Komu bardziej się przydają wyznaczone granice…

Bezustannie mówi się o wyznaczaniu dzieciom granic i stanowczym, konsekwentnym przestrzeganiu narzuconych im reguł.  A także o zakazach i przestrogach mających dać dziecku poczucie bezpieczeństwa. 

To elementy wychowania dzieci, które mogą mieć miejsce, jednak jak zwykle wymagają znalezienia złotego środka.

Jedno dziecko będzie ciągle “sprawdzało” naturę, ucząc się w ten sposób. Nie uwierzy, że przedmiot jest gorący dopóki go nie dotknie. Inne tylko obserwując świat, pozna najistotniejsze informacje.

Ciągłe zakazy, przestrogi oraz stawiane granice nie odniosą wielkiego skutku wobec osobowości pierwszego dziecka, drugie z kolei wcale ich nie potrzebuje. Co w takim razie z jego poczuciem bezpieczeństwa?

Poczucie bezpieczeństwa to jedna z podstawowych potrzeb każdego człowieka, nie tylko dziecka. Od małego dążymy do momentu, w którym będziemy się czuć spokojnie i komfortowo. To bezpieczeństwo dają nam bliscy, stabilność finansowa lub nawet siła fizyczna. Czy jednak jakakolwiek forma ograniczeń ze strony rodziny, czy pracodawcy w kwestii wydawania zarobionych przez nas pieniędzy sprawi, że będziemy czuć się bezpieczniej?

Myślenie zamiast biernego wykonywania rozkazów.

Dzieci potrzebują rady, wsparcia, a nasze informacje są niezbędne dla ich prawidłowego i bezpiecznego rozwoju, ale może zamiast zakazów moglibyśmy skłonić dziecko do myślenia.

Gdy mówimy: NIE BĘDZIESZ CHODZIŁ SAM DO SZKOŁY, BO MOŻE CI SIĘ COŚ STAĆ. Nie dość, że straszymy dziecko tym, co może się zdarzyć, to także dajemy mu do zrozumienia, że jest jeszcze za mało mądre, rozsądne czy odpowiedzialne, by samemu poradzić sobie z potencjalnymi problemami. Okazujemy także brak zaufanie wobec niego, ale i troskę o jego bezpieczeństwo zarazem.

Może warto dać dziecku szansę samodzielnie podjąć decyzję mówiąc: MYŚLISZ, ŻE JESTEŚ W STANIE BEZPIECZNIE ZACHOWAĆ SIĘ PRZY PRZECHODZENIU PRZEZ ULICĘ? Odpowiedzialność, jaką przejmie w tym momencie za własne zachowanie może okazać się kamieniem milowym na pewnym etapie rozwoju dziecka. 

Kiedy i komu wyznaczać granice?

Nie unikniemy jednak wielu stawianych dzieciom zakazów, które mają je uchronić przed niebezpieczeństwem lub pomóc w wielu codziennych sytuacjach.

Jesteśmy rodzicami i mamy prawo nie dawać dzieciom słodyczy ze względu na ich zdrowie. Kazać dzieciom myć zęby i dbać o higienę, czy zabraniać grania na xboxie cały dzień.

Mamy takie prawo i powinniśmy z niego skorzystać. Pozostawienie dziecku wyboru w tych kwestiach mogłoby się skończyć wizytą pracownika GOPS-u w naszym domu 😉

Jest jeszcze wiele sytuacji, gdy rodzice mogą narzucić swoją wolę dziecku, ale przesadne ograniczanie zakazami może spowodować zupełnie odwrotny skutek. Zamiast dawać wyraz troski i poczucie bezpieczeństwa dziecko otrzyma brak zaufania i nadmierną kontrolę, z której będzie chciało jak najszybciej się uwolnić.

Dorośli i dzieci sami powinny wyznaczać własne granice.

A teraz do sedna…

Wyznaczanie granic dziecku nie jest podstawowym elementem wychowania. To sobie powinniśmy wyznaczyć granice i tego samego nauczyć dziecko.

Nasze zachowanie więcej uczy dziecko niż nasze słowa. Wychodzi na to, że wystarczy, gdy będziemy regularnie myć zęby, by dziecko samo zaczęło to robić. Jest na to duża szansa, jednak nie zawsze działa…

Jednak w innych aspektach życia działa aż nadto! 

Jeśli zachowujemy się mało asertywnie wobec rodziny czy znajomych, nie możemy oczekiwać, że nasze dziecko będzie naszym przeciwieństwem. Jeśli czujemy się niepewnie w towarzystwie, nie powinniśmy się dziwić, że nasze dziecko nie będzie w podobnej sytuacji czuło swobodne i rozluźnione.

Nasze zdenerwowanie i negatywne emocje w różnych sytuacjach udzielą się dziecku i zaprogramują je na nasz wzór. 

Dlatego warto podjąć pewne kroki, które dzięki naszym własnym zmianom ułatwią życie nam, a także naszym dzieciom.

Dzieci niemalże codziennie się czegoś uczą. Nasze słowa “Nie depcz kwiatków w ogródku sąsiadki” mogą nic nie znaczyć dla dziecka. Dopiero konfrontacja z sąsiadką sprawi, że już nigdy nie przejdzie mu przez myśl deptanie jakichkolwiek kwiatków. A to dzięki granicy jaką ustanowi sąsiadka.

Każdy z nas na swoje własne granice. Niektóre są bardzo bardzo słabe i każdy bez wysiłku może je pokonać, inne są mocne i nie ma żadnej siły, która mogłaby je złamać.

Rodzic, który chce, by jego dziecko rozwijało się sposób, który pozytywnie wpłynie na jego życie powinien zadbać o ustalenie swoich własnych granic już na samym początku swojej rodzicielskiej drogi.  

Dziecko, ciągle testuje granice wszystkich osób wokół. Jeżeli potrafi uderzyć rodzica, zrobi to ponieważ chce się dowiedzieć, co się stanie lub już wie, że można to robić. Będzie próbował zrobić nawet coś gorszego, by dowiedzieć się gdzie jest granica. Jeżeli rodzic szybko jej nie ustali może mieć duże kłopoty w przyszłości. 

