“Męczą mnie moje dzieci”

“Mam dość obowiązków domowych i opieki nad dziećmi”

“Macierzyństwo mnie przytłacza i odbiera wolność”

 

Coraz śmielej matki opowiadają o swoich prawdziwych uczuciach związanych z wychowaniem dzieci. Bo kto nią jest ten wie, jak naprawdę wygląda macierzyństwo, i że nie ma ono nic wspólnego z sielanką.

Matka Polka to kobieta, która zniesie wszystko. Pracuje, gdy choruje. Rezygnuje z własnych ambicji, by mieć jeszcze dokładniej wysprzątany dom i więcej czasu dla dzieci. Nie narzeka. Nie opowiada o swoich uczuciach. Oburza się, gdy inna matka pozostawi dzieci pod opieką ojca i ruszy w miasto z koleżankami. Idzie jak czołg bez żadnych refleksji na temat własnych potrzeb i odczuć związanych z byciem matką.

Kobiety, które żyją w taki sposób, być może nawet nie zdają sobie sprawy z tego, jak wiele w życiu tracą. Mają głęboko zakorzenione to, jak powinno wyglądać ich życie i jakie obowiązki należą do nich jako kobiet, żon i matek.

Nie mają prawa pomyśleć o własnych potrzebach, bo od małego uczono je, że to dobro rodziny jest najważniejsze.

Matka Polka zaczyna opowiadać o własnych uczuciach.

Kiedyś, gdy ojciec wracał zmęczony z pracy i nie miał ochoty bawić się z dziećmi, matka nie tylko nie miała nic przeciwko, musiała jeszcze uciszać dzieci, by nie przeszkadzały w drzemce zmęczonego tatusia.

Być może, a raczej z pewnością kobieta także była zmęczona, nikogo to jednak nie obchodziło. A sytuacja tylko dodatkowo ukazywała kobiecie, że nie ma prawa być zmęczona. Bo niby czym ma być? Przecież siedzi cały dzień w domu i nie pracuje.

Z biegiem lat, gdy kobiety zaczęły pracować zawodowo, oddając pod opiekę innych swą latorośl, niewiele się zmieniło. Po pracy przecież matka nie może być zmęczona. Jej obowiązkiem jest ogarnąć dom i przypilnować dzieci. Tak już zostało ustalone wieki temu i nie ma co się bulwersować.

Obecnie jest podobnie. Jednak świadome rodzicielstwo sprawia, że niektórzy mężczyźni zwyczajnie chcą uczestniczyć w życiu swoich dzieci. Zdają sobie sprawę z tego, jak ważna jest obecność ojca w życiu dziecka i postanawiają być jak najlepszymi w tej roli. 

Kobiety natomiast zauważają, że wcale nie muszą się bezgranicznie poświęcać. Mają prawo czuć przytłoczenie i zmęczenie. Mają prawo odpocząć i mieć czas dla siebie. 

Uczestnicząc w wielu forach i grupach związanych z wychowaniem dzieci zauważyłam, że mamy borykają się z poważnym problemem. Za często krzyczą na dzieci. Nie rozumieją dlaczego tak się zachowują. Wiedzą, że czasem nic strasznego się nie stało. Po prostu nie mogą zahamować swojej narastającej złości. Jest im potem przykro, przepraszają dziecko, jednak niedługo znowu się to powtarza.

Inne mamy piszą: “nie przejmuj się, to normalne, każda z nas tak czasem ma”.

Ale to nie jest normalne.

Czy bez powodu krzyczymy na kolegów z pracy? Na mijanych po drodze przechodniów? Na ludzi w sklepie, czy u fryzjera?

Denerwujemy się, gdy jesteśmy zmęczeni, przytłoczeni i mamy czegoś dość. Gdy nie widzimy szans na wydostanie się z trudnej sytuacji.

Męczą mnie moje dzieci…

Tak, macierzyństwo jest z pewnością trudną, stresującą i długotrwałą sytuacją. Czasami zdarzają się momenty, które napawają przeogromnym szczęściem i radością, jednak to nadal niezwykle trudna sytuacja zwłaszcza dla Matki Polki.

Bardzo mnie cieszy, że kobiety przestają być boginiami ogniska domowego, z zaczynają być zwykłymi mamami. Mamami, które mówią: “Mam dość, idę na spacer-sam sobie zrób kanapkę”.

Mamami, które nie zaklinają rzeczywistości, nie zaciskają zębów i nie udają, że ich życie to bajka. 

Jestem pewna, że mama, która pomyśli w tym wszystkim o sobie będzie o wiele mniej krzyczeć na dzieci.

Korzyści zatem będą obopólne.

Zrelaksuj się i pobądź z dzieckiem jednocześnie.

Nie namawiam, by porzucić rodzinę i wyjechać w Bieszczady. Chcę tylko zwrócić uwagę na to, że czasem można zrobić coś wbrew dziecku za to zgodnie z sobą samym i nie ma w tym nic złego.

Dziecko dzięki temu dowie się, że każdy ma własne uczucia i granice i należy je szanować. 

Zdaję sobie także sprawę z tego, że bardzo trudno jest odmówić zabawy, o którą prosi stęsknione po całym dniu dziecko i pójść się zdrzemnąć. Dlatego pierwsze co musimy robić w takiej sytuacji to poinformować dziecko o własnych uczuciach. 

“Jestem bardzo zmęczona. Wiem, że chcesz się ze mną bawić, ale ja nie mam na to akurat ochoty. Możemy razem zrobić coś innego”

I teraz wystarczy zaproponować dziecku jedną z czynności, które pozwolą odpocząć i jednocześnie być razem.

Czas spędzony z dzieckiem nie musi wyglądać, jak na amerykańskim filmie.

W amerykańskich filmach dzieci wraz z rodzicami godzinami skaczą, śmieją się, demolują co się da, rozrywają poduszki, ganiają się po domu i robią mnóstwo innych praktycznie niezdarzających się w rzeczywistości dziwnych rzeczy. Nasz czas z dzieckiem nie musi tak wyglądać. Może to być zupełnie innego typu rozrywka.

Jak odpocząć przebywając z dzieckiem?

Podczas wspólnych chwil pytamy dziecko o różne sprawy, okazujemy nasze zainteresowanie, pomagamy rozwiązać problem, jeżeli tego potrzebuje syn czy córka. Przez to wszystko dajemy im poczucie bezpieczeństwa, a w zamian otrzymujemy ich zaufanie. Opowiadamy o swoich trudnych sytuacjach z dzieciństwa, i jak sobie z nimi poradziliśmy. Możemy także mówić o codziennych sprawach, które młody człowiek próbuje zrozumieć i mu w tym pomóc, wyjaśnić pewne kwestie.

Jednak na opisane wyżej chwile powinno mieć się dobry nastrój i w takim klimacie prowadzić rozmowę. Ja natomiast chciałam skupić się na momentach, kiedy wiemy, że powinniśmy pobyć z dzieckiem, ale umysł mamy bombardowany przez zupełnie inne myśli.

Co wtedy możemy robić z dzieckiem?

CZYTANIE KSIĄŻKI

Nie mówię o bajeczkach i wierszykach, ale o normalnych, przygodowych książkach dla każdego, które mają wciągającą fabułę i przenoszą człowieka w inny świat. Czytanie dziecku 5 lub 6-letniemu Harrego Pottera czy inną fascynującą historię może okazać się świetnym sposobem na relaks. Rodzic nie musi się zmuszać do rozmów, które mu teraz kompletnie nie w głowie, ale jest z dzieckiem i przeznacza dla niego swój cenny czas.

FILM FAMILIJNY

Współczesne bajki dla dzieci dają większy ubaw rodzicom niż dzieciom. Kąśliwe uwagi bohaterów, nawiązania do sytuacji politycznych, czy teksty z kultowych komedii, są w stanie rozbawić i młodego i starego. Śmiech nieco rozładuje napięcie u rodzica, a dziecko będzie miało bardzo przyjemne wspomnienia, gdy dorośnie.

SPORT

Mogą być rowery, basen, bieg, spacer. Nie trzeba nic więcej. Zrobić coś wspólnie i cieszyć się swoim towarzystwem. Dziecko widząc, że rodzic nie jest w najlepszym nastroju doceni chociaż to, że mimo wszystko znalazł czas, by z nim pobyć. Sport bardzo korzystnie wpłynie na rodzica i wszyscy będą zadowoleni.

GRA KOMPUTEROWA LUB PLANSZOWA

Nie mam na myśli jakieś angażującej, jak “Wsiąść do pociągu”, gdzie trzeba obmyślać strategie działania. Jednak także ona mogłaby fajnie wpłynąć na nastrój rodzica i oderwać jego myśli od problemów. Można natomiast zagrać w zwykłe, proste gierki, jak warcaby, czy statki na tabletach. Rodzic jest z dzieckiem i oboje czerpią z tego faktu korzyści.

*

To nic strasznego znać swoje uczucia. Zdawać sobie sprawę z tego, co nas cieszy, smuci czy złości. Tego oczekujemy od dzieci. Że będą potrafiły rozpoznawać własne emocje, bo to ułatwi im życie. 

Ignorując to, co się dzieje w nas, w środku prowadzimy wewnętrzną wojnę z samym sobą. Pewnego dnia poczujemy się się zwyczajnie nieszczęśliwi, a nasze frustracje unieszczęśliwią nasze dzieci. Nie musimy w 100% rezygnować z siebie dla macierzyństwa.

Oczywiście bycie mamą zobowiązuje do troskliwego opiekowania się dziećmi, ale nie wolno zapominać o trosce o samą siebie.

 

newsletter blog liravibes

 

Photo by Unsplash

 

 


Przywódca-obowiązkowy element szczęśliwej rodziny.

Rodzina jest obecnie najważniejszą jednostką społeczną i pomimo wielu opinii jakoby powoli traciła na znaczeniu i wartości, nadal większość z nas stanowi jej element.

Jakiejś, ponieważ jest synem, córką, bratem, szwagrem, czy ciocią… i te role są niezależne od nas. Dopiero bycie ojcem lub matką sprawia, że stajemy się odpowiedzialni za własne dzieci. Musimy, a przynajmniej powinniśmy zrobić wszystko co w naszej mocy, aby dać światu wspaniałych ludzi. Z kolei swoim zachowaniem wobec dzieci umożliwiamy im lub pozbawiamy ich szansy na szczęśliwe życie w przyszłości. 

Zapewnienie swojej rodzinie przywódcy, który będzie oparciem oraz zapewni jej poczucie bezpieczeństwa jest dla niej niezwykle cenne.

