karma liravibes.pl blog wychowanie

Zemsta w białych rękawiczkach. W oczekiwaniu aż karma wróci…

Taka karma…

Chyba najpopularniejsze książki, filmy i historie to te, gdzie jeden z głównych bohaterów, ten niefajny, zostaje na koniec upokorzony lub po prostu, w brutalny sposób, pokonany.

Mimo że taki finał w książce każdemu daje satysfakcję, a nawet wręcz ulgę, to jednak w prawdziwym życiu jawne oczekiwanie, by ktoś doznał uszczerbku na zdrowiu za swoje haniebne czyny, już nie jest tak popularne.

Karma  załatwi sprawę

Wspaniale się dzieje, że coraz więcej osób zdaje sobie sprawę ze swoich mankamentów (nie tych fizycznych), ze swoich wad lub cech, które utrudniają człowiekowi życie. Pozbawiają pracy lub komplikują relacje w związkach.

Niektóre cechy, te bez niekorzystnego wpływu na własną egzystencję, ludzie coraz częściej są w stanie zaakceptować, inne natomiast, utrudniające pewne życiowe sytuacje, próbują eliminować.

Bierzemy odpowiedzialność za to, co spotyka nas w życiu, bo zdajemy sobie sprawę, jak wiele od nas zależy.

Internety dostarczają ogromne ilości informacji na temat własnego rozwoju, począwszy od podania na tacy sposobów zrozumienia swojej osobowości, po zaproponowanie technik mających na celu niwelowanie pewnych naszych niedoskonałości.

Jako, że przerobiłam już większość takich pozycji, wiem jedno:

By zacząć zmieniać się na lepsze, trzeba zacząć od podstawowej kwestii, jaką jest przebaczenie.

Należy przebaczyć sobie, to co zarzucaliśmy sobie latami, popełnione błędy czy niewykorzystane sytuacje.

Ważne jest także przebaczenie innym.

To jest punkt wyjścia. Dopiero po osiągnięciu tego, jakże wysokiego, poziomu który pozwala nam zaakceptować wszystko, co było w przeszłości, możemy zacząć żyć na nowo.

Przebaczenie takie zobowiązuje. Jeżeli poświęciliśmy swój czas i energię, by wyzbyć się negatywnych uczuć wobec siebie samego oraz innych trzeba utrzymać ten stan jak najdłużej, a najlepiej już na zawsze.

Istnieją jednak sytuacje, które sprawiają, że krew się w nas gotuje i nie jesteśmy w stanie pałać do pewnych osób choćby krztą serdeczności, jednak nie chcemy zrobić czegoś, czego później będziemy żałować.

Cała nadzieja w karmie.

Coraz więcej osób jest skłonnych wierzyć w tę niezwykłą energię, która odwala za nas czarną robotę.

My nikomu nic złego nie życzymy, rzecz jasna…

Karma to przekonanie wykorzystywane głównie w buddyzmie oraz hinduizmie, które mówi, że „co zasiejesz, to zbierzesz”. Czyli nie tylko wyrządzone krzywdy do nas wrócą, ale także otrzymamy pomoc, jeżeli sami jej kiedyś udzieliliśmy.

„Nie martw się, jeszcze karma do niego wróci” – zazwyczaj nie do końca świadomie ściągamy kłopoty na kogoś, pocieszając przyjaciółkę. Głównie jednak powinniśmy siać tę dobrą energię.

Będą i tacy, co pomyślą, że to bzdura, być może, ale autor książki „Diagnostyka karmy” Siergiej Łazariew tak nie uważa. Twierdzi natomiast, że potrafi ona przejść nawet na kolejną osobę, która musi odpokutować złe uczynki rodzica i tylko umiejętne zabiegi potrafią się jej pozbyć raz na zawsze.

Potęga podświadomości? Możliwe. Rozum ludzki jest w stanie uwierzyć we wszystko. I tak może działać karma.

Pomijając wysyłanie jej do kogoś, by otrzymał nauczkę za niecne występki, jest nieszkodliwa, a wręcz jej wykorzystanie na co dzień może przynieść wiele dobrego.

Wierząc w karmę, będziemy starać się być dobrymi ludźmi, choćby ze względu na własne korzyści. Damy światu pozytywną energię i dobro oczekując tego samego dla siebie. Natomiast biorąc odpowiedzialność za wszystko, co się nam przytrafi, nie dopuścimy się tego, czego sami nie chcielibyśmy doświadczyć.

Ufając, że takie podejście bezwzględnie działa, sprawimy, że to, w co tak mocno wierzymy, zacznie się sprawdzać.

Dobro rzeczywiście zacznie powracać, los sprzyjać, a my uwierzymy w swoją pozytywną energię sprawiającą cuda. To będzie woda na młyn.

Z kolei zdarzający się pech, kłopot, zmartwienie może dać do myślenia, że jednak powinniśmy popracować nad życzliwością wobec innych, czy więcej pomagać potrzebującym.

Jako że jestem skorpionem, który wybacza, ale nie zapomina to cieszę się, że karma pozwoliła mi w choćby minimalnym stopniu opanować niektóre negatywne emocje i dodać otuchy, że rachunki kiedyś się wyrównają i to bez mojego udziału (powiedzmy, że samo czekanie, aż przytrafi się komuś coś równie niedobrego, co sam niedawno zrobił, to nic takiego).

Chęć zemsty jest potężnym, destrukcyjnym, pozbawiającym ogromnej ilości energii uczuciem. Jak dobrze zatem, że możemy tak wiele zyskać tylko dzięki karmie, której działania nigdy nie potwierdzimy.

Nieważne… Sama wiara w jej moc potrafi ukoić nasz ból i pomóc nam zaakceptować spotykające nas czasem niesprawiedliwości, a także sprawić, że wejdzie nam w nawyk sianie tego, co sami chcemy zebrać.

 

Photo by Mark Daynes on Unsplash

Powiązane Artykuły

3 komentarze

  • Danka Maj 05, 2018 01.03 pm

    Bardzo wierze w karmę, w sprawiedliwość i w energię. Jednak patrząc na świat dookoła, gdzie tylu widzi kawałek swojego nosa, krzywdzi innych, zwirzeta, przyrodę….. zastanawiam sie ….

  • Oka Maj 05, 2018 02.04 pm

    Ciekawa sprawa z tą karmą, ja w nią średnio wierzę, ale w przypadku zwyrodnialców mam nadzieję że jednak ich dopadnie

  • Aldona Zakrzewska Maj 06, 2018 12.04 am

    Hm, też średnio wierzę w karmę – to byłoby zbyt proste. Usiąść i czekać, aż powrócą do nas lub do innych rykoszetem dobre i złe uczynki. Z moich obserwacji wynika, że można tak czekać dosyć dłuuugo… ;), a nawet się nie doczekać. Ale fajnie wierzyć w karmę – ci, co w nią wierzą wygrali los na loterii 🙂

Dodaj komentarz