Krytyka to ocena pod względem dobrych i złych stron…

Dobrych też? A zwykle słowo “krytyka” kojarzy się tylko z przykrym uczuciem słabości, upokorzenia i czasem niesprawiedliwości. Możemy mieć wrażenie, że ktoś chce nam zrobić przykrość wytykając nasze niedociągnięcia i błędy. Owszem, często tak właśnie jest, zwłaszcza gdy krytykant ma zły dzień i potrzebuje wentyla, którym upuści swoje negatywne emocje. Pech sprawił, że akurat przechodziliśmy nieopodal…

Krytyka, czyli ocena jakiegoś dzieła, utworu czy zachowania powinna uwzględniać pozytywne, jak i negatywne strony. Niestety, my skupiamy się na negatywach bardziej niż tym, co dobrego usłyszymy na swój temat.

I nawet formułka: “Jesteś bardzo towarzyski i świetnie udaje ci się…” nie ma żadnego znaczenia, gdy za chwilę pojawi się ALE.

Każda, nawet najmniejsza uwaga powoduje w nas smutek, złość lub rozgoryczenie.

 

Dlaczego tak trudno znosić negatywne słowa krytyczne wobec swojej osoby?

Niskie poczucie własnej wartości – to ono jest odpowiedzialne za naszą niemoc wobec krytyki. Staramy się być jak najlepsi, dowartościowujemy się każdym nawet najmniejszym sukcesikiem, a kiedy tylko ktoś zwróci nam uwagę na coś nawet błahego, wszystko co osiągnęliśmy przestaje się liczyć. Krytyka trafia nas prosto w serce, paraliżuje i nie daje o sobie zapomnieć. Niskie poczucie wartości nie pozwala na obronę lub każe nam uciekać, najlepiej z krzykiem. 

Z krytyką mają problem także dorosłe dzieci alkoholików, które opisuje się jako ludzi z niską samooceną, silnym poczuciem winy i wstydu oraz potrzebą uzyskiwania ciągłej aprobaty. Osoby te potrzebują ciągłego potwierdzenia, że jednak są coś warte. Boją się, dlatego często nie mają odwagi na wiele zwyczajnych działań, by nie konfrontować się uczuciem przegranej i negatywną oceną innych oraz samych siebie. Często nie potrafią przyjąć krytyki lub biorą ją zbyt mocno do siebie, a wiąże się to z ich niskim poczuciem wartości oraz ciągłym poczuciem zagrożenia.

Jednak dzieci wychowywane w domach, w których alkohol nie był obecny także mogą mieć problem z opiniami na swój temat. I także wyniknie to z niskiego poczucia własnej wartości dziecka. 

Bardzo ważne jest, aby od małego dawać dziecku wszystko to, co zapewni mu pewność siebie i tym samym umiejętność radzenia sobie ze słowami krytyki.

W tym artykule pisałam jak to zrobić:https://liravibes.pl/pewny-siebie-juz-od-dziecka/.

 

Obecnie dużym problemem jest hejt, z którym można bardzo często spotkać się w internecie. 

Zawsze zastanawiałam się: kim jest hejter?

Okazało się, że to mały człowieczek, bez możliwości i odwagi zmieniania świata. Ze swojej niemocy wylewa żal i nienawiść wobec Bogu ducha winnych osób. Hejter jest w stanie uśpienia, gdy wokół wszyscy żyją w takiej samej niedoli jak on, a także nie wychylają się ze swoim zdaniem. Gdy tylko komuś się powiedzie lub zacznie posiadać więcej niż on sam, budzi się i wybucha! Ma wiele do zarzucenia temu, któremu się powiodło: nieuczciwość, niewiedzę, łut szczęścia, ale ale! Te zarzuty nigdy nie padną prosto w twarz. Tylko za plecami lub za pośrednictwem klawiatury. Hejterzy nie grasują tylko w internecie. Kto mieszka na wsi, ten z pewnością wie o czym mówię. 

Mimo że słowa takich osób nie powinny robić na nikim wrażenia, okazuje się, że mogą być bardzo bolesne nawet dla tych, którzy zdają się być ze skały.

Hejterzy doskonale sobie zdają z tego sprawę i pisząc nawet nieprawdę i stek chamskich uwag pod czyimś adresem, sukcesem dla nich będzie przynajmniej zepsucie humoru komuś, komu “wszystko wychodzi”- tak o ludziach sukcesu myślą hejterzy.

Hejt powoduje dyskomfort psychiczny u każdego hejtowanego, mimo że wiele osób zarzeka się, że w ogóle nie robi on na nich wrażenia. Wiadomo, nikt nie lubi być bezpodstawnie oczerniany. Jednak nie ma sensu walczyć z wiatrakami. 

Można jednak powalczyć, by zwyczajną krytykę zacząć tolerować, a nawet akceptować. Przyswajać i wyciągać wnioski. 

To wymaga pracy  i chwili zastanowienia w momencie, gdy czujemy się źle w obliczu krytyki. Moment, by pomyśleć czy rzeczywiście ktoś chce mnie skrzywdzić lub czy przypadkiem nie ma racji?

Popracować można także nad poczuciem własnej wartości, dzięki temu słowa oceniające nas nie będą wyznaczały tego kim jesteśmy, a zwyczajnie to, jak postąpiliśmy. Wtedy nawet źle wykonane zadanie nie sprawi, że będziemy czuć się gorszymi, za to chętnie skorzystamy ze wskazówek, skorygujemy działania i pójdziemy dalej, nie użalając się i obwiniając.

Jeśli nie do końca potrafimy znieść słowa krytyki, reagujemy złością, agresją lub zupełnie przeciwnie: biernym wysłuchiwaniem negatywnych opinii na swój temat, nie zawsze konstruktywnych uwag, powinniśmy jak najszybciej zacząć uczyć się radzić sobie z krytyką.

 

Przede wszystkim:

UWIERZYĆ, ŻE JESTEM WARTOŚCIOWYM CZŁOWIEKIEM

Praca nad samym sobą jest trudna i wymagająca dużego zaangażowania, ale możliwa do wykonania bez wizyt u specjalistów. Powinniśmy zacząć od zmiany myślenia na własny temat. Zacząć postrzegać swój wizerunek w sposób pozytywny. Musimy na co dzień dostrzegać swoje zalety, zdolności, atrakcyjne cechy wyglądu i charakteru. Wiadomo, nie jesteśmy ideałami, ale mamy mnóstwo cech, które czynią nas wartościowymi ludźmi. Gdy zaczniemy myśleć w ten sposób krytyka już nie będzie tak bolesna, bo będziemy świadomi, że popełnione błędy, czy niesłuszne zarzuty nie sprawiają, że jesteśmy gorsi.

Codzienny trening przypominania sobie, jak wiele zalet posiadamy, jak dużo dobrego robimy, podniesie naszą samoocenę, która nie pozwoli na krytykę, pomoże nam przeciwstawić się niesłusznym ocenom lub bez problemu zaakceptować uwagi, które mają na celu pomóc nam się z czymś uporać.

 

DOCENIĆ WARTOŚĆ PŁYNĄCĄ Z KRYTYKI KONSTRUKTYWNEJ

Dla niektórych każda krytyka to wyjęcie zawleczki z granatu. Nawet nie słyszą czego dokładnie dotyczą uwagi tylko się gotują w środku. Warto czasem przemyśleć czy złość płynąca z upokorzenia, jakiego właśnie doznajemy, nie zaślepia nas tak bardzo, że nie dostrzegamy ważnych treści, które ktoś chce nam przekazać, dostarczyć ważnych informacji i po prostu pomóc.

 

PANOWAĆ NAD EMOCJAMI

Jak panować nad emocjami to temat na osobny post, ale chyba każdy ma swoje sposoby. Jeśli nie, to powinien je zacząć praktykować. Panowanie nad emocjami to niezwykle trudna umiejętność, ale przydatna w wielu aspektach życia.

Podczas słuchania krytyki destrukcyjnej zdolność ta może zbić z pantałyku krytykanta, a nam dać przewagę, którą wykorzystamy na spokojne wyłożenie własnej, asertywnej opinii na dany temat. Tego typu reagowanie na krytykę przyczyni się do wzrostu naszej samooceny i da większą odwagę w kolejnych konfrontacjach.

 

OSWAJAĆ SIĘ Z KRYTYKĄ

Jak już wspominałam krytyka nie zawsze jest zła i możemy ją wykorzystać dla własnych celów. Wystarczy tylko umieć jej słuchać. Aby zacząć czerpać profity z cudzych opinii powinniśmy się z nimi oswoić. Najlepszym sposobem na to jest częste pytanie kogoś o ocenę wykonanej pracy, własnego wyglądu, zachowania, następnie analiza uzyskanych informacji. Nie musimy się zgadzać ze wszystkim, nasze zdanie też jest ważne. Szybko przyzwyczaimy się do cudzych uwag, a uzyskaną wiedzę wykorzystamy w taki sposób, aby coś poprawić lub ulepszyć.

 

PRZYZNAĆ RACJĘ OSOBIE KRYTYKUJĄCEJ

Jeżeli przeraża nas uczestnictwo w sytuacji, w której jesteśmy krytykowani ponieważ zachowujemy się wtedy biernie lub wpadamy w szał. Zaskakującym rozwiązaniem trudnego momentu będzie zgoda na zarzuty krytykującego. Oczywiście później przedstawiając także swoje racje. Osoba krytykująca nieco osłabi atak i zauważy, że można przeprowadzić rozmowę o danym problemie zamiast spierać się na argumenty. Z kolei osoba krytykowana ze spokojem będzie miała szansę przedstawić swoje stanowisko i potężna awantura może odmienić się w rozmowę, dzięki której obie strony odniosą korzyści.

 

Krytykować trzeba umieć.

Nie wszyscy mieli tyle szczęścia, że słyszeli krytykę od osoby, dla której celem było dostarczyć wiedzę i prowadzić do rozwoju, a nie ośmieszyć, upokorzyć, czy wytknąć braki.

Byli i są tacy, którzy słyszeli niepochlebne uwagi na swój temat biorąc je za wyznacznik tego kim są, nie tego co robią. Podczas, gdy opinie powinny skupiać się na konkretnej sytuacji lub zachowaniu, krytykanci mówili o całej osobie np.: „Jesteś jakiś głupi, że nie możesz sobie poradzić z tak prostym zadaniem?” Ocena tak niepoprawna wprowadza krytykowaną osobę w stan poczucia porażki, słabości i bezradności. Może doprowadzić do niechęci przy podejmowaniu jakichkolwiek działań i negatywnego nastawienia do życia.

Umiejętność krytykowania tak samo jak chwalenia jest bardzo trudna i powinniśmy zdawać sobie sprawę, jak wielką krzywdę możemy wyrządzić drugiej osobie nieodpowiednim słowem. Jest jednak bardzo użyteczna i musimy z nią oswajać w umiejętny sposób nasze dzieci.

