mogą odmienić życie i sprawić, że zaczniemy inaczej podchodzić do wielu spraw.

W sytuacji, gdy nie jesteśmy w stanie sami określić przyczyn naszego złego samopoczucia powinniśmy skorzystać z fachowej pomocy terapeuty.

Nie można zapominać, że większość naszych dolegliwości to efekty niekorzystnych oddziaływań jakimi poddawani jesteśmy na co dzień. Sama wizyta u terapeuty nie da wielkich efektów, jeżeli świadomie nie zaprowadzimy jakichś znaczących zmian w naszej codzienności.

Nie możemy liczyć na cudowne rozwiązanie wszystkich kłopotów po kilku sesjach, to tak nie działa. Terapeuta czy psycholog nie są w stanie podać gotowych rozwiązań. Zwrócą nam tylko uwagę na pewne aspekty naszego życia, które sprawiają, że coś złego się z nami dzieje.

*

Jako osoby dorosłe możemy, a nawet powinniśmy w miarę możliwości analizować codzienne sytuacje, by móc w przyszłości rezygnować z tych, które wprowadzają w nasze życie chaos lub niepokój.

Możemy pozbyć się z naszego otoczenia osób, które nie traktują nas tak, jakbyśmy tego oczekiwali.

Możemy więcej czasu poświęcić na robienie tego, co daje nam satysfakcję.

Możemy zmienić pracę, jeżeli obecna jest wykańczająca psychicznie.

Możemy uczyć się zarządzania pieniędzmi, jeżeli nasze finanse ciągle spędzają nam sen z powiek.

Możemy znaleźć sposoby rozładowywania nagromadzonego napięcia, by redukować stres w organizmie.

Dorosły, świadomy człowiek jest w stanie w wielu sytuacjach poradzić sobie sam. Dziecko jednak będzie potrzebowało naszej pomocy.

Staramy się być jak najlepszymi rodzicami, jednak z pewnością nie raz życie każdego z nas nauczyło, że mimo dużego zaangażowania i ogromnych chęci coś może i tak pójść nie tak.

Kiedy z dumą słuchamy lub obserwujemy, jakie cudowne i mądre mamy dziecko, za chwilę robi coś takiego, że kolejny raz pytamy: “Gdzie ja popełniłam błąd?”

Nie uchronimy dzieci przed różnego rodzaju problemami emocjonalnymi. Spotka ich wiele przykrości, zawodów, rozczarowań, oraz sytuacji, których sama obserwacja może skończyć się traumą.

Muszą się z nimi zmierzyć, by być silniejszymi. Przy naszym wsparciu, zainteresowaniu i akceptacji nic im nie grozi.

 

 

 

 

http://fdds.pl/problem/dzieci-sie-licza-2017/

 

 

Photo by Sydney Sims on Unsplash


Powinnam raczej napisać gra planszowa, która uczy zarządzania finansami…

Okazało się, że inwestowanie w tej grze to rzeczywiście temat przewodni, jednak przede wszystkim to świetna rozrywka.

Początkowo myślałam, że gra będzie polegała na zadaniach zupełnie niezwiązanych z rzeczywistością zwykłego Kowalskiego, tymczasem jest mu niezwykle bliska. Sytuacje, jakie zdarzają się uczestnikom w grze są całkiem autentyczne (zwłaszcza kwoty, jakie zabierane są od naszej wypłaty) więc wcale nie jest trudno się z grą oswoić, w przeciwieństwie, do realiów… :-/

Cashflow to gra planszowa, której pomysłodawcą jest Robert Kiyosaki, o którym wspominałam w tym artykule. Pisałam tam o sposobach autora na wdrażanie dzieci do zarządzania pieniędzmi, jakie zawarł w książce “Mądre, bogate dziecko”.

Zatem gra jest także stworzona w tym właśnie celu, a także by:

  • nauczyć się myśleć o pieniądzach, jak o środku do zapewnienia bezpiecznej, spokojnej przyszłości;
  • przestać traktować je jako chwilowy polepszacz nastroju, wydając na drogie, niepotrzebne rzeczy;
  • nie myśleć o pieniądzach, jak o przekleństwie, bezustannie narzekając na ich brak.

JAK SIĘ GRA?

