Powinnam raczej napisać gra planszowa, która uczy zarządzania finansami…

Okazało się, że inwestowanie w tej grze to rzeczywiście temat przewodni, jednak przede wszystkim to świetna rozrywka.

Początkowo myślałam, że gra będzie polegała na zadaniach zupełnie niezwiązanych z rzeczywistością zwykłego Kowalskiego, tymczasem jest mu niezwykle bliska. Sytuacje, jakie zdarzają się uczestnikom w grze są całkiem autentyczne (zwłaszcza kwoty, jakie zabierane są od naszej wypłaty) więc wcale nie jest trudno się z grą oswoić, w przeciwieństwie, do realiów… :-/

Cashflow to gra planszowa, której pomysłodawcą jest Robert Kiyosaki, o którym wspominałam w tym artykule. Pisałam tam o sposobach autora na wdrażanie dzieci do zarządzania pieniędzmi, jakie zawarł w książce “Mądre, bogate dziecko”.

Zatem gra jest także stworzona w tym właśnie celu, a także by:

  • nauczyć się myśleć o pieniądzach, jak o środku do zapewnienia bezpiecznej, spokojnej przyszłości;
  • przestać traktować je jako chwilowy polepszacz nastroju, wydając na drogie, niepotrzebne rzeczy;
  • nie myśleć o pieniądzach, jak o przekleństwie, bezustannie narzekając na ich brak.

JAK SIĘ GRA?

Gra składa się z bardzo porządnie wykonanych elementów:

  • twardej planszy,
  • kart: rynek, niespodziewane wydatki, mała transakcja, duża transakcja,
  • 2 kostki,
  • szczury drewniane 6 sztuk,
  • 2 bloki arkuszy: zestawienie finansowe oraz rejestr gotówki,
  • 12 kart zawodów,
  • instrukcja gry.

Ja do tego zestawu dołączyłam już na stałe długopisy ścieralne, ponieważ bardzo często musimy aktualizować swoje przychody oraz zmieniające się wydatki w swoim zestawieniu finansowym. Ciągłe kreślenie bardzo by komplikowało sprawę.

Gra jest przeznaczona dla 4 graczy powyżej 14 (!!!) roku życia. Myślę jednak, że każdy młodszy wielbiciel gry Monopoly da sobie radę, a możliwość użycia kalkulatora jeszcze uatrakcyjni grę!

NO TO GRAMY…

Zaczyna się od wylosowania zawodu.

Przepisuje swoje zarobki oraz koszty na zestawienie finansowe.

Rzuca się kostką i dołącza do wyścigu szczurów.

Każde minięcie lub postój na polu WYPŁATA powoduje przypływ dodatkowych pieniędzy w raporcie gotówki.

Inne odwiedzone pola umożliwiają zakup/sprzedaż nieruchomości, akcji, złota lub udziałów w spółkach. Można też wylecieć z roboty (stoimy dwie kolejki, ale kredyty trzeba spłacać), przekazać 10% swoich oszczędności na cele dobroczynne, skusić się na nieracjonalny, nieprzewidziany wydatek (mając 40 $ wypłaty, udałam się w podróż po winiarniach(!) za 1 tyś$) można … powiększyć rodzinę.

W ten sposób dążymy do wydostania się z wyścigu szczurów (okrągłej części planszy).

Wydostając się z niego po osiągnięciu wyższych przychodów niż kosztów, przechodzimy do kolejnego etapu gry, który podejrzewam, że tak jak w prawdziwym życiu tak i w grze już nie jest tak emocjonujący. Obraca się już wtedy potężnymi sumami pieniędzy, a wygrywa ten, kto jaki pierwszy osiągnie swój cel finansowy.

Gra mimo że wygląda na niezwykle skomplikowaną, nie stanowi większego wyzwania. Jest dość prosta i gra się naprawdę przyjemnie i emocjonująco.