Oprócz konstruktywnej krytyki rodzic powinien także pracować nad wysoką samooceną dziecka i wspierać jego pewność siebie. Takie osoby najlepiej sobie radzą z krytyką i porażką w dorosłym życiu.

 

*

 

Umiejętność radzenia sobie z krytyką każdego rodzaju jest trudna do nauczenia zwłaszcza osobom, które nadmiernie krytykowane były w dzieciństwie. Wyzwolenie się spod ciężaru, jaki niesie ze sobą uczucie upokorzenia wywołane krytyką, będzie stanowiło dużą ulgę i wpłynie korzystnie na samoocenę. Dlatego warto ćwiczyć, budować w sobie nowe zdolności i ograniczać do minimum występowanie stresujących sytuacji w życiu.

 

 

To także może Cię zainteresować:

 

Photo by Matteo Vistocco on Unsplash


Życie przyzwyczaja nas do zmian. Świat jest tak skonstruowany, aby dawać człowiekowi ciągle coś nowego. Inna pogoda, inna moda, inne możliwości, nawet co kilka lat inna partia rządząca. Pory roku serwują dla każdego coś dobrego. Moda także daje możliwości wyrażania się wielu osobom, a zupełnie nowe możliwości uzmysławiają nam, że to, co było nie do pomyślenia jeszcze 10 lat temu, teraz każdy ma na wyciągnięcie ręki.

Więc jak można nie lubić zmian?

“W życiu nie ma nic dla tych, co nie mają odwagi.” 

Prawdopodobnie jest kilka przyczyn sytuacji, w której człowiek nie jest do końca lub nawet w ogóle nie jest zadowolony ze swojego życia jednak nie podejmuje żadnego wysiłku, by to zmienić.

  •  wyjście ze strefy komfortu

Nie ma chyba nic przyjemniejszego niż robienie tego, co umiemy. Miła pogawędka ze znajomymi osobami, znane miejsce pracy i obowiązki, czy mieszkanie we własnym domu. To codzienne sytuacje, w których włączamy autopilota. Nie powodują one żadnych większych emocji lub stresu. Po prostu są, a my w nich uczestniczymy. Wprowadzanie zmian w swoim życiu, nieodłącznie wiąże się z wyjściem ze strefy komfortu. Czyli opuszczeniem przyjemnego, bezpiecznego miejsca i udaniem na zupełnie obce nieznane lądy. Dla jednych będzie się to wiązać z ekscytacją, jednak dla większości z lękiem i chęcią szybkiego powrotu do bezpiecznej przystani. Osoby nie lubiące zmian nie chcą opuszczać swojej strefy komfortu.

  • zbyt wielki trud, za wiele wyrzeczeń   

Nie będę ukrywać, zresztą chyba każdy sobie zdaje sprawę z tego, że zaprowadzane w życiu zmiany wiążą się z bardzo dużym zaangażowaniem oraz wysiłkiem. Samo postanowienie “od dzisiaj będę zupełnie innym człowiekiem”, nic nie da dopóki rzeczywiście nie zaczniemy wprowadzać postanowionych wcześniej zmian w swoim zachowaniu. Przejście na dietę także jest dość proste, dopiero wytrzymanie na niej pierwszych trzech dni, kiedy umysł wmawia nam, że przecież wcale nie jesteśmy takie grube, jest dopiero sztuką. Wyrzeczenia są drogą przez mękę, a po co to komu, jak można nie zmieniać nic i mieć święty spokój.

  • strach przed porażką i słabością

Powiedzmy, że znaleźliśmy w sobie odwagę i postanawiamy zmienić w życiu to, co nam się nie podoba. Dokonujemy pierwszych decyzji wbrew temu, co zwykle uważaliśmy za słuszne i nagle okazuje się, że to był błąd. Co wtedy? To najgorszy moment, jaki może przydarzyć się osobom, które boją się zmian. One widzą go oczyma wyobraźni i zastanawiają się, co dalej? Mają przyznać się do błędu, poddać się? Wrócić do poprzedniego życia? Pewnie większość tak robi, utwierdzając się raz na zawsze w przekonaniu, że zmiany nie są dla nich, a tak w ogóle to wcale ich nie potrzebują.

Wiele osób jest przekonanych także o swoich słabościach, które uniemożliwią wcielanie w życie zmian. Brak wiary we własne możliwości nie pozwala im na radykalne kroki, mające na  celu pomóc im przezwyciężyć trudne okresy w życiu. Zanim podejmą jakiekolwiek działania martwią się, że i tak nie dadzą sobie rady, gdy wydarzy się coś nie po ich myśli. Stoją więc w miejscu i nie zmieniają nic.   

Jakie zmiany w życiu są najtrudniejsze?

Jest wiele zmian w codziennym życiu, które są już przez wszystkich zaakceptowane i nie budzą większych emocji, jak na przykład zmiana szkoły na każdym etapie edukacyjnym. I choć jest to wydarzenie dość stresujące dla dziecka, to z uwagi na to, że dzieje się kilkukrotnie na przestrzeni kilkunastu lat, powinno przyzwyczaić młodego człowieka do przyszłych zmian w życiu,  Tym czasem, on gdy tylko już może trzymać się jednego punktu, robi to i nie w głowie mu kolejne zmiany.

Najprościej by było gdyby nasza decyzja związana ze zmianą naszego życia przyniosła natychmiastowe, oczekiwane rezultaty. Jednego dnia jesteśmy nieśmiali, drugiego pewni siebie, dzisiaj leniwi jutro pracowici, teraz bezrobotni, za chwilę zarządzający prężnym biznesem.

Niestety, każda tego typu decyzja polegająca na chęci zmiany swojego nastawienia, zachowania lub podejścia do działania niesie za sobą mnóstwo pracy. A zwykle wiąże się jeszcze z dłuższym czasem.

Chcemy jak najszybciej widzieć efekty swoich decyzji. Nie czekamy cierpliwie na to, co się wydarzy, bo jeśli nie dzieje się nic, to znaczy, że popełniliśmy błąd. A wcale tak nie musi być. Może wystarczy jeszcze trochę zaangażowania, jaszcze kilka kroków w daną stronę, by nagle zobaczyć efekty swoich działań. By uświadomić sobie, że warto było zaryzykować i podjąć decyzję o zmianie życia na lepsze. 

Najtrudniejsze mogą być zatem zmiany, które wymagają planu, ustalenia szczegółów, opracowania etapów. Samo myślenie o tym może skutecznie odwieść od zmian. Jednak przemyślenie rezultatów, ale i realnych zagrożeń, może przynieść znaczną ulgę. Uzmysłowienie sobie, że tak naprawdę ryzyko niepowodzenia naszych planów jest niewielkie lub efekty, jakie możemy osiągnąć dzięki nim, bardzo odmienią nasze życie, pomoże ostatecznie podjąć decyzję, co do naszego dalszego życia. 

Lepiej samemu zdecydować się na zmiany, niż być do nich zmuszonym.

Będąc w sytuacji, gdy chcemy dokonać zmian w naszym życiu, ale jednak nie do końca jesteśmy pewni, czy to dobry pomysł zwlekamy z decyzją bardzo długo. Znam takich, co zwlekali latami. W końcu i tak zrobili to na, co kiedyś nie mieli odwagi, ale ich konto już było szczuplejsze o kilkadziesiąt tysięcy złotych, co znacznie ograniczyło plan pod względem finansowym.

Są jednak sytuacje, gdy zmiany stają się konieczne. Pewne osoby latami narzekają na pracę, w każdy poniedziałek obiecują sobie, że to już ostatni. Zastanawiają się, czy w tym miesiącu odejść, czy dopiero w następnym, aż tu nagle zwolnienie samo ląduje na ich biurku, a one są totalnie załamane!

Przecież to trzeba świętować! Los sam podjął decyzję za niezdecydowanego. Teraz nie ma wyjścia, trzeba poszukać nowej, lepszej pracy. Presja pozostania bez środków do życia dla niejednego okazała się być najlepszą motywacją.

Dla mnie byłaby to wielka szansa na coś nowego. Wiem jednak, że wiele osób mogłoby bardzo ciężko znieść taką sytuację. Mogliby nawet tak bardzo stracić wiarę w siebie, że zniechęceni całkowicie przestaliby starać się szukać nowej pracy, lub wybraliby pierwszą lepszą, by mieć w ogóle jakąś.

Wsparcie bliskich odegra tu kluczową rolę.

Osoba, która będzie zrozumiana przez rodziców, czy partnera szybko się otrząśnie i zachęcona postara się obrócić, z pozoru bardzo złą sytuację na swoją korzyść. Tym czasem ktoś pozostawiony sam sobie, lub jeszcze obwiniany przez bliskich za otrzymanie zwolnienia z pracy, nie będzie w stanie udźwignąć ciężaru tej przykrej sytuacji i prawdopodobnie nie uda mu się wyciągnąć z tej lekcji żadnych korzyści.

*

Zmiany są bardzo ważnym elementem życia człowieka. Gdyby wszystko było takie same, świat byłby niezwykle nudny i szary. Mamy niesamowite możliwości, w których możemy się sprawdzić, poznać coś nowego, nauczyć się czegoś. To wszystko jest bardzo ważne, by móc czerpać jak najwięcej wrażeń na co dzień. Oczywiście większość nowych działań będzie wiązać się ze stresem lub presją, ale można się z tym oswoić. Zaakceptować możliwość popełnienia błędu lub podjęcia złej decyzji. Zawsze da nam to nową wiedzę. A przecież człowiek uczy się całe życie… 

 

 

 

 

Photo by Pop & Zebra on Unsplash

&n

 

 


Zagrożona kreatywność.

Nasze dzieciństwo zmuszało nas do kreatywności. Patyk, kamień, kreda, kawałek asfaltu i zabawa trwała tygodniami! Obecnie dzieci nie muszą się wysilać, bo każdego rodzaju sprzęt niezbędny do zabawy, za który kiedyś robił znaleziony w niezwykłym kształcie patyk, można po prostu kupić.

 

Wrogowie kreatywności.

Przerażające jest to, że w sklepach oprócz normalnych zabawek typu lalka czy miś, są rzeczy dla dorosłych w wersji mini dla dzieci. Samochód na akumulator, prawdziwe mebelki dla lalek, prawdziwe miecze i strzelby na kulki. Nie trzeba sobie nic wyobrażać, czy samemu konstruować. Wszystko jest na tu i teraz. Dzieciaki mogą mieć, czego zapragną, a czego nie kupią to dooglądają w telewizji lub będą mogły sprawdzić się w symulatorze tej czynności w grze komputerowej.