Tłumaczenie “jest jeszcze małe, nie rozumie, że nie można bić innych, będzie starsze to się dowie” jest zwyczajnie głupie. Może i powody, dla których trzeba dać czasem komuś w mordę pozna dopiero za kilkanaście lat, to granice rodziców powinno poznać jak najszybciej.

Bywa, że złościmy się na kogoś, a często bardziej na samego siebie za brak reakcji lub nieodpowiednie zachowanie w obliczu przykrego dla nas wydarzenia. Posiadając umiejętność definiowania siebie i określenia, co sprawiam nam przyjemność, a co przykrość, możemy bronić naszego terytorium i nie pozwalać na cudze zachowania, które mogą nas krzywdzić. Musimy także walczyć z tym, co jest dla nas niekomfortowe, za to starać się żyć tak, aby czerpać jak największą satysfakcję z codziennych sytuacji. 

Ustalając swoje własne granice, nie godzimy się na nieodpowiednie traktowanie, które zwłaszcza ze strony dziecka może być bardzo bolesne.

*

Obawiam się, że częściej sami powinniśmy zadbać o własne granice, niż ciągle skupiać się na stawianiu ich dzieciom, które bez nich doskonale porodziłyby sobie w wielu sytuacjach. Nasze własne terytorium powinno być mocne i niezachwiane, a dziecko powinno obserwować jak stanowczo bronimy naszych, własnych zasad. 

Nigdy nie powinniśmy pozwolić, by ktoś nas obrażał lub wyśmiewał przy dziecku. Nasz autorytet w jego oczach runie i przemieni się w zgliszcza. A dziecko będzie czuło się upokorzone równie mocno jak obrażany rodzic. 

Musimy być dla naszych dzieci nauczycielami budowania, wzmacniania oraz pilnowania naszych granic, aby same w przyszłości zadbały o własne interesy i potrafiły sprzeciwić się tym, którzy spróbują się przedrzeć na ich teren. 

 

 

Photo by Marius Serban on Unsplash


Wymagający rodzic- dobry rodzic

Swego czasu zwłaszcza w Ameryce panował trend na traktowanie dzieci po koleżeńsku. Okazał się jednak nie najlepszym pomysłem. Dzieci rozbite pomiędzy potrzebą stabilizacji oraz posiadania przywódcy stada, a zbytnim luzem i „dziwnym zachowaniem” rodziców, tak też się czuły i zachowywały -dziwnie.

Z pewnością są rodzice, którzy uważają, że ich relacje z dzieckiem na stopie koleżeńskiej mają bardzo dobry wpływ na wszystkich. Ja jednak uważam, że nie zawsze taka postawa korzystnie wpływa na rozwój i zachowanie dziecka. Wiele także traci wtedy rodzic.

Dzieci potrzebują przywódcy, nie dorosłego kolegi.

Częste spięcia w rodzinie, wywoływane codziennymi czynnościami świadczą o niskim poziomie przywództwa u rodziców. Autorytarne podejście do wychowania dzieci, jednoznacznie nakazujące, wykonywanie w perfekcyjny sposób pewnych czynności, także nie jest dobrym podejściem. Wystarczy zatem zacząć wymagać od dzieci pewnych zachowań, które pomogą im w codziennym funkcjonowaniu.

Gdyby to było takie proste…

Dzieci doskonale wiedzą jak dużo mogą sobie pozwolić i z kim.

Jakiś czas temu autorytet matki, ojca czy nauczyciela wiązał się ze strachem i niepewnością u dzieci. W takiej relacji brał udział podmiot (dorosły) oraz przedmiot (dziecko). Teraz w domu jak i szkole wszystkim zależy (przynajmniej powinno), aby te relacje opierały się na dwóch podmiotach. Tak, by każda ze stron miała swoje prawa i była traktowana z należytym szacunkiem. Nie ma to nic wspólnego z traktowaniem się nawzajem po koleżeńsku. Każdy powinien ustalić swoje granice, których nie chce, by ktoś inny przekraczał.

Autorytet wymagającego rodzica.

To jakim jest człowiekiem rodzic (nauczyciel) w bardzo dużym stopniu determinuje zachowanie wobec niego dzieci. Zatem najkorzystniej byłoby, gdyby rodzic był osobą pewną swojej wartości, pełną szacunku oraz zaufania wobec siebie, przedstawiająca swoją osobą konkretne wartości. Niestety wielu z nas było wychowywanych na zupełnie innych ludzi, a teraz oczekuje się, że będą iść jak burza przez życie i jeszcze uczyć tego swoje dzieci. Byli uczeni słuchać poleceń, zapominając o własnych uczuciach i pragnieniach. Nie byli również traktowani poważnie, pytani o zdanie. Nikt nie interesował się tym, co myślą na dany temat, więc teraz często tego zdania nie mają. Nigdy nie zastanawiali się nad wieloma sprawami, a gdy zostali wezwani do tablicy mówili to, co obiło się im o uszy, nie wiedząc tak naprawdę, co w rzeczywistości o tym myślą.

Na szczęście to wszystko można zmienić. Wiąże się to oczywiście z pracą nad samym sobą, ale jest konieczne do celu, jakim jest bycie autorytetem dla swoich dzieci. Ci mali ludzie, którzy nas obserwują na co dzień i uczą się nowych reakcji i zachowań patrząc na nas, mogą być najlepszą motywacja do naszych własnych zmian na lepsze.

Wymagający rodzic czyli jaki?

Zapewne większości kojarzy się z dowódcą w wojsku. Nie o takim rodzaju wymagań piszę.