Choć mogłoby się wydawać, że obecnie każdy sam może być sobie przywódcą, dorosły jak i dziecko. Że każdy wraz z własną niezależnością powinien wyznaczać sobie granice i tak często jest. Jednak wiele osób w tym także dzieci chowają za swoją autonomią strach i niepewność. Wydawać by się mogło także, że obecnie kobiety nie potrzebują mężów dla poczucia bezpieczeństwa, bo są wystarczająco silne, by same mogły się o siebie zatroszczyć. Tak naprawdę, wiele z nich marzy o kimś, kto się nimi zaopiekuje, jednak duma nie pozwala pokazać im swoich lęków i słabości.

O ile zachowanie kobiet jest celowe i ma wywołać określone efekty w postaci odbioru własnej osoby jako niezależnej i odważnej, o tyle dzieci nie powinny mieć wyboru i zawsze mieć dorosłego przywódcę i opiekuna. 

Nie myślę tu o władcy, czyli głowie rodziny, jaką był ojciec w każdym domu jeszcze niespełna 20, 30 lat temu. Nie piszę o apodyktycznym, agresją osiągającym swoje założenia rodzicielskie wobec dzieci rodzicu. Taka postawa krzywdziła umysł i ciało dziecka.

Dzieci potrzebują rodzica, który zna je, respektuje ich granice osobiste oraz jest wobec nich autentyczny.  

Gdy zabraknie przywódcy stada w stadzie…

Przywództwo w stadzie nie powinno wiązać się ze strachem, ograniczeniami, zakazami, za to z bliską więzią i zaufaniem. Nie ma jednak jednego patentu na tą rolę. Można dowiedzieć się jak najwięcej w tym temacie, ale decyzję, co do ostatecznego zachowania wobec rodziny powinniśmy i tak podjąć sami. Ponieważ to my będziemy odpowiedzialni za to, co się wydarzy w przyszłości, nie żaden ekspert, pedagog czy inny znawca tematu.

W tym artykule pisałam o tym, by uważać na opinie ekspertów i zawsze zastanowić się, czy na pewno ich rady są tym czego nam lub naszym bliskim potrzeba:https://liravibes.pl/nie-dajmy-sie-zwariowac-czyli-ze-skrajnosci-w-skrajnosc/ .

Nie tylko w rodzinie potrzebny jest przywódca. Kapitana potrzebuje drużyna, wychowawcy klasa, a firma prezesa. 

Każda z tych grup nie osiągnie swoich celów bez jednej osoby, która wskaże kierunek, która swoim opanowaniem zapewni o przyszłym sukcesie. Która wzbudzając zaufanie i szacunek stworzy coś ważnego i wartościowego wraz z innym ludźmi.

Rodzina bez przywódcy będzie ciągłą walką o władzę i posłuszeństwo. Ciągłe konflikty tylko zaostrzą napięte i tak relacje pomiędzy członkami rodziny. Firma bez szefa przywódcy nie ma szans na sukces. Pracownicy nie będą wykonywać powierzonych zadań przez kogoś, komu nie ufają i nie szanują go.

Kiedyś uważano, że przywódca to podmiot, natomiast osoby w jego otoczeniu to przedmioty, którymi można posłużyć się w celu wykonania zadania. Tak było w rodzinach i przedsiębiorstwach. Dziś już wiadomo, że ani w firmach, a tym bardziej rodzinach, taka relacja nie odnosi pożądanych skutków. Tylko podmiot, traktujący innych podmiotowo osiągnie swoje cele, dając przy tym innym szacunek i niezależność.

Dlatego obecność przywódcy w każdej grupie społecznej jest tak ważna.

Wiele lat temu w katastrofie górniczej, kilkunastu górników utknęło w tunelu. Spędzili tam wiele dni i mieli niewielkie szanse na przeżycie. Sami górnicy doskonale zdawali sobie sprawę ze swojego położenia. Zaczynali się załamywać i tracić nadzieję. Jeden z nich zaczął przewodzić grupie. Zorganizował zajęcia, wyznaczył zadania kolegom, a swoim spokojem i ufną nadzieją na ratunek zaraził innych. Górnicy przetrwali dzięki niemu najgorszy czas i zostali ocaleni. Jednak gdyby nie postawa mężczyzny, który zachował spokój i tym samym, dodał otuchy innym nie wiadomo, jak mogłoby się to skończyć. Stan psychiczny innych górników mógłby znacznie się pogorszyć i wpłynąć na ich późniejsze życie.

Obecność przywódcy w stadzie jest wspaniałym przywilejem dla jej członków. Daje poczucie bezpieczeństwa i nadzieję, że cokolwiek się wydarzy mam kogoś, ktoś zawsze jest przy nas. 

Czym wyróżnia się przywódca stada?

AUTORYTET

Będąc dla swoich dzieci lub pracowników wzorem, który jest autentyczny i prawdomówny, który doskonale odnajduje się nawet w trudnych sytuacjach, jest świadomy podejmowanych kroków i świetnie radzi sobie z pojawiającymi się problemami buduje się silną pozycję, która budzi szacunek i poważanie.

Wydaje się być bardzo trudnym zadaniem, by zostać taką osobą w kwestii wychowania dzieci jednak jest to wykonalne. Przynajmniej zawsze powinniśmy się starać dążyć do takiej postawy. Wpłynie z pewnością na jakość naszego życia poprzez korzystne zmiany w naszych relacjach w rodzinie czy pracy. 

ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Wszystkie podejmowane kroki na drodze rodzicielstwa wiążą się z ogromną odpowiedzialnością. Nie poczuciem winy, jaki może nam towarzyszyć w chwilach, gdy uzmysłowimy sobie, jakie błędy popełniliśmy, a właśnie odpowiedzialnością, czyli “to ja odpowiadam za podjęte decyzje i czyny”. Należy do nich także to, jak chcę, by wyglądało życie w mojej rodzinie, jak się o nią będę troszczyć oraz jak wychowam swoje dzieci.

Do dzisiaj jednak często obwinia się dzieci za niedociągnięcia wychowawcze rodziców. Oni sami często są skłonni ukarać dziecko za pewne zachowania, które często są wynikiem ich nieodpowiednich działań wychowawczych.

Odpowiedzialność i autorytet pozwalają w jasny sposób wyrażać swoje zdanie, mówić czego chcemy, a czego nie jesteśmy w stanie zaakceptować. Taka postawa pomaga zdobyć szacunek i zaufanie dziecka.

POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI

Wiąże się z tym kim jesteśmy oraz jaki mamy do tego stosunek. Poczucie wartości jest zatem bardzo ważnym elementem tego, jak będziemy postrzegani przez nasze dzieci. Osoba, która nie ma zaufania, co do swoich możliwości w kwestii bycia rodzicem, ale także na wielu innych polach ma wątpliwości, co do swojej osoby oraz podejmowanych przez siebie działań, może być odbierana przez dzieci jako słaba. Nie da wystarczającego poczucia bezpieczeństwa oraz nie wzbudzi wystarczającego zaufania. 

Z kolei dobre przywództwo wspiera poczucie własnej wartości w dzieciach poprzez zainteresowanie ich uczuciami i myślami oraz wychodzenie z ciekawością naprzeciw ich reakcjom i zachowaniom. Daje się przy tym możliwość dziecku poznawania siebie oraz budowania własnego obrazu.

Powyższe elementy tworzą przywódce stada, rodziny, grupy. Autorytet, jego odpowiedzialność oraz poczucie wartości tworzą osobę godną zaufania i szacunku. Takiej osobie w trosce o innych członków grupy muszą przyświecać pewne wartości. Każdy aspirujący przywódca rodziny musi zastanowić się nad własnymi wartościami oraz przewidzieć to, co wydarzy się w przyszłości, kierując  się nimi w życiu. Dopiero po ustalenie celów, jakie oczekujemy w wychowaniu dzieci możemy uzupełnić lub zastąpić je innymi.

Dobremu przywódcy powinno przede wszystkim zależeć na trosce o godność wszystkich członków rodziny, integralność oraz autentyczność.

Godność powinien posiadać każdy. Tylko wtedy jest świadomy własnych wartości przy tym nie wywyższa się z tym nad innymi, za to darzy ich szacunkiem. Posiada przede wszystkim szacunek wobec samego siebie oraz dumę i honor.

Godność łatwo w dziecku zabić słowami “nie znasz się, za mały jesteś”, “porozmawiamy, gdy dorośniesz”, a także biciem lub nawet brakiem zainteresowania nim. 

Rodzic uważający się za przywódcę stada, jednak niedbający o godność członków swojej rodziny, nigdy nim nie będzie. Przekazywane wartości za pomocą krzyków, nakazów lub klapsów nie będzie przynosiło żadnych rezultatów oprócz bólu psychicznego oraz fizycznego.

Integralność dająca możliwość posiadania własnych granic, potrzeb i wartości to coś czego wielu z nas do dzisiaj brakuje.

Wiele młodych osób kończy liceum, a nawet studia nie wiedząc, co mają dalej robić. Nigdy nie mieli odwagi zdecydować, a nawet pomyśleć o tym czego chcą. Robią automatycznie to, czego wymagają od nich inni nie zastanawiając się, co tak naprawdę chcą robić sami. Przywódca rodziny daje możliwość samodzielnego decydowania o sobie. Nie narzuca swojej woli, czy ambicji. Liczy się z potrzebami członków swojej rodziny. Swoją rolą dając wsparcie, radę lub akceptację decyzji innych.

Autentyczność

Bardzo często wraz z “graną” rolą w naszym życiu przyjmujemy jakieś stanowisko. Poprzemy nienawidzoną partię polityczną, do której należy szef, gdy liczymy na awans, będziemy mili i uprzejmi dla okropnej cioci na spotkaniu rodzinnym, by nie wywoływać konfliktów, a wychowując dzieci będziemy konsekwentni i stanowczy tylko po to, by pokazać mu kto tu rządzi.

Nie ma w tym za grosz autentyczności. Dziecko widząc nas i nasze maski nie może traktować nas poważnie. Nie powinniśmy nawet tego od niego oczekiwać. Zastanawiając się nad tym głębiej, przestaniemy sami się szanować, gdy uświadomimy sobie co wyprawiamy. Bycie autentycznym jest bardzo trudnym zadaniem, zwłaszcza w czasach, gdy prawie wszystko jest udawane. 

Chcąc być prawdziwym przywódcą rodziny musimy zadbać o własne wartości, którym będziemy wierni i przynajmniej starać się żyć w zgodzie z nimi, ucząc przy tym tego samego własne dzieci.