Zatem panujący obecnie konsumpcjonizm, telewizja, Internet i gry komputerowe bardzo niekorzystnie wpływają na kreatywność naszych pociech, co oczywiście nie jest odkryciem Ameryki…  Jednak każdą z tych czynności, no oczywiście oprócz konsumpcjonizmu, można wykorzystać tak, aby jednak uzyskać jakieś pozytywne skutki. Nie jest to łatwe, bo trzeba być przy tym samemu kreatywnym! Jest jednak wiele gier logicznych, kolorowanek i zgadywanek. Są nawet aplikacje umożliwiające tworzenie muzyki lub ubioru. Dzieci niestety najczęściej o ich istnieniu nawet nie wiedzą.

Świetnie radzi sobie w zabijaniu kreatywności u dzieci szkoła. Sztywne ramy konkretnych treści nie przewidują rozszerzeń o informacje, które naprawdę interesują dzieci. To już powinny zagłębiać same, a najlepiej z rodzicami. Oczywiście najpierw ucząc się i odrabiając prace kompletnie nie związane z zainteresowaniami. Nauczyciele nie pozwalają na zadawanie pytań nieco odbiegających od tematu (bo oni i tak ledwo mogą się wyrobić z programem!) i uczą zazwyczaj w sposób, który zniechęca dzieci do nauki, zamiast zachęcać.  Ogólnie wszystko niezmiennie działa według wypracowanych wieki temu schematów. Może nauczanie domowe okazałoby się lepszym rozwiązaniem w rozwijaniu kreatywności w trakcie nauki.

Ale pomijając żer sklepów na naszych niespełnionych marzeniach z dzieciństwa i nieudolny program nauczania wrócę do meritum.

 

Przeczytaj artykuł: “Dam dziecku wszystko, to czego sam nie miałem w dzieciństwie.”

 

Po co człowiekowi pomysłowość?

Kreatywność jest równie istotna jak wysoka inteligencja.

Gdy inteligencja odpowiada za zdolność rozumienia, uczenia się, to kreatywność może w ogromnym stopniu wspierać te procesy. Wykorzystywanie posiadanej wiedzy i umiejętności w różnych sytuacjach to zadania dla inteligencji, jednak to nic innego jak pomysłowość, czyli kreatywne myślenie.

Najlepsze jest to, że kreatywność można wyuczyć, nabyć, rozwijać, a tym samym stawać się bardziej inteligentnym człowiekiem.

Tak, wiem na pewno, że muszę wspierać kreatywność u mojego dziecka. Wiele dzięki niej zyska w życiu. Pomysłowy człowiek rozwiązuje problemy szybciej, ponadto do skutku poszukuje jak najlepszych rozwiązań. Tak jak osoba bardzo inteligentna odnajduje się w różnych sytuacjach, jest świetnym obserwatorem i szybko wyciąga wnioski.

Poza tym nie jest ofiarą. Zdaje sobie sprawę, że zawsze jest wyjście z sytuacji problemowej i działa. Nie czeka biernie, aż samo się posprząta rozlane mleko.

 

A gdyby tak należeć do klasy kreatywnej…?

Osoby pracujące w przyszłości jako twórcy będą należeć do tak zwanej klasy kreatywnej. 

Wśród  niej wyróżnia się dwa segmenty. Pierwszy tworzą osoby wykonujące zawody inżynieria, programisty komputerowego, ludzie zajmujący się pracami badawczo-rozwojowymi, edukacją, jak również osoby związane ze sztuką, projektowaniem i mediami. Drugi segment dotyczy „twórczych profesjonalistów”, czyli są to konwencjonalni pracownicy o gruntownym przygotowaniu naukowym, którzy działają w sektorach takich jak służba zdrowia, biznes, finanse, prawo i edukacja. Ich zadaniem jest rozwiązywanie konkretnych problemów, wykorzystując rozległą wiedzą nabytą podczas studiów.

Jak widać bardzo wiele zawodów wymaga kreatywności i osiągnięcie w nich sukcesu w dużym stopniu z pewnością od pomysłowości zależy.

Niektóre zawody z wymaganą kreatywnością to:

  • wszystkie zawody związane z projektowaniem jak: architekt, projektant wnętrz, ubioru, twórca rękodzieła, grafik komputerowy, pracownik agencji reklamowych,
  • biznesmen,
  • bloger, 
  • nauczyciel,
  • naukowiec,
  • lekarz,
  • prawnik,
  • kosmetyczka,
  • choreograf,
  • fryzjer.

Możliwość należenia do klasy kreatywnej jest niezwykle cenna ponieważ polega na pracy zwykle związanej z pasją, wręcz bywa stylem życia pracownika. Kwestie finansowe są dla tych osób sprawą drugorzędną. Mają także wolność wyboru odnośnie miejsca pracy i zamieszkania ponieważ coraz częściej tworzenie treści może być wykonywane zdalnie.

Kto nie chciałby tak żyć…? 

Mimo że w Polsce nadal najliczniejszą klasą jest robotnicza, to coraz bardziej zbliżamy się do zachodnich krajów pod względem wykorzystania oraz wynagradzania klasy kreatywnej, dlatego warto będzie należeć do tego środowiska w przyszłości. 

Kiedy firmy zaczną więcej inwestować w najzdolniejszych pracowników zamiast pakować całe budżety w nowoczesne technologie, być może wielkość klas pracowniczych w Polsce się zmieni i kreatywność zatriumfuje.  

Najważniejsze czego potrzebuje człowiek kreatywny to nie bać się  porażki.

Dzieci zakładające z góry niepowodzenie wcale nie podejmują działania. Boją się wychylać z pomysłem, czy innym zdaniem w obawie przed wyśmianiem i negatywnym ocenianiem ze strony innych.

Jak rozwijać kreatywność?

To ważne, by rodzic wykorzystał swoje możliwości, aby pomóc dziecku stać się kreatywnym człowiekiem.

W domu można razem próbować rozwiązywać różne sytuacje problemowe, robiąc burze mózgów. Dając każdemu szanse wykazania się jakimś pomysłem. Oczywiście nie wszystkie pomysły będą dobre i z tym także trzeba umieć oswoić dziecko, by nie zniechęcało się do poszukiwania lepszych.

Sami możemy opowiadać dzieciom, co nam się przydarzyło, jak sobie wtedy poradziliśmy i nie tylko mówić o sytuacjach, gdy genialnie wprost załatwiliśmy sprawę. Wspominać możemy także o tych momentach, gdy się wygłupiliśmy i mamy z tego teraz niezły ubaw! Pokażemy w ten sposób, że każdemu przytrafiają się wpadki i nie ma w tym nic złego. Wręcz przeciwnie!

Ocenianie swoich pomysłów w rodzinnym gronie poprzez konkretne uzasadnianie, co w jest z nich nie tak, lub dlaczego akurat ten pomysł nam się podoba, może nauczyć dziecko ważnej umiejętności.

Ponieważ dzieci w szkole robią sobie często na złość. Negują czyjś pomysł słowami: „bo tak” lub żeby to ich własny został uznany za najlepszy. Fajnie by było, gdyby ktoś poprosił takiego delikwenta o wyjaśnienie ”a dlaczego nie podoba ci się mój pomysł?”. To nic innego jak asertywność, której tak często potrzebuje człowiek na co dzień. Dzięki takim sytuacjom dzieciak nauczy się, że warto grzecznie walczyć o swoje. A jeżeli argumenty przeciwnika będą trafne ze spokojem powinien przyznać mu rację.

 

Kreatywność rozwija się także poprzez tworzenie.

Kolorowanki skłaniają do wysiłku polegającego na doborze odpowiednich kolorów, ponieważ kształty są już narysowane. Dziecko może biernie wypełniać je kolorami. Najskuteczniej rozwinie kreatywność biała karta i kredki i nic konkretnego do narysowania. Cokolwiek obrazek będzie przedstawiał z pewnością podobieństwo do wielu będzie zaskakujące! I skłaniające do dalszych prób.

“Nie wiem co mam narysować…” Dzieci doskonale widzą, że ich rysunki są dalekie od ideałów. Piesek przypomina bardziej odkurzacz, a wąż makaron. Nasze zachwyty są niepotrzebne, ponieważ dziecko wyczuwa nieszczerość w naszych pochwałach. Zniechęca się do dalszego tworzenia.

 

Narysuj to, co masz w głowie – pierwsze zetknięcie z abstrakcją.

Dziecko może wtedy bazgrać w nieskończoność, wykorzystując wszystkie kolory, bo nie musi z niczym porównywać swojej pracy. Może być dumne z efektu. A my możemy dostrzec równe linie i ciekawe połączenia kolorystyczne. Taka ocena dziecko w pełni zadowoli. 

Poza rysowaniem dzieci mogą także próbować swoich sił w innych technikach plastycznych. Takich jak lepienie z plasteliny, malowanie farbami lub wycinanie kształtów z kolorowych papierów. Ważne, by same decydowały o temacie swojej pracy. Lub całkiem go zignorowały.

Jak rozwijać kreatywność u maluszka? Zabawy z nim powinny się skupiać na jego inicjatywach. Powinien móc decydować, w co chce się bawić i sam kierować zabawą. My możemy w zabawie uczestniczyć i oczywiście pilnować, aby maluszek się za bardzo nie rozszalał lub nie zrobił sobie krzywdy. Poza tym powinniśmy dać upust jego fantazji nawet, gdy wiąże się to z ogromnym bałaganem.

 

Kreatywność to przede wszystkim tworzenie.

Nie tylko przydatne podczas codziennych zadań i przy rozwiązywaniu problemów, ale najwięcej frajdy da tworzenie czegoś, co można zobaczyć albo usłyszeć. Dla jednych to będzie malowanie, innych gra na instrumencie, budowanie z klocków, szycie, lepienie z modeliny… itp. Kreatywność da największą satysfakcję, gdy robimy coś, co jest naszą pasją, a pomysłowość pozwala nam to robić lepiej, inaczej. Sprawi, że nigdy nie będziemy się nudzić i ciągle odkrywać coś nowego.

Dlatego każde dziecko powinno mieć zainteresowania. Coś, czemu odda się bez reszty. Co będzie sprawiało mu radość i ciężko go będzie oderwać od tego zajęcia (nie mówię o grach komputerowych, chociaż są i takie, przy których trzeba się nieźle nagłówkować i ciężko odejść zanim się nie skończy).

 

“Żeby być wynalazcą, trzeba mieć bujną wyobraźnię i stertę rupieci” – Thomas Edison

Ludzie, którzy w dzieciństwie nie mieli zabawek, ale mieli pomysły dzisiaj są bardzo kreatywnymi osobami. Są oczywiście i teraz dzieci, które nie potrzebują najnowszych zabawek i rzeczy dla dorosłych w wersji mini, bo wiedzą, że można się świetnie bawić bez nich. W domach jest mnóstwo gratów, które często można wykorzystać, jako element zabawy i zamiast je wyrzucać można niektóre przechowywać w ogromnym pudle. Otwierana raz na jakiś czas będzie niczym skrzynia skarbów dla dziecka.