NAJBARDZIEJ PODOBA MI SIĘ W NIEJ TO, ŻE…

Jest realistyczna pod wieloma względami np. możemy pożyczyć pieniądze szwagierce i liczyć się, że nie otrzymamy ich z powrotem. Wydać oszczędności na niepotrzebną rzecz mimo, że wcale jej nie potrzebujemy. Czy nie cieszyć się z pojawiającego się dziecka rujnującego nasze plany inwestycyjne 😉

Uczy pojęć związanych z zarządzaniem finansami. Dzięki instrukcji szybko pojmujemy, czym są aktywa, a co stanowią pasywa. Co daje nam wyższy przepływ gotówki, po co jest nam potrzebny i jak go osiągnąć.

Pokazuje jak różnicować oferty kupna nieruchomości oraz akcji. Na początku nie mamy rozeznania w rynku i kupujemy wszystko, na co wystarcza nam oszczędności, jednak dopiero po “obejrzeniu” większej ilości nieruchomości, mamy wiedzę, która oferta jest korzystna, a którą powinniśmy odrzucić.

Podobnie z akcjami, mając możliwość kupna jednej za 10$ myślimy, że to tanio. Za chwile okazuje się, że można było zaczekać, bo teraz cena to 5$ za sztukę. Ale na tych za 10$ też możemy zarobić, bo może się niedługo trafić karta z informacją, że ceny danej spółki podskoczyły do 40$. Cierpliwość może przynieść korzyści nie tylko w grze…

Gra jest poza tym zabawna i przyjemna. Ciągłe zapisywanie wydatków i zarobków może wydawać się uciążliwe, jednak okazuje się wcale takie nie być nawet dla 8-letniego dziecka.

JEDNAK NIE WSZYSTKO JEST TAKIE REALISTYCZNE…

Wiadomo, gra miała tylko zobrazować, jak wygląda droga wychodzenia z wyścigu szczurów i nie można wymagać za dużo. Jednak są sprawy,  które nieco ułatwiają kroki początkującego inwestora, natomiast w rzeczywistości bardzo je utrudniają.

Kredyt hipoteczny w grze można wziąć zawsze i w zasadzie nic nie kosztuje… Z każdej wypłaty pobierana jest kwota, różni się w zależności od wykonywanego zawodu. Jednak będąc mechanikiem, tej raty jest tylko 200$, a kupując 8 nieruchomości, rata się nie zwiększa…

Kolejna sprawa to cena akcji. Na karcie z możliwością zakupu można odczytać zakres cen w jakich akcja może wystąpić w czasie gry. Gdyby tylko taki zakres przedstawiała każda spółka z WIG 20… Niestety, w rzeczywistości sami musimy prześledzić jej historię, wydarzenia z nią związane, planowane ruchy zarządu, następnie podjąć decyzję o kupnie, zatrzymaniu lub sprzedaży akcji danej spółki.

Nieprzewidziane wydatki w prawdziwym życiu to zazwyczaj zalane mieszkanie, złamana noga, czy awaria silnika w aucie. W grze nieprzewidzianymi wydatkami jest członkostwo w klubie golfowym, wspomniana wcześniej podróż po winiarniach, nagłośnienie do samochodu, skuter śnieżny czy pobyt w kasynie!

Ale może coś w tym jest…;-)

*

Gra nie jest tania (275zł) jednak w pełni warta swojej ceny. Jest bardzo wysokiej jakości, dobrze przemyślana, ładna, edukująca oraz zabawna.

Wypełniając raport gotówki po każdym wydatku lub zarobku, ma się obraz własnych finansów, który pozwala podejmować zwykle trafne decyzje. Być może stosowanie tego rozwiązania na co dzień, w prawdziwym życiu, pomogłoby uświadomić sobie jak wygląda nasz cashflow i zrezygnować z wydatków, które zwyczajnie nie powinny mieć miejsca.

Możliwość inwestowania bez strachu o bankructwo, czy popadnięcie w długi daje nam szansę przetestowania różnych rozwiązań dających nową wiedzę i doświadczenie.

Najważniejsze to jednak mieć rozeznanie rynku. Tego uczy gra. Jeżeli chcemy pomnażać oszczędności musimy mieć wiedzę, jak to zrobić, by dzięki temu ograniczyć ryzyko porażki.