*

Każde dziecko powinno mieć przywódcę. Kogoś, kto będzie dla niego autorytetem, kto odpowiedzialnie będzie podejmował własne decyzje uwzględniając przy tym potrzeby innych oraz zapewni im poczucie wartości. 

Ważne, by potrzeby, uczucia, marzenia i życzenia dzieci traktować poważnie, co nie znaczy spełniać ich każdą zachciankę. Rozumieć te potrzeby i rozróżniać, a przede wszystkim traktować jak własne.

Nasz osobisty autorytet może dać dzieciom poczucie bezpieczeństwa, ale także pomóc wykształcić im zrozumienie dla własnych potrzeb, uczuć i granic. Dać dzięki temu siłę, by bezpiecznie mogły kiedyś iść własną drogą. 

 

Może Cię także zainteresować:

 

 

Photo by Tim Mossholder on Unsplash


Mam wrażenie, że obecne czasy to ciągłe przechodzenie ze skrajności w skrajność. Jednego dnia Gortat reklamuje mleko, więc wszyscy rzucają się do sklepów po zapas nabiału, gdy na drugi dzień megawartościowy artykuł na Wirtualnej Polsce informuje, że mleko to trucizna, bez mrugnięcia okiem pozbywamy się zakupionych wczoraj zapasów.

Codziennie pojawiają się miliony sztucznie pompowanych informacji, by za tydzień przedstawić zupełnie odwrotną wersję wydarzeń i wzbudzić powszechny szok i niedowierzanie.

Oczywiście wszystko jest poparte badaniami naukowymi. Każda teza ma akceptację eksperta, który szczegółowo wyjaśnia poszczególne aspekty problemu w telewizji śniadaniowej w ciągu 15 sekund! Tyle wystarczy, by całkowicie zmienić nasze zdanie na jakiś ważny temat.

Jeżeli jakiś kompletnie zielony, bez własnych przemyśleń, obserwacji, niczym nieinspirujący się rodzic sięgnie po kilka pierwszych lepszych książek o tematyce pedagogicznej może dostać myślopląsu. Każda z nich przedstawi podobny, a nawet zupełnie różniący się od drugiego model wychowawczy. Każda z nich przedstawi wspaniałe rezultaty, jakie wynikną z zastosowania metod wychowawczych zgodnie z książką, ponadto potwierdzi ich skuteczność testami i badaniami najznamienitszych psychologów i pedagogów. Czy to możliwe, że człowiek, który na oczy nie widział naszego dziecka może nam mówić jak mamy je wychować? Czego najbardziej potrzebuje, by się zdrowo rozwijać, by było szczęśliwe?

Możemy szukać informacji, inspirować się, rozwiązywać za czyjąś radą problemy wychowawcze, ale zgodnie ze sobą, a przede wszystkim dzieckiem. Pójście w jednym kierunku nie zważając na konsekwencje nie jest słusznym rozwiązaniem. Mamy przecież swój rozum i powinniśmy z niego korzystać. Być może za bardzo ufamy ekspertom, których jest teraz wszędzie pełno…

Chcąc przystąpić do jednej z grup na Facebooku musiałam najpierw odpowiedzieć na kilka pytań od założycieli grupy. Jednym z nich było: “W jakim wieku należy rozszerzyć dietę dziecka?” To miał być rodzaj testu. Czy jestem wystarczająco zafiksowana na idealizowanym przez nich modelu wychowywania dzieci, by móc należeć do ich społeczności.

A ja naiwnie myślałam, że dietę można rozszerzyć, kiedy dziecko jest gotowe na nowe posiłki i samo zaczyna się ich domagać… Nie! Grupa na facebooku mi wskaże, kiedy mogę dać dziecku gotowaną marchewkę.

Niestety, wielu rodziców zapatrzonych ślepo w autorów danej filozofii rodzicielskiej nie zwróci uwagi na potrzeby własnego dziecka, tylko na potrzeby grupy na portalu społecznościowym.

Nie dajmy się zwariować. To my, rodzice wiemy najlepiej, czego najbardziej potrzeba naszym dzieciom i nie możemy czegoś dziecku zabraniać lub je w czymś ograniczać tylko ze względu na przynależność do grupy na Facebooku.   

Obecny szał na unikanie związków chemicznych w produktach kosmetycznych jest zrozumiały. Wszyscy ciągle słyszymy, czytamy, że to chemia i jej obecność w każdym produkcie, z jakim mamy styczność są odpowiedzialne na nowotwory oraz wiele poważnych chorób. To prawda. Powinniśmy się starać unikać toksycznych związków chemicznych w produktach, których używamy na co dzień, a także które spożywamy.

Rezygnujemy zatem z szamponów zawierających SLS-y, kremów z parabenami w składzie, mleka, jajek, glutenu i mięsa naszprycowanego sterydami, jednak mało kto rezygnuje z produktów, które w największym stopniu przyczyniają się do obciążenia naszych organizmów chemią i metalami ciężkimi, za które płacimy ciężkie pieniądze w aptekach.

Leki, które zażywamy na co dzień, są naszym największym trucicielem, jednak nie boimy się ich w tak wielkim stopniu, jak szamponu czy odżywki. To właśnie substancje zawarte w medykamentach wyrządzają nam najwięcej szkody, jednak teoria o glutenie i parabenach jest skuteczniejsza.

SLS-y których tak bardzo się boimy to substancje wykorzystywane w produkcji kosmetyków od kilkudziesięciu lat i dotąd nie ma żadnych badań, które potwierdzają ich toksyczny wpływ na organizm człowieka. Podobnie z parabenami. Borówka amerykańska, którą pochłaniamy garściami w sezonie, zawiera w sobie methyloparaben, czy to znaczy, że powinniśmy zrezygnować z jedzenia tego owocu?

Nie, ten owoc zawiera po prostu naturalny konserwant, który jest czasem wykorzystywany w produkcji kosmetyków. Inne parabeny będące związkami chemicznymi także nie stanowią zagrożenia dla organizmu, gdy są w odpowiednich ilościach w produktach kosmetycznych. 

Sama wybieram kosmetyki z jak najmniejszą ilością substancji chemicznych, za to bazujące na tych jak najbardziej naturalnego pochodzenia, by możliwie ograniczać kontakt mojego ciała z chemią, której i tak jest wszędzie mnóstwo.

Ograniczam za to korzystanie z leków aptecznych. Których szkodliwe działanie nie jest dla ludzkości tajemnicą jednak zawierzenie naszego życia wszechwiedzącym doktorom (o pasożytach tylko nie słyszeli) jest bardzo mocno ugruntowane w naszej podświadomości, stąd brak chęci rezygnacji z tej formy leczenia wszelkich dolegliwości.

Paracetamol, antybiotyki, szczepionki i zwykłe gripexy, coldrexy doładowują nas mnóstwem trucizn, które obciążają nasze narządy, a nie zdając sobie z tego sprawy nie staramy się ich oczyszczać w naturalny sposób. 

Czy w takim razie musimy natychmiast zrezygnować z zażywania lekarstw?

Oczywiście, że nie. Przecież nie będziemy ryzykować życia swojego, a zwłaszcza swoich dzieci, by nie dopuścić do obciążenia wątroby związkami chemicznymi. Są jednak osoby, które bezmyślnie poddają się podobnym teoriom i bezrefleksyjnie wykonują zalecenia ekspertów danej dziedziny. 

Nie dajmy się  zwariować!

Świadome życie pozwala racjonalnie decydować o tym, co chcemy wykluczyć dla zdrowia, ale i co zaakceptować dla życia.

Mamy swój rozum i opinie ekspertów powinniśmy dostosować do siebie i swoich potrzeb lub jeżeli nie zgadzamy się z nimi, całkowicie je odrzucić. Mamy do tego prawo. Zwłaszcza, że ich teorie wcale nie muszą być słuszne i obiektywne.

Niedawno pojawiła się książka autorstwa Susie Giordano, ekspertki z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem w dziedzinie snu dziecka. EKSPERTKA pisze w niej, że to nie rodzice powinni się dostosować do obecności dziecka w domu, a dziecko do rodziców. Autorka twierdzi także, że rodzice powinni mieć czas dla siebie, nie przejmując się płaczącym dzieckiem w pokoju obok. Ponadto zachęca do wyznaczania dziecku określonych pór karmienia, by szybko móc cieszyć się 12-godzinnym snem.

Przerażające jest to, że ta książka może być przeczytana przez nieświadomego, polegającego na opiniach ekspertów rodzica. Przez co może nieświadomie bardzo skrzywdzić swoje dziecko. 

Niektóre księgarnie wycofały się ze sprzedaży książki, niestety nadal można ją w niektórych dostać. 

Być może to tylko prowokacja, chęć zarobienia pieniędzy, a może odpowiedź na potrzebę rynku. Utwierdzenie w przekonaniu młodych rodziców, że dzieckiem wcale nie trzeba się zajmować, gdy chce nam się spać. Nie wiem, jaka jest przyczyna napisania czegoś tak strasznego. Wiem tylko, że każdy zdroworozsądkowy człowiek powinien dwa razy przemyśleć wszystkie informacje usłyszane od ekspertów każdej dziedziny.

Poddawanie się najnowszym odkryciom naukowców, czy potwierdzonym wieloletnimi doświadczeniami teoriom wbrew sobie (już nie mówiąc o dziecku) nie koniecznie doprowadzi do oczekiwanych przez nas i obiecywanych przez ekspertów rezultatów. Chęć życia według ustalonych przez kogoś innego zasad, które gwarantują idealne, zdrowe, pozbawione nieszczęść życie może okazać się ułudą.  

Każdy sam niech zdecyduje, co jest najlepsze dla niego i jego rodziny.

 

 

Photo by Keagan Henman on Unsplash

 

Może Cię także zainteresować:

 


Wychowanie dziecka niektórym kojarzy się z sielanką, zabawą, głośnym śmiechem i wieloma innymi przyjemnymi momentami w życiu dziecka i rodzica.

To prawda, wiele jest takich chwil. Jest jednak druga strona tej idylli… Stanowią ją trudne sytuacje, w których każdy świadomy rodzic zadaje sobie pytanie: “co ja mam teraz zrobić?” Wypisałam ich 9.