Gra składa się z bardzo porządnie wykonanych elementów:

  • twardej planszy,
  • kart: rynek, niespodziewane wydatki, mała transakcja, duża transakcja,
  • 2 kostki,
  • szczury drewniane 6 sztuk,
  • 2 bloki arkuszy: zestawienie finansowe oraz rejestr gotówki,
  • 12 kart zawodów,
  • instrukcja gry.

Ja do tego zestawu dołączyłam już na stałe długopisy ścieralne, ponieważ bardzo często musimy aktualizować swoje przychody oraz zmieniające się wydatki w swoim zestawieniu finansowym. Ciągłe kreślenie bardzo by komplikowało sprawę.

Gra jest przeznaczona dla 4 graczy powyżej 14 (!!!) roku życia. Myślę jednak, że każdy młodszy wielbiciel gry Monopoly da sobie radę, a możliwość użycia kalkulatora jeszcze uatrakcyjni grę!

NO TO GRAMY…

Zaczyna się od wylosowania zawodu.

Przepisuje swoje zarobki oraz koszty na zestawienie finansowe.

Rzuca się kostką i dołącza do wyścigu szczurów.

Każde minięcie lub postój na polu WYPŁATA powoduje przypływ dodatkowych pieniędzy w raporcie gotówki.

Inne odwiedzone pola umożliwiają zakup/sprzedaż nieruchomości, akcji, złota lub udziałów w spółkach. Można też wylecieć z roboty (stoimy dwie kolejki, ale kredyty trzeba spłacać), przekazać 10% swoich oszczędności na cele dobroczynne, skusić się na nieracjonalny, nieprzewidziany wydatek (mając 40 $ wypłaty, udałam się w podróż po winiarniach(!) za 1 tyś$) można … powiększyć rodzinę.

W ten sposób dążymy do wydostania się z wyścigu szczurów (okrągłej części planszy).

Wydostając się z niego po osiągnięciu wyższych przychodów niż kosztów, przechodzimy do kolejnego etapu gry, który podejrzewam, że tak jak w prawdziwym życiu tak i w grze już nie jest tak emocjonujący. Obraca się już wtedy potężnymi sumami pieniędzy, a wygrywa ten, kto jaki pierwszy osiągnie swój cel finansowy.

Gra mimo że wygląda na niezwykle skomplikowaną, nie stanowi większego wyzwania. Jest dość prosta i gra się naprawdę przyjemnie i emocjonująco.

NAJBARDZIEJ PODOBA MI SIĘ W NIEJ TO, ŻE…

Jest realistyczna pod wieloma względami np. możemy pożyczyć pieniądze szwagierce i liczyć się, że nie otrzymamy ich z powrotem. Wydać oszczędności na niepotrzebną rzecz mimo, że wcale jej nie potrzebujemy. Czy nie cieszyć się z pojawiającego się dziecka rujnującego nasze plany inwestycyjne 😉

Uczy pojęć związanych z zarządzaniem finansami. Dzięki instrukcji szybko pojmujemy, czym są aktywa, a co stanowią pasywa. Co daje nam wyższy przepływ gotówki, po co jest nam potrzebny i jak go osiągnąć.

Pokazuje jak różnicować oferty kupna nieruchomości oraz akcji. Na początku nie mamy rozeznania w rynku i kupujemy wszystko, na co wystarcza nam oszczędności, jednak dopiero po “obejrzeniu” większej ilości nieruchomości, mamy wiedzę, która oferta jest korzystna, a którą powinniśmy odrzucić.

Podobnie z akcjami, mając możliwość kupna jednej za 10$ myślimy, że to tanio. Za chwile okazuje się, że można było zaczekać, bo teraz cena to 5$ za sztukę. Ale na tych za 10$ też możemy zarobić, bo może się niedługo trafić karta z informacją, że ceny danej spółki podskoczyły do 40$. Cierpliwość może przynieść korzyści nie tylko w grze…

Gra jest poza tym zabawna i przyjemna. Ciągłe zapisywanie wydatków i zarobków może wydawać się uciążliwe, jednak okazuje się wcale takie nie być nawet dla 8-letniego dziecka.

JEDNAK NIE WSZYSTKO JEST TAKIE REALISTYCZNE…

Wiadomo, gra miała tylko zobrazować, jak wygląda droga wychodzenia z wyścigu szczurów i nie można wymagać za dużo. Jednak są sprawy,  które nieco ułatwiają kroki początkującego inwestora, natomiast w rzeczywistości bardzo je utrudniają.