Zachęca także, do poznania prawdziwego rynku nieruchomości, rozpoczęcia interesowania się cenami i zdobycia wiedzy związanej z inwestowaniem na giełdzie.

Grając dłużej niż zakłada producent (60-180min) możemy wywnioskować, czego musimy się nauczyć, by zacząć inwestować.

KAŻDE DZIECKO POWINNO ZAGRAĆ W CACHFLOW

O ile sytuacje z gry, jak problemy wynikające z pożyczania pieniędzy w rodzinie, czy kupowanie drogich rzeczy, gdy ma się już debet na karcie, są dobrze znane większości dorosłym, o tyle dziecko może być wstrząśnięte takim postępowaniem. Może także zobaczyć, jak wielkim obciążeniem dla budżetu domowego jest pożyczka, za to docenić przydatność kredytu hipotecznego w celach inwestycyjnych.

Zaczyna rozumieć, że nigdy nie ma gwarancji, że “przyjaciel” pieniądze odda, a zbędne wydatki w sytuacji, gdy raport finansowy jest nienajlepszy w ogóle nie powinny wchodzić w grę.

Może gdybyśmy na co dzień trzymali taki raport przed sobą, udałoby się zrezygnować z wielu niepotrzebnych wydatków.

Kiedyś na pewno odważę się i zacznę inwestować pieniądze, jednak najbardziej zależy mi, aby mój syn zdobył odpowiednią wiedzę o powiększaniu oszczędności i skutecznie ją wykorzystywał w życiu, a gra CASHFLOW  z pewnością mu w tym pomoże.


Równowaga pomiędzy karierą a rodziną.

Jack Welch w książce “Winning – znaczy zwyciężać” napisał, że nie da się być najlepszym w jakiejś dziedzinie, nie poświęcając przy tym pozostałych.

Czy w takim razie oznacza to, że musimy się liczyć z zaniedbaniem obowiązków domowych i rodziny jeżeli chcemy poświęcić się pracy? A rezygnując z sukcesów zawodowych dopiero wtedy jesteśmy w stanie odpowiednio zadbać o rodzinę?

Myślę, że tak właśnie jest. Jadnak nie musi się to wiązać z wyrzutami sumienia z powodu braku czasu dla rodziny lub frustracją przez niespełnione ambicje.

RODZIC SUKCESU

Wiele osób skupiających się na osiągnięciu sukcesu nie jest w stanie wystarczająco dużo czasu poświęcać rodzinie.

Niektórzy z nich mają przez to ogromne wyrzuty sumienia, inni w ogólne nie przejmują się zaistniałą sytuacją i swoją niewielką obecnością w życiu rodziny.

Rodzic, który zadręcza się myślami o zbyt małej ilości czasu spędzanej z rodziną nie może w pełni cieszyć się osiąganymi sukcesami w pracy.

Jest autorytetem dla swoich dzieci, które z pewnością są z niego dumne, dlatego wystarczy z nimi rozmawiać.

Dzieci doskonale zrozumiałyby sytuację ciężko pracującego na sukces rodzica, który byłby także świetnym przykładem obrazującym, jak osiąga się wyznaczone cele.

Wystarczyłoby znaleźć nawet niewielką ilość czasu na rozmowę i dać dzieciom wyraz zainteresowania nimi w jakiś inny sposób.

Szczera rozmowa bez historyjek w stylu “ktoś przecież musi zarabiać pieniążki”, “jak będziesz chciała nową sukienkę to myślisz, że skąd weźmiemy pieniążki?”

Lepiej odważyć się na szczerość i opowiedzieć dziecku jak jest naprawdę:

Jestem szczęśliwy gdy pracuję, mam zamiar osiągnąć bardzo wiele w mojej pracy, dlatego poświęcam jej dużo czasu. Wiedz jednak, że bardzo cię kocham i często o tobie myślę.   

Te słowa będą dla dziecka znaczyć więcej niż kilka godzin dziennie poświęcanego mu czasu.

RODZIC DOMATOR

W tym przypadku może także wystąpić dwojakość sytuacji.