Oto one:

Najtrudniejsze momenty w wychowywaniu dzieci:

 

1. Gdy sami nie wiemy, co będzie najlepsze dla naszego dziecka.

Dowiadując się o tym, że niebawem zostaniemy rodzicami, do samego porodu zastanawiamy się nad wieloma sprawami związanymi z posiadaniem dziecka. Wiąże się to przecież z ogromną odpowiedzialnością, dlatego kwestia wózka i łóżeczka powinny stanowić kwestie drugorzędne. Najważniejsze, co zaprząta umysły przyszłych oraz młodych rodziców jest to, jak chcą wychować dziecko i jakim człowiekiem chcą, aby zostało w przyszłości. Nawet mając doskonale przemyślane plany, co do wychowania dzieci, na przestrzeni lat możemy znacznie zmienić swoje podejście, aż w pewnym momencie dojść do wniosku, że sami do końca nie wiemy, co będzie najlepsze dla naszego dziecka.

Każde dziecko jest inne i to, jak będzie się zachowywało w danych sytuacjach, powinno dawać nam informację, co do jego osobowości, zainteresowań, a także możliwości. Wykorzystując je, możemy określić czego potrzebuje. Musimy pamiętać, że nasze oczekiwania powinny być zawsze w zgodzie z naszym dzieckiem, nigdy wbrew niemu. 

 

2. Gdy nie wiemy, jak się zachować wobec dziecka.

Wiedza na temat wychowania dzieci jest teraz niezwykle łatwo dostępna i nie ma najmniejszego problemu, by ją zdobyć i tym samym poznać wszystkie najważniejsze aspekty wychowywania dziecka. Czy to rzeczywiści takie proste? Może i pewne podejścia wychowawcze doskonale współgrają z naszą wizją opieki nad dzieckiem, są jednak sytuacje, gdy mimo posiadanej wiedzy, sytuacja wydaje się być bez wyjścia.

Być może chcemy, aby nasze dziecko wzrastało w poczuciu akceptacji i miłości, jak zatem zareagować, gdy dziecko zachowuje się niegrzecznie wobec innych lub zdarzy mu się nawet kogoś uderzyć. 

Być może chcemy, by jednak dziecko znało najważniejsze zasady uprzejmego zachowania wobec innych, ale jak je skłonić do ich używania, by nie zaburzać jego niezależności.

Chcemy dziecko kochać bezwarunkowo, ale nie możemy udawać, że nic się nie stało, gdy było dla nas bardzo niemiłe.

Gdy rodzic cieszy się, że jego dziecko zaczyna chodzić i mówić, wtedy zaczynają się także tego typu sytuacje. Chcemy dobrze, ale nie zawsze wiemy, co zrobić, aby tak było.     

 

3. Gdy ktoś wtrąca się w naszą opiekę nad dzieckiem lub podważa nasz autorytet.

Zmora rodziców mieszkających z rodzicami-teściami. Ale zdarza się także, gdy ciocie, rodzeństwo lub kompletnie obcy ludzie zwracają nam uwagę, co do tego, jak zachowujemy się wobec dziecka.

Nie mówię tu o sytuacjach, gdy naprawdę robimy coś niewłaściwego i ktoś oburzony nie może na to pozwolić, więc interweniuje.

Zdarza się jednak, że nie chcemy się zgodzić na odwiedziny szwagierki z dziećmi, które dopiero przeszły grypę, mimo to ona decyduje się na wizytę z pretensjami, że jesteśmy zbyt przewrażliwione na punkcie dziecka.

Gdy nie pozwalamy jeść dziecku lodów, bo niedawno było przeziębione, a dostajemy burę od babci, że jesteśmy dla dziecka zbyt surowe.

Gdy ktoś inny zwraca nam przy dziecku uwagę, że nie radzimy sobie jako matka i że za dużo pozwalamy dziecku.

O takich sytuacjach mówię, w których asertywność nie przynosi żadnych rezultatów, a nasz autorytet starającej się, dbającej o swoje dziecko matki zostaje doszczętnie zdeptany.

Wie osób musi mierzyć się z podobnymi sytuacjami nawet codziennie. Najbardziej przerażające jest to, co z obserwacji takich sytuacji wynosi dziecko, które w pewnym wieku myśli, że korzysta na nich. Jednak z czasem może się totalnie zagubić i trudno będzie mu określić, kto tu jest dobry, a kto zły.

 

4.Gdy chcemy coś dziecku powiedzieć, ale nie możemy.

Wiele momentów podczas wychowywania dziecka byłoby prostszych, gdyby można było usiąść i pogadać z nim, jak z kumplem.

Dzieci zadają mnóstwo pytań i rodzice powinni je wspierać w tym pozyskiwaniu nowych informacji. Te odpowiedzi, które samemu udzielają dzieciom powinny być prawdziwe i jak najbardziej obiektywne. Dlatego o polityce z dzieckiem się nie powinno rozmawiać ;).

Są także inne tematy, które najlepiej przemilczeć przez kilka lat, jednak reklamy telewizyjne i radiowe prowokują często niezręczne rozmowy. Gdy jedziesz z dzieckiem autem, a w radio słyszycie: “…i niech twój konar zapłonie…” ciekawy świata kilkulatek z pewnością zapyta: “a co to jest erekcja?”.

Mimo że jestem przeciwniczką robienia z tematu seksu tabu, to póki co, taka wiedza 3-letniemu szkrabowi jest zupełnie zbędna.

Różne sytuacje dzieją się także w rodzinie. My wiemy coś, czego nie wie nasze dziecko. Ktoś nam zrobił jaką przykrość, lub porządnie się z kimś poprztykaliśmy. Nie musimy, a nawet nie powinniśmy opowiadać dziecku o naszych niesnaskach, ale co w sytuacji, gdy ono chce właśnie tego kogoś odwiedzić i nie rozumie dlaczego to nie wchodzi w grę.

Niestety podobnych sytuacji w pierwszych latach życia dziecka bywa wiele i chęć wyjaśnienia ich, ale zarazem ukrycia może przysparzać wiele trudu. W późniejszych latach, gdy dziecko jest poważnie zainteresowane danym tematem, jestem za tym, aby udzielać odpowiedzi na każde pytanie.

 

5. Gdy skończy się nam cierpliwość.

Nie chcę wchodzić na temat klapsów, bo temat się od lat powtarza i nigdy nie zmieni się podejście osób, które wierzą, że bicie dzieci jest normalne. Jednak oprócz bicia jest też krzyk, złość, gniew, obrażanie się na dziecko, które także bardzo niekorzystnie wpływają na dziecko. Nie wierzę, że jest na świecie rodzic, który nigdy nie zmagał się z którąś z tych sytuacji. No chyba, że taki co widzi swoje dziecko raz na pół roku. 

To jest nielogiczne. Te rozkoszne, przesłodkie, rozbrajające maluchy potrafią wyprowadzić nawet wybitnie spokojnego człowieka z równowagi, prowokując go do krzyków, czy trzaśnięcia drzwiami.

Dla rodzica, który postanowił być jak najlepszym opiekunem to może być szok. Z pewnością nigdy nie przypuszczał, że tak nisko upadnie. Jak spojrzeć w oczy dziecku, na które przed chwilą się nawrzeszczało, a które tak naprawdę nie zrobiło nic strasznego…

Te momenty są zawsze bardzo trudne i wiele kosztują i rodzica i dziecko. Warto znaleźć sposoby na radzenie sobie w takich sytuacjach, a może także poszukać przyczyn naszego nazbyt nerwowego zachowania. Być może inne sprawy, nagromadzone w ciągu dnia wywołują rozdrażnienie w późniejszym czasie.

 

6. Gdy uświadamiamy sobie, że gdzieś popełniliśmy błąd, ale nie wiemy jeszcze gdzie i jak to teraz odkręcić.

Wydawało nam się, że do roli rodzica jesteś tak przygotowani, że nic nie może nas zaskoczyć. No i zostaliśmy rodzicem… Czasami coś nam przychodzi do głowy i wierzymy, że postępujemy dobrze. Tak może być również w kwestii wychowania dziecka. Idziemy w jakimś kierunku. Skłaniamy do czegoś dziecko, a tu nagle okazuje się, że popełniliśmy błąd.

Bycie stanowczym i konsekwentnym rodzicem to wielka sztuka. Oczywiście sprawia, że dziecko jest grzeczne i bezgranicznie posłuszne, ale przy tym staje się też uległe i pozbawione pewności siebie. Wiec zanim postanowimy, że chcemy być takim rodzicem, jeszcze to trzeba przemyśleć. Czy na pewno chcemy, aby nasze dziecko było takie?

Bycie szczodrym, kochającym miłością materialną rodzicem (kupowanie dziecku wszystkiego, co zapragnie z miłości), jest świetną okazją, by we własnym domu mieć magazyn z zabawkami. Jednak dziecko w przyszłości nic nie będzie cieszyło, przyzwyczajone do posiadania wszystkiego, czego zapragnie może się bardzo zdziwić, gdy zobaczy, że nie zawsze tak jest. Nie będzie także doceniało prezentów mając je na co dzień bez okazji. Do tego będzie przekonane, że miłość wyraża się w taki właśnie sposób, czyli będzie otoczone drogimi rzeczami a jednocześnie nieszczęśliwe i samotne.

 

7. Gdy wiemy, że nasze dziecko musi samo się z czymś zmierzyć i nie powinniśmy mu w tym pomagać.

Odporność psychiczna jest niezwykle ważna dla każdego człowieka. Już od dziecka mamy wiele okazji by ją nabyć, a także sami powinniśmy umożliwić nabycie je naszym dzieciom.

Tym artykule pisałam o tym jak pomóc dziecku rozwijać odporność psychiczną:https://liravibes.pl/jak-wspierac-odpornosc-psychiczna-dziecka/.

Są zatem sytuacje, z którymi nasze dziecko musi się zmierzyć, by poradzić cobie w przyszłości z dużo poważniejszymi. Co nie znaczy, że należy pozostawić dziecko samemu sobie lub nie okazywać wsparcia, gdy tego potrzebuje.

W sytuacji gdy ktoś urazi nasze dziecko, zakpi z niego lub wyśmieje mamy ochotę dowiedzieć się gdzie mieszka ten śmieszek i samodzielnie pokazać mu, co myślimy o takim zachowaniu.

A co robimy? Dajemy szansę samodzielnego uporania się z sytuacją. Szukania rozwiązań i pomysłów na wyjście z takich momentów obronną ręką. Możemy zachęcić dziecko, by czasem miało dystans do siebie i nie brało wszystkiego na poważnie… Lub jeżeli bardzo go to zraniło, by na drugi raz nie pozwolił na takie zachowanie wobec siebie. 