Kupowanie ciągle nowych zabawek, by dziecko zajęło się zabawą nie jest rozsądnym rozwiązaniem. Niedługo po tym jak ją otrzyma i tak powie „nie mam co robić”. Ponieważ mając różdżkę Harrego Pottera może się bawić tylko w Harrego Pottera, a mając patyk może się bawić w co tylko zechce.

 

 

Photo by Victoria Bilsborough on Unsplash


Szachy – ekscytująca gra dla każdego.

Nigdy nie ciągnęło mnie, by nauczyć się grać w szachy. Próba zrozumienia zasad poprzez obserwację gry innych tylko utwierdzała mnie w przekonaniu, że wszystko, co tam się robi jest totalnie bez sensu!

Każdy rusza się jak chce, jeden po skosie, drugi prosto i ni stąd ni zowąd szach i mat. Koniec gry, a na planszy jeszcze połowa pionków (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to figury).

Tak widziałam grę w szachy zanim cokolwiek się o niej dowiedziałam, a tak naprawdę zanim dziecko nauczyło mnie jej zasad!

Zajęcia szachowe w szkole.

W 2012 roku odbyło się badanie sprawdzające kompetencje matematyczne i znajomość zagadnień z zakresu nauk przyrodniczych dziesięciolatków. Polscy uczniowie wypadli najgorzej w Europie. Wtedy zrodził się pomysł, aby poprzez zajęcia szachowe poprawić umiejętności uczniów pod pewnym względami.

Nauczyciele zostali przeszkoleni. Wyprodukowano specjalne podręczniki do takich zajęć, a szkoły otrzymały zestawy do gry w szachy. Lekcje były prowadzone w klasach pierwszych, co na początku było dla mnie nieco szokujące. Nie rozumiałam jak, wtedy nawet 6-letnie dzieci miałyby pojąć zasady tak skomplikowanej gry…?

Zajęcia okazały się bardzo przyjemne dla dzieci. Uczyły się tam nazw figur oraz wierszyków, które opisywały ich możliwości ruchów. I tylko tyle potrzeba było, aby zacząć grę w szachy. Najpierw tylko praktykując znajomość nazw figur i ich ruchów później już bardziej kombinując, by jednak zacząć wygrywać.

Gra w szachy nie tylko dla geniuszy.

Ponieważ człowiek o przeciętnym ilorazie inteligencji może znacznie poprawić swoje możliwości umysłowe poprzez regularne rozgrywki na szachownicy, oznacza to, że gra w szachy nie tylko nadaje się dla osób posiadających wybitnie strategiczne umiejętności, ale będzie świetnym treningiem mentalnym także dla tych mniej uzdolnionych.

Gra w szachy nawet w Simsach jest jedną z czynności wpływającą na rozwój myślenia. W rzeczywistości również jest niezwykle rozwijającym sportem. To gra popularna na całym świecie od wielu setek lat.

Szachy tak jak wiele innych sportów uczą pokory, radzenia sobie z porażką oraz cierpliwości.

Poza tym częste partyjki na szachownicy pozwalają także ćwiczyć pamięć oraz rozwijać myślenie abstrakcyjne. Szukanie sposobów na złapanie w zasadzkę króla z pewnością rozwija kreatywność człowieka.

Uważne śledzenie wszystkich figur na szachownicy bezsprzecznie wpływa na bystrość i koncentrację uwagi gracza.

Partia szachów jest niezwykle angażująca. Przez całą rozgrywkę każdy z graczy usilnie próbuje opracować kilka ruchów naprzód, eliminujących kolejne ważne figury przeciwnika, które odsłonią chronionego króla. Taki wysiłek intelektualny, jest bardzo potrzebny dla ludzkiego organizmu, aby móc jak najdłużej zachować dobrą pamięć oraz sprawne myślenie.

Dziecko grające w szachy rozwija swoją pewność siebie, krytyczne myślenie oraz odpowiedzialne podejmowanie decyzji wraz z akceptacją ich konsekwencji.

 

Twórca inteligencji wielorakich o szachach.

Szachy wpływają na rozwój psychiczny, społeczny i ogólny człowieka. Howard Gardner psycholog i autor koncepcji inteligencji wielorakich uważa, że gra w szachy przyczynia się do rozwoju inteligencji u dzieci. Wyróżnia dwie z dziewięciu, których posiadanie daje człowiekowi wiele możliwości, a szachy mają szczególny wpływ na ich rozwój.

Jedną z nich jest inteligencja matematyczna, która odpowiada za myślenie przyczynowo-skutkowe. Rozwinięta tego typu inteligencji pomaga człowiekowi  postrzegać świat poprzez logiczne myślenie oraz ciągi zdarzeń. Wspomaga także kreatywne rozwiązywanie problemów.

Dzieci z rozwiniętą inteligencją matematyczną, szybko rozwiązują zagadki, zwracają uwagę na szczegóły, dostrzegają związki między różnymi zjawiskami oraz potrafią je ze sobą łączyć. Szukają odpowiedzi na pytania drogą dedukcji. Lubią eksperymenty i jasne instrukcje. Są wytrwałe w poszukiwaniu rozwiązań, wykazując się przy tym kreatywnością. 

Druga z nich to inteligencja przestrzenna. Typ postrzegania otoczenia oparty na rozumieniu go dzięki kształtom i wyobrażeniom. Dziecko obdarzone tym rodzajem inteligencji cechuje duża wrażliwość na otaczające przedmioty i wzory.

Osoba z rozwiniętą inteligencją przestrzenną jest świetnym obserwatorem, skutecznie używa wyobraźni, sprawnie odczytuje informacje prezentowane w formie diagramów, schematów lub tabel. Potrafi doskonale aranżować przestrzeń zwracając uwagę na odpowiedni dobór kolorów i faktury. Ma pamięć fotograficzną i świetną orientację w terenie, co ułatwia jej umiejętność szybkiej orientacji z mapą. 

*

Może się wydawać, że zasady są trudne, a gra w szachy jest zwyczajnie nudna. Jednak gdy się zagra po raz pierwszy już nie można doczekać się kolejnej rozgrywki. Szukanie sposobów na dotarcie do króla przeciwnika jest bardzo ekscytujące i daje na pewno dużą przyjemność. Rozgrywka jest zwykle bardzo angażująca, dlatego możemy się dzięki niej nie tylko rozwinąć, ale i zrelaksować.

Warto nauczyć dzieci grać w szachy. Z pewności bardzo szybko uporają się z nazwami figur i zasadami gry. Możliwości umysłowe, jakie rozwija ta gra są bardzo cenne i mogą okazać się przydatne w wielu dziedzinach życia. 

 

 

 

 

 

 


Powinnam raczej napisać gra planszowa, która uczy zarządzania finansami…

Okazało się, że inwestowanie w tej grze to rzeczywiście temat przewodni, jednak przede wszystkim to świetna rozrywka.

Początkowo myślałam, że gra będzie polegała na zadaniach zupełnie niezwiązanych z rzeczywistością zwykłego Kowalskiego, tymczasem jest mu niezwykle bliska. Sytuacje, jakie zdarzają się uczestnikom w grze są całkiem autentyczne (zwłaszcza kwoty, jakie zabierane są od naszej wypłaty) więc wcale nie jest trudno się z grą oswoić, w przeciwieństwie, do realiów… :-/

Cashflow to gra planszowa, której pomysłodawcą jest Robert Kiyosaki, o którym wspominałam w tym artykule. Pisałam tam o sposobach autora na wdrażanie dzieci do zarządzania pieniędzmi, jakie zawarł w książce “Mądre, bogate dziecko”.

Zatem gra jest także stworzona w tym właśnie celu, a także by:

  • nauczyć się myśleć o pieniądzach, jak o środku do zapewnienia bezpiecznej, spokojnej przyszłości;
  • przestać traktować je jako chwilowy polepszacz nastroju, wydając na drogie, niepotrzebne rzeczy;
  • nie myśleć o pieniądzach, jak o przekleństwie, bezustannie narzekając na ich brak.

JAK SIĘ GRA?

Gra składa się z bardzo porządnie wykonanych elementów:

  • twardej planszy,
  • kart: rynek, niespodziewane wydatki, mała transakcja, duża transakcja,
  • 2 kostki,
  • szczury drewniane 6 sztuk,
  • 2 bloki arkuszy: zestawienie finansowe oraz rejestr gotówki,
  • 12 kart zawodów,
  • instrukcja gry.

Ja do tego zestawu dołączyłam już na stałe długopisy ścieralne, ponieważ bardzo często musimy aktualizować swoje przychody oraz zmieniające się wydatki w swoim zestawieniu finansowym. Ciągłe kreślenie bardzo by komplikowało sprawę.

Gra jest przeznaczona dla 4 graczy powyżej 14 (!!!) roku życia. Myślę jednak, że każdy młodszy wielbiciel gry Monopoly da sobie radę, a możliwość użycia kalkulatora jeszcze uatrakcyjni grę!

NO TO GRAMY…

Zaczyna się od wylosowania zawodu.

Przepisuje swoje zarobki oraz koszty na zestawienie finansowe.

Rzuca się kostką i dołącza do wyścigu szczurów.

Każde minięcie lub postój na polu WYPŁATA powoduje przypływ dodatkowych pieniędzy w raporcie gotówki.

Inne odwiedzone pola umożliwiają zakup/sprzedaż nieruchomości, akcji, złota lub udziałów w spółkach. Można też wylecieć z roboty (stoimy dwie kolejki, ale kredyty trzeba spłacać), przekazać 10% swoich oszczędności na cele dobroczynne, skusić się na nieracjonalny, nieprzewidziany wydatek (mając 40 $ wypłaty, udałam się w podróż po winiarniach(!) za 1 tyś$) można … powiększyć rodzinę.

W ten sposób dążymy do wydostania się z wyścigu szczurów (okrągłej części planszy).

Wydostając się z niego po osiągnięciu wyższych przychodów niż kosztów, przechodzimy do kolejnego etapu gry, który podejrzewam, że tak jak w prawdziwym życiu tak i w grze już nie jest tak emocjonujący. Obraca się już wtedy potężnymi sumami pieniędzy, a wygrywa ten, kto jaki pierwszy osiągnie swój cel finansowy.

Gra mimo że wygląda na niezwykle skomplikowaną, nie stanowi większego wyzwania. Jest dość prosta i gra się naprawdę przyjemnie i emocjonująco.

NAJBARDZIEJ PODOBA MI SIĘ W NIEJ TO, ŻE…

Jest realistyczna pod wieloma względami np. możemy pożyczyć pieniądze szwagierce i liczyć się, że nie otrzymamy ich z powrotem. Wydać oszczędności na niepotrzebną rzecz mimo, że wcale jej nie potrzebujemy. Czy nie cieszyć się z pojawiającego się dziecka rujnującego nasze plany inwestycyjne 😉

Uczy pojęć związanych z zarządzaniem finansami. Dzięki instrukcji szybko pojmujemy, czym są aktywa, a co stanowią pasywa. Co daje nam wyższy przepływ gotówki, po co jest nam potrzebny i jak go osiągnąć.