Jeden rodzic będzie spełniony pracując na etacie, a resztę czasu, ku swojemu zadowoleniu, poświęcając w 100% rodzinie. Drugi, rezygnując z pracy i będąc z rodziną przez cały dzień, myślami marzyć będzie o niespełnionych planach zawodowych.

Być może ten pierwszy osiągnął równowagę i życie zawodowe, jak i rodzinne jest na tym samym satysfakcjonującym poziomie, jednak drugi rodzic może być w nieco gorszej sytuacji.

Oczywiście są rodzice, którzy z przyjemnością porzucą wszystkie plany, wyrzekną się sukcesów i rozwoju zawodowego i zajmą się wyłącznie rodziną.

Możliwe jednak, że większość osób będzie pragnęła wrócić do “życia”, poczuć adrenalinę deadline’ów, częściej wychodzić z domu i spotykać się z kolegami w pracy.

Nie ma w tym nic złego. Nie można oczekiwać, że człowiek niczym robot przeprogramuje się z dotychczasowego życia na inne. Jednak zawsze przynajmniej w minimalnym stopniu, rodzic w swoich planach powinien uwzględnić rodzinę.

JAK OSIĄGNĄĆ RÓWNOWAGĘ?

Dążenie do balansu, który w równym stopniu zapewni czas rodzinie i pracy jest zbyteczne.

Osiągając to, stracimy szansę na wymarzony sukces, a czas spędzony z rodziną nie będzie tak przyjemny jak chcielibyśmy, aby był.

Z kolei poświęcone dla rodziny plany zawodowe będą powodować szybką irytacje nawet błahymi sprawami. Efektem tego mogą być częste konflikty i nie najlepsza atmosfera w domu.

Zamiast dążyć do wyrównania czasu poświęcanego rodzinie i pracy po połowie, wystarczy przesunąć środek ciężkości. Można by osiągnąć równowagę w życiu robiąc to, co daje nam największą satysfakcję.

Nie możemy jednak zapomnieć o tym drugim aspekcie życia, którego zaniedbanie niekorzystnie będzie oddziaływać na nas lub na naszych bliskich.

Można oddać się pracy, pod warunkiem, że będziemy pamiętać o rodzinie w tych najważniejszych momentach, a także rozmawiać z nimi oraz dawać im wyraz miłości.

Poświęcając się rodzinie, nie powinno zapominać się o sobie. Nawet rezygnując z kariery zawodowej znaleźć zainteresowania i rozwijać swoje pasje.

Każdy z nas ma inne priorytety i cele, nie wolno ich ignorować. Uważam, że zawsze można wszystko poukładać tak, by osiągnąć spokój i harmonię.

Musimy myśleć o tym, co sprawia, że jesteśmy szczęśliwi, ale zawsze mieć na względzie również to, co uszczęśliwia naszą rodzinę.

 


Program nauczania w szkole przywiązuje bardzo dużą wagę do działania w grupach. Twórcom programu najwidoczniej bardzo zależało, aby wydobywać z dzieci zdolności pozwalające na współdziałanie.

To świetnie, że mają szansę poczuć tę ekscytującą przyjemność współpracy, fascynującej burzy mózgów, wspólnego szukania rozwiązań.

Poza tym uczą się dzięki temu szanować cudze opinie i decyzje, być może nabierają odwagi, by zaproponować własne rozwiązania, oraz chętniej podejmują ryzyko w podejmowaniu działań, bo odpowiedzialność porażki rozkłada się na całą grupę.

Niestety współpraca i współdziałanie zostaje wypierane przez rywalizację. I to już w pierwszych klasach podstawówki.

Rywalizację można z powodzeniem wykorzystać na lekcjach i w życiu dziecka, ale w formie zabawy.

Syn:-Nogi mnie bolą, nie mogę już dalej iść…

Ja: -Ścigamy się?

Syn:- Kto pierwszy do tamtego drzewa!!!

Uczestnictwo w zawodach sportowych, konkursach językowych, plastycznych, gdzie można brać udział indywidualnie, nie może opierać się na współpracy, ponieważ liczy się każdy pojedynczy wynik.