Musimy wierzyć, że każda tego typu sytuacja ma jakiś cel. Jeżeli nie nauczy to dziecka asertywności to być może pokory. Czy przypadkiem ono wcześniej się z kogoś nie śmiało? Nie, moje dziecko? W życiu! Niestety tego nie wiemy… Dlatego musimy dać dziecku szansę nauczyć się czegoś bardzo wartościowego dzięki tego typu sytuacjom.

To niezwykle trudne momenty, kiedy wiemy, że nasze dziecko jest smutne, przeżywa coś lub nawet jest nieszczęśliwe. Musimy jednak być oparciem dla niego, mimo że będziemy równie mocno cierpieć co ono.

 

8.Gdy nasze dziecko jest nieszczęśliwe, a my nie potrafimy mu pomóc.

Pewien chłopiec bardzo pragnął mieć przyjaciół. Był dość nieśmiały, więc tylko podchodził do grupki kolegów osiedla, z którymi marzył, by się przyjaźnić i obserwował ich. Koledzy szybko odkryli, że są idolami chłopca, więc wiedzieli, że zgodzi się na wszystko, co mu rozkażą, by móc chociaż postać koło nich. W taki sposób znaleźli sobie idealny materiał do przynoszenia wybitych za boisko piłek. Jego mama obserwowała sytuacje i sugerowała chłopcu, że koledzy źle go traktują, że nie musi się godzić na to, czego nie chce. A najlepiej żeby znalazł sobie innych kolegów. Chłopiec nie chciał o tym słyszeć. Przestał się zadawać z tymi “kolegami” dopiero, gdy sami go wygonili z boiska. Bardzo przeżył tą stratę “przyjaciół”.

Jeszcze nie wiem jak to jest, ale za parę lat się przekonam i nawet już powoli się przygotowuje na ten moment. Pierwsza miłość i pierwszy raz złamane serce. Marzę, by być wtedy przy dziecku i go wspierać. Nie tłumaczyć, że jeszcze się 10 razy zakocha, że ona nie była dla ciebie… być i rozumieć jego smutek.

To z pewnością najstraszniejsze momenty wychowywania dziecka. Gdy samodzielnie podejmuje decyzje, gdy ponosi odpowiedzialność za swoje zachowanie. Gdy musi to przeżyć, by wyciągnąć z tego jakąś lekcję. Nasze prawienie morałów w takim momencie jest zupełnie niepotrzebne i nawet niewłaściwe. Dziecko potrzebuje bardziej obecności rodzica niż kazań. Wsparcia i przytulenia. 

Najtrudniejsze jest patrzenie na ból dziecka i myśl, że nic nie możemy zrobić, by mu ulżyć. 

 

9. Gdy dziecko czegoś chce, a my wiemy, że wcale tego mieć nie musi.

Piesek? Chomik? Siedemnasta gra na konsolę? Jak odmówić? Gdy dziecko zarzeka się, że zaoszczędzi na zakup, będzie sprzątało klatkę lub wyprowadzało psa na spacer. A my przecież doskonale wiemy, że tak będzie ale przez pierwszy tydzień. Później będą to nasze kolejne obowiązki.

Warunki, umowa? Nie wchodzą w grę, dziecko zrobi wszystko, by osiągnąć cel, a zakup i tak się znudzi po tygodniu.

Musimy pamiętać, że jako rodzice mamy prawo się nie zgodzić. Mamy prawo także się nie tłumaczyć dziecku, ale poinformować go o swojej decyzji.

Być może będzie na nas bardzo złe i nawet nam o tym powie. Ma do tego prawo. Musimy go zrozumieć. Nikt z nas nie lubi, gdy nam się czegoś odmawia.

Jednak zdając sobie sprawę z tego, jak ważne jest, by uczyć dziecko, że nie wszystko czego się chce można mieć, może pozwoli na większą stanowczość w kwestii odmawiania dziecięcym zachciankom. 

A co dla Ciebie jest najtrudniejsze w wychowywaniu dziecka?

 

 

Może Cię także zainteresować:

 

 

Photo by Wendy Aros-Routman on Unsplash


Komu bardziej się przydają wyznaczone granice…

Bezustannie mówi się o wyznaczaniu dzieciom granic i stanowczym, konsekwentnym przestrzeganiu narzuconych im reguł.  A także o zakazach i przestrogach mających dać dziecku poczucie bezpieczeństwa. 

To elementy wychowania dzieci, które mogą mieć miejsce, jednak jak zwykle wymagają znalezienia złotego środka.

Jedno dziecko będzie ciągle “sprawdzało” naturę, ucząc się w ten sposób. Nie uwierzy, że przedmiot jest gorący dopóki go nie dotknie. Inne tylko obserwując świat, pozna najistotniejsze informacje.

Ciągłe zakazy, przestrogi oraz stawiane granice nie odniosą wielkiego skutku wobec osobowości pierwszego dziecka, drugie z kolei wcale ich nie potrzebuje. Co w takim razie z jego poczuciem bezpieczeństwa?

Poczucie bezpieczeństwa to jedna z podstawowych potrzeb każdego człowieka, nie tylko dziecka. Od małego dążymy do momentu, w którym będziemy się czuć spokojnie i komfortowo. To bezpieczeństwo dają nam bliscy, stabilność finansowa lub nawet siła fizyczna. Czy jednak jakakolwiek forma ograniczeń ze strony rodziny, czy pracodawcy w kwestii wydawania zarobionych przez nas pieniędzy sprawi, że będziemy czuć się bezpieczniej?

Myślenie zamiast biernego wykonywania rozkazów.

Dzieci potrzebują rady, wsparcia, a nasze informacje są niezbędne dla ich prawidłowego i bezpiecznego rozwoju, ale może zamiast zakazów moglibyśmy skłonić dziecko do myślenia.

Gdy mówimy: NIE BĘDZIESZ CHODZIŁ SAM DO SZKOŁY, BO MOŻE CI SIĘ COŚ STAĆ. Nie dość, że straszymy dziecko tym, co może się zdarzyć, to także dajemy mu do zrozumienia, że jest jeszcze za mało mądre, rozsądne czy odpowiedzialne, by samemu poradzić sobie z potencjalnymi problemami. Okazujemy także brak zaufanie wobec niego, ale i troskę o jego bezpieczeństwo zarazem.

Może warto dać dziecku szansę samodzielnie podjąć decyzję mówiąc: MYŚLISZ, ŻE JESTEŚ W STANIE BEZPIECZNIE ZACHOWAĆ SIĘ PRZY PRZECHODZENIU PRZEZ ULICĘ? Odpowiedzialność, jaką przejmie w tym momencie za własne zachowanie może okazać się kamieniem milowym na pewnym etapie rozwoju dziecka. 

Kiedy i komu wyznaczać granice?

Nie unikniemy jednak wielu stawianych dzieciom zakazów, które mają je uchronić przed niebezpieczeństwem lub pomóc w wielu codziennych sytuacjach.

Jesteśmy rodzicami i mamy prawo nie dawać dzieciom słodyczy ze względu na ich zdrowie. Kazać dzieciom myć zęby i dbać o higienę, czy zabraniać grania na xboxie cały dzień.

Mamy takie prawo i powinniśmy z niego skorzystać. Pozostawienie dziecku wyboru w tych kwestiach mogłoby się skończyć wizytą pracownika GOPS-u w naszym domu 😉

Jest jeszcze wiele sytuacji, gdy rodzice mogą narzucić swoją wolę dziecku, ale przesadne ograniczanie zakazami może spowodować zupełnie odwrotny skutek. Zamiast dawać wyraz troski i poczucie bezpieczeństwa dziecko otrzyma brak zaufania i nadmierną kontrolę, z której będzie chciało jak najszybciej się uwolnić.

Dorośli i dzieci sami powinny wyznaczać własne granice.

A teraz do sedna…

Wyznaczanie granic dziecku nie jest podstawowym elementem wychowania. To sobie powinniśmy wyznaczyć granice i tego samego nauczyć dziecko.

Nasze zachowanie więcej uczy dziecko niż nasze słowa. Wychodzi na to, że wystarczy, gdy będziemy regularnie myć zęby, by dziecko samo zaczęło to robić. Jest na to duża szansa, jednak nie zawsze działa…

Jednak w innych aspektach życia działa aż nadto! 

Jeśli zachowujemy się mało asertywnie wobec rodziny czy znajomych, nie możemy oczekiwać, że nasze dziecko będzie naszym przeciwieństwem. Jeśli czujemy się niepewnie w towarzystwie, nie powinniśmy się dziwić, że nasze dziecko nie będzie w podobnej sytuacji czuło swobodne i rozluźnione.

Nasze zdenerwowanie i negatywne emocje w różnych sytuacjach udzielą się dziecku i zaprogramują je na nasz wzór. 

Dlatego warto podjąć pewne kroki, które dzięki naszym własnym zmianom ułatwią życie nam, a także naszym dzieciom.

Dzieci niemalże codziennie się czegoś uczą. Nasze słowa “Nie depcz kwiatków w ogródku sąsiadki” mogą nic nie znaczyć dla dziecka. Dopiero konfrontacja z sąsiadką sprawi, że już nigdy nie przejdzie mu przez myśl deptanie jakichkolwiek kwiatków. A to dzięki granicy jaką ustanowi sąsiadka.

Każdy z nas na swoje własne granice. Niektóre są bardzo bardzo słabe i każdy bez wysiłku może je pokonać, inne są mocne i nie ma żadnej siły, która mogłaby je złamać.

Rodzic, który chce, by jego dziecko rozwijało się sposób, który pozytywnie wpłynie na jego życie powinien zadbać o ustalenie swoich własnych granic już na samym początku swojej rodzicielskiej drogi.  

Dziecko, ciągle testuje granice wszystkich osób wokół. Jeżeli potrafi uderzyć rodzica, zrobi to ponieważ chce się dowiedzieć, co się stanie lub już wie, że można to robić. Będzie próbował zrobić nawet coś gorszego, by dowiedzieć się gdzie jest granica. Jeżeli rodzic szybko jej nie ustali może mieć duże kłopoty w przyszłości. 

Tłumaczenie “jest jeszcze małe, nie rozumie, że nie można bić innych, będzie starsze to się dowie” jest zwyczajnie głupie. Może i powody, dla których trzeba dać czasem komuś w mordę pozna dopiero za kilkanaście lat, to granice rodziców powinno poznać jak najszybciej.