Pokazuje jak różnicować oferty kupna nieruchomości oraz akcji. Na początku nie mamy rozeznania w rynku i kupujemy wszystko, na co wystarcza nam oszczędności, jednak dopiero po “obejrzeniu” większej ilości nieruchomości, mamy wiedzę, która oferta jest korzystna, a którą powinniśmy odrzucić.

Podobnie z akcjami, mając możliwość kupna jednej za 10$ myślimy, że to tanio. Za chwile okazuje się, że można było zaczekać, bo teraz cena to 5$ za sztukę. Ale na tych za 10$ też możemy zarobić, bo może się niedługo trafić karta z informacją, że ceny danej spółki podskoczyły do 40$. Cierpliwość może przynieść korzyści nie tylko w grze…

Gra jest poza tym zabawna i przyjemna. Ciągłe zapisywanie wydatków i zarobków może wydawać się uciążliwe, jednak okazuje się wcale takie nie być nawet dla 8-letniego dziecka.

JEDNAK NIE WSZYSTKO JEST TAKIE REALISTYCZNE…

Wiadomo, gra miała tylko zobrazować, jak wygląda droga wychodzenia z wyścigu szczurów i nie można wymagać za dużo. Jednak są sprawy,  które nieco ułatwiają kroki początkującego inwestora, natomiast w rzeczywistości bardzo je utrudniają.

Kredyt hipoteczny w grze można wziąć zawsze i w zasadzie nic nie kosztuje… Z każdej wypłaty pobierana jest kwota, różni się w zależności od wykonywanego zawodu. Jednak będąc mechanikiem, tej raty jest tylko 200$, a kupując 8 nieruchomości, rata się nie zwiększa…

Kolejna sprawa to cena akcji. Na karcie z możliwością zakupu można odczytać zakres cen w jakich akcja może wystąpić w czasie gry. Gdyby tylko taki zakres przedstawiała każda spółka z WIG 20… Niestety, w rzeczywistości sami musimy prześledzić jej historię, wydarzenia z nią związane, planowane ruchy zarządu, następnie podjąć decyzję o kupnie, zatrzymaniu lub sprzedaży akcji danej spółki.

Nieprzewidziane wydatki w prawdziwym życiu to zazwyczaj zalane mieszkanie, złamana noga, czy awaria silnika w aucie. W grze nieprzewidzianymi wydatkami jest członkostwo w klubie golfowym, wspomniana wcześniej podróż po winiarniach, nagłośnienie do samochodu, skuter śnieżny czy pobyt w kasynie!

Ale może coś w tym jest…;-)

*

Gra nie jest tania (275zł) jednak w pełni warta swojej ceny. Jest bardzo wysokiej jakości, dobrze przemyślana, ładna, edukująca oraz zabawna.

Wypełniając raport gotówki po każdym wydatku lub zarobku, ma się obraz własnych finansów, który pozwala podejmować zwykle trafne decyzje. Być może stosowanie tego rozwiązania na co dzień, w prawdziwym życiu, pomogłoby uświadomić sobie jak wygląda nasz cashflow i zrezygnować z wydatków, które zwyczajnie nie powinny mieć miejsca.

Możliwość inwestowania bez strachu o bankructwo, czy popadnięcie w długi daje nam szansę przetestowania różnych rozwiązań dających nową wiedzę i doświadczenie.

Najważniejsze to jednak mieć rozeznanie rynku. Tego uczy gra. Jeżeli chcemy pomnażać oszczędności musimy mieć wiedzę, jak to zrobić, by dzięki temu ograniczyć ryzyko porażki.

Zachęca także, do poznania prawdziwego rynku nieruchomości, rozpoczęcia interesowania się cenami i zdobycia wiedzy związanej z inwestowaniem na giełdzie.

Grając dłużej niż zakłada producent (60-180min) możemy wywnioskować, czego musimy się nauczyć, by zacząć inwestować.

KAŻDE DZIECKO POWINNO ZAGRAĆ W CACHFLOW

O ile sytuacje z gry, jak problemy wynikające z pożyczania pieniędzy w rodzinie, czy kupowanie drogich rzeczy, gdy ma się już debet na karcie, są dobrze znane większości dorosłym, o tyle dziecko może być wstrząśnięte takim postępowaniem. Może także zobaczyć, jak wielkim obciążeniem dla budżetu domowego jest pożyczka, za to docenić przydatność kredytu hipotecznego w celach inwestycyjnych.

Zaczyna rozumieć, że nigdy nie ma gwarancji, że “przyjaciel” pieniądze odda, a zbędne wydatki w sytuacji, gdy raport finansowy jest nienajlepszy w ogóle nie powinny wchodzić w grę.

Może gdybyśmy na co dzień trzymali taki raport przed sobą, udałoby się zrezygnować z wielu niepotrzebnych wydatków.

Kiedyś na pewno odważę się i zacznę inwestować pieniądze, jednak najbardziej zależy mi, aby mój syn zdobył odpowiednią wiedzę o powiększaniu oszczędności i skutecznie ją wykorzystywał w życiu, a gra CASHFLOW  z pewnością mu w tym pomoże.


Kto lubi być kontrolowany?

Chyba nikt nie lubi. Niestety pewne osoby nie umieją sobie poradzić bez kontroli.

Tymi osobami są często dzieci, zdarzają się także dorośli, którzy z góry zakładają, że ich działania są skazane na porażkę. Uważają, że tylko dzięki wskazówkom, a najlepiej pod okiem kogoś mądrzejszego od siebie, poradzą sobie.

Czy chcemy, żeby takimi osobami były nasze dzieci?

Kontrolowanie dziecka – na czym polega, a na czym powinno polegać.

Dzieci są przez nas kontrolowane od urodzenia do późnych lat dorosłości, oczywiście w zależności na ile nam pozwolą.

W niemowlęctwie to my kontrolujemy sen i przyjmowane posiłki dziecka, później to, czym się bawi, gdzie się bawi, z kim się bawi. W wieku szkolnym czuwamy nad tym, aby dziecko miało odrobione lekcje, zapewniony prawidłowy rozwój fizyczny oraz mentalny. Starszy wiek dziecka zmusza nas do sprawdzania jego stopni oraz obecności w szkole, a także by zainteresować się środowiskiem, w jakim się obraca.

To są konieczne działania, jakie rodzic bezwzględnie powinien kontrolować. Dlatego jeżeli ktoś twierdzi, że kontrola rodzicielska to zło – ja się z nim nie zgodzę. Dopiero nadmierna kontrola jest niebezpieczeństwem.

Pilnowanie, aby dziecko nie było głodne, wysypiało się, czy rozwijało swoje zdolności jest obowiązkiem rodzica. Jednak do żadnej z tych czynności nie można zmuszać dziecka. Rodzic powinien tylko starać się sprawić, by jedzenie, spanie czy rozwój stało się czynnością tak oczywistą i konieczną, jak mycie zębów.

Czuwanie nad tymi sferami życia dziecka jest bardzo ważną rolą rodzica. Ma on prawo wyrazić swój sprzeciw, jeżeli dziecko zbyt długo gra na komputerze, może także odmówić mu słodyczy, gdy dziecko nie zjadło obiadu. To kontrolowanie dziecka polegające na przekazywaniu ważnych informacji, niezbędnych do jego prawidłowego funkcjonowania. Ogólnych zasad, do których każdy powinien się stosować.

Dziecko, gdyby mu na to pozwolić, cały dzień jadłoby chipsy i grało na tablecie. Rodzic, który dba o jego rozwój nie może do tego dopuścić. Musi kontrolować takie sytuacje, aby zapewnić dziecku szczęśliwe dzieciństwo, zdrowie i dobre samopoczucie na co dzień.

Nadmierna kontrola

Kontrola sama w sobie jest jednym z elementów dobrej opieki nad dzieckiem. Jednak wraz z wiekiem i nabywanym na przestrzeni lat doświadczeniem kontrolowanie powinno ulegać stopniowym redukcjom.

Bardzo wiele sytuacji, dotąd kontrolowanych przez rodziców, można przekazać we władanie dziecku. To bardzo istotny szczegół na drodze jego dorastania.

Ciągłe sprawdzanie, przypominanie i kierowanie zachowaniem dziecka może nieść za sobą poważne konsekwencje.

Nadmierna kontrola ze strony rodzica zabija w dziecku spontaniczność i radość z życia.

W tym artykule pisałam o kilku zachowaniach dzieci, które moglibyśmy naśladować. Okazuje się jednak, że zamiast robić to samemu, zdarza nam się jeszcze ograniczać w tym dzieci.

Zabraniamy dzieciom śmiać się głośno, bo tak nie wypada. Każemy jeść dużo, bo nie urosną. Nie pozwalamy biegać, bo się spocą. Przypominamy, by się nie garbiły, gdy siedzą. Grozimy konsekwencjami, gdy dziecko nie zachowuje się tak, jak sobie tego życzymy. 

To ograniczanie dzieci jest formą kontroli nad ich życiem, która ma sprawić, że zaczną zachowywać się tak, jak my tego chcemy.

Efektem nadmiernej kontroli może być miłość warunkowa, o której można poczytać tutaj. Nagradzając dziecko swoją życzliwością, uśmiechem i bliskością, gdy zachowuje się tak, jak tego oczekujemy, natomiast izolując w tych “gorszych” chwilach uczymy je, że tylko pod pewnymi warunkami je kochamy i akceptujemy. Dziecko może to tak odbierać mimo że wcale nie chcemy, by tak to było postrzegane.

Nadmierna kontrola rodzica wiąże się z bezwzględnym posłuszeństwem dziecka.

Pora o której dziecko ma wrócić do domu. Ilość i jakość zjadanych posiłków. Ubranie do szkoły. Plan dnia.

Rodzic nadmiernie pilnujący, by wszystkie zadania dziecka odbywały się według ustalonych przez niego zasad, chce swoim zachowaniem doprowadzić do jego bezwzględnego posłuszeństwa. Czy na pewno “posłuszne” to właśnie ta cecha, na której powinno zależeć dobremu rodzicowi?

Dziecko wie, że nic rodzicowi nie umknie, a każdy nieodpowiedni ruch będzie wiązał się z konsekwencjami. Ma wtedy dwa wyjścia. Wykonywać bezdyskusyjnie narzucone obowiązki i przestrzegać wytycznych lub znaleźć sposób, by ich unikać bez ponoszenia konsekwencji.

Nadmierna kontrola rodzica to w efekcie nadmierna uległość dziecka lub jego bunt przeciw całemu światu.

Kontrolowanie zachowań dziecka w bardzo stanowczy sposób, może doprowadzić do stanu, w którym dziecko stanie się uległe. Brak wiary we własne możliwości znacznie ograniczy w wielu sferach zachowanie dziecka. Problemem mogą stać się relacje z innymi. Może doprowadzić to także do braku odwagi oraz ograniczonej kreatywności. Każdy krok będzie dla niego trudny do wykonania. Oczekując wskazówek lub nawet wyręczania, ciężko będzie mu podejmować i próbować osiągać jakiekolwiek cele.