Jednak w innych sytuacjach, gdy wiedza lub umiejętności jednego dziecka mogą komuś pomóc, by drugie sprawniej wykonało jakieś zadanie lub nabyło nowych kompetencji, nie powinny spotykać się z rywalizacją, za to z współdziałaniem.

To bardzo przykre, że dzieci już w tak młodym wieku, swoje najprzyjemniejsze (zrozumieją to po jakimś czasie ;-)) lata nauki marnują na myślenie o wyniku i wygranej.

KLASA PEŁNA JEDYNAKÓW -Rywalizuję bo mam taki kaprys.

Wiele osób uważa, że jedynak to roszczeniowy, naburmuszony egoista. Mimo, że obecnie w klasach jest rzeczywiście sporo jedynaków, to mogłoby się okazać, że większość dzieci z cechami wypisanym powyżej jednak ma rodzeństwo (najczęściej starsze).

Niektóre dzieci chcą, aby tylko ich pomysły zostały wykorzystywane i obrażają się kiedy grupa zdecyduje inaczej. Niektóre potrafią wybierać osoby, z którymi mogą być w grupie, bo inaczej wcale nie będą pracować. Bywają też takie, które wszystko robią same, ponieważ nie potrafią delegować zadań lub uważają, że inni zrobią to gorzej od nich.

Praca w grupach ma na celu oduczenie dzieci takiego postępowania, za to skupienie się na wykonaniu zadania w najlepszy możliwy sposób. Ma nauczyć dzieci jak wykorzystywać umiejętności poszczególnych członków grupy, bo rywalizacja z nimi nie doprowadzi do sukcesu, ale do porażki.

SKĄD SIĘ BIERZE RYWALIZACJA?

Z domu…

„Zobacz, nawet Kasia już zjadła, a ty znowu ostatni”

„Dostałaś tylko 4+, a co dostała Ola?”

Dzieci w domu są porównywane z rodzeństwem, a także z innymi, obcymi dziećmi. Rodzice być może nieświadomie wywołują u dziecka potrzebę rywalizacji, jednak porównaniami tego typu negatywnie wpływają na relacje między rodzeństwem i kolegami z klasy.

Kiedy dziecko nie potrafi przegrywać, bo nie umie poradzić sobie z zawodem, jaki komuś sprawił, będzie za wszelką cenę starało się wygrać. Nawet gdy będzie chodziło o błahe, w naszym mniemaniu, sprawy.

Zazdrość to przykre uczucie, które także może być przyczyną niezdrowej rywalizacji. Niektóre dzieci widząc ciągle inne na pierwszym planie, także chciałyby być wyróżniane, zauważane, wybierane do różnych zadań. Zaczynają rywalizować, by zostać dostrzeżonym.

ZDROWA RYWALIZACJA

Określając rywalizację jako działanie polegające na osiągnięciu celu za wszelką cenę, ignorując jednocześnie potrzeby drugiej strony, ciężko nazwać ją zdrową.

Niektórzy uważają jednak, że rywalizacja to nieodłączny element naszego życia i jej występowanie wiąże się z niemalże każdą sferą życia. Dlatego należy motywować dzieci do rywalizacji, która zachęci je do bardziej wytężonej pracy, a tym samym do osiągnięcia sukcesu w przyszłości.

CO RYWALIZACJA ROBI Z DZIEĆMI?

Taką historię opowiedziała mi koleżanka.

Jej córka Majka wróciła smutna do domu ze szkoły. Za chwilę przyjechały do niej jej najlepsze koleżanki. Bawiła się z nimi, jednak cały czas nie była w najlepszym nastroju. Wieczorem Maja usiadła z mamą do odrabiania lekcji. Mama zauważyła, że Maja ma w piórniku zestaw mazaków, którego wcześniej nie widziała. Zapytała, skąd je ma, przecież nie kupowały ich razem. Maja odpowiedziała, że dostała je za najlepszą pracę w konkursie plastycznym, ale jak pani wręczyła jej w szkole nagrodę, koleżanki obraziły się na nią. Dlatego nic nie mówiła po przyjściu ze szkoły, żeby znowu się nie gniewały.