Kredyt hipoteczny w grze można wziąć zawsze i w zasadzie nic nie kosztuje… Z każdej wypłaty pobierana jest kwota, różni się w zależności od wykonywanego zawodu. Jednak będąc mechanikiem, tej raty jest tylko 200$, a kupując 8 nieruchomości, rata się nie zwiększa…

Kolejna sprawa to cena akcji. Na karcie z możliwością zakupu można odczytać zakres cen w jakich akcja może wystąpić w czasie gry. Gdyby tylko taki zakres przedstawiała każda spółka z WIG 20… Niestety, w rzeczywistości sami musimy prześledzić jej historię, wydarzenia z nią związane, planowane ruchy zarządu, następnie podjąć decyzję o kupnie, zatrzymaniu lub sprzedaży akcji danej spółki.

Nieprzewidziane wydatki w prawdziwym życiu to zazwyczaj zalane mieszkanie, złamana noga, czy awaria silnika w aucie. W grze nieprzewidzianymi wydatkami jest członkostwo w klubie golfowym, wspomniana wcześniej podróż po winiarniach, nagłośnienie do samochodu, skuter śnieżny czy pobyt w kasynie!

Ale może coś w tym jest…;-)

*

Gra nie jest tania (275zł) jednak w pełni warta swojej ceny. Jest bardzo wysokiej jakości, dobrze przemyślana, ładna, edukująca oraz zabawna.

Wypełniając raport gotówki po każdym wydatku lub zarobku, ma się obraz własnych finansów, który pozwala podejmować zwykle trafne decyzje. Być może stosowanie tego rozwiązania na co dzień, w prawdziwym życiu, pomogłoby uświadomić sobie jak wygląda nasz cashflow i zrezygnować z wydatków, które zwyczajnie nie powinny mieć miejsca.

Możliwość inwestowania bez strachu o bankructwo, czy popadnięcie w długi daje nam szansę przetestowania różnych rozwiązań dających nową wiedzę i doświadczenie.

Najważniejsze to jednak mieć rozeznanie rynku. Tego uczy gra. Jeżeli chcemy pomnażać oszczędności musimy mieć wiedzę, jak to zrobić, by dzięki temu ograniczyć ryzyko porażki.

Zachęca także, do poznania prawdziwego rynku nieruchomości, rozpoczęcia interesowania się cenami i zdobycia wiedzy związanej z inwestowaniem na giełdzie.

Grając dłużej niż zakłada producent (60-180min) możemy wywnioskować, czego musimy się nauczyć, by zacząć inwestować.

KAŻDE DZIECKO POWINNO ZAGRAĆ W CACHFLOW

O ile sytuacje z gry, jak problemy wynikające z pożyczania pieniędzy w rodzinie, czy kupowanie drogich rzeczy, gdy ma się już debet na karcie, są dobrze znane większości dorosłym, o tyle dziecko może być wstrząśnięte takim postępowaniem. Może także zobaczyć, jak wielkim obciążeniem dla budżetu domowego jest pożyczka, za to docenić przydatność kredytu hipotecznego w celach inwestycyjnych.

Zaczyna rozumieć, że nigdy nie ma gwarancji, że “przyjaciel” pieniądze odda, a zbędne wydatki w sytuacji, gdy raport finansowy jest nienajlepszy w ogóle nie powinny wchodzić w grę.

Może gdybyśmy na co dzień trzymali taki raport przed sobą, udałoby się zrezygnować z wielu niepotrzebnych wydatków.

Kiedyś na pewno odważę się i zacznę inwestować pieniądze, jednak najbardziej zależy mi, aby mój syn zdobył odpowiednią wiedzę o powiększaniu oszczędności i skutecznie ją wykorzystywał w życiu, a gra CASHFLOW  z pewnością mu w tym pomoże.

Copyrights

Strona powstała dzięki dofinansowaniu z Unii Europejskiej i i Europejskiego Funduszu Społecznego na rozwój przedsiębiorczości w ramach projektu „ Czas na działanie! Czas na własną firmę!” nr RPLU.09.03.00-06-0044/16 realizowanego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego na lata 2014 – 2020 OŚ Priorytetowa 9 Rynek pracy, Działanie 9.3 Rozwój przedsiębiorczości