Bunt z kolei może być reakcją na długotrwałe tłumienie własnych potrzeb, poglądów oraz chęci podejmowania samodzielnych decyzji. Narastająca latami złość spowodowana ciągłym podporządkowywaniem się doprowadzi w pewnym momencie do bitwy, a nawet wojny o władzę. Jednak nie na tym polega rodzicielstwo, jak i dzieciństwo, by walczyć ze sobą. Żadna ze stron nie wyjdzie z tego zwycięsko.

Trzeba dać dziecku poczucie wolności i niezależności.

Istnieje jeden najważniejszy powód dla którego dziecko musi być pozbawione kontroli w pewnych sytuacjach. Zaufanie. Choćbyśmy go nie mieli za grosz do naszego dziecka, musimy niekiedy pokazać mu, że jednak je mamy. Jednak dopiero rezygnując z kontrolowania życia dziecka obdarzamy go zaufaniem, które zobowiązuje.

Przed nadmierną kontrolą dziecko w pewnym momencie chce się bronić, uciekać, a zaufaniem może się szczycić i zechce postępować tak, by ponownie na nie zasłużyć.

Bardzo trudno zaufać nastolatkowi. Jednak powinniśmy. Bunt nastolatka może w ogóle się nie wydarzyć, gdy nie będzie miał się przeciw czemu buntować. Ograniczenia muszą być, mamy prawo i obowiązek kontrolować najważniejsze kwestie dotyczące życia naszego dziecka. Ale ono także ma prawo mieć swoje sprawy, nad którymi my nie powinniśmy mieć kontroli.

Istnieje duża szansa, że dziecko wychowywane w rodzinie dbającej o prawa każdego domownika będzie odpowiedzialnym i niezależnym człowiekiem w przyszłości. Dzieci, które posłusznie wykonują każde zadanie będą takie przez całe życie. Będą się ciągle podporządkowywały, nie zważając na to co czują i myślą. Będą po prostu nieszczęśliwymi ludźmi.

Rodzic, któremu zależy na dobrych stosunkach z dzieckiem, a nie na jego bezwzględnym posłuszeństwie musi ograniczyć kontrolowanie go. Korespondencja prywatna to rzecz święta, dziecko ma prawo mieć swoje tajemnice, ma prawo decydować o sobie w różnych kwestiach, wyrażać swoje zdanie na dany temat, zachować się głupio czy nierozsądnie i ponieść tego konsekwencje.

Dopóki rodzic nie będzie w stanie tego zaakceptować, do tego czasu jego relacje z dzieckiem będą bardzo trudne.

 


Edukacja finansowa nie jest jednym z przedmiotów nauczanych w szkole, a to wielka strata dla naszych dzieci.

Jednak myślę, że to kwestia czasu, ponieważ ogromny sukces bloga Michała Szafrańskiego Jak oszczędzać pieniądze świadczy o tym, że ludzie zaczynają gromadzić oszczędności, a nawet chcą uczyć się, jak je sukcesywnie powiększać, dlatego coraz więcej osób będzie dążyć do tego, aby ich dzieci także nabywały tak bardzo cenną wiedzę.

My dorośli coraz częściej możemy sobie pozwolić na oszczędzanie zarabianych pieniędzy, a wraz ze zwiększającą się wiedzą w tym temacie doceniamy dostępne możliwości i zastanawiamy się dlaczego wcześniej tak nie postępowaliśmy…

Nie robiliśmy tego, ponieważ nie mieliśmy żadnej  wiedzy na ten temat.

Teraz wiadomości związane z zarządzaniem własnymi pieniędzmi są na wyciągnięcie ręki, dlatego osoby, które chcą gromadzić oszczędności, szybciej spłacić kredyty, lub zaciągnąć te, które pomogą zarabiać na planowanych inwestycjach, mogą z powodzeniem wykorzystać wiedzę przekazywaną za pośrednictwem internetu przez ekspertów w tej dziedzinie.

Następnie te informacje bardzo wcześnie powinny być przekazywane dzieciom…

A pierwsze, większe pieniądze, otrzymane na przykład w prezencie komunijnym, mogłyby stanowić okazję do nauki zarządzania własnymi środkami.

Tylko jak rozwijać inteligencję finansową dziecka, gdy rodzic sam ma problem z utrzymaniem w ryzach budżetu  domowego?

Proponuję przeczytać książkę Mądre Bogate Dziecko, której autor Robert Kiyosaki, pisze o tym, jak moglibyśmy edukować dziecko, by umiało w przyszłości zarządzać swoimi finansami.

edukacja finansowa blog parentingowy

Najważniejsze na czym zależy autorowi, to zmobilizowanie rodziców do rozwijania inteligencji finansowej dziecka, którą definiuje nie jako ilość zarabianych pieniędzy, ale umiejętność zatrzymania ich oraz wykorzystania w taki sposób, aby pracowały na swojego właściciela.

Po tym jak poprzednimi książkami na temat gromadzenia oszczędności i ich pomnażania zmobilizował miliony dorosłych na całym świecie do nauki, tym razem chciał, by rodzice zdobytą wiedzę przekazali swoim dzieciom.

 

UMIEJĘTNOŚĆ ZARZĄDZANIA PIENIĘDZMI A POCZUCIE WARTOŚCI

Tylko osoba, która wierzy we własne możliwości odważy się założyć własną firmę lub zainwestować oszczędności. Tylko taka osoba będzie gromadzić pieniądze z głęboką wiarą, że może w przyszłości osiągnąć coś niezwykłego. Spełnić marzenia lub stworzyć coś, co przyniesie mu wolność finansową.

Człowiek niepewny swojego potencjału zawsze zbyt długo będzie się zastanawiał nad każdym krokiem. Tak długo, że wiele okazji przeminie. Osoba cechująca się wysokim poczuciem wartości nie przestraszy się chwilowych niepowodzeń, nie zniechęci się potknięciami, a wręcz odnajdzie dzięki nim nowy kierunek.

Tymczasem ktoś pozbawiony wiary w siebie stwierdzi “i po co mi to było?”. Każdą porażkę będzie brał do siebie i jeszcze bardziej umniejszy swoją wartość niepowodzeniami.

Osoba pewna swoich możliwości oceni sytuację racjonalnie i obiektywnie. Zamiast użalać się nad sobą, będzie działać dalej, niestrudzenie wierząc w sukces.

Rodzice muszą wspierać poczucie wartości dziecka, by zawsze mogło na sobie polegać. By wierzyło, że każda porażka nie stanowi końca, a być może jest początkiem nowej drogi.

Szkoła wprowadzając zajęcia z edukacji finansowej, w początkowych etapach mogłaby polegać na zaszczepieniu w dzieciach chęci do zdobycia określonych celów. Do uświadomienia im, że wszystko jest możliwe, do pokazania przykładów ludzi którzy osiągnęli sukces bez żadnego wsparcia finansowego, za to dzięki własnym pomysłom i odwadze. Jeśli w domu tego nie mogą usłyszeć to szkoła mogłaby to nadrobić.

 

NIE TRZEBA BYĆ GENIUSZEM, BY DOBRZE ZARZĄDZAĆ FINANSAMI

Robert Kiyosaki w swojej książce ubolewa nad szufladkowaniem dzieci w szkołach. Sam zresztą nie był najlepszym uczniem, nawet któregoś roku musiał uczęszczać do wakacyjnej szkoły, by poprawić słabe oceny i uzyskać promocje do następnej klasy.

Bardzo przeżył etykietkę nieuka i głupka, jaką otrzymał przez to od rówieśników. Bardzo osłabiło to jego poczucie wartości. Tylko dzięki odpowiedniemu wsparciu otrzymanemu od ojca udało mu się na nowo uwierzyć, że może osiągnąć sukces, jednak w innej dziecinie oraz w inny sposób.

Dzieci, które już w szkole uważane były za mało zdolne, głupsze, gorsze czują się już tak do końca swoich dni. Tylko nieliczne chcą udowodnić, że wszyscy się mylą. Jednak większość już takimi pozostaje w swoim mniemaniu na zawsze.

Sukces oznacza, że stajesz się tym kim chcesz”

Ważne by dzieci wiedziały, że nie ma ograniczeń co do ich marzeń. Mogą zostać w przyszłości kim zapragną.

Autor książki wspominał, co mawiał jego bogaty ojciec* “biedni są biedni z powodu ubogiej wyobraźni”.

Miał na myśli, że mówiąc do dziecka “niestety nie stać nas na to i nigdy nie będzie”, kodujemy w głowie dziecka tę przykrą prawdę. Zamiast “nie stać nas na to” powinno usłyszeć: “pomyśl, co możesz zrobić, żeby to mieć”.

Wyobraźnia napędza działanie człowieka i sam cel nie jest już tak ważny, jak sposób dotarcia do niego, który trzeba odkryć.

“Obraz własny dzieci ich opinia na swój temat w sferze uczenia się i finansów narzuca im określony sposób działania przez resztę życia. Najważniejszym zadaniem rodziców jest zatem obserwowanie, rozwój i właściwe postrzeganie siebie jako dziecko.” –Robert Kiyosaki

edukacja finansowa

PRACA DOMOWA 

Autor porównuje odrabianie pracy domowej przez dzieci, poświęcające swój czas wolny po szkole, do bogacenia się. Uważa, że siadanie do lekcji, kiedy wolałoby się pograć w piłkę jest ćwiczeniem samodyscypliny, która w przyszłości pomoże zarządzać majątkiem.

Tak jak powtórzenie wiadomości zdobytych w szkole, podczas odrabiania zadanych lekcji, tak zastanawianie się nad inwestycjami po pracy doprowadzi do sukcesu.

Bogaty ojciec Roberta Kiyosakiego uważał, że dzieci bezwzględnie powinny znać wartość pracy, jaką wykonują samodzielnie w domu, ponieważ ich stosunek do tej czynności przełoży się w dorosłym życiu na inne odpowiedzialne zadania do wykonania.

 

“UCZ SIĘ DOBRZE, BO INACZEJ NIE DOSTANIESZ PRACY”

Na szczęście minęły czasy, gdy takie stwierdzenie było prawdziwe i Robert Kiyosaki już w 2000 roku to wiedział, gdy pisał tę książkę.

Rodzice powinni wyjść trochę dalej w przyszłość dziecka nie ograniczając jej zupełnie niczym. Powinni wziąć pod uwagę, że dziecko z bardzo dobrym wykształceniem, czy bez, może osiągnąć sukces i być szczęśliwym. Życie na etacie, który gwarantują ukończone studia, jest zazwyczaj smutne i często pozbawione emocji. Dorośli, którzy żyją w ten sposób powinni zachęcać własne dzieci, by żyły w przyszłości tak, aby robiły to, co sprawi im ogromną frajdę i jednocześnie będą bogaciły się, by spełniać marzenia.