Córka mojej koleżanki była smutna, bo nie mogła cieszyć się wygraną, ponieważ „koleżanki” skutecznie pozbawiały jej tej przyjemności. Były zazdrosne i złe, że to Majka wygrała konkurs.

Te 8-letnie dziewczyny, które tak naprawdę wcale nie przyjaźniły się z Mają tylko z nią rywalizowały, zachowały się tak ponieważ wiedziały, że same zawiodły.

Zawiodły czyjeś oczekiwania. To były oczekiwania rodziców.

Brak pomocy, wsparcia oraz życzliwości między dziećmi to także element rywalizacji między nimi.

Dzieci często nie chcą pomóc innemu uczniowi, skarżą gdy ten prosi o pomoc na sprawdzianie, zasłaniają się czym tylko mogą, byleby ich wiedza nie została użyta przez kogoś, kto mógłby dostać lepszą ocenę od niego.

Narastające konflikty wśród dzieci mogą mieć źródło w ciągłej rywalizacji między nimi. Dzieci uczą się, że najważniejsza nie jest przyjaźń tylko wynik, ocena.

Ciągłe uczestniczenie w rywalizacjach jest z pewnością dużym stresem dla dziecka. Chęć udowodnienia, że jest się lepszym musi się wiązać z ogromną presją i może zostać z dzieckiem na zawsze.

RYWALIZACJA JEST NIEBEZPIECZNA

Niestety, rzeczywiście, chcąc się gdzieś przebić, coś osiągnąć, trzeba pokonać konkurencję. Aby to zrobić konieczna jest ciężka praca lub… jakiś inny sposób.

„Uczciwością jeszcze nikt się nie dorobił”

Takie podejście z pewnością sprawi, że rywalizacja będzie pozbawiona racjonalnego myślenia oraz konsekwencje działań, nie będą brane zbyt poważnie do siebie.

Częsta rywalizacja z pewnością prowadzi do zaburzeń zdrowotnych. Choroby serca, a także problemy ze zdrowiem psychicznym mogą mieć przyczyny w nieustannym rywalizowaniu o coś.

Problemem może być też wrogość wobec innych osób, a także depresja oraz zaburzenia neurotyczne.

BEZ RYWALIZACJI NIKT BY NIC NIE OSIĄGNĄŁ

„Jak on mógł to zrobić, to ja mogę tym bardziej!”

Takie podejście, doprowadziło wielu ludzi do niesamowitych sukcesów. Oczywiście przypłacili to ogromną ilością ciężkiej pracy oraz niesamowitą presją, ale cel osiągnęli.

Chęć udowodnienia komuś, że jest w błędzie doprowadziła do powstania wielu teorii i wynalazków.

Dzięki rywalizacji między różnymi firmami, mamy coraz to nowe sprzęty oraz nowinki techniczne, ułatwiające nam życie. Jednak nie powstają one dla dobra ludzkości, ale dla korzyści finansowych ogromnych koncernów.

Możemy jednak uznać, że istnieją jakieś pozytywne cechy rywalizacji, jednak współdziałanie i tak powinno być priorytetem w życiu człowieka.

CO MOŻE ZROBIĆ RODZIC, BY JEGO DZIECKO NIE MUSIAŁO RYWALIZOWAĆ Z INNYMI?

– rywalizację wykorzystywać w zabawie,

akceptować dziecko takim, jakie jest,

– nie zmuszać do zdobywania większych osiągnięć, niż dziecko jest w stanie,

– doceniać wysiłek i starania dziecka,

– uczyć życzliwości wobec innych,

– przyzwyczajać do dzielenia się wiedzą i umiejętnościami,

– zachęcać do pomagania innym.

 

CO MOŻE ZROBIĆ NAUCZYCIEL, BY NIE WZBUDZAĆ RYWALIZACJI MIĘDZY DZIEĆMI W KLASIE?