Bywa, że złościmy się na kogoś, a często bardziej na samego siebie za brak reakcji lub nieodpowiednie zachowanie w obliczu przykrego dla nas wydarzenia. Posiadając umiejętność definiowania siebie i określenia, co sprawiam nam przyjemność, a co przykrość, możemy bronić naszego terytorium i nie pozwalać na cudze zachowania, które mogą nas krzywdzić. Musimy także walczyć z tym, co jest dla nas niekomfortowe, za to starać się żyć tak, aby czerpać jak największą satysfakcję z codziennych sytuacji. 

Ustalając swoje własne granice, nie godzimy się na nieodpowiednie traktowanie, które zwłaszcza ze strony dziecka może być bardzo bolesne.

*

Obawiam się, że częściej sami powinniśmy zadbać o własne granice, niż ciągle skupiać się na stawianiu ich dzieciom, które bez nich doskonale porodziłyby sobie w wielu sytuacjach. Nasze własne terytorium powinno być mocne i niezachwiane, a dziecko powinno obserwować jak stanowczo bronimy naszych, własnych zasad. 

Nigdy nie powinniśmy pozwolić, by ktoś nas obrażał lub wyśmiewał przy dziecku. Nasz autorytet w jego oczach runie i przemieni się w zgliszcza. A dziecko będzie czuło się upokorzone równie mocno jak obrażany rodzic. 

Musimy być dla naszych dzieci nauczycielami budowania, wzmacniania oraz pilnowania naszych granic, aby same w przyszłości zadbały o własne interesy i potrafiły sprzeciwić się tym, którzy spróbują się przedrzeć na ich teren. 

 

 

Photo by Marius Serban on Unsplash


Szachy – ekscytująca gra dla każdego.

Nigdy nie ciągnęło mnie, by nauczyć się grać w szachy. Próba zrozumienia zasad poprzez obserwację gry innych tylko utwierdzała mnie w przekonaniu, że wszystko, co tam się robi jest totalnie bez sensu!

Każdy rusza się jak chce, jeden po skosie, drugi prosto i ni stąd ni zowąd szach i mat. Koniec gry, a na planszy jeszcze połowa pionków (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to figury).

Tak widziałam grę w szachy zanim cokolwiek się o niej dowiedziałam, a tak naprawdę zanim dziecko nauczyło mnie jej zasad!

Zajęcia szachowe w szkole.

W 2012 roku odbyło się badanie sprawdzające kompetencje matematyczne i znajomość zagadnień z zakresu nauk przyrodniczych dziesięciolatków. Polscy uczniowie wypadli najgorzej w Europie. Wtedy zrodził się pomysł, aby poprzez zajęcia szachowe poprawić umiejętności uczniów pod pewnym względami.

Nauczyciele zostali przeszkoleni. Wyprodukowano specjalne podręczniki do takich zajęć, a szkoły otrzymały zestawy do gry w szachy. Lekcje były prowadzone w klasach pierwszych, co na początku było dla mnie nieco szokujące. Nie rozumiałam jak, wtedy nawet 6-letnie dzieci miałyby pojąć zasady tak skomplikowanej gry…?

Zajęcia okazały się bardzo przyjemne dla dzieci. Uczyły się tam nazw figur oraz wierszyków, które opisywały ich możliwości ruchów. I tylko tyle potrzeba było, aby zacząć grę w szachy. Najpierw tylko praktykując znajomość nazw figur i ich ruchów później już bardziej kombinując, by jednak zacząć wygrywać.

Gra w szachy nie tylko dla geniuszy.

Ponieważ człowiek o przeciętnym ilorazie inteligencji może znacznie poprawić swoje możliwości umysłowe poprzez regularne rozgrywki na szachownicy, oznacza to, że gra w szachy nie tylko nadaje się dla osób posiadających wybitnie strategiczne umiejętności, ale będzie świetnym treningiem mentalnym także dla tych mniej uzdolnionych.

Gra w szachy nawet w Simsach jest jedną z czynności wpływającą na rozwój myślenia. W rzeczywistości również jest niezwykle rozwijającym sportem. To gra popularna na całym świecie od wielu setek lat.

Szachy tak jak wiele innych sportów uczą pokory, radzenia sobie z porażką oraz cierpliwości.

Poza tym częste partyjki na szachownicy pozwalają także ćwiczyć pamięć oraz rozwijać myślenie abstrakcyjne. Szukanie sposobów na złapanie w zasadzkę króla z pewnością rozwija kreatywność człowieka.

Uważne śledzenie wszystkich figur na szachownicy bezsprzecznie wpływa na bystrość i koncentrację uwagi gracza.

Partia szachów jest niezwykle angażująca. Przez całą rozgrywkę każdy z graczy usilnie próbuje opracować kilka ruchów naprzód, eliminujących kolejne ważne figury przeciwnika, które odsłonią chronionego króla. Taki wysiłek intelektualny, jest bardzo potrzebny dla ludzkiego organizmu, aby móc jak najdłużej zachować dobrą pamięć oraz sprawne myślenie.

Dziecko grające w szachy rozwija swoją pewność siebie, krytyczne myślenie oraz odpowiedzialne podejmowanie decyzji wraz z akceptacją ich konsekwencji.

 

Twórca inteligencji wielorakich o szachach.

Szachy wpływają na rozwój psychiczny, społeczny i ogólny człowieka. Howard Gardner psycholog i autor koncepcji inteligencji wielorakich uważa, że gra w szachy przyczynia się do rozwoju inteligencji u dzieci. Wyróżnia dwie z dziewięciu, których posiadanie daje człowiekowi wiele możliwości, a szachy mają szczególny wpływ na ich rozwój.

Jedną z nich jest inteligencja matematyczna, która odpowiada za myślenie przyczynowo-skutkowe. Rozwinięta tego typu inteligencji pomaga człowiekowi  postrzegać świat poprzez logiczne myślenie oraz ciągi zdarzeń. Wspomaga także kreatywne rozwiązywanie problemów.

Dzieci z rozwiniętą inteligencją matematyczną, szybko rozwiązują zagadki, zwracają uwagę na szczegóły, dostrzegają związki między różnymi zjawiskami oraz potrafią je ze sobą łączyć. Szukają odpowiedzi na pytania drogą dedukcji. Lubią eksperymenty i jasne instrukcje. Są wytrwałe w poszukiwaniu rozwiązań, wykazując się przy tym kreatywnością. 

Druga z nich to inteligencja przestrzenna. Typ postrzegania otoczenia oparty na rozumieniu go dzięki kształtom i wyobrażeniom. Dziecko obdarzone tym rodzajem inteligencji cechuje duża wrażliwość na otaczające przedmioty i wzory.

Osoba z rozwiniętą inteligencją przestrzenną jest świetnym obserwatorem, skutecznie używa wyobraźni, sprawnie odczytuje informacje prezentowane w formie diagramów, schematów lub tabel. Potrafi doskonale aranżować przestrzeń zwracając uwagę na odpowiedni dobór kolorów i faktury. Ma pamięć fotograficzną i świetną orientację w terenie, co ułatwia jej umiejętność szybkiej orientacji z mapą. 

*

Może się wydawać, że zasady są trudne, a gra w szachy jest zwyczajnie nudna. Jednak gdy się zagra po raz pierwszy już nie można doczekać się kolejnej rozgrywki. Szukanie sposobów na dotarcie do króla przeciwnika jest bardzo ekscytujące i daje na pewno dużą przyjemność. Rozgrywka jest zwykle bardzo angażująca, dlatego możemy się dzięki niej nie tylko rozwinąć, ale i zrelaksować.

Warto nauczyć dzieci grać w szachy. Z pewności bardzo szybko uporają się z nazwami figur i zasadami gry. Możliwości umysłowe, jakie rozwija ta gra są bardzo cenne i mogą okazać się przydatne w wielu dziedzinach życia. 

 

 

 

 

 

 


Kto lubi być kontrolowany?

Chyba nikt nie lubi. Niestety pewne osoby nie umieją sobie poradzić bez kontroli.

Tymi osobami są często dzieci, zdarzają się także dorośli, którzy z góry zakładają, że ich działania są skazane na porażkę. Uważają, że tylko dzięki wskazówkom, a najlepiej pod okiem kogoś mądrzejszego od siebie, poradzą sobie.

Czy chcemy, żeby takimi osobami były nasze dzieci?

Kontrolowanie dziecka – na czym polega, a na czym powinno polegać.

Dzieci są przez nas kontrolowane od urodzenia do późnych lat dorosłości, oczywiście w zależności na ile nam pozwolą.

W niemowlęctwie to my kontrolujemy sen i przyjmowane posiłki dziecka, później to, czym się bawi, gdzie się bawi, z kim się bawi. W wieku szkolnym czuwamy nad tym, aby dziecko miało odrobione lekcje, zapewniony prawidłowy rozwój fizyczny oraz mentalny. Starszy wiek dziecka zmusza nas do sprawdzania jego stopni oraz obecności w szkole, a także by zainteresować się środowiskiem, w jakim się obraca.

To są konieczne działania, jakie rodzic bezwzględnie powinien kontrolować. Dlatego jeżeli ktoś twierdzi, że kontrola rodzicielska to zło – ja się z nim nie zgodzę. Dopiero nadmierna kontrola jest niebezpieczeństwem.

Pilnowanie, aby dziecko nie było głodne, wysypiało się, czy rozwijało swoje zdolności jest obowiązkiem rodzica. Jednak do żadnej z tych czynności nie można zmuszać dziecka. Rodzic powinien tylko starać się sprawić, by jedzenie, spanie czy rozwój stało się czynnością tak oczywistą i konieczną, jak mycie zębów.

Czuwanie nad tymi sferami życia dziecka jest bardzo ważną rolą rodzica. Ma on prawo wyrazić swój sprzeciw, jeżeli dziecko zbyt długo gra na komputerze, może także odmówić mu słodyczy, gdy dziecko nie zjadło obiadu. To kontrolowanie dziecka polegające na przekazywaniu ważnych informacji, niezbędnych do jego prawidłowego funkcjonowania. Ogólnych zasad, do których każdy powinien się stosować.

Dziecko, gdyby mu na to pozwolić, cały dzień jadłoby chipsy i grało na tablecie. Rodzic, który dba o jego rozwój nie może do tego dopuścić. Musi kontrolować takie sytuacje, aby zapewnić dziecku szczęśliwe dzieciństwo, zdrowie i dobre samopoczucie na co dzień.

Nadmierna kontrola

Kontrola sama w sobie jest jednym z elementów dobrej opieki nad dzieckiem. Jednak wraz z wiekiem i nabywanym na przestrzeni lat doświadczeniem kontrolowanie powinno ulegać stopniowym redukcjom.

Bardzo wiele sytuacji, dotąd kontrolowanych przez rodziców, można przekazać we władanie dziecku. To bardzo istotny szczegół na drodze jego dorastania.