Wymagający rodzic nie pilnuje dzieci, aby o wyznaczonych porach szły spać, czy wstawały. Nie chowa tabletu, by dłużej nie grały. Nie krzyczy i nie rozkazuje. On po prostu wymaga pewnych zachowań własną postawą, czyli tym, co mówi i robi, po to, aby przekazać dzieciom ważne komunikaty, które korzystnie wpłyną na ich życie.

Czego może, a czego nie powinien wymagać rodzic.

Rodzic dzięki pewnym wymaganiom może pomóc dziecku w wielu sytuacjach. Jednak nie powinien przekraczać pewnych granic. Można wymagać od dziecka pilnowania własnych rzeczy, gdy wychodzi z domu, by uczyło się odpowiedzialności. Wstawania o określonych porach, aby samo pilnowało czasu i starało się być punktualne. Czy zjadania obiadu po szkole, w trosce o jego zdrowie. Jednak wymaganie od dziecka, by było przebojowe, gdy ono jest nieśmiałe, najlepszych ocen w szkole lub innych trudnych do osiągnięcia celów, czy zainteresowania tematami, które dziecko kompletnie nie zajmują, jest ingerowaniem w jego osobowość oraz okazywaniem braku akceptacji wobec jego osoby.

Taki rodzaj wymagań może bardzo szkodliwie oddziaływać na psychikę dziecka. Wymagający rodzic musi pamiętać o tym, że dziecko ma własne potrzeby czy pragnienia i bezwzględnie należy się z nimi liczyć.

Wymagający nauczyciel

Pamiętam z podstawówki moją pierwszą wychowawczynię. Zanim ją poznałam, każdy mówił o niej, że jest wymagająca. Niedługo się przekonałam, że mieli rację. Była bardzo wymagająca, a do dziś wspominam ją jako najwspanialszą nauczycielkę, jaką miałam.

Zadanie nauczyciela jest bardzo trudne. Musi skłonić dwadzieścia różnych charakterów do chętnej nauki, podczas, gdy my zazwyczaj musimy to zrobić z jednym, dwojgiem młodych ludzi i nie wiemy jak…

Co prawda niewielu nauczycielom to się udaje, ponieważ prawdopodobnie trzeba mieć do tego odpowiednie predyspozycje i podejście do dzieci.

Dlatego, aby nauczyciel uczył i rozwijał zdolności dzieci musi być wymagający. Musi także szanować uczniów i oczekiwać od nich szacunku wobec siebie. Powinien mieć poczucie humoru i być przystępny dla swoich uczniów. Dzieci nie mogą się bać własnego nauczyciela, ale powinny liczyć się z nim, a także polegać na nim.

Wymagający rodzic

Podobnie może być w domu. Rodzic, który szanuje uczucia dzieci, ale także wymaga, by liczono się z jego uczuciami, to dobry wymagający rodzic. Rodzic na którym można polegać w każdej sytuacji, który jest godny zaufania przez swoje klarowne zasady, jakimi się kieruje w życiu i pilnuje tego, aby się ich trzymać.

Wymagający rodzic ma wiedzę i zdanie na wiele tematów. Dziecko czuje tą siłę i pewność siebie w każdej jego wypowiedzi. Jednak, wie też, że może z rodzicem dyskutować i wyrazić swoje odmienne zdanie.

Wymagający rodzic nie oczekuje bezgranicznego posłuszeństwa i natychmiastowego wykonywania rozkazów.

Wymagający rodzic stawia sobie cele, ale i granice. Chce, by jego dzieci rosły wśród określonych zasad i wzorców. Zależy mu, aby przekazać im najważniejsze wartości, które pozwolą żyć w zgodzie z innym oraz samym sobą. Pragnie nauczyć dzieci szacunku i zaufania do siebie i innych.

Wymagający rodzic nie musi wydawać rozkazów, by uzyskać to czego oczekuje. On samą swoją postawą sprawi, że dziecko doskonale zrozumie najważniejsze informacje, jakie chce mu przekazać.

 

 

Photo by Liana Mikah on Unsplash

 

To również może Cię zainteresować:

 


Miłość warunkowa – “za coś” zamiast “dla kogoś”.

 

Mamusia bardzo cię kocha, gdy jesteś grzeczny.

Tatuś będzie cię bardzo kochał, jak będziesz miał dobre oceny.

 

Może nie bezpośrednio, ale często swoim zachowaniem lub podobnymi słowami mówimy tak do naszych dzieci.

Cieszymy się, gratulujemy, chwalimy dziecko w chwili jego sukcesu, by w momencie porażki zapytać ze złością: “Jak mogłeś tego nie wiedzieć?”

Nasze zachowanie w takich sytuacjach mówi dziecku jasno: “kocham cię tylko, gdy jesteś taki, jakim ja chcę, byś był”.

Czy przypadkiem sami często nie musimy się z tym mierzyć? Z tym frustrującym elementem naszego życia… Ponieważ ktoś akceptował nas tylko wtedy, gdy zachowywaliśmy się w odpowiedni sposób, ciągle dążymy do wymyślonego przez siebie ideału, by zasłużyć na miłość.

Miłość warunkowa – jeden z błędów naszych rodziców.

Nieświadomie powielamy schematy. Zdajemy sobie sprawę z błędów naszych rodziców i mimo niekorzystnych wpływów, jakie na nas wywarły, zdarza nam się robić to samo.

Wiemy przecież, że miłość, akceptacja oraz poczucie bezpieczeństwa to najważniejsze elementy życia dziecka (dorosłego także). Zatem powinniśmy zrobić wszystko, by zadbać właśnie o te trzy sfery, a reszta ułoży się sama.

Okazuje się jednak, że nie tak łatwo zapewnić dziecku miłość bezwarunkową i szczerą akceptację.

Na co dzień zdarza się wiele sytuacji, kiedy nie udaje nam się ukryć przed dzieckiem rozczarowania czy zawodu spowodowanego jego zachowaniem.

Dzieci doskonale widzą i rozumieją nasze reakcje. Wnioskują z nich, że nie są takie, jak chciałby rodzic.

 

Jak wygląda miłość bezwarunkowa i co daje dziecku?