– sprawiedliwe traktować wszystkich uczniów,

– wykorzystywać rywalizację w pozytywny sposób, np. z inną klasą, zacieśni to relacje między uczniami,

– doceniać pomaganie sobie nawzajem,

– wspierać współdziałanie w grupie,

– zachęcać uczniów do dzielenia się swoimi umiejętnościami pomagając innym.

*

Choć można stwierdzić, że rywalizacja ma swoje zalety, nie wpływa dobrze na człowieka, a wręcz może doprowadzić do bardzo niebezpiecznych następstw.

Pomijając choroby wywołane stresem, może niestety zawładnąć człowiekiem do tego stopnia, że już nigdy się od niej nie uwolni.

Współdziałanie natomiast niesie ze sobą tylko korzyści. Pomaganie innym, oraz otrzymywanie pomocy w ramach wspólnej pracy może być bardzo owocne oraz satysfakcjonujące. Uczy szacunku wobec siebie i innych. W życzliwej sobie grupie człowiek czuje się dobrze i bezpiecznie.

Rywalizując musi trzymać się z boku. Sam.

Nie rodzimy się, by rywalizować, nabywamy tej chęci wraz z wiekiem, pod naciskiem pewnych osób lub środowiska.

Dziecko, by mogło być szczęśliwe powinno współdziałać, rywalizować tylko dla zabawy.

 

Źródło: http://asystaekspercka.pl/rywalizacja.html

 

Photo by Chris Sabor on Unsplash


Dla każdego sukces wygląda inaczej

Każdy ma też inne możliwości i zainteresowania. Sukces dorosłego ma zupełnie inny wymiar niż dziecka. Dzieci mogą mieć do czynienia z sukcesem w szkole, na konkursach czy zawodach.

Otrzymując najwyższe wyróżnienie, przyjmując gratulacje, pochwały, zachwyty… doświadczają nieziemsko przyjemnych momentów od których każdy w mig się uzależni…

Chęć dalszych starań, by przeżyć podobne chwile po raz kolejny, może być zbyt duża. A brak oczekiwanych rezultatów lub nawet oglądanie kogoś innego na jeszcze niedawno zajmowanym przez siebie miejscu może prowadzić do silnych frustracji dziecka.

Jeżeli chcemy, aby dążyło do celu, ale żądza sukcesu nie przesłoniła mu całego świata powinniśmy już wcześniej zadbać o odpowiednie nastawienia dziecka do takich sytuacji.

Dziecko biorące udział w wydarzeniach edukacyjnych lub sportowych, gdzie wystawia na ocenę swoja wiedzę lub sprawdza w turniejach swoje umiejętności, powinno mieć obraz całej sytuacji poukładany w głowie.

CO DZIECKO POWINNO WIEDZIEĆ ZANIM ZETKNIE SIĘ Z SUKCESEM?

Po co bierze udział w wyzwaniu?

Rozmowa rodzica z dzieckiem na temat powodu, dla którego bierze ono udział w imprezach, które mają na celu wyłonić najlepszego z najlepszych, jest obowiązkowa. Nigdy nie powinno się zmuszać dzieci do uczestniczenia w konkursach czy zawodach, ale powinno się je zachęcać i motywować do rozwoju w ten sposób.

To właśnie główny powód, by brać udział w zawodach, ponieważ trzeba być co najmniej dobrym w jakiejś dziedzinie, żeby mierzyć się z innymi. Trzeba mieć na starcie jakieś wiadomości lub umiejętności, a najlepiej w ramach przygotowań rozwijać je, uczyć się i poszerzać swoją wiedzę.

Dziecko z dużymi możliwościami w danej dziedzinie, jednak nieśmiałe, nie lubiące tego typu wydarzeń, po pierwszym sukcesie może odmienić swoje podejście do nielubianych wcześniej czelendżów. Dlatego warto skłonić go do uczestniczenia w przynajmniej jednym konkursie.

Być może zachęci go wspólne przygotowanie do takiego wydarzenia, a nawet gdyby miał to być próbny konkurs w domu, który przełamie pierwsze lody i pokaże przyjemny obraz tego rodzaju wyzwania.