Ciągłe sprawdzanie, przypominanie i kierowanie zachowaniem dziecka może nieść za sobą poważne konsekwencje.

Nadmierna kontrola ze strony rodzica zabija w dziecku spontaniczność i radość z życia.

W tym artykule pisałam o kilku zachowaniach dzieci, które moglibyśmy naśladować. Okazuje się jednak, że zamiast robić to samemu, zdarza nam się jeszcze ograniczać w tym dzieci.

Zabraniamy dzieciom śmiać się głośno, bo tak nie wypada. Każemy jeść dużo, bo nie urosną. Nie pozwalamy biegać, bo się spocą. Przypominamy, by się nie garbiły, gdy siedzą. Grozimy konsekwencjami, gdy dziecko nie zachowuje się tak, jak sobie tego życzymy. 

To ograniczanie dzieci jest formą kontroli nad ich życiem, która ma sprawić, że zaczną zachowywać się tak, jak my tego chcemy.

Efektem nadmiernej kontroli może być miłość warunkowa, o której można poczytać tutaj. Nagradzając dziecko swoją życzliwością, uśmiechem i bliskością, gdy zachowuje się tak, jak tego oczekujemy, natomiast izolując w tych “gorszych” chwilach uczymy je, że tylko pod pewnymi warunkami je kochamy i akceptujemy. Dziecko może to tak odbierać mimo że wcale nie chcemy, by tak to było postrzegane.

Nadmierna kontrola rodzica wiąże się z bezwzględnym posłuszeństwem dziecka.

Pora o której dziecko ma wrócić do domu. Ilość i jakość zjadanych posiłków. Ubranie do szkoły. Plan dnia.

Rodzic nadmiernie pilnujący, by wszystkie zadania dziecka odbywały się według ustalonych przez niego zasad, chce swoim zachowaniem doprowadzić do jego bezwzględnego posłuszeństwa. Czy na pewno “posłuszne” to właśnie ta cecha, na której powinno zależeć dobremu rodzicowi?

Dziecko wie, że nic rodzicowi nie umknie, a każdy nieodpowiedni ruch będzie wiązał się z konsekwencjami. Ma wtedy dwa wyjścia. Wykonywać bezdyskusyjnie narzucone obowiązki i przestrzegać wytycznych lub znaleźć sposób, by ich unikać bez ponoszenia konsekwencji.

Nadmierna kontrola rodzica to w efekcie nadmierna uległość dziecka lub jego bunt przeciw całemu światu.

Kontrolowanie zachowań dziecka w bardzo stanowczy sposób, może doprowadzić do stanu, w którym dziecko stanie się uległe. Brak wiary we własne możliwości znacznie ograniczy w wielu sferach zachowanie dziecka. Problemem mogą stać się relacje z innymi. Może doprowadzić to także do braku odwagi oraz ograniczonej kreatywności. Każdy krok będzie dla niego trudny do wykonania. Oczekując wskazówek lub nawet wyręczania, ciężko będzie mu podejmować i próbować osiągać jakiekolwiek cele.

Bunt z kolei może być reakcją na długotrwałe tłumienie własnych potrzeb, poglądów oraz chęci podejmowania samodzielnych decyzji. Narastająca latami złość spowodowana ciągłym podporządkowywaniem się doprowadzi w pewnym momencie do bitwy, a nawet wojny o władzę. Jednak nie na tym polega rodzicielstwo, jak i dzieciństwo, by walczyć ze sobą. Żadna ze stron nie wyjdzie z tego zwycięsko.

Trzeba dać dziecku poczucie wolności i niezależności.

Istnieje jeden najważniejszy powód dla którego dziecko musi być pozbawione kontroli w pewnych sytuacjach. Zaufanie. Choćbyśmy go nie mieli za grosz do naszego dziecka, musimy niekiedy pokazać mu, że jednak je mamy. Jednak dopiero rezygnując z kontrolowania życia dziecka obdarzamy go zaufaniem, które zobowiązuje.

Przed nadmierną kontrolą dziecko w pewnym momencie chce się bronić, uciekać, a zaufaniem może się szczycić i zechce postępować tak, by ponownie na nie zasłużyć.

Bardzo trudno zaufać nastolatkowi. Jednak powinniśmy. Bunt nastolatka może w ogóle się nie wydarzyć, gdy nie będzie miał się przeciw czemu buntować. Ograniczenia muszą być, mamy prawo i obowiązek kontrolować najważniejsze kwestie dotyczące życia naszego dziecka. Ale ono także ma prawo mieć swoje sprawy, nad którymi my nie powinniśmy mieć kontroli.

Istnieje duża szansa, że dziecko wychowywane w rodzinie dbającej o prawa każdego domownika będzie odpowiedzialnym i niezależnym człowiekiem w przyszłości. Dzieci, które posłusznie wykonują każde zadanie będą takie przez całe życie. Będą się ciągle podporządkowywały, nie zważając na to co czują i myślą. Będą po prostu nieszczęśliwymi ludźmi.

Rodzic, któremu zależy na dobrych stosunkach z dzieckiem, a nie na jego bezwzględnym posłuszeństwie musi ograniczyć kontrolowanie go. Korespondencja prywatna to rzecz święta, dziecko ma prawo mieć swoje tajemnice, ma prawo decydować o sobie w różnych kwestiach, wyrażać swoje zdanie na dany temat, zachować się głupio czy nierozsądnie i ponieść tego konsekwencje.

Dopóki rodzic nie będzie w stanie tego zaakceptować, do tego czasu jego relacje z dzieckiem będą bardzo trudne.

 


Miłość warunkowa – “za coś” zamiast “dla kogoś”.

 

Mamusia bardzo cię kocha, gdy jesteś grzeczny.

Tatuś będzie cię bardzo kochał, jak będziesz miał dobre oceny.

 

Może nie bezpośrednio, ale często swoim zachowaniem lub podobnymi słowami mówimy tak do naszych dzieci.

Cieszymy się, gratulujemy, chwalimy dziecko w chwili jego sukcesu, by w momencie porażki zapytać ze złością: “Jak mogłeś tego nie wiedzieć?”

Nasze zachowanie w takich sytuacjach mówi dziecku jasno: “kocham cię tylko, gdy jesteś taki, jakim ja chcę, byś był”.

Czy przypadkiem sami często nie musimy się z tym mierzyć? Z tym frustrującym elementem naszego życia… Ponieważ ktoś akceptował nas tylko wtedy, gdy zachowywaliśmy się w odpowiedni sposób, ciągle dążymy do wymyślonego przez siebie ideału, by zasłużyć na miłość.

Miłość warunkowa – jeden z błędów naszych rodziców.

Nieświadomie powielamy schematy. Zdajemy sobie sprawę z błędów naszych rodziców i mimo niekorzystnych wpływów, jakie na nas wywarły, zdarza nam się robić to samo.

Wiemy przecież, że miłość, akceptacja oraz poczucie bezpieczeństwa to najważniejsze elementy życia dziecka (dorosłego także). Zatem powinniśmy zrobić wszystko, by zadbać właśnie o te trzy sfery, a reszta ułoży się sama.

Okazuje się jednak, że nie tak łatwo zapewnić dziecku miłość bezwarunkową i szczerą akceptację.

Na co dzień zdarza się wiele sytuacji, kiedy nie udaje nam się ukryć przed dzieckiem rozczarowania czy zawodu spowodowanego jego zachowaniem.

Dzieci doskonale widzą i rozumieją nasze reakcje. Wnioskują z nich, że nie są takie, jak chciałby rodzic.

 

Jak wygląda miłość bezwarunkowa i co daje dziecku?

  • w zupełności akceptuje się osobę kochaną miłością bezwarunkową,
  • nie okazuje się żalu wobec niej za krzywdy i wyrządzone przez nią przykrości,
  • nie mają znaczenia popełnione przez nią błędy,
  • niczego nie oczekujemy w zamian od takiej osoby.

Wydawać by się mogło, że taka postawa wobec dziecka może sprawić, że stanie się ono roszczeniowe oraz bezwzględne. Nie będzie liczyło się z cudzymi uczuciami oraz nie zda sobie sprawy z wyrządzanych krzywd lub popełnianych błędów. Wręcz przeciwnie, zdobędzie dzięki niej niezwykłą wiedzę i doświadczenie.

Granice same się wyznaczają dzięki miłości bezwarunkowej.

Wszyscy skupiają się na stanowczym wyznaczaniu granic dziecku, konsekwentnym ich przestrzeganiu oraz brania odpowiedzialności za ich przekraczanie. Rodzicom zależy, by w ich domu były jasne reguły, a dzieci będą się do nich zawsze stosować.

Oczywiście, dzieci powinny potrafić dostosować się do ogólnie panujących w społeczeństwie norm, gwarantujących im bezpieczeństwo, czy zwyczajnie dobre relacje z innymi osobami. Jednak wiele zasad dziecko powinno rozpoznać i uznać samo. Ponieważ dzięki sytuacjom przydarzającym się na co dzień, będąc w pełni akceptowanym i kochanym bezwarunkowo samodzielnie określi, jak chce, jak nie chce, jak powinno, a jak nie powinno się zachowywać.

Bo granice są potrzebne, każdy z nas jakieś ma. Jednak zwykle sami je sobie wyznaczamy, rozumiemy je i zdajemy sobie sprawę z konieczności dostosowania się do nich. Dlaczego by nie dać takiej możliwości dziecku?

“Dzieci mogą akceptować ograniczenia i nawet je sobie cenić, ale potrzebują by je z nimi konsultować, a nie wymuszać” – Thomas Gordon.

 

Dziecko wołające o miłość…

Wiele lat temu, kiedy nie miałam jeszcze dziecka, wielokrotnie obserwowałam pewną scenę walki i zastanawiałam się, jak tak “dobrze wychowane”dziecko (kiedyś uważałam, że posłuszne i wykonujące wszystkie polecenia rodziców dziecko, jest dobrze wychowane), może zachowywać się w ten sposób…

4-letnia dziewczynka bardzo lubiła przesiadywać u koleżanki. Zawsze, gdy musiała już iść do domu wpadała w furię. Na co dzień grzeczna i zawsze spełniająca oczekiwania mamy dziewczynka, zachowywała się w tej sytuacji jakby diabeł ją opętał, a mama nie była spokojniejsza. Gniew, jaki widać było na jej twarzy, w ogóle nie robił na córce wrażenia. Sytuacja powtarzała się za każdym razem. Mama, która dotąd jednym ostrym spojrzeniem przywoływała dziecko do porządku tym razem kompletnie nie miała wpływu na zachowanie córki.