  • w zupełności akceptuje się osobę kochaną miłością bezwarunkową,
  • nie okazuje się żalu wobec niej za krzywdy i wyrządzone przez nią przykrości,
  • nie mają znaczenia popełnione przez nią błędy,
  • niczego nie oczekujemy w zamian od takiej osoby.

Wydawać by się mogło, że taka postawa wobec dziecka może sprawić, że stanie się ono roszczeniowe oraz bezwzględne. Nie będzie liczyło się z cudzymi uczuciami oraz nie zda sobie sprawy z wyrządzanych krzywd lub popełnianych błędów. Wręcz przeciwnie, zdobędzie dzięki niej niezwykłą wiedzę i doświadczenie.

Granice same się wyznaczają dzięki miłości bezwarunkowej.

Wszyscy skupiają się na stanowczym wyznaczaniu granic dziecku, konsekwentnym ich przestrzeganiu oraz brania odpowiedzialności za ich przekraczanie. Rodzicom zależy, by w ich domu były jasne reguły, a dzieci będą się do nich zawsze stosować.

Oczywiście, dzieci powinny potrafić dostosować się do ogólnie panujących w społeczeństwie norm, gwarantujących im bezpieczeństwo, czy zwyczajnie dobre relacje z innymi osobami. Jednak wiele zasad dziecko powinno rozpoznać i uznać samo. Ponieważ dzięki sytuacjom przydarzającym się na co dzień, będąc w pełni akceptowanym i kochanym bezwarunkowo samodzielnie określi, jak chce, jak nie chce, jak powinno, a jak nie powinno się zachowywać.

Bo granice są potrzebne, każdy z nas jakieś ma. Jednak zwykle sami je sobie wyznaczamy, rozumiemy je i zdajemy sobie sprawę z konieczności dostosowania się do nich. Dlaczego by nie dać takiej możliwości dziecku?

“Dzieci mogą akceptować ograniczenia i nawet je sobie cenić, ale potrzebują by je z nimi konsultować, a nie wymuszać” – Thomas Gordon.

 

Dziecko wołające o miłość…

Wiele lat temu, kiedy nie miałam jeszcze dziecka, wielokrotnie obserwowałam pewną scenę walki i zastanawiałam się, jak tak “dobrze wychowane”dziecko (kiedyś uważałam, że posłuszne i wykonujące wszystkie polecenia rodziców dziecko, jest dobrze wychowane), może zachowywać się w ten sposób…

4-letnia dziewczynka bardzo lubiła przesiadywać u koleżanki. Zawsze, gdy musiała już iść do domu wpadała w furię. Na co dzień grzeczna i zawsze spełniająca oczekiwania mamy dziewczynka, zachowywała się w tej sytuacji jakby diabeł ją opętał, a mama nie była spokojniejsza. Gniew, jaki widać było na jej twarzy, w ogóle nie robił na córce wrażenia. Sytuacja powtarzała się za każdym razem. Mama, która dotąd jednym ostrym spojrzeniem przywoływała dziecko do porządku tym razem kompletnie nie miała wpływu na zachowanie córki.

Dopiero kilka lat później znalazłam w pewnej książce opis podobnej sytuacji. Autor tłumaczył, że takie zachowanie dziecka, to wołanie o pomoc i chęć wyrwania się z trudnej sytuacji.

Okazało się, że dziewczynka celowo prowokowała taką sytuację.

Dopiero gdy jej mama zmieniła swoje podejście i zamiast ataku podniosła białą flagę. Zamiast gróźb, kar i krzyków wyszła do dziecka ze spokojną rozmową udało się zapanować nad sytuacją, a dziewczynka doświadczyła akceptacji i miłości bezwarunkowej, której potrzebowała.

Matka dziewczynki miała szczęście, ponieważ dość szybko przekonała się, jak dużą przykrość wyrządza swojemu dziecku bezustannie oczekując poprawnego zachowania. Zauważyła, że tylko wtedy była serdeczna i miła dla córki.

 

Bo jak tu być miłą, gdy dzieciak z krzykiem tarza się po podłodze w sklepie…

Może właśnie dlatego to robi. Zna nasz czuły punkt. Wie, że tym, co ludzie sobie o nas pomyślą bardzo się przejmujemy… więc celowo prowokuje sytuacje, które mają je wyzwolić z ciągłego podporządkowania się, a rodzicowi dać do zrozumienia, że coś jest nie tak.

 

Co zatem robić, gdy…

Na wszystkie trudne zachowania dziecka jest jedno, może nieznacznie różniące się rozwiązanie.

Gdy dziecko płacze w sklepie, bo chce zabawkę…

Gdy dziecko nie chce wyjść z przedszkola…

Gdy dziecko nie je obiadu…

Gdy dziecko nie sika do nocnika…

Gdy dziecko nie sprząta po sobie….

Gdy dziecko nas bije…

 

Te wszystkie momenty, które zwykle wyprowadzają nas z równowagi, to nasza szansa na okazanie naszemu dziecku miłości bezwarunkowej.

 

Spokój, rozmowa, nasze uczucia, nasza miłość.

Wiem, że niektórzy wątpią w skuteczność rozmowy z 2-latkiem w szale, ja jednak wierzę. Oczywiście szału nie da się zagłuszyć naszymi słowami, dlatego można go przeczekać, na przykład przytulając dziecko lub trzymając je za rękę (jeżeli sobie tego życzy, nic na siłę). Ja wychowana na Superniani, pozbawiona tej wiedzy, izolowałam dziecko, gdy było wściekłe, jednak to tylko potęgowało jego szał, a trudne sytuacje się powtarzały. Dopiero, gdy byłam przy nim, szybko się uspokajał i dążyliśmy do porozumienia.

  -Mama jest przy mnie. Kocha mnie nawet jak krzyczę.