Nastawienie od dziecka, że należy ukończyć szkołę, by znaleźć pracę prowadzi zwykle do właśnie takiego zakończenia. Co by się stało gdyby dzieci wzrastały w przekonaniu, że zdobywają wykształcenie, by w życiu móc robić to czego pragną? Mogłyby i kształcić się i planować fascynujące biznesy, które stworzą w przyszłości.

Nie każdy będzie chciał żyć i zarabiać w jakiś ekscytujący sposób i bardzo dobrze, ponieważ pracownicy etatowi są także potrzebni. Jednak wielu ludzi, którzy mieli ogromny potencjał, ale niewystarczające poczucie wartości lub niezwykłe marzenia o własnej firmie, lecz za mało odwagi by ją otworzyć, pełni frustracji odliczają dni do weekendu, tydzień za tygodniem…

Rodzice nie powinni wpajać dzieciom strachu przed popełnianiem błędów, ponieważ w chwili, która może być dla nich wielką szansą lęk sparaliżuje ich i mogą bardzo wiele stracić.

Zachęcając je do podejmowania samodzielnych decyzji, stając się za nie odpowiedzialnymi i oswajając się z uczuciem porażki, która być może dostarczy cennych informacji, skłoni dzieci do dalszego poszukiwania rozwiązań, a w efekcie osiągania celów.

Zamiast proponować jak mogą zarobić grosze należy zmobilizować je, by wymyśliły sposób na zarobienie większej kwoty. Uwolniły swoją pomysłowość i samodzielnie rozwiązały swoje “kłopoty finansowe”, a w przyszłości żyły zgodnie ze swoimi pragnieniami.

 

ŚWIADECTWO W SZKOLE = ZESTAWIENIE FINANSOWE

Porównanie tych dwóch dokumentów przedstawiających wyniki osiągnięć jest bardzo trafne. Służą temu, by dowiedzieć się jak opanowaliśmy pewne umiejętności. Z czym sobie radzimy, a czemu powinniśmy poświęcić więcej czasu.

I tak słabe oceny muszą zostać poprawione, by przejść do następnej klasy, natomiast zestawienie finansowe może zostać skorygowane. Wystarczy podjąć decyzję o rezygnacji z części wydatków, lub rozpoczęciu odkładania większych sum z przeznaczeniem na inwestycje.

EDUKACJA FINANSOWA DZIECI WG. ROBERTA KIYOSAKIEGO

  1. Naucz się wszystkiego, co chcesz przekazać dziecku.
  2. Graj z dzieckiem w gry pobudzające zainteresowanie finansami np. Monopoly, Cashflow
  3. Nie ucz dziecka oszczędzania. Wieloletnie oszczędzanie jest nie opłacalne ponieważ zyskane odsetki prawdopodobnie zrównają się ze stratą wywołaną inflacją, po odliczeniu podatku może wystąpić nawet strata. Należy jednak zachęcać dziecko do odkładania pieniędzy w celach inwestycyjnych.
  4. TRZY SKARBONKI   

Posiadając jakąś kwotę powinniśmy ją rozdzielić według podanego poniżej wzoru:

edukacja finansowa blog

Trzy skarbonki mają na celu rozwijanie odpowiednich nawyków finansowych. Uczą dzielenia się tym co mamy, ale także pilnują, by nie rozdawać pieniędzy, jednak umieć zrezygnować z części pomagając komuś potrzebującemu.

Własne potrzeby to konieczność. Oczywiście podstawowe potrzeby dziecka zaspokajają rodzice, jednak są dodatkowe wydatki związane na przykład z jego zainteresowaniami, które są dla niego ważne, jednak koszty z nimi związane może pokrywać z własnych środków.

Pozostała kwota zarobionej (otrzymanej) sumy powinna trafić do skarbonki przeznaczonej na inwestycje. Zapewnione pieniądze na potrzeby w drugiej skarbonce sprawią, że dziecko może podejmować ryzyko i inwestować pieniądze w edukację lub próbować różnymi metodami pomnażać oszczędności.

 

SAMODZIELNE DECYZJE INWESTYCYJNE

Dzieci powinny wykonywać czynności związane z oszczędzaniem lub inwestowaniem pieniędzy samodzielnie. Nieumiejętne początkowo działania pozbawią je zakupu wielu wymarzonych rzeczy, a to może być świetny bodziec, by zacząć interesować się na poważnie tym, co zrobić, by “mieć ciastko i zjeść ciastko”. Rodzice nie powinni ich wyręczać ani skłaniać do konkretnych działań. Mogą jedynie mobilizować do interesowania się finansami oraz przekazywać ważne informacje z tym związane, a także służyć radą, gdy dziecko o nią poprosi.

Dziecko powinno mieć wolną rękę w kwestii zarządzania własnymi funduszami przestrzegając jedynie zasad, co do wielkości wkładanych kwot do poszczególnych skarbonek.

 

PIERWSZE ZESTAWIENIE FINANSOWE

Wpłacając i wypłacając pieniądze dziecko powinno dodać lub odjąć odpowiednią kwotę w konkretnej rubryce zestawienia. Uczy to dbałości o własne środki i umiejętności odczytywania własnego stanu finansów.

 

KTO NIE RYZYKUJE TEN NIE PIJE SZAMPANA

Niewielu z nas jest gotowych zainwestować oszczędności życia, by je pomnożyć nawet kilkukrotnie. Wolimy mieć mniej, ale pewne, niż stracić choćby część tego, co udało nam się uciułać.

Obserwujące nas dzieci postąpią zapewne tak samo. Będą mało oszczędzały, a jeżeli już im się uda ocalić pewną kwotę przed wydaniem jej na przynoszące kolejne wydatki niepotrzebne rzeczy, nie będą ryzykować ich utraty, by się wzbogacić.

Dzieci, które wcześnie poznają sposoby odkładania oraz inwestowania pieniędzy, zrozumieją ryzyko straty, jakie się z tym wiąże, ale przy akceptacji swoich działań oraz wsparciu rodziców będą odważniej postępowały w zarządzaniu swoimi finansami. Błędy oraz straty niekiedy dużych sum są nieuniknione, ale wiedza zdobyta dzięki temu – bezcenna.

Im jesteśmy starsi, tym poważniej podchodzimy do pieniędzy i posiadania ich. Młody człowiek przekonany o swojej wartości wierzy, że nawet po największym niepowodzeniu jeszcze zdąży się odkuć. I ma rację.

edukacja finansowa blog parentingowy

Najistotniejsze elementy edukacji finansowej zawarte w książce Mądre Bogate Dziecko:

KIESZONKOWE

Odwieczny problem rodziców. Dawać czy nie dawać. Za nic, czy za coś.

Robert Kiyosaki uważa, że wszystko zależy od dziecka i jego zachowania. Nie popiera dawania tygodniówki dziecku, które uważa, że mu się ona należy. Za to zachęca do wytworzenia pozytywnej sytuacji zawierającej się w 4 etapach:

1) obowiązki osobiste – dziecko, by otrzymywać pieniądze powinno wykazywać się podstawowymi działaniami związanymi z własną higieną i dbałością o zdrowie.

2) obowiązki rodzinne i społeczne – czyli działania na rzecz rodziny oraz innych osób, pomoc poprzez działania fizyczne, wsparcie rodzeństwa, lub starszych członków rodziny.

3) określone zadania ustalone z dzieckiem jako “płatne” – może to być umycie samochodu lub skoszenie trawnika.

4) rozwijanie przedsiębiorczości finansowej – poleganie na odpowiedzialnym zarządzaniu otrzymywanymi środkami, oraz rozwijanie swoich umiejętności oraz wiedzy na temat finansów.

PRZEKAZYWANIE DZIECKU WAŻNYCH INFORMACJI DOTYCZĄCYCH PIENIĘDZY:

                              na przykład:

                            – kredyty można wykorzystać do wzbogacania się,

                            – czym są aktywa oraz pasywa,

– zgubne skutki używania kart kredytowych,

– wyjaśniać czym są odsetki oraz oprocentowanie kredytu

NIE PIENIĄDZE SĄ NAJWAŻNIEJSZE, A MOŻLIWOŚCI JAKIE DAJĄ

Autor książki nie uważa, że pieniądze są najważniejszą sferą życia, mimo, że już w wieku 9 lat stwierdził, że będzie bogaty. Większą wagę przywiązuje do działań jakie człowiek jest w stanie wykonać, by być wolny finansowo. Do niesamowitych celów, jakie człowiek jest w stanie sobie stawiać, oraz ekscytującego życia związanego z wszelkimi próbami osiągnięcia ich.

Nie należy motywować dzieci do interesowania się zarządzaniem finansami tylko możliwością kupienia każdej wymarzonej rzeczy, za to skupić się na innych możliwościach, jakie daje wolność finansowa oraz życie na własnych warunkach zgodne z zainteresowaniami czy pasjami.

POZYTYWNE SKOJARZENIA ZWIĄZANE Z PIENIĄDZEM 

Wspomnienia Roberta Kiyosakiego z dzieciństwa związane z pieniędzmi są bardzo przykre. Do dzisiaj pamięta jak jego rodzice ciągle tonęli w długach oraz martwili się niezapłaconymi rachunkami. Nie rozumiał, dlaczego jego rodzice bezustannie borykają się z problemami finansowymi, skoro mają wspaniałe wykształcenie oraz pracę na etacie. Tymczasem oni nie mieli wiedzy na temat zarządzania pieniędzmi.

My, rodzice powinniśmy zadbać, by nasze dzieci nie martwiły się naszymi nieumiejętnymi działaniami związanymi z finansami domowymi, zdobyli odpowiednią wiedzę i przekazali ją dzieciom. Wiele uzyskanych od nas informacji może w przyszłości uchronić dzieci przez poważnymi problemami finansowymi.

 

*W książce “Bogaty ojciec, biedny ojciec” Robert Kiyoski opowiedział swoją historię życia, na którą wpływ mieli biedny ojciec-biologiczny oraz bogaty-ojciec jego przyjaciela.

 

 

Photo by NeONBRAND on Unsplash


Rozwój mowy u dziecka to sprawa bardzo indywidualna.

Wszyscy to widzą, a jednak ciągle da się słyszeć “ma już roczek i nic nie mówi?” lub “za mało z nim rozmawiasz, on prawie nic nie mówi”.

Takie komentarze mogą prowadzić do dużej frustracji, a czasem nawet zmartwień u rodziców, bo gdyby nie te “eksperckie” opinie, nie uważaliby, że coś jest nie tak z mową ich dziecka.

I mieliby rację.