Dopiero kilka lat później znalazłam w pewnej książce opis podobnej sytuacji. Autor tłumaczył, że takie zachowanie dziecka, to wołanie o pomoc i chęć wyrwania się z trudnej sytuacji.

Okazało się, że dziewczynka celowo prowokowała taką sytuację.

Dopiero gdy jej mama zmieniła swoje podejście i zamiast ataku podniosła białą flagę. Zamiast gróźb, kar i krzyków wyszła do dziecka ze spokojną rozmową udało się zapanować nad sytuacją, a dziewczynka doświadczyła akceptacji i miłości bezwarunkowej, której potrzebowała.

Matka dziewczynki miała szczęście, ponieważ dość szybko przekonała się, jak dużą przykrość wyrządza swojemu dziecku bezustannie oczekując poprawnego zachowania. Zauważyła, że tylko wtedy była serdeczna i miła dla córki.

 

Bo jak tu być miłą, gdy dzieciak z krzykiem tarza się po podłodze w sklepie…

Może właśnie dlatego to robi. Zna nasz czuły punkt. Wie, że tym, co ludzie sobie o nas pomyślą bardzo się przejmujemy… więc celowo prowokuje sytuacje, które mają je wyzwolić z ciągłego podporządkowania się, a rodzicowi dać do zrozumienia, że coś jest nie tak.

 

Co zatem robić, gdy…

Na wszystkie trudne zachowania dziecka jest jedno, może nieznacznie różniące się rozwiązanie.

Gdy dziecko płacze w sklepie, bo chce zabawkę…

Gdy dziecko nie chce wyjść z przedszkola…

Gdy dziecko nie je obiadu…

Gdy dziecko nie sika do nocnika…

Gdy dziecko nie sprząta po sobie….

Gdy dziecko nas bije…

 

Te wszystkie momenty, które zwykle wyprowadzają nas z równowagi, to nasza szansa na okazanie naszemu dziecku miłości bezwarunkowej.

 

Spokój, rozmowa, nasze uczucia, nasza miłość.

Wiem, że niektórzy wątpią w skuteczność rozmowy z 2-latkiem w szale, ja jednak wierzę. Oczywiście szału nie da się zagłuszyć naszymi słowami, dlatego można go przeczekać, na przykład przytulając dziecko lub trzymając je za rękę (jeżeli sobie tego życzy, nic na siłę). Ja wychowana na Superniani, pozbawiona tej wiedzy, izolowałam dziecko, gdy było wściekłe, jednak to tylko potęgowało jego szał, a trudne sytuacje się powtarzały. Dopiero, gdy byłam przy nim, szybko się uspokajał i dążyliśmy do porozumienia.

  -Mama jest przy mnie. Kocha mnie nawet jak krzyczę.

Dziecko nie dowie się, że robi komuś przykrość, jeżeli nikt mu o tym nie powie. Musi wiedzieć, że jego zachowanie krzywdzi. W przedszkolu, czy szkole szybko się o tym dowie od innego szczerego dziecka, ale w domu także powinno dostawać te informacje. “Gdy mnie bijesz, bardzo mi wtedy źle i po prostu mnie to boli”, “bardzo się cieszę, że lubisz być w przedszkolu, ale chciałabym żebyśmy już byli razem w domu”.

 -Mama kocha mnie nawet, jak nie chcę robić tego, co mi każe.

Słowa z zasadzie są zbędne po wykonaniu dwóch poprzednich kroków. Dziecko już wie, że jest kochane i akceptowane mimo tego, że nie zachowuje się tak jak “powinno” – według nas. Wie, że ma prawo mieć swoje zdanie i rodzic je szanuje. Ma prawo zachować się tak jak akurat ma ochotę, a rodzic to akceptuje.

 

Obawy, że akceptując takie zachowania tylko zachęca się dziecko do dalszych tego typu działań są niepotrzebne. Wyrażając swoją miłość wobec dziecka w trudnych sytuacjach dajemy mu to, czego właśnie potrzebuje. Otrzymuje coś, czego brak był powodem tego całego zdarzenia.

Z kolei reagując gniewem prowokować będziemy kolejne awantury. Aż dziecko uzyska to, czego potrzebuje.

 

*

Dzieci nie są złe z natury. Wszystkie ich nieodpowiednie według nas zachowania są dla nich nauką i zbieraniem doświadczeń. Każda nasza reakcja przekazuje im jasny komunikat, z którego nawet my czasem nie zdajemy sobie sprawy.

Zazwyczaj są to nieprzemyślane, automatyczne słowa czy gesty, które nie zawsze dają dziecku to czego akurat potrzebuje. Warto zatrzymać się chwilę i wykonać ruch, który pozwoli zrozumieć, zaakceptować i obdarzyć miłością bezwarunkową.

 


Rodzice -egoiści czy altruiści?

Posiadanie dziecka wiąże się z wieloma wyrzeczeniami oraz dużym poświęceniem ze strony rodzica. Osoby, które uważają inaczej zapewne bardzo egoistycznie podchodzą do roli mamy czy taty.

Wychowywanie dzieci to lata harówki. Ja mam jedno i uważam, że pracując zawodowo i chcąc się rozwijać, bardzo trudno jest znaleźć wystarczającą ilość czasu na zapewnienie dziecku dostatecznej uwagi i pomocy w codziennych sytuacjach. Nie wyobrażam sobie nawet, jak wygląda życie rodziców czwórki czy piątki dzieci…

Gdy są małe wymagają nieustannej opieki, gdy starsze – ciągłych rozmów i tłumaczeń, a gdy są już całkiem duże to się dopiero zaczyna..!

Tyle nocy nieprzespanych, tyle posiłków przygotowanych, garów pozmywanych, ubrań poprasowanych…

Czy powinniśmy oczekiwać wyrównania rachunków? Rewanżu? Przecież tak często się słyszy, że dobrze mieć dzieci, żeby miał kto podać szklankę wody na starość…

Wiele osób uważa, że obowiązkiem dziecka jest opiekowanie się rodzicem, gdy on będzie starszy i miał problemy z samodzielnym wykonaniem pewnych zadań. Uważają także (zwykle na wsi), że któreś dziecko powinno pozostać przy rodzicach, by się nimi zajmować. Tylko, co wtedy gdy ono nie chce. Gdy pragnie niezależności i wolności, a rodzice swoim zachowaniem wywołują w nim poczucie winy i zmuszają do pomocy i “opieki”.

Konflikty, jakie często mają miejsce w rodzinach, są wynikiem dokładnie takiego podejścia. Dorosłe dziecko nie może żyć na swoich warunkach, będąc ciągle zależnym od rodziców, przelewa swoje frustracje na nich. Z kolei oni nie tak sobie wyobrażali spokojną starość… Przecież należy mi się ta opieka za tyle lat mordęgi…

Oczywiście problemy rodzinne mają dużo głębsze źródła, ale sprawa opieki nad rodzicami jest wyjątkowo częstą przyczyną niesnasek i wzajemnych pretensji w wielu domach.

Nie wyobrażam sobie, bym mogła kiedykolwiek żądać, by mój syn zrezygnował ze swojego życia i tym samym szczęścia, by się mną opiekować.

Jeżeli za jakiś czas, gdy już będę stara i niedołężna, moje dziecko stwierdzi, że nie wyobraża sobie, by nie zająć się mną, będę najszczęśliwszą staruszką na świecie.

Jeżeli jednak będzie wtedy podróżowało po świecie i spełniało się zawodowo, czy w jakikolwiek inny sposób – także będę szczęśliwa, że mu w tym nie przeszkadzam.

Nie zgadzam się z rodzicami, którzy oczekują wdzięczności od dzieci za włożony trud i wysiłek w ich wychowanie. Posiadanie dzieci powinno łączyć się z próbą dania światu szczęśliwego, wolnego człowieka, który ma możliwość decydowania o tym, jak chce żyć, by być spełnionym.

Nagrodą dla rodzica, za te wszystkie lata ciężkiej pracy powinna być satysfakcja ze szczęśliwego życia dziecka, zamiast jego wdzięczności w postaci dożywotniej opieki.

Poza tym, żeby tej opieki oczekiwać, trzeba najpierw samemu dać z siebie wszystko co najlepsze.

Zapewnienie dziecku wychowania pełnego troski i miłości sprawi, że nie pozwoli ono na samotną pozbawioną pomocy starość rodzica, jednak gdy więź pomiędzy dzieckiem i rodzicem jest słaba, a  kontakty raczej chłodne, nawet wymuszone na przykład poczuciem winy u dziecka, czynności związane z opieką nad rodzicami, będą dla niego tylko przykrym obowiązkiem, a chyba nie o to chodzi…

Obowiązkiem rodzica jest zajmowanie się dzieckiem i wychowywanie go tak, aby przekazać mu najważniejsze wartości rodzinne. Są nimi miłość i szacunek jednych do drugich. To czy i w jaki sposób zostaną one przekazane i utrwalane będzie miało wpływ na zachowanie dziecka. W przyszłości będzie właśnie tak obchodziło się z własną rodziną, a także z nami, rodzicami.

Najważniejsze to pozwolić dzieciom, by były szczęśliwe. Wspierać ich w wyborach, które dadzą im spełnienie i radość z życia.

Nie obarczać obowiązkami tylko ze względu na naszą korzyść. Czasy się zmieniają. Już nie trzeba bać się samotności. Można codziennie się widzieć z rodziną mieszkającą na drugim końcu świata za pośrednictwem Internetu. Rozmawiać także można bardzo często.

Trzeba pogodzić się z myślą, że pewnego dnia dzieci będą żyły na swój sposób. Nie mamy prawa żądać zapłaty za ich wychowanie.

Mamy prawo oczekiwać pomocy i wsparcia, ale nie mamy prawa tego żądać. To czy je otrzymamy zależeć będzie od tego, jakie wartości przekazaliśmy dziecku przez te wszystkie spędzone razem lata.

 

 

 

Photo by Mikael Kristenson on Unsplash

Copyrights

Liravibes - blog parentingowy

Strona powstała dzięki dofinansowaniu z Unii Europejskiej i i Europejskiego Funduszu Społecznego na rozwój przedsiębiorczości w ramach projektu „ Czas na działanie! Czas na własną firmę!” nr RPLU.09.03.00-06-0044/16 realizowanego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego na lata 2014 – 2020 OŚ Priorytetowa 9 Rynek pracy, Działanie 9.3 Rozwój przedsiębiorczości