Dziecko nie dowie się, że robi komuś przykrość, jeżeli nikt mu o tym nie powie. Musi wiedzieć, że jego zachowanie krzywdzi. W przedszkolu, czy szkole szybko się o tym dowie od innego szczerego dziecka, ale w domu także powinno dostawać te informacje. “Gdy mnie bijesz, bardzo mi wtedy źle i po prostu mnie to boli”, “bardzo się cieszę, że lubisz być w przedszkolu, ale chciałabym żebyśmy już byli razem w domu”.

 -Mama kocha mnie nawet, jak nie chcę robić tego, co mi każe.

Słowa z zasadzie są zbędne po wykonaniu dwóch poprzednich kroków. Dziecko już wie, że jest kochane i akceptowane mimo tego, że nie zachowuje się tak jak “powinno” – według nas. Wie, że ma prawo mieć swoje zdanie i rodzic je szanuje. Ma prawo zachować się tak jak akurat ma ochotę, a rodzic to akceptuje.

 

Obawy, że akceptując takie zachowania tylko zachęca się dziecko do dalszych tego typu działań są niepotrzebne. Wyrażając swoją miłość wobec dziecka w trudnych sytuacjach dajemy mu to, czego właśnie potrzebuje. Otrzymuje coś, czego brak był powodem tego całego zdarzenia.

Z kolei reagując gniewem prowokować będziemy kolejne awantury. Aż dziecko uzyska to, czego potrzebuje.

 

*

Dzieci nie są złe z natury. Wszystkie ich nieodpowiednie według nas zachowania są dla nich nauką i zbieraniem doświadczeń. Każda nasza reakcja przekazuje im jasny komunikat, z którego nawet my czasem nie zdajemy sobie sprawy.

Zazwyczaj są to nieprzemyślane, automatyczne słowa czy gesty, które nie zawsze dają dziecku to czego akurat potrzebuje. Warto zatrzymać się chwilę i wykonać ruch, który pozwoli zrozumieć, zaakceptować i obdarzyć miłością bezwarunkową.

 


Być odpowiedzialnym za coś to według słownika:

  • gotowy do ponoszenia konsekwencji za swoje postępowanie,
  • mający obowiązek dopilnowania czegoś,
  • ponoszący winę za coś, co nie powinno się zdarzyć,
  • wymagający kwalifikacji,
  • powodujący jakiś stan lub proces.

Tak jak każdy dorosły człowiek jest odpowiedzialny za swoje życie, tak rodzic jest odpowiedzialny za życie i zachowanie swojego dziecka.

Niestety bardzo często zrzucamy tę odpowiedzialność na wszystko i wszystkich wokół, byleby tylko pozbyć się poczucia winy. Natomiast posiadając dzieci, z bezradności zarzucamy im wrodzoną niegrzeczność i nierozumność, nie patrząc wstecz i nie widząc w tym swojej winy.

Jeżeli dziecko zachowuje się w sposób nierozważny, być może nie zostało przestrzegane i informowane o niebezpieczeństwie, jakie mu grozi lub celowo prowokuje niebezpieczne sytuacje, by zwrócić na siebie uwagę rodzica.

Jeżeli dziecko stanowczo domaga się czegoś płacząc, bijąc, krzycząc, prawdopodobnie nie umie porozumieć się w inny sposób, gdyż nigdy nikt nie rozmawiał z nim na ten temat lub po prostu chce zwrócić na siebie uwagę rodzica.

Jeżeli dziecko ma problemy w nauce i nie jest to spowodowane żadnymi zaburzeniami to znaczy, że rodzic nie poświęcił wystarczającej ilości czasu na pomoc w nauce dziecku lub nie wytworzył u niego chęci posiadania i poszerzania wiedzy. 

Jeżeli dziecko uważa, że wszystko mu się należy, oznacza to, że rodzice tak je właśnie traktują lub pozwalają traktować innym.

Jeżeli dziecko bardzo źle znosi porażki to zapewne przez rodziców, którzy zbyt wiele od niego wymagają.

Tych sytuacji, za które odpowiedzialność powinien wziąć rodzic, jest bardzo wiele. Tymczasem bierze ją zazwyczaj dziecko.

 

To dziecko jest nieukiem.

To dziecko nie umie przegrywać.

To dziecko jest rozkapryszoną księżniczką.

To dziecko jest bezmyślne.

Jakim prawem rodzice żalą się na swoje dzieci i ich okropne zachowania skoro sami są za nie odpowiedzialni?

 

A zatem zgodnie z definicją odpowiedzialności:

Rodzic powinien być gotowy do ponoszenia konsekwencji za swoje postępowanie:

jeżeli nie poświęcamy dziecku zbyt wiele uwagi, nie akceptujemy jego osoby oraz zachowania, nie interesujemy się nim, nie rozmawiamy o tym co dobre, a co złe, to nie możemy mieć do niego pretensji, że zachowuje się w taki, a nie inny sposób.

Rodzic ma obowiązek dopilnować dziecko:

jeżeli nasz syn jeździ na skuterze bez kasku, wagaruje, źle się odżywia, nie sprząta pokoju, nie szanuje innych – to za sprawą naszego biernego zachowania wobec tych sytuacji. Jeżeli byśmy dopilnowali, by wcale nie jeździł na skuterze, skoro nie chce zakładać kasku, codziennie sprawdzali obecność w szkole, zapewniali odpowiednie posiłki i oczekiwali szacunku wobec siebie i innych prawdopodobnie nigdy żadna z powyższych sytuacji nie powtórzyłaby się.

Rodzic ponosi winę za coś, co nie powinno się zdarzyć:

są oczywiście momenty, na które nie mamy wpływu, jednak na większość owszem. Dając dziecku więcej odpowiedzialnych zadań, uczymy je odpowiedzialnego zachowania. Pozwalając na samodzielność, umożliwiamy im nabywanie nowych kompetencji. Temperament i osobowość każdego dziecka są inne i determinują różne zachowania, ale to rodzic swoim zachowaniem określa granice, a rozmową przekazuje najcenniejsze wartości.