Jeżeli jednak udział w zawodach nie zmieni zdania dziecka, nie powinniśmy nalegać.

CO JEŚLI NIE WYGRA?

Trudno. Wykazało się dużą odwagą, że przystąpiło do konkursu. Poświęciło czas na przygotowania. I zdobyło dzięki temu dodatkową wiedzę lub umiejętności. Jest i zawsze będzie naszym ukochanym dzieckiem, z którego jesteśmy bardzo dumni.

I to wszystko musi wiedzieć zanim przystąpi do konkursu oraz zaraz po nim.

Oczywiście, że bierze się udział, żeby wygrać, ale nic się nie stanie, jeżeli nie wygra.

Należy okazać dziecku podziw i szacunek. Za chęci, za odwagę. Niech wie, że nie tylko zwycięzca się liczy. Każdy uczestnik zasługuje na pochwałę.

To wspaniała okazja do uczenia dziecka godzenia się z porażką i uświadamiania mu czym jest. Mimo, że przegrał, zdobył coś, co być może następnym razem przyniesie mu zwycięstwo. Wiedza i doświadczenie. Zacznie doceniać wartość porażki i nie będzie się nią zadręczał w przyszłości, za to zacznie przekuwać w wygraną.

Przegrana dostarcza informacji, nad czym trzeba popracować i jak się przygotować następnym razem. Niech samo dokona decyzji, czy chce spróbować jeszcze raz, za pewien czas.

CO JEŚLI WYGRA?

To najbardziej pozytywny scenariusz, a jednak z nieoczekiwanymi niekiedy konsekwencjami.

Dziecko należy przygotować także na ten moment. Sukces może zmotywować do dalszej, wytężonej pracy lub całkowicie zniechęcić do kolejnych wyzwań z obawy przez niesprostaniem własnym oczekiwaniom, a przede wszystkim oczekiwaniom innych.

Rodzic powinien pochwalić włożoną pracę i zdobyte umiejętności dziecka, które pozwoliły mu zostać zwycięzcą, by zrozumiało, jak ważne jest przygotowanie i odpowiednie nastawienie. Dziecko powinno od rodzica usłyszeć, że jest z niego dumny i bardzo go kocha i tak samo by było, gdyby ktoś inny zwyciężył w tym konkursie.

CZY WARTO ZNOSIĆ TAKĄ PRESJĘ?

Na każdym turnieju jest obecna presja sukcesu. Rodzice, trenerzy, nauczyciele, same dzieci… wszyscy po trochu ją tworzą. Każdy pojedynek wiąże się ze stresem, ale pozytywnym, krótkotrwałym. Takim, który motywuje do działania. Takim, z którym bardzo często muszą mierzyć się dorośli w życiu codziennym. Im lepiej i szybciej dziecko nauczy się z nim radzić, tym jego życie stanie się łatwiejsze i przyjemniejsze.

*

Sukces jest wspaniałym zwieńczeniem ciężkiej pracy. Mimo, że ma pozytywny wydźwięk, może wywoływać nieoczekiwane rezultaty. To, jak z nim sobie poradzi dziecko i jak poukłada w głowie, w dużej mierze zależeć będzie od tego, jak zostało na ten moment przygotowane i jak będzie potraktowane w chwili porażki.

Aby sukces dla dziecka wiązał się z satysfakcją i szczęściem, musi ono wiedzieć, że jego pojawienie się, jak i nagłe zniknięcie, nic nie zmienią w jego życiu. Nadal będzie kochanym, akceptowanym dzieckiem swoich rodziców, którzy będą z niego dumni niezależnie od zajmowanych miejsc w konkursach.

 

Photo by frank mckenna on Unsplash

Copyrights

Strona powstała dzięki dofinansowaniu z Unii Europejskiej i i Europejskiego Funduszu Społecznego na rozwój przedsiębiorczości w ramach projektu „ Czas na działanie! Czas na własną firmę!” nr RPLU.09.03.00-06-0044/16 realizowanego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego na lata 2014 – 2020 OŚ Priorytetowa 9 Rynek pracy, Działanie 9.3 Rozwój przedsiębiorczości