Mój syn mimo ciągłego “rozmawiania” z nim oraz codziennego oglądania i opowiadania książeczek dziecięcych, a także czytania książek z bajkami przed spaniem, wcale nie zaczął mówić wybitnie wcześnie. Mając rok dopiero czasem wymsknęło mu się “mama” czy “tata”. Dopiero po jakimś czasie zaczął naprawdę mówić, i to jak!

Rozwój mowy, tak jak każda inna umiejętność człowieka, jest zależny od bardzo wielu czynników i żebyśmy wykorzystywali najskuteczniejsze metody, które mogłyby przyspieszyć ten proces, to i tak najwięcej będzie zależało od samego dziecka.

Mimo, że nie powinniśmy przyspieszać momentu, w którym dziecko do nas przemówi, to jest coś, o co powinniśmy zadbać, bo bardzo wpływa na jego rozwój mowy.

Ruch ma bardzo korzystny wpływ na rozwój mowy.

Być może wydaje się to dziwne, ponieważ w pierwszym roku życia dziecko nie rusza się dużo, a jednak już wtedy wykonuje pewne ruchy oraz nabywa pewne umiejętności, które ułatwią mu za chwilę wypowiedzenie pierwszego słowa.

Rozwój mowy dziecka jest zależny od rozwoju psychicznego oraz fizycznego i bardzo istotna jest współzależność między nimi.

Można zauważyć, że poszczególne etapy rozwoju mowy są powiązane z określonym etapem rozwoju ruchowego.

Wraz z każdym miesiącem dziecka na świecie oraz nabytymi nowymi umiejętnościami, jak trzymanie główki, siedzenie, raczkowanie, chodzenie, przechodzi na kolejny etap rozwoju mowy.

Rodzice mogą wspierać te procesy zwykłą, codzienną, pełną troski opieką oraz dostarczaniem odpowiedniej ilości bodźców do rozwoju. Mogą układać dziecko na brzuszku, żeby ćwiczyło unoszenie główki, podawać przedmioty do rączki, aby zaciskało paluszki, dostarczać i pokazywać mu ciekawe rzeczy lub kłaść je w zasięgu dziecka, żeby samo po nie sięgało.

Jednak należy pamiętać, by nie przesadzić i nie skłaniać dziecka do czynności, których nie jest jeszcze w stanie wykonać na danym etapie rozwoju.

Każde dziecko w innym momencie zaczyna siadać, raczkować i chodzić.

Niemniej jednak wiedza na temat odpowiedniej stymulacji rozwoju ruchowego dziecka jest bardzo ważna.

Rodzic, któremu zależy na harmonijnym rozwoju dziecka pod względem ruchowym oraz rozwoju mowy, powinien dbać o dziecko w taki sposób, aby umożliwić mu samodzielne opanowanie pewnych czynności.

By nie zakłócać rozwoju ruchowego nie powinno się kłaść dziecka gotowego do przekręcania na bok wśród poduszek uniemożliwiających mu to, wkładać dziecka do chodzika, sadzać i stawiać go mimo, że jeszcze samo nie siada i nie wstaje. Dajmy dziecku szansę rozwijać się w swoim tempie.

CO JESZCZE WPŁYWA NA ROZWÓJ MOWY U DZIECKA?

Rozwój ruchowy i jego odpowiednia stymulacja to jeden w najważniejszych elementów wspierania rozwoju mowy dziecka. Poza tym ważne są także:

  • dialog z dzieckiem (reakcje rodzica na dźwięki wydawane przez dziecko);
  • monolog rodzica do dziecka;
  • czytanie dziecku książek.

CO ZABURZA ROZWÓJ MOWY?

Pomijając aspekt fizyczny, jak zaburzenia słuchu lub niesprawne działanie narządów mowy, a także wykluczając nieodpowiednią opiekę rodzicielską, znacznie ograniczać rozwój mowy może:

  • korzystanie przez dziecko z tabletu i telewizora zanim zacznie mówić.

Kilkuminutowa bajeczka z pewnością nie skrzywdzi dziecka, jednak częste podawanie mu telefonu lub tabletu, może sprawić, że dziecko będzie miało bardzo małą zdolność rozpoznawania, wyrażania i kontrolowania własnych oraz cudzych emocji. Ta zdolność to inteligencja emocjonalna, a osoby pozbawione jej są niczym roboty.

*

Każdemu z nas z pewnością zależy na jak najlepszym rozwoju naszych dzieci. Aby mogły żyć szczęśliwie i cieszyły się dzieciństwem, które tak szybko mija. Nasza rola powinna się ograniczyć do pełnego troski i miłości wspierania rozwoju dzieci, dając im przy tym poczucie bezpieczeństwa i akceptację.

 

Źródła: 

http://www.zoztargowek.waw.pl/kwartalnik_strony/41/kp41_logopeda_aparaty_THE_BEST.pdf

https://zdrowie.pap.pl/srodowisko/uzywanie-tabletu-opoznia-rozwoj-mowy

 

 

Photo by Lubomirkin on Unsplash


Taka karma…

Chyba najpopularniejsze książki, filmy i historie to te, gdzie jeden z głównych bohaterów, ten niefajny, zostaje na koniec upokorzony lub po prostu, w brutalny sposób, pokonany.

Mimo że taki finał w książce każdemu daje satysfakcję, a nawet wręcz ulgę, to jednak w prawdziwym życiu jawne oczekiwanie, by ktoś doznał uszczerbku na zdrowiu za swoje haniebne czyny, już nie jest tak popularne.

Karma  załatwi sprawę

Wspaniale się dzieje, że coraz więcej osób zdaje sobie sprawę ze swoich mankamentów (nie tych fizycznych), ze swoich wad lub cech, które utrudniają człowiekowi życie. Pozbawiają pracy lub komplikują relacje w związkach.

Niektóre cechy, te bez niekorzystnego wpływu na własną egzystencję, ludzie coraz częściej są w stanie zaakceptować, inne natomiast, utrudniające pewne życiowe sytuacje, próbują eliminować.

Bierzemy odpowiedzialność za to, co spotyka nas w życiu, bo zdajemy sobie sprawę, jak wiele od nas zależy.

Internety dostarczają ogromne ilości informacji na temat własnego rozwoju, począwszy od podania na tacy sposobów zrozumienia swojej osobowości, po zaproponowanie technik mających na celu niwelowanie pewnych naszych niedoskonałości.

Jako, że przerobiłam już większość takich pozycji, wiem jedno:

By zacząć zmieniać się na lepsze, trzeba zacząć od podstawowej kwestii, jaką jest przebaczenie.

Należy przebaczyć sobie, to co zarzucaliśmy sobie latami, popełnione błędy czy niewykorzystane sytuacje.

Ważne jest także przebaczenie innym.

To jest punkt wyjścia. Dopiero po osiągnięciu tego, jakże wysokiego, poziomu który pozwala nam zaakceptować wszystko, co było w przeszłości, możemy zacząć żyć na nowo.

Przebaczenie takie zobowiązuje. Jeżeli poświęciliśmy swój czas i energię, by wyzbyć się negatywnych uczuć wobec siebie samego oraz innych trzeba utrzymać ten stan jak najdłużej, a najlepiej już na zawsze.

Istnieją jednak sytuacje, które sprawiają, że krew się w nas gotuje i nie jesteśmy w stanie pałać do pewnych osób choćby krztą serdeczności, jednak nie chcemy zrobić czegoś, czego później będziemy żałować.

Cała nadzieja w karmie.

Coraz więcej osób jest skłonnych wierzyć w tę niezwykłą energię, która odwala za nas czarną robotę.

My nikomu nic złego nie życzymy, rzecz jasna…

Karma to przekonanie wykorzystywane głównie w buddyzmie oraz hinduizmie, które mówi, że „co zasiejesz, to zbierzesz”. Czyli nie tylko wyrządzone krzywdy do nas wrócą, ale także otrzymamy pomoc, jeżeli sami jej kiedyś udzieliliśmy.

„Nie martw się, jeszcze karma do niego wróci” – zazwyczaj nie do końca świadomie ściągamy kłopoty na kogoś, pocieszając przyjaciółkę. Głównie jednak powinniśmy siać tę dobrą energię.

Będą i tacy, co pomyślą, że to bzdura, być może, ale autor książki „Diagnostyka karmy” Siergiej Łazariew tak nie uważa. Twierdzi natomiast, że potrafi ona przejść nawet na kolejną osobę, która musi odpokutować złe uczynki rodzica i tylko umiejętne zabiegi potrafią się jej pozbyć raz na zawsze.

Potęga podświadomości? Możliwe. Rozum ludzki jest w stanie uwierzyć we wszystko. I tak może działać karma.

Pomijając wysyłanie jej do kogoś, by otrzymał nauczkę za niecne występki, jest nieszkodliwa, a wręcz jej wykorzystanie na co dzień może przynieść wiele dobrego.

Wierząc w karmę, będziemy starać się być dobrymi ludźmi, choćby ze względu na własne korzyści. Damy światu pozytywną energię i dobro oczekując tego samego dla siebie. Natomiast biorąc odpowiedzialność za wszystko, co się nam przytrafi, nie dopuścimy się tego, czego sami nie chcielibyśmy doświadczyć.

Ufając, że takie podejście bezwzględnie działa, sprawimy, że to, w co tak mocno wierzymy, zacznie się sprawdzać.

Dobro rzeczywiście zacznie powracać, los sprzyjać, a my uwierzymy w swoją pozytywną energię sprawiającą cuda. To będzie woda na młyn.

Z kolei zdarzający się pech, kłopot, zmartwienie może dać do myślenia, że jednak powinniśmy popracować nad życzliwością wobec innych, czy więcej pomagać potrzebującym.

Jako że jestem skorpionem, który wybacza, ale nie zapomina to cieszę się, że karma pozwoliła mi w choćby minimalnym stopniu opanować niektóre negatywne emocje i dodać otuchy, że rachunki kiedyś się wyrównają i to bez mojego udziału (powiedzmy, że samo czekanie, aż przytrafi się komuś coś równie niedobrego, co sam niedawno zrobił, to nic takiego).

Chęć zemsty jest potężnym, destrukcyjnym, pozbawiającym ogromnej ilości energii uczuciem. Jak dobrze zatem, że możemy tak wiele zyskać tylko dzięki karmie, której działania nigdy nie potwierdzimy.

Nieważne… Sama wiara w jej moc potrafi ukoić nasz ból i pomóc nam zaakceptować spotykające nas czasem niesprawiedliwości, a także sprawić, że wejdzie nam w nawyk sianie tego, co sami chcemy zebrać.

 

Photo by Mark Daynes on Unsplash

Copyrights

Strona powstała dzięki dofinansowaniu z Unii Europejskiej i i Europejskiego Funduszu Społecznego na rozwój przedsiębiorczości w ramach projektu „ Czas na działanie! Czas na własną firmę!” nr RPLU.09.03.00-06-0044/16 realizowanego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego na lata 2014 – 2020 OŚ Priorytetowa 9 Rynek pracy, Działanie 9.3 Rozwój przedsiębiorczości