Bycie rodzicem wymaga kwalifikacji:

dziecko źle się zachowuje? Trzeba iść z nim do psychologa. Zmiany zachowania dziecka na lepsze rzeczywiście jest w stanie dokonać psycholog, ale rozmawiając z rodzicem, nie z dzieckiem. Bycie rodzicem to niezwykle trudny etap w życiu człowieka. Wymaga nieustannej obserwacji dziecka, odpowiednich reakcji i ciągłych poszukiwań rozwiązań. Wraz z wiekiem dziecka, rodzic potrzebuje kolejnych informacji o tym, co się z nim dzieje i jak w odpowiedni sposób reagować na jego zmieniające się zachowania.

Rodzic powoduje jakiś stan u dziecka: 

wykluczając problemy zdrowotne, każde “dziwne” zachowanie dziecka jak agresja, kłopoty w nauce, izolacja – to sytuacje wywołane przez rodzica. Agresja jest często oznaką bezsilności lub “odwetu” za osobiste krzywdy. Rodzic albo jest bezpośrednio za nie odpowiedzialny lub nie dostrzegł, że dziecku ktoś inny wyrządza krzywdę.

Za słabe oceny zawsze odpowiedzialność ponosi dziecko, zabiera mu się kieszonkowe, ma szlaban na komputer, nie może wyjść z domu, tymczasem to postawa rodzica zachęca lub odciąga dziecko od nauki.

Unikanie kontaktów z rówieśnikami czy samymi rodzicami także nie bierze się znikąd. Rodzic powinien zauważyć niepokojące zachowania dziecka i znaleźć ich przyczynę, by pomóc mu żyć normalnie.

Nie chcę oskarżać wszystkich rodziców o brak umiejętności wychowawczych. Wielu z nich nieświadomie popełnia błędy. Sama nie raz, dopiero po jakimś czasie dostrzegałam, że moje zachowanie doprowadziło do jakichś nieoczekiwanych reakcji u dziecka. Zdawałam sobie jednak sprawę, że to ja ponoszę odpowiedzialność za ten stan.

Chcę oskarżać tych rodziców, którzy zrzucają odpowiedzialność za swój kompletny brak umiejętności rodzicielskich na własne dzieci, żaląc się na ich niewłaściwe zachowanie i własną bezradność. Którzy nie starają się pomóc własnemu dziecku, a za nieodpowiednie zachowania obarczają je winą.

 

 

  Photo by Annie Spratt on Unsplash


Zgodność w kwestii wychowania dziecka jest bardzo ważnym elementem całego procesu wychowywania. Jeden front jest konieczny, by dać dzieciom poczucie bezpieczeństwa i przekazać cenne wartości.

Czasami małżonkowie nie mogą się dogadać co do zakupu telewizora, a jak mają się zgodzić na jeden, konkretny cel wychowania dzieci?

Każdy człowiek jest inny. Posiada różne cechy osobowości i charakteru. Środowisko, w którym się wychował wpłynęło na niego w ten jedyny niepowtarzalny sposób, by stał się tym, kim teraz jest.

Nasze doświadczenia, z którymi mieliśmy okazje się zetknąć sprawiają, że nabieramy opinii na różne tematy oraz zachowujemy się w dany sposób, ponieważ uważamy to za słuszne.

Problem pojawia się, gdy dwoje ludzi, którzy mają lub zamierzają mieć dziecko, są zupełnie odmiennymi osobowościami i całkowicie inne wartości chcą przekazać swojemu pierworodnemu.

Co wtedy? Czy już od pierwszych miesięcy będą się szarpać nad łóżeczkiem dziecka i przekabacać go na swoją stronę? To mogłoby się skończyć bardzo źle…

Czasem trzeba być altruistą w wychowaniu dziecka.

Człowiek wychowujący dziecko nie może być egoistą. Kto mówi, że posiadanie dziecka nie musi wiązać się z wyrzeczeniami ten po prostu wcale nie przejmuje się jego losem i prawdopodobnie jest totalnym egoistą.

Dobre wychowywanie dziecka zawsze wiąże się z wyrzeczeniami. Z rezygnacją z pewnych zachowań, które mogłyby źle wpływać na dziecko.

Jednym z takich zachowań jest upieranie się przy swoim.

Każdy uważa, że ma rację. Jeśli jednak nie ma możliwości pozostania przy swoim, bo wiąże się to z licznymi sporami, dla dobra dziecka trzeba zrezygnować choćby z części.

Kompromis rodziców to element zgodnego wychowywanie dzieci.

-pozwoli zachować spokój w domu, w związku, w życiu dziecka,

-zawsze zakończy sytuację problemową,

-spowoduje jednakowe straty dla każdego z rodziców, za to da największe korzyści dziecku.

Będąc rodzicem wielokrotnie trzeba się poświęcać. Rezygnować z wyjść, dostosowywać do niemiłych sytuacji, nie przesypiać nocy, ale to wszystko w jednym celu – by zapewnić troskliwą opiekę i dobre wychowanie naszemu małemu człowiekowi.

Nie trzeba bać się utraty władzy.

Być może część tatusiów uważa, że rodzic stanowczo narzucający swoje zdanie w kwestii wychowania dzieci (i nie tylko) to prawdziwy przywódca stada. Lider, który musi sterować tym statkiem, aby nie zatonął. Chce, by dziecko od początku wiedziało, kto w tej rodzinie nosi spodnie.

To bardzo ważne, aby dziecko miało taką charyzmatyczną osobę jako wzór, ale nie samozwańczą, a taką, u której samo dostrzeże odpowiednie cechy przywódcy. Te cechy zapewnią mu poczucie bezpieczeństwa zamiast chaosu i lęku. Tą cechą z pewnością nie jest brak chęci do współpracy i kompromisu.

BRAK ZGODY W KWESTII WYCHOWANIA DZIECKA MOŻE SPOWODOWAĆ:

-zaburzone poczucie bezpieczeństwa dziecka,

-poczucie winy – dziecko może obwiniać się za sprzeczki rodziców spowodowane brakiem jednomyślności w podejmowaniu decyzji związanych z nim,

-brak określonych reguł – dziecko nie wie, co w końcu można, a czego nie,

-brak autorytetów w osobach rodziców, a tym samym brak osób, które mają najważniejszy wpływ na zachowanie dziecka,

-zły przykład funkcjonowania w związku, który być może dziecko powieli w przyszłości.

JAK SIĘ DOGADAĆ?

Rodzice, którzy nie mogą się porozumieć, co do wspólnych zasad w wychowaniu dziecka, muszą usiąść i zastanowić się, kto w tym wszystkim jest najważniejszy. Po co upierać się przy swoim, skoro konflikt i nerwowe napięcie źle wpływają na dziecko. Trzeba jak najszybciej się dogadać.

Aby mieć zgodność w kwestii opieki nad dzieckiem, należy znaleźć kilka najistotniejszych wartości, jako główny cel.

Na przestrzeni lat nasza misja może zupełnie zmienić swoje główne zasady lub ulec mniejszej lub większej korekcie. Jednak przez cały czas to, co przekazujemy dziecku powinno być w miarę spójne, by nie robić mu w głowie zamętu.

Gdy zostaną ustalone najważniejsze, wspólne dla obojga rodziców wartości, jakie chcą przekazać dziecku, należy obrać plan działania. Na jakie zatem zachowania pozwalamy, jakich zabraniamy.

Jeżeli dojdzie do sytuacji, gdy rodzice nie będą mogli podjąć takiej samej decyzji w pewnej kwestii, powinni dojść do porozumienia na osobności. Dziecko nie powinno być świadkiem ich rozmowy.

Warto także podzielić się pewnymi obowiązkami związanymi np. z odrabianiem lekcji (dla rodzica z większymi pokładami cierpliwości) czy podejmowaniem decyzji związanych z  wyjściem na dwór czy do kolegów. Wcześniej można ustalić wcześniej, że rodzice nie podważają nawzajem swoich decyzji i zachowań.

Docenienie i zrozumienie zamiast wytykania i krytykowania:

“Rozumiem, że kochasz naszą córkę i martwisz się o nią, ale jest jej przykro, gdy tak mało czasu może spędzać na dworze z innymi dziećmi”.

“Cieszę się, że nie denerwowałeś się, gdy Jaś się tak długo nie mógł zrozumieć tego zadania z matematyki. Widziałeś jaki był szczęśliwy, gdy tak cierpliwie mu tłumaczyłeś?”

Zawsze dobre słowo nawet z nutką manipulacji jest lepsze od awantury i wzajemnych wyrzutów, które prowadzą donikąd.

Jednomyślne ustalenie szczegółów dotyczących wychowania dziecka jest korzystne dla całej rodziny. Wiele przykrych sytuacji najzwyczajniej się nie pojawi, a kwestie sporne szybko się rozwiążą.

DZIECKO WŚRÓD ZGODNYCH ZASAD

Rodzice powinni stanowić zespół, być partnerami w tym trudnym zadaniu, jakim jest wychowanie dziecka. Obojgu należą się takie same prawa, dlatego ponoszą taką samą odpowiedzialność. Współpracę zainicjuje z pewnością ten rodzic, który będzie w bardziej świadomy sposób dostrzegał problemy dziecka i korzyści wynikające z rodzicielskiej jedności.

Podarowanie dziecku możliwości dorastania wśród zgody i jednoznacznych, trwałych reguł sprawi, że  będzie miało zapewnione poczucie bezpieczeństwa i wpłynie to na jego poczucie wartości. Ponieważ nawet gdy rodzice między sobą nie mogą się czasem dogadać, to wspólne decyzje w kwestii dziecka dadzą mu poczucie bycia kimś ważnym, a nawet wyjątkowym.

 

 

Zdjęcie z Unsplash


„Nie lubię psów ani kotów, ale gdy będę miała dziecko, będą musiała jakiegoś kupić, bo podobno obecność zwierzęcia korzystnie wpływa na dziecko”

Osobiście słyszałam te słowa. I byłam pod wrażeniem poświęcenia, jakiego chce się podjąć przyszła mama. Ale czego się nie robi, żeby dziecko się dobrze chowało..

Zdolności wychowawcze zwierząt to wcale nie żart. Nawet mniumni piesełek potrafi podporządkować sobie wszystkich członków rodziny i stać się przywódcą stada. Zdolności kota do rządzenia życiem ludzi nawet nie muszę tłumaczyć.

Czy jednak wystarczy zwierzaka postawić w salonie i zadzieje się cud? Dziecko zacznie samo rwać się do odrabiania lekcji i mówić sąsiadom „dzień dobry”?

Niestety, ale obecność psa, kota czy innego królika może przynieść tyle samo szkody co pożytku. A wszystko oczywiście leży w naszych rękach.

Malutkie dzieciaczki widząc puszystego sierściucha myślą, że to pluszak i można go podnieść za głowę, ciągnąć za uszy lub rzucić na bok, gdy nie robi tego co dziecko ma na myśli.

KONIECZNA JEST REAKCJA RODZICA I STANOWCZE PRZERWANIE ZŁEGO TRAKTOWANIA ZWIERZĄT.

Dziecko musi natychmiast dowiedzieć się, że nigdy nie można w taki sposób obchodzić się z żadnym zwierzęciem. Malutkie dzieci nawet nie powinny pozostawać ze zwierzem sam na sam, bo może się to źle skończyć dla któregoś z nich.

Rola rodzica jest tu najważniejsza.

Mogą jednak mieć miejsce różne scenariusze:

  1. Rodzic kategorycznie zabrania dręczenia zwierzęcia i tłumaczy, jaki jest tego powód.
  2. Rodzic wcale nie reaguje, śmieje się widząc zachowanie dziecka.
  3. Rodzic karci zwierzę za bronienie się przed dzieckiem. Bije psa czy kota na oczach dziecka.

Każda reakcja rodzica daje dziecku pewien komunikat i uczy, jak należy traktować zwierzęta.

Pierwszy przypadek jest reakcją wzorową. Ci którzy myślą, że dwuletnie dziecko jest za małe, żeby cokolwiek rozumieć z naszych upomnień są w wielkim będzie. Jednak oburzenie rodzica na zachowanie dziecka, a nawet zmieniony ton głosu (nie mówię o krzyku) da wystarczającą informację dziecku, że robi źle i postara się więcej nie popełniać tego błędu.

Maluch od początku będzie wiedział, że zwierzę nie jest zabawką. Nie można go krzywdzić i robić z nim co się zachce. Nauczy się szanować zwierzęta i zwracać uwagę na jego potrzeby.

Kolejny przykład to sytuacja dręczenia zwierząt, polegająca na świetnej zabawie rodzica i dziecka, co potrafią nawet uwiecznić nagrywaniem filmiku (Mam na myśli video, na którym dziecko zachęcane przez rodzica, rzuca królikami). Jak nieczuła istota wyroście z tego dziecka nawet nie chcę myśleć. Jakimi nieczułymi ludźmi muszą być tacy rodzice nie chcę wiedzieć.

Rodzic co prawda nie broni dziecka ani zwierzęcia, pozostawia ich, aby sami ustalili reguły i świetnie się bawi obserwując tą walkę. Dziecko uczy się, że zwierzę to zabawka bez uczuć, z którą można robić co się chcę… męczyć, dręczyć, kopać..

I jeszcze jedna możliwość, gdy dziecko prowokuje zwierzę i ono zachowa się nieodpowiednio to obrywa. To dość łagodne określenie tego, co dorosły jest w stanie zrobić ze zwierzęciem, bo jeszcze niedawno natrafiłam na informację w jakichś wiadomościach: „Ojciec rzucił kotem o ścianę, za to że udrapał dziecko”. Sytuacja, która pokazuje dziecku, że zwierząt się nie szanuje i mają być posłuszne człowiekowi. Jeśli nie są to są sposoby, aby zaczęły być.  Złe traktowanie zwierząt nie będzie na dziecku robiło żadnego wrażenia, gdy dorośnie.

Być może odniosłam się do zbyt makabrycznych przykładów. Jednak wiem, że nawet zwyczajna niechęć do psa czy kota może skutecznie uprzedzić dziecko do zwierząt. Straci tym sposobem możliwość posiadania wspaniałego przyjaciela.

ZWIERZE MOŻE BYĆ WSPANIAŁYM CZŁONKIEM RODZINY

I wierzę, że większości przypadków tak właśnie jest. Zwierzę oczywiście musi znać swoje miejsce i przestrzegać zasad (przynajmniej się starać). Tu wychowanie jest niemal tak ważne, jak w przypadku dziecka. No chyba, że nie zależy nam na meblach, podłogach, poduszkach, butach…

Kot lub pies mają swój świat i nie zawsze mają ochotę na nasze towarzystwo (no dobra, tylko koty tak mają), ale ich obecność daje człowiekowi bardzo miłe uczucie, a dziecko powinno dostrzec, że to wierni przyjaciele i cudowni pocieszyciele.

Najważniejszą pozytywną cechą życia w domu ze zwierzakiem jest rozwój empatii. To cecha, która bardzo korzystnie wpływa na życie człowieka. Obserwacja zachowania zwierzęcia, dostrzeganie jego potrzeb i tego, co sprawia mu szczęście czy ból to wspaniały trening empatii.

Poza tym posiadanie psa lub kota wiąże się z wieloma obowiązkami i sporą odpowiedzialnością. Dziecko ma kogoś o kogo musi zadbać, zająć się nim, wyprowadzić, posprzątać.. Oczywiście dziecko nie pozostaje z tymi wszystkimi obowiązkami samo, ale wykonywanie choćby części z nich wpłynie pozytywnie na jego postawę i jego stosunek do wykonywania odpowiedzialnych zadań w przyszłości.

Jeżeli dorosły nie lubi zwierząt, nie powinien kupować zwierzaka dziecku. Da niegodny naśladowania przykład traktowania ich i wychowa pozbawionego empatii niewrażliwca.

A takich już aż nadto w dzisiejszym świecie.

Jeżeli dziecko traktuje zwierzę jak zabawkę należy:

– natychmiast przerwać jego „zabawę”

– porozmawiać z dzieckiem (nawet z dwulatkiem), że tak nie wolno robić, bo zwierzę czuje tak, jak człowiek i sprawia mu swoim zachowanie ból,

– nigdy nie zostawiać dzieciaka samego ze zwierzątkiem,

– w sytuacji, gdy jakaś część ciała boli dziecko, porównać to uczucie do tego, co czuje zwierzę, gdy ktoś go źle traktuje.

Nawet jednorazowe i krótkotrwałe nieodpowiednie zachowanie dziecka wobec zwierza może mu sprawić frajdę i zachęcić do kolejnych prób. Dlatego trzeba pilnować malucha i starać się nie dopuścić do krzywdzenia naszych milusińskich.

Mam nadzieję, że świadomi rodzice wkrótce będą stanowili większość na tym świecie i przypadki znęcania się nad zwierzętami będą tylko okrutnym wspomnieniem.

Może Cię także zainteresować:

Czy warto wspierać rozwój empatii u dzieci w dzisiejszych czasach?

Wyznaczanie dziecku granic daje poczucie bezpieczeństwa.

 

Copyrights

Liravibes - blog parentingowy

Strona powstała dzięki dofinansowaniu z Unii Europejskiej i i Europejskiego Funduszu Społecznego na rozwój przedsiębiorczości w ramach projektu „ Czas na działanie! Czas na własną firmę!” nr RPLU.09.03.00-06-0044/16 realizowanego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego na lata 2014 – 2020 OŚ Priorytetowa 9 Rynek pracy, Działanie 9.3 Rozwój przedsiębiorczości